WYKŁADY
PISMA ŚWIĘTEGO
“Ścieżka sprawiedliwych, jako światłość jasna, która
im dalej,
tym bardziej świeci aż do dnia doskonałego.”
TOM IV
Walka Armagieddonu
“I wylał szósty anioł czaszę swoję na onę wielką rzekę
Eufrates, i wyschła woda jej, aby zgotowana była droga królom od wschodu
słońca. I widziałem … trzy nieczyste duchy … duchy dyjabelskie, czyniące cuda,
które wychodzą od królów ziemi, i na wszystek okrąg świata, aby ich zgromadzili
na wojnę onego wielkiego dnia Boga wszechmogącego. … I zgromadził ich na
miejsce, które zowią po żydowsku Armagieddon” – Objawienie 16:12-16.
ZRZESZENIE WOLNYCH BADACZY PISMA ŚWIĘTEGO
WYDAWNICTWO “NA STRAŻY”
Kraków, ul. św. Filipa 13/16
ISBN 83-902820-8-9
PRACĘ TĘ POŚWIĘCONO
Królowi Królów i Panu Panów
DLA POŻYTKU
JEGO OFIAROWANYCH ŚWIĘTYCH
WYCZEKUJĄCYCH PRZYSPOSOBIENIA SYNOWSKIEGO
I
“WSZYSTKICH, KTÓRZY NA KAŻDYM MIEJSCU WZYWAJĄ
IMIENIA PAŃSKIEGO”,
“DOMOWNIKÓW WIARY”
A TAKŻE
WZDYCHAJĄCEMU I CIERPIĄCEMU STWORZENIU, OCZEKUJĄCEMU
OBJAWIENIA SIĘ SYNÓW BOŻYCH.
Ażeby wszyscy poznali, jaka jest społeczność
tajemnicy, która od początku
świata była ukryta w Bogu.” “Którą hojnie pokazał
przeciwko nam we
wszelkiej mądrości, oznajmiwszy nam tajemnicę woli
swojej według
upodobania swego, które był postanowił w samym
Sobie, aby w rozrządzeniu zupełności czasów
w jedno zgromadził wszystkie rzeczy
w Chrystusie”
Efezj. 3:4,5,9; 1:8-10.
Książkę tę napisał w 1897 roku Pastor Charles T.
Russell.
Sto lat temu, w roku 1897,
ukazał się czwarty tom z serii Wykładów
Pisma Świętego. Pierwsze wydanie tej książki nosiło tytuł “Day of
Vengeance” [Dzień Pomsty]. Piętnaście lat później, w roku 1912, o stanowisko
prezydenta Stanów Zjednoczonych ubiegał się Theodore Roosevelt. W trakcie swej
kampanii wyborczej wypowiedział on znamienne słowa: “Stoimy w obliczu
Armagieddonu i Walki Pańskiej”. Autor serii Wykładów
Pisma Świętego, C. T. Russell, odwołując się do tej wypowiedzi, napisał
nową przedmowę i wydał jeszcze raz czwarty tom swej serii, opatrując go nowym
tytułem “Battle of Armageddon”, czyli “Walka Armagieddonu”. Za dwa lata miała
rozpocząć się I wojna światowa, najbardziej znamienny ze wszystkich konfliktów
w historii świata.
Choć książka “Walka
Armagieddonu” koncentruje się głównie na zagadnieniu sądu nad Babilonem, w jego
kościelnych i cywilnych aspektach, jaki miał miejsce przy końcu XIX wieku, to
jednak czytając te rozważania dziś, po stu latach od ich napisania, trudno
oprzeć się wrażeniu, że dotykają one również problemów końca dwudziestego
stulecia. Głód, bezrobocie, dysproporcje społeczne, marnotrawstwo ekonomiczne,
bezduszność struktury gospodarczej wzniesionej na bazie egoistycznej
rywalizacji sprzecznych interesów, zagrożenie konkurencją państw
dalekowschodnich, brak nadziei na znalezienie jakiegokolwiek rozwiązania tej
sytuacji oraz nieustanny wzrost niezadowolenia społecznego pomimo coraz
większego dobrobytu to zjawiska, które na przestrzeni ostatnich stu lat nie
straciły nic ze swej aktualności, a rządy i społeczeństwa współczesnych państw
nadal nie znajdują odpowiedzi na dręczące pytania pojawiające się na kartach tej
książki.
Tendencje do
jednoczenia podzielonego chrześcijaństwa, jakie zaznaczyły się w drugiej
połowie ubiegłego stulecia, znalazły również słuszny komentarz w niniejszym
dziele. Kompromis uzyskany kosztem odstąpienia od fundamentalnych zasad idei
Chrystusa to cena, jaką nominalni chrześcijanie byli i nadal są skłonni płacić
za uzyskanie fałszywego poczucia jedności. Jakże wymownego znaczenia nabierają
przestrogi autora czwartego tomu z serii Wykładów Pisma Świętego wobec coraz to
nowych prób zjednoczeniowych podejmowanych przez chrześcijan u progu trzeciego
tysiąclecia.
Polski czytelnik
czwartego tomu będzie zapewne zdumiony niezwykle trafną oceną przykrych skutków
nadużyć idei komunizmu i socjalizmu, wywołanych ludzkim samolubstwem. Brak
właściwej motywacji do rzetelnej pracy, korupcja, rozwój bezwładnych struktur
władzy, brak wolności, tego wszystkiego doświadczyły kraje, które pomimo
istnienia przesłanek ostrzegających o nieskuteczności tych ideologii znalazły
się na drodze ich praktycznego doświadczenia. Książka ta opisuje również
konsekwencje obalenia komunizmu i socjalizmu oraz zapowiada wzrost znaczenia
systemów religijnych, a zwłaszcza papiestwa.
Szczególną
wartość przedstawia jednak opis postawy wierzącego człowieka wobec wszystkich
tych zjawisk. Umiar w postępowaniu w połączeniu z bezkompromisowym potępieniem
grzechu i egoizmu to sposób zachowania prezentowany i zalecany na kartach tej
książki.
Z wielką
przyjemnością oddajemy do rąk polskich czytelników nowe tłumaczenie tej
niezwykłej książki. Mamy nadzieję, że uwspółcześniona szata językowa
uprzystępni niełatwe często zagadnienia ekonomiczno-społeczne poruszane przez
autora czwartego tomu z serii Wykładów Pisma Świętego. Z tą też myślą
zamieszczamy na końcu książki objaśnienia niektórych trudniejszych terminów. W
tekście są one oznaczone małą literką “s” przy wyrazie. Przypisy wydawców
oznaczone są numerami. Pozostałe, oznaczone gwiazdkami, poczynił autor.
Wydawcy, 1997
PRZEDMOWA AUTORA
Tom ten został opublikowany
po raz pierwszy
w 1897 roku. Jego tematem jest zakończenie Wieku Ewangelii oraz przechodzenie
tego wieku w nową epokę, która ostatecznie stanie się nieocenionym
błogosławieństwem dla całej ludzkości. Obecnie jednak świat nie jest
przygotowany na jej przyjęcie. Stąd też błogosławieństwo przyszłości staje się
coraz częściej powodem podziałów, niezadowolenia oraz kłopotów. Jeśliby
błogosławieństwa minionych 43 lat miały nadal narastać w takim samym stopniu
jak dotychczas i proporcjonalnie wzrastałoby też niezadowolenie ludzi, to plan
Boży dotyczący ustanowienia Królestwa Mesjańskiego i błogosławienia ludzkości
za jego pośrednictwem zostałby udaremniony.
Z tego właśnie powodu Pan sprawił, że Tysiącletni
Dzień świta nad światem stopniowo. Ludzie budzący się z odrętwienia przeszłości
nie dostrzegają bynajmniej powiązania między obecnymi i przyszłymi
błogosławieństwami a działalnością Pana i Jego łaski. Obliczyliśmy, że minione
43 lata przyniosły światu tysiąckrotny wzrost bogactwa w stosunku do tego, co
zostało wytworzone w ciągu minionych sześciu tysięcy lat. Poprawie warunków
życia wśród mieszkańców cywilizowanych krajów, skróceniu czasu pracy itp.
towarzyszy rozwój wiedzy, a jednocześnie związany z nim wzrost niezadowolenia.
Zgadza się to z przepowiednią Pana odnoszącą się do naszych czasów. Pan mówi o
tych dniach przez proroka Daniela: “Bo to wiele ich przebieży, a rozmnoży się
umiejętność”; “Ale mądrzy zrozumieją”; “A będzie czas uciśnienia,
jakiego nie było, jako narody poczęły być” – Daniel 12:1-4,10.
Innymi słowy rozwój umiejętności powoduje wzrost
niezadowolenia i obaw, które prowadzą do Armagieddonu, czyli Dnia Pomsty Boga
nad całym światem. W trakcie obecnej wielkiej wojny dostrzegamy, jak wielkie
narody boją się sukcesu swych rywali. Pomimo zgromadzenia bajecznych bogactw,
wszyscy są teraz bardziej <str. 2> niezadowoleni niż dawniej i boją
się, że zdarzy się coś, co powstrzyma proces bogacenia się, a strumień obfitości
zostanie skierowany w stronę konkurentów. Ten strach musiał doprowadzić do
wojny, a obecna chwila została wykorzystana jako najbardziej odpowiednia, zanim
słabi staną się zbyt mocni. Ten sam duch przejawia się wszędzie – w
niewdzięczności za chwile obecne i minione, w obawie przed chwilami przyszłymi,
w samolubstwie, które nie zważa na złotą regułę.1 Z tego właśnie wynika konflikt między kapitałem a światem pracy i
możemy spodziewać się jedynie gwałtownego pogłębiania się tych zjawisk.
Wysokość długów walczących narodów została
autorytatywnie oszacowana na 55 mld dolarów. Kwota ta oczywiście nigdy nie
będzie miała pokrycia w złocie; złota nie wystarczyłoby nawet na pokrycie odsetek
od długów świata. To musi doprowadzić do bankructwa, gdy tylko skończy się
wojna. Skończą się też możliwości finansowania odsetek od obligacji przez druk
kolejnych serii papierów wartościowych. Świat wpada w ten sposób w otchłań
bankructwa, choć w procesie tym – podobnym do upadku człowieka – zaburzenia nie
są jeszcze tak groźne, dopóki nie towarzyszy im moralny wstrząs mózgu. Z
pewnością wojna nie skończy się na skutek braku ludzi, którzy gotowi są
strzelać albo dać się zastrzelić, ale raczej na skutek braku żywności albo
upadku finansów. Zdaniem autora ta druga przyczyna będzie dominująca.
Polityczni i finansowi królowie oraz ich doradcy już
dzisiaj martwią się, co zrobić, aby po zakończeniu wojny uniknąć wybuchu
ogólnoświatowej rewolucji niezadowolenia. Dwadzieścia milionów ludzi
znajdujących się obecnie pod bronią będzie potrzebowało zatrudnienia.
Przypuśćmy, że nawet jedna czwarta z nich pozostanie w wojsku, co zrobić jednak
z pozostałymi? To pytanie zaprząta umysły wielu mądrych tego świata. Świat
obywa się przecież bez tych, którzy są w wojsku, produkując przy tym wielkie
ilości broni i amunicji. Z pewnością można by się obejść bez tych dwudziestu
milionów. Ludzie ci, przyzwyczajeni do lekceważenia ludzkiego życia, staną się
mniejszym lub większym <str. 3> zagrożeniem w każdym kraju.
Brytyjczycy czynią przygotowania w celu skierowania swoich nadwyżek siły
roboczej do uprawy ziemi w Kanadzie albo Australii. Inne narody bez wątpienia
także podążą tym śladem w miarę swoich możliwości. Wszyscy jednak zdają sobie
sprawę z tego, jak poważne stoi przed nimi zadanie.
Biblia wskazuje, że w tym czasie światowe systemy
nominalnego kościoła zajmą ponownie eksponowaną pozycję łącząc się z władzami
świeckimi. Bez trudu można już obecnie zaobserwować podstawy do zaistnienia
takiej sytuacji. Osłabione finansowo królestwa uświadamiają sobie potrzebę
zachowania dominującej pozycji względem społeczeństwa, aby uchronić go przed
wszelkimi wpływami socjalizmu i anarchizmu. Będą oni w naturalny sposób
spoglądać w kierunku wielkich instytucji religijnych, zwanych kościołami, aby
pozyskać ich poparcie. Będą czekać, aby instytucje te nadal straszyły ludzi
wiecznymi mękami i pomagały ratować państwo przed upadkiem. Kościoły też
chętnie skorzystają z tej sposobności. Już obecnie zwijają się jak dwa końce
zwoju – z jednej strony katolicy, z drugiej protestanci, przeciwni sobie, a
jednak połączeni, każda ze stron zjednoczona i połączona w miarę swoich
możliwości.
Biblia oświadcza jednak, że owe rządy, “jako
królowej”, nie potrwają długo i że upadek Babilonu będzie ogromny – jak
wrzucenie kamienia młyńskiego w otchłań morza. W czasie owych krótkich rządów
tak zwanej “królowej” możliwości głoszenia Prawdy zostaną bardzo ograniczone.
Ci zaś, którzy pozostaną wierni Bogu i Jego zasadom, zostaną niewątpliwie
dotknięci cierpieniami.
W trakcie upadku Babilonu możni tego świata,
polityczni i finansowi królowie i książęta, będą trzymali się z dala,
wystrzegając się bliższych związków z tym systemem, aczkolwiek podniosą oni
wielki lament, zdając sobie sprawę z tego, że upadek Babilonu zapowiada ich
własny upadek. Wkrótce potem nastąpi całkowite zniszczenie i zagłada obecnych
rządów pogan, co w Biblii jest symbolicznie przedstawiane jako wielki pożar,
który pochłonie całą ziemię – wszystkie instytucje religijne, społeczne,
polityczne i finansowe. <str. 4>
Biorąc pod uwagę, że Tom ten został napisany
dwadzieścia lat temu, nikt nie powinien być zaskoczony faktem, że niektóre
zawarte w nim stwierdzenia, choć zaskakująco silne w swej trafności, nie
całkiem odzwierciedlają widoczną obecnie pełnię Prawdy. Na przykład majątek
świata pomnożył się wielokrotnie w przeciągu tych dwudziestu lat. Z łączenia
zasobów kapitałowych wyniknęło przyśpieszenie tempa wzrostu kapitału oraz jego
znaczenia i wpływów. Obliczono, że zasoby finansowe Stanów Zjednoczonych w
ciągu ostatnich czterech lat wzrastały w skali roku o 10 mld.
W Tomie tym wskazano, że istniejące trusty – giganty
skąpstwa i samolubstwa, aczkolwiek raczej pożyteczne niż szkodliwe w czasie
powstawania tego Tomu, staną się ostatecznie zagrożeniem, niebezpieczeństwem
dla ludzkości i jej interesów. Dożyliśmy takich czasów, że powszechnie odczuwa
się to zagrożenie. Dopóki wszystkie mechanizmy działają dobrze i znajdują się
pod kontrolą, nic złego się nie dzieje. Ale niech tylko interesy
przedsiębiorców i kapitalistów staną w sprzeczności z interesami świata pracy i
społeczeństwa! Zobaczycie, że rację miało natchnione Słowo, nazywając tę chwilę
“czasem uciśnienia, jakiego nie było, jako narody poczęły być”.
Jakże możemy być szczęśliwi, że w tym czasie wielkiego
ucisku ludzka “krańcowość stanie się sposobnością” dla Boga. On tylko czeka na
to, by móc okazać swą łaskawość. Pragnie On wylać na ludzkość tysiąckrotne
błogosławieństwo Wieku Tysiąclecia – podniesienie z upadku grzechu i śmierci
oraz przywrócenie do stanu chwały i podobieństwa Bożego. Przewidział On, że
ludzie muszą przejść przez tę szkołę. Ci, którzy mają otwarte oczy, przekonali
się już o tym w trakcie przeszło czterdziestoletniego okresu świtania, który
jednak zamiast przynieść błogosławieństwo i szczęście dla świata spowodował
raczej niezadowolenie. Pan nie będzie teraz przeszkadzał światu w realizacji
jego planów i pomysłów. Pozwoli ludziom pójść ich własną drogą, żeby okazała
się daremność ich usiłowań, żeby przekonali się, iż tylko interwencja Boża może
uchronić ich przed pogrążeniem całej struktury <str. 5> społecznej w
katastrofie. Zaiste, dopuści On do tragedii, ale potem ustanowi nowy porządek
dla ludzkości pod rządami Mesjasza, ponieważ obiecał, że wszystkie narody
“przyjdą do Pożądanego” Królestwa (Aggieusz 2:8).
Wasz
sługa w Panu,
Charles
T. Russell
Brooklyn,
N.Y.,
1
października 1916 r.
Wykład
I
“Dzień
Pomsty”
Prorocze wzmianki na ten temat –
Czas blisko jest – Cel tego Tomu – Ogólne spostrzeżenia. ............... 11
Wykład
II
“Brzemię
Babilonu” – “chrześcijaństwa”
Mene, Mene, Thekel, Upharsin
Babilon – Chrześcijaństwo –
Miasto – Imperium – Matka – Córki – Brzemię Babilonu – Jego przerażające
znaczenie. .. 21
Wykład
III
Konieczność
i sprawiedliwość
Dnia Pomsty
Na to pokolenie, obraz i
pozaobraz – Wielki ucisk jako uzasadniony skutek poprzedzających go przyczyn –
Obowiązki “chrześcijaństwa” i jego stosunek do nich – Obowiązki władz
świeckich, przywódców religijnych i innych klas społeczeństw cywilizowanych
państw – Związek narodów pogańskich z chrześcijaństwem i jego uciskiem – Sąd
Boży – “Mnie pomsta, a ja oddam, mówi Pan”. . 47
Wykład
IV
Babilon
pozwany przed wielki sąd
Świeckie, społeczne i kościelne
władze Babilonu, chrześcijaństwa, ważone są obecnie na wadze – Postawienie w
stan oskarżenia władz świeckich – Postawienie w stan oskarżenia obecnego
porządku społecznego – Postawienie w stan oskarżenia władz kościelnych – Już
teraz, w trakcie jego ucztowania, kreślony jest wyraźny napis, obwieszczający
wyrok, mimo że rozprawa się jeszcze nie zakończyła. ................ 75
Wykład
V
Babilon
przed wielkim sądem
Jego zamieszanie – narodowe
Niepokój władz świeckich wobec
odbywającego się przeciwko nim sądu – W strachu i nieszczęściu usiłują zawierać
z sobą sojusze oraz daremnie liczą na powrót dawnej władzy kościoła –
Powiększają armie i floty – Obecne przygotowania wojenne – Siły zbrojne na
lądzie i na morzu – Ulepszenia w technice wojskowej, nowe odkrycia, wynalazki,
materiały wybuchowe itp. – pobudźcie mocarzów, kto słaby, niech rzecze: Mocnym
ja; Przekujcie lemiesze wasze na miecze, a kosy wasze na oszczepy; itp. –
Wyjątkowa pozycja Stanów Zjednoczonych, którym mimo to zagraża jeszcze większe
zło niż Europie – Wołanie: Pokój! Pokój! Choć nie masz pokoju. . 113
Wykład
VI
Babilon
przed wielkim sądem
Jego zamieszanie – kościelne
Prawdziwy Kościół, który jest
znany Panu, nie został objęty sądami Babilonu – Sytuacja religijna w obrębie
chrześcijaństwa nie różni się od sytuacji politycznej w takim stopniu, by można
było żywić nadzieję – Wielkie zamieszanie – Obowiązek prowadzenia obrony spada
na kler – Zanik ducha Wielkiej Reformacji – Podobne położenie kapłanów i ludu –
Wniesienie oskarżenia – Obrona – Propozycja konfederacji – Dążenie do celu –
Przyjęte metody – Powszechny duch ustępstw – Rozprawa sądowa przeciwko
religijnym instytucjom chrześcijaństwa. .... 157
Wykład
VII
Zgromadzenie
narodów i przygotowanie żywiołów dla wielkiego ognia
zapalczywości Pańskiej
Jak i dlaczego zgromadzane są
narody – Przygotowywanie żywiołów społecznych dla wielkiego ognia – Gromadzenie
skarbów – Wzmaganie się ubóstwa – Tarcia społeczne przybliżają moment zapłonu –
Słowa przewodniczącego Amerykańskiej Federacji Świata Pracy – Bogacze bywają
czasami zbyt ostro potępiani – Połączenie samolubstwa z wolnością – Pogląd
bogatych i biednych na temat niezależności – Dlaczego obecna sytuacja nie może
być trwała – Maszyny ważnym czynnikiem w dziele przygotowania do wielkiego
ognia – Konkurencja wśród kobiet – Rozsądna i nierozsądna ocena sytuacji ze
strony świata pracy – Nieugięte prawo podaży i popytu obowiązujące wszystkich –
Zatrważające spojrzenie na zagraniczną konkurencję w przemyśle – Obawy pana
Justina McCarthy dotyczące Anglii – Wypowiedź parlamentarzysty Kiera Hardie na
temat spojrzenia na świat pracy w Anglii – Prorocze słowa Jos. Chamberlaina
skierowane do brytyjskich robotników – Związek agresji narodowej z interesem
przemysłowym – Wypowiedź pana Liebknechta na temat społecznej i przemysłowej
wojny w Niemczech – Uchwały kongresu Międzynarodowej Organizacji Handlu –
Olbrzymowie naszych dni – Lista trustów i konsorcjów – Barbarzyńskie
niewolnictwo a cywilizowana niewola – Masy społeczne między górnym i dolnym
kamieniem młyńskim – Powszechność tej sytuacji oraz brak możliwości
uregulowania jej mocą ludzką. 269
Wykład VIII
Wołania
żeńców
Konserwatywna warstwa społeczna –
Chłopi i rolnicy – Nowa sytuacja w chrześcijaństwie – Niepokoje wśród rolników
– ich przyczyny – Znaczenie złota i srebra jako podstawy systemu monetarnego –
Wypełnienie przepowiedni Pisma Świętego – Związek tych zagadnień z bitwą
wielkiego dnia. ...... 385
Wykład IX
Nieuchronność
konfliktu
Świadectwo mądrych tego świata
Powszechność inteligencji nowym
czynnikiem we wszystkich rachubach – Poglądy senatora Ingalla – Poglądy ks.
Lymana Abbota – Poglądy biskupa Newmana (M.E.) – Poglądy wybitnego prawnika –
Poglądy pułkownika Roberta Ingersolla – J. L. Thomas o ustawodawstwie robotniczym
– Poglądy Wendella Phillipsa – Przepowiednia historyka Macaulay’a – Nadzieje
pana Chauncey’a Depew – Wywiad z biskupem Worthington (P.E.) – Odpowiedź W. J.
Bryana – Pogląd Angielski – Ocena sytuacji w ujęciu Edwarda Bellamy – Opinia
ks. J. T. McGlynna – Spojrzenie prof. Grahama – Poglądy sędziego Sądu
Najwyższego – Pogląd francuski, “Walka Społeczna”. ................... 413
Wykład
X
Proponowane
środki zaradcze
– społeczne i finansowe
Prohibicja i prawo głosowania dla
kobiet – Uwolnienie cen srebra i protekcyjne cła – “Komunizm” – “Wszystkie
rzeczy mieli wspólne” – “Anarchizm” – “Socjalizm” czyli “Kolektywizm” – Babbitt
o rozwoju społecznym – Herbert Spencer o socjalizmie – Przykład dwóch
społeczności socjalistycznych – “Nacjonalizm” – Powszechne wykształcenie mechaniczne
jako środek zaradczy – “jedyny podatek” jako środek zaradczy – Odpowiedź,
jakiej Henry George udzielił papieżowi Leonowi xiii w kwestii robotniczej –
Wypowiedź dr Lymana Abbotta na temat tej sytuacji – Sugestie biskupa kościoła
metodystyczno-episkopalnego – Inne nadzieje i obawy – Jedyna nadzieja – “Ona
błogosławiona nadzieja” – Stanowisko właściwe dla ludu Bożego, który widzi te
rzeczy – Na świecie, ale nie ze świata. 469
Wykład
XI
Walka
Armagieddonu
Zbliżający się ucisk w
różnorodnych obrazach proroczych – Zobrazowany w upadku Izraela w 70 r. n.e.
oraz w Rewolucji Francuskiej – Jego ogólny charakter i zasięg – Wielka armia
Pana – “Najgorsi z pogan” – “Czas utrapienia Jakóbowego – Jego wybawienie –
Klęska Goga i Magoga. ...... 527
Wykład
XII
Wielkie
proroctwo naszego Pana
Mat. 24; Mar. 13; Łuk. 21:5-36; 17:20-37
Ważne znaczenie tego proroctwa –
Okoliczności i trzy pytania, które go sprowokowały – Strzeżcie się fałszywych
chrystusów – Przepowiednia dotycząca zarysu historii osiemnastu stuleci – Opis
ucisków kończących Wiek Żydowski i Wiek Ewangelii połączony w wypowiedziach
wszystkich ewangelistów – Obrzydliwość spustoszenia – Uciekajcie w góry –
Brzemienne itd. – Przed zimą i sabatem – Oto tu albo tam, nie wierzcie im –
Utrapienie onych dni – Zaćmienie słońca i księżyca jako znaki – Spadanie gwiazd
– Wypełnienie również symboliczne – Znamię Syna Człowieczego – Co ujrzą
wszystkie pokolenia ziemi – Drzewo Figowe – “Ten wiek” – Czujcie! – “Jako było
za dni Noego (…) nie spostrzegli się” – Pamiętajcie na żonę Lotową – Jeden
wzięty, drugi zostawiony – Wybrani mają zostać zgromadzeni wokół Prawdy – Dom
Szatana ma zostać podkopany – Zapewnienie pokarmu domownikom wiary. ...... 563
Wykład
XIII
Ustanowienie
Królestwa
i sposób jego objawienia się
Chodzenie przez wiarę – Kto
wchodzi w skład Królestwa – Wzbudzenie duchowego Królestwa – Postanowienie
“książąt po wszystkiej ziemi” – Pożądany od wszystkich narodów – Bliski związek
między Królestwem a jego ministrami, czyli “książętami” – Drabina Jakóbowa –
Zasłona Mojżeszowa – Wielkie zmiany zostały już zainaugurowane – Czy tak
ogromna władza skupiona w rękach nowego możnowładcy będzie stwarzała
zagrożenie? – Jak długo będzie trwało rządzenie laską żelazną? – Nawrócenie
świata – Lud narodzony za jeden dzień – “Wszyscy, którzy są w grobach” – Rozwój
Jego Królestwa – Poddanie namiestnictwa – Bądź wola Twoja na Ziemi. ..... 615
Wykład
XIV
Uwielbienie
podnóżka Jahwe
Podnóżek Boży skalany i porzucony
z powodu grzechu – Obiecane przywrócenie mu chwały – Przywrócenie nabytej
własności – Jego najwspanialszy klejnot – Ponowne postawienie nóg Jahwe “na
Górze Oliwnej” – Wynikające z tego błogosławieństwa – Podnóżek ostatecznie
pełen rzeczywistej chwały. . 647
<str. i>
Cytowane
przekłady Biblii
Biblia
Gdańska, Brytyjskie i Zagraniczne
Towarzystwo
Biblijne,
Warszawa (cytaty bez oznaczenia przekładu)
NB – Nowy
Przekład, BiZTB, Warszawa 1975
BT – Biblia
Tysiąclecia, wyd. III, Poznań-Warszawa, 1980
KJ – King
James Bible, Authorised Version, Biblia angielska
zwana
też przez Autora przekładem powszechnym
W układzie stron zachowano zgodność z angielskim
oryginałem. Przypisy wydawców oznaczone są numerami. Pozostałe, oznaczone
gwiazdkami, poczynił autor. Litera “s” przy wyrazie oznacza, że jego
objaśnienie znajduje się w słowniku na końcu książki.
WALKA ARMAGIEDDONU
“I wylał szósty anioł czaszę swoję na onę wielką rzekę Eufrates, i wyschła woda jej, aby zgotowana była droga królom od wschodu słońca. I widziałem z ust smokowych i z ust bestii, i z ust fałszywego proroka trzy nieczyste duchy wychodzące, podobne żabom. Albowiem są duchy dyjabelskie, czyniące cuda, które wychodzą od królów ziemi, i na wszystek okrąg świata, aby ich zgromadzili na wojnę onego wielkiego dnia Boga wszechmogącego. Oto idę jako złodziej: Błogosławiony, który czuje i strzeże szat swoich, aby nie chodził nago, i nie widziano sromoty jego. I zgromadził ich na miejsce, które zowią po żydowsku Armagieddon” – Obj. 16:12-16.
Armagieddon, to hebrajskie słowo, które tłumaczy się jako “góra Megiddo” albo “góra zniszczenia”. Megiddo, położone u południowego krańca równiny Ezdralon, miało ważne znaczenie strategiczne, jako że strzegło wejścia na tereny wyżynne. Miejsce to było wielkim polem bitewnym Palestyny, na którym rozegrało się wiele istotnych bitew znanych z opisów Starego Testamentu. To tutaj Giedeon i garstka jego żołnierzy zaskoczyła i pokrzyżowała szyki Madianitów, którzy w trakcie walki zabijali się wzajemnie (Sędz. 7:19-23). Tutaj Filistyni pokonali króla Saula (1 Sam. 31:1-6). Tutaj z ręki faraona Necho zginął król Jozjasz w trakcie najbardziej nieszczęsnego z konfliktów w historii Izraela (2 Kron. 35:22-25). Tutaj też, w mieście Jezreel, mieszkał król Achab ze swą żoną Jezabelą, która później zginęła na tym miejscu w haniebny sposób (2 Król. 9:30-37).
Bitwy te miały znaczenie symboliczne. Pokonanie Madianitów uwolniło lud izraelski spod ich niewoli. Giedeon i jego oddział wyobrażają naszego Pana i Kościół, którzy uwolnią ludzkość z niewoli grzechu i śmierci. Śmierć króla Saula i obalenie jego królestwa przez Filistynów otwarło Dawidowi drogę <str. ii> do królowania. Dawid zaś wyobraża Mesjasza. Król Achab symbolizuje rządy świeckie, w Objawieniu nazywane obrazowo smokiem. Królowa Jezabela była symbolicznym poprzednikiem wielkiej nierządnicy, Babilonu, i jako taka została wymieniona z imienia: “Niewieście Jezabeli, która się mieni być prorokinią, dopuszczasz uczyć i zwodzić sługi moje” – Obj. 2:20.
Pan niewątpliwie uznał za stosowne, aby w Piśmie Świętym Armagieddon – słynne pole bitewne – był kojarzony z wielkim konfliktem między prawdą i błędem, słusznością i niegodziwością, Bogiem i mamoną, z konfliktem, który zakończy Wiek Ewangelii i zainauguruje Wiek Mesjański. W ostatniej księdze Biblii celowo został użyty język wysoce symboliczny. Miało to zapewne na celu ukrycie pewnych istotnych prawd aż do słusznego czasu ich objawienia. Ale nawet w owym naznaczonym czasie miało być tak, że “wszyscy niezbożni nie zrozumieją, ale mądrzy zrozumieją” (Dan. 12:10). Nie posiądą wiedzy ci, których serca nie są w harmonii z Bogiem, ale tylko mądrzy spośród Jego ludu – mądre panny z przypowieści naszego Pana (Mat. 25:1-13).
Rozważając przeto zacytowane na wstępie wersety, nie powinniśmy się spodziewać żadnego zgromadzenia ludzi na rzeczywistym wzgórzu Megiddo. Będziemy raczej starali się określić symboliczne znaczenie tej góry. Nazwa “Bitwa Armagieddonu” bywa używana na określenie wielu różnych rzeczy, używa się jej na wiele sposobów i w różnych zastosowaniach. Chrześcijanin musi mieć jednak świadomość faktu, że słowo Armagieddon przynależy do Biblii, która używa go w sposób symboliczny. Jeśli przeto czas obecny jest stosowną chwilą dla użycia tego słowa w znaczeniu politycznym,1 to tym bardziej można się zastanawiać nad jego prawdziwym znaczeniem religijnym.
1 Zob. Przedmowa Wydawców – przyp.tłum.
Wszyscy wiemy, że księga Objawienia pełna jest symboli. Wydaje się, że Bóg zamierzył, aby znalazła się ona na końcu Biblii ze względu na wagę i znaczenie ukazanych tam prawd. A z tym, że zawiera ona drogocenne prawdy, zgadzają się wszyscy badacze Biblii. Bóg jednak tak skrzętnie ukrył te prawdy, że aż do naszych czasów Jego lud nie był w stanie jasno i w całej pełni ich rozeznać. Badacze Pisma Świętego są zdania, że takim było Boskie zamierzenie, i to nie tylko dlatego, że prawdy te nie miały być zrozumiane, lecz ponadto Bóg chciał <str. iii> ukryć przed światem pewne fragmenty swej Prawdy. Ludzkość zawsze źle rozumiała Boski Plan, ponieważ Bóg w swej mądrości chciał, aby go źle rozumiała. Prawdy zapisane w Objawieniu nie są przeznaczone dla świata ani dla nominalnego kościoła, lecz dla Kościoła – Ciała Chrystusowego, świętych, “Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach” (bt). Dla nich wiedza ta miała się stać “pokarmem na czas słuszny”. “Mądrzy zrozumieją”.
Z pojęciem Armagieddonu wiąże się wiele miejsc Pisma Świętego. Nasz Pan nazywa go “wielkim uciskiem, jakiego nie było od początku świata” (Mat. 24:21). Prorok Daniel opisuje go, jako “czas uciśnienia, jakiego nie było, jako narody poczęły być” (Dan. 12:1). W ścisłym związku z tym stwierdzeniem prorok Daniel tak pisze o Boskim przedstawicielu: “Powstanie Michał, książę wielki, który się zastawia za synami ludu twego” – Izraela. Słowo “Michał” oznacza “ten, który jest jak Bóg” – podobny Bogu. Powstanie on, aby zbawić lud Boży, aby sprostować błąd i nieprawdę, by ustanowić słuszność i prawdę, by przynieść światu wspaniałe Królestwo Boże, które było głoszone od czasów Abrahama.
Objawienie św. Jana jest księgą symboliczną i dlatego świat jej nie zrozumie. Sam Bóg powiedział, że nawet Kościół może spodziewać się, iż dane mu będzie zrozumienie dopiero w stosownym czasie. Gdy prorok Daniel nalegał, aby anioł objaśnił mu widzenie, otrzymał taką odpowiedź: “Idź Danielu, albowiem słowa pozostaną zamknięte i zapieczętowane aż do czasu końca” (bt) – nie do końca świata, ale końca Wieku,2 końca obecnej epoki. “Ziemia na wieki stoi” – Kazn. Sal. 1:4.
2 Słowo “Wiek” pisane wielką literą oznacza okres w Boskim Planie Wieków, na ogół Wiek Ewangelii. Zob. I Tom Wykładów Pisma Świętego – przyp.tłum.
Św. Piotr informuje nas, że obecny Wiek ma zakończyć się wielkim pożarem, co symbolicznie oznacza czas ucisku, który pochłonie obecne instytucje (2 Piotra 3:8-13). W innych miejscach Pisma Świętego ucisk ten opisywany jest jako potężna burza, wichura, czy też jako ogień, który wszystko pochłonie. Po zniszczeniu obecnego porządku w wielkim ucisku, sam Bóg <str. iv> ustanowi swe Królestwo, o które modlimy się: “Przyjdź Królestwo Twoje; bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.
Jeśli zatem mamy wskazówki, że żyjemy w czasie końca Wieku Ewangelii, że panny czyszczą swe lampy, to możemy być pewni, że nieodległa jest chwila, gdy mądre panny wejdą do chwały. Jakże błogosławiona jest ta wieść dla wszystkich, “którzy umiłowali sławne przyjście jego”!
To samo proroctwo, które mówi, że czas końca będzie się cechował tym, iż mądrzy według Boga zrozumieją, informuje także o dwóch innych charakterystycznych cechach tego okresu. Pierwsza: “Wiele ich przebieży”;3 druga: “Rozmnoży się umiejętność” (Dan. 12:4). Dziś jesteśmy świadkami wypełnienia się tego proroctwa. Ludzie na całym świecie biegają tam i sam, jak nigdy przedtem. Koleje, statki parowe, samochody, pojazdy elektryczne poruszające się pod ziemią, na powierzchni i nad nią, przenoszą ludzi we wszystkich kierunkach. Nasze wspaniałe czasy cechują się ogólnym rozwojem wiedzy. Każde dziecko w wieku dziesięciu lat potrafi czytać. Na całym świecie dostępne są książki i gazety. Biblia znajduje się w każdym domu – takiej sposobności do zdobywania wiedzy ludzkość nie miała od początku świata.
3 kj “Wielu będzie biegać tam i sam” – przyp. tłum.
Wypełnienie tego proroctwa w tak charakterystyczny sposób dowodzi, że żyjemy w czasie końca, który zakończy obecną epokę i zapoczątkuje nową. W czasie tym lud Boży zorientuje się w sytuacji i przygotuje do przemiany.
Wszyscy chrześcijanie, zgodnie ze słowami św. Jana, uważają, że autorem księgi Objawienia jest nasz Pan (Obj. 1:1). Nie jesteśmy przeto odpowiedzialni za użycie symbolicznych określeń występujących w tej księdze. Nie jest trudno o wszelkiego rodzaju niezrozumienie, nawet ze strony dobrych chrześcijan, dlatego też zdajemy sobie sprawę, z jak wielką delikatnością winniśmy wyrażać swe poglądy. Przystępując do objaśniania symboliki Objawienia, pragniemy z całą mocą podkreślić, że naszą intencją nie jest wyrażanie się przeciwko pobożnym chrześcijanom, żyjącym obecnie, czy dawniej, należącym do kościołów albo nie. Nie mamy nic do powiedzenia na temat ludzi. Poddajemy pod dyskusję JEDYNIE ZASADY i NAUKI, NIGDY zaś nie mówimy o poszczególnych osobach. Bóg <str. v> nie polecił nam zastanawiać się nad ludźmi, a jedynie nad Jego Słowem.
Przedstawiając nasze zrozumienie symboliki Objawienia uświadamiamy sobie, że Słowo Boże rzuca przerażające oskarżenia przeciwko niektórym z wielkich systemów naszych dni, które do pewnego czasu cieszyły się naszym szacunkiem i poważaniem, a to dlatego, że znajdowało się w nich wielu ludzi pobożnych w słowie i uczynku. Dokonajmy więc ścisłego rozgraniczenia między jednostkami a systemami. Nie będziemy się wyrażać przeciwko pobożnym jednostkom, przekażemy jedynie to, co mówi Słowo Boże o owych systemach. Istotnie jesteśmy przekonani, że święty lud Boży pozostaje poza określeniami tej symboliki. Jest tak najprawdopodobniej dlatego, że święci Boży stanowią jedynie nieliczną garstkę w porównaniu do setek milionów ludzi. Jezus powiedział przecież: “Nie bój się, o maluczkie stadko!”
Przechodząc do interpretacji symboliki Obj. 16:13-16, uważamy, że istnieją trzy instytucje przyczyniające się do zgromadzenia zastępów na bitwę Armagieddonu. Czytamy, że z ust bestii, z ust fałszywego proroka oraz z ust smoka wychodziły trzy nieczyste duchy podobne do żab. Przemierzały one cały okrąg świata, aby zgromadzić go na bitwę Armagieddonu.
Uważamy zatem za słuszne postawić pytanie, jakie systemy kryją się pod symbolami smoka, bestii i fałszywego proroka. Po uzyskaniu tej odpowiedzi musimy zadać sobie następne pytanie: Co wyobrażają żaby wychodzące z ich ust.
W całej Biblii bestia jest symbolicznym określeniem używanym na oznaczenie rządu. W taki sposób określone są w proroctwie Daniela cztery światowe imperia. Babilon był wyobrażony pod postacią lwa, Medo-Persja przedstawiona jest jako niedźwiedź, Grecja – jako lampart oraz Rzym – jako smok (Dan. 7:1-8). Imperium rzymskie przetrwało do naszych czasów. Chrześcijaństwo jest częścią wielkiego Cesarstwa Rzymskiego, które zapoczątkowane zostało za dni Cezara i które według Pisma Świętego ciągle istnieje.
Praktycznie wszyscy egzegeci Słowa Bożego zgadzają się z tym, że smok z Objawienia wyobraża władzę czysto świecką, tam gdzie tylko można się jej doszukać. Nie chcemy jednak przez to powiedzieć, że wszystkie władze świata są złe albo że pochodzą od diabła. Oznacza to <str. vi> jedynie, że Bogu upodobało się użyć symbolu smoka dla określenia władzy świeckiej.
Bestię z Obj. 16:13 należy utożsamiać z bestią opisaną w Obj. 13:2, podobną do pantery [bt], której skóra pokryta jest plamkami. Protestanccy interpretatorzy Objawienia zgadzają się, że określenie to odnosi się do systemu papieskiego; nie do papieża, nie do społeczności katolików ani nie do pojedynczych katolików, lecz do całości systemu, który istnieje od wieków.
Bóg w swym Słowie uznał za słuszne potraktować papiestwo jako system, jako rząd. Papiescy teolodzy twierdzą, że Królestwo Boże, Królestwo Mesjańskie, zostało ustanowione w 799 roku i że przetrwało ono tysiąc lat, dokładnie tyle, ile wedle słów Biblii miało trwać Królestwo Chrystusowe. Uważają oni także, że zakończyło się ono w 1799 roku. Dalej twierdzą, że od tego czasu Królestwo Chrystusowe (to jest papiestwo, które w Objawieniu ukazane jest pod postacią bestii) cierpi gwałt, podczas gdy diabeł został rozwiązany, co stanowi wypełnienie Obj. 20:7.
Historia podaje, że epoka zakończona w 1799 r., wyznaczona egipską kampanią Napoleona, przypieczętowała los i wyznaczyła kres papieskiej dominacji nad narodami. Napoleon pojmał papieża i uwięził go we Francji, gdzie zakończył on swe życie. Owo upokarzające wydarzenie, według poglądów rzymskokatolickich, wyznacza moment uwolnienia Szatana, co stanowi wypełnienie Obj. 20:7.
Nie możemy zgodzić się z interpretacją proroctw proponowaną przez braci katolików. Z całą pewnością nie mylił się nasz Pan, kiedy oświadczył, że księciem tego świata jest Szatan oraz że obecnie panuje “teraźniejszy wiek zły”. Powodem istnienia tak wielkiego wyzysku oraz ogromu fałszywych nauk, kłamstwa, ignorancji i przesądów jest fakt, że Szatan, będąc potężną istotą, zwodzi świat. Według Pisma Świętego Szatan ma zostać związany na tysiąc lat, aby nie zwodził więcej narodów (Obj. 20:3). Gdy skończy się tysiąc lat, Szatan zostanie uwolniony na krótki czas, aby wypróbować ludzkość. Następnie zostanie zniszczony wtórą śmiercią razem ze wszystkimi, którzy się z nim zgadzają.
Dopiero teraz oczy badaczy Pisma Świętego zaczynają się otwierać na zrozumienie długości, szerokości, wysokości i głębokości miłości Bożej, Jego wspaniałego planu zbawienia najpierw dla Kościoła, który stanie się częścią Królestwa chwały, a następnie dla całej ludzkości, która otrzyma błogosławieństwo w postaci podźwignięcia się do doskonałości ludzkiej, co potrwa tysiąc lat. Owa <str. vii> chwalebna epoka właśnie nadchodzi i nie można mówić, że już należy do przeszłości. Warunki życia ludzkości przy końcu Królestwa Mesjańskiego będą tak chwalebne, że przejdą one nawet najśmielsze oczekiwania. Jednak wspaniałe dzieło Boże nie dokona się wcześniej, zanim każda istota ludzka nie osiągnie doskonałości albo nie zostanie zniszczona wtórą śmiercią za odmowę podporządkowania się doskonałemu prawu sprawiedliwości. Wtedy dopiero każde stworzenie na niebie i na ziemi przyłączy się od wołania: “Siedzącemu na stolicy i Barankowi błogosławieństwo i cześć, i chwała, i siła na wieki wieków” – Obj. 5:13.
Tak więc smok wyobraża władzę rzymską, reprezentowaną przez świeckie rządy świata. Bestia zaś, to system rządów papieskich. Trzecim symbolem, który jeszcze należy zinterpretować, jest fałszywy prorok. Jest to, jak wierzymy, inne określenie systemu, który gdzie indziej nazywany jest obrazem bestii (Obj. 13:14). Według Pisma Świętego obraz ten jest dokładnym odzwierciedleniem bestii. Fałszywy prorok, albo obraz bestii, oznacza, jak uważamy, Federację Kościołów Protestanckich.
Aby przekonać się, że Federacja Kościołów Protestanckich jest przedstawiona pod postacią obrazu bestii oraz fałszywego proroka, musimy przeanalizować kilka innych symbolicznych miejsc Pisma Świętego. W Obj. 17:5 naszą uwagę przyciąga wielka “tajemnica”. Słowo “wszetecznica” nie oznacza w Biblii osoby o niemoralnym sposobie prowadzenia się. Odnosi się do kościoła, który mając być Królestwem Bożym, utracił swą dziewiczą czystość i połączył się z ziemskim mężem, zamiast pozostać wierny swemu niebiańskiemu Oblubieńcowi. Z jakim to ziemskim mężem związał się kościół? Z Cesarstwem Rzymskim. Luter i inni reformatorzy nie mieli wątpliwości, że kościół związał się bardzo mocno ze światem. Przez pewien czas kościół utrzymywał, że oczekuje na Chrystusa, który miał ustanowić swoje Królestwo. W końcu jednak stwierdzono: “Nie będziemy czekać aż do wtórego przyjścia, połączymy się z Cesarstwem Rzymskim”.
Skutki były następujące. Kościół rzymski został wywyższony i przez wieki panował jako królowa. Ów związek kościoła i państwa przedstawiony jest w słynnym obrazie, który można oglądać <str. viii> we Włoszech. Na tronie siedzą obok siebie papież i cesarz. Po jednej stronie stoją kardynałowie i biskupi, niższy kler i laikat według rangi. Po drugiej stronie widać generałów, przywódców, żołnierzy i zwykłych ludzi. W taki sposób kościół sprzymierzył się z państwem.
Na bazie tego związku wszystkie ziemskie rządy zwane są chrześcijańskimi. W taki sposób odbierają oni swój udział wynikający ze związku z kościołem. Historia podaje, że przez setki lat kościół mianował ziemskich władców. Koronowany był ten, na którego wskazał papież. Jako dowód supremacji kościoła podaje się historię, według której cesarz Henryk IV, władca Niemiec, który popadł w niełaskę u papieża, musiał przez trzy dni stać przed bramami Canossy, boso, w pokutnej włosienicy, w chłodzie zimowej pogody. Następnie zmuszono go, by czołgał się na czworakach przed oblicze papieża, który kazał sobie zdjąć jedwabne pończochy, aby cesarz mógł go ucałować w wielki palec u nogi, co miało stanowić wypełnienie Psalmu 2:12: “Pocałujcie syna” królowie ziemscy.
Według naszego zrozumienia jest to błędne zastosowanie Pisma Świętego. Synem nie jest papież. Święta góra oznacza Królestwo Boże. Jego przedstawicielstwo jest symbolizowane przez górę Syon. Wielki Mesjasz obróci w proch obecny porządek rzeczy i ustanowi Królestwo sprawiedliwości i prawdy, dzięki któremu ludzkość zostanie podźwignięta z upadku grzechu i upodlenia.
Rzymscy katolicy wierzą, że papież jest namiestnikiem Chrystusa, królującym w Jego zastępstwie. Uważają, że w obecnym czasie Szatan został na krótko uwolniony, by zwodził narody, wkrótce jednak kościół, według nich, odzyska pełnię władzy nad światem, a każdy, kto nie będzie mu posłuszny, zostanie zgładzony. Ta interpretacja odwołuje się do Objawienia 13 i 20 rozdziału. Protestanci nie tak rozumieją ten stan rzeczy i jak zapewne zdają sobie sprawę uważni obserwatorzy, zabiegi mające na celu zawarcie związku religijnego wychodzą od protestantyzmu, a nie od katolicyzmu.
Pojawia się zatem pytanie: Dlaczego Pismo Święte określa protestantyzm mianem obrazu bestii? Jak i kiedy do tego doszło? Od czasów Reformacji protestanci usiłowali, każdy z osobna, wyrwać się <str. ix> z ciemności minionych wieków i tak sformułowano wiele wyznań wiary i założono rozmaite grupy religijne. Jednak około połowy ubiegłego wieku przywódcy zorientowali się, że jeśli wszyscy będą nadal indywidualnie zastanawiać się nad Biblią, to z czasem każdy będzie miał swoje własne wyznanie wiary. Aby zapobiec temu, jak im się zdawało, osłabieniu, zorganizowali związek kościołów protestanckich w systemie zwanym Evangelical Alliance [Sojusz Ewangelicki].
Sojusz Ewangelicki, organizacja łącząca rozmaite ugrupowania protestanckie, powstała w 1846 roku, aby na swój sposób robić to samo, czego wcześniej dokonał katolicyzm. Dostrzegając siłę kościoła rzymskokatolickiego wypływającą z jedności, protestanci powiedzieli sobie: Jesteśmy podzieleni. Nie mamy władzy. Zorganizujmy się. I w taki sposób i w tym czasie powstał system, który Pismo Święte nazywa obrazem bestii.
Biblia mówi jednak, że zanim system ten będzie mógł szkodzić, musi zostać ożywiony przez dwurożną bestię (Obj. 13:15). Dwurożna bestia, której rogi były podobne barankowym, ale jej głos przypominał smoka, przedstawia w naszym zrozumieniu kościół Anglii, który nie wchodzi w skład Sojuszu Ewangelickiego. Kościół Anglii uzurpuje sobie pozycję podobną do kościoła rzymskiego – twierdzi, że jest jedynym prawdziwym kościołem, że wszyscy inni nie mają racji, że to on posiada prawo do sukcesji apostolskiej, a nikt nie ma prawa nauczać, zanim nie otrzyma Boskiego upoważnienia przez włożenie rąk apostolskich. Przedstawiciele kościoła Anglii przez wieki wygłaszali takie stwierdzenia stawiając wyraźną granicę między swoim kościołem a innymi ugrupowaniami protestanckimi.
Aczkolwiek Sojusz Ewangelicki powstał w 1846 roku, to jednak nie był on w stanie zrealizować swych zamierzeń, ponieważ nie miał wypracowanych metod działania. Ugrupowania wchodzące w skład sojuszu były zjednoczone tylko formalnie i nadal prowadziły wzajemnie wrogą działalność. Ugrupowania religijne, które pozostały poza Sojuszem, zostały ogłoszone bezprawnymi. Te zaś z kolei wezwały kościoły ewangelickie, aby pokazały swoje upoważnienie do głoszenia Ewangelii. W rezultacie obraz bestii nie posiadał mocy wykonawczej; został on podeptany. By móc odzyskać swą żywotność – otrzymać ducha – potrzebuje on sukcesji apostolskiej, musi uzyskać podstawę do działania.
Pismo Święte wskazuje, że kościół Anglii <str. x> wejdzie w bliski związek z Sojuszem Ewangelickim i udzieli mu apostolskiego prawa do nauczania. Dzięki temu związkowi Sojusz będzie mówił: “Mamy apostolskie upoważnienie do nauczania. Niech nikt nie ośmiela się przemawiać bez naszego zezwolenia”. Takie działanie z ich strony opisane jest w Obj. 13:17. Nikt nie będzie mógł kupować ani sprzedawać duchowych dóbr na duchowym rynku, jeśli nie przyjmie piętna bestii albo piętna obrazu bestii.
W Obj. 16:13 zapisana jest wzmianka o fałszywym proroku, który jest innym określeniem obrazu bestii – ożywionego produktu Sojuszu Ewangelickiego, który przybrał formę federacji kościołów i już dzisiaj wykazuje sporą żywotność. Nie wiemy dokładnie, czy dokona on czegoś znacznie większego. Pismo Święte wyraźnie wskazuje, że obraz bestii ma otrzymać taką władzę, jaką niegdyś cieszył się kościół katolicki, a także, iż obydwa systemy: katolicki i protestancki będą sprawować władzę nad cywilizowanym światem możną prawicą za pośrednictwem władzy świeckiej – smoka.
Pismo Święte mówi nam, że nastąpi to na skutek wypowiedzi zjednoczonych sił kościoła i państwa – “Z ust smokowych i z ust bestyi, i z ust fałszywego proroka trzy nieczyste duchy wychodzące, podobne żabom”. We fragmencie tym duch oznacza doktrynę – doktrynę nieczystą, fałszywą. Każdy z wymienionych systemów wyda to samo oświadczenie, a jego skutkiem będzie zgromadzenie królów ziemi na wielką bitwę Armagieddonu.
Symbolika Pisma Świętego, jeśli się ją poprawnie rozumie, jest niezwykle wymowna. Zawsze też występuje bliskie podobieństwo między symbolem i ukazywaną przez niego rzeczywistością. Jeśli duch święty przywołuje obraz żaby w celu opisania pewnych doktryn czy nauk, to możemy być pewni, że zastosowanie tego symbolu dobrze pasuje do rzeczywistości. Chociaż żaba jest niewielkim stworzeniem, jednak nadymając się pęka niemal z chęci udowodnienia, że jest kimś. Żaby wydają się niezwykle mądre, nawet jeśli niewiele wiedzą. Ponadto dźwięk, jaki wydają z siebie żaby to skrzeczenie.
Tak więc trzema najbardziej charakterystycznymi cechami żaby są: nadętość, poczucie wyższości posiadanej przez nią wiedzy i nauki oraz nieustanne skrzeczenie. Stosując ten opis do <str. xi> obrazu podanego w Słowie Bożym, dowiadujemy się, że władze świeckie, kościół katolicki oraz federacja kościołów protestanckich będą głosiły te same nauki. Cechować je będzie chełpliwość, poczucie posiadania najdoskonalszej wiedzy i nauki, a wszystko będzie zapowiadać straszne skutki dla jakiejkolwiek próby nieposłuszeństwa wobec ich rad. Pomimo różnic wyznaniowych ulegną one ogólnym nawoływaniom, aby nie podważać, nie dochodzić ani nie obalać tego, co jest z dawna uznane.
Nie będzie się dopuszczać do konfliktów między boskim autorytetem kościoła i boskimi prawami królów poza kościołem, gdyż obie strony poprą się wzajemnie. Jakakolwiek osoba albo nauka pozostająca w konflikcie z nadętymi i niebiblijnymi roszczeniami zostanie napiętnowana, jako coś obrzydliwego, przez żaby skrzeczące zza pulpitów i ambon oraz przez prasę religijną i świecką. Szlachetniejsze uczucia niektórych ludzi zostaną zduszone przez filozofię pochodzącą od tego samego złego ducha, który przemówił przez Kaifasza, najwyższego kapłana, gdy wypowiadał się on o Jezusie. Tak jak Kajfasz oświadczył, że wskazane jest popełnić zbrodnię pogwałcenia sprawiedliwości zarówno ludzkiej jak i Boskiej, aby pozbyć się Jezusa i Jego nauk, tak i duchy podobne żabom zaakceptują każde pogwałcenie zasad konieczne do ochrony ich interesów.
Każdy prawdziwy chrześcijanin ze wstydem spogląda na karty historii, gdy widzi jak strasznych rzeczy dopuszczono się w imię Boga i sprawiedliwości, a także w imię Jezusa Chrystusa. Nigdy nie powinniśmy myśleć, że wszystkie żabie duchy albo doktryny są złe. Są to raczej poglądy wynikające z napuszonej próżności i nadętości, które starają się uchodzić ze mądre, wspaniałe oraz mające wielowiekową przeszłość. Z ust smoka pochodzi nauka o boskich prawach królów: “Nie zaglądajcie pod podszewkę historii, aby przekonać się, skąd królowie uzyskali te prawa. Uznajcie ten pogląd, bo jeśli ludzie zaczną zastanawiać nad tą sprawą, wybuchnie straszliwa rewolucja, która doprowadzi do obalenia wszystkiego”.
Bestia i fałszywy prorok skrzeczą podobnie. Kościół katolicki mówi: “Nie oglądajcie się za siebie! Nie pytajcie o nic, co tyczy się kościoła!” Protestantyzm także mówi: “Jesteśmy wielcy, jesteśmy mądrzy, wiemy już bardzo dużo. Siedźcie cicho, to nikt się nie dowie, że nic nie wiecie!” Wszyscy mówią (skrzeczą): “Mówimy wam, że jeśli będziecie wypowiadać się przeciwko <str. xii> obecnemu porządkowi, to staną się rzeczy okropne”.
Partie polityczne również w tym uczestniczą. Wszystkie oświadczają: “Jakakolwiek zmiana będzie oznaczać straszną katastrofę!” Jedni dzięki własnej odwadze, a inni z poparciem władzy, wszyscy jednak jednogłośnie skrzeczą do ludzi, że jakakolwiek zmiana zrujnuje obecny porządek. W języku naszych dni: “Siedź cicho!” – to porządek obowiązujący w kościele i państwie, jednak ludzie pobudzani są do działania przez strach. To właśnie skrzeczenie bestii, smoka i fałszywego proroka pobudzi królów ziemi do zgromadzenia się na bitwę Armagieddonu i doprowadzi do ich zniszczenia.
Kościelni królowie i książęta wraz ze świtą kleru i wiernych popleczników zgromadzą się w solidną falangę – protestantów i katolików. Polityczni królowie i książęta, senatorowie i wszyscy wysoko postawieni ze swoimi stronnikami i zwolennikami staną rzędem po ich stronie. Finansowi królowie i książęta handlu oraz wszyscy, na których będą oni mieli wpływ przy użyciu najpotężniejszej władzy, jaka kiedykolwiek była sprawowana na świecie, według proroctw także wezmą ich stronę. Wszyscy oni nie zdają sobie bynajmniej sprawy z tego, że podążają ku Armagieddonowi, a mimo to ze zdziwieniem stwierdzamy, że stanowi to część owego szczególnego zawołania: “Zgromadźcie się na Armagieddon”.
Mówiąc o naszych czasach, Pan oświadczył: “Ludzie drętwieć będą przed strachem i oczekiwaniem tych rzeczy, które przyjdą na wszystek świat; albowiem mocy niebieskie poruszą się” – Łuk. 21:26. Królowie europejscy nie wiedzą, co robić. Chwieje się cały układ sekt religijnych. Wielu członków ludu Bożego jest zakłopotanych.
Skrzeczenie żabich duchów, czyli doktryn, zgromadzi królów i książąt – finansowych, politycznych, religijnych i przemysłowych – w jedną wielką armię. Uczucie strachu, pobudzane przez skrzeczenie, będzie pobudzać namiętności skądinąd dobrych i rozsądnych ludzi, doprowadzając ich do gniewu i desperacji. W swym ślepym podążaniu za złymi duchami, błędnymi doktrynami, będą oni gotowi ofiarować życie i wszystko, co posiadają, na mylnie przez nich rozumianym ołtarzu sprawiedliwości, prawdy i prawości w myśl Boskiego porządku.
Wielu szlachetnych ludzi w owej wielkiej armii zajmie stanowisko zupełnie sprzeczne ze swymi przekonaniami. Przez pewien czas koła wolności i postępu będą kręcić się wstecz, a średniowieczne ograniczenia będą uznawane za konieczny środek <str. xiii> samozachowawczy, niezbędny do utrzymania obecnego systemu oraz do zapobieżenia nowemu porządkowi zarządzonemu przez Boga, którego słuszny czas ustanowienia właśnie nadchodzi. Nawet i ci, którzy mogą należeć do ludu Bożego, często nie zastanawiają się, czy jest Jego wolą, aby ciągle panował porządek rzeczy obowiązujący przez minione sześć tysięcy lat. Biblia mówi, że nie taką jest wola Boża, lecz że nastąpi wielki przewrót i zostanie ustanowiony nowy porządek.
Na krótką chwilę, jak rozumiemy na podstawie Pisma Świętego, zatryumfują połączone siły Armagieddonu. Wolność słowa, korespondencji oraz inne swobody, które pojawiły się w naszych czasach jako wytchnienie dla mas, zostaną bezwzględnie zniesione pod pretekstem wyższej konieczności, chwały Bożej, zaleceń kościoła, itp. Zawór bezpieczeństwa zostanie zatkany, aby w ten sposób królów przestał wreszcie irytować odgłos ulatującej pary. Będzie się wydawało, że wszystko jest w porządku, aż do czasu, gdy nastąpi wielka społeczna eksplozja, opisana w Objawieniu jako trzęsienie ziemi. W języku symbolów trzęsienie ziemi oznacza rewolucję społeczną, a w myśl stwierdzenia Pisma Świętego nadchodzącej rewolucji nie da się porównać do żadnej z poprzednich. (Obj. 16:18,19) Zob. wzmiankę naszego Pana na ten temat w Mat. 24:21.
W tych okolicznościach, jak dowodzi Pismo Święte, Boska Moc wysunie się na pierwszy plan i powiedzie uszykowane zastępy na Armagieddon – górę zniszczenia (Obj. 16:16). To, czego ludzie będą się starali uniknąć przez zawiązywanie unii, federacji itp., zostanie tym samym przyspieszone. Inne fragmenty Pisma Świętego informują nas, że Bóg będzie reprezentowany przez Mesjasza i że On stanie po stronie mas: “Tego czasu powstanie Michał [podobny do Boga – Mesjasz]” – Dan. 12:1. Ujmie władzę, obejmie królestwo w sposób zgoła nieoczekiwany dla tych, którzy bezpodstawnie twierdzili, iż są Jego królestwem oraz że posiadają upoważnienie do królowanie w Jego imieniu i zamiast Niego.
Nasz Pan oświadczył: “Komu się stawiacie za sługi ku posłuszeństwu, tegoście sługami, komuście posłuszni”. Niektórzy służą Szatanowi i błędowi, twierdząc jednocześnie, że są sługami Boga i sprawiedliwości. Inni zaś mogą służyć Bogu nieświadomie, jak choćby Saul z Tarsu, który “mniemał, że Bogu <str. xiv> posługę czyni” prześladując Kościół. Zasada ta działa także w odwrotną stronę. Podobnie jak ziemski król nie czuje się odpowiedzialny za moralną postawę pojedynczego żołnierza biorącego udział w bitwach, tak i Pan nie ręczy za prawość charakteru wszystkich, którzy opowiadają się za Nim i w różnych sprawach walczą po Jego stronie. Są oni sługami tego, któremu są posłuszni, niezależnie od ich motywów i celów.
Ta sama zasada zostanie zastosowana w nadchodzącej bitwie Armagieddonu. Bóg stanie po stronie ludu, a owe nieopisane zastępy ludu zostaną na początku bitwy ustawione do boju. Anarchiści, socjaliści i zawzięci radykałowie wszelkich kierunków, zgodnych i niezgodnych z rozsądkiem, staną w pierwszym szeregu owej bitwy. Jeśli ktoś ma pojęcie o życiu wojskowym, to wie, że w skład wielkiej armii wchodzą przedstawiciele wszystkich klas.
Ludzie będą się buntować z powodu ograniczeń, ale towarzyszyć im będzie świadomość własnej bezsilności wobec dzierżących władzę królów, książąt – finansowych, społecznych, religijnych i politycznych. Większość ludzi biednych oraz przedstawiciele klasy średniej gotowi są zapłacić prawie każdą cenę za utrzymanie pokoju. Anarchia nie cieszy się popularnością wśród mas. Ludzie zdają sobie sprawę z tego, że lepiej mieć najgorszy rząd niż żyć bez rządu. Będą zatem poszukiwali ulgi w głosowaniu oraz w pokojowym przywróceniu porządku, mającym na celu wyeliminowanie zła oraz oddanie monopoli i zakładów użyteczności publicznej oraz bogactw naturalnych w ręce ludu dla dobra ogółu. Do przesilenia dojdzie, gdy dotychczasowi stróżowie prawa staną się jego gwałcicielami i wystąpią przeciwko woli większości wyrażonej w wyborach. Strach przed przyszłością popchnie rozsądne masy do desperacji, a anarchia będzie skutkiem niepowodzenia socjalizmu.
Święci Pańscy nie mają mieć żadnego udziału w tej bitwie. Ludzie poświęceni Bogu, żywiący w sercu tęsknotę za Królestwem Mesjańskim i chwalebnym rokiem jubileuszowym oraz restytucją, która wraz z nim zostanie zainaugurowana, będą cierpliwie i bez szemrania czekać na Pański czas. Posiadając oporządzone, płonące lampy nie pozostaną w ciemności odnośnie znamiennych wydarzeń nadciągającej bitwy. Będą jednak dobrej myśli, znając jej wynik opisany w mocniejszej mowie prorockiej, z którą dobrze uczynili, pilnując jej, jako świecy w ciemnym miejscu świecącej, ażby dzień oświtnął (1 Piotra 1:19). <str. xv>
Pojawia się wobec tego pytanie, dlaczego Bóg nie posłał swego Królestwa wcześniej? Dlaczego Armagieddon jest konieczny? Odpowiadamy, że Bóg postanowił czasy i chwile oraz przewidział wielki siódmy dzień tysiącletni na królowanie Chrystusa. Boska mądrość powstrzymywała aż do naszych czasów rozwój wiedzy i umiejętności, którego owocem są zarówno milionerzy jak i malkontenci. Gdyby Bóg uchylił zasłony nieświadomości tysiąc lat wcześniej, to świat uszykowałby się do bitwy Armagieddonu tysiąc lat temu. Bóg nie dozwolił, aby stało się to wcześniej, gdyż Jego Plan składa się z rozmaitych części, które jednak ogniskują się w jednym czasie. W swej dobroci Bóg zasłonił oczy ludzkości aż do czasu, gdy po zgromadzeniu na Armagieddon będzie mogło nastąpić natychmiastowe ujęcie władzy przez Mesjasza i rozpoczęcie Jego królowania (Obj. 11:17-18).
Lud Boży powinien okazać wielką wdzięczność Bogu – Dawcy wszelkiego dobrego daru. Powinien się on przygotować na czas nadchodzącej burzy i zachować spokój, nie opowiadając się niepotrzebnie ani po stronie biednych, ani bogatych. Wiemy z góry, że Pan jest z ludem. On jest tym, który będzie walczył w bitwie Armagieddonu, a Jego przedstawicielstwem będzie owa szczególna armia złożona ze wszystkich klas. Wielkie “trzęsienie ziemi” rewolucji społecznych nie będzie dotyczyło jedynie garstki anarchistów, lecz będzie oznaczać ludowe powstanie, które obali potężne władze, usiłujące je zdławić. Zaś u podłoża całej tej sprawy leży samolubstwo.
Od czterdziestu lat siły Armagieddonu ćwiczą się po obu stronach konfliktu. Strajki, zamykanie zakładów pracy, rozruchy były jedynie przypadkowymi utarczkami, gdy walczące strony wchodziły sobie wzajemnie w drogę. Sądowe i wojskowe skandale w Europie, ubezpieczeniowe, gospodarcze i prawne skandale w Ameryce wstrząsały opinią publiczną. Zamachy bombowe, za które odpowiedzialność przypisywano raz robotnikom, raz pracodawcom, doprowadziły do wzajemnej nieufności. Coraz częściej manifestowane są gorzkie i złowrogie uczucia po obu stronach. Z każdym dniem wyraźniej można dostrzec ustawiające się szyki bitewne. Ciągle jednak nie może rozpocząć się bitwa Armagieddonu.
Czasy Pogan mają jeszcze trwać dwa lata.4 Obraz bestii musi ożyć – ująć władzę. Musi on <str. xvi> zostać przekształcony ze zwykłego mechanizmu w ożywioną potęgę. Twórcy federacji protestanckiej zdają sobie sprawę z tego, że ich organizacja będzie nieskuteczna dopóty, dopóki nie zostanie ożywiona – dokąd jej kler pośrednio lub bezpośrednio nie zostanie uznany za spadkobiercę autorytetu apostolskiego i ich prawa do nauczania. Praw tych udzieli im, jak wskazuje proroctwo, dwurożna bestia, która w naszym przekonaniu wyobraża kościół anglikański. Protestantyzm i katolicyzm, prowadzące wspólną działalność w celu ograniczenia praw człowieka, oczekują na ożywienie obrazu. Może się to stać już wkrótce, jednak Armagieddon nie może poprzedzić tego wydarzenia, lecz musi nastąpić po nim – być może rok później, według naszego zrozumienia słowa proroctw.
4 Pisane w roku 1912 roku, zob. Przedmowa Wydawców – przyp.tłum.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą trzeba wziąć pod uwagę. Pomimo tego, że Żydzi stopniowo napływają do Palestyny, przejmując kontrolę nad ziemią Chanaan, a raporty odnotowują liczbę dziewiętnastu milionerów, którzy już się tam osiedlili, jednak według proroctwa należy się spodziewać, że zdecydowanie większa liczba bogatych Hebrajczyków znajdzie się w Ziemi zanim dojdzie do przesilenia Armagieddonu. Istotnie, rozumiemy że “ucisk Jakóbowy” w Ziemi Świętej nastąpi przy samym końcu Armagieddonu. Wtedy zacznie być objawiane Królestwo Mesjańskie. Począwszy też od tego czasu Izrael w Ziemi Obiecanej będzie stopniowo dźwigał się z prochów przeszłości ku dostojeństwu przepowiedzianemu w proroctwie. Przy udziale wyznaczonych przez Boga książąt Królestwo Mesjańskie – wszechpotężne aczkolwiek niewidoczne – rozpocznie dzieło odwracania przekleństwa i podźwignięcia ludzkości z upadku, dawania ozdoby w miejsce popiołu.
Ja w Panu swoją ufność złożę, Jemu służyć chcę
Widzę, że z ksiąg świętych Słowo Boże dziś wypełnia się.
Już Tysiąclecia wschodzą zorze i zwiastują Cię,
Królestwa nadszedł czas!
Dziś jasna chwila dla ludzkości, mija stary świat,
Bo nad nami rządzi Pan w miłości, zniknie grzechu ślad.
A w miejsce błędu, walk i złości zaprowadzi ład,
Bo dobry jest nasz Pan. <str. 11>
Prorocze wzmianki na ten temat –
Czas blisko jest – Cel tego Tomu – Ogólne spostrzeżenia.
“Albowiem dzień pomsty był w sercu mojem, a rok
odkupionych moich przyszedł.” “Albowiem to dzień pomsty Pańskiej będzie i rok
odpłaty, aby się pomszczono Syonu” – Izaj. 63:4; 34:8
W TEN SPOSÓB prorok Izajasz
odwołuje się do okresu, który Daniel (12:1) opisuje jako “czas uciśnienia,
jakiego nie było, jako narody poczęły być”, o którym Malachiasz (4:1) powiada:
“Bo oto, przychodzi dzień pałający jako piec, w który wszyscy pyszni, i wszyscy
czyniący niezbożność będą jako ciernisko”, w którym, jak stwierdza Apostoł
Jakób (5:1-6 nb), bogacze będą
płakać i narzekać z powodu nieszczęść, jakie na nich przyjdą. Dzień ten prorok
Joel (2:2) opisuje jako dzień obłoku i chmury.1 Amos (5:20) powiada, że jest to “dzień ciemności, a nie światłości, w
którym nie masz jasności” i do którego odnosi się nasz Pan (Mat. 24:21,22),
mówiąc o czasie wielkiego ucisku, tak niszczycielskiego w swym charakterze, że
gdyby nie był skrócony, to żadne ciało nie przetrwałoby tego spustoszenia.
1 kj “obłoku i ciemności gęstej” – przyp.tłum.
To, że opisany w ten sposób ciemny i ponury dzień
jest dniem społecznego i narodowego sądu nad ludzkością – dniem narodowej
odpłaty – jasno wynika z wielu miejsc Pisma Świętego. Stwierdziwszy to, niech
jednak czytelnik <str. 12> pamięta o różnicy między sądem narodów, a
sądem jednostek. Pomimo, że narody składają się z jednostek, a jednostki są w
znacznym stopniu odpowiedzialne za kierunki działania narodów i dlatego
słusznie mają istotny udział w ich niedolach, to jednak sąd świata w znaczeniu
pojedynczych ludzi będzie oddzielny od sądu w znaczeniu narodów.
Dniem indywidualnego sądu dla świata będzie Wiek
Tysiąclecia, jak to już zostało wykazane.*
Następnie, w przyjaznych warunkach Nowego Przymierza, przy zapewnieniu pełni
świadomości Prawdy oraz każdego możliwego wsparcia i zachęty do
sprawiedliwości, wszyscy ludzie indywidualnie, a nie zbiorowo jako narody czy
inne organizacje społeczne, staną na sądzie – na próbie życia wiecznego. Sąd
narodów, który odbywa się obecnie, jest sądem ludzi w zakresie tworzonych przez
nich form zbiorowych (religijnych i państwowych). Świeckie instytucje świata
przez długi czas cieszyły się przywilejem władzy. Teraz zaś, gdy kończą się “Czasy
Pogan”, muszą się rozliczyć. Zaś sąd Pański, określony już od dawna przez
proroków, stwierdza, że żaden z nich nie zostanie znaleziony godnym odnowienia
swych przywilejów albo przedłużenia swego istnienia. Wyrok głosi, że władza
będzie od nich odjęta, a Ten, który ma do niej prawo, ujmie Królestwo i narody
będą Mu oddane w dziedzictwo (Ezech. 21:27; Dan. 7:27; Psalm 2:8; Obj.
2:26,27).
* Tom I, Rozdział 8.
Oto słowa Pańskie do narodów zgromadzonych przed Nim
na sąd: “Przystąpcie, narody! ku słuchaniu, a wy ludzie pilnie uważajcie! Niech
słucha ziemia i pełność jej, okrąg ziemi i wszystko, co się rodzi na niej. Bo
rozgniewanie Pańskie jest na wszystkie narody, a popędliwość jego na wszystko
wojsko ich.” “Ale Pan jest (…) król wieczny; przed jego zapalczywością ziemia
drży, a narody nie mogą znieść rozgniewania jego.” “I przejdzie huk
<str. 13> aż do kończyn ziemi; bo się Pan rozpiera z tymi narodami,
(…) Tak mówi Pan zastępów: Oto udręczenie pójdzie z narodu do narodu, a wicher
wielki [potężny i skomplikowany ucisk oraz zaburzenia] powstanie od kończyn
ziemi.” “Przetoż oczekiwajcie na mię, mówi Pan, do dnia, którego powstanę do
łupu; bo sąd mój jest, abym zebrał narody i zgromadził królestwa, abym na nie
wylał rozgniewanie moje i wszystkę popędliwość gniewu mego; ogniem zaiste
gorliwości mojej będzie pożarta ta wszystka ziemia. Bo na ten czas [potem]
przywrócę narodom wargi czyste, którymi by wzywali wszyscy imienia Pańskiego, a
służyli mu jednomyślnie” – Izaj. 34:1,2; Jer. 10:10; 25:31-33; Sof. 3:8-9; Łuk.
21:25.
Dowiedliśmy już,*
że czas się przybliżył, a wydarzenia dnia Jahwe nagromadzą się w najbliższej
przyszłości. Owe kilka lat muszą z konieczności doprowadzić do pełnej
dojrzałości elementów, które obecnie współdziałają w celu doprowadzenia do
przepowiedzianego ucisku. Zgodnie zaś z mocnym słowem prorockim żyjąca obecnie
generacja będzie świadkiem straszliwego przesilenia i przejdzie przez
decydujący konflikt.
* Tom II.
Zwracając uwagę na ten temat nie mamy na celu
wywoływania zwykłej sensacji, czy starania się o zaspokojenie próżnej
ciekawości. Nie możemy też żywić nadziei na wzbudzenie w sercach ludzi skruchy,
która mogłaby dokonać zmiany w obecnym porządku społecznym, politycznym i
religijnym i w ten sposób zapobiec klęsce. Nadchodzący ucisk jest nieunikniony.
Działają już przemożne przyczyny i żadna ludzka siła nie jest w stanie
powstrzymać ich aktywności oraz rozwoju w kierunku nieuniknionego końca.
Skutkiem zaś musi być to, co przewidział <str. 14> i przepowiedział
Pan. Żadna siła, z wyjątkiem ręki Bożej, nie byłaby w stanie powstrzymać
obecnego biegu wydarzeń. Jego zaś ręka nie uczyni tego aż do chwili, gdy
gorzkie doświadczenia tego konfliktu nie zapieczętują swych nauk w sercach
ludzi.
Głównym celem tego Tomu nie jest więc oświecenie
świata, który umie ocenić jedynie logikę wydarzeń, a innych mieć już nie
będzie, ale ostrzeżenie, uzbrojenie, pocieszenie, zachęcenie i wzmocnienie
“domowników wiary”, aby nie ulegali przerażeniu, ale rozumieli nawet te
najsurowsze sposoby Boskiego karania i ćwiczenia świata, a nawet sympatyzowali
z nimi, wiedząc dzięki wierze, że ich chwalebnym wynikiem będzie kosztowny owoc
sprawiedliwości i trwałego pokoju.
Dzień pomsty stoi w naturalnym związku z życzliwym
celem Boskiego przyzwolenia, czyli z całkowitym obaleniem obecnego porządku
rzeczy i przygotowaniem do trwałego ustanowienia Królestwa Bożego na ziemi pod
zarządem Chrystusa, Księcia Pokoju.
Prorok Izajasz (63:1-6), patrząc z punktu widzenia
końca żniwa Wieku Ewangelii, widzi potężnego Zwycięzcę we wspaniałych szatach
(który przywdział władzę i moc), zwycięsko nacierającego na swych
nieprzyjaciół, w których krwi całkowicie umaczane są jego szaty. Kim jest ów
wspaniały przybysz, pyta prorok, mówiąc: “Któż to jest, który idzie z Edom, w
szatach ubroczonych we krwi z Bosra? Ten przyozdobiony szatą swoją, postępujący
w wielkości mocy swojej?”
Edom, jak pamiętamy, to imię, które otrzymał Ezaw,
bliźniak Jakóba, po sprzedaniu swego pierworodztwa (1 Mojż. 25:30-34).
Następnie imię to zostało zastosowane tak w odniesieniu do narodu pochodzącego
od Ezawa, jak i krainy, w której zamieszkał ten naród (zob. 1 Mojż. 25:30;
36:1; 4 Mojż. 20:18,20,21; Jer. 49:17). W konsekwencji imię “Edom” stało się
stosownym <str. 15> symbolem odpowiadającym grupie ludzi, którzy w
obecnym wieku także sprzedali swe pierworodztwo i to z powodu równie błahego jak
miska soczewicy, która skusiła Ezawa. Imię to często używane jest przez
proroków w odniesieniu do wielkiej rzeszy chrześcijan z wyznania, którzy
czasami bywają nazywani “światem chrześcijańskim” albo “chrześcijaństwem” (tj.
Królestwem Chrystusa),2 które to nazwy myślący
człowiek bez trudności rozpozna jako fałszywe, zdradzające wielki brak
zrozumienia prawdziwego celu i charakteru Królestwa Chrystusowego, jak i
naznaczonego czasu i sposobu jego ustanowienia. Są to jedynie chełpliwe nazwy,
które przekręcają prawdę. Czy istotnie świat jest już chrześcijański? Albo
przynajmniej ta jego część, która rości sobie prawo do tego określenia – narody
Europy i Ameryki? Posłuchajcie tylko huku armat, odgłosu kroków uformowanych
zastępów, trzasku pękających granatów, jęków uciskanych i szemrania
rozgniewanych narodów, które udzielają przerażająco donośnej odpowiedzi: Nie!
Czy te narody stanowią prawdziwe Królestwo Chrystusowe – prawdziwe
chrześcijaństwo? Kto, tak naprawdę, przyjmie na siebie ciężar udowodnienia
owej monstrualnej tezy? Fałsz tych chełpliwych roszczeń jest tak namacalny, że
żadna próba przeprowadzenia dowodu nie rozwieje złudzeń na tyle, by ktoś z
podtrzymujących te twierdzenia, odważył się ich dowieść.
2 Przyrostek -dom w angielskim słowie Christendom (chrześcijaństwo) oznacza królestwo, jurysdykcję – przyp.tłum.
Stosowność symbolicznej nazwy “Edom” w odniesieniu
do chrześcijaństwa jest uderzająca. Narody zaliczające się do tak zwanego
chrześcijaństwa cieszyły się przywilejami przewyższającymi wszystkie inne
narody. Podobnie jak Izraelitom w minionych wiekach, powierzone im zostały
wyrocznie Boże. Skutkiem oświecającego wpływu Słowa Bożego, zarówno pośrednio
jak i bezpośrednio, były dla tych narodów błogosławieństwa cywilizacji, zaś
obecność między nimi niewielkiej liczby świętych (“Maluczkiego Stadka”),
rozwijających się pod jego wpływem, stanowi konserwującą “sól ziemi”, która
chroni je w pewnej mierze <str. 16> przed całkowitym moralnym
zepsuciem. Oni to, dzięki swemu pobożnemu przykładowi i energii w niesieniu
Słowa Żywota, są “światłością świata”, wskazującą ludziom drogę powrotu do Boga
i sprawiedliwości. Jednak tylko nieliczni spośród owych zaszczyconych narodów
uczynili właściwy użytek z przywilejów, które odziedziczyli z racji miejsca
urodzenia w kraju tak błogosławionym pośrednio i bezpośrednio przez wpływ Słowa
Bożego.
Podobnie jak Ezaw, masy chrześcijańskie sprzedały
swoje pierworodztwo i szczególne przywileje. Mówiąc o masach mamy na myśli nie
tylko część agnostyckąs, ale także ogromną
większość światowych wyznawców religii Chrystusa, którzy są chrześcijanami
jedynie z nazwy, ale w sercu nie posiadają życia Chrystusowego. Przedkładają
oni lichy strzęp doczesnej, ziemskiej korzyści ponad wszystkie błogosławieństwa
łączności i społeczności z Bogiem i Chrystusem, a także ponad chwalebne
dziedzictwo z Chrystusem, które jest obiecane tym, którzy wiernie podążają
śladem Jego ofiary. Ludzie ci, choć z nazwy są ludem Bożym – nominalnym
duchowym Izraelem Wieku Ewangelii, wyobrażanym przez “Izrael według ciała” w
czasie Wieku Żydowskiego – w rzeczywistości nie mają wiele, albo w ogóle,
szacunku dla obietnic Bożych. Potężne zastępy ludzkie przyznają się do imienia
Chrystusa i udają przed światem, jakoby stanowili Kościół Chrystusowy.
Zbudowali oni potężne organizacje reprezentujące rozmaite odłamy wyznawanego
ciała Chrystusowego. Napisali opasłe tomy nie-“systematycznej teologii”
oraz założyli liczne uczelnie i seminaria, aby jej nauczać. Uczynili oni “wiele
cudów” w imieniu Chrystusa, które jednak często pozostawały w sprzeczności z
nauką Jego Słowa. Oni to, pomimo tych wszystkich wielkich dzieł, tworzą klasę
Edomu, która sprzedała swe pierworodztwo. Klasa ta obejmuje niemal całe
“chrześcijaństwo” – ludzi wyrosłych w tak zwanych <str. 17> krajach
chrześcijańskich, którzy nie skorzystali z przywilejów i błogosławieństw
Ewangelii Chrystusa i nie podporządkowali jej swego życia. Reszta, czyli
niewielka liczba usprawiedliwionych, poświęconych i wiernych, którzy
przystąpili do Chrystusa z żywą wiarą i którzy, jako “latorośle”, trwają w
Chrystusie, prawdziwym krzewie winnym, tworzy prawdziwy Izrael Boży – są oni
prawdziwymi Izraelitami, w których nie ma zdrady.
Symboliczny Edom z Proroctwa Izajasza odpowiada
symbolicznemu Babilonowi z Objawienia oraz proroctw: Izajasza, Jeremiasza i
Ezechiela. W taki sposób Pan określa i opisuje ów wielki system, któremu ludzie
przypisali mylącą nazwę – chrześcijaństwo, czyli Królestwo Chrystusa. Jeśli
cała ziemia Edomu wyobraża całe “chrześcijaństwo”, to jej stolica, Bosra,
wyobraża klerykalizm, główną cytadelę chrześcijaństwa. Prorok przedstawia Pana,
który jako zwycięski wojownik dokonuje wielkiego pogromu w Edomie, a zwłaszcza
w Bosra. Nazwa “Bosra” tłumaczy się na “owczarnia”. Bosra wciąż jeszcze słynie
z kóz, a o rzezi dnia pomsty jest napisane, że będzie dotyczyła “baranków i
kozłów” (Izaj. 34:6). Kozły oznaczają to samo co “kąkol”, zaś baranki
wyobrażałyby świętych okresu ucisku (Obj. 7:14; 1 Kor. 3:1), którzy
zlekceważyli udzieloną im sposobność i nie pobiegli tak, by mogli otrzymać
nagrodę wysokiego powołania. Choć Pan ich nie odrzucił, to jednak nie zostali
uznani za godnych ujścia z ucisku, tak jak dojrzałe “owce” – powołani, wybrani
i wierni.
Odpowiedź na pytanie proroka: “Któż to jest Ten,
który przybywa z Edomu, z Bosry idzie w szatach szkarłatnych” brzmiała: “To Ja
jestem tym, który mówi sprawiedliwie, potężny w wybawianiu” [Izaj. 63:1 bt]. Jest to ten sam “potężny”, którego
opisuje Objawiciel (Obj. 19:11-16), “Król królów i Pan panów”, Pomazaniec
Jahwe, nasz błogosławiony Odkupiciel i Pan, Jezus. <str. 18>
Chcąc uzyskać dla nas więcej informacji, prorok
wypytuje dalej: “Przeczże jest czerwone odzienie twoje? a szaty twoje jako
tego, który tłoczy w prasie?”. Posłuchajmy odpowiedzi: “Prasę tłoczyłem Ja sam,
a nikt z ludu nie był ze mną; Ja, mówię, tłoczyłem nieprzyjaciół w gniewie
swym, i podeptałem ich w popędliwości mojej, aż pryskała krew mocarzów ich na
szaty moje; a tak wszystko odzienie moje spluskałem. Albowiem dzień pomsty był
w sercu mojem, a rok odkupionych moich przyszedł. Lecz gdym widział, że nie
było pomocnika, ażem się zdumiał, że nikogo nie było, co by mię podparł,
przetoż mi wybawienie sprawiło ramię [moc] moje, a popędliwość moja, ta mię
podparła. I podeptałem narody w gniewie swym, (…) i uderzyłem o ziemię mocarzy
ich.” Zaś Objawiciel dodaje: “A on tłoczy prasę wina zapalczywości i gniewu
Boga wszechmogącego” – Obj. 19:15.
Tłoczenie prasy winnej jest ostatnią czynnością
dzieła żniwa. Najpierw musi być wykonane żęcie i zbieranie. Tak więc tłoczenie
prasy wina gniewu Bożego – do której “grona winnicy ziemi” (fałszywa
winorośl, która bezprawnie przywłaszczyła sobie nazwę chrześcijan i Królestwa
Chrystusowego) zostaną wrzucone wtedy, gdy owoce jej nieprawości będą
całkowicie dojrzałe (Obj. 14:18-20) – oznacza ostatnią pracę obfitującego w
wydarzenia okresu “żniwa”.* Daje nam to pojęcie o
elementach właściwych ostatniemu okresowi wielkiego ucisku, który obejmie
wszystkie narody i przed którym jesteśmy przestrzegani w licznych miejscach
Pisma Świętego.
* Tom III, rozdz. 6.
To, że Król królów przedstawiony jest jako ten,
który tłoczy prasę winną “sam” oznacza, że moc użyta do obalenia narodów
będzie pochodziła od Boga, a nie tylko od ludzi. To moc Boża będzie karać
narody, aby w końcu “wystawić sąd [sprawiedliwość, prawość, prawdę] ku
zwycięstwu”. “I uderzy <str. 19> ziemię rózgą ust swoich, a duchem
warg swoich [mocą ducha Swej Prawdy] zabije niezbożnika” (Izaj. 11:4; Obj.
19:15; Psalm 98:1). Żadnemu ludzkiemu dowództwu nie przypadnie w udziale
zaszczyt zwycięstwa prawdy i sprawiedliwości. Konflikt rozgniewanych ludów
będzie szalony, a pole bitewne i ucisk narodów rozciągną się na cały świat, tak
że nie znajdzie się żaden ludzki Aleksander, Cezar czy Napoleon, który byłby w
stanie zaprowadzić porządek pośród tego straszliwego zamieszania. Na koniec
jednak będzie wiadomo, że wielkie zwycięstwo sprawiedliwości i prawdy oraz
godne ukaranie nieprawości to zasługa potężnej mocy Króla królów i Pana panów.
Wszystko to ma się dokonać w końcowych dniach Wieku
Ewangelii, ponieważ, jak stwierdza Pan przez proroka (Izaj. 63:4; 34:8 nb): “Rok odkupionych moich przyszedł”
oraz: “Bo jest to dzień pomsty Pana, rok odwetu za spór z Syonem”.3 Przez cały Wiek Ewangelii Pan przyjmował do wiadomości spory, kłótnie
i niezgody w nominalnym Syonie. Obserwował, w jaki sposób Jego wierni święci
musieli walczyć o prawdę i sprawiedliwość, a nawet cierpieć prześladowania dla
sprawiedliwości z ręki tych, którzy im się sprzeciwiali w imieniu Pańskim.
Mając na uwadze cele wynikające z Jego mądrości, Pan powstrzymywał się
dotychczas z reakcją. Teraz jednak nadszedł dzień odwetu, a Pan, jak jest
napisane, będzie wiódł z nimi spór: “Bo się Pan rozpiera z obywatelami tej
ziemi, gdyż nie masz prawdy, ani żadnego miłosierdzia, ani znajomości Bożej w
tej ziemi. Krzywoprzysięstwem i kłamstwem, i mężobójstwem, i złodziejstwem, i
cudzołóstwem wylewali z brzegów, a mężobójstwo mężobójstwa ścigało. Dlatego
ziemia kwilić będzie, a zemdleje wszystko, co na niej mieszka” – Oz. 4:1-3.
Proroctwo to, tak słuszne w odniesieniu do cielesnego Izraela, znajdzie bez
wątpienia jeszcze pełniejsze zastosowanie do nominalnego duchowego Izraela –
chrześcijaństwa. <str. 20>
3 kj “za spór Syonu” – przyp.tłum.
“I przejdzie huk aż do kończyn ziemi; bo się Pan
rozpiera z tymi narodami, w sąd sam wchodzi ze wszelkiem ciałem, niezbożnych
poda pod miecz, mówi Pan.” “Słuchajcie, proszę, co mówi Pan: (…) a niech
słuchają pagórki [królestwa] głosu twego. Słuchajcie góry sporu Pańskiego, i
[dotychczas] najmocniejsze grunty ziemi [społeczeństwa]; bo Pan ma spór z ludem
swoim [z wyznania], a z Jeruzalemem prawo wiedzie.” “Niezbożnych poda pod
miecz” – Jer. 25:31; Mich. 6:1-2.
Przytoczmy jeszcze raz słowa proroka Izajasz na
temat tego sporu: “Przystąpcie narody ku słuchaniu, a wy ludzie pilnie
uważajcie! Niech słucha ziemia i pełność jej, okrąg ziemi i wszystko, co się
rodzi na niej [wszystko, co samolubne i złe, co pochodzi od ducha światowego].
Bo rozgniewanie Pańskie jest na wszystkie narody, a popędliwość jego na
wszystko wojsko ich; wytraci je jako przeklęte, a poda je na zabicie. (…) i
opojona będzie krwią ziemia ich, a proch ich będzie opojony tukiem. Albowiem to
dzień pomsty Pańskiej będzie, i rok odpłaty, aby się pomszczono Syonu” – Izaj.
34:1,2,7,8.
W taki sposób Pan uderzy narody i zmusi je do
poznania swej mocy, a także wybawi swój wierny lud, który nie kroczy razem z
tłumem drogami zła, ale całkowicie podąża za Panem, ich Bogiem, w pośrodku
narodu złego i przewrotnego. Nawet ów straszliwy sąd nad światem, w znaczeniu
narodów, kruszący je na kawałki jak gliniane naczynia, okaże się wartościową
lekcją, gdy ludzie staną na indywidualnym sądzie w czasie tysiącletniego
królowania Chrystusa. Tak oto Pan w gniewie wspomni na miłosierdzie.
<str. 21>
“Brzemię Babilonu”-“chrześcijaństwa”
Mene, Mene, Thekel, Upharsin
Babilon – Chrześcijaństwo –
Miasto – Imperium – Matka – Córki – Brzemię Babilonu – Jego przerażające
znaczenie.
“Brzemię Babilonu,
które widział Izajasz (…). Na górze wysokiej podnieście chorągiew, podwyżcie
głos do nich, dajcie znać ręką, a niechaj wnijdą w bramy książęce.
Jam
przykazał poświęconym moim; przyzwałem też i mocarzów moich do wykonania gniewu
mego, którzy się weselą z wywyższenia mego.
Ciągną
z ziemi dalekiej, od kończyn niebios, mianowicie Pan i naczynia popędliwości
jego, aby zburzył wszystkę ziemię.
Głos
zgrai na górach, jako ludu gęstego, głos i dźwięk królestw i narodów
zgromadzonych: Pan zastępów spisuje wojsko na wojnę.
Kwilcie!
albowiem blisko jest dzień Pański, który przyjdzie jako spustoszenie od Wszechmocnego.
Dlatego wszelkie ręce osłabieją, a wszelkie serce człowiecze stopnieje. I będą
przestraszeni, uciski i trapienia ogarną ich, jako rodząca boleć będą. Każdy
nad bliźnim swoim zdumieje się, oblicza ich płomieniowi podobne będą.
Oto
dzień Pański srogi idzie w zapalczywości i popędliwości gniewu, aby obrócił tę
ziemię w pustynię, a grzeszników jej aby z niej wygładził.
Bo
gwiazdy niebieskie i planety ich nie dopuszczą świecić światłu swemu; zaćmi się
słońce, gdy wschodzić będzie, a miesiąc nie wyda światła swego.
I
nawiedzę na okręgu ziemskim złość, a na niezbożnych nieprawości ich; i uczynię
koniec pysze <str. 22> hardych, a hardość okrutników zniżę. Męża
droższym uczynię nad szczere złoto, a człowieka nad złoto z Ofir. Dlatego
zatrząsnę niebem, a poruszy się ziemia z miejsca swego w rozgniewaniu Pana
zastępów, i w dzień popędliwego gniewu jego” – Izaj. 13:1-13 (por. Obj. 16:14;
Hebr. 12:26-29).
“A
wykonam sąd według sznuru, a sprawiedliwość według wagi; i potłucze grad
nadzieję omylną, a ucieczkę wody zatopią” – Izaj. 28:17.
Rozliczne
proroctwa ksiąg: Izajasza, Jeremiasza i Objawienia odnoszące się do Babilonu
potwierdzają się wzajemnie i najwyraźniej wskazują na to samo wielkie miasto.
Skoro zaś proroctwa te miały bardzo ograniczone wypełnienie w odniesieniu do
literalnego, starożytnego miasta, a słowa Objawienia zostały napisane kilka
wieków po tym, jak literalny Babilon legł w gruzach, to jasne jest, że owe szczególne
wzmianki wszystkich proroków odnoszą się do czegoś, na co literalny Babilon
wskazywał jako ilustracja. Nie ulega też wątpliwości, że na ile proroctwa
Izajasza i Jeremiasza mówiące o jego upadku wypełniły się w stosunku do
literalnego miasta, to stało się ono w swym upadku i charakterze ilustracją
wielkiego miasta, na które wskazuje Objawiciel w symbolicznym języku Apokalipsy
(rozdziały 17 i 18) i do którego przede wszystkim odnoszą się pozostałe
proroctwa.
Stwierdziliśmy
już, że to, co dzisiaj znane jest pod nazwą chrześcijaństwa, jest pozaobrazem
starożytnego Babilonu. Tak więc solenne przestrogi i przepowiednie prorocze
przeciwko Babilonowi – chrześcijaństwu – powinny stać się przedmiotem głębokiej
troski obecnego pokolenia. Oby ludzie ci byli na tyle mądrzy, aby się nad tym
zastanawiać! Chrześcijaństwo określane jest w Biblii za pomocą rozmaitych nazw
symbolicznych, takich jak Edom, Efraim, Ariel itd.. Określenie “Babilon”
pojawia się jednak najczęściej, a jego znaczenie – zamieszanie – jest
znamienne. Apostoł Paweł także wskazuje na nominalny, duchowy Izrael w
przeciwieństwie do nominalnego, cielesnego Izraela <str. 23> (zob. 1
Kor. 10:18; Gal. 6:16; Rzym. 9:8). Podobnie też występuje nominalny duchowy
Syon oraz nominalny cielesny Syon (zob. Izaj. 33:14; Amos 6:1). Rozważmy jednak
zdumiewające podobieństwo chrześcijaństwa do jego symbolicznego wyobrażenia –
Babilonu, powołując się na bezpośrednie świadectwo Słowa Bożego w odniesieniu do
tego tematu. Następnie zaś zwrócimy uwagę na obecny stan chrześcijaństwa oraz
oznaki wypełniania się przepowiedzianego dla niego brzemienia.
Objawiciel
oznajmił, że rozpoznanie mistycznego miasta nie będzie trudne, ponieważ jego
imię znajduje się na czole. Oznacza to, że jest ono tak znamiennie
naznaczone, iż trudno będzie nam go nie zauważyć, chyba że zamkniemy oczy i nie
będziemy patrzeć – “A na czole jej było imię napisane: Tajemnica,
Babilon wielki, matka wszeteczeństw i obrzydliwości ziemi” – Obj. 17:5. Lecz
zanim zaczniemy szukać Mistycznego Babilonu, przyjrzyjmy się najpierw
Babilonowi obrazowemu, a następnie, znając jego najistotniejsze cechy, będziemy
szukali pozaobrazu.
Określenie
Babilon odnosiło się nie tylko do stolicy imperium babilońskiego, ale i do
samego imperium. Babilon, stolica, był najwspanialszym i prawdopodobnie
największym miastem starożytnego świata. Zostało ono wybudowane na planie
kwadratu po obu stronach rzeki Eufrat. Dla ochrony przed najeźdźcami otoczone
zostało głęboką fosą wypełnioną wodą, wewnątrz zaś posiadało rozległy system
podwójnych murów o grubości od 10 do 26 m i o wysokości od 23 do 90 m. Na
szczycie umieszczone były niskie wieże – mówi się, że było ich sto pięćdziesiąt
– wzdłuż zewnętrznej i wewnętrznej krawędzi muru, wieża naprzeciwko wieży. W
murach znajdowało się sto bram z brązu, po dwadzieścia pięć z każdej strony,
odpowiednio do ilości ulic, które przecinały się pod kątem prostym. Miasto
zdobiły wspaniałe pałace, świątynie oraz łupy z podbojów. <str. 24>
Nabuchodonozor
był wielkim monarchą imperium babilońskiego. Jego długie panowanie obejmuje
niemal połowę czasu istnienia tego państwa. Jemu też głównie zawdzięcza
Babilonia swą świetność i militarną potęgę. Miasto słynęło z bogactwa i
wspaniałości, które stały się przyczyną zepsucia moralnego, nieomylnego
zwiastuna schyłku i upadku. Było ono całkowicie pogrążone w bałwochwalstwie i
nieprawości. Jego mieszkańcy byli czcicielami Baala, któremu składali ofiary z
ludzi. O głębokim wynaturzeniu ich bałwochwalstwa świadczą Boże upomnienia
kierowane do Izraelitów, którzy ulegali tym złym skłonnościom na skutek
kontaktu z Babilończykami (zob. Jer. 7:9; 19:5).
Nazwa
miasta wywodzi się od udaremnionego planu budowy wielkiej wieży, nazwanej Babel
(zamieszanie), gdyż Bóg pomieszał tam ludzkie języki. Jednak według ludowej
etymologii nazwa miasta wywodzi się od rdzenia Babil, który zastępując
strofujące przypomnienie Bożej niełaski, zmienia znaczenie na “brama Boga”.
Miasto
Babilon, jako stolica wspaniałego imperium babilońskiego, cieszyło się
niezwykłym znaczeniem i opływało w dostatki. Było nazywane “miastem złota”,
“ozdobą królestw i sławą zacności Chaldejczyków” (Izaj. 13:9; 14:4).
Władzę
po Nabuchodonozorze przejął jego wnuk Balsazar. Za jego panowania nadszedł
upadek, który zawsze jest przyśpieszany i pieczętowany przez pychę, obfitość
chleba i nadmiar próżniactwa. W czasie, gdy ludność, nieświadoma nadciągającego
niebezpieczeństwa i idąca za przykładem króla, pławiła się w demoralizacji,
perska armia pod wodzą Cyrusa potajemnie zakradła się do miasta korytem Eufratu
(którego wody zostały skierowane gdzie indziej), wymordowała biesiadników i
zdobyła miasto. Tak wypełniło się proroctwo tajemniczego napisu na ścianie:
“Mene, Mene, Thekel, Upharsin”, którego znaczenie zaledwie kilka godzin
wcześniej wyjaśnił Daniel: “Zliczył <str. 25> Bóg królestwo twoje i
do końca je przywiódł. (…) Zważonyś na wadze, a znalezionyś lekki. (…)
Rozdzielone jest królestwo twoje, a dane jest Medom i Persom”. Zniszczenie tego
wielkiego miasta było tak zupełne, że zapomniane zostało nawet miejsce jego
położenia i przez długi czas nie było co do tego pewności.
Taki
był los miasta obrazowego. Zostało wrzucone w morze jak wielki kamień młyński i
zatonęło wieki temu, aby już nigdy nie powstać, a wspomnienie o nim stało się
ostrzeżeniem i przysłowiem. Teraz przyjrzymy się jego pozaobrazowi, przekonując
się najpierw, że Pismo Święte wyraźnie na niego wskazuje, a następnie
obserwując trafność jego symboliki.
W
symbolicznym proroctwie “miasto” oznacza religijny rząd wsparty władzą i
wpływem. Tak na przykład “święte miasto, Jeruzalem nowe” jest symbolem użytym
dla określenia ustanowionego Królestwa Bożego, wywyższenia zwycięzców Kościoła
Ewangelicznego i ich panowania w chwale. Jednocześnie Kościół przedstawiony jest
w tym samym kontekście jako kobieta – “oblubienica, małżonka Barankowa”, w mocy
i chwale, wsparta władzą i autorytetem swego męża, Chrystusa: “Tedy przyszedł
do mnie jeden z onych siedmiu Aniołów, (…) i rzekł: Chodź sam, okażę ci oblubienicę,
małżonkę Barankową (…) i okazał mi miasto wielkie, ono święte
Jeruzalem” – Obj. 21:9-10.
Tę
samą metodę interpretacji stosujemy do mistycznego Babilonu, wielkiego
królestwa klerykalnego, “miasta onego wielkiego” (Obj. 17:1-6), które jest
opisane jako nierządnica, upadła niewiasta (odstępczy kościół – jako że
prawdziwy Kościół jest panną), wywyższona do władzy i panowania oraz wsparta w
znacznym stopniu przez królów ziemi – polityczne władze, które wszystkie w
mniejszym lub większym stopniu są upojone jej duchem i doktryną. Odstępczy
kościół utracił swą dziewiczą czystość. Zamiast czekać, jak przystało
zaślubionej i czystej pannie, na wywyższenie z niebiańskim Oblubieńcem,
stowarzyszył się on z królami ziemi i oddał w nierząd swą dziewiczą czystość –
zarówno pod względem nauki jak i moralności – aby dostosować się do
<str. 26> światowych idei. W zamian za to, w znacznej mierze dzięki
pośredniemu i bezpośredniemu poparciu owych królów, otrzymał on doczesną
władzę, którą do dzisiaj jeszcze w pewnym stopniu sprawuje. Ta niewierność
Panu, którego imię odstępczy kościół ciągle sobie przypisuje – podobnie jak
wielki przywilej bycia “czystą panną” zaślubioną Chrystusowi – stanowi podstawę
symbolicznego określenia “nierządnica”, podczas gdy wpływy tego systemu w roli
imperium kapłańskiego, pełnego sprzeczności i zamieszania, są symbolizowane
przez nazwę Babilon. Jak się zaraz przekonamy, określenie to w swym szerokim
znaczeniu imperium babilońskiego odnosi się do chrześcijaństwa, zaś w bardziej
ograniczonym sensie starożytnego miasta Babilon oznacza nominalny
kościół chrześcijański..
To
że chrześcijaństwo nie zgadza się, by do niego odnosić biblijne określenie
“Babilon” oraz jego znaczenie – zamieszanie, nie musi być wcale dowodem, że tak
nie jest. Starożytny Babilon także nie uznawał biblijnego znaczenia swego
imienia – “zamieszanie”. Starożytny Babilon uważał wręcz, że jest “bramą Boga”,
jednak Bóg nadał mu nazwę zamieszanie (1 Mojż. 11:9). Podobnie rzecz się ma i
dzisiaj. Tych, którzy sami tytułują się chrześcijaństwem oraz bramą do Boga i
życia wiecznego, Bóg nazywa Babilonem – zamieszaniem.
Rację
mieli protestanci, gdy ogólnie twierdzili, że nazwa “Babilon” i jej proroczy
opis odnosi się do papiestwa. Ostatnio jednak ich bardziej kompromisowa postawa
sprawia, że są mniej skłonni podtrzymywać tę interpretację. Wręcz przeciwnie,
ze strony sekt protestanckich czynione są obecnie wszelkie wysiłki, aby zjednać
sobie kościół rzymski i naśladować go, aby z nim nawiązać stosunki i
współdziałać. Tak postępując stają się jego częścią, stanowiąc jedną partię,
ponieważ usprawiedliwiają jego postępowanie i dopełniają miary jego
nieprawości, podobnie jak nauczeni w Piśmie i faryzeusze dopełnili miary swych
ojców, którzy zabijali proroków (Mat. 23:31,32). Ani protestanci, ani papiści
oczywiście się z tym wszystkim nie zgodzą, gdyż czyniąc tak, potępiliby
<str. 27> samych siebie. Fakt ten został rozpoznany przez
Objawiciela, który wskazuje, że wszyscy, którzy dostrzegą prawdziwy charakter
Babilonu, muszą dołączyć do wiernego ludu Bożego “na puszczy”, znaleźć się w
stanie oddzielenia od świata i światowych idei, od form pozornej pobożności, w
stanie całkowitego poświęcenia i wyłącznej zależności od Boga. “I odniósł mię na
puszczę w duchu. I widziałem niewiastę (…) Babilon” – Obj. 17:1-5.
Skoro
więc królestwa cywilizowanego świata poddały się pod dominujący wpływ wielkich
systemów kościelnych, a szczególnie papiestwa, chętnie przyjmując od nich tytuł
“narody chrześcijańskie” albo “chrześcijaństwo” i akceptując głoszony przez nie
pogląd o boskim pochodzeniu władzy, to przystępują one tym samym do wielkiego
Babilonu i stają się jedną z jego części. I tak nazwa “Babilon”, która w
warstwie obrazowej odnosiła się i do miasta, i do całego imperium, znajduje i
tutaj zastosowanie nie tylko w odniesieniu do wielkich organizacji religijnych,
papieskich i protestanckich, ale także do całego szeroko rozumianego
chrześcijaństwa.
A
zatem dzień sądu mistycznego Babilonu będzie dniem sądu wszystkich narodów
chrześcijańskich. Klęski ogarną całą strukturę – administracyjną, społeczną i
religijną, zaś jednostki zostaną nimi dotknięte proporcjonalnie do stopnia ich
zaangażowania i uzależnienia od rozmaitych organizacji i układów.
Także
narody niechrześcijańskie poczują ciężar karzącej ręki, gdyż i one w pewnym
stopniu związane są z narodami chrześcijańskimi różnymi interesami, np.
handlowymi. Zasługują na to zresztą, gdyż i one nie nauczyły się cenić
otrzymanego światła i bardziej umiłowały ciemność niż światłość, bo były złe
uczynki ich. Tak jak <str. 28> oświadcza prorok: “Ogniem zaiste
gorliwości mojej będzie pożarta ta wszystka ziemia [społeczeństwo]” – Sof. 3:8.
Jednak zapalczywość Pańska i gniew Jego popędliwości rozpali się przeciwko
Babilonowi, chrześcijaństwu, ze względu na jego większą odpowiedzialność i
sprzeniewierzenie otrzymanych łask (Jer. 51:49). “Od huku przy dobywaniu
Babilonu poruszy się ta ziemia, a krzyk między narodami słyszany będzie” – Jer.
50:46.
Niektórzy
szczerzy chrześcijanie, nawet jeśli nie ocknęli się jeszcze na tyle, by
zauważyć upadek protestantyzmu i zdać sobie sprawę z powiązań wielu sekt z
papiestwem, dostrzegając jednak niepokój i wstrząsy doktrynalne we wszystkich
systemach religijnych, mogą nadal pytać z niepokojem: “Jeśli więc całe
chrześcijaństwo ma zostać dotknięte brzemieniem Babilonu, to co stanie się z
protestantyzmem, który wywodzi się z Wielkiej Reformacji?” Jest to istotne
pytanie, ale niechaj czytelnik nie traktuje dzisiejszego protestantyzmu jako
wyniku Wielkiej Reformacji. Jest on raczej skutkiem jej upadku. Protestantyzm w
znacznym stopniu upodobnia obecnie swój charakter i skłonności do kościoła
rzymskiego, z którego wyrósł jako jego różne odgałęzienia. Rozmaite sekty
protestanckie (a wspominamy od tym z zachowaniem należytego szacunku dla
stosunkowo niewielkiej liczby poświęconych dusz, znajdujących się między
nimi, które nasz Pan określa mianem “pszenicy”, w przeciwieństwie do
przeważającej ilości “kąkolu”) są prawdziwymi córkami zwyrodniałego
systemu nominalnego chrześcijaństwa – papiestwa, które Objawiciel określa
mianem “matki wszetecznic” (Obj. 17:5 nb).
Nie wolno też przeoczyć faktu, że obecnie zarówno rzymscy katolicy jak i
protestanci dobrowolnie uznają związek matki i córek. Rzym niezmiennie
przybiera pozę świętej matki kościoła, a protestanci z uprzejmym zadowoleniem
popierają ten pogląd, co widać w wielu publicznych wystąpieniach dostojników
kościelnych i świeckich. Tak oto <str. 29> “chwała w hańbie ich”,
którzy najwidoczniej nie zważają na piętno, jakie w ten sposób przyjmują od
Słowa Bożego, które nazywa papiestwo “matką wszetecznic”. Także i samo
papiestwo, uzurpując sobie pozycję matki, zdaje się w ogóle nie dostrzegać
niespójności takiego twierdzenia z ciągle wyznawanym poglądem, jakoby było ono
jedynym prawdziwym kościołem, który Pismo Święte nazywa “panną” zaślubioną
Chrystusowi. Jego potwierdzone roszczenia macierzyńskie są zatem wieczną hańbą
zarówno dla niego, jak i dla jego potomstwa. Prawdziwy Kościół – uznawany przez
Boga a nie znany światu – pozostaje nadal panną, a z jej czystego i świętego
stanu nigdy nie wywodził się żaden system-córka. Jest ona czystą panną, wierną
Chrystusowi, który strzeże jej jak źrenicy własnego oka (Zach. 2:8; Psalm
17:6,8). Prawdziwego Kościoła nie da się wyróżnić jako grupy, z której
oddzielony został wszystek kąkol, gdyż Kościół składa się wyłącznie z
“pszenicy”, która jest uznana przez Boga niezależnie od tego, czy świat się z
tym zgadza, czy nie.
Przekonajmy
się teraz, w jaki sposób systemy protestanckie podtrzymują stanowisko córek
względem papiestwa. Ponieważ papiestwo, czyli matka, nie jest jedną osobą, ale
wielkim systemem religijnym, to zgodnie z symboliką obrazu powinniśmy traktować
inne systemy religijne o podobnym charakterze jako pozaobrazowe córki – nie tak
stare i niekoniecznie tak zdeprawowane jak papiestwo, niemniej jednak
“wszetecznice” w takim samym sensie jak ono, czyli jako systemy religijne
utrzymujące, że są albo zaślubioną panną albo oblubienicą Chrystusową, a
jednocześnie zabiegające o względy świata i otrzymujące jego poparcie za cenę
nielojalności względem Chrystusa.
Wiele
organizacji protestanckich w pełni odpowiada temu opisowi. Są one wielkimi
systemami-córkami.
Jak
to już zostało wykazane* narodziny owych
<str. 30> córek nastąpiły w związku z reformowaniem zepsucia
kościoła-matki. Córki odłączyły się od matki i w ciężkich bólach porodowych
zostały zrodzone jako dziewice. W systemach tych znaleźli się jednak nie tylko
prawdziwi reformatorzy. Dołączyło się do nich wielu takich, którzy ciągle mieli
ducha matki i odziedziczyli wiele z jej fałszywych doktryn i teorii. I nie
trzeba było długo czekać, by powrócili oni do jej złych obyczajów i dowiedli,
że w pełni zasługują na prorocze piętno “wszetecznicy”.
* Tom III, str. 112.
Należy
zatem pamiętać, że chociaż rozmaite ruchy reformacyjne wniosły wartościowy
wkład w dzieło “oczyszczenia świątnicy”, to jednak tylko klasa świątyni, klasa
świątnicy, była uznanym przez Boga Kościołem. Wielkie systemy ludzkie zwane
kościołami nigdy nie były niczym więcej jak tylko kościołem nominalnym.
Stanowią one fałszywy system, który imituje, fałszuje i ukrywa przed światem
prawdziwy Kościół, a ten składa się wyłącznie z całkowicie poświęconych i
wiernych wyznawców, którzy ufają zasłudze jednej wielkiej ofiary za grzechy. Ci
zaś znajdują się w rozproszeniu tu i tam, wewnątrz i poza owymi ludzkimi
systemami, lecz zawsze oddzieleni od ich światowego ducha. Stanowią oni klasę
“pszenicy” z przypowieści naszego Pana, wyraźnie odróżnioną przez Niego od
“kąkolu”. Nie pojmując rzeczywistego charakteru tych systemów, indywidualnie
chodzą w pokorze z Bogiem, przyjmując Jego Słowo za doradcę, a Jego ducha za
przewodnika. Nigdy się też nie czuli swobodnie w nominalnym Syonie, gdzie
często z przykrością zauważali, że duch świata, działający przez nie rozpoznany
element “kąkolu”, zagraża rozwojowi duchowemu. Oni są owymi błogosławionymi
płaczącymi w Syonie, dla których Bóg przewidział “ozdobę zamiast popiołu,
olejek wesela zamiast smutku” (Mat. 5:4; Izaj. 61:3). Dopiero w obecnym czasie
“żniwa” miało nastąpić oddzielenie tej klasy od “kąkolu”, gdyż Pan zgodnie ze
swym zamierzeniem nakazał: “Dopuśćcie obojgu <str. 31> społem róść,
aż do żniwa [czasu, w którym obecnie żyjemy]” – Mat. 13:30.
Stąd
też klasa ta zaczyna sobie obecnie zdawać sprawę z prawdziwego charakteru owych
potępionych systemów. Jak już poprzednio wykazywaliśmy,* różne ruchy reformacyjne, zgodnie z przepowiednią proroka (Dan.
11:32-35 nb), zostały “zwiedzione
pochlebstwami”. Każdy z nich po wykonaniu pewnej miary oczyszczenia szybko się
zatrzymywał i na ile uznawał to za praktyczne, naśladował wzór kościoła
rzymskiego w ubieganiu się o względy świata za cenę swej cnoty – wierności
Chrystusowi, prawdziwej Głowie Kościoła. Kościół i państwo stawały się ponownie
wspólną sprawą – zjednoczeni dla osiągnięcia korzyści światowych kosztem
rzeczywistych, duchowych interesów kościoła, a reformy w kościele ponownie
stawały w miejscu. W rzeczywistości miał wręcz miejsce ruch uwsteczniający, tak
że obecnie niektóre ruchy reformacyjne są znacznie bardziej odległe od właściwej
wartości wiary i praktyki niż za czasów swych założycieli.
* Tom III, rozdz. 4.
Niektóre
z kościołów reformowanych zostały nawet dopuszczone do współudziału w
autorytecie i mocy ziemskich władców. Tak było na przykład w przypadku kościoła
Anglii i luterańskiego kościoła niemieckiego. Te zaś, którym się nie udało
zajść aż tak daleko (jak choćby w Stanach Zjednoczonych), poczyniły i tak wiele
ustępstw na rzecz świata w zamian za niewielkie korzyści. Prawdą jest też, że w
miarę jak ziemskie władze pozwalały na rozwój światowych ambicji niewiernego
kościoła, kościół swobodnie dopuszczał świat do związku i społeczności z sobą.
Odbywało się to tak łatwo, że dziś ochrzczeni “światowcy” stanowią przeważającą
większość członków kościoła, zajmując prawie każde ważne stanowisko i w ten
sposób w nim dominując.
Te
oto skłonności już na początku naszej ery stały się przyczyną zwyrodnienia
kościoła, spowodowały wielkie <str. 32> odstępstwo (2 Tes. 2:3,7-10)
i stopniowo, acz gwałtownie, doprowadziły do powstania systemu papieskiego.
Owa
rozwiązłość charakteru, dość wcześnie przyswojona przez różne ruchy
reformacyjne i przyczyniająca się do stopniowego rozwoju sekciarskich
organizacji, trwa aż do dzisiaj. A w miarę jak organizacje te stają się coraz
bogatsze, coraz bardziej wpływowe, wzrastają liczebnie, tym dalej odchodzą od
chrześcijańskich cnót i pojawia się u nich arogancja ich matki. Owa niewielka
liczba szczerych chrześcijan, którzy znajdują się w wielu sektach, do pewnego
stopnia zauważa ten stan i ze wstydem oraz smutkiem to wyznaje, rozpaczając, że
tak jest. Widzą oni, że ze strony rozmaitych sekciarskich organizacji
podejmowane są wszelkie możliwe działania w celu zadowolenia świata, pozyskania
jego względów i zapewnienia sobie jego poparcia. Eleganckie i kosztowne budowle
kościelne, wyniosłe, strzeliste wieże, brzmiące dzwony, potężne organy,
wykwintne wyposażenie, artystyczne chóry, gładcy oratorzy, uroczystości,
święta, koncerty, zabawy, loterie oraz wątpliwe przyjemności i rozrywki –
wszystko to ma na celu zapewnienie sobie akceptacji i poparcia świata.
Wspaniałe i zdrowe nauki Chrystusa spychane są na dalszy plan, a ich miejsce na
kazalnicach zajmują fałszywe teorie i sensacje. Prawda jest ignorowana i
zapomniana, a jej duch zaginął. To wszystko wykazuje, jak bardzo córki
przypominają organizację, która była ich matką!
Jako
jeden z wielu przykładów na to, jak swobodnie, a nawet z dumą, protestanci
przyznają się do związku z papiestwem, niech nam posłuży następująca opinia
prezbiteriańskiego duchownego, którą wyraził w jednym z publicznych kazań,
ukazujących się w prasie codziennej. Oto słowa tego pana:
“Zżymajcie
się do woli, ale musicie przyznać, że jest on [kościół katolicki] matką
kościołów. Jego nieprzerwana historia sięga czasów apostolskich [O tak!
Wtedy to bowiem rozpoczęło się wielkie odstępstwo – 2 Tes. 2:7,8]. Jesteśmy
mu winni wdzięczność za każdy okruch prawdy, którą tak cenimy, a którą on
przechował jak cenny depozyt. Jeśli on nie miałby być uznany za prawdziwy
kościół, to my jesteśmy bękartami, a nie synami. <str. 33>
Mówcie
o misjonarzach, którzy mieliby podjąć pracę wśród rzymskokatolików! Równie
dobrze mógłbym myśleć o posłaniu misjonarzy do metodystów, do kościoła
episkopalnego, do zjednoczonych prezbiterian i luteran, żeby ich nawracać na
prezbiterianizm.”
Rzeczywiście,
niemal wszystkie błędy doktrynalne, które tak wytrwale podtrzymywane są przez
protestantów, zostały przez nich wyniesione z Rzymu. Chociaż oprócz pozbycia
się największych błędów, takich jak: ofiara mszy, kult świętych i Marii Panny,
kult obrazów, tajna spowiedź, udzielanie odpustów itp., każdy z ruchów
reformatorskich poczynił jednak znaczne postępy. Niestety! Dzisiejsi
protestanci, pałają wielką chęcią pójścia na prawie każdy kompromis, byle tylko
zapewnić sobie względy i poparcie dawnej “matki”, której tyrania i niegodziwość
trzy wieki temu skłoniła ich ojców do ucieczki. Także i te zasady prawdy, które
początkowo stanowiły podstawę protestu, stopniowo popadły w zapomnienie albo
otwarcie zostały odrzucone. Nawet sama nauka fundamentalna o “usprawiedliwieniu
z wiary” przez “ofiarę ustawiczną” gwałtownie ustępuje wobec starego
papieskiego dogmatu o usprawiedliwieniu przez uczynki i przez świętokradczą
ofiarę mszy.* Zaś wielu z tych, którzy
stoją na mównicach i siedzą w ławkach kościelnych otwarcie wyznaje, że nie
wierzy już w skuteczność drogocennej krwi Chrystusa jako ofiary okupowej za
grzeszników.
* To ostatnie, czyli msza, dotyczy kościoła episkopalnego – “High Church” [“Naczelny Kościół” – odłam kościoła anglikańskiego, zbliżony do katolickiego – uw.tłum.] – w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych.
Roszczenia
do sukcesji apostolskiej i władzy kościelnej są wysuwane z taką samą pewnością
siebie zarówno przez część duchowieństwa protestanckiego, jak i przez kler
papieski. Zaś prawo do osobistego i prywatnego sądu – najbardziej fundamentalna
zasada protestu przeciwko papiestwu, który doprowadził do Wielkiej Reformacji –
jest obecnie zwalczana równie zawzięcie przez protestantów jak i papistów. A
przecież protestanci mają pełną świadomość faktu, że to właśnie na skutek
egzekwowania prawa do osobistego sądu rozpoczęła się Reformacja, która trwała
przez pewien <str. 34> czas, aż zarozumiałe panowanie uznanych przywódców
zahamowało koła postępu i od tego czasu trzyma ich w granicach wytyczonych
przez tradycję, a na tych, którzy bez bojaźni je przekraczają, rzuca klątwę.
Z
tego punktu widzenia protestantyzm nie jest już, tak jak na początku, protestem
przeciwko kościołowi-matce. Jak zauważył ostatnio pewien dziennikarz – “Ciągle
jeszcze jest wśród nas -yzm, ale co się stało z protestem?”
Protestanci zdaje się zapomnieli, albo całkowicie ignorują, najistotniejsze
podstawy pierwotnego protestu i jako systemy szybko dryfują z powrotem w
otwarte ramiona “świętego (?) kościoła-matki”, dokąd ich się bez skrępowania
zaprasza, zapewniając jednocześnie o serdecznym przyjęciu.
“Pozwólcie,
że z miłością wyciągniemy do was rękę [zwraca się do protestantów papież Leon w
swej słynnej encyklice* adresowanej “Do książąt i
narodów ziemi”] i zaprosimy was do jedności, która nigdy nie zawiodła kościoła
katolickiego i nie może go nigdy zawieść. Tak długo już wzywa nas nasza wspólna
matka do swej piersi; tak długo już wszyscy katolicy wszechświata oczekują na
was w trosce braterskiej miłości. (…) Nasze serca, nawet donośniej niż nasze
głosy, wołają na was, drodzy bracia, którzy od trzech stuleci wiedziecie z nami
spór w sprawach wiary.”
* 1894 r.
Ponownie
w swej encyklice do kościoła rzymskokatolickiego w Ameryce† Papież Leon pisze: “Nasze myśli kierują się obecnie w stronę tych,
którzy odłączyli się od nas z powodu zagadnień wiary Chrystusowej. (…) Jakże
troszczymy się o ich zbawienie, z jaką żarliwością duszy pragniemy od dawna,
aby zostali przywróceni na łono kościoła, wspólnej matki wszystkich! (…) Z
pewnością nie powinniśmy pozostawiać ich w ich własnych wyobrażeniach, lecz
łagodnie i uprzejmie ich przyciągać, używając wszelkich środków perswazji, by
ich nakłonić do dokładnego przestudiowania każdego fragmentu katolickiej
doktryny i do uwolnienia się od uprzedzeń.” <str. 35>
† 1895 r.
Zaś w
swym “Liście apostolskim do narodu angielskiego” (1895 r.) wyraża taką
modlitwę: “O błogosławiona Mario Panno, Matko Boża i nasza najłaskawsza Królowo
i Matko, wejrzyj w swym miłosierdziu na Anglię. (…) O boleściwa Matko, wstaw
się na naszymi odłączonymi braćmi, aby mogli być razem z nami w jednej
owczarni, zjednoczeni z Najwyższym Pasterzem, Namiestnikiem Syna Twego” – czyli
z nim samym, z papieżem.
W
celu wsparcia tego samego planu została zainicjowana “misja dla protestantów”,
którą zajęło się zgromadzenie zakonne, znane obecnie pod nazwą “Ojców
Paulinów”. Owe zgromadzenia były i nadal są organizowane w większych miastach.
Prowadzone są w duchu pojednania i wyjaśnienia. Protestanci mogą zadać pytanie
na piśmie, na które udziela się publicznej odpowiedzi. Za darmo rozdawane są
broszury dla protestantów. Protestanci praktycznie uznają stanowisko zajęte
przez rzymskokatolików, a w rzeczywistości nie mają możliwości udzielenia
odpowiedzi. Ten zaś, kto może się wypowiadać i udziela odpowiedzi, powołując
się na fakty, zostaje uznany za burzyciela, tak przez protestantów, jak i
katolików.
Każdy
rozsądny człowiek bez trudu zauważy, z jaką łatwością protestanci dają się
usidlić tą chytrą przebiegłością i jak powszechnie tworzy się zauważalna
tendencja powrotu do kościoła rzymskiego, który istotnie zmienił się, gdy
chodzi o sposób wypowiadania się i sprawowania władzy, ale pozostał taki sam w
sercu i wciąż szuka usprawiedliwienia dla inkwizycji oraz innych metod swego
postępowania w ciemnych wiekach, uzurpując sobie prawo do władania
ziemią i karania heretyków zgodnie ze swymi upodobaniami.
Nie
ulega przeto wątpliwości, że niezależnie od licznego grona wiernych dusz, które
w nieświadomości prawdziwego stanu rzeczy z czcią i pobożnością wielbiły Boga w
obrębie babilońskiego systemu, niezmienny pozostaje fakt, że stanowią oni razem
i pojedynczo “wszeteczne” systemy. Zamieszanie panuje bowiem wśród nich
wszystkich, a nazwa Babilon trafnie określa całą rodzinę – matkę, córki i ich
wspólników – narody udające chrześcijaństwo (Obj. 18:7; 17:2-6,18).
<str. 36>
Należy
także mieć na uwadze to, że w owym wielkim systemie polityczno-klerykalnym,
który ludzie zwą chrześcijaństwem, a Bóg Babilonem, znajduje się nie tylko
fundament, ale także nadbudowa i koronujący szczyt obecnego porządku
społecznego. Wynika to z powszechnie akceptowanego pojęcia – “chrześcijaństwo”,
które ostatnio jest stosowane w odniesieniu nie tylko do narodów udzielających
chrześcijańskim sektom prawnego i podatkowego wsparcia, ale także do tych
narodów, które tolerują chrześcijaństwo bez żadnego określonego sposobu
wyróżniania go lub popierania, jak to ma na przykład miejsce w Stanach
Zjednoczonych.
Doktryna
o “boskim pochodzeniu władzy królewskiej”, nauczana i popierana przez prawie
każdą sektę, jest fundamentem istniejącej od dawna formacji
społeczno-politycznej, która przez długi czas zapewniała władzę, dostojeństwo i
stabilność królestwom Europy. Natomiast doktryna o boskim mianowaniu i władzy
duchowieństwa uniemożliwiała dzieciom Bożym rozwój w sprawach boskich i wiązała
je łańcuchami przesądów i nieuctwa, tak aby oddawali cześć i wielbili omylnych
współbliźnich oraz ich nauki, tradycje i interpretacje Słowa Bożego. Oto cały
porządek rzeczy, który ma upaść i przeminąć w nadchodzącej bitwie wielkiego
dnia – porządek, który przez wieki utrzymywał ludzi w uległości wobec
rządzących władz świeckich, społecznych i religijnych. Wszystko to odbywało się
za Boskim przyzwoleniem (ale nie z Jego ustanowienia albo akceptacji,
jak się utrzymuje). Choć sam w sobie zły, porządek ten służył dobremu celowi doraźnemu,
zapobiegając anarchii, która byłaby niepomiernie większym złem, ponieważ ludzie
nie byli przygotowani do lepszego postępowania o własnych siłach oraz nie
nadszedł był jeszcze czas Tysiącletniego Królestwa Chrystusowego. Dlatego to
Bóg dozwolił, aby ludzie dali wiarę różnym złudzeniom, które trzymały ich w szachu
aż do “Czasu Końca” – końca “Czasów Pogan”. <str. 37>
Na
kartach proroctw można przeczytać o dobitnym brzemieniu Babilonu, czyli
chrześcijaństwa. Niemniej wyraźne jest ono w znakach czasu. Dobitnie jest też
stwierdzone, że jego zniszczenie będzie nagłe, gwałtowne i doszczętne: “I
podniósł jeden Anioł mocny kamień jakoby młyński wielki, i wrzucił go w morze,
mówiąc: Takim pędem wrzucony będzie Babilon, miasto ono wielkie, i już więcej
nie będzie znaleziony” – Obj. 18:8,21 (Jer. 51:63,64,42,24-26). Jednocześnie
proroctwo Daniela (7:26) ukazuje, że ma on ulec procesowi stopniowego
niszczenia: “Potem zasiądzie sąd, a tam władzę jego odejmą, aby był zniszczony
i wytracony aż do końca”. Papieskie panowanie (wraz ze znaczną częścią
nikczemnego poważania, jakim duchowieństwo cieszyło się powszechnie wśród
ludzi), jak to już zostało wykazane,* zostało złamane na początku
“Czasu Końca” – w 1799 roku. Pomimo tego, że proces zniszczenia jest powolny, a
sporadycznie pojawiają się oznaki pozornego podźwignięcia się – które nigdy
dotąd nie były tak przekonujące jak obecnie – to jednak pewność ostatecznego
upadku papiestwa jest niezaprzeczalna, a jego przedśmiertna walka będzie
rozpaczliwa. Wcześniej jednak musi on w większym stopniu odzyskać swój dawny prestiż,
który będzie dzielił ze stowarzyszonym związkiem swych córek. Razem zostaną
podniesieni, aby też razem mogli ulec gwałtownemu upadkowi.
* Tom III, str. 40.
Pewne jest też, że kara dla Babilonu
będzie wielka. Proroczym językiem jest napisane, że “Babilon on wielki
przyszedł na pamięć przed obliczem Bożem, aby mu dał kielich wina zapalczywości
gniewu swojego”. “I pomścił się krwi sług swoich z ręki jej.” “Albowiem
dosięgły grzechy jego aż do nieba i wspomniał Bóg na nieprawości jego. <str. 38>
Oddajcież mu, jako i on oddawał wam, a w dwójnasób oddajcie mu według uczynków
jego; w kubku, który wam nalewał, nalejcie mu w dwójnasób. Jako się wiele
chlubił i rozkoszował, tak mu wiele dajcie mąk i smutku; bo mówi w sercu
swojem: Siedzę jako królowa, a nie jestem wdową, i smutku nie ujrzę” (Obj.
16:19; 19:2; 18:5-7). Choć w najogólniejszym sensie, stwierdzenia te odnoszą
się oczywiście do papiestwa, obejmują one jednak wszystkich, którzy choć w
pewnym stopniu są z nim sprzymierzeni, bądź z nim sympatyzują. Wszyscy ci będą
mieli udział w jego plagach (Obj. 18:4). Chociaż królowie ziemi znienawidzili i
odtrącili nierządnicę (Obj. 17:16), mimo wszystko mówi ona: “Siedzę jako
królowa”, głośno chełpi się swym prawem do władania narodami i twierdzi, że
wkrótce odzyska utraconą władzę.
Dobitny
przykład jej przechwałek i gróźb cytujemy za gazetą katolicką:
“Papiestwo
odzyska swą doczesną suwerenność, ponieważ jest to i pożyteczne, i dogodne dla
kościoła. Dzięki niej naczelna władza wykonawcza kościoła cieszy się znacznie
większą wolnością i zasięgiem. Papież nie może być na dłuższą metę poddanym
króla. Nie przystoi to bowiem boskiemu urzędowi. Krępuje go to i ogranicza jego
dobry wpływ. Europa uznawała ten wpływ i będzie zmuszona ugiąć się pod nim w
czasach znacznie większej potrzeby niż wówczas. Społeczne wstrząsy i czerwona
ręka anarchii ukoronują jeszcze Leona lub jego następcę rzeczywistą władzą,
którą wyobraża trzeci krągs, a która niebawem zostanie
powszechnie uznana.”
O
tak, w miarę jak zbliża się dzień ucisku, klerykalizm będzie usiłował coraz
bardziej wykorzystać swą władzę i wpływ w celu zapewnienia sobie politycznego
powodzenia poprzez kontrolowanie kotłujących się żywiołów społecznych. Jednak w
trakcie przesilenia, jakie nastanie w najbliższym czasie, żywioły bezprawia
odtrącą wszelkie wpływy konserwatywne i przełamią wszystkie ograniczenia.
Czerwona ręka anarchii wykona swe straszliwe dzieło, w rezultacie którego
Babilon – chrześcijaństwo – upadnie w sferze społecznej, politycznej i
kościelnej. <str. 39>
“Przetoż”
– powiada natchniony autor – ponieważ [Babilon] będzie prowadził dramatyczną
walkę o życie i władzę, “w jeden dzień [nagle] przyjdą plagi jego, śmierć i
smutek, i głód i ogniem będzie spalony [symbolicznym ogniem niszczącej klęski];
bo mocny jest Pan Bóg, który go osądzi” – Obj. 18:8.
“Tak
mówi Pan: Oto Ja wzbudzę przeciwko Babilonowi i przeciwko tym, którzy mieszkają
w pośród powstawających przeciwko mnie [wszyscy, którzy sympatyzują z
Babilonem], wiatr zaraźliwy; i poślę na Babilon przewiewaczy, którzy go
przewiewać będą, i wypróżnią ziemię jego, gdyż będą przeciwko niemu zewsząd w
dzień ucisku. (…) wygładźcie wszystko wojsko jego” – Jer. 51:1-3.
“Ale
już oddam Babilonowi [szczególnie papiestwu] i wszystkim obywatelom Chaldejskim
[czyli Babilonii – chrześcijaństwu – wszystkim narodom tak zwanego
chrześcijańskiego świata] za wszystkie złości ich, które czynili Syonowi przed
oczyma waszemi, mówi Pan” – Jer. 51:24. Wystarczy przywołać na pamięć długi
szereg złych uczynków, którymi Babilon uciskał i wytracał świętych Najwyższego
(prawdziwy Syon), wspomnieć opis sposobu, w jaki Bóg, nie zwlekając, pomści
swych wybranych oddając odpłatę ich wrogom według uczynków ich oraz to, że
odpłaci On Babilonowi (Łuk. 18:7,8; Izaj. 59:18; Jer. 51:6), aby uświadomić sobie,
jak straszne spadną na niego nieszczęścia. Papiestwo wydawało potworne dekrety
– za które protestantyzm również ściąga na siebie naganę i karę, gdy wchodzi z
nim w kompromisowe związki – na mocy których, z ramienia państwa, którego
władzy papiestwo domagało się i otrzymało, paliło ono, mordowało, skazywało na
wygnanie, więziło i torturowało świętych na wszelkie możliwe sposoby, i to z
tak zawziętym okrucieństwem. Wszystko to bez wątpienia spotka się z słuszną
miarą sprawiedliwej odpłaty, gdyż ma ono wziąć “w dwójnasób za wszystkie
grzechy swoje”. Zaś narody (chrześcijaństwa), które <str. 40>
uczestniczyły w jego zbrodniach i winach, muszą wypić razem z nim ten gorzki
kielich aż do drożdży.
“Nawiedzę
też Bela w Babilonie [boga Babilonu – papieża] i wydrę, co był połknął, z gęby
jego [będzie on musiał aż do końca odwołać “bardzo harde słowa” i bluźniercze
tytuły, które tak długo stosował do siebie – że jest nieomylnym wikariuszem,
namiestnikiem Chrystusa, “drugim Bogiem na ziemi” itp.]; i nie będą się więcej
do niego zbiegać narody, i mury także Babilońskie [władza świecka, która
niegdyś go broniła i do pewnego stopnia nadal to czyni] upadną. (…) Tak mówi
Pan zastępów: Mur Babiloński szeroki do gruntu zburzony będzie, i bramy jego
wysokie ogniem spalone będą [zostaną zniszczone], a ludzie darmo pracować będą,
a narody przy ogniu [podtrzymując i ratując mury Babilonu] pomdleją” – Jer.
51:44,58. Cytat ten ukazuje zaślepienie ludzi i panowanie, jakie ma nad nimi
Babilon. Usilnie starają się oni bowiem podźwignąć go ponownie wbrew swemu
własnemu dobru. Jednak pomimo desperackiej walki o życie i o zachowanie
prestiżu oraz wpływu, zostanie on wrzucony w morze jak kamień młyński. Babilon
upadnie, aby się już nigdy nie podnieść, “bo mocny jest Pan Bóg, który go osądzi”.
Dopiero wtedy ludzie zdadzą sobie sprawę ze wspaniałego wybawienia i z tego, że
obalenie Babilonu było dziełem ręki Boga (Obj. 19:1,2).
Takie
jest brzemię Babilonu, chrześcijaństwa, które widział i przepowiedział Izajasz
oraz inni prorocy. W obliczu zaś faktu, że w jego granicach znajduje się spora
część Jego własnego i drogiego ludu, Pan przez proroka (Izaj. 13:1,2) rozkazuje
swym poświęconym, mówiąc: “Na górze wysokiej [wśród tych, którzy stanowią
prawdziwy zalążek Królestwa Bożego] podnieście chorągiew [sztandar
błogosławionej Prawdy ewangelicznej, uwolnionej od błędów pochodzących z
tradycji, które ją długo zaciemniały], podwyżcie głos do nich
<str. 41> [uczciwie i szeroko rozgłoście Prawdę wśród rozproszonych
owiec Pańskiego stada, które ciągle jeszcze znajdują się w Babilonie], dajcie
znać ręką [niech zobaczą moc Prawdy na przykładzie i usłyszą jej zwiastowanie],
a niechaj [chętni i posłuszni, prawdziwe owce] wnijdą w bramy książęce [by
pojąć błogosławieństwa przewidziane dla prawdziwie poświęconych i dziedziców
niebiańskiego Królestwa].”
Tak
więc głos ostrzeżenia dociera do tych, “którzy mają uszy ku słuchaniu”. Żyjemy
w ostatnim okresie, albo inaczej w okresie laodycejskim, rozwoju wielkiego
nominalnego kościoła ewangelicznego, składającego się z pszenicy i kąkolu (Obj.
3:14-22). Kościół ten został zganiony za swą letniość, pychę, duchowe ubóstwo,
ślepotę i nagość. Otrzymał on doradę, by porzucił swe złe drogi natychmiast,
zanim będzie za późno. Pan wiedział jednak, że tylko nieliczni usłuchają głosu
ostrzeżenia i wezwania. Tak więc obietnica nagrody nie została skierowana do
wszystkich, do których adresowane jest ostrzeżenie, ale tylko do tych, którzy
jeszcze gotowi są słuchać Prawdy i którzy pokonują w sobie ogólny stan i ducha
Babilonu: “Kto zwycięży, dam mu siedzieć z sobą na stolicy mojej, jakom
i ja zwyciężył i usiadłem z Ojcem moim na stolicy jego. Kto ma uszy [skłonność
do słuchania i spełniania Słowa Pańskiego], niechaj słucha, co Duch mówi
zborom”. Zaś na tych, którzy “nie mają uszu”, zostanie wylana popędliwość
Pańska.
To,
że poza nielicznymi indywidualnymi przypadkami całe chrześcijaństwo odznacza
się pychą, poczuciem własnej sprawiedliwości, samozadowoleniem, jest oczywiste
nawet dla przygodnego obserwatora. Mimo to mówi sobie ono w duchu: “Siedzę jako
królowa, a nie jestem wdową, i smutku nie ujrzę”. Nadal wychwala się i żyje
wyśmienicie. Mówi sobie: “Jestem bogaty i zbogaciłem się, a niczego nie
potrzebuję”: a nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest “biedny, mizerny, ubogi,
ślepy i nagi”. Nie baczy na radę Pańską, by kupić <str. 42> u Niego
(za cenę samoofiary) złoto wypróbowane w ogniu (prawdziwe bogactwo, niebiańskie
bogactwo “boskiej natury”), białą szatę (szatę przypisanej sprawiedliwości
Chrystusowej, którą tak wielu obecnie zrzuca, by pokazać się przed Bogiem w
szatach własnej sprawiedliwości) i namazać swe oczy maścią wzrok naprawiającą
(całkowite poświęcenie i poddanie pod Boską wolę, jak wyraża to Pismo Święte),
aby móc widzieć i zostać uleczonym (Obj. 3:18).
Duch
tego świata tak zupełnie opanował kościelne władze chrześcijaństwa, że
zreformowanie tego systemu jest niemożliwe, a pojedynczy jego członkowie mogą
uniknąć jego losu jedynie wtedy, gdy szybko i zawczasu go opuszczą. Nadeszła
godzina sądu i już teraz na jego ścianach przestrzegająca ręka Boskiej
opatrzności kreśli tajemnicze słowa: “Mene, Mene, Thekel, Upharsin” – Zliczył Bóg królestwo twoje i do końca je
przywiódł! Zważonyś na wadze, a znalezionyś lekki! A prorok (Izajasz 47)
mówi obecnie:
“Zstąp,
a usiądź w prochu, panno, córko Babilońska! [mówi tak, naśmiewając się z
przypisywanej sobie przez nią czystości] siądź na ziemi, a nie na stolicy,
córko Chaldejska! bo cię nie będą więcej nazywać kochanką i rozkosznicą. (…)
Odkryta będzie nagość twoja, a hańba twoja widziana będzie; wezmę pomstę z
ciebie, a nie dam się nikomu zahamować. (…) Siedź milcząc, a wnijdź do
ciemności, córko Chaldejska! bo cię więcej nie będą nazywać panią królestw. (…)
I rzekłaś: Na wieki panią będę; i tak nie przypuściłaś tego do serca swego,
aniś sobie przywodziła na pamięć dokończenia tego.
Przetoż
słuchaj tego teraz, rozkosznico! (która mieszkasz bezpiecznie, a mówisz w sercu
swem: Jam jest, a nie masz oprócz mnie innej, nie będę wdową,
<str. 43> ani uznam sieroctwa;) Że to oboje przyjdzie na cię nagle
dnia jednego, sieroctwo i wdowstwo [por. Obj. 18:8], a doskonale przypadnie na
cię dla mnóstwa guseł twoich, i dla wielkości czarów twoich. Bo ufasz w złości
twojej, a mówisz: Nie widzi mię nikt. Mądrość twoja [ziemska] i umiejętność
twoja, ta cię przewrotną uczyniła, abyś mówiła w sercu swem: Jam jest, a nie
masz oprócz mnie innej. Dlatego przyjdzie na cię złe, którego wyjścia nie
wiesz, i przypadnie na cię bieda, której nie będziesz mogła zbyć; a przyjdzie
na cię nagle spustoszenie, nim wzwiesz [zanim się dowiesz]” (por. werset 9 i
Obj. 18:7).
Wobec
takiego solennego oświadczenia przeciwko Babilonowi byłoby dobrze, aby stało
się ono dla ludu Pańskiego, mieszkającego jeszcze w granicach Babilonu, głosem
ostrzeżenia i pouczenia od Boga. Albowiem: “Tak mówi Pan: (…) Uciekajcie z
pośrodku Babilonu, a niech zachowa każdy duszę swoję, abyście nie byli
zatraceni w nieprawości jego; bo czas będzie pomsty Pańskiej, sam mu zapłatę
odda. (…) Ale nagle upadnie Babilon, i starty będzie; (…) Leczyliśmy Babilon,
ale nie jest uleczony. Opuśćmyż go, (…) bo sąd jego aż do nieba sięga, i
wyniósł się aż pod obłoki. (…) Wyjdźcie z pośrodku jego, ludu mój! a wybaw każdy
duszę swoję przed gniewem zapalczywości Pańskiej” – Jer. 51:1,6,8,9,45 (por.
Obj. 17:3-6; 18:1-5).
Dla
tych, którzy chcieliby się podporządkować rozkazowi wyjścia z Babilonu jest
tylko jedno miejsce ucieczki. Nie jest nim nowa sekta i niewola, ale “ochrona
Najwyższego” – miejsce, albo stan, całkowitego poświęcenia, wyobrażanego przez
Miejsce Najświętsze w przybytku i świątyni (Psalm 91) “Ten, który mieszka w
ochronie Najwyższego, <str. 44> i w cieniu Wszechmocnego przebywać
będzie”. Ktoś taki wśród nieszczęść obecnego złego dnia naprawdę może
powiedzieć: “Nadzieja moja i zamek mój, Bóg mój, w nim nadzieję mieć będę”.
Wyjście
z Babilonu nie oznacza wcale fizycznej emigracji spośród narodów
chrześcijaństwa. Nie tylko bowiem chrześcijaństwo, ale i cała ziemia zostanie
pożarta ogniem (zapalczywym uciskiem) popędliwości gniewu Pańskiego, jednak
najbardziej zapalczywy gniew spadnie na oświecone narody chrześcijaństwa, które
znały wolę Pańską albo przynajmniej miały dostateczną możliwość jej poznania.
Treścią tego nakazu jest odłączenie się od krępujących jarzm chrześcijaństwa,
odłączenie się od udziału w świeckich, społecznych i religijnych aspektach jego
organizacji – i to zarówno ze względu na zasadę, jak i na mądrą, kierowaną
przez Boga taktykę postępowania.
Ze
względu na zasadę, w miarę jak wzrastające światło Prawdy czasu żniwa oświeca
nasze umysły i objawia wynaturzenia błędów, musimy okazywać lojalność Prawdzie
i odrzucać błąd poprzez wycofanie całego naszego wpływu i poparcia dla niego.
Oznacza to wystąpienie z rozmaitych religijnych organizacji, których doktryny
fałszują Słowo Boże i pozbawiają go znaczenia. Nasz stosunek do władz świeckich
jest postawą cudzoziemca; nie cudzoziemca buntownika, ale pokojowo nastawionego
i poddanego prawu, który oddaje cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co Boskie;
cudzoziemca, który ma niebiańskie, a nie ziemskie obywatelstwo i zawsze
opowiada się po stronie prawości, sprawiedliwości, miłosierdzia i pokoju.
Zasady
w niektórych przypadkach, a taktyka postępowania w innych, spowodują, że
odłączymy się od różnych układów towarzyskich panujących między ludźmi. Ze
względu na zasadę, postępowanie takie zapewni wolność każdemu, który byłby
uwikłany przyrzeczeniami i zobowiązaniami wobec wszelkich tajnych związków i
towarzystw; albowiem wy, którzy byliście niegdyś ciemnością, jesteście obecnie
światłością w Panu i <str. 45> powinniście chodzić, jako synowie
światłości, którzy nie mają społeczności z niepożytecznymi uczynkami ciemności,
ale je raczej strofują (Efezj. 5:6-17).
W
miarę zbliżania się owego wielkiego przesilenia “złego dnia”, dla ludzi, którzy
patrzą na sytuację z punktu widzenia “mocnej mowy prorockiej”, stanie się
oczywiste, że choćby nawet były przypadki niestosowania się zasady, to i tak
mądrość będzie nakazywać wycofanie się z wszelkich więzów społecznych i
finansowych, które nieuchronnie muszą ulec spustoszeniu w rewolucji i anarchii
o światowym zasięgu. W tym czasie (a pamiętać należy, że jest to kwestią
prawdopodobnie kilku lat) instytucje finansowe, wliczając w to towarzystwa
ubezpieczeniowe i fundacje charytatywne, upadną, a skarby w nich zgromadzone
okażą się całkowicie bezużyteczne. Owe jaskinie i skały na górach nie zapewnią
oczekiwanej ochrony przed gniewem “złego dnia”, gdy ogromne, spienione fale
powszechnego niezadowolenia uderzą w góry (królestwa – Obj. 6:15-17; Psalm
46:4). Przyjdzie czas, gdy “srebro swoje po ulicach rozrzucą, a złoto ich
będzie jako nieczystość; srebro ich i złoto ich nie będzie ich mogło wybawić w
dzień popędliwości Pańskiej; nie nasycą [swym bogactwem] duszy swojej, i
wnętrzności swych nie napełnią, przeto, że im jest ku obrażeniu nieprawość ich”
(Ezech. 7:19; por. też wersety: 12-18,21,25-27). I tak sprawi Pan, że życie
ludzkie będzie cenniejsze niż szczere złoto, cenniejsze niż złoto z Ofir (Izaj.
13:12).
Jednak
ci, którzy udali się pod opiekę Najwyższego, nie muszą obawiać się nadejścia
tych czasów. On okryje ich swym pierzem, a pod Jego skrzydłami będą bezpieczni;
zaiste okaże im zbawienie swoje. W miarę zbliżania się najdzikszego zamieszania
mogą oni pocieszać się w sercach <str. 46> błogosławioną pewnością, że
“Bóg jest ucieczką i siłą naszą, ratunkiem we wszelkim ucisku najpewniejszym” i
mówić: “Przetoż się bać nie będziemy, choćby się poruszyła ziemia [choćby
obecny porządek społeczny został całkowicie obalony], choćby się przeniosły
góry w pośród morza [pogrzebane w anarchii]; choćby zaszumiały, a wzburzyły się
wody jego i zatrzęsły się góry od nawałności jego”. Bóg będzie wśród wiernych
świętych, a kto uczyni Go swą ucieczką, nie będzie poruszony. Bóg poratuje Syon
zaraz o poranku Tysiąclecia, gdyż jest on “godny ujść tego wszystkiego, co się
dziać ma” na świecie (Psalm 46; Łuk. 21:36).
Wśród wichrów pędzących złą falę zwątpienia
Ojcze Niebiański! Dzieci świata złości,
Niegodne Twej łaski, proszą Cię w pokorze:
Nie odrzuć nas nigdy od swojej miłości,
Nie gardź ofiarą niegodną, o Boże!
Spraw, aby zawsze wola Twego Syna
Nad horyzontem grzechu i ciemności
Jasno wschodziła, gdy przyjdzie godzina
Jego wielkiej chwały i sprawiedliwości.
On, który z nami jako brat i człowiek
Płakał nad grobem, zimnej śmierci tchnieniem,
Łzy otrze z zaciśniętych bólem powiek,
Zło zgani i zniszczy swej Prawdy promieniem.
Wśród wichrów pędzących złą falę zwątpienia
Niech serca nie słabną, nie wątleją dłonie,
Niech miłość wieczna, która życie zmienia,
Pokruszy głaz grzechu, da klejnot w koronie.
Modlitwy wysłuchaj, przebacz grzechy nasze,
Przywróć gorliwość, co serca rozpala.
Niech Prawda Twa nasze biodra opasze
A grzech i kłamstwo niech życia nie kala.
Powyższe
oryginalne wersy zostały przeczytane przez dr Olivera Wendella Holmesa na
spotkaniu Young Men’s Christian Union [Stowarzyszenie Chrześcijańskiej
Młodzieży Męskiej] w Bostonie 1 czerwca 1893 roku. Wskazują one na to, że ich
autor po części zdaje sobie sprawę z ciemności, jakie okrywają Babilon.
<str. 47>
Konieczność i sprawiedliwość
Dnia Pomsty
Na to pokolenie, obraz i
pozaobraz – Wielki ucisk jako uzasadniony skutek poprzedzających go przyczyn –
Obowiązki “chrześcijaństwa” i jego stosunek do nich – Obowiązki władz
świeckich, przywódców religijnych i innych klas społeczeństw cywilizowanych
państw – Związek narodów pogańskich z chrześcijaństwem i jego uciskiem – Sąd
Boży – “Mnie pomsta, a ja oddam, mówi Pan”.
“Zaprawdę,
powiadam wam: Przyjdzie to wszystko na to pokolenie” – Mat. 23:34-36 (bt); Łuk. 11:50,51.
TYM, którzy
nie są przyzwyczajeni od ważenia zasad z punktu widzenia precyzji filozofii
moralnej, może wydać się dziwne, że kolejne pokolenie ludzkości miałoby ponosić
karanie za skumulowane zbrodnie wielu poprzednich pokoleń. Jeśli jednak
wyraźnie widać, że taki jest sąd Boży, w którym nie może być pomyłki,
powinniśmy oczekiwać, że dojrzałe rozważanie wykaże sprawiedliwość tej decyzji.
W powyżej zacytowanych słowach nasz Pan oświadczył, że taki los miał spotkać
pokolenie cielesnego Izraela, do którego zwracał się przy końcu obrazowego
Wieku Żydowskiego. Na nich miała spaść odpowiedzialność za całą krew
sprawiedliwych ludzi wylaną na ziemię, począwszy od krwi sprawiedliwego Abla,
aż po krew Zachariasza, który został zabity między świątynią a ołtarzem (Mat.
23:35).
Było
to przerażające proroctwo, które jednak spotkało się z brakiem uwagi i wiary.
Ale wypełniło się co do joty <str. 48> około trzydzieści siedem lat
później, gdy wewnętrzne konflikty i hordy najeźdźców dokonały straszliwej
odpłaty. O czasie tym czytamy, że zawiść podzieliła mieszkańców Judei na
rozmaite frakcje i że wzajemna nieufność sięgnęła szczytu. Przyjaciele stali się
sobie obcy, rodziny zostały rozbite, a każdy żywił podejrzenia wobec brata.
Kradzież, oszustwo i morderstwo były tak powszechne, że życie żadnego człowieka
nie było bezpieczne. Nawet świątynia nie była bezpiecznym miejscem. Najwyższy
kapłan został zabity w trakcie wykonywania publicznych obrzędów. Następnie
naród, doprowadzony do rozpaczy masakrą swych braci w Cezarei i widząc
najwyraźniej, że rzeź nadciąga na wszystkich innych, zjednoczył się w
powstaniu. I tak Judea otwarcie zbuntowała się przeciwko Rzymowi i rzuciła
wyzwanie całemu cywilizowanemu światu.
Wespazjan
i Tytus zostali posłani, by ich ukarać, a upadek był straszliwy. Jedno po
drugim zmiatane były ich miasta, aż w końcu Tytus stanął pod Jerozolimą. Na
wiosnę roku 70 n.e., gdy w mieście panował tłok z powodu tłumów, które przybyły
na obchody święta Paschy, podprowadził legiony pod mury miasta, a jego
uwięzieni mieszkańcy już wkrótce zaczęli padać ofiarą głodu, miecza najeźdźcy i
wewnętrznych konfliktów. Jeśli komuś udało wydostać się z miasta, został
natychmiast ukrzyżowany przez Rzymian, a głód był tak straszliwy, że rodzice
zabijali i zjadali swe własne dzieci. Liczba poległych w tym oblężeniu oceniana
jest przez Józefa Flawiusza na przeszło milion, zaś miasto zostało obrócone w
popiół.
W
taki sposób wypełniło się zacytowane powyżej proroctwo w stosunku do
buntowniczego cielesnego Izraela przy końcu Wieku, w którym cieszył się on
szczególną łaską, jako naród wybrany przez Boga. Obecnie przy końcu obecnego
Wieku Ewangelii, zgodnie z ogólniejszym znaczeniem tego proroctwa, odpowiednik
tamtego ucisku ma spaść na nominalny <str. 49> duchowy Izrael,
którym w najogólniejszym znaczeniu jest chrześcijaństwo. Będzie to “czas
uciśnienia, jakiego nie było, jako narody poczęły być”, czas uciśnienia pod
pewnymi względami nawet bardziej dotkliwy niż ten, który spadł na Judeę i
Jerozolimę. Trudno jest nam sobie wyobrazić ucisk cięższy niż ten, który został
powyżej opisany. Może on jedynie być powszechniejszy i mieć szerszy zasięg.
Może być też bardziej wyniszczający, jak by na to wskazywał stan współczesnej
techniki wojennej. Nie ograniczy się on do jednego narodu i jednego regionu,
ale obejmie swym zasięgiem cały świat, a szczególnie kraje cywilizowanego
świata – chrześcijaństwa, Babilonu.
Możemy
zatem uważać, że dopuszczenie gniewu na cielesny Izrael było obrazem większej
popędliwości i większego gniewu, które miały być wylane na chrześcijaństwo przy
końcu tego Wieku. Ci, którzy nierozważnie skłonni byliby uważać owo
postępowanie Wszechmogącego względem obecnego pokolenia za niesprawiedliwe, po
prostu nie pojęli doskonałego prawa odpłaty, które, choć czasem działa powoli,
niezawodnie wykonuje swe nieuchronne wyroki. Sprawiedliwość, owszem nawet
konieczność, oraz filozofia tego działania są wyraźnie widoczne dla myślących i
szlachetnych ludzi, którzy zamiast wykazywać skłonność do oskarżania Boga o
niesprawiedliwość, podporządkowują swe serca pouczeniom Jego Słowa.
Żyjemy
obecnie w okresie stanowiącym kulminację wieków doświadczeń, które w pewnym
sensie mogą być i są wykorzystane ku pożytkowi ludzkości. Dotyczy to
szczególnie tej części ludzkości, która bezpośrednio i pośrednio została
zaszczycona światłem Bożej Prawdy – chrześcijaństwa, Babilonu, na który w
konsekwencji spada ogromna odpowiedzialność za szafowanie tymi korzyściami. Bóg
przypisuje ludziom odpowiedzialność nie tylko za to, co wiedzą, ale i za to, co
mogliby wiedzieć, gdyby podporządkowali się pouczeniom – lekcjom,
<str. 50> które wynikają z własnego lub cudzego doświadczenia. Jeśli
człowiek nie baczy na lekcje płynące z doświadczenia, czy też świadomie
lekceważy lub gardzi tą nauką, musi ponieść konsekwencje.
Przed
tak zwanym chrześcijaństwem leży otwarta księga historii jak i natchnione przez
Boga objawienie. A jakie one zawierają lekcje? Lekcje doświadczenia, mądrości,
wiedzy, łaski i ostrzeżenia. Korzystając z doświadczeń poprzednich generacji w
zakresie wielu dziedzin przemysłu, polityki, ekonomii itp., świat uczynił
chwalebny postęp w rzeczach materialnych. Wiele wygód i udogodnień naszej
obecnej cywilizacji ma często swój początek w zastosowaniu się do wniosków
wyciągniętych z obserwacji doświadczeń poprzednich generacji. Sztuka drukarska
umożliwia korzystanie z tych lekcji każdemu człowiekowi. W tym zakresie obecne
pokolenie odnosi korzyści pod każdym względem – dodaje bowiem skumulowaną
mądrość i doświadczenie przeszłości do swych własnych doświadczeń i własnej
mądrości. Tymczasem jednak wspaniałe nauki moralne, które ludzie także powinni
studiować i sobie przyswajać, są powszechnie lekceważone, nawet jeśli dobitnie
poddaje się je pod uwagę opinii publicznej. Historia pełna jest takich nauk,
jeśli ten, kto ją czyta, potrafi myśleć i ma skłonność do czynienia
sprawiedliwości, zaś ludzie obecnej epoki mają znacznie więcej możliwości
korzystania z tych nauk niż poprzednie generacje. Ludzie myślący zwracają
czasami na to uwagę. Na przykład, profesor Fisher w przedmowie do swego
opracowania zagadnienia powstania, rozwoju i upadku imperiów, słusznie zauważa
“To, że w ciągu historii ludzkości zawsze panuje prawo, jest przekonaniem
potwierdzonym przez obserwację faktów. Wydarzenia nie pojawiają się w oderwaniu
od przeszłości, która do nich doprowadziła. Można uważać je za zupełnie naturalny
rezultat czasów, które je poprzedziły. Wydarzenia uprzednie je zapowiadały”.
<str. 51>
Rzeczywiście
prawdą jest, że zasada przyczyny i skutku nigdzie nie przejawia się tak
dobitnie, jak na kartach historii. Zgodnie z tą zasadą, która zgadza się z
prawem Bożym, ziarno siane w przeszłości musi z konieczności zakiełkować,
wzrosnąć i przynieść owoce, a żniwo przychodzi wcześniej lub później, jest
jednak nieuchronne. W II Tomie wykazaliśmy, że nadszedł już czas żniwa Wieku
Ewangelii, które rozpoczęło się w 1874 roku, bowiem od tego czasu miała się
rozpocząć obecność Pana żniwa. Wykazaliśmy też, że postęp prac żniwiarskich,
które trwają począwszy od tamtej daty, przybliżył nas prawie do samego końca
okresu żniwa, który miał się zaznaczyć dziełem palenia kąkolu oraz zbieraniem i
deptaniem dojrzałych gron “winnicy ziemi”, dojrzałych owoców fałszywego
wina – “Babilonu” (Obj. 14:18-20).
Babilon,
czyli chrześcijaństwo, miał długi okres próby sprawowania władzy. Miał też
możliwość uczenia się sprawiedliwości i wprowadzania jej w czyn, a także
wielokrotnie był ostrzegany o nadchodzącym sądzie. Przez cały Wiek Ewangelii w
obrębie tego systemu znajdowali się święci Boży – poświęceni, samoofiarujący
się, podobni do Chrystusa, mężczyźni i kobiety – “sól ziemi”. Babilon słyszał z
ich ust poselstwo zbawienia, w ich życiu widział ucieleśnione zasady Prawdy i
sprawiedliwości, dowiadywał się o słusznych powodach, dla których musi nadejść
sąd. Zlekceważył on jednak żywe listy Boże. Co więcej, tak zwane
chrześcijańskie narody ogarnięte rządzą zysku, sprawiły, że imię Chrystusa
zostało zganione wśród pogan, idących śladem misjonarzy w przeklętym obrocie rumem
i innymi “cywilizowanymi” wytworami zła. W obrębie Babilonu i z jego
upoważnienia cierpiał gwałt prawdziwy zarodek niebiańskiego Królestwa,
składający się wyłącznie z tych świętych, <str. 52> których imiona
zapisane są w niebie. System ten ich nienawidził i prześladował aż do śmierci,
tak że tysiące świętych na przestrzeni wieków z mocy jego dekretów
przypieczętowało swe świadectwo krwią. Tak jak ich Mistrz byli znienawidzeni
bez przyczyny. Dla swej sprawiedliwości zostali odrzuceni jak omieciny świata,
a ich światło było coraz mocniej przygaszane, aby mogła panować uprzywilejowana
ciemność i uczynki nieprawości. Jakże mroczny jest ten rozdział dziejów
chrześcijaństwa! System-matka jest “pijana krwią świętych i krwią męczenników
Jezusa”, a tak ona jak i jej córki w swej ślepocie gotowe są nadal prześladować
i ścinać (Obj. 20:4) – tyle że w bardziej wyrafinowany sposób – wszystkich,
którzy zachowują lojalność względem Boga i Prawdy oraz podejmują ryzyko,
uprzejmego acz dobitnego, wskazywania na naganę Słowa Bożego dla tych systemów.
Świeckie
władze chrześcijaństwa były częstokroć ostrzegane, gdy kolejne cesarstwa i
królestwa upadały przygniecione ciężarem własnego zepsucia. Nawet i dzisiaj,
gdyby władze chciały słuchać, usłyszałyby głos ostatniego ostrzeżenia
natchnionego proroka Bożego: “Terazże tedy zrozumiejcie, królowie, nauczcie się
sędziowie ziemi! Służcie Panu w bojaźni, a rozradujcie się ze drżeniem.
Pocałujcie syna, by się snać nie rozgniewał, i zginęlibyście w drodze, gdyby
się najmniej zapaliła popędliwość jego. (…) Przeczże się poganie buntują, a
narody przemyślają próżne rzeczy? Schodzą się królowie ziemscy [w sprzeciwie],
a książęta radzą społem przeciwko Panu, i przeciw pomazańcowi jego, mówiąc:
Potargajmy związki ich, a odrzućmy od siebie powrozy ich.” Ale ich opór na nic
się nie zda, gdyż “ten, który mieszka w niebie, śmieje się; Pan szydzi z nich.
Tedy [skoro uporczywie lekceważą oni głos Jego ostrzeżeń] będzie mówił do nich
w popędliwości swojej, a w gniewie swoim przestraszy ich” – Psalm 2:10-12,1-5.
<str. 53>
I
znów, jak wiadomo z prostych i powszechnie znanych obecnie zasad Jego świętego
prawa: “Bóg stoi w zgromadzeniu Bożem, [tych, którzy mają władzę] a w pośród
bogów [władców] sądzi i mówi: Dokądże będziecie niesprawiedliwie sądzić, a osoby
niezbożników przyjmować? (...) Czyńcie sprawiedliwość ubogiemu i sierotce;
utrapionego i niedostatecznego usprawiedliwiajcie. Wyrwijcie chudzinę i
nędznego, a z ręki niepobożnej wyrwijcie go” – Psalm 82:1-4. Prasa codzienna
dostarcza ustawicznych dowodów na to, jak intensywnie w obecnych ostatecznych
czasach zwracana jest uwaga rządzących na stosowność tej rady. Równie liczne są
głosy ostrzeżeń myślących ludzi, którzy dostrzegają niebezpieczeństwo
powszechnego zlekceważenia tej dorady. Nawet ludzie tego świata, którzy
przewidują przyszłość jedynie na podstawie zasad celowości, dostrzegają
konieczność podążania śladami rad podawanych przez proroków.
Należał
do nich ostatni Cesarz Niemiec, Wilhelm, jak na to wskazuje wypowiedź
berlińskiego korespondenta dla “Osservatore Romano” (1880):
“Gdy cesarz Wilhelm otrzymał wiadomość o ostatnim, strasznym zamachu na życie cara, spoważniał i po kilku minutach milczenia powiedział z nutą melancholii, lecz nie bez energii: ‘Jeśli nie zmienimy kierunku naszej polityki, jeśli nie pomyślimy poważniej o zdrowej nauce dla naszej młodzieży, jeśli nie oddamy pierwszeństwa religii, jeśli będziemy jedynie udawać, że rządzimy dla korzyści z dnia na dzień, to nasze trony zostaną obalone, a społeczeństwo padnie ofiarą przerażających wydarzeń. Nie mamy czasu do stracenia i będzie wielkim nieszczęściem, jeśli rządy nie dojdą do porozumienia w sprawie zbawiennego dzieła represji.”
W szeroko rozpowszechnionej w Niemczech książce zatytułowanej Reforma czyli Rewolucja jej autor pan von Masow, który nie jest ani socjalistą, ani radykałem, ale konserwatystą i prezydentem Centralnego Komitetu dla Osiedli Robotniczych, zarzuca swym rodakom <str. 54> “politykę strusia”, czyli naśladowanie tego ptaka w przysłowiowym zwyczaju chowania głowy w piasek w przekonaniu, że jeśli on nic nie widzi, to i sam jest niewidoczny. Von Massow pisze:
“Możemy
ignorować fakty, ale nie potrafimy ich zmienić. Nie ulega wątpliwości, że
znajdujemy się w przededniu rewolucji. Każdy, kto ma otwarte oczy i uszy musi
to przyznać. Zaprzeczyć może temu jedynie społeczeństwo pogrążone w egoizmie,
samozadowoleniu i pogoni za przyjemnościami. Jedynie takie społeczeństwo będzie
kontynuowało swój taniec na wulkanie; nie zechce zauważyć owego Mene-Thekel
i w dalszym ciągu będzie wierzyło w potęgę bagnetów.
Znaczna
większość ludzi wykształconych nie ma pojęcia o ogromnej fali nienawiści, jaka
wzbiera wśród niższych klas społecznych. Partia socjaldemokratyczna jest
traktowana podobnie jak inne partie polityczne. Partia ta jednak nie dba na
prawa polityki, nie przejmuje się reformami administracyjnymi czy nowymi
ustawami. Podstawą jej istnienia jest pragnienie niższych klas, by móc cieszyć
się życiem, by zakosztować przyjemności, o których człowiek, który nigdy nie
posiadał banknotu stumarkowego, ma całkowicie spaczone pojęcie. (…) Porządek
zostanie oczywiście wkrótce przywrócony [po obaleniu ustroju socjalistycznego],
ale w jakim stanie znajdzie się taki kraj – kaleki, wdowy i sieroty w
niezliczonej ilości, prywatne banki obrabowane, linie kolejowe i telegraficzne,
mosty, domy, fabryki, pomniki – wszystko zburzone tak, że ani związki zawodowe,
ani państwa, ani miasta, ani gminy nie będą w stanie znaleźć milionów, które
trzeba będzie wydać, aby naprawić choćby ułamek tych zniszczeń. Trudno wprost
uwierzyć, że nic nie czyni się, aby zapobiec temu niebezpieczeństwu. To nie
miłosierdzie jest tutaj pożądane, ale gorące serca, gotowe okazać nieco
szacunku niższym klasom. Miłość, bezgraniczna miłość przezwycięży znaczną część
nienawiści, jaka już teraz kipi. Wielu może jest już straconych do tego
stopnia, że nie ma sposobu, aby ich odzyskać. Są jednak oprócz nich miliony
ludzi, którzy ciągle jeszcze mogą być przekonani do porządku i prawa, jeśli
tylko otrzymają dowód na to, że będą mieli możliwość zapewnienia sobie
godziwych i ludzkich warunków egzystencji, aby nie musieli znajdować się, tak
jak teraz, w sytuacji gorszej niż zwierzęta, którym przynajmniej zapewnia się
stajnię i daje jeść.”
Dalej
autor otwiera oczy mieszkańców Berlina na niebezpieczeństwo, jakie zagraża ich
życiu. “Berlińczykom” <str. 55> – powiada on – “wydaje się, że są
bezpieczni pod ochroną sześćdziesięciotysięcznej gwardii. Złudna nadzieja!
Jesienią, gdy kończy się okres służby, żołnierze opuszczają swe oddziały i
zanim przyjdą inni z nowego poboru garnizon liczy ledwie 7 tysięcy. W powstaniu
wznieconym przez jakiegoś niezadowolonego byłego oficera może prędko wziąć
udział 100 albo nawet 160 tysięcy robotników. Wszyscy ci ludzi służyli w
wojsku, są równie dobrze wyszkoleni jak ich przeciwnicy oraz rozumieją potrzebę
dyscypliny. Linie telegraficzne i telefoniczne zostaną odcięte, linie kolejowe
uszkodzone, aby zapobiec nadsyłaniu posiłków, a oficerowie spieszący na swe
posterunki zostaną zatrzymani. Rewolucjoniści mogliby wysadzić w powietrze
koszary i zastrzelić cesarza, ministrów, generałów, urzędników – każdego, kto
nosi mundur – zanim przyszedłby im z pomocą choćby najmniejszy oddział
kawalerii czy bateria artyleryjska.”
Tylko
czy rządzący dają posłuch tym głosom ostrzeżenia i solennego pouczenia obecnej
godziny? Nie, tak jak przepowiedział o nich prorok “Lecz oni nic nie wiedzą,
ani rozumieją; w ciemnościach ustawicznie chodzą [aż do czasu]; zaczem się
zachwiały wszystkie grunty ziemi [podstawy społeczeństwa – obowiązujących dotąd
zasad prawa i porządku].” Zachwieją się straszliwie, zachwieją się tak, aby
mogły zostać usunięte (Hebr. 12:27; Psalm 82:5; Izaj. 2:19).
Zmarły
cesarz Niemiec zupełnie nie zważał na obawy wyrażane przez jego dziadka, które
zostały powyżej zacytowane. Lata temu, wręczając księciu Bismarckowi wspaniały
miecz umieszczony w złotej pochwie, cesarz powiedział:
“W obecności tych oddziałów przybywam, by ofiarować Waszej Książęcej Wysokości mój dar. Nie umiałem znaleźć podarku lepszego od miecza, najszlachetniejszego rodzaju broni niemieckiej, symbolu tego narzędzia, które Wasza Wysokość, służąc mojemu dziadkowi, pomagał kuć, ostrzyć a także dzierżyć – symbolu czasu wielkiej budowy, której zaprawą były krew i żelazo, a one nigdy nie zawodzą – symbolu, który w rękach królów i książąt zapewni w razie potrzeby jedność wewnątrz ojczyzny, a stosowany nawet na zewnątrz kraju pomagał w zachowaniu wewnętrznego związku. <str. 56>
Londyński Spectator, komentując tę wypowiedź,
pisze:
“Jest to doprawdy zarówno bardzo zatrważające, jak i zdumiewające stwierdzenie. W Niemczech pojawiły się dwie jego interpretacje. Według jednej jest ono skierowane przeciwko ewentualnej próbie odłączenia się od Cesarstwa któregoś z państw niemieckich, druga zaś mówi, że wypowiedź cesarza zapowiada gotowość monarchy i jego sprzymierzeńców do zbrojnego wystąpienia przeciwko socjalistom i anarchistom, jeśli zajdzie taka potrzeba. W każdym przypadku oświadczenie to było niekonieczne i niedyskretne. Nikt nie wątpi, że Cesarstwo Niemieckie, które tak naprawdę zostało założone mieczem w Langensalzas oraz w rezultacie wojny z Francją, jest zdecydowane zbrojnie wystąpić przeciwko odłączającemu się państwu. Jednakże straszenie jakiejkolwiek partii, nawet socjalistów, stanem wyjątkowym, podczas gdy ona usiłuje wygrać w wyborach, oznacza w istocie zawieszenie konstytucji i ogłoszenie stanu oblężenia. Nie sądzimy, by cesarz nosił się rzeczywiście z takimi zamiarami, nie ulega jednak wątpliwości, że zastanawia się on nad zaistniałą sytuacją. Czuje on opór socjalistów i stwierdza na koniec: ‘Dobra, dobra, ciągle jeszcze dysponuję mieczem, a to jest środek, który nigdy nie zawodzi’. Niejeden król przed nim doszedł już do takiego wniosku, ale tylko nieliczni sami zrozumieli, że rozsądne jest głośne rozmyślanie na ten temat. Jest to groźba, tłumaczmy sobie to jak chcemy, ale żaden rozumny monarcha nie grozi, dopóki nie nadejdzie właściwa pora na uderzenie. Tym bardziej nie posługuje się groźbą użycia siły militarnej wobec wewnętrznego wybuchu niezadowolenia. ‘Miecz – niezawodny środek’ przeciwko chorobom wewnętrznym! To tak jakby skalpel chirurga miał być niezawodnym środkiem przeciwko gorączce. Książę Schwarzenbergs – konserwatysta nad konserwatystami, dysponując niepokonaną armią spróbował użyć tego środka w znacznie bardziej sprzyjających okolicznościach. Jego wniosek wynikający z długiego doświadczenia stał się jednym z najmądrzejszych i najlepszych przysłów politycznych, nad którym niemiecki cesarz powinien się dobrze zastanowić – ‘Za pomocą bagnetów można wszystko osiągnąć – nie da się tylko na nich siedzieć’.
Czy rzymski cesarz mógł powiedzieć coś, co byłoby jeszcze mocniejsze od stwierdzenia, że ‘miecz jest niezawodnym środkiem’? W zdaniu tego typu kryje się sens tyranii. Jeśli więc cesarz powiedział to z namysłem, to nie jest on przywódcą, któremu zależy na Niemczech, ale typem absolutnego władcy, <str. 57> którego, jak dowodzi cała współczesna historia, należy się strzec. Może się oczywiście okazać, że cesarz wypowiedział się pochopnie, pod wpływem emocji, na wpół poetycko, na wpół przesadnie, poniesiony swym temperamentem, który już nie raz przejawiał. Jeśli jednak jego mowa miałaby zostać potraktowana jako orędzie do własnego narodu, to możemy jedynie stwierdzić: ‘Szkoda, że przeminęło takie źródło nadziei’.”
Oświadczenie obecnego cara Rosji, że będzie bronił autokracji tak samo żarliwie jak jego ojciec, jest kolejną oznaką braku uwagi dla solennych ostrzeżeń jego szczęśliwej godziny i Słowa Bożego. I zauważcie, jak zostało to przyjęte przez jego poddanych, pomimo podjęcia przez władzę energicznych działań w celu ograniczenia swobody wypowiedzi. Rosyjska Partia Praw Człowieka opublikowała i rozpowszechniła w całym imperium odezwę.
Miała ona formę listu do cara i zasługiwała na uwagę ze względu na jasność i siłę języka. Potępiwszy cara za jego wypowiedzi na temat swej absolutnej władzy, odezwa głosi:
“Najbardziej postępowe ziemstwas żądały jedynie ugody między carem a narodem, wolności słowa oraz dominacji prawa nad samowolą władzy wykonawczej. Byłeś oszukiwany i zastraszony przez przedstawicieli sądów i biurokratów. Społeczeństwo doskonale zrozumie, że to biurokracja, która zazdrośnie strzeże swej wszechwładzy, przemawiała przez ciebie. Biurokracja rozpoczyna się od rady ministrów, a kończy na lokalnym komisarzu najniższego szczebla. Nienawidzi wszelkiego postępu, ani społecznego, ani indywidualnego, oraz aktywnie uniemożliwia jakiekolwiek swobodne kontakty monarchy z przedstawicielami ludu, chyba że przychodzą w galowych ubraniach z zamiarem składania gratulacji oraz ofiarowania ikon i innych darów.
Twoje przemówienie dowodzi, że jakakolwiek próba przedstawienia przed tronem, nawet w najbardziej lojalny sposób, krzyczących potrzeb kraju, spotka się jedynie z surowym i stanowczym odrzuceniem. Społeczeństwo oczekiwało od ciebie zachęty i pomocy, a usłyszało jedynie o resztkach twej wszechwładzy, co sprawia wrażenie całkowitego odsunięcia się cara od <str. 58> ludu. Sam zniszczyłeś swą popularność i odizolowałeś tę część społeczeństwa, która walczy o postęp pokojowymi metodami. Niektórzy triumfują usłyszawszy twoje przemówienie, ale już wkrótce przekonasz się o ich niedołęstwie.
W innej części społeczeństwa twoje przemówienie wywołało uczucie krzywdy i przygnębienia, które jednak wkrótce zostaną pokonane przez najlepsze siły społeczne, zanim przejdą one do pokojowej, ale nieustępliwej i rozważnej walki, koniecznej dla osiągnięcia wolności. Jeszcze inna część ludzi zostanie twymi słowami pobudzona do walki przeciwko znienawidzonemu porządkowi rzeczy przy użyciu wszelkich dostępnych metod. To ty wywołałeś tę wojnę. Niebawem się ona rozpocznie.”
Tak więc wszystkie narody “chrześcijaństwa” niebacznie potykają się w od dawna ulubionych przez siebie ciemnościach. Nawet ten światły kraj [USA] chełpliwych swobód, który pod wieloma względami cieszy się większą łaską niż wszystkie inne narody, nie stanowi tutaj wyjątku. Do niego także były kierowane liczne ostrzeżenia. Zważcie na prawie prorocze słowa męczeńskiego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Abrahama Lincolna, skierowane do przyjaciela z Illinois. Tak pisał on na krótko przed tym, jak go zamordowano:
“O tak, możemy sobie wszyscy gratulować, że ta okrutna wojna zbliża się już do końca. Kosztowała nas ona wiele pieniędzy i krwi. Najlepszej krwi kwiatu amerykańskiej młodzieży, która została dobrowolnie ofiarowana na ołtarzu naszego kraju za życie narodu. Była to godzina próby dla naszej republiki. Dostrzegam jednak w najbliższej przyszłości nadciągające przesilenie, które odbiera mi odwagę i sprawia, że drżę o bezpieczeństwo mojego kraju. W następstwie wojny na tronie zasiadły korporacje. Przed nami jest era korupcji w wysokich sferach, a władcy finansowi tego kraju będą usiłowali przedłużyć swoje panowanie przez zaszczepianie wśród ludzi uprzedzeń, dokąd wszystkie bogactwa nie zostaną zgromadzone w rękach nielicznych, a republika nie zostanie zniszczona. Żywię w takim momencie znacznie większą obawę o bezpieczeństwo kraju niż kiedykolwiek indziej, nawet w czasie wojny.”
Innym razem, w roku 1896, reprezentant Missouri, Hatch, przemawiając przed kongresem na temat spraw finansowych i społecznych powiedział: (przemówienie to ukazało się w prasie publicznej) <str. 59>
“Zauważcie, co mówię! Jeśli nieugięte prawo przyczyny i skutku nie zostało wymazane z księgi ustaw Wszechmogącego, to możemy spodziewać się – chyba że zawczasu powiemy sobie stop – że staniemy się świadkami horroru Rewolucji Francuskiej przeniesionej na scenę amerykańską wraz ze wszelkimi współczesnymi udogodnieniami, i to w przeciągu najbliższej dekady. Nie jestem też w tym poglądzie osamotniony. Ten pan, Astor, który jakiś czas temu udał się do Anglii, kupił ziemię na wyspie i stał się poddanym brytyjskim, przekonał się o tym, co nas czeka, tak samo wyraźnie jak ja. Dlatego też nie przegapił szczęśliwej chwili i wymknął się póki jeszcze nie było takiego zapotrzebowania na luksusowe kabiny okrętowe, jak to niebawem będzie miało miejsce. Zdawał on sobie doskonale sprawę z tego, że jeśli sprawy dalej pójdą tak, jak dotąd, to niebawem na każdym odpływającym parowcu zapanuje taki tłok wśród uciekających za granicę przedstawicieli tej klasy, że mógłby on zostać zepchnięty z trapu.”
Pan H. R. Herbert, sekretarz Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, przemawiając w Cleveland w stanie Ohio 30 kwietnia 1896 roku, użył tego rodzaju języka w bardzo umiarkowanym przemówieniu do przedsiębiorców:
“Wkraczamy w nową erę rozległej przedsiębiorczości, która zagraża pochłonięciem zwykłych dróg rozwoju ludzkości i zablokowaniem wszystkich innych. Optymiści powiedzą wam, że ma to na celu poprawę warunków życia ludzkiego, że wielkie przedsiębiorstwa zapewnią spadek cen produktów i transportu. Wszędzie pojawiają się gigantyczne sklepy, w których możemy kupić wszystko, co chcemy, i to tanio. Zakłady przemysłowe z udziałem milionowego kapitału prędko zajmują miejsce mniejszych przedsiębiorstw o tym samym charakterze.
Zdaje się, że rozum ludzki nie jest w stanie wymyślić żadnego planu, który nie ograniczając naturalnej wolności obywatelskiej zapobiegłby powstawaniu tych monopoli, gromadzeniu ogromnych bogactw przez nielicznych, ograniczaniu możliwości innych i powstawaniu niezadowolenia. Dlatego konflikty między pracą a kapitałem będą miały w przyszłości znacznie większe znaczenie niż dotychczas.
Niektórzy myślący ludzie przewidują, że antagonizm kapitału i pracy doprowadzi do konfliktu, którego skutki okażą się zgubne dla naszego rządu republikańskiego, a jego rezultatem będzie najpierw anarchia i przelew krwi, a <str. 60> następnie monarchia pod wodzą wybitnych przywódców, którzy będą w stanie przy użyciu siły militarnej zaprowadzić porządek w tym zamieszaniu.
Czasami wskazuje się na socjalizm, jako na logiczny wynik obecnej sytuacji. Mówi się, że pierwsze eksperymenty w tym kierunku mają być przeprowadzone w miastach, gdzie pracodawcy, dysponujący nieograniczonymi środkami, oraz pracownicy z niewielkimi możliwościami awansu, z wyjątkiem wyborów, będą walczyć z sobą, klasa przeciwko klasie, aby przejąć kontrolę nad zarządem miejskim. Jest to jedno z niebezpieczeństw przyszłości. (…) Niegdyś uważało się, że farmerzy amerykańscy będą zawsze stanowić nieporuszony bastion, ale zmiana nastrojów objęła także wielu naszych rolników.”
Kościelne
władze chrześcijaństwa również otrzymały swoje przykazanie za przykazaniem,
przepis za przepisem. Były one ostrzegane przez opatrznościowe postępowanie
Boga w stosunku do swego ludu w przeszłości oraz przez niektórych reformatorów.
Jednak tylko niewielu, bardzo niewielu z ich przedstawicieli, jest w stanie
przeczytać napis na ścianie, a i ci nie mają siły, by przeciwstawić się, czy
choćby powstrzymać powszechne dążenie. Pastor T. De Witt Talmage zdaje się to
dostrzegać i rozumieć do pewnego stopnia, jako że w swym aktualnym wykładzie
powiedział:
“Jeśli kościół Jezusa Chrystusa nie obudzi się i nie udowodni, że będąc przyjacielem Boga jest także przyjacielem ludu i nie okaże współczucia masom ludzi, którzy wraz ze swoimi rodzinami walczą o chleb, to w swej obecnej formie organizacyjnej stanie się jedynie obumarłą instytucją, a Chrystus znów uda się na brzeg, aby powołać czystych, uczciwych rybaków, którzy by objęli funkcje apostolskie i stali się sprawiedliwi – względem ludzi i Boga. Nadszedł czas, w którym wszystkie klasy ludzi będą miały równe prawa w wielkiej walce o środki egzystencji.”
Ale i ten człowiek, dysponując talentem i wpływem jak rzadko kto, nie wydaje się być skorym do podążania za swymi przekonaniami, jakby wypadało uczynić wpływowemu chrześcijaninowi w godzinie niebezpieczeństwa.
Ostrzeżenia
padają ciągle, przekonania, obowiązki i przywileje zajmują wiele umysłów, ale
niestety, wszystko na <str. 61> darmo, nikt tego nie słucha. Kler
miał wielką władzę, którą nadal do pewnego stopnia się cieszy. Jednak władzy
tej w imię Chrystusa i Jego Ewangelii, tak dawniej jak i obecnie, używa do
samolubnych celów, a także jej nadużywa. “Chwałę jedni od drugich przyjmując”,
“pierwsze stołki w bóżnicach”, “aby je nazywali ludzie: Mistrzu”, doktorze,
pastorze itp., udaje się “każdy za łakomstwem swoim ze strony swej [czyli swej
grupy wyznaniowej] (Jan 5:44; Mat. 23:6-12; Izaj. 56:11), a “strach człowieczy
stawia sobie sidło” – te wszystkie zjawiska uniemożliwiają trwanie w wierności
nawet i niektórym spośród wiernych sług Bożych, podczas gdy najwidoczniej wielu
z owych podpasterzy nigdy tak naprawdę nie interesowało się Pańskim stadem, z
wyjątkiem dbania o złote runo.
Z
zadowoleniem przyznajemy, że wśród kleru rozmaitych wyznań nominalnego
kościoła, zawierających przez cały Wiek Ewangelii zarówno pszenicę jak i kąkol
(Mat. 13:30), było i jest wielu ludzi wykształconych, kulturalnych,
szlachetnych i pobożnych. Zmuszeni jesteśmy jednak stwierdzić, że wielu z tych,
którzy należą do klasy “kąkolu”, nie tylko siedzi w ławkach, ale i znalazło się
za kazalnicami. Istotnie pokusa sławy i próżnej chwały, a w wielu przypadkach
także łatwości i dostatku życia, oferowana młodym, utalentowanym ludziom ubiegającym
się o kazalnicę, była traktowana tak, jakby się im te rzeczy automatycznie
należały, i to w wielkiej obfitości. Wśród wszystkich zawodów kapłaństwo
chrześcijańskie oferuje najszybszą i najłatwiejszą drogę do sławy, wygody oraz
przeważnie do doczesnego powodzenia, jeśli nie bogactwa. Zawód prawnika wymaga
aktywności intelektualnej przez całe życie, przedsiębiorczości, a na dodatek
przysparza wiele trosk. To samo moglibyśmy powiedzieć o zawodzie lekarza. Jeśli
w tych zawodach ktoś osiąga bogactwo i znaczenie, to nie tylko dlatego, że ma
błyskotliwy umysł i sprawny język, lecz dzięki temu, że uczciwie zasłużył na
wyróżnienie dokładną i systematyczną pilnością umysłu oraz pracowitym
wysiłkiem. W przeciwieństwie do tego w zawodach klerykalnych dystyngowana i
ogładzona postawa, umiarkowane zdolności <str. 62> wypowiadania się
na publicznych zgromadzeniach dwa razy w tygodniu na jakiś biblijny temat,
połączone z umiarkowanym wykształceniem i dobrym, moralnym charakterem,
zapewniają młodemu człowiekowi zawód, poważanie i szacunek społeczności,
dostatnią pensję oraz ciche, spokojne i łatwe życie.
Jeśli
ktoś taki posiada wybitny talent, zwolennicy oratorstwa wkrótce to dostrzegą i
niebawem zostanie on powołany do pełnienia bardziej lukratywnych urzędów. Zanim
zdąży się zorientować, już będzie sławny wśród ludzi, którzy rzadko zadadzą
sobie pytanie, czy rozwój jego nabożności – wiary, pokory i pobożności – idzie
w parze z postępem intelektualnym i oratorskim. Jeśliby to było prawdą, to
byłby on już mniej atrakcyjny, szczególnie dla bogatszych zgromadzeń, jako że
prawdopodobnie częściej składają się one w większości z “kąkolu” niż bardzo
biedne zgromadzenia. Gdyby nabożność takiego człowieka rzeczywiście przetrwała
presję sytuacji, to będzie on, często kosztem swej reputacji, zmuszony do
postępowania niezgodnego z nastawieniem i uprzedzeniami swych słuchaczy, a na
skutek tego wkrótce okaże się on niepopularny i niepożądany. Takie okoliczności
sprawiały, że za kazalnicami znalazło się stosunkowo wielu ludzi, których Pismo
Święte określa mianem “najemnych pasterzy” (Izaj. 56:11; Ezech. 34:2-16; Jan
10:11-14).
Odpowiedzialność
tych, którzy podjęli się służby dla Ewangelii w imieniu Chrystusa, jest bardzo
wielka. Zajmują oni wyróżnione miejsca przed ludem – jako przedstawiciele
Chrystusa, jako szczególni wyraziciele Jego ducha oraz propagatorzy Jego
Prawdy. Zaś jako klasa korzystają ze szczególnych przywilejów dzięki temu, że
poznają Prawdę i mają możliwość darmowego zwiastowania jej innym. Zostali
uwolnieni od brzemienia ciężkiej pracy i troski o zdobycie środków utrzymania,
która tak przytłacza innych ludzi. Zaś dzięki zaspokojeniu ich potrzeb
życiowych mają do dyspozycji czas, spokojne chwile, szczególne wykształcenie i
rozliczne formy pomocy przeznaczane na ten cel przez stowarzyszenie.
<str. 63>
Ułatwienia
te stanowią z jednej strony wspaniałą zachętę do rozwijania pobożnej gorliwości
i pełnej poświęcenia ofiarności dla Prawdy i sprawiedliwości. Z drugiej jednak
strony są wielką pokusą, aby pogrążyć się w leniwym wygodnictwie albo ubiegać
się o sławę, bogactwo i władzę. Niestety, przeważająca większość kleru, zamiast
wykorzystać te okoliczności, najwidoczniej uległa pokusom wynikającym ze swej
pozycji, aby w rezultacie stać się dzisiaj “ślepymi wodzami ślepych”, którzy razem
ze swymi stadami wpadają w dół sceptycyzmu. Ukryli oni Prawdę (gdyż jest
niepopularna), rozwinęli błąd (ponieważ cieszy się popularnością) oraz
przedstawiali nauki, które są przykazaniami ludzkimi (gdyż im się za to płaci).
Na skutek tego, używając bardzo wielu słów, przemawiają do ludzi: “Wierzcie w
to, co mówimy w oparciu o nasz autorytet”. Tymczasem powinni nakłaniać ich do
“doświadczania wszystkiego”, czy jest zgodne z natchnionym przez Boga słowem
apostołów i proroków oraz do “trzymania się” tylko tego, “co jest dobre”. Przez
długie wieki kler rzymskiego kościoła ukrywał Słowo Boże w szacie martwych
języków i nie pozwalał tłumaczyć go na języki popularne, aby ludzie nie badali
Pisma Świętego i przez to nie wykazali bezzasadności ich roszczeń. Z biegiem
czasu z głębi tego zepsucia powstało kilku pobożnych reformatorów, którzy
uratowali Biblię od zapomnienia i ponieśli ją między ludzi. Rezultatem tego był
wielki ruch protestancki – ruch ludzi protestujących przeciwko fałszywym naukom
i złej praktyce kościoła rzymskiego.
Jednak
i protestantyzm wkrótce uległ zepsuciu. Jego kler począł formułować wyznania
wiary i nauczać ludzi, że są one streszczeniami doktryn Biblii i przedstawiają
najwyższą wartość. Chrzczono i katechizowano wiernych w dzieciństwie, zanim ci
nauczyli się myśleć. Potem, kiedy dorastali już do wieku dorosłego, kołysano
ich do snu i dawano do zrozumienia, że jedyną bezpieczną drogą
<str. 64> w kwestiach religijnych jest kierowanie wszystkich pytań
do duchowieństwa, a następnie podporządkowanie się ich pouczeniom, gdyż jedynie
oni dysponują wykształceniem i innymi przymiotami, koniecznymi do zrozumienia
Boskiej Prawdy, oraz że należy ich traktować jako autorytet we
wszystkich takich sprawach, a dzięki temu nie ma potrzeby dalszego zwracania się
do Słowa Bożego. Jeśli zaś ktoś pozwalał sobie kwestionować ów przywłaszczony
autorytet i mieć odmienne poglądy, takiego uznawano za heretyka i schizmatyka.
Najbardziej wykształceni i wybitni spośród nich napisali opasłe tomy na temat,
który oni sami nazywają systematyczną teologią. Celem tych książek, podobnie
jak Talmudu wśród Żydów, jest unieważnienie Słowa Bożego oraz nauczanie
doktryn, które są przykazaniami ludzkimi (Mat. 15:6; Izaj.29:13). Inni zaś
spośród wykształconych i wybitnych przyjęli zaszczytne i popłatne stanowiska
profesorskie w seminariach teologicznych, ustanowionych rzekomo po to, by
kształcić młodych ludzi do służby chrześcijańskiej, podczas gdy ich
rzeczywistym celem jest wpajanie poglądów rozmaitych szkół tak zwanej
“systematycznej teologii”, ograniczanie swobody myślenia oraz uczciwego i
pełnego czci badania Pisma Świętego, które cechuje się prostotą wiary w naukach
i nie zważa na ludzkie tradycje. W ten sposób, pokolenie za pokoleniem, “kler”
wytyczał bity gościniec tradycyjnych błędów. Jedynie wyjątkowo znajdował się
ktoś na tyle trzeźwy i lojalny względem Prawdy, by demaskować błąd i nawoływać
do reformy. Znacznie łatwiej było płynąć z ogólnym prądem, szczególnie gdy na
czele stali wybitni ludzie.
W
taki sposób kler jako klasa nadużywał władzy i przywilejów zwierzchnictwa.
Jednak w jego szeregach zawsze byli (i nadal są) ludzie szczerzy i oddani,
którzy sądzili, że pełnią służbę Bożą, podtrzymując fałszywe systemy, do
których zostali wprowadzeni i którego błędami zostali w znaczniej mierze
oślepieni.
Uwagi
te mogą z pewnością wydać się uwłaczające dla <str. 65> większości
kleru, szczególnie dla pysznych i samolubnych. Nie obawiamy się jednak tego,
żeby ich szczere przedstawienie miało urazić kogoś cichego, kto uznając Prawdę
zostanie pobłogosławiony pokornym wyznaniem tej całkowitej determinacji w
kroczeniu w światłości Bożej, jaka bije z Jego Słowa, bez zważania na ludzkie
tradycje. Z radością stwierdzamy, że w okresie żniwa spotkaliśmy już kilku
przedstawicieli duchowieństwa, którzy dostrzegając świtanie Prawdy czasu żniwa
porzucili błąd i podążyli śladami Prawdy. Jednak większość klasy kleru nie
należy niestety do kategorii cichych i jeszcze raz zmuszeni jesteśmy zdać sobie
sprawę z siły słów Mistrza: “Jakoż trudno ci, którzy mają bogactwa, wnijdą do
królestwa Bożego!”. Niezależnie, czy bogactwami tymi są reputacja, sława,
wykształcenie, pieniądze, czy nawet zwykła wygoda.
Zwykli
ludzie nie powinni być jednak tym zaskoczeni, wiedząc że kler chrześcijański,
jako klasa, jest ślepy na prawdy słuszne w czasie żniwa, zupełnie podobnie jak
uznawani nauczyciele i przywódcy przy końcu obrazowego Wieku Żydowskiego byli
ślepi i przeciwstawiali się prawdom właściwym dla tamtego żniwa. Ich ślepota
jest zaiste odpłatą za sprzeniewierzenie talentów i sposobności, a zatem
trudno byłoby się z ich strony spodziewać światła i Prawdy. Przy końcu Wieku
Żydowskiego religijni przywódcy w znamienny sposób podsuwali ludziom pytanie:
“Izali kto uwierzył weń z książąt albo z Faryzeuszów?” – Jan 7:48. Zaś akceptując
tę sugestię i ślepo podporządkowując się wskazówkom przywódców niektórzy
utracili przywilej i nie weszli pod błogosławieństwo nowej dyspensacjis. Tak też będzie z podobną klasą w obecnych końcowych dniach Wieku
Ewangelii. Ci, którzy ślepo będą dawali się prowadzić przez kler, wpadną w dół
sceptycyzmu. Jedynie tacy, którzy wiernie chodzą z Bogiem, którzy mają udział w
Jego duchu i pokornie polegają na wszystkich świadectwach Jego kosztownego
Słowa, będą w stanie <str. 66> zauważyć i odrzucić “słomę” błędu, który
tak długo mieszał się z Prawdą, i bez obawy będą trwali mocno w wierze
Ewangelii i w lojalności serca względem Boga, podczas gdy wszyscy inni popłyną
z powszechnym prądem w kierunku niewiary w jej najróżniejszych postaciach –
ewolucjonizmu, wyższego krytycyzmu, teozofiis,
Christian Sciences, spirytyzmu oraz innych
teorii, które zaprzeczają potrzebie i zasłudze wspaniałej ofiary Kalwarii.
Jednak ci, co zwycięsko ostoją się w “dzień zły”, (Efezj.6:13) doświadczą
jakości metalu swego chrześcijańskiego charakteru, gdyż prąd w przeciwnym
kierunku będzie tak silny, że jedynie prawdziwe chrześcijańskie poświęcenie
Bogu, gorliwość, odwaga i hart ducha zapewnią wytrwanie aż do końca. Owe
nadciągające fale niewiary uniosą z pewnością wszystkich innych. Jest bowiem
napisane: “Padnie po boku twym tysiąc, a dziesięć tysięcy po prawej stronie
twojej; ale się do ciebie nie przybliży. (…) Ponieważeś ty Pana, który jest
nadzieją moją, i Najwyższego, za przybytek swój położył. (…) Ten, który mieszka
w ochronie [poświęcenia, łączności i społeczności] Najwyższego, i w cieniu
Wszechmocnego przebywać będzie. (…) Pierzem swem okryje cię, a pod skrzydłami
jego bezpiecznym będziesz; prawda jego tarczą i puklerzem” – Psalm 91.
Poszczególni
chrześcijanie nie mogą się uchylać od osobistej odpowiedzialności, zrzucając ją
na swych pastorów, nauczycieli czy sobory i wyznania wiary. Sądzeni będziemy na
podstawie Słowa Pańskiego (Jan 12:48-50; Obj. 20:12), a nie według opinii czy
odosobnionego przypadku naszego bliźniego. Przeto wszyscy winni naśladować
szlachetnych Berian, którzy “na każdy dzień rozsądzali Pisma”, aby przekonać
się, czy to, czego ich nauczano, było prawdą (Dzieje Ap. 17:11). Obowiązkiem
każdego chrześcijanina jest doświadczanie wszystkiego, w co się wierzy, i trzymanie
się tego, co dobre. “Do zakonu raczej i do świadectwa; a jeśli nie będą mówić
według tego słowa, to dlatego, że nie ma w nich żadnej zorzy” (Dzieje Ap.
17:11; 1 Tes. 5:21; Izaj. 8:20 kj).
<str. 67>
Zasada
ta jest słuszna zarówno w odniesieniu do rzeczy doczesnych jak i duchowych.
Statki-państwa dryfują na skały zniszczenia. Ci, którzy widzą w oddali pieniącą
się kipiel, nie są w stanie zmienić ogólnego kierunku rozwoju wydarzeń. Mogą
jednak, przynajmniej do pewnego stopnia, skorzystać z obecnych sposobności tak,
aby mądrze pokierować swym własnym postępowaniem w obliczu nieuchronnej
katastrofy. Mogą przygotować szalupy i koła ratunkowe, tak aby po rozbiciu
statku-państwa przez rozkołysane morze anarchii mogli utrzymać swe głowy ponad
falami i dostrzec odpocznienie zbliżające się po zakończeniu sztormu. Innymi
słowy, mądrą polityką na te czasy, żeby nie mówić już o zasadach, jest
postępowanie sprawiedliwe, wspaniałomyślne i uprzejme w stosunku do każdego
człowieka, niezależnie od tego z jakiego stanu się wywodzi i w jakiej sytuacji
życiowej się znajduje. Wielki ucisk wyłoni się bowiem z gwałtownego gniewu
rozsierdzonych narodów – z niezadowolenia i porywczości oświeconych mas
ludzkich przeciwko arystokratycznym klasom rządzącym, którym się lepiej powodzi.
Przedmiot niezadowolenia jest obecnie szeroko dyskutowany. I właśnie teraz,
zanim rozszaleje się burza gniewu, jest jeszcze czas, aby każdy indywidualnie
pokazał swoje zasady i to nie tylko słowami, ale także swym postępowaniem w
odniesieniu do bliźnich w różnych sytuacjach. Obecnie jest czas, aby studiować
i stosować zasady złotej reguły, aby uczyć się miłować bliźniego jak samego
siebie i postępować zgodnie z tą nauką. Gdyby ludzie byli na tyle mądrzy, by
się zastanowić, jaki musi być wynik obecnego biegu wypadków – a dotyczy to
najbliższej przyszłości – postępowaliby tak choćby ze względu na rozsądek
polityczny, jeśli już nie dla zasady.
Można
się spodziewać, i są do tego rozsądne podstawy, że nawet pośród najbardziej
rozszalałego ucisku będzie się dokonywać rozróżnienia z korzyścią dla tych,
którzy dowiedli, że są sprawiedliwi, wspaniałomyślni i uprzejmi. Zaś
bezgraniczny gniew podniesie się przeciwko tym, którzy uciskali i tym, co
stawali w ich obronie. Tak było w czasie najokropniejszych scen Rewolucji
Francuskiej i jeszcze raz się to powtórzy, gdyż wskazuje na to rada Słowa
Bożego, które mówi: “Szukajcie Pana wszyscy <str. 68> pokorni na ziemi,
którzy sąd jego czynicie; szukajcie sprawiedliwości, szukajcie pokory, snać się
ukryjecie w dzień zapalczywości Pańskiej;” “Odwróć się od złego, a czyń dobrze;
szukaj pokoju, a ścigaj go. Oczy Pańskie otworzone są na sprawiedliwych, a uszy
jego na wołanie ich; Ale oblicze Pańskie przeciwko tym, którzy broją złości,
aby wykorzenił z ziemi pamiątkę ich” (Sof. 2:3; Psalm 34:15-17). Te słowa
mądrości i ostrzeżenia skierowane są do całego świata, jako że “świętym”,
“maluczkiemu stadku”, “zwycięzcom” jest obiecane, że zostaną uznani za godnych,
by ujść tego wszystkiego, co ma przyjść na świat (Łuk. 21:36).
Choć
zapalczywość gniewu Pańskiego spadnie szczególnie na narody chrześcijańskie,
dlatego, że zgrzeszyły przeciwko obfitości światła i przywilejów, to Pismo
Święte wyraźnie mówi, że narody pogańskie nie są bez odpowiedzialności i nie
pozostaną bez karania. Przez wiele pokoleń i na przestrzeni wielu wieków
nieprawość była dla nich źródłem przyjemności. Ich ojcowie w minionych wiekach
zapomnieli o Bogu, ponieważ nie chcieli ciągle mieć na pamięci Jego
sprawiedliwego autorytetu. Umiłowali ciemność bardziej niż światłość i chętnie
ulegali głupocie własnych wymysłów. Ich potomkowie uporczywie kontynuowali ten
kierunek degradacji aż do dnia dzisiejszego.
Apostoł
Paweł (Rzym. 1:18-32) mówi nam bardzo wyraźnie, jaki jest zamysł Pański
odnośnie odpowiedzialności tych narodów. Pisze on: “Bo gniew Boży objawia się z
nieba przeciwko wszelkiej niepobożności i niesprawiedliwości tych ludzi, którzy
zatrzymują prawdę Bożą w niesprawiedliwości. Przeto iż co może być wiedziano o
Bogu, jest w nich jawno, gdyż im Bóg objawił. Bo rzeczy jego niewidzialne
<str. 69> od stworzenia świata, przez rzeczy uczynione widzialne bywają,
to jest ona wieczna jego moc i bóstwo, na to, aby [posiadając światło natury –
tj. świadectwo natury odnośnie istnienia, mocy i dobroci Boga oraz świadectwo
sumienia, wykazujące różnicę między złem a dobrem] oni byli bez wymówki [że
obrali zły kierunek życia]. Przeto iż poznawszy Boga [przynajmniej do pewnego
stopnia], nie chwalili jako Boga, ani mu dziękowali, owszem znikczemnieli w
myślach swoich i zaćmiło się bezrozumne serce ich [jako naturalny wynik takiego
postępowania]. Mieniąc się być mądrymi, zgłupieli; i odmienili chwałę
nieskazitelnego Boga w podobieństwo obrazu skazitelnego człowieka i ptaków, i
czworonogich zwierząt, i płazów. A przetoż podał je Bóg pożądliwościom serc ich
ku nieczystości, aby lżyli ciała swoje między sobą, Jako te, którzy odmienili
prawdę Bożą w kłamstwo i chwalili stworzenie, i służyli mu raczej niż
Stworzycielowi, który jest błogosławiony na wieki. Amen.
Dlatego
podał je Bóg w namiętności sromotne [tj. Bóg nie starał się ani nie zabiegał o
to, by ich nawrócić, lecz pozwolił im samodzielnie kroczyć obraną drogą zła,
aby poznali gorzkie owoce takiego doświadczenia], (…) A jako się im nie
upodobało mieć w znajomości Boga, tak też Bóg je podał w umysł opaczny, aby
czynili, co nie przystoi. Napełnieni będąc wszelakiej nieprawości,
wszeteczeństwa, przewrotności, łakomstwa, złości, pełni zazdrości, morderstwa,
sporu, zdrady, złych obyczajów; zausznicy, obmówcy, Boga nienawidzący,
potwarcy, pyszni, chlubni, wynalazcy złych rzeczy, rodzicom nieposłuszni,
bezrozumni, przymierza nie trzymający, bez przyrodzonej miłości, nieprzejednani
i niemiłosierni; którzy poznawszy prawo Boże, iż ci, co takowe rzeczy czynią,
godni są śmierci, nie tylko sami je czynią, ale też przestawają z tymi, co je
czynią.” <str. 70>
Tak
więc, jak wyżej wykazano, narody pogańskie dawno temu stłamsiły to, co w
pierwszych wiekach istnienia świata było znane jako prawda o Bogu i Jego
sprawiedliwości oraz umiłowały ciemność bardziej niż światłość, ponieważ ich
uczynki były złe, a ze swej nieprawości i bezpodstawnych wymysłów wywiedli
fałszywe religie, które usprawiedliwiały ich złe postępowanie. Także kolejne
pokolenia potwierdzały i usprawiedliwiały nieprawość ojców przez przyjęcie ich
doktryn i idąc w ich ślady. W ten sposób ich wina i potępienie nawarstwiały się
na takiej samej zasadzie, na jakiej obecne narody chrześcijańskie przejmują
zobowiązania poprzednich pokoleń, a przecież narody pogańskie nie były całkiem
nieświadome tego, że wielka światłość przyszła na świat dzięki Jezusowi
Chrystusowi. Nawet przed przyjściem Chrystusa cudowny Bóg Izraela był znany
między narodami pogańskimi z tego, w jaki sposób obchodził się ze swym ludem.
Zaś w ciągu całego Wieku Ewangelii święci Boży głosili dobrą nowinę między
narodami.
Tu
i tam nieliczne jednostki dały posłuch Prawdzie, jednak narody ogólnie
zlekceważyły ją i nadal kroczyły w ciemnościach. Przeto “rozgniewanie Pańskie
jest na wszystkie narody” (Izaj. 34:2). Narody pogańskie, nie cieszące się
obecnie Ewangelią i korzyściami, jakie z niej wynikają, zostały uznane za
niegodne dalszej dzierżawy władzy. Podobnie tak zwane narody chrześcijańskie,
obdarzone światłem Ewangelii i korzyściami z niego płynącymi, których okazali
się niegodni, zostały osądzone zgodnie z zasadami Prawdy i sprawiedliwości i
uznane za niegodne dalszego sprawowania władzy.
I
tak zamknięte są usta wszystkich i cały świat stoi przed Bogiem jako winny. Spośród
wszystkich narodów “nie masz rozumnego i nie masz, kto by szukał Boga. Wszyscy
się odchylili, wespół się stali nieużytecznymi, nie masz kto by czynił dobre,
nie masz aż do jednego.” <str. 71>
Jawną
staje się sprawiedliwość Boga w karaniu wszystkich narodów. Narody pogańskie
owszem otrzymają zapłatę za swe postępowanie. Nie wolno jednak zapomnieć o
większej odpowiedzialności chrześcijaństwa. Jeśli bowiem Żydzi mieli pożytek
“wielki z każdej miary”, sytuujący ich wyżej niż narody pogańskie – głównie dlatego,
że im były powierzone wyrocznie Boże (Rzym. 3:1,2) – to cóż powiemy o narodach
chrześcijańskich, które cieszą się jeszcze większymi korzyściami wynikającymi
zarówno z Zakonu jak i Ewangelii? Tymczasem prawdą jest, tak w odniesieniu do
chrześcijaństwa, jak niegdyś do Żydów, że imię Boże bywa ze względu na nich
bluźnione między poganami (Rzym. 2:24). Wystarczy wspomnieć choćby narzucenie
pogańskim narodom handlu alkoholem i opium, którego przyczyną jest żądza złota
wśród narodów chrześcijańskich.
Pewien
wiarygodny świadek jakiś czas temu napisał na podstawie własnych doświadczeń w New
York Voice [Głos Nowego Jorku] następujące słowa:
“Według
moich własnych obserwacji poczynionych w Kongo i na Zachodnim Wybrzeżu
[Afryki], które potwierdza wielu misjonarzy i innych ludzi, pijaństwo wyrządza
tym narodom większą krzywdę, niż niegdyś handel niewolnikami. Porywa ono ludzi,
niszczy wioski, zabija tysiącami, deprawuje i rujnuje ciała oraz dusze całych
plemion, czyniąc ich rodzicami wynaturzonych stworzeń zrodzonych na ich własne
zdeprawowane podobieństwo. (…) Każdy robotnik otrzymuje dużą porcję rumu
codziennie w południe i jest zmuszony przyjąć co najmniej dwie butelki dżinu
jako wynagrodzenie za pracę w każdy sobotni wieczór. W wielu zakładach po
wygaśnięciu umowy o pracę za okres roku, dwóch lub trzech, robotnik zmuszony
jest zabrać z sobą baryłkę rumu albo w niektórych przypadkach gąsior dżinu.
Lokalni handlarze muszą przyjmować beczki alkoholu w ramach wymiany na lokalne
produkty, nawet jeśli w proteście wylewają potem alkohol do rzeki nie
otrzymując żadnej rekompensaty. Handlarze zaś mówią: ‘Czarnuchy muszą brać rum,
bo jeśli będziemy sprzedawali sól albo ubrania, to nie zarobimy tyle pieniędzy,
żeby zadowolić nasze firmy w kraju’. W niedzielne wieczory alkohol sprawia, że
miasta zamieniają się <str. 72> w istne ryczące piekło. Są wioski, gdzie
wszyscy – mężczyźni, kobiety i dzieci – są odurzeni alkoholem, a dawniejsze
nabożeństwa religijne są zarzucane. Wodzowie mówią ze smutkiem do misjonarzy:
‘Czemu was tu, Boży ludzie, nie było, zanim zawitał tu trunek? Pijaństwo
strawiło głowy i zatwardziło serca naszego ludu, niczego już nie rozumieją, nie
dbają na żadne dobro’.”
Powiada
się nawet, że niektórzy poganie trzymając przed sobą chrześcijańską Biblię
mówią: “Wasze postępowanie nie pokrywa się z naukami waszej świętej księgi”.
Podobno jeden bramins miał napisać do misjonarza:
“Poznajemy się na was. Nie jesteście tak dobrzy jak wasza Księga. Gdyby wasi
ludzie byli tak dobrzy jak wasza Księga, podbilibyście Indie w ciągu pięciu
lat” (zob. Ezech. 22:4).
Zaiste,
jeśli mężowie Niniwy i królowa południa mieli powstać na sąd przeciwko
pokoleniu Izraelitów, do którego bezpośrednio zwracał się Pan (Mat. 12:41,42),
to Izrael, wszystkie minione pokolenia i narody pogańskie powinni powstać na
sąd przeciwko obecnej generacji chrześcijaństwa, jako że tam, gdzie wiele dano,
wiele będzie się wymagać (Łuk. 12:48).
Pominąwszy
jednak w tej kwestii sprawę moralnej odpłaty, widzimy, w jaki sposób narody
pogańskie muszą, ze względu na samą naturę sytuacji, cierpieć przy upadku
chrześcijaństwa, Babilonu. Dzięki pośredniemu i bezpośredniemu wpływowi Słowa
Bożego narody chrześcijańskie dokonały wielkiego postępu w zakresie cywilizacji
i materialnego dobrobytu pod każdym względem. Na skutek tego pod względem
bogactwa, wygody, rozwoju intelektualnego, wykształcenia, świeckiego rządu,
nauki, sztuki, produkcji, handlu oraz każdej dziedziny przemysłu stoją one
znacznie wyżej niż narody pogańskie, które nie zostały zaszczycone
cywilizowanymi wpływami wyroczni Bożej i doświadczają ciągłego upadku, tak iż
obecnie są jedynie ruiną swej dawnej <str. 73> świetności. Porównajmy
choćby dzisiejszą Grecję z Grecją starożytną, która była niegdyś ośrodkiem
wiedzy i dostatku. Zważmy też na współczesne ruiny dawnej chwały starożytnego
Egiptu, który był niegdyś najważniejszym narodem społeczności ziemi.
W
następstwie upadku narodów pogańskich oraz osiągnięcia cywilizacji i dobrobytu
przez narody chrześcijańskie poganie są w pewnym stopniu zobowiązani
chrześcijanom za wiele korzyści, które od nich otrzymali – za dobrodziejstwo
handlu, międzynarodowych środków przekazu informacji i w konsekwencji wzrostu
wiedzy itp. Zaś marsz postępu w ostatnich latach połączył wszystkie narody
wieloma wspólnymi interesami, których poważne zachwianie w jednym kraju
wywołuje wkrótce skutki także dla innych narodów. Dlatego też, gdy nagle
upadnie Babilon, chrześcijaństwo, wywrze to poważny wpływ na inne, mniej lub
bardziej zależne narody, które w symbolicznym języku Objawienia są
przedstawione jako ci, co płaczą nad upadkiem wielkiego miasta Babilon (Obj.
18:9-19).
Jednak
nie tylko narody pogańskie będą cierpieć na skutek upadku Babilonu, gdyż
wzbierające fale społecznego i politycznego zamieszania rozprzestrzenią się
szybko i ogarną oraz pochłoną wszystkich. W ten sposób cała ziemia zostanie
zamieciona miotłą zniszczenia, a wyniosłość ludzka zostanie poniżona, gdyż tak
jest napisane: “Mnie pomsta, a Ja oddam, mówi Pan” (Rzym. 12:19; 5 Mojż.
32:35). Zaś sąd Pański nad chrześcijaństwem i pogaństwem zostanie
przeprowadzony na zasadach ścisłej sprawiedliwości. <str. 74>
Gdy burza nadchodzi
Ach, serce me smutne, gdy burza nadchodzi
Jak lot mewy prędki nad głębią kipieli.
Rybacy sieci wciągają do łodzi
Przed wichrem, co pianą na falach się bieli.
Choć gniewnym pomrukiem zagraża w krąg burza,
Gromy dalekie nie zbudzą pasterzy.
Owce zbłąkane wędrują po wzgórzach.
W obecność Pańską nikt dziś nie wierzy.
A Mistrz obecny! Śpią twardo stróżowie.
Izali znalazł na ziemi wiarę?
Czy bogacz na ciche pukanie odpowie?
Lub biedak, wpatrzony w swe buty stare?
Do ciebie, ziemio, wołam, posłuchaj!
Nie straszny smutek, co serce zmienia!
* * *
Martwe milczenie i cisza głucha.
Głos wołający na puszczy zwątpienia. <str. 75>
Babilon pozwany przed wielki sąd
Świeckie, społeczne i kościelne
władze Babilonu, chrześcijaństwa, ważone są obecnie na wadze – Postawienie w
stan oskarżenia władz świeckich – Postawienie w stan oskarżenia obecnego
porządku społecznego – Postawienie w stan oskarżenia władz kościelnych – Już
teraz, w trakcie jego ucztowania, kreślony jest wyraźny napis, obwieszczający
wyrok, mimo że rozprawa się jeszcze nie zakończyła.
“BÓG nad Bogami, Pan mówił i przyzwał ziemię od wschodu słońca aż do zachodu jego. (…) Przyzwie z góry niebiosa [wysokie czyli rządzące władze] i ziemię [masy ludowe], aby sądził lud [z wyznania] swój [chrześcijaństwo]. (…)
Słuchaj, ludu mój! a będę mówił; słuchaj, Izraelu! [nominalny duchowy Izrael – Babilon, chrześcijaństwo] a oświadczę się przed tobą. (…) Lecz niezbożnemu rzekł Bóg: Cóżci do tego, że opowiadasz ustawy moje, a bierzesz przymierze moje w usta twoje? Ponieważ masz w nienawiści karność i zarzuciłeś słowa moje za się. Widziszli złodzieja, bieżysz z nim, a z cudzołożnikami masz skład twój. Usta twoje rozpuszczasz na złe, a język twój składa zdrady. Zasiadłszy mówisz przeciwko bratu twemu [prawdziwym świętym, klasie pszenicy], a lżysz syna matki twojej. Toś czynił, a Jam milczał; dlategoś mniemał, żem ja tobie podobny, ale będę cię karał, i stawięć to przed oczy twoje.
Zrozumiejcież to wżdy teraz, którzy zapominacie Boga, bym was snać nie porwał, a nie będzie ktoby was wyrwał” – Psalm 50:1,4,7,16-22.
Logicznym
następstwem wielkiego wzrostu wiedzy w każdej dziedzinie, jaki został
opatrznościowo udzielony w obecnym “dniu przygotowania” do tysiącletniego
królowania Chrystusa, jest ważenie na wadze sprawiedliwości świeckich i
kościelnych <str. 76> władz chrześcijaństwa, Babilonu, a odbywa się to na
oczach całego świata. Nadeszła godzina sądu, Sędzia zajął miejsce, obecni są
świadkowie – ogół publiczności. Na tym etapie sądu “zwierzchności, które są”,
mają możliwość wysłuchania oskarżeń, a następnie będą mogły wypowiedzieć się w
obronie własnej. Ich sprawa prowadzona jest przy drzwiach otwartych, a cały
świat przygląda się temu z gorączkowym zainteresowaniem.
Celem
tego procesu nie jest przekonanie się wielkiego Sędziego o aktualnej postawie
owych zwierzchności, gdyż “mocna mowa prorocka” określa z góry wyrok przeciwko
nim. Nawet ludzie mogą już czytać na murach sal bankietowych pismo tajemniczej
i złowrogiej ręki: MENE, MENE, THEKEL,
UPHARSIN!
Obecny proces sądowy, pobudzający do dyskusji na temat złych i dobrych czynów,
doktryn i autorytetów, ma na celu ukazanie wszystkim ludziom prawdziwego
charakteru Babilonu tak, aby nikt nie był już dłużej zwodzony jego bezzasadnymi
pretensjami oraz by ludzkość mogła ostatecznie wykonać dzięki tej rozprawie
sądowej zupełną sprawiedliwość Bożą doprowadzając do całkowitego obalenia
Babilonu. W procesie tym zostaną podane w wątpliwość wszystkie jego roszczenia
– najwyższa świętość, boskie pełnomocnictwa, przeznaczenie do rządzenia światem
– podobnie jak i jego potworne oraz sprzeczne nauki.
Z
wyraźnym poczuciem wstydu i zmieszania na twarzy wobec tego tłumu świadków
władze świeckie i kościelne za pośrednictwem swych przedstawicieli – władców i
kleru – usiłują zdać rachunek ze swych dokonań. Nigdy jeszcze w historii nie
miała miejsca taka sytuacja. Nigdy dotąd duchowni, mężowie stanu i świeccy
władcy nie byli poddawani takiemu egzaminowi, stawiani w ogniu krzyżowych pytań
i krytykowani jak obecnie, gdy zasiadają na ławie oskarżonych publicznego sądu,
przez który działa, ku ich zawstydzeniu, badający serca duch Pański. Pomimo ich
usiłowań i prób uniknięcia <str. 77> przesłuchiwania i krzyżowych pytań
ducha naszych czasów, są zmuszeni, aby się temu poddać i rozprawa jest
kontynuowana.
Chociaż
ludzie powszechnie i wyraźnie domagają się obecnie, by świeckie i duchowe
zwierzchności chrześcijaństwa udowodniły zasadność rzekomego boskiego
upoważnienia do sprawowania władzy, to jednak ani oni, ani władcy nie
dostrzegają tego, że Bóg udzielił dzierżawy władzy – a właściwie tylko na nią
zezwolił* – takim przywódcom, jakich
ludzkość ogólnie była w stanie wyłonić i znieść. Niezależnie od tego, czy są
oni dobrzy czy źli, ich władza będzie trwała tylko dopóty, dopóki nie skończą
się “Czasy Pogan”. W tym czasie Bóg w znacznej mierze pozwolił ludzkości na
zarządzanie swoimi sprawami i na obranie własnego sposobu sprawowania władzy,
tak ażeby na końcu ludzie przekonali się, że w swym upadłym stanie nie potrafią
rządzić się sami i że nie opłaca się szukanie niezależności czy to względem
Boga, czy wzajemnie względem siebie (Rzym. 13:1).
* Tom II, str. 80.
Przywódcy
i klasy rządzące światem – nie wiedząc o tym, lecz wykorzystując okoliczności i
przewagę, jaką mieli nad masami mniej szczęśliwych ludzi, których przyzwolenie
i tolerancja, wynikające albo z braku wiedzy, albo inteligencji, długo
pozwalały im utrzymywać się przy władzy – usiłowali narzucić nieoświeconym
masom absurdalną doktrynę o “boskich prawach królów” – świeckich i kościelnych.
Aż do końca utrzymywania się tej doktryny, tak korzystnej dla ich zamiarów,
podsycali oni i pielęgnowali przez wieki ciemnotę i przesądy wśród ludu.
Dopiero
w naszych czasach wiedza i wykształcenie upowszechniły się. Stało się tak
jednak na skutek działania opatrznościowych okoliczności, a nie dzięki wysiłkom
królów i duchowieństwa. <str. 78> Najbardziej przyczyniły się do tego
prasy drukarskie i środki komunikacji parowej. Wcześniej zaś, przed tą Boską
interwencją, ludzie, w znacznym stopniu odizolowani od siebie, nie byli w
stanie dowiedzieć się wiele więcej ponad to, co wynikało z ich osobistego
doświadczenia. Tymczasem wspomniane czynniki stały się narzędziami
przyczyniającymi się do cudownego rozwoju możliwości podróżowania oraz wymiany
społecznej i przemysłowej, tak że ludzie niezależnie od stanu i miejsca
przebywania mogą korzystać z doświadczeń innych mieszkańców świata.
Społeczeństwo
współczesne to społeczeństwo czytające, podróżujące i myślące. Szybko staje się
też ono społeczeństwem niezadowolonym i hałaśliwym, okazującym niewiele szacunku
królom i mocarzom, którzy długo podtrzymywali stary porządek rzeczy, powodujący
obecnie nieustanne tarcia społeczne. Minęło zaledwie trzysta pięćdziesiąt lat
od czasu, gdy statut angielskiego parlamentu musiał regulować zagadnienie
analfabetyzmu w tym gronie. Zapis ten brzmiał następująco: “Lord czy lordowie
parlamentu albo pars czy parowie królestwa
zajmujący miejsce albo zabierający głos w parlamencie, w swym żądaniu albo
prośbie mogą powołać się na niniejszy akt, nawet jeśliby nie umieli czytać”.
Mówi się, że z dwudziestu sześciu baronów, którzy podpisali Wielką Kartę
Wolnościs jedynie trzech napisało
swoje nazwiska, zaś pozostałych dwudziestu trzech narysowało znaki.
Zauważając,
że tendencja do ogólnego oświecenia mas przyczynia się do osądzenia rządzących
zwierzchności i nie sprzyja ich stabilności, rosyjski minister spraw
wewnętrznych zaproponował, aby w celu powstrzymania rozwoju nihilizmus ograniczyć przedstawicielom uboższych klas dostęp do wyższego
wykształcenia. W roku 1887 wydał on rozkaz, z którego pochodzi poniższy
wyjątek: “Gimnazja, szkoły wyższe i uniwersytety odmówią odtąd przyjęcia w
poczet uczniów i studentów dzieci: służących domowych, wieśniaków, handlarzy,
drobnych sklepikarzy, rolników i innych <str. 79> podobnego stanu, których
potomstwo nie powinno być awansowane ponad klasę, z której się wywodzi, gdyż
jak tego dowodzą wieloletnie doświadczenia, staje się to przyczyną
niezadowolenia ze swego losu i gniewu przeciwko nieuniknionym nierównościom
społecznym.”
Jest
już jednak za późno, aby taka polityka mogła odnieść sukces, nawet w Rosji.
Takim zasadom hołdowało niegdyś za dni swej potęgi papiestwo, jednak i ono
przekonało się, że taka polityka byłaby dziś błędem i w rezultacie obróciłaby
się zapewne przeciwko tym siłom, które chciałyby ją stosować. Światło wzeszło
nad umysłami mas ludzkich, które nie pozwolą się już zepchnąć w dawną ciemność.
Wraz ze stopniowym wzrostem wiedzy ludzie coraz głośniej domagają się
republikańskiej formy rządu, a monarchie musiały się w istotny sposób zreformować,
aby dorównać przykładowi ustroju republikańskiego i żądaniom ludzi.
We
wschodzącym świetle nowego dnia ludzie zaczynają dostrzegać, że pod ochroną
fałszywych roszczeń, którym sprzyjał brak wiedzy wśród ludu, klasy rządzące
załatwiały swoje samolubne interesy, wykorzystując naturalne prawa i przywileje
reszty ludzkości. Przyglądając się tym roszczeniom i oceniając je, ludzie
gwałtownie dochodzą do samodzielnych wniosków, pomimo mizernych prób
zadośćuczynienia, które ciągle są podejmowane. Jednak także i oni, podobnie jak
klasy rządzące, nie są pobudzani żadnymi wyższymi zasadami sprawiedliwości i
prawdy, dlatego znajdują się od niej równie daleko, tyle tylko, że na drugim
krańcu zagadnienia. Narasta też skłonność do pośpiesznego ignorowania prawa i porządku,
podczas gdy należałoby raczej spokojnie i bez emocji rozważać w świetle Słowa
Bożego wymogi sprawiedliwości względem wszystkich stron.
W
miarę ważenia Babilonu, chrześcijaństwa – czyli organizacji i porządku
społecznego w obecnym czasie, tak jak są one reprezentowane przez mężów stanu i
kler – na wadze opinii publicznej, jego monstrualne roszczenia okazują się
bezpodstawne <str. 80> i absurdalne. Ciężkie zarzuty, takie jak
samolubstwo i odstępstwo od złotej reguły Chrystusa, którego imię i autorytet
zostały sobie przez niego przywłaszczone, przeważyły już i podniosły szalę tak
wysoko, że obecnie świat nie ma więcej cierpliwości, by wysłuchiwać kolejnych
dowodów świadczących o antychrystusowym charakterze Babilonu.
Jego
przedstawiciele nawołują, by świat podziwiał chwałę jego królestw, triumfy ich
oręża, wspaniałość ich miast i pałaców, wartość i potęgę ich instytucji
politycznych i religijnych. Próbują oni ponownie obudzić dawnego ducha
plemiennego patriotyzmu i przesądów, który sprawiał, że wszyscy uginali się w
poddańczym i pełnym czci poszanowaniu dla władz i rządów. Namiętnie wołali
“Niech żyje król”, z czcią odnosząc się do tych, którzy uważali się za
przedstawicieli Boga.
Dni
te należą jednak do przeszłości. Rozwiewane są resztki dawnej ciemnoty i
przesądów a wraz z nimi uczucia plemiennego patriotyzmu i ślepej, religijnej
czci. Ich miejsce zajmuje niezależność, podejrzliwość i nieposłuszeństwo, które
zapowiadają rychłe nadejście ogólnoświatowego konfliktu anarchii. Załogi
poszczególnych statków-państw przemawiają do swych kapitanów i sterników ze
złością i pogróżkami, a z upływem czasu zaczynają się wręcz buntować. Twierdzą
one, że celem obecnej polityki prowadzonej przez władze jest zwabienie ich na
niewolnicze targi przyszłości, zaprzedanie ich wszystkich naturalnych praw i
narzucenie im z powrotem poddaństwa, jakiemu podlegali ich ojcowie. Wielu z
nich gwałtownie nalega, by usunąć obecnych kapitanów i sterników, a statkowi
pozwolić dryfować w czasie, gdy rozgrywać się będzie walka o przywództwo. Wobec
tej dzikiej i niebezpiecznej wrzawy kapitanowie i sternicy – królowie i mężowie
stanu – walczą o utrzymanie swej pozycji władzy, krzycząc przez cały czas “Ręce
precz! Wprowadzicie statek na skały!” Następnie występują nauczyciele religijni
i <str. 81> radzą, by lud trwał w poddaństwie. Szukając zaś sposobu, by
wmówić ludziom, że mają Boskie upoważnienie, spiskują z władzami świeckimi, aby
utrzymać lud w ryzach. Lecz i oni zaczynają rozumieć, że ich władza dobiegła
końca i rozglądają się za sposobami jej odzyskania. Rozmawiają więc o unii i
współpracy między sobą. Dowiadujemy się także, że nalegają na państwo, aby
udzieliło im więcej wsparcia administracyjnego obiecując mu w zamian
podtrzymywanie świeckich instytucji swoją (przemijającą) mocą. W miarę
jednoczesnego wzmagania się sztormu i wrzawy wśród narodów, nie będących w
stanie ocenić zagrożenia, serca tych, którzy stoją u steru statku słabną ze
strachu wobec wypadków, które nieuchronnie muszą nadejść.
Szczególnie
władze kościelne odczuwają ciążący na nich obowiązek rozliczenia się. Ich
zamiarem jest wywarcie jak najlepszego wrażenie i w ten sposób być może
odwrócenie kierującego się przeciwko nim rewolucyjnego prądu publicznych
nastrojów. Próbując jednak usprawiedliwiać niedostatek dobrych wyników w
minionych wiekach władzy, zwiększają jedynie własne zmieszanie i zakłopotanie
oraz rozbudzają zainteresowanie prawdziwym stanem rzeczy. Usprawiedliwienia
takie ukazują się ustawicznie na łamach prasy świeckiej i religijnej. W
wyraźnym kontraście do tego stoi odważna krytyka ze strony świata skierowana
przeciwko świeckim i kościelnym władzom chrześcijaństwa. Poniżej przytaczamy
kilka jej przykładów z bieżącej prasy.
“Pomiędzy
wieloma dziwnymi wierzeniami rasy ludzkiej trudno o bardziej osobliwe niż to,
które głosi, że Wszechmocny Bóg niezwykle pieczołowicie wybiera niektórych
najzwyklejszych przedstawicieli gatunku, nierzadko chorych, głupich i
okrutnych, po to, by panowali nad wielkimi społecznościami pod Jego szczególną
ochroną jako Jego przedstawiciele na ziemi” (New York Evening Post).
<str. 82>
Inny
dziennik kilka lat temu opublikował artykuł pod tytułem “Nędzny los królów”.
Oto jego fragment:
“Twierdzi się, i ma to wiele pozorów prawdy, że król Serbii, Milan, jest umysłowo chory. Król Württembergii jest częściowo obłąkany. Poprzedni król Bawarii popełnił samobójstwo w przypływie szaleństwa, zaś obecny król tego kraju jest umysłowo niedorozwinięty. Car Rosji objął urząd, gdyż jego brat i naturalny dziedzic tronu został uznany za niesprawnego umysłowo. A i obecny car Rosji od czasu koronacji cierpi na depresję i zawezwał psychiatrów z Niemiec i Francji, aby udzielili mu pomocy. Król Hiszpanii padł ofiarą skrofułs i prawdopodobnie nie dożyje wieku męskiego. Cesarz Niemiec ma nieuleczalnego ropnia w uchu, który z czasem będzie miał wpływ na funkcjonowanie mózgu. Król Danii zostawił w spadku zatrutą krew kilku dynastiom. Sułtan turecki cierpi na depresję. Nie ma tronu europejskiego, gdzie grzechy ojców nie byłyby jawnie dziedziczone przez ich dzieci i potrwa to może jeszcze jedno lub dwa pokolenia i zabraknie Bourbonów, Habsburgów, Romanowów, Gwelfów, którzy by mogli dręczyć ludzi swym panowaniem. Błękitna krew tego rodzaju nie będzie w cenie po roku 1900. Ona sama pozbawia się problemu z przyszłością.
Inny
pisarz w prasie codziennej oblicza koszty utrzymania monarchii w następujący
sposób:
“Umowa zawarta z królową Wiktorią w związku z objęciem tronu ustala jej roczny dochód na 385 000 funtów szterlingów z prawem do zwiększenia poborów o 1200 funtów rocznie, co daje łącznie rentę w wysokości 19 871 funtów. W sumie oznacza to kwotę 404 871 funtów rocznie dla samej tylko królowej, z czego 60 000 przeznaczone jest na jej osobiste wydatki, jest to po prostu jej kieszonkowe. Księstwo Lancaster, które także pozostaje pod zarządem korony, płaci dodatkowe 50 000 funtów rocznie na osobiste wydatki. W ten sposób królowa może osobiście wydać rocznie 110 000 funtów. Z tym, że pozostałe wydatki jej gospodarstwa pokrywane są z innych funduszy Listy Cywilnej. Jeśli ogłasza się, że królowa ofiarowała dobroczynny dar w wysokości 50 czy 100 funtów, to wcale nie oznacza to, że owe pieniądze pochodziły z jej prywatnej kasy, jako że w budżecie ujęta jest oddzielna pozycja w wysokości 13 200 funtów rocznie, z przeznaczeniem na szczodrobliwość, jałmużny i dobroczynność królewską. Wśród posad na dworze <str. 83> królewskim znajduje się 20 sklasyfikowanych jako polityczne z łącznymi pensjami w wysokości 21 582 funty rocznie, przy czym obowiązuje zasada, że jedna osoba pobiera pieniądze, a inna wykonuje pracę. Oddział medyczny zatrudnia 25 osób, począwszy od nadwornych lekarzy, a skończywszy na chemikach i farmaceutach, wszystko po to, by utrzymać ciało królewskie w dobrym zdrowiu, podczas gdy 36 nadwornych kapelanów i 9 nadwornych księży dba o dobro królewskiej duszy. Żmudna i chaotyczna lista urzędów departamentu Lorda Chamberlaina obejmuje między innymi takie stanowiska jak: inspektor gier, poetycki laureat, konserwator obrazów, nadzorca barek rzecznych, hodowca łabędzi i strażnik klejnotów Tower. Najbardziej osobliwym stanowiskiem pod zarządem Łowczego Królewskiego jest dziedziczny urząd Wielkiego Sokolnika, obecnie piastowany przez księcia St. Albans z roczną pensją 1200 funtów. Chociaż książę prawdopodobnie nie potrafi odróżnić sokoła od pingwina ani też nie zamierza się dowiedzieć, jaka jest między nimi różnica. Od czasu swej koronacji królowa Wiktoria zniosła wiele bezużytecznych urzędów, zaoszczędzając dzięki temu całkiem pokaźną kwotę, która w całości wędruje do jej pojemnej prywatnej kasy.
Zaopatrzywszy tak szczodrze swoją królową, brytyjski naród musiał też dać coś jej mężowi. Książę Albert otrzymał dodatkową kwotę w wysokości 30 000 funtów rocznie, oprócz 6000, które otrzymuje jako marszałek polny, 2933 jako pułkownik dwóch regimentów, 1120 jako gubernator zamku w Windsor i 1500 jako konserwator lasów i ogrodów pałacowych. Łącznie mąż królowej w ciągu 21 lat małżeństwa kosztował naród 790 000 funtów, nie mówiąc już o tym, że jest ojcem licznej rodziny, którą również musi utrzymywać naród. Następna jest cesarzowa Niemiec, Augusta, która pobiera 8000 funtów rocznie oprócz 40 000, które dostała jako posag i 5000 na przygotowanie uroczystości weselnej. Mimo tych hojnych wypłat nie stać jej na zapłacenie sobie podróży do Anglii, by zobaczyć się z matką, gdyż za każdym razem otrzymuje 40 funtów za przejazd. Z okazji osiągnięcia pełnoletności książę Walii otrzymał skromny prezent urodzinowy w postaci 601 721 funtów. Suma ta stanowiła łączny dochód księstwa Kornwalii za ten okres. Od tego czasu otrzymuje on z tego księstwa średnio 61 232 funty rocznie. Do 1871 roku naród wydał też 44 651 funtów na remonty pałacu Marlborough, miejskiej rezydencji księcia, płaci mu 1350 funtów rocznie jako <str. 84> dowódcy dziesiątego pułku huzarów, dał mu 23 450 na pokrycie kosztów ślubu, zapewnił jego żonie roczną pensję w wysokości 10 000 funtów oraz zapłacił 60 000 funtów za jego podróż do Indii w 1875 roku. Łącznie wyciągnął on z kieszeni angielskiego podatnika 2 452 200 funtów (około12 mln dolarów), nie licząc ostatnich dziesięciu lat, w ciągu których nadal go naciągał.
Teraz młodsi synowie i córki. Księżniczka Alicja otrzymała 30 000 funtów na swój ślub w 1862 roku oraz pobierała rentę w wysokości 6000 funtów rocznie aż do śmierci w roku 1878. Książę Edynburga otrzymywał 15 000 funtów rocznie po dojściu do pełnoletniości w 1866 roku oraz 10 000 funtów od czasu zawarcia małżeństwa w 1874 roku, oprócz 6883 na wydatki weselne i na remont domu. Tyle otrzymuje on za to, że nic nie robi, tylko jest księciem. Za pracę jako kapitan, a ostatnio jako admirał floty, zarobił 15 000 funtów. Księżniczka Helena na ślub z księciem Szlezwig-Holsztyna, Christianem, w 1866 r. otrzymała w posagu 30 000 funtów oraz rentę w wysokości 7000 funtów rocznie do końca życia, podczas gdy jej mąż otrzymuje 500 funtów rocznie jako konserwator lasów i ogrodów pałacowych w Windsor. Księżniczka Luiza otrzymała te same przywileje co jej siostra. Książę Connaught od 1871 roku otrzymywał od swego ludu 15 000 funtów rocznie, a wraz z zawarciem związku małżeńskiego w 1879 roku suma ta zwiększyła się do 25 000. Obecnie sprawuje on dowództwo armii bombajskiej z roczną pensją 6600 funtów wraz z wartościowymi dodatkami. Księciu Albany przyznano w 1874 roku 15 000 funtów rocznie. Następnie kwota ta została zwiększona do 25 000, gdy ożenił się w roku 1882, zaś wdowa po nim otrzymuje obecnie 6000 rocznie. Nieszczęsny książę, był rodzinnym geniuszem. Gdyby był zwykłym obywatelem o przeciętnych możliwościach, mógłby zarobić na wygodne życie jako adwokat, gdyż był dobrym mówcą. Księżniczka Beatrice na swój ślub otrzymała zwykły posag 30 000 funtów i rentę 6000. I tak łącznie od koronacji królowej aż do roku 1886 naród zapłacił 4 766 083 funty za luksus książęcych małżonków, pięciu księżniczek, czterech książąt, nie wspominając o podróżach, bezpłatnych rezydencjach i zwolnieniach podatkowych.
Ale to jeszcze nie wszystko. Naród musi utrzymywać nie tylko potomstwo królowej, ale także jej kuzynki, wujów i ciotki. Odnotuję tylko te kwoty, które królewscy pensjonariusze otrzymali od roku 1837. Leopold I, król Belgii, <str. 85> tylko dlatego, że ożenił się z ciotką królowej, otrzymywał 50 000 funtów rocznie aż do śmierci w 1865 roku, co daje łącznie 1 400 000 w trakcie obecnego panowania. Okazał on jednak pewną dozę przyzwoitości, gdyż od czasu objęcia tronu belgijskiego w 1834 roku przekazywał swą pensję radzie powierniczej, pobierając jedynie rentę na opłacenie służby i na utrzymanie pałacu w Claremont. Po jego śmierci cała kwota została zwrócona do skarbu państwa. Inaczej było z królem Hanoweru, wujem królowej. Wziął wszystko, co tylko było do wzięcia, czyli od 1837 do 1851 roku 21 000 funtów rocznie, co daje w sumie 294 000 funtów. Królowa Adelaida, wdowa po Wilhelmie IV pobierała 100 000 funtów rocznie przez 12 lat, czyli łącznie 1 200 000 funtów. Matka królowej, księżna Kent, otrzymywała 30 000 rocznie od wstąpienia jej córki na tron aż do swej śmierci, łącznie 720 000 funtów. Książę Sussex, inny wuj, otrzymywał 18 000 funtów rocznie przez 6 lat, czyli 108 000 funtów. Książę Cambridge, wuj nr 7, wchłaniał 24 000 funtów rocznie, czyli w sumie 312 000 funtów, zaś wdowa po nim, która ciągle jeszcze żyje, otrzymywała po jego śmierci 6000 funtów rocznie, czyli łącznie 222 000 funtów. Księżniczka Augusta, inna ciotka, odebrała w sumie około 18 000 funtów. Landgraffina Hesji, ciotka nr 3, zapewniła sobie około 35 000 funtów. Księżnej Gloucester, ciotce nr 4, udało się uzyskać 14 000 funtów rocznie przez 20 lat, czyli otrzymała w sumie 280 000 funtów. Księżniczka Zofia, jeszcze inna ciotka, otrzymała 167 000 funtów i ostatnia z ciotek, Zofia z Gloucester, siostrzenica Jerzego III, otrzymywała 7000 funtów rocznie przez 7 lat, czyli razem 49 000 funtów. Następnie księciu Mecklemburgii-Strelicji, kuzynowi królowej, wypłacano 1788 funtów rocznie przez 23 lata jego panowania, czyli w sumie 42 124 funty.
Książę Cambridge, naczelny dowódca armii brytyjskiej, w ramach poborów za pełnioną funkcję i dodatkowo jako dowódca kilku regimentów oraz konserwator kilku parków, z których obszerne tereny wydzielił jako prywatne rezerwaty zabaw, otrzymał z pieniędzy publicznych 625 000 funtów. Jego siostra, księżna Mecklemburgii-Strelicji, otrzymała 132 000 funtów, a jego druga siostra “Gruba Maria”, księżna Teck, dostała 153 000 funtów. Łączna suma tych wszystkich pensji wynosi 4 357 124 funty, które naród zapłacił na utrzymanie wujów, ciotek i kuzynów królowej w ciągu jej panowania.
Do kwot ujętych przez Królewską Listę Cywilną dochodzą jeszcze koszty rzeczywiste i koszty utrzymania czterech królewskich <str. 86> jachtów, które znajdują się na rachunku floty, choć formalnie stanowią część wydatków królewskich. Koszt rzeczywisty wyniósł 275 528 funtów, zaś koszty utrzymania oraz pensje załogi i utrzymanie jej przez okres 10 lat kosztowało 346 560 funtów, łącznie 622 088 funtów za tę jedną pozycję.
Sumując to wszystko, utrzymanie licznych wujów, ciotek i kuzynów kosztowało 4 357 124 funty, utrzymanie męża, synów i córek – 4 766 083 funty, utrzymanie królowej i jej dworu – 19 838 679 oraz utrzymanie jej jachtów – 622 088. Łącznie wynosi to 29 583 974 funty [blisko 150 mln dolarów], które naród brytyjski wydał na utrzymanie monarchii w czasie panowania obecnej królowej [do roku 1888]. Czy jest to gra warta świeczki? Suma, jaką trzeba zapłacić za utrzymanie stabilizacji jest dość zawrotna, gdyż oznacza ona, że ludzie muszą być opodatkowani aż do granic swych możliwości, aby utrzymać w bezczynności pewną liczbę ludzi, którzy mogliby być znacznie pożyteczniejsi dla kraju, gdyby uczciwie zarabiali na życie.”
Spektakularna
koronacja cara Rosji stanowiła dobitny przykład królewskich ekstrawagancji.
Została zaplanowana, jak i inne paradne królewskie wybryki, tak aby wywrzeć
wrażenie na masach, jakoby ich władcy na tyle przewyższali ich chwałą i
godnością, że jako istoty wyższego rodzaju godni są tego, by lud okazywał im
cześć oraz nędzne, służalcze posłuszeństwo. Mówi się, że owa wielka
demonstracja władzy królewskiej kosztowała 25 mln dolarów.
Poniżej
cytujemy fragment komentarza angielskiej gazety, dotyczący owej
ekstrawaganckiej uroczystości, stojącej w tak ogromnym kontraście do nędznych
warunków życia milionów chłopów mieszkających w tym kraju, których bieda stała
się powszechnie wiadoma w świecie w czasie głodu 1893 roku:
“Niełatwo jest zagłębiać się w opisy przygotowań do rosyjskiej koronacji, gdyż czyta się je tak, jakby miały być pisane złotem na purpurowym jedwabiu. Trudno się przy tym pozbyć uczucia niesmaku, tym bardziej, że jednocześnie czytamy o masakrach Ormian, którym Rosja odmówiła ochrony, chociaż miała taką możliwość. Nie bez wysiłku udaje się opisać wspaniałą scenerię Moskwy, z jej azjatycką architekturą, połyskującą <str. 87> kopułami, z ulicami pełnymi wspaniałych europejskich mundurów i jeszcze wspanialszych azjatyckich sukni. Biali książęta w czerwieni, żółci książęta w granacie, ciemnoskórzy książęta w złocie, władcy plemion z dalekiego wschodu, dyktator Chin i ciemnoskóry generał japoński, przed którym ów dyktator pospiesznie pada na twarz, ramię w ramię z członkami wszystkich europejskich domów panujących oraz przedstawicielami wszystkich kościołów, z wyjątkiem mormonów, wszystkich ludów poddanych carowi, których jest, jak nam się wydaje, osiemdziesiąt oraz wszystkich armii Zachodu. Wszystko to się porusza, oddziały wojska w najprzeróżniejszych mundurach zdają się nie mieć końca, a wokół miliony uniżonych poddanych – lud na pół azjatycki, na pół europejski – ogarniętych podnieceniem i oddaniem dla swego ziemskiego pana. Można już sobie wyobrazić ryk nieprzebranych tłumów, brzmienie chórów złożonych z tysięcy mnichów, huk armatnich salw, które rozlegają się powtarzane przez kolejne baterie, aż wreszcie w całej północnej części świata, od Rygi po Władywostok, wszyscy ludzie w tym samym momencie usłyszą, że car założył koronę na głowę. Anglik czyta to tak, jakby to był wiersz Moore’a i ogarnia go jednocześnie zachwyt i obrzydzenie. Czyż to wszystko nie jest zbyt wspaniałe dla wspaniałych? Czy nie jest to opera życia? Czy nie ma poczucia winy w imperium takim jak Rosja? Tam gdzie cierpią miliony obywateli, wydaje się gigantyczne sumy na urządzenie bajecznego widowiska. Pięć milionów funtów szterlingów za taką ceremonię! Czy jest jakieś uzasadnienie, które mogłoby zadowalająco usprawiedliwić taki wydatek. Czy nie jest to marnotrawstwo Balsazara, pokaz obłąkanej pychy, pławienie się w bogactwach, tak jak pławili się w przepychu królowie Wschodu, tylko po to, by połaskotać żądze chwały jednego przesyconego zbytkiem umysłu. Anglika nic by nie skłoniło do wydania takiej kwoty na ten cel. A przecież w Anglii znalazłoby się tyle pieniędzy dziesięć razy łatwiej niż w Rosji.
Można się jednak obawiać, że ci, którzy rządzą Rosją, są mądrzy jak na swoje czasy i że beztroskie szafowanie wysiłkiem i pieniędzmi obliczone jest na to, by z ich punktu widzenia mogło przynieść w rezultacie adekwatne korzyści. Celem ich działania jest pogłębienie w Rosji wrażenia, że pozycja cara ma cechy nadnaturalności, że jego zasoby są tak niewyczerpane jak jego władza, że ma on szczególny związek z boskością, <str. 88> a jego koronacja jest najbardziej uroczystym poświęceniem i posiada takie znaczenie dla ludzkości, że żaden wysiłek w celu uzewnętrznienia tych faktów nie powinien się wydawać przesadny. Można zatem zebrać ludzi, aby gapili się na to bez ujmy, a chwilowa cisza i pokój, o które tak pieczołowicie zadbano w całym północnym świecie, nie są skutkiem zapanowania porządku, ale oczekiwania na wielkie wydarzenie. Rządzący Rosjanie uwierzyli też, że zamierzony cel został osiągnięty i że wrażenie, jakie wywarła w carstwie uroczystość koronacyjna, będzie równoznaczne z odniesieniem zwycięstwa, które kosztowałoby niemniej pieniędzy i znacznie więcej łez. Powtarzają oni te uroczystości przy każdej sukcesji tronu, za każdym razem zwiększając przepych i rozmach obchodów, co ma odpowiadać rosnącemu znaczeniu Rosji, wyznaczanemu według ich mniemania, przez posępny regres w Japonii, uległość Chin i przez uniżoną służalczość władców Konstantynopola. Wydaje im się nawet, że uroczystość koronacyjna podniosła prestiż ich władcy w Europie, że wspaniałość jego imperium, liczebność armii, fakt posiadania wszelkich zasobów cywilizacyjnych, jak i posiadanie sił barbarzyńskich zakorzenią się w zbiorowym sposobie myślenia Zachodu i jeszcze bardziej zniechęcą wszystkich do prób przeciwstawienia się wielkiemu Mocarstwu Północy. W Berlinie, myślą sobie, wszystkich ogarnia większy strach na myśl o inwazji, w Paryżu – uniesienie, gdy przypomną sobie, jakiego mają sprzymierzeńca, w Londynie panuje pełne zastanowienia milczenie, ponieważ tamtejsi przywódcy zawsze się namyślają, jak powstrzymać albo zawrócić kolejny przypływ lodowca. Czy może jest ktoś w pełni przekonany, że przywódcy Rosji całkowicie się mylą, czyli że na skutek owego narodowego święta dyplomacja rosyjska przez następny rok nie będzie odważniejsza, a opór tych, którzy się jej sprzeciwiają, bardziej nieśmiały, skoro już oczyma wyobraźni zobaczyli sceny, które w skrócie można by opisać jako przegląd imperium zamkniętego w murach swej stolicy albo marsz wzdłuż północnej Europy i Azji na cześć naczelnego dowódcy?
Może to być złudne, ale jednego możemy być pewni, że sceny takie, jak opisana powyżej koronacja, kształtują jedno z zagrożeń dla świata. Muszą one prowadzić do demoralizacji <str. 89> najpotężniejszego człowieka świata. O obecnym carze nie wiadomo nic poza tym, że jest człowiekiem bardzo uczuciowym, jak utrzymuje ktoś, kto go osobiście blisko poznał. Musi jednak wyrastać ponad przeciętność, jeśli on, potomek Aleksandra I, który podpisał traktat w Tylżys, mógł poczuć się przez tych kilka dni centralnym punktem uroczystości koronacyjnych, jeśli uznał, że właściwie może być czczony jak władca Niniwy, bez odwoływania się do marzeń sennych. A królowie przeważnie marzą o panowaniu. Znane jest nam zjawisko upojenia urzędem oraz upojenia władzą. Człowiek, na którego zwrócone są oczy wszystkich, wobec którego każdy książę wydaje się niepozorny, musi rzeczywiście bardzo panować nad swoim umysłem, jeśli ani przez moment nie czuje przekonania, że jest naprawdę najważniejszym człowiekiem świata. Władcy Rosji mogą się jeszcze przekonać, że wywyższając cara, umocnili co prawda poczucie lojalności i pogłębili posłuszeństwo, ale jednocześnie spowodowali rozkład siły powściągliwości, która stanowi niezbędną ochronę umysłu.”
Najlepszym
dowodem na to, że władcy tak zwanych chrześcijańskich królestw ogólnie
pozbawieni są prawdziwych chrześcijańskich uczuć, a wręcz nawet że brak im
zwykłego ludzkiego współczucia, jest fakt, że w tym samym czasie, gdy trwoni
się rozliczne bogactwa na utrzymanie dworu królewskiego oraz jego próżnego
przepychu i wystawności, gdy do ich dyspozycji stoją pod bronią miliony
doskonale uzbrojonych żołnierzy i marynarzy, z niewzruszonym spokojem
wysłuchują oni wołania biednych ormiańskich chrześcijan, których Turcy
torturują i zabijają, a liczba ofiar sięga dziesiątków tysięcy. Oczywiste jest
więc, że wspaniałych armii nie organizuje się dla pożytku ludzkości, ale
wyłącznie dla realizacji egoistycznych celów politycznych i finansowych władców
tego świata, a mianowicie: podbojów terytorialnych, ochrony interesów
właścicieli obligacji oraz zwykłego skakania sobie do gardła w przypływie
morderczej zawiści, gdy tylko pojawi się możliwość powiększenia swego imperium
i zdobycia jeszcze większych bogactw.
W
rażącej sprzeczności z królewskimi ekstrawagancjami, które do pewnego stopnia
ogarniają wszystkie kraje, gdzie jeszcze panują rody królewskie, stoi problem kolosalnego
zadłużenia państw europejskich. <str. 90>
Gazeta Economiste Français opublikowała dokładnie opracowany artykuł pana Rene Stourma na temat długu publicznego Francji. Najczęściej szacuje się wysokość tego długu na 6,4 mld dolarów. Najbardziej ostrożne oceny wskazują na sumę zaledwie o kilka milionów niższą. Paul Leroy-Beaulieu oblicza wysokość tej kwoty na 6 343 573 630 dolarów. Wynik obliczeń pana Stourma wynosi 5 900 800 000 z zastrzeżeniem, że nie uwzględnił on kwoty 432 mln dolarów na dożywotnie renty, które inni ekonomiści traktują jako część sumy długu. Obsługa tego długu, uwzględniająca odsetki i obligacje, po doliczeniu rent, kosztuje rocznie 258 167 083 dolary. 2,9 mld dolarów z tego długu obciążone jest odsetkami w wysokości 3 procent rocznie, 1 357 600 000 – 4,5 procent rocznie zaś 967 906 200 zwrotnych obligacji ma różne obciążenia. Kwoty zobowiązań względem różnych przedsiębiorstw i korporacji wynoszące 477 400 000 dolarów oraz 200 mln bieżącego długu uzupełniają rachunek pana Stourma. Jest to najcięższe jarzmo narodowego długu w historii narodów naszej planety. Tuż za Francją plasuje się Rosja z długiem w wysokości 3 605 600 000 dolarów. Następna jest Anglia z 3 565 800 000 dolarów oraz Włochy z 2 226 200 000. Dług Austrii wynosi 1 857 600 000 dolarów, Węgier – 635 600 000. Hiszpania jest zadłużona na 1 208 400 000 dolarów a Prusy na 962 800 000. Takie liczby podaje pan Stourm. Żadne z tych państw, z wyjątkiem Anglii i Prus, nie osiąga należytych dochodów, które by mogły zapewnić trwałe zrównoważenie budżetu, jednak Francja jest z nich wszystkich obciążona najbardziej, a przy tym miała najszybszy przyrost długu w ostatnich latach, co jest też największym zagrożeniem dla tego państwa w przyszłości.
“W podsumowaniu pan Stourm powiada: ‘Unikamy zastanawiania się nad gnębiącymi refleksjami, jakie wywołują wyniki naszych pracochłonnych obliczeń. Niezależnie od tego, w jakim aspekcie spojrzelibyśmy na owe 29,5 mld, czy to w odniesieniu do długu innych państw, czy do naszego długu sprzed dziesięciu, dwudziestu lat, to i tak wydają się one kwotą astronomiczną, przewyższającą najśmielsze wyobrażenia któregokolwiek z narodów ziemi w jakiejkolwiek epoce. Wieża Eiffla będzie znakomitą ilustracją tej sytuacji. Przewyższyliśmy naszych sąsiadów i naszą historię wysokością naszego długu (…) Najwyższy czas, byśmy poczuli w związku z tym patriotyczny strach’.” <str. 91>
The
London Telegraph opublikował kiedyś następujące podsumowanie narodowych perspektyw
finansowych:
“Ciemna chmura ubóstwa zawisła nad narodami Europy. Czasy są bardzo złe nawet dla mocarstw, ale najgorsze dla małych państw. Nie ma prawie na kontynencie takiego narodu, którego rozliczenie finansowe za miniony rok nie przedstawiałoby bardzo mglistych perspektyw, często zaś świadczy ono wyłącznie o bankructwie. Szczegółowe raporty o stanie finansów poszczególnych państw przedstawiają obraz powszechnej walki ministerstw finansów o to, by związać koniec z końcem. Jest to doprawdy problem o zasięgu światowym. Wystarczy spojrzeć na USA po jednej stronie naszego kontynentu, a po drugiej na Indie i Japonię wraz z ich sąsiadami – wszyscy odczuwają tę powszechną presję. (…)
Wielka Republika jest zbyt rozległa i ma zbyt wiele zasobów, aby umrzeć z powodu finansowych dolegliwości, ale nawet i ona jest bardzo chora. Wielka Brytania także będzie miała deficyt budżetowy w przyszłym roku, a przecież poniosła niepowetowane straty finansowe na skutek szalonego pomysłu strajku węglowego. Francja, podobnie jak i nasz kraj oraz Ameryka, jest jednym z państw, które trudno wyobrazić sobie jako niewypłacalne, ze względu na bogactwa ziemi i przedsiębiorczości ludzi. Jej dochody wykazują jednak stały deficyt, narodowy dług osiągnął zdumiewającą wielkość, a ciężar utrzymania armii i floty zniszczył nieomal przemysł tego kraju. Niemcy także należałoby wpisać na listę mocarstw zbyt solidnych i potężnych, by ich przygaśnięcie miało mieć więcej niż przejściowy charakter. Tymczasem obliczono, że w zeszłym roku państwo to straciło 25 000 000 funtów szterlingów, co stanowi niemal połowę narodowych oszczędności. Duża część tych strat jest wynikiem lokowania niemieckiego kapitału w akcjach przemysłu Portugalii, Grecji, Południowej Afryki, Meksyku, Włoch i Serbii. Jednocześnie też Niemcy ostro odczuły zamieszanie na rynku srebra. Ciężar zbrojnego pokoju osiągniętego przez to państwo spoczywa całym swym przygniatającym ciężarem na barkach jego obywateli. Ze zdziwieniem stwierdzamy, że w grupie mocarstw wypłacalnych Austro-Węgry mają najlepsze i najszczęśliwsze konto rozliczeniowe. (…)
Jeśli jednak odwrócimy oczy od tej wielkiej grupy i spojrzymy na Włochy, to będziemy mieli kolejny przykład ‘wielkiego mocarstwa’ <str. 92> zrujnowanego niemal przez swą wielkość. Rok po roku maleją dochody i rosną wydatki tego państwa. Sześć lat temu wartość eksportu włoskiego wynosiła 2,6 mld franków. Obecnie spadła do 2,1 mld. Włochy muszą płacić rocznie 30 mln funtów szterlingów odsetek od publicznego długu, oprócz premii od złota koniecznego do jego spłat. Włoskie papiery wartościowe są niechodliwym towarem. Zdumiewająco wysoka emisja banknotów doprowadziła do uatrakcyjnienia cen srebra i złota. Społeczeństwo pogrążyło się w niewyobrażalnym tutaj ubóstwie i beznadziejności, a gdy nowi ministrowie wymyślają kolejne podatki, wybuchają krwawe zamieszki.
Jeśli chodzi o Rosję, to jej sprawy finansowe okryte są taką tajemnicą, że nikt nie może być pewien, co się tak naprawdę tam dzieje. Jednak niewiele jest powodów, by wątpić, że jedynie obszerność terytorialna carskiego imperium zabezpiecza go jeszcze przed bankructwem. Ludność jest tak uciskana, że niemal ostatnie krople życiodajnej krwi zostały już wyciśnięte z przemysłu. Najbardziej beztroski i bezlitosny minister finansów z ledwością waży się przykręcić śrubę podatków jeszcze choćby o pół obrotu.
Umiarkowane i dokładne źródła lokalne piszą o sytuacji w Rosji w następujący sposób:
‘Każda kopiejka, którą wieśniakowi ledwo udaje się zarobić, jest wydawana nie na uporządkowanie jego spraw osobistych, ale na zapłacenie zaległych podatków. (…) Pieniądze pobierane od ludności wiejskiej w charakterze podatków stanowią od dwóch trzecich do trzech czwartych całkowitego dochodu krajowego, wliczając w to ich własną dodatkową pracę w charakterze pracowników rolnych.’ Pozorny wysoki stan zasobów finansowych państwa jest podtrzymywany sztucznymi środkami. Bezpośredni obserwatorzy spodziewają się załamania zarówno społecznego jak i finansowego sklepienia imperialnej budowli. Również tutaj zdumiewająca zmora zbrojnego pokoju w Europie skutecznie pomaga w paraliżowaniu przemysłu i rolnictwa. Przykład Portugalii wykracza poza zakres naszych rozważań, ponieważ choć to niegdyś słynne mocarstwo obecnie bardzo podupadło, to jednak jego nieszczęsne położenie z pewnością nie wynika z ambicji militarnych albo rozrzutnych wydatków. Grecja z dwumilionową liczbą ludności, choć nie ma takiego znaczenia między mocarstwami, stanowi jaskrawy przykład ruiny, do jakiej mogą doprowadzić naród finansowe ekstrawagancje i nadęte pomysły. Ów ‘wspaniały pomysł’ stał się przekleństwem niewielkiej Grecji i w związku z tym mogliśmy ostatnio obserwować, jak usiłowała się ona uchylać od ponoszenia ciężaru długu publicznego, posuwając się przy tym do <str. 93> nieuczciwości tylko częściowo powstrzymywanej wobec protestu Europy. Pieniądze zmarnotrawione na armię i flotę można było równie dobrze wyrzucić do morza. Polityka stała się tam zarazą, która ogarnęła najlepszych i najbardziej uzdolnionych działaczy publicznych. Zwykli ludzie są za dobrze wykształceni, by pracować, studentów kształcących się w uniwersytetach jest więcej niż murarzy, publicznych i prywatnych długów nikt nie ma zamiaru spłacić, pozorowana armia i flota pochłania wszystkie fundusze, z nieuczciwości uczyniono zasadę w polityce, zaś tajemne plany wiążą się z kolejnymi pożyczkami albo korupcją i niebezpiecznym targowaniu się z Rosją – te wszystkie rzeczy charakteryzują współczesną Grecję.
Rozglądając się przeto po całym kontynencie, można stwierdzić, że sytuacja finansowa ludności oraz stan finansów publicznych są w wysokim stopniu niezadowalające. Oczywiście jednym z głównych i oczywistych powodów takiego stanu rzeczy jest zbrojny pokój w Europie, który wisi nad kontynentem jak nocna mara i zamienia go w stały obóz wojenny. Spójrzmy tylko na Niemcy, owo poważne i trzeźwe cesarstwo. Nakłady na wojsko wzrosły tam z 17,5 mln funtów szterlingów w 1880 roku do 28,5 mln funtów w roku 1893. Nowa doktryna obronna armii powoduje zwiększenie ogromnego kapitału obronnego Niemiec o dodatkowe 3 mln funtów rocznie.
Francja natęża swe siły do granic możliwości, aby tylko dorównać swemu rywalowi. Nie trzeba wykazywać, jaki wpływ wywierają owe zabezpieczenia wojenne na powszechne obecnie dolegliwości europejskie. Nie dość, że pochłaniają one ogromne kwoty na zakup materiałów wybuchowych i strzeleckich oraz na budowę koszar, to jeszcze odciągają od pracy w przemyśle miliony młodych ludzi, którzy na samym początku swego dojrzałego życia są straceni z punktu widzenia rodziny i wzmocnienia populacji. Świat nie wymyślił jeszcze lepszej izby rozrachunkowej dla międzynarodowych rozliczeń jak owa upiorna i kosztowna świątynia wojny.”
Niezależnie
jednak od poważnego zadłużenia i finansowego zamieszania między narodami,
poważni statystycy oceniają, że aktualna wysokość budżetów armii i flot
europejskich, koszty utrzymania garnizonów i straty spowodowane przez wycofanie
siły roboczej z przemysłu <str. 94> wytwórczego mogą wynosić około 1,5
mld dolarów rocznie, nie wspominając już o kolosalnych stratach w ludziach.
Ocenia się, że na przestrzeni ostatnich 25 lat minionego wieku (od roku 1855 do
1880) zginęło na wojnach 2 188 000 ludzi i to w tak straszliwych okolicznościach,
że nie sposób je w ogóle opisać. Pan Charles Dickens słusznie zauważył, że:
“Mówimy z uniesieniem i całkowitym zaangażowaniem o ‘wspaniałej szarży’, o ‘wyśmienitym ataku’. Jednak tylko nieliczni zastanawiają się nad ohydnymi szczegółami, które stoją za tymi dwoma zwiewnymi słowami. ‘Wspaniała szarża’ oznacza rozhukaną masę ludzi pędzących na mocnych koniach, jak tylko umieją najszybciej, i napadających na stojącą naprzeciwko nich masę ludzi idących pieszo. Umysł czytelnika nie posuwa się dalej, zadowalając się informacją, że linie przeciwnika zostały ‘przełamane’ i ‘ustąpiły’. Ale to nie jest pełny obraz. Gdy owa ‘wspaniała szarża’ przejdzie, wykonując swe zadanie, pole bitewne przypomina scenę przerażającego wypadku kolejowego. Znajdzie się tam pełno grzbietów przełamanych na pół, ramion całkowicie wykręconych, ludzi nabitych na własne bagnety, nóg zmiażdżonych jak kawałki drewna na opał, głów porozcinanych jak jabłka, innych głów zgniecionych na galaretę żelaznymi kopytami koni, twarzy zniekształconych tak, że w niczym nie przypominają człowieka. Oto co kryje się pod określeniem ‘wspaniała szarża’. Oto skutki, zupełnie zrozumiałe, ataku ‘naszych dzielnych towarzyszy, którzy najechali na nich w pięknym stylu’ albo ‘wspaniale ich wycięli’.”
“Wyobraźmy sobie”, powiada inny autor, “miliony utrudzonych ludzi na całym kontynencie europejskim uganiających się dzień za dniem za robotą, pracujących nieprzerwanie od bladego świtu do późnej nocy przy uprawie ziemi, w zakładach produkcyjnych, przy wymianie towarów, w kopalniach, fabrykach, kuźniach, portach, warsztatach, magazynach, na kolei, na rzekach, jeziorach, oceanach, przeszukujących wnętrzności ziemi, ujarzmiających niepokorną brutalność natury, podporządkowujących sobie żywioły i sprawiających, że służą one pożytkowi i dobrobytowi ludzkości, wytwarzających dzięki temu wszystkiemu obfitość bogactw, które mogłyby zapewnić dostatek i wygodę każdemu człowiekowi w jego własnym domu. A potem wyobraźmy sobie ramię władzy wyciągające się i zagarniające jakieś sześćset <str. 95> milionów z ich tak ciężko wypracowanych pieniędzy po to, by wrzucić je w otchłań wydatków wojskowych.”
Poniżej
przytoczony cytat z Harrisburg Telegram również dotyczy tego tematu.
“‘Chrześcijańskie’ narody Europy, chcąc ukazać swój sposób rozumienia ‘pokoju na ziemi, a w ludziach dobrego upodobania’, muszą ponieść pewne koszty. To znaczy muszą ponieść koszty stania w pogotowiu, aby w każdej chwili móc wzajemnie wysadzić się w powietrze. Wykazy statystyczne opublikowane w Berlinie pokazują wysokość wydatków wojskowych wielkich mocarstw w ciągu trzech lat: 1888, 1889, 1890. Poniżej podajemy te kwoty w zaokrągleniu w dolarach: Francja – 1 270 000 000; Rosja – 813 000 000; Wielka Brytania – 613 000 000; Niemcy – 607 000 000; Austro-Węgry – 338 000 000; Włochy – 313 500 000. Owe sześć mocarstw wydało razem 3 954 500 000 dolarów na cele wojskowe w ciągu trzech lat, co daje nieco ponad 1 318 100 000 dolarów rocznie. Łączna kwota za trzy lata znacznie przewyższa narodowy dług Wielkiej Brytanii i jest prawie tak wysoka, że można by nią z górą trzy razy pokryć, wraz z odsetkami, dług Stanów Zjednoczonych. Odnośne wydatki Stanów Zjednoczonych wynoszą 145 000 000 dolarów, nie licząc wojskowych emerytur. Gdybyśmy je doliczyli, nasze całkowite wydatki na ten cel pochłonęłyby około 390 000 000 dolarów.”
“Według obliczeń statystyków niemieckich i francuskich w wojnach ostatnich trzydziestu lat zginęło 2,5 mln ludzi, tymczasem na prowadzenie tych wojen wydano nie mniej niż 13 mld dolarów. Dr Engel, niemiecki statystyk, podaje następującą szacunkową ocenę najważniejszych wojen ostatnich 30 lat [w dolarach]: wojna krymska – 2 mld; włoska wojna 1859 roku – 300 mln; wojna prusko-duńska 1864 roku – 35 mln; [amerykańska] wojna domowa: na Północy – 5,1 mld, na Południu – 2,3 mld; wojna prusko-austriacka 1866 roku – 330,6 mln; wojna francusko-niemiecka 1870 roku – 2,6 mld; wojna rosyjsko-turecka – 125 mln; wojna południowo-afrykańska – 8,77 mln; wojna afrykańska – 13,25 mln; wojna serbsko-bułgarska – 176 mln.
Wszystkie te wojny były niezwykle mordercze. Wojna krymska, w której przeprowadzono tylko kilka bitew, pochłonęła 750 tys. <str. 96> istnień ludzkich, tylko 50 tys. mniej niż zostało zabitych albo zmarło od ran na Północy i Południu w czasie wojny domowej. Wyprawa meksykańska i chińska pochłonęła 200 mln dolarów i 85 tys. istnień. 250 tys. ludzi zostało zabitych lub zostało śmiertelnie ranionych w czasie wojny rosyjsko-tureckiej oraz po 45 tys. w wojnie włoskiej 1859 roku i prusko-austriackiej.”
W
liście do deputowanego Passy z Paryża, nie żyjący już John Bright, członek
angielskiego parlamentu pisze:
“Wszystkie zasoby Europy są obecnie pochłaniane przez wymogi wojskowe. Potrzeby ludzi są poświęcane na rzecz najnędzniejszych i najbardziej karygodnych wymysłów polityki zagranicznej. Rzeczywiste korzyści ludności zostały bezlitośnie podeptane i zastąpione fałszywym wyobrażeniem o chwale i narodowym honorze. Nie mogę się oprzeć myśli, że Europa zmierza ku wielkiej katastrofie o miażdżącej sile. Nie można w nieskończoność cierpliwie popierać systemu wojskowego, gdyż ludność poniesiona rozpaczą może już niedługo pozbyć się monarchii i pretensjonalnych polityków, którzy rządzą w ich imieniu.”
I
tak sąd władz świeckich odwraca się przeciwko nim samym. A wyraża się w taki
sposób nie tylko prasa, ale mówią o tym głośno i wszędzie wszyscy ludzie,
podnosząc wrzawę przeciwko wszelkim władzom. Niepokój jest powszechny, a z
każdym rokiem staje się coraz bardziej niebezpieczny.
Dokonywany jest także przegląd porządku społecznego chrześcijaństwa – jego uregulowań monetarnych, machinacji i instytucji finansowych oraz wyrastającej z nich egoistycznej polityki gospodarczej, a także podziału klasowego opierającego się głównie na stanie posiadania, wraz ze wszystkimi konsekwencjami tego systemu – niesprawiedliwością i cierpieniem wielkich mas ludzkich. Cały ten porządek zostanie potraktowany tak samo surowo na sądzie obecnej godziny jak instytucje świeckie. Jesteśmy świadkami nie kończących się dyskusji nad kwestią stałych cen srebra i złota oraz wiecznych sporów między pracą a kapitałem. Jak głos rozkołysanych fal morskich pędzonych gwałtownym wichrem rozbrzmiewa <str. 97> szemranie niezliczonych głosów podnoszących się przeciwko obecnemu porządkowi społecznemu, a w szczególności tam, gdzie widoczna jest niespójność tego systemu z moralnymi zasadami zawartymi w Biblii, które, jak się na ogół twierdzi, są przez chrześcijaństwo uznawane i przestrzegane.
Zaiste znamienne jest to, że nawet świat, sądząc chrześcijaństwo, najczęściej odwołuje się do Słowa Bożego jako podstawy sądu. Poganie trzymając Biblię dobitnie oświadczają: “Nie jesteście tak dobrzy, jak wasza księga”. Wskazują na Chrystusa, jej Błogosławionego, i mówią: “Nie trzymacie się waszego wzoru”. I zarówno poganie, jak i masy ludowe chrześcijaństwa posługują się złotą regułą i prawem miłości jako probierzem wartości doktryn, instytucji, polityki oraz ogólnego kierunku postępowania chrześcijaństwa. I tak wszyscy zaświadczają o prawdziwości tajemniczego napisu na ścianach jego sal balowych – “Zważonyś na wadze, a znalezionyś lekki”.
Świadectwo świata przeciwko obecnemu porządkowi społecznemu rozbrzmiewa wszędzie i w każdym kraju. Wszyscy uznają go za nieudany. Sprzeciw staje się coraz bardziej aktywny i rozprzestrzenia się w alarmujący sposób po całym świecie, sprawiając, że “strasznie trzęsie się” zaufanie do istniejących instytucji, paraliżując co pewien czas przemysł przez wzbudzanie paniki i strajków. Nie ma takiego kraju chrześcijańskiego, gdzie sprzeciw względem obecnego porządku społecznego nie zostałby wyrażony i to w sposób uparty i coraz bardziej groźny.
Pan Carlyle powiada: “Angielskie stosunki przemysłowe będą niebawem przypominać jedno wielkie bagno cuchnące zarazą moralną i fizyczną, ohydną żywą Golgotę dusz i ciał pogrzebanych żywcem. Trzydzieści tysięcy szwaczek prędko zapracowuje się na śmierć. Trzy miliony nędzarzy gnijących w wymuszonej bezczynności, pomaga swym żonom szwaczkom w umieraniu. Takie pozycje znajdujemy w smutnym rejestrze rozpaczy.”
Z
innej gazety, zwanej The Young Man [Młody Człowiek], wybraliśmy
następujący artykuł, zatytułowany “Czy świat staje się coraz lepszy?” Czytamy
tam: <str. 98>
“Silni mężczyźni, palący się do uczciwej roboty, znajdują się w agonii cierpienia, głodu i nędzy, a często jeszcze spadają na nich dodatkowe smutki spowodowane cierpieniami ich rodzin. Z drugiej zaś strony nadmiernemu bogactwu towarzyszy skąpstwo i niemoralność. Podczas gdy biedacy umierają powolną śmiercią głodową, ogromna większość bogaczy ignoruje potrzeby swych braci, dbając jedynie o to, by przypadkiem Łazarz nie osiągnął niepożądanej, wysokiej pozycji. Tysiące młodych ludzi jest zmuszanych do niewolniczej pracy w dusznych warsztatach i ponurych magazynach przez siedemdziesiąt, osiemdziesiąt godzin tygodniowo bez żadnych przerw na fizyczną, czy umysłową regenerację. W dzielnicy wschodniej kobiety szyją koszule albo wyrabiają pudełka do zapałek przez cały dzień za zapłatę, która nie wystarcza nawet na wynajęcie łóżka – o wynajęciu samodzielnego pokoju nie ma co nawet mówić – a często zmuszone są wybierać między śmiercią głodową a występkiem. W dzielnicy zachodniej ulice opanowane są przez ubrane na różowo i wymalowane syreny zmysłowości i grzechu – a każda z nich jest wymowną naganą słabości i nieprawości człowieka. Tysiące młodych ludzi oddaje się hazardowi, aż wyląduje w więzieniu albo zapija się na przedwczesną śmierć. Chrześcijańskie (?) rządy pozwalają na to, by domy publiczne powstawały na każdym roku ulicy, gdy tymczasem każda szanująca się gazeta poświęca długie artykuły wyścigom konnym. Grzech uczyniono łatwym, występek potaniał, oszustwo dominuje w handlu, rozgoryczenie w polityce oraz apatia w religii.”
W The
Philadelphia Press jakiś czas temu opublikowano następujący fragment:
“Niebezpieczeństwo tuż! Nie ma wątpliwości, że Nowy Jork jest podzielony na dwie wielkie klasy – bardzo biednych i bardzo bogatych. Klasa średnia ludzi o dobrej reputacji, przedsiębiorczych, uczciwych stopniowo zanika, wznosząc się po stopniach światowego bogactwa albo staczając się w ubóstwo i wstyd. Nikt nie usiłuje kwestionować tego, że między tymi klasami istnieje, oraz gwałtownie się powiększa, pieczołowicie pielęgnowana przez złych ludzi wyraźna, wyartykułowana, zajadła nienawiść. Są tam ludzie, których majątek ocenia się na 10 albo 20 mln dolarów, a o których nic nie wiadomo. Znam jedną panią, mieszkającą we wspaniałym domu, której życie jest tak ciche, jak winno być życie księdza. Wydała ona nie mniej niż 3 mln dolarów w ciągu pięciu lat, a jej dobroczynna działalność, jeszcze przed <str. 99> śmiercią, sięgnie kwoty 7 mln. W jej domu znajdują się obrazy, rzeźby, diamenty, szlachetne kamienie, znakomite wyroby ze złota i srebra oraz kosztowne wyroby z każdej dziedziny sztuki, których wartość szacuje się na 1,5 mln, a wcale nie jest ona bogatsza niż jej sąsiedzi, którzy mają o wiele milionów więcej. Są tam ludzie, którzy dwadzieścia lat temu sprzedawali ubrania na ulicy Chatham, a dzisiaj rocznie wydają na życie 100 tys. dolarów i wkładają na siebie klejnoty kosztujące w nie najdroższych sklepach 25 tys.
Wybierzcie się ze mną samochodem na Madison Avenue w dowolny dzień, w deszcz albo w pogodę, między godziną 10 rano a 5, 6 po południu, a pokażę wam samochód za samochodem z kobietami, które mają w uszach diamenty o wartości 500 do 5000 dolarów każdy. Na ich nie okrytych rękawiczkami dłoniach można zobaczyć czerwone, nadęte, błyszczące fortuny. Przejdźcie się ze mną od starego sklepu Stewarta na rogu Dziewiątej ulicy i Broadwayu do Trzynastej ulicy w dowolny dzień – nie mam na myśli niedzieli, świąt, czy szczególnych okazji, ale normalny dzień – a pokażę wam przecznica za przecznicą kobiety w foczych futrach sięgających aż do kostek, wartych 500 do 1000 dolarów każde, w diamentowych kolczykach, diamentowych pierścionkach i innych drogocennych kamieniach. W ich rękach zobaczycie elegancki portfel wypchany pieniędzmi. Reprezentują oni klasę nowobogackich, których pełno jest teraz w Nowym Jorku.
Na tej samej ulicy, w tym samym czasie mogę pokazać wam ludzi, dla których dolar stanowi całą fortunę. Ich spodnie, haniebnie porozdzierane łachmany, przewiązane są w pasie kawałkiem kabla czy sznurka albo spięte agrafką, gołe stopy szurają po chodniku butami tak nędznymi, że strach byłoby je oderwać od ziemi, ich twarze są pokryte krostami, brody długie i przerzedzone, podobnie jak włosy, poczerwieniałe dłonie kończą się paznokciami na kształt szponów. Jeszcze tylko trochę, a tymi szponami dopadną nowobogackich? Nie mylcie się, te emocje już się zrodziły, te emocje rosną, te emocje wcześniej czy później eksplodują.
Dopiero co wczoraj wieczorem szedłem Czternastą ulicą, na której zostało jedynie kilka rezydencji. Przed jedną z nich zadaszenie prowadziło od krawężnika aż do drzwi, pod którym czarująco odziane damy w towarzystwie eskorty wysiadały z karet i kierowały się wprost do otwartych drzwi. <str. 100> Z wnętrza wydostawał się snop światła i dobiegały dźwięki muzyki. Stanąłem na moment w tłumie, bardzo gęstym tłumie, i tam zrozumiałem, że musi dojść do eksplozji, jeśli czegoś nie uczynimy, i to szybko, aby pokonać uprzedzenia, jakie nie tylko są żywione, ale i celowo rozniecane wśród najuboższych przeciwko najbogatszym. Aż zgroza brała słuchać tego, co mówiły kobiety. Nienawiść, zazdrość, zajadłe okrucieństwo, wszystkie konieczne elementy. Zabrakło tylko przywódcy.”
Świat
zauważa kontrasty między odrażającymi warunkami eksploatacyjnego systemu
ludzkiego niewolnictwa połączonego z nędzą całej rzeszy ludzi bez pracy albo
zbyt nisko opłacanych, a luksusem i ekstrawagancją bogaczy. Przykładem tego
może być artykuł, który jakiś czas temu ukazał się w dzienniku londyńskim:
“Skromne domy milionerów. Dowiedzieliśmy się z Nowego Jorku, że pan Cornelius Vanderbilt, nowojorski milioner i król kolei żelaznych, wydał wielki bal na otwarcie swego nowego pałacu. Ten skromny dom, który ma być schronieniem dla około dziesięciu osób przez sześć miesięcy w roku, a przez pozostałe sześć ma stać zamknięty, położony przy skrzyżowaniu Pięćdziesiątej Siódmej ulicy z Piątą aleją, kosztował swego właściciela milion funtów szterlingów. Z zewnątrz wybudowany jest w stylu hiszpańskim z szarego kamienia z czerwonym licowaniem, z wieżyczkami i blankamis. Ma trzy piętra i wysokie poddasze. W środku znajduje się największa prywatna sala balowa w Nowym Jorku długa na 22,5 m, szeroka na 15,2 m, wykończona w bieli i złocie w stylu Ludwika XIV. Sufit, który kosztował całą fortunę, ma kształt podwójnej szyszki i pokryty jest malowidłami przedstawiającymi nimfy i kupidyny. Zaokrąglony gzyms wykonany jest w formie subtelnie rzeźbionych kwiatów, a w środku każdego z nich znajduje się elektryczne światło. Pośrodku zawieszony jest przeogromny kryształowy żyrandol. Tej nocy, której odbywał się bal, ściany pokryte były od podłogi aż do samego sufitu żywymi kwiatami, co kosztowało tysiąc funtów, zaś koszt wszystkich rozrywek miał podobno wynieść 5 tysięcy funtów. Z rezydencją połączony jest najdroższy na świecie ogród w tej klasie wielkości. Ma on wielkość normalnej działki miejskiej, ale zapłacono za niego 70 tys. funtów, a znajdujący się na działce dom o wartości 25 tys. funtów został zburzony po to, by na jego miejscu założyć kilka klombów kwiatowych.” <str. 101>
Dziennik
Industry [Przemysł], ukazujący się w San Francisco w Kalifornii,
skomentował w następujący sposób rozrzutność dwóch bogatych obywateli naszego
kraju:
“Kolacje rodziny Wanamaker w Paryżu i Vanderbilt w Newport, które kosztują łącznie co najmniej 40 tys. dolarów, a może nawet więcej, należą do znaków czasu. Wydarzenia tego typu zapowiadają wielką zmianę w naszym kraju. Te dwa przypadki, które są jedynie wybranymi przykładami spośród setek podobnych ostentacyjnych demonstracji posiadania pieniędzy, można z powodzeniem porównać do ucztowania w Rzymie przed upadkiem tego miasta, czy zbytku we Francji, który sto lat temu poprzedził rewolucję. Oblicza się, że pieniądze, które Amerykanie wydają za granicą, najczęściej na zbytki i jeszcze gorsze rzeczy, o jedną trzecią przewyższają nasz dochód narodowy.”
Poniżej
podajemy interesującą informację, którą cytujemy za National View
[Perspektywy Narodowe] z artykułu Warda MacAllistera, który był kiedyś
przywódcą elitarnego Stowarzyszenia Nowojorskiego:
“Średnie wydatki roczne na życie szanującej się rodziny, składającej się z męża, żony i trojga dzieci, wynoszą 146 945 dolarów. Na kwotę tę składają się następujące koszty: wynajęcie mieszkania w mieście: 29 000; wynajęcie domu na wsi: 14 000; koszt utrzymania posiadłości wiejskiej: 6000; pensje dla służby: 8016; wydatki na utrzymanie gospodarstwa łącznie z pensjami dla służby: 18 954; stroje żony: 10 000; garderoba pana domu: 2000; ubrania dla dzieci oraz kieszonkowe: 4500; wykształcenie trojga dzieci: 3600; rozrywki, bale i tańce: 7000; uroczyste posiłki: 6600; loża w operze: 4500; teatr i przyjęcia wydawane po przedstawieniach: 1200; gazety i magazyny: 100; bieżące rachunki u jubilera: 1000; materiały piśmienne: 300; książki: 500; prezenty ślubne i podarunki świąteczne: 1400; miejsce w kościele: 300; opłaty klubowe: 425; koszty leczenia: 800; dentysta: 500; koszty transport do posiadłości wiejskiej i z powrotem: 250; podróże do Europy: 9000; koszty utrzymania stajni: 17 000.”
Cytujemy
Chauncey M. Depew, który miał się wyrazić:
“Pięćdziesięciu ludzi w Stanach Zjednoczonych, dzięki bogactwu, które kontrolują, byłoby w stanie w ciągu dwudziestu czterech godzin zebrać się i dojść do porozumienia, które mogłoby zatrzymać wszelkie działania w transporcie i handlu, mogliby oni zablokować wszystkie linie handlowe i odciąć linie <str. 102> telegraficzne. Owych pięćdziesięciu ludzi ma możliwość kontrolowania obrotu walut i wywoływania paniki, kiedy tylko zechcą.”
Krytyczne
głosy względem kościelnictwa są tak samo ostre jak względem monarchii i arystokracji,
gdyż uznaje się, że mają oni jednakowe interesy. Poniżej podajemy kilka
przykładów ilustrujących te nastroje.
Kilka
lat temu North American Review [Przegląd Północnoamerykański] zamieścił
krótki artykuł, którego autorem był John Edgerton Raymond, zatytułowany
“Schyłek kościelnictwa”. Opisując siły, które przeciwstawiają się kościołowi i
które ostatecznie dokonają jego obalenia, pisze on:
“Kościół chrześcijański jest w stanie konfliktu. Jeszcze nigdy od czasu powstania chrześcijaństwa nie było tak wiele sił, które by mu się przeciwstawiały. Władza, którą niektórzy teolodzy nazywają ‘władzą światową’ nigdy nie była silniejsza niż teraz. Dzisiaj kościołowi nie sprzeciwiają się już barbarzyńskie narody, przesądni filozofowie czy kapłani religii mistycznych, ale najwyższa kultura i wysoki poziom wykształcenia oraz najgłębsza mądrość oświeconych narodów. Na całej linii kościół spotyka się z oporem ‘władzy światowej’, która reprezentuje najwyższe osiągnięcia oraz najwspanialsze ideały ludzkiego umysłu.
Nie wszyscy przeciwnicy kościoła znajdują się poza jego obrębem. W jego uroczystym cieniu, okryci jego szatami, nagłaśniający jego nakazy, reprezentujący go przed światem, znajdują się liczni jego członkowie, którzy są gotowi odrzucać jego autorytet i kwestionować jego supremację. Tłumy, które jeszcze są posłuszne jego dekretom, zaczynają zadawać pytania, a wątpliwość jest pierwszym stopniem w kierunku nieposłuszeństwa i odejścia. Świat nigdy się nie dowie, ile uczciwych dusz w obrębie kościoła boleje w duchu i jest w wielkim utrapieniu, lecz mimo to kładzie pieczęć na usta oraz łańcuch na język ‘dla spokoju sumienia’, żeby tylko nie ‘zgorszyć brata’. Milczą oni nie dlatego, że obawiają się nagany, gdyż minęły te czasy, gdy swobodne wypowiadanie się oznaczało znoszenie prześladowań, a sugestia, że kościół <str. 103> może nie być nieomylny, równała się z oskarżeniem o niewiarę.”
Powiada
on, że nikt nie domaga się nowej Ewangelii, ale starej Ewangelii o nowym
znaczeniu:
“Z wszystkich stron podnoszone są żądania, aby zasady założyciela chrześcijaństwa były głoszone w sposób bardziej dosłowny i wierny. Dla wielu ludzi ‘kazanie na górze’ jest podsumowaniem Boskiej filozofii. ‘Głoście to! Głoście to’, wołają wszędzie reformatorzy wszystkich nurtów. Nie tylko głoście, ale pokazujcie to na własnym przykładzie. ‘Pokażcie nam’, powiadają oni, ‘że wasza praktyka potwierdza te zasady, a wtedy będziemy wam wierzyć! Naśladujcie Chrystusa, a my będziemy naśladować was!’
Tylko że tutaj właśnie leży przyczyna sporu. Kościół wyznaje, iż naucza zasad Chrystusowych, że głosi Jego Ewangelię. Świat słucha i odpowiada: ‘Wypaczyliście Prawdę!’ I oto mamy widowisko – niewierzący świat poucza wierzący kościół o prawdziwych zasadach jego religii! Jest to jeden z najbardziej uderzających i doniosłych znaków czasu. Wszystko jest tu nowe. Światu znana była od początku riposta: ‘Lekarzu, ulecz samego siebie!’ Ale dopiero w naszych czasach ludzie odważyli się powiedzieć: ‘Lekarzu, przepiszemy ci lekarstwo!’
Gdy biedni, potrzebujący, uciskani i smutni, którym każe się spoglądać na niebo i tam dopiero spodziewać się słusznej zapłaty, patrzą na świętobliwych kapłanów i uprzywilejowanych możnowładców odzianych w purpurę i jedwab oraz mających się znakomicie, gdy obserwują ich, jak gromadzą skarby tego świata, które mól i rdza psuje i którym zagrażają złodzieje, gdy widzą ich, jak z lekkim sercem służą i Bogu, i mamonie, poczynają wątpić w ich szczerość.
Szybko też zaczynają się oni jeszcze upewniać w przekonaniu, że nie cała prawda mieszka pod wieżami kościołów oraz że kościół jest bezsilny: nie potrafi zapobiec nieszczęściu, nie umie uzdrawiać chorych, nie potrafi nakarmić głodnych i odziać nagich, nie umie wskrzeszać umarłych i nie potrafi zbawić duszy. Następnie ludzie ci zaczynają mówić, że tak słaby i tak światowy kościół nie może być Boską instytucją. Jeszcze trochę, a zaczną porzucać jego ołtarze. Mówią oni: ‘Zaprzeczenie nieomylności kościoła i skuteczności jego zarządzeń oraz prawdziwości jego wyznań wiary nie jest równoznaczne z zaprzeczeniem skuteczności religii w ogóle. Nie wypowiadamy wojny chrześcijaństwu, lecz <str. 104> kościelnej wizji chrześcijaństwa. Szacunek dla Boskiej Prawdy nie jest sprzeczny z okazaniem głębokiej pogardy wobec kościelnictwa. Ten wspaniały Człowiek, który stąpał po ziemi, którego dotyk oznaczał życie, a uśmiech zbawienie, cieszy się jak najbardziej naszym szacunkiem i miłością. Ale uczuć tych nie zamierzamy już dłużej okazywać instytucjom, które twierdzą, że go reprezentują.
Kościół zarzuca swym oskarżycielom, że są niewierzący i dalej postępuje tak samo, gromadząc skarby, wznosząc świątynie i pałace, zawierając porozumienia z królami i przymierza z mocarzami. Tymczasem uformowane siły przeciwko niemu rosną w liczbę i znaczenie. Kościół utracił przywódczą role, czas jego władzy minął. Jest on wyłącznie znakiem, cieniem. Nie ma też możliwości, by odzyskał on swe utracone panowanie albo powrócił na tron. Marzenia o ogólnoświatowym panowaniu są złudzeniem. Jego berło zostało złamane na zawsze. Żyjemy już w okresie przejściowym. Ruch rewolucyjny obecnej doby jest powszechny i nie do powstrzymania. Trony zaczynają się chwiać. Wulkany zaczynają dymić pod pałacami królów, a gdy przewrócą się trony, runą także i kazalnice.
Ożywienia religijne w przeszłości były jedynie lokalne i krótkotrwałe. Obecnie zaś spodziewamy się ożywienia religijnego o zasięgu światowym – przywrócenia wiary w Boga i miłości do człowieka – kiedy to spełnią się najwspanialsze sny o powszechnym braterstwie. Dokona się to jednak wbrew kościołowi, a nie dzięki niemu, jako reakcja na kościelną tyranię, jako protest przeciwko formom i ceremoniom bez treści.”
W
artykule zamieszczonym w The Forum w październiku 1890, zatytułowanym
“Problemy społeczne a kościół” autorstwa biskupa Huntington, czytamy
następujący komentarz dotyczący bardzo znamiennego i istotnego faktu:
“‘W jednej z publicznych sal w Nowym Jorku wielka, różnorodna publiczność oklaskiwała Jezusa Chrystusa a wygwizdała kościół. W ten sposób nie odpowiedziano na żadne pytanie, nie rozwiązano żadnego problemu, nie dowiedziono żadnego twierdzenia, nie objaśniono żadnego wersetu z Biblii, a jednak był to fakt o takim znaczeniu, jak połowa głoszonych obecnie kazań razem wziętych.’ Następnie wspomniał o tym, że były takie czasy, <str. 105> gdy ludzie wysłuchiwali słów ‘Chrystus i kościół’ w poważnym milczeniu, jeśli już nie z gorliwą pobożnością. Potem zaś zauważył: ‘Dopiero w ostatnich czasach, kiedy ludzie pracy nauczyli się myśleć, czytać, uzasadniać i rozważać, stało się możliwe, że prosty tłum ordynarnie, bo już trudno to nazwać brakiem szacunku, oddziela jedno od drugiego, jednemu oddając cześć, a drugie z pogardą odrzucając’.”
A
oto jeszcze jeden znamienny przykład powszechnego sądu wyrażanego za
pośrednictwem prasy:
“Catholic Review [Przegląd Katolicki] oraz inne gazety nalegają, że powinno prowadzić się ‘nauczanie religii w więzieniach’. Słusznie. My idziemy jeszcze dalej. Nauczanie religii powinno być prowadzone także w innych miejscach poza więzieniami – w domach, na przykład, i w szkołach niedzielnych. O tak, nie damy się prześcignąć w liberalności, jesteśmy za nauczaniem religii także w niektórych kościołach. Nigdy nie za dużo rzeczy dobrych, jeśli korzysta się z nich z umiarem.”
“Kapelan pewnego zakładu karnego wypowiedział się, że dwadzieścia lat temu jedynie około pięć procent więźniów uczęszczało wcześniej do szkoły niedzielnej. Obecnie zaś, wśród rzeczywistych i przypuszczalnych przestępców, jest takich siedemdziesiąt pięć procent. Inny pastor podaje dane dotyczące jednej z izb wytrzeźwień, gdzie odpowiednio liczba ta wynosi osiemdziesiąt procent, a jeszcze inny twierdzi, że spośród kobiet lekkich obyczajów wszystkie były uczennicami szkoły niedzielnej. Prasowy komentarz do tych faktów stwierdzał, że określenie używane wcześniej w odniesieniu do szkoły niedzielnej, że jest ona ‘żłobkiem kościoła’, zaczyna być upiorną satyrą. Co należy zrobić?”
W
ramach dyskusji dotyczących pytania, czy Wystawa Świata Kolumbijskiego w
Chicago powinna być otwarta w niedziele, ujawniono następującą rzecz:
“Jest pewna pociecha. Nawet jeśli nie ma innego wyjścia i jarmarki w rodzaju teatrów czy kasyn będą otwarte w Chicago w niedziele, to i tak pozostaje pocieszająca myśl, że żaden amerykański obywatel nie jest zobowiązany tam chodzić. Nikt nie będzie pod tym względem w gorszej sytuacji, niż to miało miejsce za czasów apostolskich i wczesnego chrześcijaństwa. Oni nie mogli używać policji ani rzymskich legionów do propagowania swych poglądów i nalegania na swych bliźnich, aby ci byli bardziej pobożni niż <str. 106> mają na to ochotę. A przecież to właśnie pierwotne chrześcijaństwo bez żadnej pomocy ze strony państwa – mało tego, chrześcijaństwo prześladowane i cierpiące – naprawdę podbiło świat.”
W
ogólnym poruszeniu, jakie zapanowało w naszych czasach, zarówno w kościele, jak
i w świecie ludzie są zakłopotani i ogarnięci wielkim zamieszaniem. Ich uczucia
zostały dobitnie wyrażone w New York Sun, gdzie czytamy:
“Pytanie, ‘Gdzie my jesteśmy? Gdzie my jesteśmy’ staje się brzemiennym pytaniem religijnym. Profesorowie w katedrach seminaryjnych wykładają nauki, które są tak odległe od oryginalnych poglądów ich dawnych twórców, że pewnie przewracają się oni w grobach. Przedstawiciele kleru w czasie ordynacji podpisują ślubowania, w które prawdopodobnie nie wierzą nawet ci, co je wydają. Zasady są w wielu przypadkach jedynie unoszącymi się na wodzie bojami, które pokazują, jak bardzo okręty kościołów oddaliły się od wyznaczonych na mapie szlaków. ‘Teraz są takie czasy, że każdy powinien postępować tak, jak mu się podoba i każdy dla siebie’ itd. Nikt nie wie, jak się to wszystko skończy, a ci którzy powinni być najbardziej zainteresowani, najmniej o to dbają.”
Tak ostra krytyka dotyczy nie tylko postępowania i wpływów kościoła, ale także najistotniejszych doktryn. Zauważcie, że w podobny sposób myślący ludzie bagatelizują obecnie bluźnierczą naukę o wiecznych mękach dla przeważającej większości rodzaju ludzkiego, przy pomocy której przez wiele lat sprawowano kontrolę nad ludźmi wykorzystując rozbudzane przez nią uczucie strachu. Kler zaczyna dostrzegać gwałtowną potrzebę podkreślenia wagi tej nauki, aby przeciwdziałać rozwojowi liberalizmu.
Pastor dr Henson z Chicago jakiś czas temu wyraził swe poglądy na ten temat. Pewien reporter przeprowadzał potem wywiad z innymi duchownymi na temat jego wypowiedzi. Można było zwrócić uwagę na lekceważący, bezduszny i szyderczy ton wypowiedzi na temat, o którym nie mieli oni najmniejszego pojęcia, ale który wedle ich rzekomych przekonań dotyczy wiekuistego losu milionów spośród ich współbliźnich. Ton ten godny był doprawdy prześladowczego ducha rzymskiego katolicyzmu. <str. 107>
Pastor dr Henson powiedział: “Hades z Nowego Przekładu [Revised Standard Version] Biblii jest jedynie piekłem w przebraniu. Śmierć jest śmiercią, nawet jeśli nazwiemy ją snem, a piekło jest piekłem, nawet jeśli nazwiemy go hadesem. Piekło jest rzeczywistością i jest ono diabelnie przerażające. W piekle będziemy mieli ciała. Zmartwychwstanie ciał oznacza konkretne miejsce oraz fizyczne męki. Jednak fizyczne męki nie są najgorsze. Duchowy ból, wyrzuty sumienia, oczekiwanie, które sprawia, że dusza będzie wiła się w cierpieniach, tak jak się wije robak na rozpalonych węglach – to jest najgorsze, a takie męki czekają grzeszników. Pragnienie i brak wody, by je zaspokoić, głód i brak jedzenia, aby się nasycić, nóż, który wbija się w serce po to, aby być wbity w nie jeszcze raz – bez końca i straszliwie. Oto piekło, które nas czeka. Śmierć przynosi uwolnienie z kieratu życia, lecz w piekle nie ma ulgi.”
Jakie wrażenie wywarło kazanie “doktora”? Być może uda się to komuś ocenić na podstawie wywiadów, jakie dziennikarze przeprowadzili z duchownymi następnego poranka.
“‘Co pan sądzi o piekle? Czy rzeczywiście wszyscy zostaniemy ochrzczeni w jeziorze roztopionej siarki i surówki żelaza, jeśli się nie poprawimy?’ – zapytał reporter prof. Swinga, jednego z najsłynniejszych kaznodziei w Chicago. Następnie prof. Swing zaczął się zanosić tak serdecznym śmiechem, że aż jego różowe policzki zrobiły się całkowicie czerwone jak u uczennicy. Wybitny kaznodzieja tak bębnił palcami po brzegu wykładanego stołu, że aż klosz jego małej lampki do czytania zaczął grzechotać, tak jakby i on się śmiał. ‘Po pierwsze’, powiedział, ‘myślę, że zdaje sobie pan sprawę z tego, że na temat piekła i przyszłej kary tak naprawdę to wiemy bardzo niewiele. Tymczasem moja metoda uzgadniania wszystkiego w Biblii polega na uduchowianiu. Uważam, że kara będzie proporcjonalna do grzechu. Skoro jednak przyszły świat będzie duchowy, to również nagrody i kary muszą zostać uduchowione.’
Pastor M. V. B. Van Ausdale śmiał się, gdy czytał sprawozdanie z kazania dr Hensona a następnie powiedział: ‘Owszem, on musi mieć rację. Znałem się z dr Hensonem przez jakiś czas i głosowałbym na niego z zamkniętymi oczami. Każdy z nas przyznaje, że istnieje piekło, czyli miejsce odpłaty i odpowiada ono wszystkim właściwościom przypisanym mu przez dr Hensona.’
Dr Ray przyjrzawszy się drukowanej wersji kazania stwierdził, że dr <str. 108> Henson wyraził takie samo stanowisko, jakie i on by zajął w tej sprawie.
Duchowni kongregacjonalni zgromadzeni w Grand Pacific na zwykłym posiedzeniu, przy drzwiach zamkniętych i bezpiecznie strzeżeni, wpuścili jednak na salę reportera Evening News [Wiadomości Wieczorne], który po zakończeniu zebrania zapytał, czy czytali lub słyszeli o kazaniu dr P. S. Hensena na temat piekła, które wygłosił poprzedniego wieczoru.’
Jednym z zainteresowanych uczestników tego spotkania był dr H. D. Porter z Pekinu w Chinach. Wstał on tego dnia wcześnie i zdążył pobieżnie przejrzeć wydrukowane w gazetach kazanie dr Hensona. Powiedział on: ‘Nie znam dr Hensona, ale sądzę, że jego odczucia są właściwie słuszne. U nas w Chinach nie będę głosił o siarce i rzeczywistych fizycznych mękach. Nie będę też mówił, że piekło będzie miejscem, gdzie realne cierpienia zostaną zastąpione wyłącznie intensywnymi cierpieniami psychicznymi i udrękami umysłu. Przyjmę stanowisko pośrednie, które określa piekło jako miejsce odpłaty, która łączy w sobie cierpienia fizyczne i psychiczne i ucieleśnia zasady ogólnie przyjęte wśród współczesnych duchownych.’
Inny przyjezdny pastor Spencer Bonnell z Cleveland w Ohio zgodził się z dr Hensonem w każdym szczególe. ‘Nadchodzi czas’, powiedział, ‘aby rozwijać jakieś powszechne koncepcje piekła, które doprowadziłyby każdy umysł do takiego samego rozumienia. Pastor H. S. Wilson nie miał wiele do powiedzenia, ale przyznał, że zgadza się z dr Hensonem. Pastor W. A. Moore wyraził podobne przekonania.
Pastor W. H. Holmes napisał: ‘Dr Henson jest wspaniałym kaznodzieją, który dobrze rozumie swoje przekonania oraz umie je wyrazić jasno i dobitnie. Streszczenie to dowodzi, że wygłosił on, jak zwykle, bardzo interesujące kazanie. Jego stanowisko w tym zakresie zostało na ogół dobrze przyjęte. Co do materialnego ciała, to nie wiem – ’
‘Nie wie Pan?’
‘Nie, jak ktoś umrze, to się przekona.’
Duchowni baptystyczni uważają, że ortodoksyjne kazanie dr Hensona na temat piekła było niemal całkowicie słuszne, a ci, którzy podjęli dyskusję na ten temat na porannym zebraniu, wyrażali się o nim w ciepłych słowach pochwał. <str. 109> Reporter Evening News pokazał sprawozdanie z kazania kilkunastu duchownym. Wszyscy twierdzili, że zgadzają się z wyrażonymi tam poglądami, ale tylko czterech było gotowych podjąć dyskusję na ten temat. Pastor C. T. Everett, wydawca czasopisma Sunday-School Herald, stwierdził, że poglądy wyrażone przez dr Hensona są ogólnie uznawane przez duchownych baptystycznych. ‘Nauczamy o wiecznym i przyszłym karaniu za grzechy tego świata’, powiedział. ‘Co się zaś tyczy rzeczywistego piekła z ogniem i siarką, to raczej zbyt wiele się na ten temat nie mówi. Wierzymy w karanie i wiemy, że będzie ono surowe, ale większość z nas zdaje sobie sprawę, że nie sposób dowiedzieć się w jaki sposób będzie ono wymierzane. Jak powiada dr Henson, jedynie ludzie prymitywni mogą uważać, że piekło oznacza cierpienia wyłącznie fizyczne. Najgorszy jest ból psychiczny, a tak właśnie będą musieli cierpieć biedni grzesznicy. Dr Perrin wyraził się z wielkim przekonaniem, że marnuje czas każdy, kto usiłuje dowieść, że nauczanie dr Hensona nie ma podstaw biblijnych, gdyż są to rzeczy jak najbardziej słuszne.
Pastor, pan Ambrose, duchowny o długiej karierze, był bardzo zadowolony z tego kazania. Wierzy on w każde słowo, które wygłosił dr Henson na temat przyszłych mąk dla biednych grzeszników. ‘Większość kaznodziei baptystycznych wierzy w piekło’, stwierdził, ‘a także je głosi’.
Pastor pan Wolfenden powiedział, że nie czytał jeszcze relacji na temat owego kazania, ale jeśli było w nim coś na temat piekła i przyszłej kary, to zgadza się z doktorem i uważa, że większość duchownych baptystycznym podziela te poglądy, jakkolwiek jest kilku, którzy nie wierzą w piekło w ściśle ortodoksyjnym ujęciu tego zagadnienia.
Na podstawie tego wszystkiego, co zebrał reporter można śmiało powiedzieć, że gdyby pojawiły się wątpliwości w tym temacie, to duchowni baptystyczni nie byliby wcale zacofani udzielając pełnego poparcia dla poglądów dr Hensona o rzeczywistym, staromodnym, ortodoksyjnym piekle.
Tak więc duchowieństwo wyraża swoje poglądy, jakoby wieczne męki dla ich współbliźnich były kwestią zwykłej konsekwencji w rozumowaniu, o czym można rozmawiać używając nonszalanckich żartów i śmiejąc się i co można uznać za prawdę nie podając ani jednego dowodu lub biblijnej argumentacji. Tymczasem świat zwraca uwagę na taką zarozumiałą arogancję i wyciąga w tym zakresie wnioski dla siebie. <str. 110>
W czasopiśmie Globe Democrat [Światowy Demokrata] czytamy: “Dobre wieści docierają z Nowego Jorku, gdzie Amerykańskie Towarzystwo Traktatów proponuje, by wycofać z obiegu cały duchowy pokarm, jaki oferowało przez ostatnie pięćdziesiąt lat i chce całkowicie zrewidować swoje poglądy religijne. Faktem jest, że świat wyrósł z ostrych i pikantnych potraw, które odpowiadały poprzedniemu pokoleniu, i wywołanie reakcji u słuchaczy całkowicie przerasta dziś siły kilku gorliwych dżentelmenów. Także kościoły wolnym krokiem, spokojnie przechadzają się wraz z resztą świata, głosząc tolerancję, humanitaryzm, przebaczenie, dobroczynność i miłosierdzie. Być może to wszystko nieprawda, a my ciągle powinniśmy czytać i wierzyć w najwłaściwsze dla nas granatowo-czarne proroctwa. Tyle że ludzie tego ani nie czynią, ani nie mają na to ochoty.”
Inne
czasopismo stwierdza:
“Dr Rossiter W. Raymond, sprzeciwiając się wysłaniu składek na rzecz Amerykańskiej Rady Misji Zagranicznych, powiedział dość energicznie: ‘Mam już naprawdę dość ciągłego tolerowania żebraniny Amerykańskiej Rady o poparcie ich misjonarzy, którzy niezmiennie wierzą w potępienie pogan i potępieńczą herezję, że Bóg nie kocha pogan. Mam już dosyć tego całego nędznego oszustwa i nie dam ani grosza na propagowanie wieści o potępieniu. Nie pozwolę, aby nauka ta była głoszona za moje pieniądze. To, że Bóg jest miłością, jest dobrą nowiną, lecz stała się ona starą, wyświechtaną prawdą dzięki tym właśnie ludziom, którzy wleką swe miażdżące wozy przez pogańskie kraje i każą nam żywić bestie, które je ciągną. Moim chrześcijańskim obowiązkiem jest nieudzielanie żadnego poparcia tym, którzy nauczają pogan, że ich ojcowie poszli do piekła.”
Widzimy
więc, jak obecny porządek rzeczy chwieje się na wadze opinii publicznej.
Nadszedł czas wyznaczony na jego obalenie. Wielki Sędzia całej ziemi unosi wagę
ludzkiego rozumu i wskazuje na odważniki prawdy i sprawiedliwości, a
zwiększając strumień światła rozwoju wiedzy, nawołuje świat do sprawdzenia i
doświadczenia sprawiedliwości Jego decyzji skazującej na zniszczenie puste
szyderstwo fałszywych roszczeń chrześcijaństwa. Świat stosuje ten sprawdzian
stopniowo, ale szybko, aż w końcu wszyscy dojdą do tego samego wniosku: Babilon
– <str. 111> wielkie miasto zamieszania, wraz ze swymi wyniosłymi
władzami świeckimi i kościelnymi, wraz z całym domniemanym dostojeństwem,
bogactwem, tytułami, wpływami, zaszczytami, całą próżną chwałą – jak wielki
kamień młyński zostanie wrzucony do morza (niespokojnego morza nieopanowanych
ludzi), aby już nigdy nie powstać (Obj. 18:21; Jer. 51:61-64).
Jego
zniszczenie dokona się całkowicie przy zakończeniu wyznaczonych “Czasów Pogan”
– w 1915 roku.1 Wydarzenia gwałtownie
rozwijają się w kierunku takiego przesilenia i zakończenia. Chociaż rozprawa
nie jest jeszcze zakończona, już dziś ludzie widzą napis obwieszczający jego
wyrok – “Zważonyś na wadze, a znalezionyś lekki”! Stopniowo zostanie wykonany
wyrok na Babilonie, na chrześcijaństwie. Stare przesądy, które od dawna
przedłużały jego istnienie, zostały już prawie usunięte. Stare wyznania wiary i
przepisy prawne, tak dawniej szanowane i bez wahania popierane, są obecnie
otwarcie kwestionowane. Wykazuje się ich niespójność oraz wyśmiewa namacalne
błędy. Ludzie nie kierują się jednak w stronę Biblijnej Prawdy i zdrowego
rozsądku, ale popadają w niewiarę, która szerzy się tak poza nominalnym
kościołem, jak i w jego obrębie. Wśród tych, którzy uznają samych siebie za
Kościół Chrystusa, Słowo Boże nie jest już ani zasadą wiary, ani przewodnikiem
życia. Jego miejsce zajmują ludzkie filozofie i teorie. Kwitną pogańskie
wymysły tam, gdzie dawniej nie miałyby przystępu.
1 Zob. Przedmowa z 1916 roku oraz “Nadszedł Czas” (II Tom), str. 5-6 – przyp.tłum.
Jedynie
niewielu członków wielkich kościołów nominalnych jest na tyle trzeźwych, żeby
zdać sobie sprawę ze swego opłakanego stanu, jeśli nie brać pod uwagę stanu
liczebnego i finansowego. Ich członkowie, ci siedzący w ławkach i ci stojący za
mównicami, są jednak do tego stopnia odurzeni i oszołomieni duchem światowości,
zostali przez niego tak pochłonięci, że nie są w stanie zauważyć jego duchowego
upadku. Jednak pod względem liczebnym <str. 112> oraz finansowym to
osłabienie odczuwa się bardzo dotkliwie, bowiem z jego trwałością powiązane są
interesy, perspektywy i przyjemności obecnego życia, aby je zaś zaspokoić
powstaje konieczność ciągłego wykazywania, że realizowane jest to, co oni
uważają za podstawowe polecenie od Boga – nawrócenie świata. Miarę jego sukcesu
w tym zakresie stwierdzimy w następnym rozdziale.
Gdy
patrzymy na to, jak Babilon został pozwany, aby się tłumaczył w obecności
całego świata, z całą siłą przychodzi nam na myśl proroctwo Psalmisty o tych
wydarzeniach, które zacytowaliśmy na początku tego rozdziału! Chociaż Bóg
milczał przez całe wieki, gdy zło triumfowało w Jego imieniu, a prawdziwi
święci cierpieli różne prześladowania, to jednak nie pozostanie niepomny na te
rzeczy. I właśnie teraz nadszedł czas, o którym powiedział On przez proroka
mówiącego: “Ale będę cię karał, i stawięć to przed oczy twoje”. Niech
więc wszyscy, którzy czuwają i są po właściwej stronie w tych niesłychanie
ważnych czasach, zwracają na to uwagę i zauważą jak doskonale pasują do siebie
proroctwo oraz jego wypełnienie. <str. 113>
Babilon przed wielkim sądem
Jego zamieszanie – narodowe
Niepokój władz świeckich wobec
odbywającego się przeciwko nim sądu – W strachu i nieszczęściu usiłują zawierać
z sobą sojusze oraz daremnie liczą na powrót dawnej władzy kościoła –
Powiększają armie i floty – Obecne przygotowania wojenne – Siły zbrojne na
lądzie i na morzu – Ulepszenia w technice wojskowej, nowe odkrycia, wynalazki,
materiały wybuchowe itp. – pobudźcie mocarzów, kto słaby, niech rzecze: Mocnym
ja; Przekujcie lemiesze wasze na miecze, a kosy wasze na oszczepy; itp. –
Wyjątkowa pozycja Stanów Zjednoczonych, którym mimo to zagraża jeszcze większe
zło niż Europie – Wołanie: Pokój! Pokój! Choć nie masz pokoju.
“Albowiem te dni są pomsty, aby się wypełniło wszystko, co napisane. (…) Na ziemi uciśnienie narodów z rozpaczą, gdy zaszumi morze i wały; Tak, iż ludzie drętwieć będą przed strachem i oczekiwaniem tych rzeczy, które przyjdą na wszystek świat; albowiem mocy niebieskie poruszą się. A tedy ujrzą Syna człowieczego, przychodzącego w obłoku z mocą i chwałą wielką.”
“Jeszcze ja raz poruszę nie tylko ziemią, ale i niebem. A to też mówi: Jeszcze raz, pokazuje zniesienie rzeczy chwiejących się, jako tych, które są uczynione, aby zostawały te, które się nie chwieją. (…) Albowiem Bóg nasz jest ogniem trawiącym” – Łuk. 21:22,25-27; Hebr. 12:26-29.
Nie ulega wątpliwości, że świeckie władze chrześcijaństwa są świadome, iż toczy się przeciwko nim sprawa sądowa, a stabilność ich rządów jest mocno wątpliwa. 2 lipca 1874 roku, dokładnie na początku <str. 114> obecnego czasu żniwa, Disraeli, będąc premierem Anglii, tak przemawiał do brytyjskiego parlamentu: “Wielki kryzys świata jest bliżej niż niektórzy sądzą. Dlaczego chrześcijaństwo jest tak zagrożone? Obawiam się, że cywilizacja niebawem upadnie.” Następnie powiedział: “Gdzie tylko nie spojrzeć, wszędzie daje się odczuć nastrój niezadowolenia, ucisk narodów, serca ludzkie drętwiejące ze strachu. (…) Nie sposób nie zauważyć tych zjawisk. Każdy, kto czyta gazety musi przyznać, że na otaczającym nas politycznym niebie zbiera się na burzę. (…) Musi nastąpić jakiś gigantyczny wybuch. Wszystkie rządy europejskie są niespokojne. Każdy król i władca trzyma dłoń na rękojeści miecza; (…) Przed nami straszliwe czasy. Zbliżamy się do końca!”
Jeśli
już na samym początku sądu wyłaniał się taki zarys, to o ileż bardziej
złowieszcze muszą wydawać się obecne znaki czasu!
Z
artykułu pod tytułem “Niepokój Europy” zamieszczonego w London Spectator
[Obserwator Londyński] cytujemy następujący fragment:
“Czemu należy przypisać niepokój szerzący się w Europie? Musimy stwierdzić, że chociaż po części wynika on z sytuacji we Włoszech, to jednak jego główną przyczyną jest fala pesymizmu przetaczająca się właśnie przez Europę, wywołana częściowo trudnościami ekonomicznym a częściowo pojawieniem się na świecie sił anarchistycznych. To drugie zjawisko wystąpiło znacznie bardziej intensywnie na kontynencie niż w Anglii. Politycy za granicą nieustannie obawiają się niebezpieczeństwa, które zagraża od dołu – niebezpieczeństwa, które objawia się podkładaniem bomb. Uważają oni, że anarchiści są jedynie przednią strażą zastępów, które zagrażają cywilizacji. Jeśli nie zostaną one obłaskawione albo powstrzymane, zmiażdżą cały istniejący obecnie porządek. Spodziewają się oni dla siebie niedobrej przyszłości w sprawach wewnętrznych, gdyż zdają sobie sprawę z tego, że obecny cichy spokój należy zawdzięczać wyłącznie bagnetom. Oceniając sytuację wewnętrzną bez większych nadziei na poprawę, mają naturalnie skłonność do ponurego patrzenia także na politykę zagraniczną. Mając przekonanie, że to już długo nie potrwa, widzą w każdym poruszeniu (…) zapowiedź szybko zbliżającego się końca. W rzeczywistości wykazują oni w polityce skłonność do pesymizmu, która jest tak zauważalna w literaturze <str. 115> i społeczeństwie. Pesymizm ten jest obecnie w znacznym stopniu pogłębiony przez falę kryzysu ekonomicznego.”
Następujący
fragment z innego wydania tego samego czasopisma, również dotyczy tematu:
“Prawdziwe niebezpieczeństwo na kontynencie – Pan Jules Roche ostrzega wszystkich. Jego wtorkowe przemówienie, które spotkało się z wielkim zainteresowaniem we francuskiej Izbie Deputowanych, ponownie przypomniało Europie o tym, jak cienka jest skorupa, która powstrzymuje wulkaniczne płomienie. Wykazywał on, że Francja po wszystkich ofiarach, jakie złożyła – ofiarach, które zgniotłyby każdy uboższy rząd – nadal jest nieprzygotowana do wojny; że trzeba zdobyć się na więcej, a przede wszystkim, trzeba więcej wydać, aby uznać, że Francja jest bezpieczna i przygotowana. Dalej uznał on Niemcy za strasznego i groźnego wroga, z którego inwazją należy się cały czas liczyć, a który w tym momencie jest znacznie silniejszy niż Francja. W swym najnowszym programie wojskowym cesarzowi Wilhelmowi II – jak powiada pan Roche – udało się objąć cały swój naród obowiązkiem poborowym, zwiększyć liczebność armii rzeczywiście przygotowanej do wymarszu i walki do 550 tys. żołnierzy z wystarczającą liczbą oficerów, pełnym wyposażeniem, planowo rozmieszczonych, aby byli gotowi natychmiast, gdy tylko w jego ustach zabrzmi fatalny rozkaz, który jego dziadek zawarł w dwóch słowach ‘Krieg-Mobil’ [mobilizacja wojenna]. W przeciwieństwie do tego Francja, chociaż jej sieć poboru wojskowego jest równie obszerna, miała zaledwie 400 tys. żołnierzy pod bronią, a jeszcze w celach oszczędnościowych stale zmniejszała i tę niewielką liczbę. Tak więc w początkowym okresie wojny, który dzisiaj na ogół decyduje o jej końcu, Francji, która ma przeciwników przynajmniej na dwóch frontach, zabraknie około 150 tys. żołnierzy i zanim pełna liczba stanie do dyspozycji jej generałów, może się ona znaleźć w straszliwej albo nawet katastrofalnej sytuacji. Deputowani, nie należąc wcale do zwolenników pana Julesa Roche’a, wysłuchali z przerażeniem jego przemówienia, a pan Felix Faure zdecydował, po raz pierwszy od sześciu lat, że skorzysta z zapomnianych uprawnień przysługujących Prezydentowi Republiki i będzie osobiście przewodniczył w posiedzeniu Naczelnej Rady Wojskowej, która miała się odbyć 20 marca. Najwidoczniej zamierza on, jako wykształcony przedsiębiorca, dokonać inwentaryzacji armii, aby <str. 116> osobiście przekonać się, ile Francja posiada armat, koni i żołnierzy pod bronią, którzy będą gotowi wyruszyć do walki natychmiast po ogłoszeniu alarmu. Jeśli stan posiadania armii okaże się niewystarczający jak na jej potrzeby, będzie on nalegał, aby dokonać nowych zakupów. Jednak przy obecnym stanie zasobności jego ‘firmy’ może się okazać, że kapitał Francji jest niewystarczający, by zrealizować przedsięwzięcie zakupu nowego sprzętu, który jest niesłychanie drogi. Niezależnie od wszystkiego, chce on jednak znać całą prawdę.
Pan Faure jest rozsądnym człowiekiem. Lecz jakże oświecający wpływ na sytuację w Europie może mieć jego działalność, wywołana przemówieniem pana Roche’a! Istnieje przekonanie, że gwarancją pokoju może być strach przed wojną, gdy tymczasem wyraźnie mówi się o wojnie, a przygotowania do niej wydają się być obecnie najważniejszym zajęciem polityków, i to w stopniu większym niż kiedykolwiek po roku 1870. Wiemy, na jak niewielki opór natknął się cesarz niemiecki w zeszłym roku przy wprowadzaniu zmian, które tak poruszyły pana Julesa Roche’a. Mimo znacznego skrócenia czasu służby, mającego na celu przekonanie społeczeństwa do tych zmian, ludność i tak nie jest im zbyt przychylna. Nie ma ona po prostu ochoty ponosić zwiększonych kosztów. Zgadza się jednak z koniecznością tych działań i podporządkowuje się. I tak Niemcy są dzisiaj gotowe do rozpoczęcia działań wojennych w ciągu 24 godzin od wydania rozkazu. Francja, choć z desperacją, ale także się podporządkuje i będziemy świadkami przygotowań i składania pieniędzy, które zostałyby odrzucone z niesmakiem, gdyby nie paraliżujące poczucie zagrożenia. Francuzi, jeszcze bardziej niż Niemcy, są znużeni ciągłymi wydatkami, ale możemy być pewni, że będą płacić, gdyż boją się dnia, w którym armia mocniejsza od ich własnej wkroczy do Paryża albo Lyonu. Filozofowie oświadczają, że ‘napięcie’ między Francją a Niemcami wzrasta zauważalnie wolniej, dyplomaci zapewniają, że to wszystko jest pokój, gazety z wdzięcznością odnotowują uprzejmość cesarza, Francja bierze nawet udział w uroczystościach na cześć Niemiec i ich floty. W tym samym czasie naród i jego przywódcy zachowują się tak, jakby natychmiast miała wybuchnąć wojna. Nie byliby oni tak wrażliwi ani tak aktywni, ani tym bardziej gotowi do ofiarowania swego bogactwa, gdyby nie spodziewali się, że wojna jest kwestią kilku miesięcy. Należy pamiętać, że nie zdarzyło się nic takiego, co miałoby uwydatnić zawiść między oboma narodami. Nie zdarzył się żaden incydent na granicy. Cesarz nikomu nie groził. W Paryżu nie ma nawet partii, która by nawoływała do wojny. Doprawdy wydaje się, że Paryż odwrócił oczy od Niemiec, by <str. 117> rzucać ogniste spojrzenia zaprawione nienawiścią i zachłannością w kierunku Wielkiej Brytanii. Na koniec wreszcie nie ma żadnych oznak ani sygnałów z Rosji świadczących o tym, jakoby nowy car pragnął wojny, spodziewał się jej, czy też szczególnie się do niej przygotowywał. A jednak najmniejsza nawet wzmianka o wojnie ujawnia, że Niemcy są do niej skrupulatnie przygotowane, zaś Francja jest poruszona, wściekła i zaniepokojona, czy aby i ona jest dostatecznie przygotowana. Nie chodzi więc o żadną ‘wiadomość z ostatniej chwili’. Jest to stan trwały, który staje się co jakiś czas tematem dyskusji i wtedy od razu twierdzi się ze wszystkich stron, że sytuacja zmusza Niemcy i Francję do takiego pogotowia, aby można było rozpocząć wojnę zaczepną w ciągu 24 godzin od wydania rozkazu. ‘Podwójcie swój podatek od tytoniu, Niemcy’, wołał książę Hohenlohe w tym tygodniu, ‘gdyż musimy mieć żołnierzy’. ‘Zrujnujcie gospodarkę’, krzyczy pan Roche, ‘ponieważ mamy o 150 tys. żołnierzy za mało’. Zauważcie jednak, że w żadnym z tych krajów nawoływania te nie wzniecają ani paniki, ani ‘krachu’, ani żadnych istotnych zaburzeń w handlu. Niebezpieczeństwo jest zbyt chroniczne, zbyt wyraźnie uzmysłowione, zbyt powszechnie akceptowane jako jeden z wielu warunków życia. Jest zawsze obecne. Zapomina się o nim tylko dlatego, że ludzie są zmęczeni słuchaniem dyskusji ciągle na ten sam temat. I to jest najsmutniejsze w całej tej sprawie. Wojna grozi Niemcom czy Francji mniej więcej tak, jak Wezuwiusz zagraża Torre del Greco, nie jest to nic ponad zwykłą przyblakłą świadomość, że wulkan jest, był i będzie aż do czasu kolejnej erupcji.
Nie sądzimy, by przemówienie pana Julesa Roche’a miało mieć jakieś nagłe konsekwencje poza zwiększeniem podatków i być może kilkoma zmarszczkami na czole prezydenta, ponieważ nie będzie on zadowolony ze wszystkich wyników planowanego przeglądu, a jest on przyzwyczajony nalegać, aby jego wymagania były zaspokajane. W każdym razie dobrze, że Europie przypomina się od czasu do czasu, że ani władcy, ani politycy, ani nawet narody nie mogą sobie dzisiaj pozwolić na spokojny sen, że statki państw płyną obecnie między górami lodowymi i straże muszą czuwać bez najmniejszej chwili wytchnienia. Zaniedbanie się przez jedną godzinę może spowodować zatonięcie pancernika. Zdaje się, że nie jest to łatwa sytuacja dla cywilizowanej części świata, od której mieszkańców wymaga się coraz większej ilości przymusowej pracy, zgody na coraz mniejsze zarobki i większej gotowości do polegnięcia w <str. 118> polu z połamanymi kośćmi. Gdzież więc należy szukać rozwiązania? Ludy gorączkowo takowego poszukują, a politycy chętnie by im pomogli, gdyby tylko potrafili. Królów po raz pierwszy w historii ogarnia obrzydzenie na myśl o wojnie, jak gdyby nie było żadnej szansy na nagrodzenie wkalkulowanego w nią ryzyka. Wszyscy są jednak bezsilni, gdy chodzi o poprawę sytuacji, która dla nich nie oznacza nic innego poza większym wysiłkiem, mniejszą wygodą i większą odpowiedzialnością. Jedyną pociechą dla ludów jest to, że nie są w gorszym położeniu niż ich bracia z Ameryki, gdzie bez obowiązkowego poboru, bez zagrożenia wojną, właściwie bez granic, skarb państwa jest równie przeciążony jak w Europie, ludzie są tak samo wyzyskiwani przez zaburzenia wartości pieniądza, jak gdyby była wojna. Ludzie są tak przygnieceni troską, jak gdyby w każdej chwili mieli być wezwani do obrony swych domów. Nigdy nie było w historii takiej sytuacji jak obecnie w Europie, a przynajmniej od czasu jak ustały prywatne wojny. Znając zaś drogi rozwoju ludzkości powinniśmy się dziwić, że nieustannie uchodzi uwadze to, że ludzie zawsze muszą interesować się błahostkami i że zawsze konieczne jest przemówienie w rodzaju tego, które wygłosił pan Jules Roche, aby ludziom otwarły się oczy. ‘Mamy dwa miliony żołnierzy’, powiada pan Jules Roche, ‘ale tylko czterysta tysięcy z nich przebywa w koszarach, a to jest o sto pięćdziesiąt tysięcy ludzi za mało’ i każdy jest przekonany, że ma on całkowitą rację. Przedstawiciele ludu wyglądają na poważnie zatroskanych, a głowa państwa ucieka się do dawno zapomnianej metody, aby zmusić dowódców armii do powiedzenia tego, co Francuzi nazywają ‘prawdziwą prawdą’. Nie należymy do stowarzyszenia pacyfistów i nie wierzymy w utopie, ale nawet my jesteśmy czasami zmuszeni przyznać, że świat jest beznadziejnie głupi i że każde wyjście byłoby lepsze – nawet odstąpienie Elsass-Lothringens Niemcom albo Alsace-Lorraine Francji – niż owo nie kończące się i bezskuteczne podporządkowywanie przyszłości posłuszeństwu strachu, który nawet przez tych, co się nim kierują, jednogłośnie uznawany jest za chimeryczny. Nie jest on jednak bynajmniej chimeryczny, a nazywany jest tak tylko przez układność. Czyż nie można z tym skończyć, zanim wszystko legnie w gruzach?”
Poniższy
wyjątek pochodzi z przemówienia pana Jamesa Becka <str. 119> z izby
adwokackiej w Filadelfii, opublikowanego w The Christian Statesman
[Chrześcijański Polityk]. Przemówienie było zatytułowane “Uciśnienie narodów” i
stanowiło retrospektywne spojrzenie na minione wieki.
“Nasz wiek, zapoczątkowany hukiem napoleońskich armat na równinie Marengo i zaznaczający swój koniec podobnymi odgłosami dobiegającymi zarówno ze wschodu jak i z zachodu, nie zaznał ani jednego roku pokoju. Od 1800 roku Anglia przeprowadziła 54 wojny, Francja – 42, Rosja – 23, Austria – 14, Prusy – 9, co daje w sumie 142 wojny prowadzone przez pięć narodów, spośród których przynajmniej cztery uznaje Ewangelię Chrystusa za swą religię państwową.
Gdy świtała era chrześcijaństwa, stała armia rzymska liczyła, według Gibbona, około czterystu tysięcy ludzi i była rozproszona na obszernym terytorium od Eufratu po Tamizę. Obecnie liczebność stałych armii europejskich przekracza cztery miliony, a liczba rezerwistów, którzy służyli co najmniej dwa lata w koszarach i są wyćwiczonymi żołnierzami, przekracza szesnaście milionów. Ocenienie lub wyobrażenie sobie takiej liczby przerasta możliwości ludzkiego umysłu. Biorąc pod uwagę fakt, że jedna dziesiąta fizycznie sprawnych mężczyzn tego kontynentu stoi pod bronią, podczas gdy jedna piąta liczby kobiet wykonuje za nich najcięższą, czarną robotę w warsztacie czy w polu, ze smutkiem musimy przyznać rację panu Burke: ‘Minęły czasy rycerskości. (…) Chwała opuściła Europę’. Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat niemal podwojono liczebność armii, a dług publiczny narodów europejskich, wyciśnięty z potu ludzi i przeznaczany głównie na cele wojskowe, osiągnął niewyobrażalną wysokość dwudziestu trzech miliardów dolarów. Gdyby ktoś chciał mierzyć zainteresowania ludzi ilością wydawanych pieniędzy, to niewątpliwie główną pasją cywilizowanej Europy u schyłku dziewiętnastego stulecia jest wojna, jako że jedna trzecia wszystkich dochodów osiąganych z pracy i kapitału przeznaczona jest na opłacenie odsetek od kosztów minionych wojen, jedna trzecia na przygotowania do przyszłych wojen, a pozostała jedna trzecia na wszystkie inne sprawy.
Współczesny człowiek odłożył włócznie, lance, miecze i topory jak zabawki z okresu dzieciństwa. Zamiast nich mamy karabiny wojskowe, z których można <str. 120> wystrzelić dziesięć razy bez ładowania. Mogą one razić na odległość prawie pięciu kilometrów, a ich długi niklowany pocisk potrafi zabić troje ludzi, zanim zostanie wyhamowana jego niszczycielska siła. Karabiny wykorzystujące bezdymny proch dodają do wszystkich horrorów wojny jeszcze jeden – możliwość rażenia żołnierzy siłą niewidzialnego pioruna. Użycie karabinów praktycznie wyeliminowało z walki kawalerię. Dni ‘wyśmienitych szarż’, takich jak pod Balaklawąs, należą do przeszłości, gdyby zaś ludzie Picketta mieli dzisiaj powtórzyć swą wspaniałą szarżę, zostaliby unicestwieni, zanim udałoby im się przekroczyć drogę emmitsburską. Niszczycielska siła współczesnych karabinów przechodzi wszelkie pojęcie. Eksperymenty wykazały, że rozbijają one mięśnie na miazgę, a kości miażdżą na proch. Kończyny trafione kulą z karabinu są nie od uratowania, zaś postrzelenie w głowę lub klatkę piersiową nieuchronnie kończy się śmiercią. Współczesne karabiny maszynowe potrafią oddawać tysiąc osiemset sześćdziesiąt strzałów na minutę czyli trzydzieści strzałów na sekundę. Jest to tak nieprzerwany strumień, że mógłby się on wydać ciągłą liną z ołowiu, której straszliwy dźwięk przypomina szatańską pieśń. Bronią Tytanów jest współczesne działo trzystumilimetrowe, które może wyrzucać pocisk na odległość trzynastu kilometrów i przenikać stal na głębokość czterdziestu sześciu centymetrów, nawet gdy powierzchnia stalowej blachy jest utwardzana w procesie Harveya, czyli nawęglana, tak aby nie można było jej przewiercić nawet najlepszym wiertłem. Powszechnie znane jest również zagadnienie współczesnej floty z jej ‘handlowymi niszczycielami’. Wybudowanie jednego statku kosztuje cztery miliony dolarów. Jest on opancerzony stalowymi płytami o grubości czterdziestu sześciu milimetrów, napędzany jest silnikami o mocy jedenastu tysięcy koni mechanicznych i może pływać z prędkością dwudziestu czterech mil na godzinę. Jeden taki statek mógłby pod Trafalgarem rozpędzić liczące ponad sto statków połączone floty Hiszpanii, Francji i Anglii jak stado gołębi albo zmusić do ucieczki Hiszpańską Armadę jak jastrząb, który wpada do gołębnika. A mimo to, dzięki nieustannemu wyścigowi zbrojeń, owe lewiatany głębin mogą być błyskawicznie zniszczone, jak uderzeniem pioruna, jedną dynamitową torpedą.
Jeśliby te przygotowania wojenne, rozciągające się na wodach i okrywające ciemnością lądy, miały coś oznaczać, to wskazywałyby, że cywilizowany człowiek znalazł się na krawędzi straszliwego kataklizmu, którego jest najwidoczniej tak samo nieświadomy, jak mieszkańcy Pompei, którzy w ostatnich, fatalnych dniach istnienia swego miasta z obojętnością patrzeli <str. 121> na potężny słup dymu wydostający się z ujścia krateru. Nasz wiek, jak żaden inny, sieje smocze zęby stałych armii, a ziarno ludzkości dojrzało już do krwawego żniwa. Potrzeba tylko podpalacza w rodzaju Napoleona, a świat stanie w płomieniach.
Zaprzeczanie, że właśnie taki jest kierunek owych bezprecedensowych przygotowań, byłoby podobne do przekonania, że siejąc osty można zbierać figi albo do oczekiwania nieustających blasków słońca tam, gdzie sialiśmy wiatr. Wojna między Chinami i Japonią, prowadzona tylko częściowo przy użyciu nowoczesnego uzbrojenia i przez ludzi, którzy nie całkiem rozumieli jego działanie, nie stanowi dobrego przykładu możliwości przyszłego konfliktu. Najbardziej liczący się z korespondentów wojennych, Archibald Forbes, stwierdził ostatnio: ‘Jest rzeczą praktycznie niemożliwą, aby ktoś sobie dziś dokładnie, w całej pełni wyobraził, czym będzie kolejna wielka bitwa dla zdezorientowanego i przerażonego świata. Znamy elementy, które złożą się na jej przerażający kształt, ale jest to wiedza czysto teoretyczna. Ludzie muszą jeszcze zostać przerażeni grozą zbiorowej śmierci sianej przez pociski wystrzeliwane z broni, której nie da się zlokalizować, gdyż używany w niej proch nie wydziela dymu.’ Na koniec stwierdza: ‘Nieoczekiwana śmierć może spaść na ludzi jak deszcz z jasnego nieba’. Gdy uświadomimy sobie, że użycie wielolufowej broni palnej w jednej z bitew pod Metz spowodowało śmierć sześciu tysięcy Niemców w ciągu dziesięciu minut, że pod Plewną w 1877 roku Skobelew stracił w krótkim ataku na przestrzeni kilkuset metrów trzy tysiące ludzi oraz że od tamtego czasu broń wielolufowa i karabiny iglicowe pięciokrotnie zwiększyły siłę rażenia, to przed naszymi oczyma rysuje się przerażający obraz, który sprawia, że serce omdlewa. Wystarczy powiedzieć, że wielcy stratedzy europejscy spodziewają się, iż śmiertelność na przyszłych polach bitewnych będzie tak wielka, że opiekowanie się rannymi i grzebanie zmarłych będzie niemożliwe. W związku z tym niektórzy żołnierze będą w obowiązkowym ekwipunku posiadali przenośne krematorium do spalania ciał tych, co polegli w bitwie.
Może wam się wydawać, że owe straszne nieszczęścia ominą spokojną Amerykę, podobnie jak anioł, który zabijał pierworodnych egipskich, mijał pokropione krwią odrzwia Izraelitów. Dałby Bóg, aby tak było! Skąd jednak miałaby wynikać nasza pewność? <str. 122> Para i elektryczność tak wspaniale połączyły ludzi w jednolitą społeczność myśli, interesów i celów, że wybuch wielkiej kontynentalnej wojny, w którą Anglia niemal na pewno będzie musiała się zaangażować, doprowadzi prawdopodobnie do tego, że cały cywilizowany świat stanie w ogniu. Oprócz tego na światowym horyzoncie pojawiła się na razie ledwie widoczna chmurka, obecnie nie większa od ludzkiej dłoni, która jednak może kiedyś zakryć całe niebo. Na wschodzie są dwa narody, Chiny i Japonia, których łączna populacja sięga gigantycznej liczby 500 mln. Jak dotąd owe zatłoczone ludzkie mrowiska nie potrafiły posługiwać się współczesną sztuką wojenną. Zadziwiającą prawdą jest bowiem to, że jedyne dwa narody, które od czasu narodzenia Jezusa zaznawały w swojej izolacji względnego ‘pokoju na ziemi’, są jednocześnie jedynymi pustelniczymi narodami, nad którymi nigdy nie wzeszło światło chrystianizmu. Jednak trzydzieści lat temu garstka Anglików i Francuzów bagnetami utorowała sobie drogę do Pekinu. Odtąd wszystko się zmieniło. Zachodnia cywilizacja przyniosła Wschodowi Biblie i kule, mitry i mitraliezys, marzenia o pobożności i maszynowe karabiny, krzyże i armaty Kruppa, świętego Piotra i saletrę strzelniczą. I tak Wschód może kiedyś powtórzyć za Shylockiems: ‘Wprowadzę w czyn te łajdactwa, których mnie uczycie. Przyjdzie mi to z trudnością, ale uczeń przerośnie mistrza’. Na tyle opanowali oni już pierwsze lekcję, że dobrze umieją wygrywać armatnimi kanonadami melodie śmierci. Niech tylko pasja wojny, która tak wyróżnia Zachód, raz obudzi zasobny Wschód z jego wiekowego snu, a nikt nam nie zagwarantuje, że na Europę nie najedzie z siłą miażdżącej lawiny kolejny Dżyngis Chan wraz ze swymi barbarzyńskimi hordami?
Można jednak twierdzić, że te przygotowania nie mają znaczenia i są raczej gwarancją utrzymania pokoju niż prowokowaniem do wojny oraz że skuteczność współczesnej broni wyklucza wojnę. Choć sugestia ta może pozornie wydawać się słuszna, to jednak w praktyce sprzeciwiają się jej fakty, gdyż narody, które miały najmniejsze armie, cieszyły się największym pokojem, zaś te które dysponują potężnymi armiami chwieją się na krawędzi przepaści. Szwajcaria, Holandia, Belgia, Norwegia, Szwecja oraz Stany Zjednoczone utrzymują względnie dobre stosunki <str. 123> ze światem, gdy tymczasem Francja, Rosja, Niemcy, Austria i Włochy, uzbrojone po zęby i uginające się pod ciężarem zbrojeń, nieustannie rzucają sobie wzajemnie groźne spojrzenia wzdłuż wspólnych granic. W krajach tych znajdują się nieprzebrane pokłady wojowniczego ducha i międzynarodowej nienawiści, którym do eksplozji potrzebna jest tylko zapalna iskra jakiegoś niepozornego incydentu. I tak, gdy niedawno cesarzowa Augusta w ramach rozrywek odwiedziła Paryż, jej obecność w tym mieście wywołała popłoch na świecie, spowodowała spadek cen i kursów walut na giełdach, a w gabinetach rządowych całej Europy odbywały się pośpiesznie poważne i nerwowe konsultacje. Najmniejsza zniewaga, jaka mogła ją spotkać ze strony jakiegoś nieodpowiedzialnego Paryżanina, skłoniłaby jej syna, młodego cesarza Niemiec, do sięgnięcia po miecz. Tak więc równowaga świata znalazła się w rękach zwykłego ulicznego próżniaka. Jakże zatrważające jest to spostrzeżenie odnośnie naszej cywilizacji, w której powodzenie, a nawet życie milionów współbraci może zależeć od pacyfistycznych nastrojów jednego człowieka!
Nie ulega więc żadnej wątpliwości, że ludzkość znajduje się na rozstajach dróg. Maksimum przygotowań zostało osiągnięte. W Europie zbrojenia nie mogą być już większe. Włochy znalazły się nawet w stanie bankructwa tym właśnie spowodowanego i każdego dnia mogą pogrążyć się w wirze rewolucji. Dlatego też wielu myślących publicystów jest przekonanych, że narody Europy zmuszone są albo walczyć, albo się rozbroić. Dobrze przepowiedział to nasz Mistrz: ‘Na ziemi uciśnienie narodów z rozpaczą, (…) Tak, iż ludzie drętwieć będą przed strachem i oczekiwaniem tych rzeczy, które przyjdą na wszystek świat’.”
Zamieszczony
poniżej fragment z The New York Tribune z 5 maja 1895 roku pokazuje, jak
na tę sytuację patrzą niektórzy władcy europejscy.
“Królowie chcą iść na emeryturę i wycofać się z życia publicznego. Abdykacja wisi w powietrzu. Od czasu obfitujących w wydarzenia lat 1848-49, kiedy to właściwie cała Europa otwarcie powstała przeciwko średniowiecznym tendencjom autokratycznym swych władców, nie było jeszcze takiej sytuacji, żeby tak wielu rządzących królów oznajmiło, iż nosi się z zamiarem opuszczenia swych tronów. W 1848 roku rządzili na ogół królowie, którzy urodzili się jeszcze w poprzednim stuleciu i byli wychowani w duchu tradycji, która czyniła ich całkowicie niezdolnymi <str. 124> do zrozumienia takich nowomodnych pojęć jak rząd ludowy, czy konstytucja narodowa. Byli raczej skłonni abdykować niż udzielić swego poparcia dla owych wywrotowych idei, które uznawali za synonimy krwawej rewolucji w rodzaju tej, która zawiodła na szafot Ludwika XVI oraz Marię Antoninę. To właśnie w ciągu tych dwóch burzliwych lat trony Austrii, Sardynii, Bawarii, Francji oraz Holandii zostały opuszczone przez tych, którzy je zajmowali. Jeśli więc dzisiaj, pół wieku później, zamierzają z kolei abdykować ich następcy, oznacza to, że i oni są mocno przekonani, iż ludowe ustawodawstwo jest nie do pogodzenia z dobrymi rządami – tak przynajmniej wygląda to z punktu widzenia tronu – oraz że nie jest możliwe dalsze utrzymanie zgody między dwoma diametralnie sprzecznymi instytucjami korony i parlamentu. I w tym zakresie nie całkiem się mylą, jako że rozwój rządów ludowych w stronę demokracji musi niewątpliwie powodować naturalne ograniczenie władzy i prestiżu tronu. Każdy nowy przywilej czy prawo udzielone ludowi lub jego konstytucyjnym przedstawicielom musi dla monarchów oznaczać pozbawienie ich tychże praw i przywilejów. Wraz z upływem czasu staje się w powszechnym przekonaniu coraz bardziej oczywiste, że królowie i cesarzowie są zbędnym anachronizmem, że są oni jedynie kosztownymi marionetkami, a ich ogromna słabość i brak władzy sprawiają, iż stają się oni częściej obiektem drwin niż przedmiotem szacunku. Bywają także coraz częściej poważną przeszkodą na drodze rozwoju politycznego, ekonomicznego a nawet intelektualnego. Doprawdy wydaje się, że w nadchodzącym wieku nie będzie już dla nich miejsca, chyba że jedynie w roli społecznych arbitrów, których władza zostanie ograniczona do stanowienia praw mody i dobrych obyczajów, a ich autorytet nie będzie egzekwowany z mocy pisanego prawa, ale będzie kwestią zwykłego taktu.
Z monarchów, o których mówi się, że znajdują się w przededniu abdykacji, na pierwszym miejscu należy wymienić króla Hellenów, Jerzego, który oznajmił, że jest chory i zmęczony siedzeniem na niewygodnym tronie. Nie zawahał się też przed stwierdzeniem, że nawet atmosfera w Grecji przestała mu odpowiadać i dlatego gorąco pragnie przekazać berło swemu synowi Konstantynowi najszybciej jak tylko będzie możliwe. Nie utrzymuje on już kontaktów z poddanymi, nie ma przyjaciół w Atenach, z wyjątkiem gości zagranicznych, <str. 125> a na dodatek podejrzana polityka szybko zmieniających się rządów regularnie stawia go w bardzo niewygodnych i kłopotliwych sytuacjach względem niektórych zagranicznych dworów królewskich, z którymi utrzymuje bliskie stosunki.
Także król Oskar wspomina o rezygnacji z korony na rzecz najstarszego syna. W jego przypadku są aż dwa parlamenty, które musi zadowolić. A ponieważ parlament sztokholmski jest w ciągłej opozycji względem parlamentu z Christianii, nie może on zadowolić jednego bez obrażania drugiego. W rezultacie Norwegia i Szwecja znajdują się, wedle jego własnych zapewnień, na krawędzi wojny domowej. Jest on przekonany, że konflikt między tymi dwoma krajami musi doprowadzić do zbrojnej potyczki, a nie do ugody i to zmusza go do abdykacji. Oświadczył on, że uczynił wszystko, co było w jego mocy, podobnie jak król Grecji, Jerzy, aby wypełnić zasady konstytucji, na mocy której dzierży sceptr władzy. Obecnie jednak dalsze postępowanie w taki sposób stało się absolutnie niemożliwe i wobec tego stoi on w obliczu problemu wyboru między pogwałceniem przysięgi koronacyjnej albo ustąpieniem na rzecz swojego syna.
Inny król, Christian z Danii, w wieku osiemdziesięciu lat ma przeciwko sobie wybrane w niedawnych wyborach powszechnych Zgromadzenie Narodowe, w którym przeważającą większość mają ultraradykałowie i socjaliści, którzy są wrogami tronu. Mają oni przewagę nad umiarkowanymi liberałami wraz z maleńką partią konserwatystów w proporcji trzy do jednego. Królowi wydawało się już, że zacięty konflikt, który od dwudziestu lat jątrzył się w Danii między koroną a parlamentem, zakończył się zeszłego lata oraz że po tylu ustępstwach na rzecz uregulowania różnic wszystko powinno już pójść gładko. Tymczasem ma przeciwko sobie przygniatającą większość parlamentu, który już zapowiedział działania na rzecz wprowadzenia praw, które on sam nazywa powszechnymi, oraz domagania się ustępstw ze strony korony, łącznie z jej pojmowaniem wymagań konstytucyjnych. Przygnieciony podeszłym wiekiem i niedołężnością, dręczony chorobą swej żony, której zdecydowanie było główną podporą moralną jego królowania, a także pozbawiony <str. 126> potężnego poparcia swego zięcia, ostatniego cara rosyjskiego, Aleksandra, nie czuje się w tej sytuacji na siłach podjąć walkę i ogłasza, że zamierza ustąpić miejsca synowi.
Do tych trzech królów trzeba dodać jeszcze monarchę włoskiego Humberta, który jest zmuszony poddać się premierowi, co jest obrzydliwością zarówno dla niego jak i królowej, i wyrazić zgodę na prowadzenie w jego imieniu polityki, która jest nie po jego myśli, ale za to jest zgodna z poglądami parlamentu. Nie jest tajemnicą, że cały swój osobisty majątek zainwestował on już za granicą, przewidując, że zostanie usunięty z włoskiego tronu. Wiadomo też, że nie znosi on obecnej sytuacji, w której musi być otoczony przez ludzi nieprzychylnych jemu i jego małżonce. Podobnie traktuje swoją pozycję względem kościoła, który nie tylko zdecydowanie sprzeciwia się szczerym uczuciom religijnym królowej i króla, ale wręcz stawia rodzinę rządzącą w niewygodnej i haniebnej sytuacji względem wszystkich innych dworów europejskich. Król Humbert jest bardzo wrażliwym człowiekiem i żywo reaguje na liczne nietakty ze strony członków rodzin królewskich innych państw, którzy odwiedzając Rzym wyraźnie omijają Kwirynał w obawie, że urażą przez to Watykan.
Gdyby nie portugalska królowa, Maria Amelia, która w swym zdecydowaniu przypomina swą matkę, księżną Paryża, to król Carlos dawno by już porzucił tron na rzecz swego syna, mianując regentem swego młodszego brata. Rumuński król Karol oraz książę regent Bawarii również przygotowują się do przekazania swych tronów rodowym następcom. I na koniec zostaje jeszcze król bułgarski, Ferdynand, który jest zdecydowanie nakłaniany przez swych rusofilskich przyjaciół, aby abdykował, podczas gdy oni zajmą się tym, by znalazł się ponownie na tronie z protekcji Moskwy. Jak dotąd opiera się on jednak ich namowom, zdając sobie sprawę z tego, że szczelina między ustami a brzegiem pucharu jest dość szeroka i że gdy raz dobrowolnie zrzeknie się korony, to bardzo wiele rzeczy może stanąć na przeszkodzie, aby uniemożliwić mu ponowne jej odzyskanie.
I w ten sposób, gdzie by nie spojrzeć, cel ludu z ich punktu widzenia w żaden sposób się nie przybliża, <str. 127> owa fala abdykacji nie zapewnia żadnej poprawy, a wręcz przeciwnie, spowoduje najprawdopodobniej odnowienie się walk sprzed pięćdziesięciu lat o konstytucyjne prawa i parlamentarne przywileje.”
Hałaśliwe
demonstracje socjalistyczne w niemieckim Reichstagu, belgijskim parlamencie
oraz francuskiej Izbie Deputowanych nie miały bynajmniej na celu uśmierzenia
obaw rządzących. Niemieccy członkowie socjalistyczni, pomimo wezwania
przewodniczącego, odmówili wzięcia udziału w oklaskach na cześć cesarza, a
nawet nie powstali z miejsc. Socjaliści belgijscy w odpowiedzi na propozycję
wzniesienia okrzyków na cześć króla, którego sympatie leżą, jak się wydaje, po
stronie arystokracji i kapitału, wołali: “Niech żyje lud! Precz z
kapitalistami!” Zaś francuscy deputowani, rozczarowani niezaspokojeniem żądań
socjalistów, oświadczyli, że teraz rewolucja dokona tego, czego nie udało się
osiągnąć przy pomocy metod pokojowych.
Znamienne
jest i to, że Reichstagowi nie udało się nadać mocy prawnej projektowi ustawy
zmierzającej do ograniczenia rozwoju socjalizmu w Niemczech. Powody odrzucenia
projektu zostały przedstawione w prasie w następujący sposób:
“Niedawne odrzucenie przez Reichstag ‘projektu ustawy antyrewolucyjnej’, czyli najnowszej metody zwalczania socjalizmu opracowanej przez rząd niemiecki, stanowi interesujący rozdział w historii tego narodu, z którym wiele nas łączy pomimo różnic językowych i instytucjonalnych.
Minęło wiele lat od czasu, gdy zaczęto zwracać uwagę na znamienny rozwój partii socjalistycznej w Niemczech. Ale dopiero w roku 1878, kiedy to przeprowadzono dwa zamachy na życie cesarza, rząd zdecydował się podjąć bardziej radykalne środki. Pierwsza ustawa przeciwko socjalizmowi została uchwalona w 1878 roku na okres dwóch lat, a następnie była odnawiana w latach 1880, 1882, 1884 i 1886.
Następnie uznano, że potrzebna jest nowa ustawa i w roku 1887 kanclerz Bismarck przedłożył <str. 128> Reichstagowi projekt nowej ustawy, która dawała rządowi możliwość ograniczania swobody poruszania się przywódców socjalistycznych do określonego terytorium, pozbawiania ich praw publicznych oraz deportacji do innych państw. Parlament odmówił przyjęcia projektu proponowanego przez kanclerza, zadawalając się jedynie przedłużeniem terminu starej ustawy.
W ten sposób pewne kręgi poczęły żywić nadzieję, że nie będzie już możliwości uchwalenia kolejnej ustawy represyjnej. Jednak nieustanny rozwój partii socjalistycznej i coraz większa wyrazistość jej propagandy w połączeniu z pojawieniem się wybryków anarchistycznych w Niemczech i innych częściach Europy skłoniły rząd do podjęcia dalszych kroków. W grudniu 1894 r. cesarz dał do zrozumienia, że przy współdziałaniu z nowym parlamentem zdecydowany jest przeciwdziałać próbom zaburzenia wewnętrznego porządku.
Jeszcze przed końcem tego roku projekt ustawy antyrewolucyjnej został przedłożony zgromadzeniu narodowemu. Składał się on z szeregu poprawek do ogólnego prawa karnego tego kraju, które jako stałe elementy miały wejść w skład kodeksu karnego. W poprawkach tych przewidziane były grzywny i kary więzienia dla wszystkich, którzy w sposób niebezpieczny dla spokoju publicznego otwarcie atakują zasady religii, monarchii, małżeństwa, rodziny lub własności, używając przy tym obraźliwych wyrażeń. Kary te miały spotkać także tych, którzy publicznie głoszą lub rozpowszechniają stwierdzenia, wymyślone lub przekręcone, o czym wiedzieli albo w określonych okolicznościach mieli możliwość to stwierdzić, a które miałyby na celu pogardliwe przedstawienie instytucji państwowych albo ustaw wydawanych przez władze.
Nowe prawo zawierało także uregulowania o podobnym charakterze, wymierzone w socjalistyczną propagandę w obrębie armii i floty.
Gdyby sprzeciw zgłosili tylko socjaliści w parlamencie i poza nim, rządowi udałoby się bez trudności uchwalić swą ustawę. Jednak charakter wymienionych wykroczeń w połączeniu ze swobodą interpretacji prawa, jaką otrzymaliby policjanci i sędziowie, wzbudził nieufność, a nawet niepokój, w szerokich kręgach społecznych, gdyż uważano, że przepisy te doprowadzą do ograniczenia swobód wypowiedzi, nauczania oraz zgromadzeń publicznych.
Zgodnie z tym, gdy tylko Reichstag rozpoczął debatę <str. 129> nad tą ustawą, natychmiast zaczął się ruch, podobnie jak to często bywa i w naszym kraju [USA]. Petycje od pisarzy, wydawców, artystów, profesorów uniwersyteckich, studentów i obywateli napływały tak długo do parlamentu, aż stwierdzono, że otrzymał on protesty podpisane przez ponad półtora miliona osób.
Największe gazety w rodzaju Berliner Tageblatt przekazywały do Reichstagu petycje od swoich czytelników zawierające od dwudziestu do stu tysięcy podpisów. W międzyczasie złożono protest przeciwko projektowi w imieniu stu pięćdziesięciu niemieckich uniwersytetów, przyjęty na masowym spotkaniu delegatów, które odbyło się w stolicy.
Wobec tak powszechnego sprzeciwu odrzucenie ustawy stało się nieuniknione, a z tej porażki rządu niewątpliwie najbardziej skorzysta partia socjalistyczna. Tymczasem Reichstag odrzucił projekt ustawy nie dlatego, że była ona wymierzona przeciwko socjalistom, ale ponieważ uważano, iż uderzając w tendencje anarchistyczne, będzie ona zagrażała szeroko rozumianym prawom człowieka.”
W
Londynie mówi się, że socjaliści zdobywają coraz to nowe tereny, podczas gdy
anarchizm najwyraźniej umarł. Niezależna Partia Pracy, która była
najpotężniejszą siłą zorganizowanego świata pracy, jest obecnie zdeklarowaną
organizacją socjalistyczną. Spodziewa się ona rychłej rewolucji
socjalistycznej, która niebawem doprowadzi do powstania republiki
socjalistycznej na gruzach obecnej monarchii.
Zauważając
te fakty i tendencje, nie można się dziwić, że królowie i władcy podejmują
szczególne środki ostrożności, aby chronić samych siebie i swoje interesy przed
zagrożeniami rewolucji i anarchii o zasięgu światowym. Bojąc się i będąc
zaniepokojeni usiłują oni zawierać wzajemne porozumienia, jednak obustronny
brak zaufania jest tak potężny, że nie wiążą oni z tymi sojuszami wielkich nadziei.
W stosunkach między narodami dominuje wrogość, zazdrość, chęć odwetu i
nienawiść, zaś wzajemne porozumienia budowane są na zasadzie dbania o własne
interesy. Stąd też związki te będą trwały dopóty, dopóki samolubne plany i
zamysły polityczne ich uczestników będą wydawać się zbieżne. Nie cechuje ich
<str. 130> ani miłość, ani dobra wola. Codzienna prasa nieustannie
dostarcza dowodów na to, że narody nie są zdolne do przyjęcia wspólnej linii
politycznej, która by mogła zapewnić harmonijną współpracę. Jakiekolwiek
oczekiwania związane z tymi porozumieniami mocarstw są zatem pozbawione
nadziei.
Zdając
sobie sprawę z sytuacji, przynajmniej do pewnego stopnia, władze spoglądają z
nadzieją na kościół (nie na garstkę wiernych świętych, znanych Bogu i
uznawanych przez Niego za Kościół, lecz na wielki kościół nominalny, który jest
uznawany wyłącznie przez świat), oczekując od nich moralnego wsparcia albo
udzielenia im kościelnej powagi, która pozwoliłby im sprostać wielkim problemom,
jakie wyłaniają się obecnie w stosunkach między rządzącymi a ludem. Kościół
także obawia się przyjęcia na siebie głównej siły uderzenia i wolałby raczej
wspierać proces przywrócenia przyjaznych stosunków między książętami a ludem,
jako że interesy arystokracji kościelnej i arystokracji świeckiej są ze sobą
powiązane. Na próżno jednak oczekują pomocy z tego źródła, gdyż przebudzone
masy nie przejawiają już większego szacunku dla władzy kapłańskiej i władzy
państwowej. Tym niemniej przeprowadzane są próby sprawdzające, czy ubieganie
się o pomoc kościoła ma sens. Niemiecki Reichstag, na przykład, który pod
wpływem księcia Bismarcka w 1870 roku skazał jezuitów na wygnanie z Niemiec,
uznając, że szkodzą oni niemieckiemu dobrobytowi, następnie unieważnił tę
ustawę, mając nadzieję na pojednanie z partią katolicką i na uzyskanie jej
wpływów dla poparcia ustaw dotyczących wojska. Przy okazji debaty na ten temat
wygłoszono bardzo znamienną uwagę, która zapewne okaże się najprawdziwszym
proroctwem, ale w swoim czasie wywołała jedynie konwulsje śmiechu na sali. W
spostrzeżeniu tym stwierdzono, że przywrócenie praw jezuitów nikomu nie
zagrozi, jako że niebawem przyjdzie potop (socjalizmu – anarchii) i pochłonie
także jezuitów. <str. 131>
Najważniejszą
motywacją do podjęcia próby pojednania króla i rządu włoskiego z kościołem
rzymskim był zapewne strach przez rozprzestrzenieniem się anarchii i
perspektywa wojny społecznej. W nawiązaniu do tego premier Crispi, w znamiennym
przemówieniu rozpoczynającym się od historycznego przeglądu bieżącej polityki
Włoch i kończącym się deklaracją odnoszącą się bieżących problemów społecznych,
a w szczególności do ruchu rewolucyjnego, stwierdził:
“System społeczny przechodzi obecnie kryzys, który będzie brzemienny w skutki. Wobec tej nabrzmiałej sytuacji absolutnie niezbędne wydaje się połączenie sił władzy świeckiej i kościoła w celu podjęcia spójnego działania skierowanego przeciwko nikczemnej bandzie, która na swej fladze ma napisane: ‘Nie ma Boga, nie ma króla!’ Ta banda, mówił dalej, wypowiedziała społeczeństwu wojnę. Niech więc społeczeństwo podejmie wyzwanie i wzniesie przeciwko nim okrzyk wojenny: ‘Za Boga, króla i kraj!’”
Takie
samo trwożliwe przeczucie ze strony władz świeckich, które szerzy się wśród
wszystkich cywilizowanych narodów, stanowi podstawę aktualnego pojednawczego
nastawienia wszystkich władz świeckich Europy wobec rzymskiego papieża. Jego z
dawna pielęgnowana nadzieja odzyskania choćby części utraconej władzy spotyka
się obecnie z coraz bardziej przychylnym przyjęciem. To nastawienie narodów
znalazło wyraźne odbicie w kosztownych darach, jakie kilka lat temu z okazji
swego jubileuszu otrzymał papież od głów wszystkich rządów chrześcijaństwa.
Czując brak kompetencji w celu przeprowadzenia walki z potężnymi siłami budzącego
się świata, władze świeckie, jawnie zdesperowane, przywołują na pamięć dawną
moc papiestwa, tyranii, która niegdyś trzymała w garści całe chrześcijaństwo.
Tak więc choć nienawidzą oni tego tyrana, gotowi są na daleko idące ustępstwa,
jeśli tylko dzięki temu uda im się utrzymać pod kontrolą niezadowolenie ludzi.
Często
uważa się, że roszczenia te, tak poważnie podtrzymywane przez Kościół
Rzymskokatolicki, są jedynym niezawodnym bastionem mogącym powstrzymać
podnoszącą się falę socjalizmu i anarchizmu. <str. 132> Nawiązując do
tych złudzeń były członek zakonu jezuitów hrabia Paul von Hoensbrouck, obecnie
nawrócony na protestantyzm, wskazuje na katolicką Belgię i tamtejszy rozwój
socjaldemokracji, aby wykazać, że oczekiwanie na pomoc z tej strony pozbawione
jest wszelkiej nadziei. W artykule, który ukazał się w Preußische Jahrbuch
w Berlinie, w 1895 roku, pisze on:
“Belgia była przez wieki krajem katolickim i aż do cna ultramontańskims. Wśród jego ludności liczącej sześć milionów jest jedynie piętnaście tysięcy protestantów oraz trzy tysiące Żydów. Reszta to katolicy. Oto jednorodność wyznaniowa. Kościół katolicki stanowił wiodący czynnik i siłę w życiu i historii Belgii, tutaj też święcił on największe triumfy nieustannie się nimi szczycąc. Z wyjątkiem kilku przypadków kontrolował on system edukacyjny tego kraju, szczególnie w szkołach podstawowych i powszechnych. (…)
Jak zatem powodzi się socjaldemokracji w katolickiej Belgii? Wystarczy spojrzeć na ostatnie wybory. Blisko jedna piąta wszystkich głosów została oddana na kandydatów socjaldemokracji. Należy przy tym pamiętać, że po stronie przeciwnej socjalistom zostało oddanych znacznie więcej ‘głosów wielokrotnych’ niż na socjaldemokrację. W Belgii panuje bowiem zasada, że bogatym i wykształconym przysługuje prawo ‘głosu wielokrotnego’, oznacza to, że ich głosy liczone są podwójnie albo potrójnie. Ultramontaniści rzeczywiście utrzymują, że wzrost popularności socjalistów należy przypisać rozwojowi partii liberalnej. Jest to do pewnego stopnia słuszne, jednak twierdzenia klerykałów, że stanowi to bastion przeciwko socjalizmowi, bezbożności i rozkładowi moralności, okazują się przez to ni mniej ni więcej, tylko absurdem. Skąd bowiem wzięli się owi liberałowie, skoro kościół katolicki jest lekarzem od wszystkich dziedzicznych boleści państwa i społeczeństwa?
Katolicyzm potrafi ratować ludzi przed ‘ateistycznym liberalizmem’ w równie niewielkim stopniu, co przez socjaldemokracją. W roku 1886 wśród ludzi na różnych stanowiskach rozpowszechniona została ankieta, zawierająca pytania odnośnie warunków życia robotników. Trzy czwarte odpowiedzi <str. 133> zawierało stwierdzenia, że religijność wśród ludzi ‘podupadła’, ‘całkowicie zanikła’, albo że ‘katolicyzm traci coraz bardziej punkt oparcia’. Odpowiedź, jaka nadeszła z Ličge, gdzie jest trzydzieści osiem kościołów oraz trzydzieści pięć klasztorów, była beznadziejna. Mieszkańcy Brukseli oświadczyli, że ‘dziewięć dziesiątych dzieci pochodzi z nieprawego łoża, a niemoralność jest nie do opisania’. Dzieje się zaś tak pomimo tego, że belgijscy socjaldemokraci, o ile chodzili do szkół, byli uczniami katolickich, ultramontańskich szkół publicznych i dotyczy to kraju, w którym wygłasza się rocznie ponad pół miliona katolickich kazań oraz wykładów katechetycznych. Kraj, o którym słusznie powiada się, że jest ‘państwem klasztorów i kleru’, stał się Eldorado dla rewolucji socjalnej.”
Zagrożenie rewolucją skłania wszystkie narody “chrześcijaństwa” do nadmiernych przygotowań wojennych. Miejski dziennik pisze: “Pięć najważniejszych narodów Europy zamknęło w specjalnych skarbcach 6525 mln franków z przeznaczeniem na niszczenie ludzi i materiałów w trakcie wojny. Niemcy były pierwszym państwem, które zaczęło gromadzić rezerwowy fundusz na ten zabójczy cel. Mają one 1500 mln franków. Francja ma 2000 mln franków, Rosja, pomimo spustoszenia spowodowanego cholerą i głodem – 2125 mln, Austria – 750 mln, Włochy, najbiedniejsze z nich wszystkich – nieco mniej niż 250 mln. Owe potężne sumy pieniędzy leżą w skarbcach, nie przynosząc żadnego pożytku. Nie mogą być i nie będą one przeznaczone na żaden inny cel, z wyjątkiem wydatków wojennych. Niemiecki cesarz Wilhelm powiedział, że wolałby raczej, aby zhańbiona została wiarygodność finansowa Niemiec, niż miałby tknąć jedną markę z funduszu wojennego.”
Jeszcze w roku 1895 Departament Wojny Stanów Zjednoczonych przygotował następujący wykaz liczebności armii obcych krajów: Austro-Węgry – 1 794 175; Belgia – 140 000; Kolumbia – 30 000; Anglia – 662 000; Francja – 3 200 000; Niemcy – 3 700 000; Włochy – 3 155 036: Meksyk – 162 000; <str. 134> Rosja – 13 014 865; Hiszpania – 400 000; Szwajcaria – 486 000. Roczny koszt utrzymania tych wojsk wynosi 631 226 825 dolarów.
W
tym samym czasie siły militarne Stanów Zjednoczonych, według raportu sekretarza
wojny w Izbie Reprezentantów, liczyły w sumie 141 846 ludzi, podczas gdy
osiągalną, choć nie zorganizowaną siłę militarną, którą w Europie nazywa się
“pospolitym ruszeniem” kraju, sekretarz obliczył na 9 582 806 ludzi.
Reporter
New York Herald, który właśnie wrócił z podróży po Europie napisał:
“Kolejna
wojna w Europie, niezależnie od tego kiedy wybuchnie, wywoła zniszczenia na
niespotykaną dotąd skalę. Wszelkie źródła dochodów zostały odsączone, albo
wręcz wyczerpane, w związku z wydatkami wojennymi. Zbędne jest mówienie, że
czegoś takiego świat jeszcze nie widział, ponieważ świat nigdy nie dysponował
takimi środkami wojskowymi. Europa jest jednym wielkim obozem wojskowym.
Najważniejsze mocarstwa są uzbrojone po zęby. Odbywa się to dzięki ogólnemu
wysiłkowi, który jest podejmowany bynajmniej nie dla parady albo rozrywki.
Potężne armie, niezwykle zdyscyplinowane i doskonale uzbrojone, opierające się
na muszkietach albo trzymające uzdy w dłoniach, oczekują w obozach i w polach
na sygnał do uderzenia wzajemnie na siebie. Wojna w Europie zapewnia tylko
jedną rzecz – konieczność wybuchu następnej wojny.
Mówi
się, że wielkie stacjonarne wojska są gwarantem pokoju. Przez pewien czas może
tak być, ale nie na dłuższą metę, gdyż zbrojna bezczynność na tak ogromną skalę
wymaga zbyt wielu ofiar i jest zbyt ciężkim brzemieniem, by nie miała
spowodować nieuchronnej akcji zbrojnej.”
Korespondent
Pittsburgh Dispatch pisze z Waszyngtonu:
“Jakże potwornym magazynem osobliwości są składy broni i amunicji oraz wszelkiego rodzaju modeli wojennych w każdym zakątku i zakamarku Departamentu Wojny i Floty! Są one rozproszone i stosunkowo mizerne, by mogły dać pewność, jednak jest ich wystarczająco dużo, aby wykazać nawet najbardziej bezmyślnym ludziom, <str. 135> w jakim kierunku zmierzamy i jaki będzie koniec owego zadziwiającego zapału twórczego w zakresie środków zagłady rodzaju ludzkiego. Wszystkie przykłady tej inwencji, którymi dysponujemy obecnie w naszym młodym kraju, ledwie można by porównać co do rozmiaru i pomysłowości z jedną salą obszernej kolekcji prezentowanej w londyńskim Tower. Mimo to mówią one wszystko. Patrząc na ową zbrodniczą maszynerię, można by pomyśleć, że przywódcy świata postanowili dokonać zniszczenia rasy ludzkiej, zamiast pracować nad poprawą jej losu i przedłużeniem istnienia.
Obok nowoczesnych wynalazków, umożliwiających jednemu człowiekowi zabicie tysiąca innych w przeciągu mgnienia oka, znajduje się surowa broń z owych mniej skomplikowanych czasów, kiedy to bitwy polegały na walce wręcz. Nie ma jednak potrzeby wspominania o tym tylko po to, by wykazać postęp w sztuce wojennej. Nawet te urządzenia, które były używane w czasie ostatnich wielkich wojen są już obecnie przestarzałe. Gdyby jutro miała się rozpocząć nowa wojna domowa w Stanach Zjednoczonych, lub też gdybyśmy musieli zaangażować się w jakąś wojnę z innym państwem, to bylibyśmy raczej skłonni unieść się na skrzydłach i walczyć w powietrzu, aniżeli posługiwać się w walce bronią, która była używana ćwierć wieku temu. Niektóre z dział i okrętów, które stały się popularne w końcowych dniach wojny, unowocześnione i ulepszone, tak że właściwie zatraciłyby swój oryginalny kształt, mogłyby jeszcze znaleźć ograniczone zastosowanie, jednak ogromna masa zbrodniczej maszynerii zostałaby zastąpiona całkowicie nowymi wynalazkami, wobec których stara broń, nawet ta najlepsza, okazałaby się słaba i całkowicie bezsilna. Nigdy nie uświadomiłem sobie postępu w tej straszliwej dziedzinie tak mocno, jak wczoraj, kiedy to na zlecenie Departamentu Floty pokazano mi model i plany nowego automatycznego działka wielolufowego Maxima. Jest to (jak i inne typy działka Maxima) z pewnością najbardziej genialna i najokrutniejsza broń, jaką wymyślono w ostatnich czasach. Zamierza się ją produkować w różnych kalibrach aż po działo 150 mm, które będzie automatycznie oddawać około 600 strzałów na minutę. Działko Gatlinga oraz inne typy karabinów, używające bardzo małych pocisków, są jeszcze szybsze. Są jednak w porównaniu z Maximem niewygodne w użyciu, wymagają większej liczby operatorów, znacznie więcej ważą i mają znacznie <str. 136> mniejszą dokładność. Działko Maxima może obsługiwać jeden mężczyzna, jedna kobieta, albo nawet dziecko, zaś po uruchomieniu go strzelec może pójść zjeść szybką przekąskę, gdy w tym czasie jego karabin będzie kontynuował dzieło zagłady kilkuset osób. Z tyłu działka za kuloodporną osłoną strzelec ma specjalne siodełko, gdyby miał ochotę usiąść. Chcąc powalić całą armię w ciągu kilku minut, musi tylko poczekać, aż pierwsze szeregi znajdą się w zasięgu jego działania. Następnie kręci mechanizmem, który odpala pierwszy pocisk i uruchamia działanie automatu. Siła odrzutu z wybuchu pierwszego naboju usuwa pustą łuskę, wprowadza następny nabój i odpala go znowu. Wybuch kolejnego naboju powoduje taki sam skutek i tak proces ten może powtarzać się w nieskończoność. Tak przebiega nieustający mord.
Jeden z wynalazków pana Maxima został nazwany “karabinem ulicznym”. Jest to niewielki i lekki sprzęt, który daje się łatwo przenosić wraz z wystarczającym zapasem amunicji dla przepędzenia przeciętnych tłumów z ulic albo pozbawienia ich życia. Interesujące jest to, jak ostatnie wynalazki w tej dziedzinie wychodzą naprzeciw możliwości ulicznych rozruchów. Od kiedyż to wynalazcy zostali prorokami? O tak, ów “karabin uliczny” może być uruchamiany z częstotliwością dziesięciu morderczych strzałów na sekundę, zapewniając strzelcowi całkowicie bezpieczne schronienie, nawet jeśli tłum byłby uzbrojony w strzelby czy pistolety, chyba że tłum przeprowadzi szturm i przejmie kontrolę nad karabinem oraz jego operatorem. Zdaje się, że wynalazcy w rodzaju pana Maxima zakładają, że współczesny tłum będzie stał na ulicy, dając się spokojnie zastrzelić bez podejmowania jakiejkolwiek akcji obronnej albo zaczepnej, tak jakby ludzie nie potrafili się ukryć za węgłami i przy użyciu bomb wysadzić i spalić miasto w przypływie szaleństwa. Jakby nie było, zrobił on wszystko, co tylko było możliwe w sprawie karabinu przeciwko tłumowi. Do owej niewielkiej broni można załadować tyle amunicji, że wystarczyłaby ona do uprzątnięcia ulicy jedną serią w przeciągu kilku sekund. Z karabinu tego można strzelać z muru albo przez okno, i to z podobną łatwością jak na otwartej ulicy. Jednym ruchem dłoni możną skierować jego lufę w dół lub w górę, aby raziła cele znajdujące się bezpośrednio nad albo pod strzelcem bez narażania życia czy nawet którejś z części ciała człowieka poświęcającego się tej finezyjnej sztuce zabijania.
Przytoczyliśmy przykład najnowszego i najbardziej <str. 137> śmiercionośnego wynalazku, lecz nie oznacza to bynajmniej, że nic lepszego nie zostanie już wymyślone. Stopniowo do umysłów tych, którzy się interesują tymi zagadnieniami, dociera fakt, że znajdujemy się dopiero na początku drogi w tej dziedzinie. Staraliśmy się utrzymać pokój w zakresie obrony przez rozwijanie środków skutecznego ataku, wszystko na darmo. Nie da się zbudować takiego statku, który oparłby się atakowi przy użyciu współczesnej torpedy.
Żaden naród nie posiada bogactwa pozwalającego wybudować umocnienia, które nie mogłyby być zniszczone w krótkim czasie przez najnowsze i najbardziej nikczemne formy pocisków dynamitowych. Sterowanie balonami nie sprawia obecnie o wiele większych trudności, niż kierowanie statkami na wodach, tak więc i te urządzenia mogą zostać w kolejnych wojnach intensywnie wykorzystane do niszczenia wojsk i umocnień. Śmiercionośne urządzenia stały się tak proste i tanie, że jeden człowiek może unicestwić całą armię. Jeśli mocni są na tyle uzbrojeni, by móc pokonać słabych, to z drugiej strony słabi mogą z łatwością na tyle się wzmocnić, by zniszczyć nawet tych najmocniejszych. Wojna będzie oznaczała unicestwienie obu stron. Wojska lądowe, morskie kolosy oraz powietrzne krążowniki wojenne zniosą się wzajemnie z powierzchni ziemi, nawet bez konieczności bezpośredniego kontaktu.”
Są
jednak jeszcze bardziej aktualne ulepszenia. New York World zamieścił
następujący artykuł na temat karabinów i prochu.
“Maxim, producent dział, oraz dr Schupphaus, specjalista od prochu strzelniczego, wymyślili nowy proch do armat i torped, przy użyciu którego można będzie wystrzelić na odległość szesnastu kilometrów ogromną kulę armatnią wypełnioną materiałami wybuchowymi, której uderzenie zgniecie na drobny pył wszystko, co znajdzie się w promieniu kilkudziesięciu metrów.
Wynalazek ten został nazwany ‘Systemem Maxima-Schupphausa do wystrzeliwania torped powietrznych z dział przy użyciu specjalnego prochu, który wyrzuca pocisk przy początkowo niskim ciśnieniu, a następnie zwiększa jego prędkość utrzymując ciśnienie na całej długości działa’. Urządzenie uzyskało patent na Stany Zjednoczone oraz Europę.
Specjalny proch, który w nim zastosowano, zawiera niemal czystą bawełnę strzelniczą z niewielką domieszką nitrogliceryny, <str. 138> dzięki czemu nie ma on żadnej z wad prochów nitroglicerynowych. Został też zabezpieczony przed rozkładem niewielką domieszką mocznika. Jest zupełnie bezpieczny w użyciu, gdyż można go uderzyć ciężkim młotkiem nie narażając się na niebezpieczeństwo wybuchu. Sekret jego niezwykłej mocy wynika z prostej matematycznej prawdy, o której nikt wcześniej nie pomyślał. Mocno wybuchowy proch jest obecnie ładowany do armat w formie pasemek, małych kostek lub litych cylindrycznych pałeczek o średnicy 12-19 mm i długości kilkudziesięciu centymetrów, które wyglądają jak wiązka ciemnych, woskowych prętów. Gdy proch ten jest odpalony, każdy pręt zapala się najpierw na końcach oraz na obwodzie i spala się do środka.
Objętość gazów, jaka powstaje w procesie spalania, rośnie coraz wolniej, gdyż maleje powierzchnia spalania. Skoro więc objętość gazu nadaje prędkość pociskowi, to procesowi temu towarzyszy zmniejszenie prędkości. Zasięg strzału nie jest więc tak daleki, jaki mógłby być, gdyby ciśnienie gazów zwiększało się albo przynajmniej utrzymywało się na stałym poziomie.
Każda laska prochu Maxima i Schupphausa ma wiele małych otworków wzdłuż całej długości pręta. Gdy proch zostanie zapalony, ogień rozprzestrzenia się bardzo szybko nie tylko po obwodzie laski, ale także we wszystkich szczelinach perforacji. Owe niewielkie otworki palą się tak gwałtownie, że stosunek objętości wydzielonego gazu na początku i na końcu lufy działa wynosi szesnaście do jeden.
Na skutek tego pocisk opuszcza lufę z niesamowitą prędkością, a każdy mały otworek w pręcie prochu przyczynia się do przyspieszenia jego niszczycielskiej misji w odległości wielu kilometrów od działa. Użycie wielkiego działa spowoduje, że rozmiary zniszczeń spowodowanych przez owo cudo nowoczesnej artylerii będą nieobliczalne. Ten nowy śmiercionośny proch został zastosowany w armatach polowych oraz ciężkich działach obrony wybrzeża w Sandy Hook. Skutki były zdumiewające. Działo 250 mm, do którego załadowano 58 kg prochu, wyrzuciło pocisk o wadze 260 kg na odległość 13 km w morze. Ciśnienie na prętach prochu było bardziej równomierne niż notowano dotychczas, co jest najważniejszym czynnikiem określającym <str. 139> wartość prochu o zwiększonej sile wybuchu. Bez wyrównanego ciśnienia dokładność celowania jest nieosiągalna.
Wielkie działo, którego skonstruowanie zaproponowali panowie Maxim oraz Schupphaus będzie miało kaliber 500 mm i będzie przeznaczone do obrony wybrzeża. Działo to będzie się wyróżniało kilkoma osobliwościami. Nie będzie ono złożone, czyli skręcone z wielu stalowych elementów, lecz będzie się składać z jednej, cienkiej, stalowej rury o długości około 9 metrów, której ścianki nie będą grubsze niż 50 mm, podczas gdy ściany moździerza muszą mieć 200-250 mm grubości, by mogły wytrzymać siłę wybuchu. Odrzut działa będzie amortyzowany przez hydrauliczne bufory zawierające wodę i olej. Gdyby zastosować nowy proch w pięćsetmilimetrowym dziale tego typu, umieszczonym przy wejściu do portu Nowego Jorku na forcie Washingtona albo Wadswortha, można by kontrolować morze w promieniu 16 km. Przy uzyskaniu tak jednolitego ciśnienia i prędkości można osiągnąć niesłychaną precyzję ognia. Wystarczyłoby jedynie przy użyciu celownika optycznego wycelować działo w kierunku statku znajdującego się w jego zasięgu, a zniszczenie obiektu byłoby całkowicie pewne. Ilość wyrzuconych materiałów wybuchowych byłaby zupełnie wystarczająca do zatopienia okrętu wojennego, nawet jeśli pocisk wybuchnąłby w odległości 18 metrów od burty statku. Wybuch pocisku ważącego 68 kg w odległości 45 m od obiektu byłby na tyle niebezpieczny, że spowodowałby poważne uszkodzenia uniemożliwiające dalszą żeglugę statku.”
Dr
R. J. Gatling, wynalazca wspaniałego karabinu maszynowego, który nosi jego
imię, w nawiązaniu do wynalezienia nowego prochu bezdymnego, powiedział:
“Ludzie nie są na tyle uświadomieni, by docenić ogromny przewrót, jaki dokona się w przyszłej sztuce wojennej dzięki wynalezieniu prochu bezdymnego. Już obecnie 3-4 mln muszkietów w Europie są przestarzałym sprzętem, skonstruowanym z przeznaczeniem do zastosowania czarnego prochu, nie mówiąc już o milionach sztuk amunicji, którą wszystkie państwa będą chciały sprzedać za grosze. Oto ogromne sumy zmarnowanego kapitału, ale takie są nieuchronne skutki postępu. Karabiny armii amerykańskiej też staną się niebawem przestarzałe, gdyż w celu utrzymania pokoju z całą resztą świata również będziemy musieli zastosować bezdymny proch. Karabin załadowany takim prochem wystrzeliwuje pocisk <str. 140> na odległość dwukrotnie większą niż przy użyciu czarnego prochu. Ponadto nowy wynalazek zmienia całkowicie taktykę walki, jako że w nowoczesnej bitwie oddziały nigdy nie staną uszykowane naprzeciwko wroga. Otwarta walka, tak jak to miało miejsce przez wieki, należy do przeszłości, gdyż dzisiaj oznaczałaby całkowite unicestwienie. Gdyby bezdymny proch znalazł się w użyciu w trakcie ostatniej wojny domowej, to konflikt między stanami nie trwałby dłużej niż dziewięćdziesiąt dni.
‘Jak jest różnica między karabinem szybkostrzelnym a karabinem maszynowym?’
Szybkość karabinu szybkostrzelnego jest nieporównywalnie mniejsza od szybkości karabinu maszynowego. Ma on na ogół tylko jedną lufę i ładuje się go nabojami. Jest to ciężki karabin przeznaczony do łodzi torpedowych, ale oddanie piętnastu strzałów na minutę stanowi już dobry wynik, jak na ten typ broni. Karabin maszynowy typu Gatlinga ma od sześciu do dwunastu luf i obsługiwany przez trzech ludzi praktycznie nigdy nie przestaje strzelać, jedna salwa następuje zaraz po drugiej z szybkością 1200 strzałów na minutę. Owych trzech ludzi może prześcignąć w zabijaniu całą brygadę uzbrojoną w przestarzałe muszkiety.”
Pewien
autor napisał w Cincinnati Enquirer:
“Obraz przyszłej wojny, jeśliby taka miała mieć miejsce, zostanie ukształtowany przez całkowicie nowe elementy, elementy tak straszliwe, że na zawsze pozostawią one piętno barbarzyństwa wyryte na czole naszej cywilizacji. Nowe formacje wojskowe, które spowodowały czterokrotne zwiększenie armii, bezdymny, straszliwy proch, któremu nic się nie oprze, współczesna piorunująca artyleria i karabiny z magazynkami, które powalą armie podobnie jak tornado, które strąca jabłka z drzewa, obserwatoria na balonach, balonowe baterie, które będą zrzucać masy prochu na miasta i fortece, niszcząc je w krótkim czasie i to znacznie skuteczniej niż przez ostrzeliwanie, przenośne linie kolejowe dla artylerii, światło elektryczne i telefon – wszystko to całkowicie zmieniło taktykę wojskową. Kolejna wojna będzie prowadzona w zupełnie innym systemie, którego nigdy dotychczas nie wypróbowano i który sprawi wiele niespodzianek. ‘Zbroimy się w celach obronnych, a nie zaczepnych’; ‘siła jest naszą obroną: zmusza ona naszych sąsiadów do przestrzegania pokoju i zapewnia nam należne poważanie’. <str. 141>
Tymczasem każde mocarstwo prowadzi tę samą politykę, która sprowadza się do stwierdzenia, że cała ta straszliwa, zbrodnicza manifestacja ma na celu ochronę pokoju przed pazurami wojny. I choć wydaje się to być szczytem ironii, to mocno w to wierzę, gdyż jest to oczywiste, i uważam, że pokój jest dobrze strzeżony przed wojną przy użyciu instrumentów przynależnych wojnie, a właściwie dzięki obawom, wywoływanym ich rozmiarem i potwornością. Bezlitosne zbrojenia stają się jednak wszystko zagarniającym wirem, do którego powoli zmierza publiczna fortuna w powszechnym usiłowaniu zapełnienia bezdennego wulkanu materiałami wybuchowymi. Może się to wydawać dziwne, ale ta ocena sytuacji jest prawdziwa. Europa spoczywa na wulkanie przez siebie wykopanym i pracowicie wypełnionym najbardziej niebezpiecznymi elementami. W pełni świadomości tego zagrożenia, starannie pilnuje ona, by w pobliże krateru nie dostał się żaden podpalacz. Gdy jednak choć na chwilę osłabnie jej czujność i zdarzy się wybuch, cały świat poczuje wstrząsy i drgania z tego powodu. Barbarzyństwo objawi się w całej swej ohydzie, a przekleństwo będzie się szerzyć od narodu do narodu i zmusi ludzi do wymyślenia innych sposobów uregulowania spraw międzynarodowych, bardziej godnych naszej epoki, zaś wojna zostanie swymi własnymi rękami pogrzebana pod ruinami, aby już nigdy nie powstać.”
Pobudźcie
mocarzów, niech przyciągną a dadzą się nająć wszyscy mężowie waleczni.
Zbierzcie się w dolinie Jozafat (dolinie śmierci). Kto słaby, niech rzecze:
Mocnym ja. Przekujcie lemiesze wasze na miecze, a kosy wasze na oszczepy (Joel
3:10).
W
jaki sposób odbędzie się owo przystąpienie do wojny i przy użyciu jakich
środków, można domyślać się na podstawie zamieszczonego poniżej opisu karabinu.
Mówiąc o przygotowaniach do wojny między narodami, warto zwrócić uwagę na fakt,
że rządy i generałowie zaczynają się obawiać swoich własnych oddziałów. Służba
porządkowa w stanie Ohio uchyliła się od wypełnienia swych obowiązków w związku
z zamieszkami wywołanymi przez strajki. Marynarze w Brazylii zbuntowali się
przeciwko rządowi. Żołnierze w Portugalii wystąpili przeciwko własnym
generałom. Podobnie może być wkrótce w każdym państwie świata.
Niemcy,
które dysponują potężną armią, ogarnia strach, gdyż <str. 142> socjalizm
zdobywa coraz większą popularność wśród żołnierzy. Niedawno nawet w Wielkiej
Brytanii uznano za konieczne rozbrojenie niektórych chłopskich służb
porządkowych. Tajemnicą tych wszystkich przypadków niesubordynacji jest wiedza;
wiedza wynika z wykształcenia, wykształcenie zaś jest wspomagane przez prasę
drukarską i wspaniałą moc Boskiego oświecenia, podnoszącą zasłony ciemnoty i
przygotowującą ludzkość na wielki dzień Mesjasza, który rozpocznie się od
ucisku.
Zastanawialiśmy
się kiedyś, w jaki sposób rewolucja, o której wspomina Pismo Święte, ogarnie
całą ziemię; w jaki sposób mogłaby wybuchnąć anarchia pomimo zjednoczenia
wszystkich sił oraz wpływów kapitału i cywilizacji przeciwko temu zjawisku.
Obecnie jednak widzimy, jak wykształcenie (wiedza) toruje drogę dla wielkiej
światowej katastrofy, której według Pisma Świętego można oczekiwać
prawdopodobnie za kilka lat. Teraz przekonaliśmy się, że ci sami ludzie, którzy
są ćwiczeni w posługiwaniu się najnowocześniejszymi narzędziami służącymi do
niszczenia ludzkiego życia, mogą przejąć kontrolę i opiekę nad bronią i
amunicją. Poniżej zamieszczamy wspomniany już artykuł:
“Karabin
ten, ważący niecałe 10 kilogramów, którym można się posługiwać jak zwykłą
strzelbą myśliwską, raz uruchomiony, wyrzuca z siebie strumień kul z prędkością
400 strzałów na minutę. Ta nowa broń nazywa się Benet-Mercier i jest
wynalazkiem francuskim. Karabin ten ma kolbę, którą opiera się na ramieniu.
Strzelający żołnierz leży na ziemi, opierając karabin na dwóch podpórkach.
Zwiększa to bezpieczeństwo w porównaniu z szybkostrzelnym modelem Hirama
Maxima, jako że operator tego karabinu jest zmuszony wstać, aby go załadować.
To wystawia go na widok nieprzyjaciela – a raczej wystawia wszystkich trzech,
gdyż do obsługi tej cięższej broni trzeba aż trzech ludzi.”
Proroctwo
Joela (3:9-11) wypełnia się z pewnością w niespotykanych przygotowaniach
wojennych, jakie prowadzone są obecnie między narodami. Proroczo określa on
emocje <str. 143> naszych czasów, mówiąc: “Obwołajcie to między narodami,
ogłoście wojnę, pobudźcie mocarzów, niech przyciągną a dadzą się nająć wszyscy
mężowie waleczni. Przekujcie lemiesze wasze na miecze, a kosy wasze na
oszczepy; kto słaby, niech rzecze: Mocnym ja. Zgromadźcie się, a zbieżcie się
wszystkie narody okoliczne, zbierzcie się”. Czyż nie takie jest ogólnoświatowe
wołanie obecnego czasu? Czyż mocni i słabi nie przygotowują się psychicznie na
zbliżający się konflikt? Czyż nawet i kościół przyznający się do Chrystusa nie
ćwiczy młodych chłopców i nie rozbudza w nich ducha wojny? Czyż nie jest tak,
że mężczyźni, którzy w innych okolicznościach chodziliby za pługiem i
przycinali gałęzie drzew, kują narzędzia wojenne i uczą się nimi posługiwać?
Czyż wreszcie wszystkie narody nie gromadzą swych potężnych zastępów i nie
wykorzystują swych źródeł finansowych ponad granice wytrzymałości, aby w tych
przygotowaniach sprostać naglącym wymogom wojennym – wymogom wielkiego ucisku,
którego rychłe nadejście jest przez nich zauważane?
Pozycja
Stanów Zjednoczonych Ameryki między narodami jest wyjątkowa niemal pod każdym
względem i to w takim stopniu, iż niektórzy skłonni byliby uważać ten kraj za
wybrane dziecko Bożej opatrzności i sądzić, że nie zostanie on objęty wydarzeniami
ogólnoświatowej rewolucji. Jednak takie wymarzone bezpieczeństwo nie jest
zgodne ze zdrowym rozsądkiem, zarówno w świetle znaków czasu, jak i wobec
działania sprawiedliwych zasad odwetu, według których sądzone są narody i
jednostki.
Rozsądny
i nieuprzedzony człowiek nie będzie miał wątpliwości co do tego, że szczególne
okoliczności odkrycia tego kontynentu oraz osadzenia jego narodu na dziewiczej
ziemi, by mógł oddychać jej wolnym powietrzem i rozwijać jej wspaniałe zasoby,
było krokiem na drodze Boskiej opatrzności. Wskazują na to czas i <str.
144> okoliczności. Emerson powiedział kiedyś: “Cała historia naszego kraju
wydaje się być ostatnim wysiłkiem Boskiej opatrzności na rzecz rodzaju
ludzkiego”. Nie powiedziałby tego jednak, gdyby rozumiał Boski plan wieków, z
którego jasno wynika, że nie jest to “ostatni wysiłek Boskiej opatrzności”, ale
ściśle określone ogniwo w łańcuchu opatrznościowych okoliczności, zmierzających
do wykonania Boskiego zamierzenia. Ziemia ta udzieliła schronienia ludziom prześladowanym
w innych krajach przez tyranię świeckiego i kościelnego despotyzmu. Tutaj,
gdzie bezmierne oceaniczne pustkowie oddzieliło uciekinierów od dawnych
dyktatur, duch wolności znalazł miejsce wytchnienia i można było nadać realny
kształt eksperymentalnej idei rządu ludowego. W tych sprzyjających
okolicznościach wspaniałe dzieło Wieku Ewangelii – wybór prawdziwego Kościoła –
korzystało z ogromnych udogodnień. Są też wszelkie podstawy ku temu, by sądzić,
że tutaj właśnie zebrany zostanie największy plon tego wieku.
W
żadnym innym kraju błogosławione posłannictwo żniwa – Plan Wieków oraz czasy,
chwile i przywileje w nim zamierzone – nie uzyskałoby takiej swobody
rozpowszechniania i łatwości zwiastowania. Nigdzie indziej też, jak tylko w
obrębie działania wolnych instytucji tego uprzywilejowanego kraju, nie mogłoby
się znaleźć tak wiele umysłów, które będąc w dostatecznym stopniu oswobodzone z
łańcuchów przesądów i religijnego dogmatyzmu potrafiłyby przyjąć Prawdę na
czasie, aby następnie ponieść ją, jako dobrą nowinę, do obcych krajów. Jesteśmy
przekonani, że taka jest właśnie przyczyna stosunkowo większego zaangażowania
się Boskiej opatrzności w tym kraju. Była tutaj do wykonania praca na rzecz
Jego ludu, której nie dało się wykonać tak samo dobrze gdzie indziej i dlatego,
gdy ręka prześladowcy usiłowała zdławić ducha wolności, powołany został
Washington, aby stać się przywódcą biednych lecz odważnych zwolenników wolności
na drodze do niepodległości narodowej. Gdy zaś ponownie naród ten został
zagrożony rozerwaniem i gdy nadszedł czas wyzwolenia czterech milionów
niewolników, Bóg wzbudził innego <str. 145> odważnego i szlachetnego
ducha w osobie Abrahama Lincolna, który potrzaskał kajdany niewolnictwa i
ocalił jedność narodu.
Jednak
naród jako taki nie ma i nigdy nie miał żadnego prawa do powoływania się na
Boską opatrzność. Opatrznościowe kierownictwo w niektórych sprawach tego narodu
miało jedynie na celu ochronę interesów ludu Bożego. Sam naród żyje bez Boga i
bez nadziei na przetrwanie. Gdy tylko Bóg wykona, nawet dzięki temu narodowi,
swe mądre zamierzenia na rzecz swego ludu – kiedy już zgromadzi “swych
wybranych” – wtedy wichura wielkiego ucisku powieje na ten naród tak samo jak i
na inne narody, ponieważ stanowią one wszystkie razem “królestwa tego świata”,
które muszą ustąpić miejsca Królestwu umiłowanego Syna Bożego.
Warunki
życia ludności w naszym kraju są znacznie bardziej korzystne niż w innych
krajach, dlatego też tutejsze ubogie klasy doceniają wygodę oraz osobiste prawa
i przywileje w stopniu znacznie większym niż ma to miejsce w innych krajach. W
kraju tym z szeregów ludzi najuboższych, ale przepojonych duchem jego
instytucji – wolnością, godnością, przedsiębiorczością i inteligencją – wywodzą
się najmądrzejsi i najlepsi mężowie stanu – prezydenci, senatorzy, prawnicy,
sędziowie oraz wybitni ludzie na każdym stanowisku. Żadna dziedziczna
arystokracja nie ma tutaj monopolu na sprawowanie urzędów cieszących się
zaufaniem i przynoszącym zyski. Nawet dziecko najuboższego włóczęgi może
ubiegać się i uzyskać najwyższe zaszczyty, honory, bogactwa i przywileje. Każdy
chłopiec w amerykańskiej szkole dowiaduje się o możliwości, że i on pewnego
dnia może zostać prezydentem tego kraju. W rzeczywistości wszystkie osiągnięcia
wybitnych ludzi na różnych pozycjach i stanowiskach były postrzegane jako
przyszłe możliwości amerykańskiej młodzieży. Instytucje tego kraju są tak
ukształtowane, by nie hamować tych ambicji, a wręcz przeciwnie, by je
nieustannie pobudzać i rozwijać. Wpływ owych otwartych możliwości ubiegania się
o najwyższe i wszystkie średnie <str. 146> stanowiska związane z
zaszczytem i zaufaniem narodowym przyczynił się do podźwignięcia wszystkich
ludzi najniższych warstw na wyższy poziom. Pobudza on chęć zdobycia wykształcenia
i kultury, jak i spełnienia wszystkich wymagań wykształcenia i kultury.
Niezależny system szkolnictwa wyszedł szeroko naprzeciw tym oczekiwaniom,
zapewniając wszystkim klasom rozsądny sposób porozumiewania się za
pośrednictwem codziennej prasy, książek i periodyków, dając im w ten sposób
możliwość osobistego porównywania ocen i sądów w zakresie interesujących ich
tematów oraz wywierania stosownego wpływu na sprawy narodowe przez udział w
głosowaniu.
Naród
suwerenny, pełen godności i właściwej oceny praw człowieczeństwa jest
oczywiście jak najbardziej odporny, i to zdecydowanie, na wszelkie próby
ukrócenia swych ambicji albo ograniczenia możliwości działania. Nawet i
obecnie, niezależnie od liberalnego ducha jego instytucji i ogromnych korzyści,
jakie przyniosły one wszystkim klasom społecznym, inteligencja mas zaczyna
zauważać działające wpływy, które zmierzają do tego, by już niedługo pogrążyć
ich w niewolnictwie, ograbić z praw wolnego człowieka oraz pozbawić
błogosławieństw hojnej natury.
Naród
amerykański zachowuje czujność wobec odczuwanego zagrożenia swych praw i gotowy
jest do działania w obliczu tego niebezpieczeństwa z energią, która wyraźnie
zaznaczyła się w każdej dziedzinie przemysłu oraz każdej branży handlowej.
Jednak rzeczywista przyczyna zagrożenia nie jest dostrzegana przez ludzi na
tyle wyraźnie, aby ich energia mogła zostać mądrze wykorzystana. Widzą oni
tylko tyle, że nagromadzenie bogactw powoduje ubóstwo wielu ludzi, wywiera
wpływ na stanowienie prawa w taki sposób, aby sprzyjało ono dalszemu
gromadzeniu bogactw i władzy w rękach nielicznych i w ten sposób tworzyło
arystokrację bogactwa, której władza za jakiś czas okaże się równie despotyczna
i bezwzględna jak despotyzm Starego Świata. Mimo że taka jest niestety prawda,
nie jest to jedyne <str. 147> niebezpieczeństwo. Despotyzm religijny,
którego nienawistną tyranię najłatwiej jest osądzić na podstawie zapisów
minionych dni jego władzy, zagraża również temu krajowi. Niebezpieczeństwem
jest wpływ Rzymu.* Zagrożenie to jednak nie
jest powszechnie zauważane, ponieważ Rzym dokonuje tutaj swych podbojów w
sposób wyrafinowany i przy użyciu pochlebstw. Wyraża on wielki podziw dla
instytucji i samorządu Stanów Zjednoczonych, pochlebstwami ubiega się o względy
protestanckich “heretyków”, którzy stanowią większość wśród inteligentnych
ludzi, nazywając ich “odłączonymi braćmi”, do których pała on “nie gasnącym
uczuciem”. Tymczasem jego lepkie ręce wyciągają się w kierunku systemu szkół
publicznych, które chętnie widziałby jako przyczółki dalszego propagowania
swych doktryn i rozciągania swych wpływów. Jego wpływy odczuwalne są zarówno w
kręgach politycznych jak i religijnych, a nieustająca fala imigracyjna jest w
tym kraju w dużej mierze pod jego wpływem.
* Tom II, rozdz. 10.
Zagrożenie
tego kraju przez wpływy rzymskie zostało przewidziane przez Lafayette’a, który
choć sam był wyznania rzymskokatolickiego, walczył za wolność tego kraju, którą
tak ogromnie podziwiał. Powiedział on: “Jeśli Amerykanie mieliby być pozbawieni
swych swobód, to mógłby tego dokonać jedynie kler rzymski”. Tak więc w
koncentracji kapitału, romaniźmie oraz imigracji upatrujemy największych
zagrożeń.
Ale
niestety! Środek zaradczy, jaki zostanie ostatecznie zastosowany przez lud,
będzie gorszy od samej dolegliwości. Gdy dotrze tutaj rewolucja społeczna,
będzie ona niezwykle burzliwa i gwałtowna, gdyż Amerykanie zaangażują w nią
całą swoją energię i umiłowanie wolności. Byłoby przeto ze wszech miar
nierozsądne spodziewać się, że kraj ten uniknie losu innych narodów
chrześcijańskich. Jest on, podobnie jak i one, skazany na rozerwanie, <str.
148> obalenie i anarchię. Także on jest częścią Babilonu. Duch wolności
pielęgnowany tutaj od wielu pokoleń, już obecnie grozi rozpętaniem zamieszek
nieporównywalnie bardziej gwałtownych i burzliwych niż w Europie, które w
dodatku nie będą powstrzymywane przez tak potężne czynniki jak monarchistyczne
rządy.
Wielu
bogatych ludzi dostrzega to i obawia się, że straszliwy ucisk może najpierw
tutaj osiągnąć swą kulminację. Świadczy o tym wiele wzmianek, z których jedna,
opublikowana kilka lat temu w waszyngtońskim The Sentinel [Wartownik],
najlepiej o tym świadczy.
“Emigracja ze Stanów Zjednoczonych – Jak podaje National Watchman [Narodowy Strażnik], pan Gordon Bennett, właściciel New York Herald, przebywał tak długo w Europie, że można go uznać za obcokrajowca. O panu Pulitzer, właścicielu New York World, mówi się, że ma stałe miejsce zamieszkania we Francji. Andrew Carnegie, milioner i król żelaza, zakupił zamek w Szkocji i urządza sobie w nim mieszkanie. Henry Villard, magnat Kolei Północnego Pacyfiku, sprzedał swój koncern i udał się na stałe do Europy razem z ośmioma milionami dolarów. W. W. Astor przeprowadził się z Nowego Jorku do Londynu, gdzie nabył wspaniałą rezydencję i złożył wniosek o przyznanie mu obywatelstwa brytyjskiego. Pan Van Alen, który zapewnił sobie ostatnio funkcję ambasadora we Włoszech dzięki 50 tysiącom dolarów ofiarowanym na rzecz funduszu wyborczego demokratów, jest ze wszech miar zdeklarowanym cudzoziemcem i oświadczył, że kraj ten nie nadaje się na mieszkanie dla dżentelmena.”
Na
nic jednak zda się szukanie ochrony i bezpieczeństwa pod skrzydłami królestw
tego świata. Wszystkie one drżą ze strachu słysząc alarm i zdają sobie sprawę z
tego, że nie są w stanie podjąć walki z potężnymi spiętrzonymi siłami, z
którymi będą musiały mieć do czynienia, gdy nadejdzie ów straszliwy kryzys.
Wtedy rzeczywiście “będzie nachylona wyniosłość człowiecza, a wywyższenie
ludzkie zniżone będzie”. “Dnia onego [obecnie tak bardzo nieodległego w czasie
– “owszem w drzwiach”] wrzuci człowiek bałwany swe srebrne i bałwany swe złote
(…) w dziury kretów i nietoperzy. I <str. 149> wnijdzie w rozpadliny
skalne i na wierzchołki opok przed strachem Pańskim i przed chwałą majestatu
jego, gdy powstanie, aby potarł ziemię” – Izaj. 2:17-21.
Następnie
zaś “wszystkie ręce osłabieją i wszystkie się kolana rozpłyną jako woda. I
obloką się w wory i okryje ich strach i na wszelkiej twarzy będzie wstyd i na
wszystkich głowach ich łysina. Srebro swoje po ulicach rozrzucą, a złoto ich
będzie jako nieczystość; srebro ich i złoto ich nie będzie ich mogło wybawić w
dzień popędliwości Pańskiej” – Ezech. 7:17-19.
Na
nic też zda się ochrona, jaką mogą zapewnić rządy, gdy zostaną oni dotknięci
sądami Pańskimi oraz owocami swej własnej głupoty. Zadufani w swą moc “skarbili
sobie samym gniew na dzień gniewu”, Samolubnie usiłowali wywyższyć nielicznych,
a pozostawali głusi na wołania biednych i potrzebujących, a tymczasem ich
wołania “weszły do uszów Pana zastępów” i to On jest orędownikiem ich sprawy.
On też oświadcza: “I nawiedzę na okręgu ziemskim złość, a na niezbożnych
nieprawości ich; i uczynię koniec pysze hardych, a hardość okrutników zniżę.
Męża droższym uczynię nad szczere złoto, a człowieka nad złoto z Ofir” – Izaj.
13:11,12.
Mamy
zatem zapewnienie, że nadzorująca wszystko opatrzność Pańska przyniesie
wybawienie uciśnionym w czasie ostatecznej katastrofy. Nie będzie tak, by
istnienie wielu ludzi miało się stać ofiarą, a obecne nierówności społeczne
miały trwać wiecznie.
Doprawdy,
to jest ów zapowiedziany “czas uciśnienia narodów z rozpaczą”. Głos
niezadowolonych mas znajduje trafny symbol w szumie morza, zaś serca ludzi
omdlewają ze strachu przed przerażającym uciskiem, którego szybkie nadejście
jest widoczne dla wszystkich, gdyż <str. 150> moce niebieskie (obecnie
rządzące władze) są straszliwie potrząsane. Niektórzy nawet pouczeni przez te
znaki oraz pamiętając na słowo Pisma Świętego: “Oto idzie z obłokami”,
zaczynają wspominać o obecności Syna Człowieczego, choć całkowicie
błędnie pojmują oni ten temat i Boski środek zaradczy.
Prof.
Herron w wykładzie na temat “Chrześcijańskie ożywienie narodu”, wygłoszonym w
San Francisco, powiedział: “Chrystus jest tutaj! A sąd odbywa się dzisiaj! Nasze społeczne poczucie
grzechu – ciężka ręka Boga na naszym sumieniu – tego dowodzi! Ludzie i
instytucje są sądzone przez Jego nauki!”
Wśród
tych wszystkich wstrząsów, którym podlega ziemia (zorganizowane społeczeństwo)
oraz niebiosa (władze kościelne), są jednak i tacy, którzy dostrzegają
zarysowujący się Boski plan wieków, radują się z otrzymanego zapewnienia, że to
straszliwe trzęsienie będzie ostatnim, któremu będzie podlegać nasza ziemia,
ostatnim, jakiego w ogóle potrzebuje, gdyż jak zapewnił nas apostoł Paweł,
oznacza to zniesienie rzeczy chwiejących się – czyli obalenie całego
obecnego porządku rzeczy – aby te, które się nie chwieją – czyli Królestwo
Boże, Królestwo światłości i pokoju, mogły pozostać. Albowiem Bóg nasz jest
ogniem trawiącym. W swym gniewie zniszczy każdy system zła i ucisku, a
ugruntuje prawdę i sprawiedliwość na ziemi.
Pomimo
wyraźnego sądu Bożego nad wszystkimi narodami, pomimo ogromnej masy świadectw
całego mnóstwa ludzi sprzeciwiających się z nieodpartą logiką całemu obecnemu
porządkowi rzeczy, pomimo tego, że świadomość wyroku i kary napawa niemal
wszystkich przerażeniem, ciągle znajdują się tacy, którzy źle ukrywając
<str. 151> swoje obawy, wołają: “Pokój, pokój!” choć nie masz pokoju.
Takie
oświadczenie, w którym miały udział wszystkie narody chrześcijaństwa, zostało
wydane przy okazji wielkiego pokazu floty, jaki towarzyszył otwarciu kanału
bałtyckiego. Kanał został zaplanowany przez dziadka obecnego cesarza Niemiec, a
prace rozpoczął jego ojciec, mając na widoku korzyści niemieckiego handlu oraz
wygodę dla floty. Obecny cesarz, który wsławił się wiarą w miecz, jako
niezawodny środek do utrzymania pokoju oraz poleganiem na jego towarzyszach –
armacie i prochu strzelniczym, postanowił, aby otwarcie kanału, którego budowa
została właśnie ukończona, stało się okazją do proklamowania pokoju oraz
wielkiego pokazu potencjału, który miałby być jego podstawą. I tak zaprosił on
wszystkie narody, by wysłały reprezentacyjne okręty wojskowe (czynicieli
pokoju) na wielką paradę morską wzdłuż kanału bałtyckiego 20 czerwca 1895 roku.
W
odpowiedzi na to zaproszenie przybyło ponad sto stalowych fortec, w tym
dwadzieścia gigantycznych pancerników, zwanych “okrętami bojowymi”, doskonale
uzbrojonych i mogących rozwijać prędkość siedemnastu mil na godzinę. “Trudno
sobie wyobrazić”, napisał londyński Spectator, “taką koncentrację siły,
która mogłaby w ciągu kilku godzin zmieść z powierzchni ziemi największe porty
morskie albo posłać na dno oceanu połączone floty handlowe całego świata. W rzeczywistości
nie ma takiej siły na morzach całego świata, która mogłaby chociaż usiłować
oprzeć się tej potędze. Wobec tego Europa jako całość może z powodzeniem
ogłosić się od razu niepokonaną na morzu, gdyż nikt jej się nie oprze. (…)
Floty zgromadzone w Kilonii były prawdopodobnie największą możliwą koncentracją
siły wojennej, zakładając że walka nigdy nie potrwa dłużej niż na to pozwalają
składy amunicji na okrętach.” <str. 152>
Wartość
statków oraz ich uzbrojenia wynosi setki milionów dolarów. Jeden salut armatni,
oddany jednocześnie z 2500 dział, pochłonął natychmiast tysiące dolarów, które
wart jest proch. Utrzymanie dostojnych gości kosztowało lud niemiecki 2 miliony
dolarów. W swych przemówieniach cesarz Niemiec oraz przedstawiciele zagranicy
wskazywali na “nową erę pokoju” ustanowioną przez otwarcie wielkiego kanału i
udział wielu narodów w paradzie floty. Jednak wszystkie te uroczyste
przemówienia, potężny ryk armat, przez który królowie i cesarze proklamowali
“pokój, pokój”, grożąc zemstą każdemu, kto by odmówił przyjęcia ich warunków,
nie zostały przyjęte przez ludzi jako wypełnienie proroczego poselstwa: “Na
ziemi pokój, w ludziach dobre upodobanie”. Nie wpłynęło to bynajmniej
uspokajająco na socjalistów. Nie zaproponowano żadnego uzdrowienia nieporządku
społecznego, żadnego ulżenia trosk, zmniejszenia brzemion biednych i
nieszczęśliwych mas ludzkich. Nie dostarczono żadnego zapewnienia o dobrej woli
na ziemi, nie wskazano sposobu utrzymania i ugruntowania dobra ani między
narodami, ani między rządami i ludźmi. Była to zatem wielka farsa, wielkie,
wyraźne narodowe oszukaństwo, i tak też zostało przyjęte przez ludzi.
Londyński
Spectator wyraził uczucia myślących ludzi w odniesieniu do owego pokazu,
zamieszczając taki oto słuszny komentarz:
“Ironia sytuacji była bardzo widoczna. Kulminacyjnym momentem tego wielkiego święta pokoju i przemysłu konstrukcyjnego stała się prezentacja floty, przygotowana kosztem energii i wielkich nakładów finansowych służących jedynie wojnie i zniszczeniu. Pancernik nie ma żadnego innego przeznaczenia, jak tylko urządzenie masakry. Jest tylko jedno określenie, którym można w pełni opisać wspaniałość owej ‘pokojowej’ floty: flota taka mogłaby zniszczyć każdy port na ziemi albo posłać na dno morza połączone floty handlowe całego świata, gdyby zgromadziły się one na jednym miejscu. <str. 153> Jakaż przepaść ludzkiej nienawiści kryje się pod tymi wszystkimi uroczystymi demonstracjami przyjaźni. Jedna eskadra pochodziła z Francji, a jej oficerowie dyszeli zemstą względem cesarza, który dokonał rozbioru ich kraju. Inna z Rosji, której admirałowie musieli mieć świadomość, że ich największym wrogiem i rywalem było mocarstwo, któremu tak ostentacyjnie oddawali honory, a jeszcze dzień wcześniej złamali zasady żeglugi, aby pozdrowić najbardziej zaciekłego i niebezpiecznego wroga cesarza. Trzecia eskadra pochodziła z Austrii, której pan został wypędzony z terenów, przez które przekopano kanał oraz oszukany co do swych niepełnych praw w prowincji, gdzie kanał rozciąga się na całej swojej długości. Były tam także okręty z Danii, od której oderwany został Holstein przez jego obecnych właścicieli, albo z Holandii, gdzie każdy obawia się, że pewnego dnia inni Niemcy podczas kolejnej potyczki zagarną za jednym zamachem kolonie oraz przejmą kontrolę nad handlem i szlakami morskimi. Cesarz mówił o pokoju, admirałowie marzyli o pokoju, gazety na całym świecie zgodnym chórem ogłosiły pokój, lecz w tym przedstawieniu wszystko przemawiało za wojną, tą która właśnie minęła i tą, która pewnego dnia w nieodległej przyszłości nadejdzie. Nie było jeszcze na świecie tak wielkiej uroczystości. Nie było też uroczystości w takim stopniu przenikniętej piętnem nieszczerości.”
Nowojorski
Evening Post zamieścił następujący komentarz:
“W tym właśnie zgromadzeniu okrętów wojennych objawił się duch przeciwny umiłowaniu pokoju. Narody posyłające tam swoje największe statki i najcięższe działa nie traktowały tego jako aktu kurtuazji, ale swego rodzaju międzynarodowe pokazywanie zębów. Flota brytyjska wysłała dziesięć najpotężniejszych okrętów, aby zademonstrować swoje możliwości i jak gdyby chcąc powiedzieć: ‘Strzeżcie się narody i nie drażnijcie pani mórz’. Także eskadry Francji i Rosji przybrały groźny wyraz twarzy, aby przypadkiem ich gospodarzowi Wilhelmowi przy okazji tych radosnych uroczystości nie przyszło do głowy zbytnio się spoufalić. Nasze amerykańskie statki znalazły się wśród innych flot ożywiane duchem, który bez wątpienia dominował wśród oficerów i marynarzy na pokładach – najwyższy czas, by hardzi Europejczycy przekonali się, że po drugiej stronie oceanu rodzi się nowa potęga morska, której lepiej byłoby nie lekceważyć. <str. 154>
Szczególnie zabawny charakter miała obecność Francuzów i Rosjan. Są oni rzeczywiście komiczni w roli miłośników pokoju międzynarodowego, a zwłaszcza w roli miłośników Niemiec. W niektórych rejonach Francji, aż wrzało z tego powodu (…)
Jednak najbardziej uderzająca nieszczerość miała miejsce w czasie samej uroczystości otwarcia kanału kilońskiego. Został on poświęcony dla dobra ‘światowego transportu’. Stąd owo międzynarodowe znaczenie, radość i pochwały. Tylko co tak naprawdę myślą Niemcy, Francja oraz inne mocarstwa kontynentu na temat transportu światowego? Czemu w tym samym czasie, podobnie jak i przez ostatnie dwadzieścia lat, usiłują one ze wszystkich sił krępować, powstrzymywać i ograniczać, na ile to możliwe, wolną wymianę handlową między narodami? (…) Dopóki nie zaniknie proskrypcyjnys duch wrogości i zawiści w handlu albo dopóki nie obumrze on z uwagi na jawną absurdalność, możecie otwierać dowolną liczbę kanałów morskich, a i tak nie przekonacie rozsądnych ludzi, że wasze słowa o ich znaczeniu dla dobrej atmosfery międzynarodowej oraz dla powszechnej miłości i pokoju są czymś innym, jak tylko jawną nieszczerością.”
The
Chicago Chronicle pisze:
“Parada w Kilonii jest najczystszym barbarzyństwem. Przeprowadzona w charakterze uroczystości pokojowej nabrała cech apoteozy wojny. Śmiertelni wrogowie zgromadzili się na demonstrację swojego uzbrojenia, w czasie której pod przejawami wymuszonej przyjaźni kryła się wrogość. Armaty wojenne strzelały na wiwat. Sam cesarz wychwalał pokaz uzbrojenia. ‘Potęga pancernej broni zgromadzonej w porcie Kilonii’, powiedział, ‘winna jednocześnie służyć jako symbol pokoju i współpracy wszystkich narodów europejskich w dziele postępu i podtrzymywania misji, którą Europie wyznaczyła cywilizacja.’ Doświadczenie zaprzecza tej teorii. Ten kto ma karabin, chce z niego strzelać. Naród zdolny do wojny chce wojnę wywołać. Jedynym poważnym zagrożeniem pokoju w Europie jest to, że wszystkie narody europejskie są przygotowane do wojny.
Przekopanie kanału kilońskiego było wybitną zasługą na rzecz cywilizacji, ale uroczystość jego otwarcia była uczczeniem barbarzyństwa. Teoretycznie został on przekopany dla ułatwienia żeglugi handlowej, tymczasem większość statków zgromadzonych dla uczczenia jego <str. 155> otwarcia należała do kategorii niszczycieli floty handlowej.”
Według
The St. Paul Globe w czasie parady w Kilonii bardziej widoczny był król
i przywilej niż przemysł. Gazeta pisze:
“Jaka jest dzisiaj rola flot pancernych w zaawansowanej cywilizacji? Cóż to za floty pirackie trzeba obecnie pokonywać na dalekich morzach? Czy są jeszcze jakieś podrzędne i dzikie narody, które możemy poddać pod wpływ współczesnej cywilizacji, oświetlając je reflektorami eskadr okrętów wojennych? Jest tylko jeden kierunek ataku, w którym narody byłyby w stanie ochoczo zjednoczyć swe siły pod pozorem działania na rzecz współczesnej cywilizacji. Tyle że żaden z rządów reprezentowanych w Kilonii nie odważyłby się zaproponować zbrojnego sojuszu narodów, którego celem byłoby wypędzenie z Europy odrażających i okrutnych Turków.
Czy konflikt między wspaniałymi pancernikami albo dwoma spośród narodów reprezentowanych w Kilonii mógłby w jakiś sposób przybliżyć cele cywilizacji? Czy też jest całkiem odwrotnie, że zbrojenia te są przeżytkiem i świadectwem przetrwania barbarzyństwa. Objawem największego barbarzyństwa każdego narodu jest jego uzbrojenie. Celem zaś jego posiadania, na co większość narodów europejskich tak hojnie wydatkuje ciężko wypracowane przez ludzi podatki, jest utrzymanie swych obywateli w pokornym posłuszeństwie wobec władz, które nad nimi panują.”
“Paradą
ucisku” nazwał The Minneapolis Times kilońską paradę morską, zamieszczając
taki komentarz:
“Fakt, że otwarcie wspaniałego szlaku wodnego ma większe znaczenie ze względu na korzyści wojskowe niż gospodarcze oraz że było świętowane przy akompaniamencie artyleryjskich grzmotów flot wojennych z całego świata, jest wielkim oskarżeniem naszej cywilizacji. Jeśli bowiem tak zwane ‘cywilizowane’ narody potrzebują tak szeroko zakrojonych przedsięwzięć uwzględniających potrzeby operacji wojskowych, jeśli konieczne im są tak potężne floty, jakie są obecnie utrzymywane za pieniądze obywateli, oznacza to, że natura rasy kaukaskiej nic się nie poprawiła od czasów Kolumba i jego wielkiego odkrycia. Jeśli potrzebne są takie floty, to wolność nie jest możliwa, a despotyzm jest koniecznym warunkiem istnienia rodzaju ludzkiego.” <str. 156>
To potężne
i zjednoczone wołanie narodów ustami swych przedstawicieli: “Pokój, pokój! choć
nie masz pokoju” z całą siłą przywodzi na pamięć słowo Pańskie, wypowiedziane
przez proroka Jeremiasza, mówiącego:
“Zaiste,
od najmniejszego z nich aż do największego z nich, wszyscy się udali za
łakomstwem; od proroka aż do kapłana, wszyscy zgoła bawią się kłamstwem. I
leczą skruszenie córki ludu mego tylko po wierzchu, mówiąc: Pokój, pokój! choć
nie masz pokoju. Izali się zawstydzili, przeto że obrzydłość czynili? Zaiste
ani się lud wstydził, ani ich prorocy do wstydu przywieść mogli; przetoż upadną
między padającymi; czasu, którego ich nawiedzę, upadną, mówi Pan” – Jer.
6:13-15.
Owa
wielka międzynarodowa proklamacja pokoju, nacechowana widoczną nieszczerością,
przywodzi na pamięć słowa poety, który bardzo plastycznie przedstawia warunki
obecnego pokoju.
Pokój na świecie
Pokój na świecie: Twarda pięść władzy
Ład i porządek wszędzie sprawuje.
Nic to, że po wsiach nędzarze nadzy,
A w miastach tyfus i głód panuje.
Rząd chce pokoju i pokój “błogi”
Na kartach gazet światu się głosi,
Choć od żołdactwa roją się drogi,
A szczęk oręża echo donosi.
Gdy noc roztoczy kiry ciemności
I skryje w sobie lasy i niwy,
Hen znad granicy sąsiednich włości
Słychać zew straży, pomruk straszliwy.
Bo dziś sąsiada sąsiad się boi
I wietrzy wroga, chociaż na świecie
Pokój panuje. Pod bronią stoi
Dziesięć milionów, choć pokój przecie!
Króle, biskupi, książęta, pany,
Prorocy fałszu głusi i niemi
Na Prawdę Bożą, świat rozpętany
Tumanią, głosząc pokój na ziemi.
Lecz Prawda Pańska błyszczy na wschodzie
I kłam zadaje fałszu prorokom.
Burza już blisko, więc drżyj narodzie,
Świat się nie oprze Boskim wyrokom.
Pokój na ziemi, lecz miast pokoju
Walka się zbliża straszna i krwawa.
Świat cały spłynie we krwi i znoju,
Bo już się zbliża Boska rozprawa.
Prorocze słowo spełnić się musi,
Choć się rozpadnie wszystko na świecie
A światła Prawdy ciemność nie zdusi,
Gdyż Pan jest wśród nas i Tysiąclecie. <str. 157>
Babilon przed wielkim sądem
Jego zamieszanie – kościelne
Prawdziwy Kościół, który jest
znany Panu, nie został objęty sądami Babilonu – Sytuacja religijna w obrębie
chrześcijaństwa nie różni się od sytuacji politycznej w takim stopniu, by można
było żywić nadzieję – Wielkie zamieszanie – Obowiązek prowadzenia obrony spada
na kler – Zanik ducha Wielkiej Reformacji – Podobne położenie kapłanów i ludu –
Wniesienie oskarżenia – Obrona – Propozycja konfederacji – Dążenie do celu –
Przyjęte metody – Powszechny duch ustępstw – Rozprawa sądowa przeciwko
religijnym instytucjom chrześcijaństwa.
“Tedy mu rzekł: Z ust twoich sądzę cię, zły sługo!”
– Łuk. 19:22.
W trakcie rozważań nad obecnym sądem
wielkiego nominalnego kościoła chrześcijańskiego nie powinniśmy zapominać, że w
pośrodku rodzaju złego i przewrotnego istnieje jeszcze rzeczywisty Kościół
Chrystusowy, wybrany i kosztowny, poświęcony Bogu i Jego Prawdzie. Choć nie
jest on widoczny dla świata jako zwarta organizacja, to jednak pojedynczo jego
członkowie znani są Panu, który nie sądzi jedynie na podstawie tego, co da się
zobaczyć lub usłyszeć, ale który widzi i osądza myśli i intencje serca. Bóg
zawsze czuwa nad nimi, niezależnie od tego, czy są oni całkowicie rozproszeni
jako pojedyncze kłosy “pszenicy” wśród “kąkolu”, czy też mają społeczność z
innymi. Mieszkając w ochronie Najwyższego (uświęceni, całkowicie oddani Bogu),
będą przebywać <str. 158> w cieniu Wszechmogącego, podczas gdy wielkie
systemy religijne są poddawane sądowi Pana, którego imię bezprawnie noszą (Psalm
91:1,14-16). Członkowie prawdziwego Kościoła nie są objęci sądem wielkiego
Babilonu, gdyż zostali wcześniej oświeceni i wezwani do jego opuszczenia (Obj.
18:4). Klasa ta jest opisana i pocieszona błogosławieństwami zapisanymi w
Psalmie 91 i 46. Wśród wielu tych, którzy składają jedynie formalne i udawane
wyznanie pobożności, czujne oko Pana upatruje prawdziwych chrześcijan, których
prowadzi On na zielone pasze i do cichych wód oraz pociesza ich serca swą
prawdą i miłością. “Zna Pan, którzy są jego” – 2 Tym. 2:19. Oni to stanowią
uznany przez Niego prawdziwy Kościół – Syon, który Pan obrał (Psalm 132:13-16),
o którym jest napisane: “To usłyszawszy Syon rozweseli się, a radować się będą
córki Judzkie, dla sądów twoich, Panie!” – Psalm 97:8. Pan będzie ich
bezpiecznie prowadził, tak jak pasterz prowadzi swe owce. Pamiętamy zatem, że
istnieje taka klasa, jak prawdziwy Kościół, którego każdy członek jest znany i
drogi Panu, niezależnie od tego, czy my go znamy czy też nie. Musimy jednak
pominąć ten fakt, gdy zastanawiamy się nad kościołem z wyznania, który jest
uznawany przez świat, o którym wspominają prorocy, posługując się wieloma
znamiennymi nazwami określającymi wielki nominalny kościół, który utracił
łaskę. Istnienie prawdziwego Kościoła pomijamy także przy omawianiu sądu
Bożego, który sprawowany jest nad kościołem nominalnym w czasie obecnego czasu
żniwa Wieku Ewangelii.
Jeśli
świeckie władze chrześcijaństwa są pogrążone w rozpaczy, a uciśnienie narodów
widoczne jest na każdym kroku, to i sytuacja religijna nie przedstawia się o
wiele lepiej i nie daje nadziei na pokój i bezpieczeństwo, jako że współczesne
systemy kościelne, podobnie jak narody, zaplątane są w sieci, które
własnoręcznie zarzuciły. Jeśli narody, które siały na wiatr ziarno nieprawości,
są o krok od obfitego zbioru burzy utrapienia, to i wielki kościół nominalny,
klerykalne chrześcijaństwo, które brało udział w sianiu, będzie miało swoją
część w owym żniwie. <str. 159>
Wielki
kościół nominalny od dawna naucza doktryn i ustaw ludzkich. Pomijając wspaniałą
miarę Słowa Bożego, które jest jedyną zasadą wiary i pobożnego życia, śmiało
przedstawia wiele sprzecznych i uwłaczających Bogu nauk, a tym samym nie
zachowuje wierności wobec tej miary prawdy, jaką jeszcze posiada. Nie kultywuje
on i nie przejawia ducha Chrystusowego, a za to bez oporu wchłonął ducha tego
świata. Otwarł on wrota owczarni wpuszczając do niej kozły, a nawet zachęcając
do wejścia wilki, aby mogły dokonywać swych niegodziwych czynów. Z zadowoleniem
pozwalał diabłu siać kąkol między pszenicą, aby teraz cieszyć się owocami tego
zasiewu – kwitnącym polem kąkolu. Stosunkowo nielicznym kłosom “pszenicy”,
które jeszcze przetrwały, poświęca się niewiele uwagi i nie podejmuje się
prawie żadnej próby w celu zapobieżenia ich zaduszeniu przez “kąkol”.
“Pszenica” straciła wartość na rynkach chrześcijaństwa, a pokorne i wierne
dziecko Boże bywa, podobnie jak jego Pan, wzgardzone i odrzucone przez ludzi,
zranione w domu domniemanych przyjaciół. Pozór pobożności zastąpił jej moc, a
okazałe ceremonie powszechnie wyparły uwielbienie płynące z serca.
Dawno
temu sprzeczne nauki podzieliły nominalny kościół na wiele nieprzyjaznych
względem siebie sekt, z których każda uważała się za prawdziwy kościół,
założony przez Pana i apostołów. Wspólnie udało im się upowszechnić w świecie
tak przekręcone i fałszywe pojęcie o charakterze i planie naszego Niebiańskiego
Ojca, że wielu inteligentnych ludzi odwróciło się z niesmakiem i wzgardziło
Stwórcą, a nawet usiłowało zaprzeczyć Jego istnieniu.
Kościół
rzymski, rzekomo nieomylny, utrzymuje jakoby Boskim zamierzeniem były wieczne
męki w ogniu i w siarce dla wszystkich “heretyków”, którzy odrzucają przyjęte
przez niego nauki. Dla innych zaś kościół ten przewiduje ograniczone męki zwane
czyśćcem, z którego wyswobodzenie można sobie zapewnić przez praktyki pokutne,
posty, modlitwy, zapalanie poświęconych świec i kadzidła oraz hojne datki na
“ofiary” <str. 160> mszalne. W taki sposób odsuwa on na bok skuteczność
oczyszczającej ofiary Chrystusa, a wieczne przeznaczenie człowieka powierza w
ręce podstępnych księży, którzy dzięki temu przypisują sobie władzę otwierania
i zamykania niebios wedle swego uznania. Zastępuje on żywotną siłę pobożności
jej formami oraz wystawia posągi i obrazy po to, by oddawano cześć jego
czcicielom, zamiast wychwalać w sercu niewidzialnego Boga i Jego drogiego Syna,
naszego Pana i Zbawcę. Wyniósł on na stanowiska klasę kapłanów ustanowionych
przez ludzi, aby sprawowali władzę nad kościołem sprzeczną z nauką naszego
Pana: “Ale wy nie nazywajcie się mistrzami; albowiem jeden jest mistrz wasz,
Chrystus; ale wy jesteście wszyscy braćmi. I nikogo nie zówcie ojcem waszym na
ziemi; albowiem jeden jest Ojciec wasz, który jest w niebiesiech” – Mat.
23:8,9. W rzeczywistości papiestwo, otwarcie podając się za jedyny prawdziwy
kościół, jest najdoskonalszym falsyfikatem prawdziwego chrześcijaństwa.*
Ruch
“reformacyjny” odrzucił niektóre fałszywe nauki papiestwa i wyprowadził wielu
chrześcijan z tego niegodziwego systemu. Reformatorzy wskazali na Słowo Boże i
potwierdzili prawo do osobistych poglądów przy jego studiowaniu. Uznali też
prawo każdego dziecka Bożego do głoszenia Prawdy bez upoważnienia papieża i
biskupów, którzy niesłusznie roszczą sobie prawo do sukcesji władzy po
pierwotnych dwunastu apostołach. Jednak niedługo potem słuszny protest
przeciwko nikczemnemu, antychrystusowemu, oszukańczemu kościołowi rzymskiemu
uległ duchowi światowości i wkrótce protestanci, jak ich zwano, utworzyli nowe
organizacje, które równolegle z odkrytymi prawdami podtrzymywały wiele starych
błędów, dodając do nich niektóre nowe, choć każda z tych grup zachowała
niewielką część Prawdy. W rezultacie powstała mieszanina sprzecznych wyznań
wiary, pozostających w konflikcie z rozsądkiem, Słowem Bożym oraz wzajemnie z
sobą. <str. 161> Gdy tylko wyczerpała się poznawcza energia okresu
Reformacji, wyznania te skamieniały i tak zachowały się do dnia dzisiejszego.
Nie
szczędzono czasu i talentów w celu stworzenia i utrwalania błędnych systemów
doktrynalnych tego, co z satysfakcją nazywają “systematyczną teologią”, .
Uczeni protestanccy napisali wiele opasłych tomów, aby inni je studiowali
zamiast Słowa Bożego. W tym celu zakłada się i hojnie finansuje seminaria teologiczne,
w których młodzież uczy się błędów, aby potem utwierdzali w nich ludzi. Ci zaś,
nauczeni uznawać wychowanków seminariów za naznaczonych przez Boga sług i
następców apostołów, akceptują ich poglądy nie rozsądzając Pisma Świętego – co
czynili przecież zacni berianie za dni apostoła Pawła (Dzieje Ap. 17:11) – w
celu sprawdzenia, czy ich nauki są z nim zgodne.
Obecnie
jednak nastał czas żniwa i żęcia tego wszystkiego, co kiedyś zasiano. Nadszedł
dzień rozliczenia i jednocześnie wielkiego zamieszania i zakłopotania dla
całego nominalnego kościoła wszystkich wyznań, szczególnie zaś dla kleru, na
który w tym dniu sądu spada obowiązek prowadzenia obrony w obecności wielu
oskarżycieli i świadków, a także, o ile to możliwe, wymyślenia sposobu ocalenia
od całkowitej zagłady tego, co oni uważają za prawdziwy kościół. Jednak w
obecnym stanie zamieszania oraz wobec skłonności wszystkich sekt do
politycznych związków z innymi grupami, prawie zaprzestały one uznawania swej
własnej sekty za jedyny prawdziwy kościół. Dzisiaj mówi się raczej o różnych
“odłamach” jednego kościoła, pomimo sprzecznych wyznań wiary, które wykluczając
się wzajemnie nie mogą być jednocześnie prawdziwe.
W
tej krytycznej chwili pożałowania godnym staje się fakt zaniku zdrowego ducha
“Wielkiej Reformacji”. Protestantyzm nie jest już ruchem protestu przeciwko
duchowi Antychrysta <str. 162> ani nawet przeciwko światu, ciału i
diabłu. Czyni się wszystko, by jego wyznania wiary, niespójne i pozostające w
sprzeczności ze Słowem Bożym, rozsądkiem i z sobą nawzajem, nie były publicznie
rozpatrywane. Jego opasłe dzieła teologiczne są jedynie paliwem podsycającym
ogień obecnego Dnia Sądu chrześcijaństwa. Jego czołowe seminaria są siedliskiem
ateizmu, z których na cały świat rozprzestrzenia się zaraza. Jego wielcy ludzie
– biskupi, doktorzy nauk duchownych, profesorowie teologii oraz najbardziej
wybitni i wpływowi przedstawiciele kleru w wielkich miastach – stają się
przywódcami nurtów zamaskowanej niewiary. Usiłują oni podkopać i unicestwić
powagę i natchnienie Pisma Świętego, zastępując objawiony w nim plan zbawienia
wymyśloną przez ludzi teorią ewolucji. Poszukują oni bliższego, choćby
pozornego, związku z kościołem rzymskim, ubiegając się o jego łaskę,
pochwalając jego metody i ukrywając jego zbrodnie, czyniąc to zaś, duchowo się
z nim jednoczą. Protestanci okazują także we wszystkich sprawach bliską i coraz
większą zgodność z duchem tego świata. Naśladują oni próżną wystawność i chwałę
świata, który wedle własnych twierdzeń mieli przecież opuścić. Wystarczy
zwrócić uwagę choćby na nadmierną wystawność kościelnej architektury, dekoracji
i wyposażenia, która jest przyczyną poważnego zadłużenia i nieustannej
żebraniny oraz ciągłych matactw w celu uzyskania koniecznych środków
finansowych.
Znamiennym
tego przykładem było wprowadzenie do kościoła metodystycznego przy alei
Lindella w St. Louis w stanie Missouri dzieła sztuki zatytułowanego
“Narodzenie” autorstwa R. Bringhursta. Są to płaskorzeźby umieszczone nad
ołtarzem, organami i balkonem dla chóru. Dzieło to obejmuje łuk o szerokości
czternastu metrów i wysokości piętnastu metrów. Każda figura jest naturalnej
wielkości człowieka. W najwyższym punkcie łuku umieszczona jest stojąca figura
Marii Panny trzymającej na rękach dzieciątko Jezus. Na zewnątrz, obok tych dwóch
postaci, ukazane są lecące serafiny z trąbami, które obwieszczają wstąpienie na
tron. <str. 163> Po obu stronach łuku wznoszą się zastępy uwielbiających
aniołów z rozpostartymi skrzydłami. Przy obu podstawach umieszczona jest figura
anioła. Z lewej strony trzyma on zwój w kształcie girlandy, na którym jest
napisane “Na ziemi pokój”. Podobna figura po prawej stronie niesie końcowe
słowa zwiastowania przy narodzeniu: “W ludziach dobre upodobanie”. Dodatkowego
wyrazu dodaje pochylenie płaskorzeźby pod kątem 45 stopni w stronę nawy
kościelnej, sprawiające, że relief wydaje się bardziej wyrazisty poprzez
uwypuklenie proporcji i grę światłocieni.
Przykład
ten potwierdza występowanie nie tylko ducha nadmiernej wystawności, ale także
charakterystycznej dla kościoła rzymskiego skłonności do czczenia obrazów.
Warto też zwrócić uwagę na urządzenie w niektórych kościołach sal bilardowych.
Niektórzy duchowni posunęli się nawet do tego, że zalecili wprowadzenie
niskoprocentowych napojów alkoholowych. Są miejsca, gdzie bez ograniczeń
toleruje się prywatne spektakle i przedstawienia.
W
większości wypadków społeczność członków kościoła staje się powolnym narzędziem
w rękach kleru. Z kolei zaś kler schlebia tym upodobaniom i skłonnościom
występującym wśród światowych i wpływowych członków. Ludzie wyrzekli się swego
prawa i obowiązku osobistego rozsądzania i zaprzestali studiować Pismo Święte w
celu przekonania się, jaka jest Prawda, przestali też rozważać Boskie prawo, by
dowiedzieć się, czym jest sprawiedliwość. Są obojętni, światowi, miłują raczej
rozkosze niż Boga: zostali oślepieni przez boga tego świata i mają skłonność do
ulegania każdej intrydze, która służy zaspokojeniu światowych pożądliwości i
ambicji. Zaś kler pielęgnuje tego ducha i schlebia mu dla własnych doczesnych
korzyści. Gdyby bowiem upadły te organizacje religijne, wraz z nimi musiałyby
przeminąć urzędy, pensje, przywileje i honory samozwańczego kleru. Są oni więc
dziś jak najbardziej zainteresowani dalszym utrzymywaniem instytucji
nominalnego chrześcijaństwa, <str. 164> podobnie jak kiedyś nauczeni w
Piśmie, faryzeusze i nauczyciele Zakonu starali się gorliwie podtrzymywać
judaizm, a mieli ku temu takie same powody (Jan 11:47,48,53; Dzieje Ap.
4:15-18). Uprzedzenia i światowe ambicje spowodowały, że chrześcijanie stali
się ślepi na światło nowego Wieku, które obecnie zaczyna jaśnieć, podobnie jak
i Żydzi za dni pierwszego przyjścia naszego Pana nie zauważyli świtania słońca
Wieku Ewangelii.
Oskarżeniem,
jakie podnosi się przeciwko nominalnemu kościołowi chrześcijańskiemu, są
uczucia budzącego się świata i budzących się chrześcijan, zarówno tych, którzy
przebywają w Babilonie, jak i przebywających poza granicami jego terytorium.
Niespodziewanie, zwłaszcza w ciągu ostatnich pięciu lat, kościół z wyznania
chrześcijański stał się przedmiotem krytyki i jest bacznie obserwowany przez
cały świat. Krytyka jest tak powszechna, że nie sposób jej nie zauważyć. Wisi
ona w powietrzu. Słyszy się ją w prywatnych dyskusjach, na ulicach, w
pociągach, w warsztatach i sklepach. Podejmuje ją codzienna prasa, a także jest
ona żywym tematem we wszystkich wiodących czasopismach świeckich i religijnych.
Przywódcy kościołów zdają sobie sprawę z tego, że nie zapowiada to niczego
dobrego dla ich instytucji. Odczuwana jest potrzeba szybkiej i mądrej (według
ich pojęć) reakcji, która by uchroniła ich organizacje przed zagrażającym
niebezpieczeństwem.
Nominalny
kościół chrześcijański oskarża się o (1) niekonsekwencję. Nawet świat
zauważa, jak ogromna jest różnica, która dzieli ich sprzeczne i pod wieloma
względami absurdalne wyznania wiary od Biblii, która wedle ich słów miałaby być
podstawą ich nauk. Bluźniercza nauka o wiecznych mękach jest odrzucana i nie da
się już przy jej pomocy straszyć ludzi w celu zapędzania ich do kościołów.
Jakiś czas temu prezbiterianie i inne sekty <str. 165> kalwińskie
znalazły się w ogniu gwałtownej krytyki za ich uświęcone tradycją wyznania
wiary i straszliwie się zachwiały. Powszechnie znane są przewlekłe dyskusje na
ten temat i desperackie próby obrony, podejmowane przez kler. Zadanie obrony
jest ogromnie nieprzyjemne i wyraźnie widać, że przedstawiciele kleru chętnie
by go unikali. Nie mogąc sobie jednak na to pozwolić, muszą podejmować próby
obrony, najlepiej jak tylko potrafią. Pastor T. DeWitt Talmage dał wyraz
powszechnemu odczuciu panującemu między nimi, mówiąc:
“Wolałbym,
żeby owa nieszczęsna polemika w sprawie wyznania wiary nigdy nie została narzucona
kościołowi. Skoro jednak tak się stało, mówię: Precz z nim. Ułóżmy sobie nowe
wyznanie wiary.”
Przy
innej okazji ten sam pastor stwierdził:
“Zdecydowanie oświadczam, że cała ta polemika tocząca się w obrębie chrześcijaństwa ma diabelski i szatański charakter. Najbardziej diabelskie jest zaś usiłowanie doprowadzenia do podziału w kościele. Jeśli tego nie powstrzymamy, Biblia stanie się książką powszechnie lekceważoną, podobnie jak poradnik z 1828 roku, który informuje nas o tym, jaka była pogoda sześć miesięcy wcześniej i w której kwadrze księżyca należy sadzić rzepę.
Jakie stanowisko winniśmy zająć wobec tych kontrowersji? Trzymać się od nich z daleka! Gdy słyszymy o zamieszkach religijnych na zewnątrz, trzeba siedzieć w domu i pilnować swojego interesu. W jaki sposób, waszym zdaniem, człowiek mierzący metr pięćdziesiąt, czy nawet metr osiemdziesiąt, miałby przebrnąć ocean o głębokości tysięcy metrów? (…) Młody człowiek obejmujący obecnie posadę duchownego wystrzelony jest we mgłę gęstszą od tej, jaką kiedykolwiek widziano na wybrzeżu. Pytania, z którymi borykają się obecnie doktorzy, nie znajdą odpowiedzi aż do dnia następującego po sądnym dniu.”
O
tak: dzień, który nastanie po obecnym sądnym dniu udzieli odpowiedzi na
nurtujące pytania oraz będzie czasem ustanowienia prawdy i sprawiedliwości na
świecie.
Irytacja
związana z koniecznością obrony i obawa o jej wyniki znalazły bardzo silny
wyraz w rezolucji przyjętej na zgromadzeniu kleru kościoła prezbiteriańskiego,
które odbyło się w Chicago <str. 166> niedługo po tym, jak pojawiły
się wezwania na sąd. W rezolucji tej czytamy:
“Wszyscy zgadzamy się, że ubolewania godne są kontrowersje, które rozdzierają nasz umiłowany kościół w sposób niezwykle okaleczający jego reputację, wpływ i użyteczność oraz, jeśli by się ten stan przedłużał, grożący katastrofą nie tylko dla działalności naszego kościoła, ale także dla całego chrześcijaństwa. Gorąco przeto radzimy naszym braciom, aby z jednej strony unikali stosowania ponownych prób prawomyślności, surowego egzekwowania prawa i stosowania represji wobec usiłowań poszukiwania prawdy w uczciwości i z poświęceniem. Dodatkowo usilnie przestrzegamy naszych braci przed powtarzaniem w kościołach nie sprawdzonych teorii i dopuszczaniem do wątpliwych sprzeczek. Szczególnie jednak należy unikać okoliczności, w których pojawiają się, albo mogą się pojawić, tendencje do podważania wiary wśród tych, którzy nie mają obeznania w Piśmie Świętym. Przez wzgląd na kościół oraz jego nieocenione dobro i działalność gorąco domagamy się rozejmu i zaprzestania kościelnych rozpraw sądowych.”
The Presbyterian Banner
[Sztandar Prezbiteriański] także opublikował ponury komentarz dotyczący tego
wydarzenia, który w kilku miejscach przyznaje, że duchowa atmosfera w kościele
prezbiteriańskim jest niezdrowa. Czytamy tam:
“Rozruchy albo alarm w szpitalu czy schronisku mogą okazać się fatalne w skutkach dla podopiecznych tych instytucji. Pewien starszy jegomość przebywający w zakładzie dobroczynnym zwykł był zabawiać się waleniem w bęben przed wschodem słońca. Władze zażądały w końcu, by ów “kochany braciszek” położył swój instrument w przyzwoitej odległości od siebie. To wyjaśnia, dlaczego niektórzy sumienni pastorzy stają się niezwykle surowi, gdy do kościoła wkrada się zamieszanie. Kościół jest jak szpital, w którym zgromadzeni są ludzie chorzy na grzech. W duchowym sensie są oni dręczeni gorączką, trądem, paraliżem, ranami tak, że są na pół umarli. Zamieszanie w rodzaju obecnych okrutnych rozterek, które rozpowszechniane są przez niektóre seminaria teologiczne, może zrujnować wiele dusz przeżywających obecnie kryzys. Niechże więc prof. Briggs będzie uprzejmy postępować nieco delikatniej i odłożyć swój bęben.”
Kościół
nominalny jest oskarżony o (2) poważny brak <str. 167> tej pobożności i
bogobojności, którą sam głosi, choć trzeba przyznać, że tu i tam wśród nieoświeconych
dusz znajduje się niewielka liczba tych prawdziwie pobożnych. Fałsz i
zakłamanie przejawiają się niezwykle natarczywie, a bogactwo i arogancja są tak
widoczne, że ubodzy nie są już mile widziani w światowych świątyniach
wzniesionych w imię Chrystusa. Ludzie to widzą i zaglądają do swoich Biblii,
aby się przekonać, czy takiego ducha był wielki Założyciel Kościoła. Tam zaś
dowiadują się, że jednym z podanych przez Niego dowodów mesjańskiej godności
było to, że “ubogim Ewangelia opowiadana bywa”, przekonują się, że powiedział
On do swych naśladowców: “Ubogie zawsze macie z sobą” i że nie mieli oni
okazywać żadnych względów człowiekowi noszącemu złoty pierścień albo kosztowną
szatę. W Biblii znajdują także złotą regułę i stosują ją do zasad zbiorowego i
indywidualnego postępowania w kościele. I tak w świetle Biblii dochodzą już
prawie do wniosku, że kościół utracił łaskę. Konkluzja ta jest tak wyraźna, że
obrońcy są całkowicie zmieszani.
Kościół
nominalny jest oskarżony o (3) niepowodzenie w dokonywaniu tego, co sam uznaje
za swoją misję, tj. w nawróceniu świata na chrześcijaństwo. Jest rzeczą
niezrozumiałą, w jaki sposób świat stwierdził, że nadszedł czas, w którym
dzieło kościoła winno wykazywać pewne oznaki jego ukończenia. Niemniej jednak,
tak jak przy końcu Wieku Żydowskiego wszyscy ludzie oczekiwali rychłego
nadejścia wielkich zmian (Łuk. 3:15), podobnie i obecnie, przy końcu Wieku
Ewangelii, wszyscy ludzie żywią podobne nadzieje. Zrozumieli oni, że
znaleźliśmy się w okresie przejściowym oraz że prognozy na wiek XX pełne są
obaw i ostrzeżeń przed wielkimi zmianami rewolucyjnymi. Panujący obecnie
niepokój dobitnie wyraził pan Henry Grady w elokwentnym przemówieniu
wygłoszonym dla Stowarzyszenia Uniwersyteckiego w Charlottesville w stanie
Virginia. <str. 168>
Oto
jego słowa: “Żyjemy obecnie w zaraniu nowego dnia (…) Na niebie bledną stałe
gwiazdy, a my poruszamy się po omacku w bardzo niepewnym świetle. Wraz z nocą
pojawiły się osobliwe kształty. Pogubiliśmy wymierzone szlaki, nowe drogi są
kłopotliwe, a pola ciągną się daleko, aż poza horyzont naszego postrzegania.
Niepokój świtania zmusza nas do błąkania się we wszystkie strony, gdy tymczasem
wątpliwość panoszy się wśród zamieszania. Wędrujące tłumy zatrzymywane są nawet
na bitych drogach, a z ciemności wartownicy wołają: “Kto idzie?” W mroku
poranka działają potężne siły. Nic nie jest pewne i sprawdzone. Cuda
teraźniejszości zadają kłam prostym prawdom przeszłości. Kościół jest oblężony
z zewnątrz i zdradzany od wewnątrz. W podziemiu tlą się pochodnie powstańców
oraz majaczą szubienice anarchistów. Rząd staje się przedmiotem sporu polityków
różnych partii i łupem grabieżcy. Handel jest nieustannie opanowywany przez
monopole, a przemysł skuto kajdanami ograniczeń. Miasta są przeludnione, a pola
ogołocone. Pałace kipią przepychem, a w chatach czai się nędza. Zanika poczucie
powszechnego braterstwa, a ludzie dzielą się na klasy. Gwizdy nihilistów
rozlegają się w cichych legowiskach, a na gościńcach słychać ryk tłumów.”
Kościół
nie może już zaprzeczyć, że nastał koniec wieku, dzień porachunków. Niezależnie
bowiem od tego, czy obserwuje on czas z punktu widzenia proroctw, czy też nie,
i tak podlega on sądzeniu, którego dzieło zostanie dokonane zanim jeszcze
zakończy się okres żniwa.
Kościół
wie, że oczy całego świata są zwrócone na niego. Zdaje sobie sprawę, że jakimś
sposobem odkryto, iż nadszedł czas, w którym dzieło nawrócenia świata powinno
już zostać niemal w całości wykonane, jeśli rzeczywiście miałoby to być jego
misją, jak on sam utrzymuje. Tymczasem kościół nie różni się zbytnio od świata,
chyba że tylko pod względem twierdzeń. <str. 169>
Uznając,
że taka jest jego obecna misja, kościół przeoczył rzeczywiste zamierzenie Wieku
Ewangelii, tj. “kazanie tej Ewangelii królestwa po wszystkim świecie, na
świadectwo wszystkim narodom” oraz wspieranie dzieła powołania i
przygotowania “Maluczkiego Stadka”, aby mogło ono (wraz z Panem) ustanowić
Tysiącletnie Królestwo, które będzie wtedy błogosławić wszystkie rodzaje ziemi
(Mat. 24:14; Dzieje Ap. 15:14-17). Kościół staje w obliczu faktu, że po
osiemnastu wiekach znajduje się dalej od celu przyjętego przez siebie
zamierzenia, niż na początku pierwszego wieku. W konsekwencji na porządku dnia
są obecnie przeprosiny, usprawiedliwienia, podsumowania, ponowne rozliczenia,
nowe interpretacje faktów, przesadne prognozy, przewidujące wspaniałe
osiągnięcia w najbliższej przyszłości. Wszystko to jest rezultatem ducha
dociekliwości i krzyżowego ognia pytań, w jakim obecnie znalazło się
chrześcijaństwo, usiłujące się jakoś tłumaczyć przed swymi licznymi
oskarżycielami.
Kościół
wpada w wielkie zakłopotanie, gdy usiłuje bronić się przed zarzutem
niezgodności swej nauki z uznawanym przez niego wzorcem – Biblią. Nie potrafi
on bowiem zaprzeczyć temu, że jego wyznania wiary są sprzeczne. Dlatego ucieka
się on do różnych metod, co nie uchodzi uwadze myślących ludzi, którzy
przyjmują to jako oznaki wielkiego zamieszania. Wśród wszystkich grup
religijnych obserwujemy usilne dążenie do podtrzymywania starych wyznań wiary,
ponieważ są one powrozami, które wiążą ludzi, tworząc z nich jedną odrębną
organizację. Nagłe pozbycie się tych związków równałoby się z rozwiązaniem
organizacji. Dlatego też kler jest szczególnie powściągliwy w omawianiu tych
tematów, wstydząc się ich serdecznie, gdy pada na nie przenikliwe światło
obecnego dnia sądu.
Niektórzy
tak wstydzą się swych wyznań wiary, że nie bacząc na światową roztropność
skłonni byliby je wszystkie odrzucić. Inni są bardziej konserwatywni i sądzą,
że roztropniej byłoby pozwolić im przemijać powoli, aby w ich miejsce stopniowo
wprowadzać nowe nauki, poprawione i zmienione. Powszechnie znana jest
przedłużająca się dyskusja <str. 170> nad zmianą prezbiteriańskiego
wyznania wiary. Podobnie jak próby samozwańczych wysokich krytyków, zmierzające
do podkopania autorytetu i natchnienia Pisma Świętego i narzucające pogląd o
natchnieniu dwudziestego wieku. Wprowadzają oni teorię ewolucji, która
całkowicie wywraca Boski plan wybawienia człowieka z upadku Adama, któremu oni
zresztą też zaprzeczają. Jest też obszerna klasa kleru, popierająca eklektycznąs, czyli kompromisową teologię, która z natury rzeczy musi być bardzo
pobieżna i liberalna, aby uciszyć wszystkie zastrzeżenia ogółu ludzi
wierzących, chrześcijan i pogan, by w miarę możliwości “zgromadzić ich
wszystkich w jednym obozie”, jak się niektórzy wyrazili. Pewna grupa ludzi
szczyci się tym, że uda im się niebawem dokonać wielkich rzeczy, dzięki
niedawno ustanowionym instytucjom pośredniczącym, dla których centralną ideą
jest unia chrześcijan. Gdy tylko do tego dojdzie – co wedle ich zapewnień jest
kwestią najbliższej przyszłości – wtedy cały świat zostanie prędko nawrócony na
chrześcijaństwo, twierdzą.
Zarzut
braku pobożności i bogobojnego życia także spotyka się z przechwałkami i
chlubieniem się “wieloma cudami”, co często przywołuje skojarzenie z napominającymi
słowami Pana zapisanymi w Mat. 7:22,23. Owe przechwałki przynoszą jednak
Babilonowi niewielką korzyść, ponieważ brak ducha Bożego i prawa miłości są
niestety zbyt boleśnie wyraźne, by można je było ukryć. Jedynym skutkiem tej
całej obrony jest jeszcze większe obnażenie opłakanego stanu upadłego kościoła.
Gdyby wielkie kościelnictwo miało rzeczywiście być prawdziwym Kościołem Bożym,
to trzeba by otwarcie przyznać, że Boski plan wybrania ludu swemu imieniowi nie
powiódł się!
Chociaż
kościół usprawiedliwia się, broni, obiecuje i przechwala na te różne sposoby,
to jednak jego przywódcy widzą bardzo wyraźnie, że nie będą w stanie na dłuższą
metę podtrzymać jego istnienia w sytuacji <str. 171> podziałów,
rozerwania i zamieszania, jakie obecnie w nim panują. Są oni świadomi tego, że
rozproszenie i upadek muszą niebawem nastąpić, chyba że zostaną podjęte
intensywne wysiłki w celu zjednoczenia różnych sekt kościoła, co zapewniłoby mu
lepszą pozycję wobec świata, a także zwiększyło możliwości zdobycia władzy.
Stąd też tak wiele słyszymy o unii chrześcijańskiej, zaś każdy krok w kierunku
jej urzeczywistnienia jest uznawany za dowód wzrostu w duchu miłości i
społeczności chrześcijańskiej. Czynnikiem inicjującym ten ruch nie była jednak
miłość i poczucie społeczności chrześcijańskiej, ale strach. Wyraźnie widać, że
przepowiedziana burza zapalczywości i gniewu zbliża się bardzo szybko i dlatego
rozmaite sekty mają poważne wątpliwości, czy będą w stanie ostać się w
samotności wobec tego gwałtownego uderzenia.
W rezultacie
wszystkie sekty są przychylne unii, jednak doprowadzenie do niej w obliczu ich
sprzecznych wyznań wiary jest rzeczą kłopotliwą. Proponuje się tu różne metody.
Jedną z nich jest ubieganie się o zjednoczenie tych sekt, które mają podobne
doktryny, jak na przykład poszczególnych odłamów prezbiterian, baptystów,
metodystów, katolików itd., co stanowiłoby przygotowanie do szerszego
zjednoczenia, które jest proponowane. Inną metodą byłoby pobudzanie w ludziach
chęci do zjednoczenia i gotowości do pominięcia doktryn, aby rozciągnąć ową
szczodrobliwą społeczność na wszystkich ludzi o wysokiej moralności i zabiegać
o ich współpracę w tym, co oni zwą działalnością chrześcijańską. Ten kierunek
myślenia ma swych gorących zwolenników szczególnie wśród ludzi młodych i w
średnim wieku.
Pomijanie w ostatnich latach wielu z dyskusyjnych doktryn z przeszłości przyczyniło się do rozwoju w kościele klasy ludzi młodych, którzy najczęściej stają się reprezentantami tendencji “zjednoczeniowych” chrześcijaństwa. Nieświadomi sekciarskich potyczek w przeszłości, nie są oni skrępowani zamieszaniem panującym wśród przedstawicieli starszego pokolenia odnośnie przeznaczenia, wybrania, wolnej łaski itp. Ciągle jednak wyznają oni <str. 172> nauki, które poznali w dzieciństwie (rodem z Rzymu i wieków ciemnoty), jak na przykład nieszczęsną doktrynę o wiecznych mękach dla wszystkich, którzy nie słyszeli albo nie przyjęli Ewangelii w obecnym wieku, albo teorię, że misją Ewangelii jest nawrócenie świata w obecnym wieku, aby go przez to zachować od mąk. Zrzeszają się oni pod różnymi nazwami, jak Young Men’s and Young Women’s Christian Associations [Y.M.C.A. – Stowarzyszenie Chrześcijańskiej Młodzieży Żeńskiej i Męskiej], Christian Endeavor Societies [Stowarzyszenia Dążeń