WYKŁADY
PISMA ŚWIĘTEGO

 

„Ścieżka sprawiedliwych, jako światłość jasna, która im dalej,
tym bardziej świeci aż do dnia doskonałego.”

 

 

 

 

TOM III

 

 

Przyjdź Królestwo Twoje

 

 

 

 

 

„A królestwo i władza, i dostojeństwo królewskie pod wszystkim niebem dane będzie ludowi świętych najwyższych miejsc, którego królestwo będzie królestwo wieczne, a wszystkie zwierzchności jemu służyć i onego słuchać będą” – Dan. 7:27; Obj. 5:10.

 

 

 

 

 

ZRZESZENIE WOLNYCH BADACZY PISMA ŚWIĘTEGO

WYDAWNICTWO „NA STRAŻY”

Kraków, ul. św. Filipa 13/16

 

 

 

PRACĘ TĘ POŚWIĘCONO

 

Królowi Królów i Panu Panów

 

DLA POŻYTKU

JEGO OFIAROWANYCH ŚWIĘTYCH

WYCZEKUJĄCYCH PRZYSPOSOBIENIA SYNOWSKIEGO

I

„WSZYSTKICH, KTÓRZY NA KAŻDYM MIEJSCU WZYWAJĄ

IMIENIA PAŃSKIEGO”,

„DOMOWNIKÓW WIARY”

A TAKŻE

WZDYCHAJĄCEMU I CIERPIĄCEMU STWORZENIU, OCZEKUJĄCEMU

OBJAWIENIA SIĘ SYNÓW BOŻYCH.

 

 

 

Ażeby wszyscy poznali, jaka jest społeczność tajemnicy, która od początku

świata była ukryta w Bogu.” „Którą hojnie pokazał przeciwko nam we

wszelkiej mądrości, oznajmiwszy nam tajemnicę woli swojej według

upodobania swego, które był postanowił w samym

Sobie, aby w rozrządzeniu zupełności czasów

w jedno zgromadził wszystkie rzeczy

w Chrystusie”

Efez. 3:4,5,9; 1:8-10.

 

 

 

Książkę tę napisał w 1890 roku Pastor Charles T. Russell

 

 

 

OD  WYDAWCÓWBłąd! Nie można odnaleźć źródła odsyłacza.

Królestwo Boże, najczęściej wspominane w związku z nawróceniem świata, zawsze było najważniejszym zagadnieniem dla chrześcijan. Kiedy kościoły zaznały słodyczy powodzenia w zwróceniu na siebie uwagi świata, nie miały zamiaru wierzyć, że Królestwo to stanie się rzeczywistością dopiero po powrocie Chrystusa. Ale obecnie, gdy istnienie niezliczonych rzesz niewierzących dowodzi, że marzenia o nawróceniu świata dalekie są od ziszczenia, chrześcijanie, myśląc o zaprowadzeniu  Królestwa Bożego na ziemi, łączą je z koniecznością powrotu Chrystusa.

Niniejsza książka, napisana w roku 1890, przywróciła „staremu światłu” jego słuszny blask. Ukazane tu Królestwo Boże obejmuje wszystko, co jest tak piękne i drogie w nadziei chrześcijańskiej. Wiele grup badających Biblię przyjęło myśl o ziemskim Królestwie Bożym, jakie miało towarzyszyć powrotowi Chrystusa. Nikt jednak nie przedstawił tej wspaniałej nadziei Królestwa dla „wszystkiego ludu”, tak jak na kartach niniejszych książki.

Wielu otwarło oczy na rolę, jaką w Piśmie Świętym zajmuje Izrael. Nie da się uniknąć czytania o Izraelu w Piśmie Świętym, czy w codziennej prasie. Niniejsza książka śledzi proroctwa przedstawiające odrodzenie Izraela począwszy od „najmłodszych” gałęzi „drzewa figowego” (Mat. 24:32). To Boskie postanowienie dotyczyło właściwego ludu i nastąpiło we właściwym czasie i miejscu. Jakże wspaniałe to było wypełnienie proroctwa! Odrodzenie Izraela jest niepowtarzalnym i niezrównanym w historii dowodem na prawdziwość Biblii i wprawia w zakłopotanie nawet najbardziej zatwardziałych jej krytyków.

Z entuzjazmem oddajemy tę książkę w ręce Czytelników. Jej gruntowne przestudiowanie z pewnością okaże się bardzo budujące i nada nową treść modlitwie „Przyjdź Krolestwo Twoje”.

Przypisy wydawców oznaczone są numerami. Pozostałe przypisy poczynił autor.

 

Wydawcy, 1996

 

„Przyjdź Królestwo Twoje”

PRZEDMOWA AUTORA

TEN Tom został napisany w 1890 roku i od tamtego czasu wydawano go wielokrotnie w różnych językach. Zamierzone są także kolejne jego wydania. Mamy tysiące świadectw poświęconego ludu Bożego o korzyściach, jakie odnieśli dzięki temu Tomowi, pijąc z głębokich źródeł żywych wód Słowa Bożego. Ufamy, że błogosławieństwo to nie przestanie płynąć, aż ostatecznie, za sprawą Królestwa, znajomość chwały Bożej napełni całą ziemię tak, jak głębokości morza są napełnione wodami.

Chociaż nie rościmy sobie pretensji do czegokolwiek w rodzaju natchnienia przy pisaniu Wykładów Pisma Świętego, to jednak jesteśmy zadowoleni, że w brzasku nowej dyspensacji światło Prawdy świeci tak jasno, a Boski Plan jest tak oczywisty, że prawie nic z tego Tomu nie musiałoby być zmienione, gdyby pisany był dzisiaj – 26 lat później.

Było to coraz bardziej widoczne wraz z upływem lat Czasu Końca, szczególnie odkąd chronologicznie wkroczyliśmy w wielki Siódmy Dzień. Praca żniwa rozwijała się i nadal się rozwija, pomimo iż w pewnym okresie przypuszczaliśmy, że dzieło żniwa zostanie w pełni dokonane wraz z zakończeniem Czasów Pogan. Było to jedynie przypuszczenie, które okazało się bezpodstawne, gdyż działanie sierpa Prawdy i zbieranie dojrzałego ziarna po październiku roku 1914 postępuje naprzód jak nigdy przedtem. Doprawdy, wielka Wojna Światowa w niespotykanym dotąd stopniu przebudziła i rozwinęła niezależne myślenie. Wszystko to przyczynia się do zrywania kajdanów ignorancji, przesądów i uprzedzeń oraz do uwolnienia tych, którzy pragną poznać i czynić wolę Pańską, postępując śladami Jezusa.

Cieszymy się z dalszej sposobności służenia naszemu wielkiemu Królowi w dziele gromadzenia Jego wybranych wokół Prawdy. Z zadowoleniem spoglądamy na przychodzących do Prawdy, którzy przygotowują się do „wesela”. Jak widać, „drzwi” nie są jeszcze zamknięte, jakkolwiek przewidujemy, że przed upływem dłuższego czasu – może jednego, dwóch albo trzech lat – liczba wybranych zostanie uzupełniona i wszyscy przejdą za zasłonę, a drzwi zostaną zamknięte.

Przyznajemy, że odnowa Izraela nie dokonała się tak szybko, jak przewidywaliśmy. Niemniej jednak zdaje się, że jak dotąd Żydzi znajdują w Palestynie wspaniałe schronienie i bez wątpienia liczni ich współwyznawcy z obszarów objętych działaniami wojennymi, szczególnie z Polski, radzi byliby znaleźć się w Palestynie, gdyby nadarzyła się taka sposobność. Trudno przewidzieć, jaki wpływ na sprawę Izraela może mieć zakończenie wojny. Będąc pełni nadziei powinniśmy przyjąć wyczekującą postawę. Wygląda na to, że przeżycia, których doświadczają Żydzi, skłonią wreszcie wielu z nich do udania się do swojej ojczyzny. Nigdy nie oczekiwaliśmy jednak, że wszyscy Żydzi tam powrócą. Myśleliśmy raczej, że będzie to reprezentatywna grupa spośród nich, jak to miało miejsce w przypadku niewoli babilońskiej, z której powróciło jedynie około 52 tys. Żydów, mimo że do Babilonu poszły wielkie zastępy.

Powracający reprezentują tych, którzy są pełni wiary w Pana i Jego obietnice i będą oni bez wątpienia uznani za przedstawicieli całego narodu. Przypominamy naszym czytelnikom, że gdy ten Tom był pisany, sami Żydzi w niewielkim stopniu wyrażali zamiar udania się do Palestyny. Obecnie syjonizm stał się bardzo popularny i zajął stałe miejsce w sercach Izraelitów. Pomimo iż był to początkowo syjonizm świecki, to jednak stopniowo zwrócił się ku odczuciom i nadziejom religijnym.

Wielka Piramida Egipska rozważana w tym Tomie nie przestała być przedmiotem zainteresowania autora. Korytarz Zstępujący nadal wyobraża proces upadku ludzkości pod panowaniem grzechu i śmierci. Pierwszy Korytarz Wstępujący ciągle wyobraża Wiek Zakonu – Boskie Przymierze z Izraelem zawarte na Synaju i postępowanie tego ludu pod panowaniem Zakonu. Wielka Galeria nadal wyobraża wzniosłe wyżyny nauki Chrystusa i Jego naśladowców w obecnym Wieku Ewangelii. Stopień w górnym zakończeniu Wielkiej Galerii ciągle wyobraża światowy przełom, wznoszący człowieka na wyższy poziom. Połączenie pomiędzy szczytem Wielkiej Galerii i pomieszczeniami nad Komnatą Króla nadal wyobraża duchową obecność naszego Pana podczas żniwa tego Wieku, począwszy od 1874 roku.

Nie było naszym celem stawianie świadectwa Wielkiej Piramidy, zwanej niekiedy Biblią w kamieniu, obok czy też na równi ze Słowem Bożym, czyli Pismami Starego i Nowego Testamentu, które pozostają niezmiennie najważniejszym autorytetem. Wierzymy jednak, że budowla ta, tak różna od wszystkich innych, została zaprojektowana przez Pana, aby być piramidą oraz świadectwem w pośrodku i przy granicy ziemi egipskiej (Izaj. 19:19). Ma ona z całą pewnością inne znaczenie niż pozostałe dzieła sztuki czy zabytki z tamtej odległej epoki.

Kto naprawdę pojął Boski Plan Wieków, będzie zachwycony cudownym jego potwierdzeniem w Wielkiej Piramidzie. Powinno się więc o niej czytać z równie żywym zainteresowaniem, jak w czasie pierwszego wydania tej książki, ponieważ znaczenie świadectwa Wielkiej Piramidy nie zmieniło się. Jesteśmy przekonani, że nowi czytelnicy tego Tomu otrzymają za jego pośrednictwem równie bogate błogosławieństwo jak ci, co czytali go dawniej. W ten sposób będziemy mogli wspólnie uwielbiać Boga i w procesie zupełnego wejścia do chwalebnego Królestwa Syna Bożego cieszyć się udzielonym przez Niego światłem i pociechą.

Królestwo Mesjasza nazywane jest niekiedy Królestwem Bożym, jako że znajduje się ono pod bezpośrednim zarządem Mesjasza, a w związku z tym wszystkie Jego prawa, zarządzenia i sądy pozostają w ścisłej zgodności z niezmiennym Boskim porządkiem. Tak więc modlitwie: „Przyjdź Królestwo Twoje; Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi” powinna towarzyszyć myśl, że naszym pragnieniem jest osiągnięcie doskonałości wymaganej pod panowaniem i rządem Niebiańskiego Ojca, a nadzieją i oczekiwaniem – tysiącletnie królowanie Chrystusa, które opanuje bunt ziemi i doprowadzi ludzkość do takiej jedności z Bogiem, w jakiej znajdują się doskonali aniołowie w niebie.

Ustanawianie Królestwa Mesjasza odbywa się w kilku etapach. Najpierw w Parousii uwielbiony Jezus ożywia, czyli wskrzesza śpiących członków Ciała Chrystusowego. Jest to pierwszy akt wykonawczy władzy Wielkiego Króla, nader wywyższonego przez Boga dziedzica wspaniałej obietnicy Abrahamowej. Jego Ciało musi być skompletowane, zanim obejmie On oficjalnie urząd Króla świata. Natchnione Słowo Boże potwierdza to: „Gdy się Chrystus, on żywot wasz pokaże, tedy i wy z nim ukażecie się w chwale” – Kol. 3:4. W następnej kolejności Mistrz zajmie się żyjącymi członkami swego Ciała – Kościołem. Jak jest to pokazane w przypowieściach o grzywnach i talentach, wszyscy Jemu poświęceni muszą przejść przez sąd Mistrza dotyczący przydatności bądź nieprzydatności do Królestwa, a zupełna liczba wybranych musi znaleźć się i być uwielbiona przez „przemienienie” zmartwychwstania, ponieważ „ciało i krew królestwa Bożego odziedziczyć nie mogą” (1 Kor. 15:50). Wtedy przejęta zostanie władza nad światem. Uwielbiony Chrystus będzie żądał, a Ojciec da mu narody w dziedzictwo, a osiadłość jego granice ziemi. „I będzie ich rządził laską żelazną, jako statki garncarskie skruszeni będą” – Psalm 2; Obj. 2:27.

Owo objawienie Syna Człowieczego dla świata, które dokona się przez ujęcie władzy i dopuszczenie, by świat przeszedł przez wielką próbę anarchii, zbliża się z całą pewnością. Po wojnie nastąpi krótki okres triumfu kościelnictwa. Tak katolicy jak i protestanci będą mieli udział w tym triumfie, a książęta polityczni i finansowi będą ich popierać mając nadzieję na przedłużenie swej władzy. Możemy spodziewać się, że w tym czasie kościelnictwo będzie gwałtownie sprzeciwiać się prawdziwym naśladowcom Jezusa, co spowoduje poważne prześladowania, może nawet aż do śmierci. Triumf Babilonu będzie jednak krótki. Niebawem wyrok, który już został ogłoszony, zostanie wykonany i Babilon, jak wielki kamień młyński, zostanie wrzucony w morze – w anarchię, zniszczenie, z którego nigdy się już nie podniesie.

Niedługo potem, według opisu biblijnego, możemy spodziewać się zupełnego upadku obecnej cywilizacji. Lecz najciemniejszy moment ludzkiej krańcowości będzie czasem Boskiej sposobności. Mesjasz, Wybraniec Boży, przejmie kontrolę i ogłosi pokój wzburzonym narodom oraz sprawi, że zamieszanie obróci się w porządek, łzy w radość, a rozpacz w uwielbienie. Tak oto w strasznym bólu narodzi się Królestwo Mesjaszowe, lecz jego chwalebny wynik wynagrodzi nad miarę „czas uciśnienia, jakiego nie było odkąd narody poczęły być”. Mamy powiedziane: „Przyjdą do pożądanego od wszystkich narodów” – Aggieusz 2:8.1

1 kj „Ziści się pragnienie wszystkich narodów” – przyp.tłum.

Modlitwą autora jest, aby strony tego dzieła nieustannie przynosiły błogosławieństwo ludowi Pańskiemu i dodawały czci Imieniowi Bożemu.

Charles T. Russell

Brooklyn, N.Y.,

1 października 1916 r.

SPIS TREŚCI

WYKŁAD I

„PRZYJDŹ KRÓLESTWO TWOJE”

Ważne znaczenie Królestwa – Grupy ludzi zainteresowane nim – Grupy jemu przeciwne – Bliskość Królestwa – Jego niebiańska chwała – Jego ustanowienie w tym czasie........ 19

WYKŁAD II

„CZAS KOŃCA” CZYLI „DZIEŃ PRZYGOTOWANIA”
– DANIEL XI –

Czas Końca – Jego rozpoczęcie, rok 1799 n.e. – Jego zakończenie, rok 1914 – Co ma być przygotowane, cel – Prorocze spojrzenie na najwybitniejszych władców w historii świata – Od 405 r. p.n.e. do Dnia Przygotowania – Dokładne wyznaczenie początku Czasu Końca bez użycia nazw i dat. ...................... 23

WYKŁAD III

DNI OCZEKIWANIA NA KRÓLESTWO
– DANIEL XII –

Zarys dzieła Królestwa – Wielki rozwój umiejętności i podróżowania charakterystyczny dla okresu oczekiwania – Przewidywania Sir Iza­aka Newtona co do podróżowania koleją – 1260 dni – Rzeka z ust smoka – Rozpowszechnienie częściowo poprawnego zrozumienia wizji przy zakończeniu 1290 dni – Rozczarowanie, próba i następstwa – 1335 dni – Błogosławieństwo dla wiernie „oczekujących” – Nawiązanie do dni oczekiwania w przypowieści naszego Pana o dziesięciu pannach. 61

WYKŁAD IV

OCZYSZCZENIE ŚWIĄTNICY
2300 Dni – Dan. 8:10-26

Prawdziwa Świątnica – Splugawienie – Podstawa albo fundament – W jaki sposób „zarzucone”? – Dowody na to, cytowane z pism rzymskokatolickich – Oczyszczenie nie nastąpi wcześniej niż 2300 lat po otrzymaniu wizji – Jak i gdzie się zaczyna oraz kiedy ma się zakończyć? – „Złote naczynia”, prawdy, muszą być zwrócone....................... 95

WYKŁAD V

CZAS ŻNIWA

Chronologiczne usytuowanie żniwa – Jego cel i istotne znaczenie – Zogniskowanie światła proroctw czasowych – Przygotowanie do żniwa – Znaczenie i zbieżność świadectw proroczych – Obecność Pańska – odpowiedź na rozsądne zarzuty – Wejście do radości naszego Pana. ...... 121

WYKŁAD VI

DZIEŁO ŻNIWA

Charakter dzieła żniwa – Zbieranie pszenicy – Wiązanie w snopki i palenie kąkolu – Jego pochodzenie i urodzaj – Jego zniszczenie podobne do zniszczenia plew żniwa żydowskiego – Wskazanie na podobieństwa czasowe – Odrzucenie, stopniowy upadek i ostateczne zniszczenie Babilonu – Popieczętowanie sług Bożych przed przyjściem plag na Babilon – Sąd, czyli próba, zarówno systemów, jak i jednostek – Symboliczne znaczenie próby systemu żydowskiego – Próbowanie i przesiewanie pszenicy – Mądre panny oddzielone od głupich wchodzą na ucztę – „I zamknione są drzwi” – Kolejny przegląd i odrzucenie niektórych – Dlaczego i jak? – Zamknięcie „wysokiego powołania” – Czas jest krótki – „Aby nikt nie wziął korony twojej” – Pracownicy jedenastej godziny i zwycięzcy. .................... 135

WYKŁAD VII

WYBAWIENIE I WYWYŻSZENIE KOŚCIOŁA

Bliskość wybawienia Kościoła – Wybawienie Kościoła zwiastunem wybawienia całej ludzkości – Określenie w przybliżeniu daty wybawienia – W jaki sposób święci ujdą tego, co ma przyjść na świat – Jak i kiedy Bóg im pomoże – Sposób i okoliczności ostatecznego wybawienia – Wybawienie najpierw dla tych, którzy zasnęli w Jezusie – Przemiana żyjących członków Kościoła – Czy oni umrą? – Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają. .................... 227

WYKŁAD VIII

ODNOWA IZRAELA

Uzasadnione oczekiwania, że w czasie obecnego żniwa w Palestynie powstanie ponownie Państwo Izraelskie – W jaki sposób, w jakim zakresie oraz w jakiej formie należy się spodziewać odnowy Izraela – Data jej rozpoczęcia i dowody na to, iż rzeczywiście dokonuje się ona od tamtego czasu – Dlaczego błogosławieństwa Tysiąclecia przewidziane dla całej ludzkości spłyną najpierw na Izrael, powodując jego ożywienie – Ożywienie nadziei Żydów – Spostrzeżenia czołowych żydowskich i nieżydowskich pisarzy – Ich zgodność z proroctwami – Ustępowanie zaślepienia Żydów odnośnie uznania Chrystusa – Szeroki zakres oraz impet tego ruchu – Wspomoże ich Bóg. .. 243

WYKŁAD IX

BÓG TWÓJ KRÓLUJE

Podsumowanie proroczych dowodów obecności Immanuela i rozpoczęcia procesu ustanawiania Jego Królestwa. .................... 301

WYKŁAD X

ŚWIADECTWO KAMIENNEGO ŚWIADKA I PROROKA BOŻEGO, WIELKIEJ PIRAMIDY W EGIPCIE

Ogólny opis Wielkiej Piramidy – Dlaczego jest ona szczególnie interesująca dla chrześcijan? – Wielka Piramida skarbnicą prawd – Naukowych, historycznych i proroczych – Biblijne wzmianki na jej temat – Dlaczego, kiedy i przez kogo została wybudowana? – Istotne znaczenie jej położenia – Jej znaczenie naukowe – Jej świadectwo odnoszące się do planu odkupienia – Plan wieków – Wskazanie śmierci i zmartwychwstania Chrystusa – Upadanie świata, które skończy się czasem wielkiego ucisku – Rodzaj ucisku – Zaznaczenie ruchu Wielkiej Reformacji – Wskazanie długości Wieku Żydowskiego – Ukazanie wysokiego powołania Kościoła ewangelicznego – Proces poświęcenia Kościoła – Zaznaczenie końca wysokiego powołania – Data wtórego przyjścia Chrystusa – W jaki sposób ukazane są restytucyjne błogosławieństwa dla świata? – Postępowanie świata w czasie Wieku Tysiąclecia – Jego koniec – ukazanie w Piramidzie różnicy między dwoma stanami: ludzkim i duchowym – Wykazanie przez Piramidę błędów ateizmu, niewiary i wszystkich teorii ewolucjonistycznych i potwierdzenie planu zawartego w Biblii oraz jego naznaczonych czasów i chwil.... 313

 

Cytowane przekłady Biblii

                   Biblia Gdańska, Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo
                          Biblijne, Warszawa (cytaty bez oznaczenia przekładu)

NB –             Nowy Przekład, BiZTB, Warszawa 1975

BT –             Biblia Tysiąclecia, wyd. III, Poznań-Warszawa, 1980

Bkw –             Biblia w tłumaczeniu Ks. J. Wujka, Wilno 1863

BP –             Biblia Poznańska, Poznań 1973

KJ –             King James Bible, Authorised Version, Biblia angielska
                          zwana też przez Autora przekładem powszechnym

W układzie stron zachowano zgodność z angielskim oryginałem. Przypisy wydawców oznaczone są numerami. Pozostałe, oznaczone gwiazdkami, poczynił Autor.

<str. 19>

Wykłady Pisma Świętego

WYKŁAD I

„PRZYJDŹ KRÓLESTWO TWOJE”

Ważne znaczenie Królestwa – Grupy ludzi zainteresowane nim – Grupy jemu przeciwne – Bliskość Królestwa – Jego niebiańska chwała – Jego ustanowienie w tym czasie.

NAJWAŻNIEJSZYM wydarzeniem w dziejach świata jest ustanowienie Królestwa Bożego wśród ludzi. Wykonawcą tego dzieła jest nasz Pan Jezus i Jego wybrani współdziedzicowie, zwycięzcy Kościoła ewangelicznego. Widzimy obecnie, iż owo historyczne wydarzenie nie tylko się zbliżyło, ale wręcz się zaczyna. Jak wykazano w poprzednich tomach Wykładów Pisma Świętego, wskazywały na nie wszystkie Boże typy i obietnice. Każdy, kto ma otwarte oczy, kto jasno rozumie i wyraźnie, albo choć częściowo, uświadamia sobie te zagadnienia, kto posiada w sercu zrozumienie dla wielkiego Boskiego Planu Wieków, kto dostrzega, że Królestwo to przyniesie zastosowanie Boskiego panaceum przeciw grzechowi, nędzy i umieraniu wzdychającego stworzenia, będzie z pewnością odczuwał owo pochłaniające zainteresowanie faktem, czasem i sposobem jego ustanowienia.

Wszyscy, którzy niezłomnie wierzą, że wypełni się modlitwa, której nauczył nas sam Pan: „Przyjdź królestwo twoje; bądź wola twoja jako w niebie, tak i na ziemi”, z pewnością żywo interesują się spełnieniem swej prośby, jeżeli tylko modlą się z serca – w duchu i w prawdzie.

Zauważmy, że nawet świat, gdyby tylko mógł uzmysłowić sobie prawdziwy charakter tego Królestwa, natychmiast z radością by je powitał, co się też zresztą niebawem stanie, i uznałby je za dawno oczekiwane błogosławieństwo, niosące drogocenne łaski złotego Wieku Tysiąclecia. <str. 20>

Jest jednak pewna powszechna kategoria ludzi, która mogłaby się przeciwstawiać temu rządowi sprawiedliwości. Należą do niej wszyscy ci, którzy nie cenią złotej reguły miłości i zamiast miłować bliźnich jak samych siebie, chętnie widzieliby ich raczej zdeptanych, ciemiężonych, bez praw, godziwej zapłaty i ulżenia trudu, zaś samych siebie – pławiących się w luksusie, ekstrawagancji i „rozkoszach” (Jak. 5:1-9) daleko przekraczających granice pragnień serca i wymagań rozsądku. Oni to na śmierć i życie trzymają się obecnego porządku społecznego, instynktownie bojąc się obiecanego Królestwa Mesjasza. Ich pragnienie dało początek myśli, że Królestwo to nigdy nie przyjdzie. Jak powiedział Dawid: „Myślą, że domy [rodziny] ich są wieczne, a przybytki ich trwają od narodu do narodu; przetoż je nazywają od imion swych na ziemi. (…) Takowa myśl ich głupstwem ich jest, a przecież potomkowie ich pochwalają to usty swymi” – Psalm 49:12,14.

Wielu, ignorując liczne świadectwa proroków lub w ogóle im nie wierząc, obawia się Królestwa, które przecież zawsze było tematem wszystkich proroctw: „Co był przepowiedział Bóg przez usta wszystkich swoich świętych proroków od wieków” – Dzieje Ap. 3:21. Instynktownie czują oni, że jeśliby Bóg ustanowił swe Królestwo, to rządziłoby się ono zasadami sprawiedliwości. Skoro zaś sprawiedliwość zostałaby wymierzona, wielu spośród władców ziemi musiałoby zamienić się miejscami ze swymi podwładnymi, czy też, być może, zostać wtrąconeni do więzienia. Wielu spośród wysokich, zarozumiałych chwalców sakiewki i zbieraczy pochlebstw zostałoby odartych z chwały, zaszczytów i zdobytych złą drogą bogactw, a ich podłość zostałaby ukazana we właściwym świetle. Drżą oni, choć nie wierzą Słowu, które mówi: „Nie ma nic skrytego, co by nie miało być objawiono, i nic tajemnego, czego by się dowiedzieć nie miano” – Mat. 10:26. Są to podli ludzie, niesprawiedliwi szafarze bogactw i władzy, w używaniu których nie okażą się ostatecznie „mądrymi”, tak jak pochwalony za rozsądek szafarz z przypowieści (Łuk. 16:1-9). Obok <str. 21> nich istnieje jeszcze większa grupa, bez której tamci nie ostaliby się. Ta liczna klasa, która być może nie ma na razie większego udziału w zaszczytach, urzędach, bogactwach i wygodach, żywi płonną nadzieję, że dnia pewnego będzie pławić się w luksusach. Zawistni opiekunowie „wspólnego stada”, nędzni niewolnicy samolubnej próżności i zabawki zwodniczej fortuny! Z nich to niektórzy – niestety tak jest – przybierają imię Chrystusa, przyjaciela ubogich, a usta ich wypowiadają prośbę o chleb powszedni. W modlitwie, która jest tylko uroczystym szyderstwem, proszą: „Przyjdź Królestwo Twoje”, podczas gdy każdym spojrzeniem, uczynkiem i postępowaniem w stosunku do bliźniego okazują, jak bardzo miłują obecny porządek. Radując się z niesprawiedliwości byliby szczęśliwi, gdyby Królestwo Chrystusowe nie przyszło nigdy.

Jest dziwną rzeczą, że – w wyraźnym odróżnieniu od stanowiska tych, którzy zwą się dziećmi Bożymi – „socjaliści” i inni, którzy odrzucają „kościelnictwo”, a wraz z nim nazbyt często Biblię i każdą wiarę w religię objawioną, nierzadko naprawdę pojmują niektóre fundamentalne zasady sprawiedliwości. Uznając współbraterstwo wszystkich ludzi, jak to pięknie ukazane jest w niektórych z ich pism, zdają się oczekiwać i pożądać równości społecznej i ogólnie przychylnych warunków często obiecywanych przez Pismo Święte jako rezultat ustanowienia Królestwa Chrystusowego między ludźmi, gdy wola Boża będzie wykonywana na ziemi. Zdaje się jednak, że większość owych biednych socjalistów staje w obronie wolności i równości raczej na skutek swego ubóstwa oraz odczuwanego braku przeciętnych wygód i korzyści niż z powodu samych zasad. Niech bowiem tylko ktoś z nich odziedziczy lub posiądzie wielkie bogactwo, a można być prawie pewnym, że zaniecha swych socjalistycznych poglądów.

Jak ostrożnie winni więc postępować święci, którzy modlą się: „Przyjdź królestwo twoje; bądź wola twoja jako w niebie, tak i na ziemi”, ażeby ich modlitwy nie były jedynie szyderczym <str. 22> służeniem wargami, któremu przeczy ich serce i życie. „Z ust twoich sądzę cię”, to jeden z najbardziej przenikliwych i ciężkich zarzutów, który przedstawi Sędzia przeciwko tym, którzy wyznawali, iż są Jego sługami, że tęsknią za Jego Królestwem miłości i sprawiedliwości. Niech więc wszyscy, którzy modlą się w ten sposób i wierzą w nadchodzące panowanie sprawiedliwości, już teraz dostosują swe uczynki i słowa do jego słusznych przepisów, na ile to z ich strony jest możliwe.

Ci, którzy pojęli siłę nauk zamieszczonych w poprzednich tomach zauważą, że Królestwo Boże nie będzie królestwem zewnętrznego, widzialnego, ziemskiego splendoru, lecz Królestwem mocy i Boskiej chwały. Otrzymało ono już władzę wykonawczą, choć nie podbiło i nie usunęło jeszcze królestw, których termin dzierżawy władzy nad tym światem jeszcze nie upłynął. A zatem władza nad ziemią nie jest jeszcze zupełnie kontrolowana przez Królestwo Boże. Jest ono jednak w trakcie ustanawiania. Wskazują na to znaki czasu, a również proroctwa rozważane tak w tym, jak i w poprzednich tomach.

W kolejnych rozdziałach będą przedstawione proroctwa wskazujące na różne etapy przygotowania nominalnego kościoła i świata do Królestwa. Zwrócona zostanie uwaga na niektóre najważniejsze z przepowiedzianych zmian, które miały zachodzić w czasie ustanawiania Królestwa – że nie ma niczego, co by mogło być ważniejsze, bardziej interesujące dla żyjących świętych, którzy tęsknią za obiecanym współdziedzictwem w Królestwie i ubiegają się o to, by być zaangażowanymi do współpracy z Mistrzem, głównym Żniwiarzem i Królem w dziele teraźniejszego i przyszłego wieku. <str. 23>

WYKŁAD II

„CZAS KOŃCA”
CZYLI „DZIEŃ PRZYGOTOWANIA”
– DANIEL XI –

Czas Końca – Jego rozpoczęcie, rok 1799 n.e. – Jego zakończenie, rok 1914 – Co ma być przygotowane, cel – Prorocze spojrzenie na najwybitniejszych władców w historii świata – Od 405 r. p.n.e. do Dnia Przygotowania – Dokładne wyznaczenie początku Czasu Końca bez użycia nazw i dat.

„CZAS Końca” – okres stu piętnastu (115) lat od 1799 do 1914 r. n.e. – jest w szczególny sposób odnotowany przez Pismo Święte. Inną nazwą użytą dla określenia tego samego okresu jest „Dzień Przygotowania”. Ogólny rozwój wiedzy, którego skutkiem są odkrycia, wynalazki itp., toruje bowiem drogę zbliżającemu się Tysiącleciu łaski, przygotowując techniczne środki dla zmniejszenia ludzkiego wysiłku i zapewniając całemu światu czas i wygodę, które pod panowaniem sprawiedliwości staną się błogosławieństwem i pomocą w napełnieniu ziemi znajomością Pańską. Jest to dzień, czyli okres przygotowania, także w innym sensie. Ów szeroki rozwój wiedzy daje wszystkim posmak wolności i wygody przed ustanowieniem panowania Chrystusa. Błogosławieństwa te staną się siłą napędową napięć klasowych i spowodują powstanie mas i obalenie korporacji, trustów i in., a wraz z nimi świeckiego i kościelnego panowania nad ziemią. W ten sposób <str. 24> czas obecny jest dniem przygotowania (przez takie obalenie) do ustanowienia uniwersalnej władzy Królestwa Bożego, o które modlimy się już tak długo.

Ostatnie czterdzieści lat Czasu Końca nazywane jest „dokonaniem” lub „żniwem” Wieku Ewangelii, jak czytamy: „żniwo jest dokonanie świata” – Mat. 13:39. Pokrótce zwrócimy uwagę na ogólny charakter i wydarzenia tego okresu, odkładając jednak szczegółowy opis żniwa do następnego rozdziału.

Informacja dotycząca dat tego okresu pochodzi z Proroctwa Daniela. Wiemy jednak, że on sam nic z tego nie zrozumiał, gdyż powiedział: „Jam to słyszał, a nie zrozumiałem” – Dan. 12:8. Gdy zaciekawiony dopytywał się o znaczenie tych słów, w odpowiedzi usłyszał, że zostały one zapieczętowane aż do Czasu Końca. Wynika z tego zatem, że nikt nie mógł zrozumieć proroctwa przed rokiem 1799. Zanim przejdziemy do innego tematu, wykażemy, że proroctwo miało być wstępnie zrozumiane po 1829 roku, a jego zupełne odkrycie miało nastąpić nie wcześniej niż w roku 1875.

W rozdziale 11 Proroctwa Daniela omawiane są istotne wydarzenia doprowadzające do wspomnianego okresu Czasu Końca, zaś rozdział 12 stanowi kontynuację aż do końca czasu żniwa. Badacz proroctw zauważy, w jak szczególny sposób została podana data początku Czasu Końca. Jest on godny uwagi zarówno ze względu na precyzję w określeniu czasu, jak i na ukrycie go, aby proroctwo nie było zrozumiane przed naznaczonym czasem. Po tym zaś punkcie czasowym, wskazanym w rozdziale 11 bez określania nazwy czy podawania roku, rozdział 12 wspomina trzy okresy czasu: 1260, 1290, 1335 proroczych dni, które potwierdzają i umacniają naukę wynikającą z rozdziału 11, wedle której początek Czasu Końca miał miejsce w roku 1799.

Rozdział 11, jak to wykażemy, wspomina najwybitniejsze <str. 25> postacie i wydarzenia historyczne, a pomimo to jego treść pozostaje zapieczętowana dla wielu badaczy proroctw. Dzieje się tak dlatego, że jego centralne zagadnienie, od którego wiele zależy, miało już pozorne wypełnienie. Taki sposób ukrycia czyli zasłonięcia proroctw aż do właściwego czasu, w którym mają być objawione, nie jest bynajmniej czymś niezwykłym. Badacze proroctw w przeszłości byli tak przekonani, że owo centralne zagadnienie miało już swoje wypełnienie, iż umieścili na marginesie popularnego tłumaczenia Biblii angielskiej komentarz: „Wypełnione w latach 171–168 p.n.e.”. We fragmencie tym (Dan. 11:31) czytamy: „A wojska wielkie przy nim stać będą, które splugawią świątnicę i twierdzę zniosą; odejmą też ustawiczną ofiarę, a postawią obrzydliwość spustoszenia [pustoszącą]”.

Twierdzi się, że proroctwo to wypełnił Antioch Epifanes, król syryjski, który zdobył Jerozolimę i doprowadził do zaniechania ofiar składanych Bogu w świątyni jerozolimskiej, umieszczając tam bożka Jowisza Olimpijskiego.

Owo pozorne wypełnienie proroctwa jest wystarczające dla usatysfakcjonowania przeciętnego badacza, który zadowala się wierzeniem w to, co mówią inni. Powoduje ono utratę zainteresowania proroctwem, które wypełniło się w odległej przeszłości i jako takie nie jest już ciekawe. Jednak poważny badacz zauważy, że według przepowiedni (werset 14 bt) synowie gwałtowników spośród ludu Daniela faktycznie będą próbowali wypełnić tę wizję (czy też pozornie ją wypełnią), lecz im się to nie uda. Spostrzeże on ponadto, że Czas Końca był ściśle oznaczonym okresem (werset 35), a w związku z tym pełna i poprawna interpretacja nie mogła pojawić się wcześniej. Tacy zatem nie będą szukać słusznych interpretacji w przeszłości. Uważny badacz nie przeoczy także faktu, że nasz Pan zwrócił uwagę na to samo proroctwo dwieście lat po jego domniemanym wypełnieniu. Mówiąc: „Gdy ujrzycie [czas przyszły] obrzydliwość spustoszenia stojącą <str. 26> na miejscu świętym” (Mat. 24:3,15), Pan nakazał nam oczekiwać przyszłego wypełnienia owego proroctwa. Dodał także ostrzeżenie, abyśmy byli uważni i nie dali się zmylić co do rzeczywistej obrzydliwości – „Kto czyta, niechaj uważa”.

Ufamy, że dowody przedstawione w poprzednim Tomie wykazały jasno, iż wielki system papieski jest ową pustoszącą obrzydliwością, która przez wieki w imię Królestwa Chrystusowego niszczyła tak świat, jak i Kościół. Zaiste od dawna widzimy ją „stojącą na miejscu świętem” – w świątyni Bożej, chrześcijańskim Kościele. Bogu niech będą dzięki, że daje nam przywilej coraz wyraźniejszego rozpoznawania jej obrzydliwego charakteru, w celu uniknięcia jej wszystkich błędów. Bogu niech będą dzięki, że jej dni są policzone, a oczyszczona Świątnica (Dan. 8:14) będzie wkrótce wywyższona i napełni się chwałą Bożą.

Po tym wstępie przejdźmy do zbadania 11 rozdziału Proroctwa Daniela w kolejności jemu właściwej.

Treść wersetu 2 dotyczy Imperium Medo-Perskiego, czwartego i ostatniego króla, którym był Dariusz Kodomanus.

Mocny król z wersetu 3 to Aleksander Wielki z Grecji, o którym czytamy ten oto zajmujący fragment z historii Willarda:

„Dokonawszy inwazji na Judeę, Aleksander Wielki wysłał do Jerozolimy polecenie, aby jego armii udzielono wsparcia w postaci prowiantu i ludzi. Ówczesny najwyższy kapłan Jaddus odesłał odpowiedź, że przyrzekł wierność królowi Persji i póki żyje nie złamie swego przyrzeczenia. Aleksander zaraz po zakończeniu oblężenia Tyru pomaszerował do Jerozolimy, aby zemścić się za tę odmowę. Powiadomiony o zamiarach Aleksandra i nie będąc w stanie stawić mu czoła najwyższy kapłan wołał w utrapieniu o pomoc do nieba. Poinstruowany w widzeniu nocnym nakazał otworzyć bramy miasta, a drogę usłać kwiatami. Ubrał wspaniałe szaty kapłaństwa lewickiego i wraz ze wszystkimi kapłanami odzianymi w białe szaty wyszedł naprzeciw zdobywcy. Aleksander spotkał go, pokłonił się i oddał mu cześć. Gdy jeden z jego zdumionych przyjaciół zapytał dlaczego on, którego <str. 27> czczą inni, miałby oddawać cześć najwyższemu kapłanowi, Aleksander odpowiedział: Nie oddaję czci kapłanowi, lecz Bogu, którego on jest sługą. Gdy tylko zobaczyłem jego szaty poznałem, że jest on tym, którego widziałem w wizji w Macedonii, kiedy rozważałem sprawę podboju Persji; zapewnił mnie, że jego Bóg pójdzie przede mną i odniosę sukces. Potem wszedłszy między kapłanów Aleksander uścisnął ich. W ten oto sposób wjechał do Jerozolimy i wielce uroczyście złożył ofiary w świątyni. Wtedy najwyższy kapłan pokazał mu proroctwo Daniela i wyjaśnił, że przepowiadało ono, iż Aleksander obali władzę Persów.”

Aleksander podbił świat w ciągu zaledwie trzynastu lat, lecz po jego śmierci królestwo nie w całości przypadło rodzinie zdobywcy. Podzielono je między czterech generałów i tak rozpadło się na części, o czym mówi werset 4.

Należy w tym miejscu zauważyć związek z proroctwem Daniela 8:3-9,20-25. Widzimy tutaj, że z jednej z części imperium Aleksandra (por. wersety 8, 9 i 21) miał powstać „mały róg” – władza – by następnie wielce urosnąć. Odnosi się to z całą pewnością do Rzymu, którego wpływy wyrosły na ruinach Grecji. Rzym był początkowo mało znaczącym, ujarzmionym państwem, którego ambasadorowie spieszyli uznać przewagę Grecji i rzucić go do stóp Aleksandra Wielkiego jako część jego imperium. Dopiero później, stopniowo osiągnął on rangę mocarstwa.

Historia, która jest opowiedziana w kilku słowach w Dan. 8:9,10 dokładniej opisana jest w rozdziale 11:5-19. W tym szczegółowym opisie o Egipcie mówi się jako o Królu z Południa, podczas gdy Grecy, a następnie Rzymianie, którzy jako nowy róg wychodzący z Grecji przejęli ich władzę, są określani jako Król z Północy. W dzieje tych królów wpleciona jest, związana to z jednym to z drugim, historia ludu Bożego – ludu Daniela. Według obietnicy Bożej Daniel wierzył, że jego lud w końcu otrzyma błogosławieństwo. Byłoby nużące i zbędne śledzić w szczegółach historię konfliktów <str. 28> między generałami Aleksandra i ich następcami, opisaną aż po werset 17, który mówi o Kleopatrze, królowej Egiptu. Poza tym, skoro wszyscy zgadzają się co do interpretacji tego fragmentu, nie mamy potrzeby cofać się do historii wcześniejszej.

Ci, którzy twierdzą, że werset 31 dotyczy Antiocha Epifanesa, odnoszą proroctwo to, począwszy od wersetu 18 aż do końca rozdziału, do kłótni i potyczek między Seleukosem, Filopaterem, Antiochem Epifanesem i Ptolemeuszem Filomaterem. Tak też najwyraźniej przywykli stosować to proroctwo Żydzi, którzy kontynuując tę interpretację w rozdziale 12, mieli mocne podstawy, aby oczekiwać prędkiego wybawienia przez Mesjasza. Czytamy, że w czasie narodzenia naszego Pana „wszystek lud oczekiwał” na Mesjasza, który wybawi ich spod jarzma rzymskiego. My, którzy rozumiemy prawdziwe znaczenie „obrzydliwości”, odrzucamy powyższą interpretację i uważamy, że od wersetu 18 proroctwo wspomina jedynie o wybitnych postaciach, by w końcu wskazać na papiestwo. Następnie omawiając i identyfikując ten system przechodzi dalej, do opisu końca jego prześladowczej władzy. Data owego końca wyznaczona jest przez szczegółowy opis działalności jednej z najznakomitszych postaci w historii – Napoleona Bonaparte.

Ktoś mógłby jednak zapytać, dlaczego zmienił się sposób opisu, który w wersetach poprzednich jest szczegółowy, a następnie omawia jedynie wybitne wydarzenia historyczne. Odpowiadamy, iż składa się to na Boską metodę zapieczętowania i zamknięcia proroctwa. Poza tym, wszystko w proroctwie było tak napisane, aby Izrael nie został wprowadzony w błąd podczas pierwszego przyjścia. Gdyby proroctwo to opisywało najdrobniejsze szczegóły i detale dwudziestu wieków, jak to ma miejsce w wersetach 3-17 tego rozdziału, byłoby długie, nużące i niemożliwe do zrozumienia oraz dawałoby Żydom i pierwotnemu kościołowi chrześcijańskiemu pojęcie o długości czasu dzielącego ich od Królestwa, a to nie było Boskim zamiarem.

Postępując zatem dalej rozumiemy, iż wersety 17-19 odnoszą się do czasów i wydarzeń związanych z Markiem Antoniuszem i Kleopatrą, <str. 29> gdy Antoniusz upadł, a Egipt („Król z Południa”) został wchłonięty przez Imperium Rzymskie. Wer­set 20 odnosimy do Cezara Augusta, który był znany z systematycznego pobierania ogromnych podatków od wszystkich poddanych narodów. Przy okazji narodzenia naszego Pana, w Piśmie Świętym wspomniane jest, że ściągał on podatki w Judei i w całym ówczesnym cywilizowanym świecie (Łuk. 2:1). Stwierdzenie, że „wyszedł dekret od cesarza Augusta, aby popisano2 wszystek świat” dokładnie odpowiada opisowi: „I powstanie na jego miejsce taki, który roześle poborców w sławie królewskiej”. Ostatnie słowa także odpowiadają dokładnie panowaniu Cezara Augusta, które określano mianem najświetniejszego okresu w historii Imperium Rzymskiego i zwano „złotym wiekiem Rzymu”.

2 kj „taxed” – opodatkować – przyp.tłum.

Inne tłumaczenie wersetu 20 (bp) podaje: „W jego miejsce powstanie [człowiek], który sprawi, że przez chwałę królestwa przejdzie poborca [podatków]”. Zdaje się, że odnosi się to szczególnie do Palestyny, a wówczas pasuje idealnie do zapisu w Ewangelii Łukasza. Obydwa zastosowania są jednak poprawne: był to świetny okres Rzymskiego Imperium, a poborcy podatków zostali posłani, aby przeszli przez ziemię palestyńską – chwałę królestwa. Co więcej, August Cezar znany jest jako pierwszy władca, który wprowadził systematyczne opodatkowanie świata.

W dalszym ciągu czytamy o tym wybitnym władcy: „Po niewielu dniach starty będzie, a to nie w gniewie ani przez wojnę”. O Cezarze Auguście wiemy, że umarł spokojnie, podczas gdy jego poprzednik i siedmiu następców na tronie imperium zmarło śmiercią gwałtowną. Zmarł on kilka lat po osiągnięciu zenitu swego panowania, kiedy to za jego sprawą „przez chwałę królestwa przeszedł poborca podatków”.

Werset 21 trafnie opisuje Tyberiusza Cezara, następcę Augusta: „Potem powstanie wzgardzony na jego miejsce, <str. 30> acz nie włożą nań ozdoby królewskiej; wszakże przyszedłszy w pokoju, otrzyma królestwo pochlebstwem”. Zauważmy jak opis historyczny potwierdza słowa proroka.

White pisze: „Tyberiusz miał pięćdziesiąt sześć lat, gdy wstąpił na tron okazując wielką niechęć przyjęcia na siebie związanych z tym obowiązków. (…) Gdy teraz wszelkie ograniczenia zostały usunięte tyran dał upust swemu okrucieństwu i zmysłowym rządzom.”

Willard pisze: „Początkowo udawał on i zdawał się rządzić z umiarem, lecz wkrótce maska opadła (…) Senat, któremu przekazał wszystkie uprawnienia polityczne ludu, upodlił się i służalczo sankcjonował wszelkie jego działania, ofiarując kadzidło ustawicznego pochlebstwa człowiekowi, który napełniał ulice krwią. To właśnie pod rządami tego najpodlejszego z ludzi nasz Pan Jezus Chrystus został ukrzyżowany w Judei.”

Wizerunki te dokładnie zgadzają się z proroczym opisem, a w dalszym ciągu potwierdzone są przez następny werset 22: „A ramionami jako powodzią wiele ich [wszyscy przeciwnicy] zachwyceni będą przed obliczem jego, i skruszeni będą, także też i sam wódz, który z nimi przymierze uczynił”. Ostatnie określenie zdaje się nieomylnie odnosić do Pana Jezusa, który, jak to zostało odnotowane przez historyka, został ukrzyżowany za panowania Tyberiusza, przez jego przedstawiciela – Piłata, rzymskiego prokuratora Judei i przez rzymskich żołnierzy.

„Bo wszedłszy z nim w przyjaźń [senat uznał go za cesarza], uczyni zdradę, a przyciągnąwszy zmocni się w małym poczcie ludu. [Tyberiusz zorganizował gwardię pretorian, liczącą początkowo 10 tysięcy, a potem dwukrotnie więcej. Ów mały poczet ludu, jako przyboczna gwardia cesarza, nieustannie znajdował się w Rzymie pod jego kontrolą. Dzięki niemu zastraszył on lud i senat, zniósł powszechne wybory, zgromadzenia itp.] Bezpiecznie i do najobfitszych miejsc onej krainy wpadnie, a uczyni to, czego nie czynili ojcowie jego, ani <str. 31> ojcowie ojców jego; łup i korzyść, i majętności rozdzieli im, nawet i o miejscach obronnych chytrze przemyśliwać będzie, a to aż do czasu” – wersety 23, 24.

Zarówno August jak i jego następcy zmierzali do tego, by raczej zachować pokojową kontrolę nad uprzednio zdobytymi królestwami, niż przez podbój szukać dalszych korzyści. Aby zabezpieczyć swoje wpływy stosowali oni politykę dzielenia korzyści przez mianowanie lokalnych zarządców obdarzonych zaszczytami i władzą, lecz utrzymanie się na piastowanym przez nich urzędzie uzależnione było od utrzymania porządku w prowincji, wierności cesarzowi i sprawnego ściągania podatków. Nie prowadzili oni już, jak na początku, polityki łupienia i plądrowania świata po to tylko, aby przynieść do Rzymu łupy i trofea. W ten dyplomatyczny sposób, przez takie właśnie „zapobiegliwe środki”, Rzym sprawował ściślejszą władzę nad światem i posiadał większy prestiż niż wtedy, gdy jego armie przemierzały ziemię.

Należy uznać, że pojawienie się szczegółów w proroctwie, a w wypadku Augusta i Tyberiusza prawie indywidualnego opisu, jest jedynie środkiem dla osiągnięcia celu. Jest nim w tym wypadku wskazanie na czas, kiedy Grecja miała przekazać swe uniwersalne panowanie Rzymowi. Czterej generałowie Aleksandra Wielkiego, przedstawiciele czterech części imperium („cztery rogi” greckiego „kozła” wspomniane w Dan. 8:8), mieli przekazać władzę Rzymskiemu Imperium, które w tamtym czasie i wcześniej było częścią Grecji. Owi czterej generałowie zostali opisani w historii nie mniej dobitnie niż w proroctwie.* Historyk pisze:

* Do podziału między tych czterech odnosi się wyraźnie Dan. 8:8 i 11:4,5.

Willard, Universal History [Historia Powszechna], str. 100.

„Imperium [Greckie] zostało następnie podzielone na cztery części, każda przypadła jednemu z generałów, którzy zawarli przymierze. Ptolemeusz objął królewską władzę nad Egiptem, <str. 32> Seleukos w Syrii i Górnej Azji, Lizymach w Tracji i Azji Mniejszej aż do Taurusu, a Kassander jako swój dział wziął Macedonię.”

W takim podziale Italia należała do działu Kassandra i był to dział północny, określony mianem „Króla z Północy”, podczas gdy Egipt był działem południowym, czyli „Królem z Południa”. Stopniowo zwyciężały jednak wpływy Rzymu, kolejne terytoria zajmowane pierwotnie przez Seleukosa, Lizymacha i Kassandra były poddawane Rzymowi, który był częścią działu północnego, tak iż pozostał jedynie Egipt, dział południowy. Jak to opisano wcześniej, król z południa – Egipt – został poddany pod panowanie działu północnego za czasów Kleopatry, Antoniusza i Augusta Cezara, po części z woli ojca Kleopatry, który umarł zanim dorosły jego dzieci i przekazał swe królestwo pod kontrolę rzymskiego senatu, a po części na skutek porażki Marka Antoniusza. Jednak przez jakiś czas „Król z Południa” – Egipt – był prawie tak mocny jak „Król z Północy” – Rzym. Historycy twierdzą, że „stanowił on najpotężniejsze z istniejących wówczas państw kupieckich”; miał „33 tys. miast” z rocznym dochodem „wynoszącym 14 800 talentów srebra”, to jest około 20 mln dolarów.

Znając sens i zamysł proroctwa nie powinniśmy spodziewać się szczegółowych opisów dotyczących poszczególnych władców tych królestw, lecz rozumieć, że „Król z Północy” to przedstawiciel Imperium Rzymskiego, a „Król z Południa” – królestwa Egiptu. Z takim zrozumieniem będziemy kontynuować rozważanie proroctwa.

Werset 25: „Potem wzbudzi [Rzym] moc swoję i serce swoje przeciw królowi z południa [Egiptowi] z wojskiem wielkim, z którym król z południa walecznie się potykać będzie z wojskiem wielkiem i bardzo mocnem; ale się nie oprze, przeto że wymyśli przeciwko niemu [perfidną] zdradę”. <str. 33>

W 30 r. p.n.e. August Cezar nadał Egiptowi status rzymskiej prowincji i odtąd między tymi dwoma państwami nie były prowadzone żadne działania wojenne; aż do czasów królowej Zenobii, pochodzącej z rodu Kleopatry, która objęła i sprawowała władzę około roku 269 n.e. Jej panowanie było krótkie. Aurelian, rzymski cezar, pokonał ją w roku 272 n.e. Historyk pisze: „Syria, Egipt i Azja Mniejsza uznały władzę Zenobii, królowej Palmyry. Musiała ona jednak stawić czoła przeważającym siłom Imperium i militarnym umiejętnościom najwybitniejszego dowódcy tego okresu. Jednak sam Aurelian pisze o niej: ‘Lud rzymski wyraża się z pogardą o wojnie, w której będę walczył przeciwko kobiecie. Nie mają oni pojęcia ani o charakterze, ani o sławie Zenobii. Nie sposób wprost opisać jej przygotowań wojennych i desperackiej odwagi’.” Firmus, sprzymierzeniec Zenobii w Egipcie, został niebawem pokonany i skazany na śmierć, a Aurelian powrócił do Rzymu okryty chwałą, zagarniając ogromne bogactwa, o których mówi werset 28: „Przetoż się wróci do ziemi swojej z bogactwy wielkiemi, a serce jego obróci się przeciwko przymierzu świętemu; co uczyniwszy [różne czyny bohaterskie] wróci się do ziemi swojej”.

O bogactwach, jakie zostały wówczas zagarnięte, świadczy wyjątek z opisu Gibbona dotyczący triumfalnego przemarszu ulicami Rzymu. Pisze on:

„Bogactwo Azji, broń i sztandary podbitych narodów oraz wspaniała zastawa i garderoba syryjskiej królowej były wystawione już to w symetrycznym porządku, już to w artystycznym nieładzie (…) Piękna sylwetka Zenobii skuta złotymi kajdanami omdlewała prawie pod nieznośnym ciężarem klejnotów; niewolnik podtrzymywał złoty łańcuch oplatający jej szyję. Kroczyła ona przed wspaniałym rydwanem, na którym ongiś miała nadzieję wkroczyć w bramy Rzymu.”

Na temat stwierdzenia proroka, że po powrocie „Króla z Północy” jego serce obróci się przeciwko przymierzu świętemu [chrześcijaństwu], Mosheim pisze: <str. 34>

„Aurelian, choć miał niezmierną skłonność do bałwochwalstwa i czuł awersję do chrześcijan, w ciągu czterech lat nie powziął żadnych środków mających na celu szkodzenie im. Jednak w piątym roku swego panowania, czy to z powodu własnych przesądów, czy też ponaglany przesądami innych, zaczął ich prześladować. Gdyby był żył, jego okrutne, zwierzęce usposobienie, w powiązaniu z wpływami kapłanów i czcicieli bogów, spowodowałoby, że prześladowania te byłyby okrutniejsze niż jakiekolwiek poprzednie. Zanim jednak jego nowe edykty dotarły do wszystkich prowincji, został zamordowany. Przeto niewielu tylko chrześcijan ucierpiało za swą pobożność pod jego rządami.”*

* History of Christianity [Historia Chrześcijaństwa], Tom II, str. 101.

Prześladowczy duch Aureliana obrócił się przeciwko chrześcijaństwu dopiero po jego powrocie z podbojów, na co też wskazuje proroctwo. Aurelian, będąc czcicielem słońca, przypisał swoje zwycięstwo temu bóstwu i natychmiast po bitwie odbudował wspaniałą świątynię poświęconą kultowi słońca, w uznaniu za otrzymaną łaskę. Ponieważ chrześcijanie nie byli skłonni do oddawania czci słońcu, przypuszcza się, że to właśnie odmowa wzięcia udziału w kulcie słonecznym spowodowała gwałtowny sprzeciw cesarza.

Werset 26: „Bo ci, którzy jedzą chleb jego, zniszczą go, gdy wojsko onego jako powódź przypadnie, a pobitych wiele polęże”. Aurelian został zamordowany przez swych własnych generałów; jego armia odniosła sukces, chociaż wielu poległo.

Werset 27 nie stosuje się do Rzymu i Egiptu, lecz do obu królów, czyli władz w obrębie Imperium Rzymskiego – stopniowo obumierającej władzy cesarskiej i władzy klerykalnej, która wyłaniała się powoli, mając coraz większe ambicje. Każda z nich starała się wykorzystać drugą dla swych egoistycznych celów, odżegnując się równocześnie od takowego zamiaru. Czytamy: „Natenczas obaj królowie w sercu swym myśleć będą, jakoby jeden drugiemu szkodzić mógł, a przy jednymże stole kłamstwo mówić będą; ale się im nie nada [wtedy], gdyż jeszcze koniec na inszy czas odłożony jest”. Wyrażając tę myśl nieco jaśniej: Bóg ustanowił pewien okres 1260 lat, w którym <str. 35> papiestwo miało mieć moc prześladowania, toteż unia, czyli porozumienie pomiędzy klerem i władzą państwową, nie mogła się wtedy „nadać”, ponieważ 1260 lat liczone od tej daty doprowadziłyby do zbyt wczesnego „końca”. Przeto musiało to być odłożone, czyli powstrzymane, aby mogło pojawić się stopniowo poprzez rozpad Imperium w Italii. Z kart historii kościelnictwa dowiadujemy się o machinacjach chrześcijańskich biskupów w celu uzyskania władzy w Imperium Rzymskim, a cesarze zapewne usilnie zastanawiali się, czy uznanie nowej religii nie przyniosłoby im korzyści. Najwyraźniej to, o czym rozmyślali inni, uczynił dopiero Konstantyn, gdy nadszedł słuszny czas. Lecz gniew ludu powstrzymał nawet i jego przed natychmiastowym zrealizowaniem upragnionego zjednoczenia sił kościoła i państwa.

Wersety 29 i 30 uważamy za wtrącenie mające na celu ukrycie znaczenia przez złamanie toku narracji. Wierzymy, że stosują się one do należącej wówczas do przyszłości, i to odległej, koalicji pomiędzy przedstawicielami Imperium Rzymskiego i Egiptu. Między nimi nie dochodziło już więcej do konfliktów z wyjątkiem sytuacji, która miała zaistnieć dokładnie w „zamierzonym czasie” – w czasie końca, w 1799 roku. Z tego powodu odłożymy zastanawianie się nad tymi wersetami do momentu, gdy będziemy rozważać ostatnią bitwę między nimi opisaną w wersetach 40-45.

Werset 31 łączy się z treścią wersetu 27 i uważamy, że odnosi się on do papiestwa – tej z dwóch sił panujących w Imperium Rzymskim, która cieszyła się większym powodzeniem. Po prześledzeniu historii wybitnych władców aż do Aureliana, po zapoznaniu nas z dwoma rodzajami władzy – państwową i kościelną – które wyrosły zaraz potem, proroctwo wskazuje następnie na przewagę papiestwa, jego charakter i działalność w odniesieniu do Prawdy Bożej i Kościoła. Jest ono wyobrażane przez jednego króla, czyli władzę, pomimo występowania w nim różnych papieży i zwierzchników. Wiemy, że w rywalizacji pomiędzy władcami państwowymi i religijnymi zwycięstwo odniosło papiestwo, <str. 36> jak czytamy w proroctwie: „A wojska wielkie przy nim stać będą [lub też „mocarze z niego powstaną” – w tłumaczeniu Younga], które splugawią Świątnicę i twierdze zniosą;3 odejmą też ustawiczną ofiarę, a postawią obrzydliwość spustoszenia”.

3 kj „splugawią Świątnicę mocy”, w bt: „wojsko jego wystąpi, by zbezcześcić świątynię-twierdzę” – przyp.tłum.

Fragment ten interpretujemy następująco: Choć ani kościołowi, ani władzy państwowej nie uda się zdławić drugiej strony, to jednak powstaną „mocarze”, którzy splugawią fundamentalne zasady zarówno autorytetu państwa, jak i prawdziwej religii. „Świątynia-twierdza”, uświęcona instytucja władzy państwowej, którą na pewien czas Bóg zalecił poganom, królestwom tego świata, została podkopana przez tych z kościoła, którzy już obecnie pragnęli panować i którzy usiłowali jakimkolwiek sposobem otrzymać władzę państwową, aby móc przeprowadzać swe kościelne machinacje, a Świątnica Boża (jego święte mieszkanie – Kościół) została zbezczeszczona i zhańbiona przez uporczywe wysiłki owych „mocarzy” w celu otrzymania władzy na równi z przywódcami świeckimi oraz uzyskania wielkiej liczby zwolenników i wpływu na ludzi. To było papiestwo w zalążku, knujące, by znaleźć się u władzy i utworzyć imperium kościelne.

Nie powinniśmy się dziwić, że ci popędliwi „mocarze”, zlekceważyli Boski plan, który przewiduje, że obecnie mamy być poddani „zwierzchnościom, które są”, (które według zrządzenia Bożego służą obecnie jako narzędzie doświadczenia i przygotowania nas ku przyszłemu wywyższeniu do chwały, czci i panowania nad światem). Zdecydowani są oni królować, jeśli to możliwe, nawet przed przewidzianym przez Boga czasem. Działając jak dotąd w sprzeczności z Boskim planem, zagubili samą istotę i sedno Prawdy, tak że zachowana jest jedynie forma i zewnętrzny pozór. Rozstrzygającym krokiem tego odstępstwa było „odjęcie ofiary ustawicznej”. Tutaj zaledwie wspomnimy ów szczyt degeneracji doktrynalnej, reprezentowany przez rzymską naukę o przeistoczeniu i ofierze mszy, odkładając go do dokładniejszego zbadania <str. 37> w związku z innym proroctwem, w jednym z kolejnych rozdziałów. Odkąd tylko pojawił się ów zgubny, bluźnierczy błąd, Bóg nazywa system papiestwa obrzydliwością, a jego późniejsze wywyższenie do władzy określone jest tutaj jako „postawienie obrzydliwości spustoszenia”. O tym, że papiestwo zasłużyło sobie na tę nazwę oraz że jego wpływ był nieszczęsny i zgubny, przekonywująco świadczy historia „ciemnych wieków”, której fragmenty zamieściliśmy w poprzednim Tomie.

Werset 32 (bt): „Tych zaś, co przestępują przymierze, nakłoni do przewrotności pochlebstwem”. Ci spośród członków Kościoła, którzy nie żyli według zawartego z Panem przymierza, padli łatwym łupem pochlebstw, zaszczytów, tytułów, jakie oferowała im hierarchia papieska, odkąd tylko poczęła mieć wpływy. Nie wszyscy jednak ulegli błędom, choć było takich wielu. Czytamy, że: „Jednak ludzie, którzy znają swego Boga, wytrwają i będą działali.4 Mędrcy spośród ludu pouczą wielu.” Tak oto pokazany jest podział Kościoła na dwie wskazane klasy, rozróżnione również w Dan. 8:11-14 jako Świątnica i wojsko: pierwsi, to ludzie zepsuci światowymi pochlebnymi zaszczytami, którzy pogwałcili przymierze z Bogiem, drudzy zaś nabrali mocy dzięki prześladowaniom, którym podlegali ze względu na swą lojalność wobec Boga. Pomiędzy nimi byli tacy, którzy rozumiejąc sytuację nauczali wiernych, że według Pisma Świętego, na skutek wielkiego odstępstwa w kościele powstanie Antychryst, czyli człowiek grzechu.

4 W tłum. cytowanym przez autora: „nabiorą mocy i będą mężnymi” – przyp.tłum.

Wielu ludzi znalazło się pod wpływem przestępców przymierza, którzy przyłączyli się do Imperium i ujęli władzę. Garstkę wiernych prześladowano – chwytano, więziono, katowano, torturowano i wydawano na śmierć, stosując przy tym setki odrażających sposobów. Karty historii wyraźnie potwierdzają słowa proroka, mówiącego: „Padać będą od miecza i od ognia, od pojmania i od łupu przez wiele dni” <str. 38> [werset 34 i część 35 stanowią kolejne wtrącenie], „aż do czasu zamierzonego;5 bo to jeszcze potrwa [przyszłość] aż do czasu zamierzonego”. Nie jest tu określony czas trwania prześladowań; zaznaczone jest tylko, że kres ich przypadnie na Czas Końca. Z innych miejsc Pisma Świętego dowiadujemy się, że prześladowania miały się zamknąć w okresie 1260 lat, który zakończył się w roku 1799 n.e., odnotowanym równie dobitnie przez Daniela i Objawiciela, jak i przez historię.

5 kj „czasu końca”, podobnie jak nb i bt, które mają: „czasu ostatecznego” – przyp.tłum.

Wersety 34, 35: „A gdy padać będą, małą pomoc mieć będą”. Okres 1260 lat władzy prześladowczej (papiestwa) nie zakończył się w pełni wcześniej, jak dopiero w 1799 roku, lecz przed jego zakończeniem Bóg zapewnił małą pomoc za pośrednictwem ruchu Reformacji, który choć początkowo zwiększył raczej prześladowania, to potem dostarczył nieco ulgi i ochrony tym, którzy padali z powodu wierności Słowu Bożemu. Reformacja zapobiegła całkowitemu stłamszeniu Prawdy na świecie. Lecz niestety wraz z małą pomocą pojawili się znów „pochlebcy”. Gdy tylko prześladowania poczęły słabnąć, przeciwnik użył tej samej broni, przy pomocy której poprzednio już odniósł sukces w zepsuciu i degradacji kościoła, aby obecnie pokonać ruchy reformacyjne. Królowie i książęta poczęli udzielać protestantom zaszczytów, tytułów i łączyli się z nimi. Spowodowało to wiele poważnych następstw i odchyleń od przymierza, jak czytamy dalej: „Bo się do nich wiele pochlebców przyłączy. A z tych, którzy innych nauczają [przywódcy, reformatorzy, nauczyciele, którzy byli zdolni pouczać wielu innych o błędach papiestwa], padać będą, aby doświadczeni [nieliczni wierni] i oczyszczeni, i wybieleni byli”.

W poprzednich wersetach proroctwo wyraźnie opisywało wiodące postacie, istotnie powiązane z przejmowaniem władzy przez Grecję, przez Rzym, a potem – przebiegle, stopniowo i ukradkiem – przez papiestwo, władzę która wyrosła ze świeckiego <str. 39> Rzymu. Tak też, gdy idąc dalej dochodzimy do bardzo ważnego momentu obalenia panowania papiestwa,* należy oczekiwać, że powinien tu być wspomniany Napoleon, wiodąca postać związana z tą zmianą. Opis ten winien dotyczyć nie tyle wyglądu zewnętrznego, co raczej jego osobliwych cech, jak to miało miejsce w wypadku Augusta i Tyberiusza Cezara. Znajdujemy tutaj taki właśnie opis. Wer­sety 31-35 przedstawiają papiestwo, jego błędy i obrzydliwość, następnie Reformację i jej „małą pomoc”, a także częściowy upadek z powodu pochlebstwa. Wersety te doprowadzają nas do aż do „Czasu Końca”, pokazując, że pomimo otrzymania małej pomocy niektórzy będą padać na skutek prześladowań aż do Czasu Końca. Tak też i było. We wszystkich krajach podległych papiestwu – Hiszpanii, Francji itp. – za sprawą okrutnej Inkwizycji trwały prześladowania, aż skutecznie przerwał je Napoleon.

* Słusznym jest stwierdzenie, że panowanie papieskie przeminęło z początkiem tego wieku [XIX], gdyż po Rewolucji Francuskiej panowanie Rzymu nad władcami i królami (nawet na jego własnym terytorium Włoch) jest jedynie nominalne, a nie rzeczywiste. Należy także pamiętać, że aż do tego czasu Francja była narodem najwierniejszym i najbardziej poddanym papieskiej władzy. Jej królowie, książęta, arystokracja i lud najchętniej stawiali się na żądanie papieża, aby organizować krucjaty, czy pójść na wojny poddani jego rozkazom. Któż inny byłby tak lojalny, aby nie pozwolić protestantom mieszkać na swej ziemi, jak to miało miejsce po masakrze nocy św. Bartłomieja. Przeto żaden inny naród nie mógł zadać papiestwu tak ogłuszającego i niszczycielskiego ciosu jak Francja.

Potem następują wersety opisujące Napoleona, narzędzie użyte przez Opatrzność do złamania władzy papiestwa i rozpoczęcia jego cierpień, które w przyszłości zakończą się całkowitym zniszczeniem, jak jest napisane: „Którego Pan zniesie objawieniem przyjścia swego” – 2 Tes. 2:8. <str. 40>

Celem tak wyraźnego odzwierciedlenia w proroczych stwierdzeniach publicznej kariery Napoleona Bonaparte, którego już za życia uznawano za „męża przeznaczenia”, jest dokładne wyznaczenie daty „czasu naznaczonego”. Taki sposób określenia czasu jest dokładny. Jeśli wykażemy, że wydarzenia wspominane w tym proroctwie odpowiadają historycznym losom Napoleona, to możemy określić tę datę z taką samą pewnością, jak początek panowania Augusta Cezara, Tyberiusza czy Kleopatry, którzy opisani są w wersetach 17, 20 i 21. W świetle proroctw dzieje Napoleona wskazują na rok 1799 n.e. jako koniec 1260 lat władzy papieskiej i początek okresu zwanego „Czasem Końca”. Opis proroczy jest następujący:

Werset 36: „Tak uczyni król według woli swojej i podniesie się, i wielmożnym się uczyni nad każdego boga, i przeciwko Bogu nad bogami dziwne rzeczy mówić będzie, i poszczęści mu się, aż się dokona gniew, ażby się to, co jest postanowiono, wykonało”. Napoleon nie był królem, lecz pojęcie to stosowane jest ogólnie dla określenia możnego władcy. Postępował on „według woli swojej” w takim stopniu, jak żaden inny żyjący człowiek. Był znany ze swego uporu i determinacji, które pozwalały mu przezwyciężać trudności wprost nie do pokonania. Aby właściwie zrozumieć powyższy werset, należy pamiętać, że słowo „bóg” oznacza mocarza i że jest ono często używane w Piśmie Świętym w odniesieniu do królów i władców, tak jak w tym wersecie: „bóg nad bogami”.* Tutaj słowo „bogowie” odnosi się do władców, królów i książąt, a wyrażenie „bóg nad bogami”, czyli władca nad władcami, mówi o papieżu. Większość ludzi uznawała jakąś zwierzchność religijną, lecz Napoleon nie uznawał żadnej. Miał on swą własną wolę i swe własne plany, które miały na celu wywyższenie go ponad każdego innego władcę. Nawet „boga nad bogami” (tj. władcy nad władcami – papieża) traktował w <str. 41> zadziwiający sposób. Zażądał od niego posłuszeństwa jako od swego sługi i to w takiej formie, która wówczas zaszokowała przesądny świat i uraziła dostojeństwo papieskiej hierarchii. Jak dalej stwierdza proroctwo, szczęściło mu się aż wykonał misję ukarania papiestwa i zlikwidowania jego wpływu na umysły ludzkie. Potwierdzają to słowa historyka, który pisze:

* Zob. Wykłady Pisma Świętego, Tom II, str. 274-275.

Campaigns of Napoleon [Kampanie Napoleońskie] str. 89,95,96

„Podczas gdy świeccy książęta stosowali się do układów zawartych z Francją, płacąc przewidziane kontrybucje, papież w niedorzeczny sposób łamał swe zobowiązania. Otoczony przez księży, którzy byli jego jedynymi doradcami, papież sięgnął do starych zasobów podstępnych sztuczek i pobożnych oszustw, poczyniono też wielkie usiłowania w celu pobudzenia umysłów ludzi przeciwko Francji. (…) Księża twierdzili, że w obronie świętej wiary katolickiej w supremację papieża zaingerowało niebo. Twierdzono też, że ukazało się wiele cudów, które okazywały niezadowolenie niebios z postępowania Francji. Bonaparte, zauważywszy, że zaślepienie rzymskiego dworu udaremniało wszelkie wysiłki podejmowane w celu ustanowienia pokoju, podjął natychmiastowe kroki, aby doprowadzić ‘Jego Świątobliwość’ do opamiętania.

Nakazał on generałowi Wiktorowi dokonać inwazji na terytoria papieskie. Armia papieża została rozproszona ‘jako plewy na wietrze’, a ogólna panika zapanowała w całym państwie kościelnym. Jego Świątobliwość, zorientowawszy się, że św. Piotr nie zapewnił mu pomocy w tej nagłej potrzebie, (…) czym prędzej wysłał pełnomocników do Bonapartego, aby błagać o pokój. Pokój został zawarty, ale na dość upokarzających warunkach: Papież został zobowiązany nie tylko do przestrzegania zawartego wcześniej tymczasowego układu, który naruszył, ale także do ustąpienia z części zajmowanego terytorium i wypłacenia sumy wynoszącej około 30 mln liwrów francuskich [około 6 mln dolarów] jako zadośćuczynienie za zerwanie stosunków.”

Jeśli dodamy to do wcześniej wypłaconej daniny, to otrzymamy w sumie ponad 10 <str. 42> mln dolarów, które papież zapłacił Francji w złocie i srebrze nie licząc innych kosztowności – rzeźb, obrazów itp. Rzymskokatolicki pisarz stwierdza, że „spełnienie tych warunków doprowadziło papieża niemalże do ruiny”. Wspomniany układ został zawarty 19 lutego 1797 roku.

Można by pomyśleć, że owo doraźne i udane obalenie władzy papieskiej powinno wystarczyć światu za dowód, że pretensje papieża do boskiego prawa władania nad królami są jedynie uzurpacją. Decydujący moment, który musiał przekonać już wszystkich, nastąpił ostatecznie w rok później. 15 lutego 1798 francuski generał Berthier wkroczył do Rzymu i założył tam Republikę, a pięć dni później papież jako więzień został przewieziony do Francji, gdzie też po roku zmarł. Od tamtego czasu papieskie panowanie nad królestwami ziemi jest jedynie cieniem tego, co miało miejsce wcześniej. Odtąd też nie wspomina się nawet o przywłaszczonym przez niego prawie ustanawiania i obalania królów. Co więcej, następny papież, który rozpoczął swój pontyfikat w 1800 roku pod imieniem Pius VII „opublikował orędzie, w którym oświadcza, że według nauki Ewangelii wszyscy winni być poddani postanowionym rządom”. Stwierdzenie to obejmowało oczywiście i jego samego.

Werset 37: „Ani na bogów6 [władcę] ojców swych nie będzie dbał, ani o miłość niewiast, ani o żadnego Boga [władcę] dbać będzie, przeto, że się nade wszystko wyniesie”.

6 kj „boga” – przyp.tłum.

Napoleon nie tylko że nie poważał boga ojców, papiestwa, lecz także nie odnosił się łaskawie do sekt protestanckich, wyobrażanych tutaj przez niewiasty.* Tak naprawdę, kierował się wyłącznie swymi osobistymi ambicjami.

* Tak jak jedyny prawdziwy Kościół symbolicznie nazywany jest Oblubienicą Chrystusową, a kościół rzymski w nieprawnym związku z imperiami ziemskimi – nierządnicą, tak rozmaite sekty protestanckie nazwane są „niewiastami”.

Werset 38 (bt): „Zamiast tego [któregokolwiek z tych bogów] będzie czcił boga twierdz [siły militarnej]; boga, którego nie znali jego przodkowie, będzie czcił złotem i <str. 43> srebrem, drogimi kamieniami i kosztownościami”.

Inni wielcy wojownicy przypisywali niekiedy swe zwycięstwa pewnym ponadnaturalnym siłom. Aleksander Wielki celebrował zwycięstwa odwiedzając pogańskie świątynie; tak czynili też cezarowie. Później, za czasów papiestwa zwyczajem stało się wzywanie przez obie walczące strony Boga, świętych, Maryji Panny i papieża w celu otrzymania błogosławieństwa i odniesienia zwycięstwa lub przynajmniej udawanie, że zwycięstwo uznawane jest za dar od Boga. Nic takiego zaś nie czynił Napoleon. Sukces przypisywał samemu sobie i swemu geniuszowi. Armia była jego ostoją, ufał odważnym ludziom, szybkim manewrom i zdolnym generałom, do nich kierował swe prośby. Forma przysięgi, jaką złożył przed francuską „Radą Starszych” obejmując dowództwo nad wojskami Francji po powrocie z Egiptu, dowodzi, że pokładał on nadzieję w samym sobie i swej armii. Nie przysięgał on ani na Boga, ani na Biblię, ani na papieża, ani na Francję, lecz powiedział: „Przysięgam! Przysięgam w swoim własnym imieniu i w imieniu moich dzielnych towarzyszy!” Służąc swym własnym ambicjom twierdził, że służy ludowi, a skarby Rzymu oraz innych miast i państw, które podbił, oddał ludowi Francji, którego częścią byli on i jego żołnierze.

Werset 39 (bt): „Wystąpi przeciw warownym zamkom z obcym [nowym] bogiem; tych zaś, którzy go uznają, obdarzy zaszczytem, czyniąc ich władcami nad wieloma, a jako zapłatę będzie rozdzielał ziemię”.

Napoleon umieszczał swych przyjaciół i zaufanych generałów we władzach wszystkich podbitych krajów w Europie. Urzędy te – jego dary – można było utrzymać pod warunkiem lenniczej wierności ofiarodawcy. Rozdzielano je „gratis”, choć ich ceną była lojalność. Historyk* tak pisze na ten temat: <str. 44>

* Willard, Universal History [Historia Powszechna], str. 452.

„Ambitne zamiary Napoleona stały się jeszcze bardziej oczywiste. Poprzedniego roku Holandia została ustanowiona królestwem, a jej królem został brat Napoleona, Louis Bonaparte. Neapol został oddany jego starszemu bratu Józefowi Bonaparte, który otrzymał także tytuł króla obojga Sycylii. Wiele prowincji zostało ukonstytuowanych jako księstwa lub lenna Imperium i nadanych krewnym lub faworytom Cesarza. Swą siostrę Paulinę uczynił księżną Guastalli, szwagra, Murata – wielkim księciem Berg i Cleves, a Eugeniusza Beauharnais, syna cesarzowej Józefiny z poprzedniego małżeństwa – wicekrólem Włoch. Czternaście prowincji w południowych i zachodnich Niemczech utworzyło Związek Reński. Zostały one oddzielone od Niemiec i uznały Napoleona za swego zwierzchnika z tytułem Protektora. (…) Również Szwajcaria dostała się pod panowanie Francji, a Napoleon ogłosił się jej ‘Pośrednikiem’.”

Ten kierunek działania doprowadził Napoleona do ustanowienia rozmaitych tytułów i zaszczytnych orderów dla oficerów i żołnierzy, jak na przykład „Legia Honorowa”, „Order Żelaznej Korony” itp.

Po zgromadzeniu w ten sposób podstaw do zidentyfikowania owej postaci (Napoleona), której działalność zaznaczała początek „Czasu Końca”, w dalszym ciągu proroctwo wskazuje, które to szczególne wydarzenie tego czasu miało jasno wyznaczać dokładną datę początku „Czasu Końca”. Z proroctwa wynika, że był nim najazd Napoleona na Egipt, który trwał około roku i pięciu miesięcy. Wypłynął on w maju 1798, a wylądował z powrotem we Francji 9 października 1799 roku. Kampania ta jest bardzo obrazowo przedstawiona w kilku słowach wersetów 40-44.

Werset 40 (bt): „A w [ustalonym] Czasie Ostatnim zetrze się z nim król południa [Egipt]. Król północny [Anglia] uderzy na niego rydwanami, jazdą [egipskimi Mamelukami] <str. 45> i licznymi okrętami [siły angielskie składały się z marynarki wojennej pod dowództwem Admirała Nelsona]. Wkroczy [Napoleon] do krajów, zaleje je i przejdzie [zwycięsko].”

Historia podaje, że armia egipska pod dowództwem Murata Beya „po zaciętych walkach poniosła klęskę; (…) powodzenie francuskiego uderzenia wywołało przerażenie daleko w Azji i Afryce, a okoliczne plemiona poddały się zwycięzcy. (…) Lecz fortuna szykowała dla niego przykry zwrot w sytua­cji. Wieczorem 1 sierpnia 1798 jego flotylla składająca się z trzynastu takich okrętów [bojowych], nie licząc fregat, spotkała się w zatoce Aboukir z angielskim admirałem Nelsonem, który ścigał ją już od dłuższego czasu. Atak, który nastąpił cechował się siłą i żywotnością niespotykaną dotąd w historii bitew morskich [„jako burza”7].”

7 kj i bg „król północny jako burza nań przyjdzie” – przyp.tłum.

Wersety 41-43: „Potem przyciągnie do ziemi ozdobnej [Palestyny] i wiele krain upadnie; wszakże ci ujdą rąk jego, Edomczycy i Moabczycy, i pierwociny synów Ammonowych. [Napoleon trzymał się wybrzeża i nie wkroczył w głąb tych krain, przechodząc tylko po ich obrzeżach.] A gdy rękę swą ściągnie na krainy, ani ziemia Egipska tego ujść nie będzie mogła. Bo opanuje skarby złota i srebra i wszystkie rzeczy drogie Egipskie, a Libijczycy i Murzynowie8 z nim pójdą”.

8 Etiopczycy – przyp.tłum.

Wersety 44-45:9 „I rozbije namioty pałacu swego [namioty pałacowe] między morzami na górze ozdobnej świętobliwości”. To określenie może odnosić się do jednej z dwóch gór – Tabor lub Synaj. Obie mogą być nazwane ozdobnymi i świętobliwymi. Na górze Tabor, ozdobnej i świętobliwej ze względu na przemienienie Pańskie, nazwanej przez Piotra „oną górą świętą”, Napoleon rozbił swe namioty, a u stóp tej góry miała miejsce jedna z najważniejszych bitew. Na górę Synaj, ozdobną i świętą ze względu na zawarcie tutaj przymierza <str. 46> Zakonu pomiędzy Bogiem a Izraelem, przybył Napoleon ze swym „zespołem naukowym” i strażą przyboczną.

9 Wersety przestawione 45a-44-45b – przyp.tłum.

„Wtem wieści od wschodu słońca i od północy przestraszą go; przetoż wyciągnie z popędliwością wielką, aby wygubił i zamordował wielu [wiele narodów]. A gdy przyjdzie do końca swego, nie będzie miał nikogo na pomocy.”

Gdy do Egiptu dotarła wiadomość o nowym sprzymierzeniu przeciwko Francji, Napoleon natychmiast wyruszył do kraju. W związku z tym historia* podaje: „Doniesienia z Europy nakłoniły go do opuszczenia Egiptu. Zostawił więc armię pod dowództwem Klebera i skrycie, w pośpiechu powrócił do Francji. (…) Tymczasem w sprawach państwowych nastąpił zwrot. Anglia, Rosja, Neapol, Porta Otomańska10 i Austria uformowały drugą koalicję przeciwko Francji”. Porównajmy ten opis historyczny ze słowami proroctwa: „Wtem wieści od wschodu słońca i od północy przestraszą go; przetoż wyciągnie z popędliwością wielką, aby wygubił i zamordował wielu [wiele narodów]”. Ogromna furia Napoleona i jego zamiar zniszczenia wszystkich narodów europejskich jest rzeczą powszechnie znaną i nie wymagającą powtarzania. Niewiele brakowało, a jego ambitne zamiary zostałyby zrealizowane. Jednak zgodnie z przepowiednią proroka, kilka lat później ów najwybitniejszy człowiek swej epoki zmarł na wygnaniu opuszczony przez wszystkich.

* Willard, Universal History [Historia Powszechna], str. 446.

10 Turcja – przyp.tłum.

Jak oświadcza werset 40, inwazja na Egipt miała mieć miejsce „w czasie ostatnim” lub też (jak podaje tłumaczenie Douaya) „w czasie uprzednio ustalonym”. Takiego wyrażenia używają też wersety 29 i 30 odnoszące się do tego samego zdarzenia. Wersety te uznaliśmy wcześniej za wtrącenie. Należy pamiętać, że wersety 25-28 odnieśliśmy do poprzedniego najazdu na Egipt, natomiast wersety 29 i 30 dają do zrozumienia, że kolejna wielka inwazja na ten kraj będzie miała miejsce w „zamierzonym czasie” tj., według wersetów 40-45, „w czasie ostatnim”. <str. 47>

„A czasu zamierzonego wróci się i pociągnie na południe; ale mu się nie tak powiedzie, jako za pierwszym i za ostatnim razem” podczas najazdu. Inwazja Napoleona na Egipt nie skończyła się tak jak za czasów Kleopatry, czy też jej następczyni Królowej Zenobii. Pomimo ogólnego powodzenia wyprawy egipskiej Napoleon nie odniósł takich zwycięstw jak poprzednicy. Przyczyna podana jest w następnym wersecie (bkw): „Przyjdą też nań galery [„rzymskie” – Douay] i Rzymianie”. Flota angielska nękała Napoleona i przeszkodziła w podboju. Tak Anglia jak i Francja należały wcześniej do Imperium Rzymskiego. Francja była ponadto w stanie wojny z pozostałą częścią tegoż Imperium usiłując je podbić. Użycie zatem w stosunku do nich określenia okręty rzymskie zdaje się być właściwe. „I porażon będzie [Napoleon], a wróci się i rozgniewa się przeciwko przymierzu świątyni, i uczyni.”11

11 W tłum. ang. cytowanym przez autora: „i powiedzie mu się” – przyp.tłum.

Po powrocie z Egiptu Napoleon zaniechał swej dotychczasowej polityki względem papiestwa, podpisał z papieżem Konkordat, czyli porozumienie, na mocy którego we Francji została przywrócona religia rzymskokatolicka. Było to działaniem przeciwko prawdzie, lecz dostrzegł on, że dzięki temu posunięciu łatwo mu się uda doprowadzić do upadku Republiki i ustanowienia dla siebie cesarskiej władzy. I rzeczywiście „powiodło mu się”. Jednak i ten kierunek działania nie trwał zbyt długo. Zaraz po otrzymaniu władzy cesarskiej począł działać przeciwko systemowi zwanemu „człowiekiem grzechu”. Proroctwo mówi o tym w następujących słowach (bkw): „I [Napoleon] wróci się [zmieni zdanie], i będzie myślał przeciwko tym, którzy opuścili przymierze świątyni”, tj. zacznie intrygować i działać przeciwko odstępczemu kościołowi rzymskiemu. W tym także mu się powiodło.

Tak oto 11 rozdział proroctwa Daniela zawiera wyrazisty szkic historii światowej, przedstawiając najwybitniejsze postacie od czasów królestwa perskiego aż do obalenia panowania papieskiego. Jednakże <str. 48> celem opisu długiego okresu dwudziestu czterech stuleci jest wyraźne zaznaczenie roku rozpoczęcia się Czasu Końca – 1799. Data ta stanowiła kres 1260 lat władzy papieskiej, w którym to okresie papiestwo miało moc prześladowania, oraz wyznaczała początek Czasu Końca. Pamiętać należy, że był to także ostatni rok papieskiego milenium, czyli tysiącletniego królowania, które, jak wykazano w poprzednim Tomie, rozpoczęło się w roku 800. Ale rok 1799 był jedynie początkiem okresu znanego jako „Czas Końca”, w którym przeminą wszelkie pozostałości systemu papieskiego.

Warto zwrócić uwagę na zwięzły opis wersetów 34 i 35 ukazujący upadek Reformacji oraz podający jego przyczyny. Miłość do świata, pożądanie władzy, wpływów i wygód były sidłami, które już na początku zwiodły kościół doprowadzając do powstania papiestwa. Te same pożądliwości i pragnienia powstrzymały następnie Reformację. Luter i jego towarzysze początkowo śmiało przeczyli błędom papiestwa, między innymi połączeniu kościoła i państwa. Później jednak, po kilku latach odważnego przeciwstawiania się silnej opozycji, Reformacja z powodu liczby zwolenników poczęła cieszyć się pewnymi wpływami. Królowie i książęta zaczęli schlebiać reformatorom i otwierać przed nimi możliwości społecznych i politycznych awansów, tak iż stracili oni krytyczne spojrzenie na zło wynikające z połączenia państwa i kościoła, które kiedyś dostrzegali u papiestwa i sprzeciwiali mu się. Reformowane kościoły w Niemczech, Szwajcarii i w innych krajach zajęły to samo miejsce co Rzym i były gotowe zjednoczyć się i sprzyjać każdemu ugrupowaniu politycznemu, księciu, czy też rządowi, który by chętnie je uznał i przyznawał się do nich. W taki sposób podupadła część Prawdy, a przywódcy zamiast być przewodnikami reformacji stali się przewodnikami na drodze pokuszenia. Tak został ograniczony dobrze rozpoczęty ruch reformacyjny.

Nie zniweczyło to jednak planu Bożego. Dzięki Jego mądrości wszystko pomagało ku dobremu. Błąd – tak ten, jak i papiestwa – stanowił <str. 49> próbę dla prawdziwych świętych, sprawdzał, czy są oni naśladowcami człowieka czy Boga. Służył takiemu celowi począwszy od tamtych czasów aż do dziś „aby doświadczeni i oczyszczeni, i wybieleni byli”.

Jeśli poprawnie przyjmujemy rok 1799 za początek Czasu Końca, to powinniśmy się spodziewać, że błąd łączenia się kościoła z państwem powinien od tego czasu w pewnej mierze zaniknąć, aczkolwiek dojście do zupełnego zrozumienia tej zasadzki diabelskiej może zająć wiele lat. Spoglądając wstecz stwierdzamy, że fakty potwierdzają nasze przypuszczenia. Począwszy od tej daty obserwujemy przypadki oddzielania państwa od kościoła, podczas gdy nowe unie nie pojawiają się. Doprawdy, rok ten wyznacza początek nowej reformacji opartej na solidniejszej podstawie. Wpływ papiestwa na europejskie królestwa był wcześniej tak wielki, że narody lękały się jego klątwy jak miażdżącego nieszczęścia, a ze względu na pomyślność narodową pożądano jego błogosławieństwa. Po oddzieleniu się od papiestwa, protestantyzm został uznany przez świat za formę zastępczą papiestwa, tyle że mniej skorumpowaną. Podobnie pożądano jego przychylności, rady czy aprobaty. Jednak od czasu, gdy Napoleon śmiało zlekceważył tak błogosławieństwa, jak i przekleństwa papieża, a mimo to powodziło mu się znakomicie, osłabło oddziaływanie na rządy cywilne nie tylko papiestwa, ale także rozmaitych systemów protestanckich, których wpływ na sprawy świeckie i polityczne wzrósł tak znacznie w ciągu dwóch poprzednich wieków.

Nowa reformacja, która datuje się od czasów napoleońskich, była nie mniej kompromisowa niż ta przeprowadzona przez Lutra i jego towarzyszy. Nie był to jednak ruch religijny, a przyczyną jego nie była bynajmniej gorliwość religijna. Sami jego aktorzy nie byli świadomi, że wykonują dzieło, na które wskazywały proroctwa napisane przed setkami lat. Napoleon i jego współpracownicy byli ludźmi bezbożnymi, powodowanymi egoistyczną żądzą władzy, <str. 50> a jednak nieznany im Bóg kierował przebiegiem spraw powodując, że skutecznie wypełniali oni jego zamierzenia. Gdyby reformacja, którą sam Bóg zainicjował w Kościele, była nadal prowadzona, gdyby reformatorzy i ich następcy trwali wiernie przy Prawdzie, to jego wielkie zamysły mogłyby być zrealizowane za ich uznanym przez Boga pośrednictwem. Gdy jednak ulegli pochlebstwom tego świata, Bóg okazał, że dysponuje innymi metodami i środkami dla osiągnięcia swych celów.

Działalność Napoleona w powiązaniu z Rewolucją Francuską rozwiała urok religijnych przesądów, upokorzyła pychę samowywyższających się religijnych panów, przebudziła świat ku lepszemu zrozumieniu możliwości i praw człowieczeństwa oraz zniszczyła papieskie panowanie, któremu reformacja religijna już wcześniej zadała śmiertelną ranę, ale na skutek późniejszych wydarzeń rana ta została uleczona (Obj. 13:3). Era kończąca się w 1799 r. n.e., zaznaczonym przez napoleońską wyprawę do Egiptu, przypieczętowała i wyznaczyła kres papieskiego panowania nad narodami. Wtedy to zakończył się wyznaczony czas (1260 lat władzy), a rozpoczął się przepowiedziany sąd tego systemu, który ostatecznie musi być „zniszczony i wytracony aż do końca” (Dan. 7:26).

Data ta wyznacza także wyraźny początek nowej ery wolności, myśli oraz świadomości praw i przywilejów jednostki. Zaznaczyła się już ona szybkim rozwojem wydarzeń prowadzących do zupełnego wykonania dzieła przewidzianego na Czas Końca. Jako jeden z przykładów niech posłuży powstanie i działalność rozmaitych towarzystw biblijnych – „zapowietrzonych towarzystw biblijnych”, jak nazywa je Rzym, nie mogąc im jednak przeszkodzić. Święta Księga, niegdyś spętana łańcuchami, ukryta w martwych językach, zakazana dla oszukiwanych poddanych, rozprowadzana jest obecnie w milionach egzemplarzy pomiędzy wszystkimi narodami i we wszystkich językach. W 1803 roku zostało założone Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, <str. 51> w 1804 – Nowojorskie Towarzystwo Biblijne, w 1805 – Berlińsko-Pruskie Towarzystwo Biblijne, w 1808 – Filadelfijskie Towarzystwo Biblijne, a w 1817 – Amerykańskie Towarzystwo Biblijne. Rozmiar pracy wykonanej przez wspomniane towarzystwa w tym stuleciu jest zdumiewający. Rocznie drukuje się miliony egzemplarzy Biblii, które sprzedawane są po niskich cenach, a tysiące z nich dostaje się darmo w ręce biednych. Trudno jest oszacować szeroki zasięg oddziaływania tej pracy. Choć bez wątpienia znaczna jej część nie przynosi spodziewanych rezultatów, to jednak ogólnym jej skutkiem jest zrywanie więzów niewolnictwa i przesądów – tak politycznych, jak i kościelnych. To ciche nauczanie – że wszyscy, tak papieże, księża i laikat, jak też królowie, generałowie i żebracy muszą rozliczyć się przed jednym Panem – jest najpotężniejszym czynnikiem wyrównującym i niwelującym różnice.

Mimo iż ruch reformacji religijnej w Europie poważnie naruszył podstawy oddziaływania papiestwa, to jednak kościoły reformowane ściśle wzorowały się na jego polityce dowodzenia państwem, podtrzymywania związków z ziemskimi imperiami i domagania się klerykalnej władzy nad ludem (twierdzili, że „kler” stanowi szczególnego rodzaju światową władzę wyznaczoną przez Boga), tak iż pierwotne skutki reformacji zostały w wielkim stopniu złagodzone, a stosunek ludu i świeckich władców do wszelkiego rodzaju władzy kościelnej wciąż nacechowany był zabobonnym lękiem i służalczością. Reforma sprawiła, że liczne przesądy i niezdrowa cześć, które poprzednio były właściwe jedynie papiestwu, zostały rozdzielone między liczne sekty. Reforma polityczna, której jesteśmy świadkami w XIX wieku, a w szczególności począwszy od 1799 roku, od „Czasu Końca”, choć bardzo różna od poprzedniej, jest niemniej jednak reformacją. Rewolucja i niepodległość kolonii amerykańskich, zwycięskie ustanowienie tam kwitnącej republiki, rządzonej przez lud i dla ludu bez udziału królów czy księży, stanowiło świeżą naukę dla dopiero co przebudzonych narodów, które przez wiele stuleci drzemały, nie uświadamiając sobie swych praw nadanych im przez Boga. <str. 52> Ludzie sądzili, że Bóg naznaczył kościół, aby sprawował nadrzędną władzę nad ziemią, a ich zobowiązał do posłuszeństwa zatwierdzanym przez kościół królom i cesarzom niezależnie od tego, jak niesprawiedliwe byłyby ich zarządzenia; zostali oni przecież ustanowieni przez Boga za pośrednictwem kościoła.

Dla ludu zdeptanego i styranizowanego przez księży Ameryka stała się powodem zdumienia. Istotnie była ona „wolnością oświetlającą świat”. Doprowadzony do ostateczności lud francuski, uciskany przez kapłaństwo i dręczony marnotrawstwem królów, zwielokrotnionym przez kolejne nieudane zbiory powodujące ubóstwo i głód, powstał i dokonał najstraszniejszej rewolucji, która trwała czternaście lat – od 1789 do 1804 roku.

Straszliwe sceny anarchii i gwałtu były słusznym owocem, reakcyjnym skutkiem przebudzenia długo uciskanego ludu, który uświadomił sobie swą hańbę i poniżenie. Było to zbieranie burzy przez władze świeckie i religijne, które wywyższając same siebie w imieniu Boga i prawdy oślepiały i wiązały ludzi, za których umarł Chrystus.

Jest rzeczą oczywistą, iż skutkiem takich okoliczności musiała być niewiara. Francja stała się nagle krajem całkowicie ateistycznym. Znalazła się pod wpływem Voltaire’a i jego towarzyszy, którzy oszukiwali ludzi swymi pismami, okazując pogardę i szydząc z chrześcijaństwa, a właściwie z odstępczego kościoła rzymskiego, który był jedynym przejawem chrześcijaństwa znanym ludowi Francji. Wskazywali oni na fałszerstwa, absurdy, zakłamanie, niemoralność, okrucieństwo i całą jego niegodziwość, aż lud francuski gorliwie zapragnął wykorzenić katolicyzm i wszelką religię, podobnie jak niegdyś gorliwie ją popierał. I tak nieszczęsna, oszukana Francja, przez tysiąc lat pozostająca pod zupełnym wpływem papiestwa, <str. 53> sądząc, że to rzeczywiście Chrystus, a nie Antychryst, był jej nikczemnym mistrzem, wołała słowami Voltaire’a: „Precz z nikczemnikiem”, a jej wysiłki w celu powalenia znienawidzonego Antychrysta zaowocowały całą okropnością Rewolucji Francuskiej – wymowną ilustracją karzącej sprawiedliwości, gdy patrzymy na to w porównaniu z wydarzeniami okrutnej rzezi dnia św. Bartłomieja i innych podobnych okoliczności, które zostały sprowokowane przez papiestwo i przyniosły mu tyle radości.

Niewierząca Francja powstała nagle z całą mocą, zburzyła Bastylię, ogłosiła Deklarację Praw Człowieka, dokonała egzekucji króla i królowej i zapowiedziała wojnę przeciwko wszystkim królom oraz solidarność ze wszelkiego rodzaju rewolucjonistami. Tymczasem władcy świata powstrzymywali oddech drżąc, aby zaraza rewolucji nie ogarnęła ich poddanych. Obawiając się anarchii o zasięgu światowym, sprzymierzali się w celu wzajemnej obrony przed swymi poddanymi, nad którymi rzeczywiście niełatwo było zapanować. Francja wyparła się chrześcijaństwa, skonfiskowała obszerne posiadłości i dochody znajdujące się w posiadaniu tak Kościoła Rzymsko-Katolickiego, jak i króla oraz arystokracji. Ulice Paryża znów spłynęły krwią. Tym razem nie była to krew protestantów, lecz księży, magnatów i tych, którzy ich popierali. Liczbę straconych ocenia się na 1 mln 22 tys. osób. Byli oni uśmiercani różnymi metodami, specjalnie w tym celu wymyślonymi. W trakcie tych pogoni i pogromów szydzono z księży, wspominając podobne postępowanie papistów w stosunku do protestantów oraz ich własną zasadę, że „cel uświęca środki”. Rewolucjoniści twierdzili, iż celem, do którego należy zdążać, jest wolność jednostki, tak polityczna, jak i religijna, a śmierć tych, którzy się sprzeciwiają, była konieczna jako jedyny pewny środek.

Rewolucja Francuska, jak wszystkie tego typu działania, była wielkim złem i spowodowała nieszczęście milionów ludzi, z drugiej jednak strony była także częściowym zadośćuczynieniem za wielką krzywdę, była też zrządzeniem Bożym w dobrym celu <str. 54> – dla rozwoju wiedzy i kontynuowania realizacji planu opisanego przez proroctwo. Narzuca się tutaj spostrzeżenie, iż na Rewolucję Francuską zwraca także uwagę Księga Objawienia, wyraźnie ukazując, iż owe rządy terroru były przedsmakiem zbliżającego się ucisku wszystkich narodów „chrześcijańskich”. Epidemia niewiary i anarchizmu, która rozprzestrzeniła się z Francji na cały świat, znalazła pożywkę w fałszywych, niebiblijnych naukach i praktykach „chrześcijaństwa” reprezentowanego nie tylko przez papiestwo, ale i w ogólności przez nurty „ortodoksyjne”. Nominalne chrześcijaństwo nie uleczyło tej choroby i jest zbyt słabe, aby powstrzymać jej dalszy rozwój, który, jak przepowiada Pismo Święte, stanie się uciskiem, jakiego na ziemi nie znano.

Wpływ francuskich ateistów rozprzestrzenił się po Europie za pośrednictwem armii Napoleona i doprowadził do podkopania fundamentów władzy sprawowanej przez królów i duchowieństwo. Szczytowym osiągnięciem było jednak surowe potraktowanie papiestwa przez Napoleona jako przywódcę i przedstawiciela niewierzącej Francji. Dopomogło to więcej niż cokolwiek innego do zerwania więzów zabobonnej czci, dzięki której klasa „kleru” tak długo utrzymywała „prosty lud” w posłuszeństwie. Nieustraszony Napoleon nie tylko przeciwstawił się klątwie papieża Piusa VI, lecz jeszcze nałożył na niego karę za pogwałcenie jego (Napoleona) zarządzeń, a wreszcie zmusił go do ponownego przekazania Francji papieskich terytoriów nadanych mu tysiąc lat wcześniej przez Karola Wielkiego (za którego następcę Napoleon się uważał). W ten sposób ludy i monarchowie uświadomili sobie, że papieskie roszczenia do sprawowania władzy, to kłamstwo. Fakt, iż Napoleon, przyjmując tytuł i ogłaszając się, jako następca Karola Wielkiego,* Rzymskim Cesarzem, nie udał się do Rzymu, <str. 55> aby zostać ukoronowanym przez papieża, jak to czynili Karol Wielki i inni cesarze, lecz nakazał papieżowi przybyć do Francji i uczestniczyć w swej koronacji, znamionuje wielką przemianę w powszechnym poglądzie na temat autorytetu papieża. Ten mąż sukcesu, który wielokrotnie złupił, wyniszczył i upokorzył papiestwo, nie pozwolił papieżowi, aby go ukoronował, gdyż konsekwencją tego byłoby przyjęcie godności cesarskiej wraz z uznaniem władzy papieskiej. Nakazał on natomiast papieżowi (Piusowi VII) być obecnym, aby uświęcił i uznał tę uroczystość, aby pobłogosławił koronę, którą Napoleon wziął następnie z ołtarza i nałożył ją na swoją głowę. Historyk powiada: „Następnie włożył on na głowę cesarzowej diadem, jak gdyby chciał okazać, że władza jest owocem jego własnego działania” – skutkiem powodzenia na arenie działania cywilnego i wojskowego. Odtąd już nigdy papież nie został nawet poproszony o obdarowanie kogoś koroną Cesarstwa Rzymskiego. Na temat tejże koronacji czytamy u pisarza katolickiego:

* Wielkie wojny prowadzone przez Napoleona były próbą ponownego zjednoczenia Cesarstwa, którym niegdyś władał Karol Wielki.

Chair of St. Peter [Stolica Piotrowa], str. 433.

 „Postępując inaczej niż Karol Wielki i inni monarchowie, którzy w takim wypadku uciekali się do Rzymu, w swej arogancji nalegał on [Napoleon], że ojciec święty winien przybyć do Paryża, aby go ukoronować. Papież był bardzo niechętny takiemu odstąpieniu od starożytnego zwyczaju. Uważał to nawet za uwłaczające swemu wysokiemu stanowisku”.

Inny historyk tak pisze o upokorzeniu, jakiego doznało papiestwo ze strony Napoleona:

Campaigns of Napoleon [Kampanie Napoleońskie], str. 88, 90.

„Zawieszenie broni zostało zawarte [23 czerwca 1796] z papieżem [Piusem VI] na warunkach dość upokarzających jak dla głowy kościoła, niegdyś najpotężniejszego władcy w Europie. Biskup, który deptał karki królów, ustanawiał i obalał monarchów, dysponował państwami i królestwami, a jako najwyższy kapłan i namiestnik Wszechmogącego na ziemi korzystał z władzy najważniejszego pana, królującego ponad głowami innych monarchów, był zmuszony wypić aż do dna kielich upokorzenia. <str. 56> Gorzki był to napój, a przecież smakował podobnie jak ten rozdawany tak chętnie innym przez jego poprzedników. Musiał otworzyć swe porty dla okrętów francuskich oraz ściągnąć flagi państw, z którymi Republika toczyła wojnę, zezwolić armii francuskiej na utrzymanie w posiadaniu poselstw Bolonii i Ferrary, poddać cytadelę w Anconie, podarować Francji sto obrazów, popiersi, waz albo rzeźb wybranych przez komisarzy wysłanych do Rzymu z Paryża, a także pięćset (starych i cennych) manuskryptów wyselekcjonowanych w ten sam sposób. By dopełnić ten kielich, Jego Świątobliwość był zmuszony zapłacić Republice 21 mln francuskich liwrów, w większości w monetach lub w sztabach złota i srebra”.

Za zwłokę w dopełnieniu tych zobowiązań kara pieniężna wzrosła do 50 mln liwrów, a niektóre papieskie terytoria musiały zostać przekazane Francji. Na koniec papież został potraktowany jako więzień i przewieziony do Francji, gdzie zmarł.

Nawet Pius VII, któremu zostały przywrócone zaszczyty pontyfikalne i który w 1804 roku uczestniczył w koronacji Napoleona, dekretem cesarza (1808 – 1809) został następnie doszczętnie pozbawiony doczesnej władzy, a cenne pomniki i dzieła sztuki Rzymu znalazły schronienie we Francji. Napoleon przemawiał w taki sposób: „Ziemie przekazane Stolicy Apostolskiej przez naszego znakomitego poprzednika Karola Wielkiego: (…) Urbino, Ancona, Macerata zostaną na zawsze zjednoczone z Królestwem Włoch”.

Znaczenie tych zdarzeń tak określa pisarz rzymskokatolicki:*

* Chair of St. Peter [Stolica Piotrowa], str. 439, 440.

„Do tego jeszcze papież miał pozostać biskupem Rzymu, sprawując swój duchowny urząd tak samo, jak czynili to jego poprzednicy w pierwszych wiekach aż od Karola Wielkiego. W następnym roku Cesarz, ośmielony powodzeniami swej armii, postanowił, że papież ma być pozbawiony i tak już formalnego panowania – owego zaledwie cienia władzy doczesnej, którą sprawował <str. 57> w swojej stolicy i w przyległych okręgach. [Papiestwo posiadało je na wiele lat przed nadaniami Karola Wielkiego – od roku 539 n.e.] Stosownie do tego wydał on w pałacu cesarzy austriackich nowy dekret, obwieszczający, że Rzym ma pozostać Wolnym Miastem Cesarskim, że jego cywilną administrację ma stanowić mianowana przez cesarza rada, że jego pomniki i dzieła sztuki winny być przejęte pod ochronę Francji i że Jego Świątobliwość, kończąc swe królowanie, powinien otrzymać stałą dożywotnią rentę”.

W następstwie tych zdarzeń Pius VII wydał bullę ekskomunikującą Napoleona i jako więzień został zabrany do Francji, gdzie w końcu, 25 stycznia 1813 roku, podpisał Konkordat z Fontainebleau, na mocy którego oddał on w ręce Napoleona mianowanie biskupów i metropolitów i właściwie zrezygnował z prawa weta w tej sprawie. W rezultacie, oddał on w ten sposób Napoleonowi długo pożądaną przez niego władzę papieża.

Nawet katolicy dostrzegają znaczenie wydarzeń, które zaszły na początku tego wieku [XIX]. Nie tylko przyznają oni, iż doznali strat i zniewagi, jak wynika to z powyższych cytatów, lecz także twierdzą, że królewskie milenium papiestwa (tysiąc lat od podarowania przez Karola Wielkiego powyżej wspomnianych terenów papiestwu – rok 800 n.e.) zakończyło się, gdy Napoleon położył kres jego panowaniu. To, co pozostało po tych wydarzeniach, jest tylko cieniem minionej świetności władzy. Papiestwo przypisuje sobie, jako Królestwu Chrystusowemu, wypełnienie przepowiedzianego panowania nad narodami, które jest wspomniane w Obj. 20:1-4. Twierdzi ono, że obecny czas ucisku dla tego systemu jest „małym czasem”, w którym Szatan jest uwolniony, jak podają wersety 7 i 9. Tylko ci, którzy widzą, że papiestwo jest jedynie szatańską imitacją prawdziwego Chrystusa i potrafią rozpoznać prawdziwy Kościół oraz prawdziwe królowanie, mogą to w pełni docenić.

To, co zacytowaliśmy, wystarczy być może, aby przekonać czytelnika, że okres Rewolucji Francuskiej i władzy Napoleona był znamienny dla historii papiestwa, które <str. 58> nigdy już nie odzyskało utraconych wówczas wpływów. Z czasem papiestwo odzyskiwało na krótko pewne względy, potem jednak przychodziły kolejne zniewagi. Tak było aż do 1870 roku, w którym papieże znów utracili całą władzę doczesną i wierzymy, że nigdy już jej nie odzyskają. Należy także pamiętać, że to właśnie żołnierze Napoleona skończyli z miejscami przesłuchań Inkwizycji, położyli kres publicznym torturom i wyrokom śmierci z powodu przekonań religijnych.

Rezultatem częściowego złamania siły duchowieństwa i obalenia przesądów było z jednej strony otwarte głoszenie ateizmu, lecz z drugiej – skutkiem dla poświęconego ludu Bożego było pozbycie się zabobonnej czci dla człowieka. Dzięki temu wielu z tych, którzy dotąd nie ośmieliliby się samodzielnie myśleć, czy badać Pismo Święte, dochodziło do rozumnych wniosków. Tak więc rewolucja ta, przez pobudzanie do badania Biblii, sprzyjała rozwojowi Prawdy i prawdziwego chrześcijaństwa. Była w istocie kontynuacją rozpoczętego przez Lutra dobrego dzieła Reformacji, które zostało powstrzymane przez niewiedzę i służalstwo ludu oraz umiłowanie władzy, dostojeństwa, autorytetu i wygód ze strony „kleru”.

Wykazaliśmy zatem, że w 1799 roku rozpoczął się okres zwany Czasem Końca oraz że w tym czasie papiestwo zostanie stopniowo zniszczone. Pokazaliśmy też, że Napoleon odebrał papiestwu (po tysiącu lat użytkowania) ziemie darowane przez Karola Wielkiego oraz świecką jurysdykcję nad miastem Rzym, którą cieszyło się ono formalnie od ogłoszenia edyktu Justyniana w 533 r. n.e., a faktycznie od momentu obalenia władzy Ostrogotów w 539 r., dokładnie na 1260 lat przed rokiem 1799. Był to dokładnie koniec czasu, czasów i połowy czasu panowania papiestwa, o czym kilkakrotnie wspomina proroctwo. System ten, który jeszcze i po tym czasie <str. 59> w pewnym stopniu rościł sobie pretensje do doczesnej, świeckiej władzy, dziś pozbawiony jest już jakichkolwiek jej śladów – został zupełnie „strawiony”. Człowiek grzechu, pozbawiony władzy świeckiej i bezsilny, ciągle udaje i pyszni się, czeka go jednak w najbliższej przyszłości nagłe zniszczenie z ręki rozgniewanych mas ludzkich (nieświadomego przedstawicielstwa Bożego), o czym wyraźnie wspomina Księga Objawienia.

Rozpoczynający się w 1799, a kończący w roku 1914 Czas Końca, czyli Dzień Przygotowania Jahwe, cechuje się większym rozwojem wiedzy w porównaniu do wszystkich poprzednich wieków. Doprowadzi on jednak do najokrutniejszego z doznanych przez świat ucisków. Mimo to stanowi on przygotowanie i wprowadzenie do dawno obiecanego, błogosławionego czasu, gdy prawdziwe Królestwo Boże, kontrolowane przez prawdziwego Chrystusa, w pełni ustanowi rząd o ustroju całkowicie odwrotnym do tego, co proponuje Antychryst. Skoro w okresie tym świat wprowadzany i przygotowywany jest do Królestwa, to skutkiem musi być wielki konflikt między starym i nowym porządkiem rzeczy. Rezultatem tego konfliktu będzie wprowadzenie nowego porządku. Choć stary porządek musi przeminąć, a nowy go zastąpić, to jednak ci, którzy wykorzystują obecny porządek, będą się gwałtownie sprzeciwiać tej zmianie. Wynikiem będzie rewolucja o zasięgu światowym, która ostatecznie doprowadzi do zupełnego zniszczenia starego porządku i ustanowienia nowego.

Wszystkie odkrycia, udogodnienia i wynalazki, które postawiły nas wyżej od poprzednich pokoleń, są jednym z elementów współpracujących w Dniu Przygotowania w celu ustanowienia Wieku Tysiąclecia, kiedy to zostanie przeprowadzona prawdziwa, zdrowa reforma i dokona się szybki rozwój w każdym kierunku, dzięki wszystkim i dla wszystkich. <str. 60>

 

 

Swój smutek porzućcie

 

Córki Syońskie, swój smutek porzućcie!

Ucisku kres nastał, blask widać wśród wzgórz.

Z brzaskiem radosnej jutrzenki się zbudźcie!

Noc smutku minęła, nie trwóżcie się już.

 

Wrogów legiony już leżą pobite,

To biczem swym Władca rozproszył ich moc.

Uszli jak plewy złą sławą okryte.

Ich wozy i konie zapadły w złą noc.

 

Córki Syońskie, tę moc wysławiajcie!

Zwycięstwa i chwały niech niesie się zew.

Syon jest wolny! Tę pieśń dziś zagrajcie.

Na harfie i bębnie zbawienia brzmi śpiew. <str. 61>

 

WYKŁAD III

DNI OCZEKIWANIA NA KRÓLESTWO
– DANIEL XII –

Zarys dzieła Królestwa – Wielki rozwój umiejętności i podróżowania charakterystyczny dla okresu oczekiwania – Przewidywania Sir Iza­aka Newtona co do podróżowania koleją – 1260 dni – Rzeka z ust smoka – Rozpowszechnienie częściowo poprawnego zrozumienia wizji przy zakończeniu 1290 dni – Rozczarowanie, próba i następstwa – 1335 dni – Błogosławieństwo dla wiernie „oczekujących” – Nawiązanie do dni oczekiwania w przypowieści naszego Pana o dziesięciu pannach.

ROZDZIAŁ jedenasty proroctwa Daniela wskazywał na „Czas Końca”, zaś rozdział dwunasty zwraca uwagę na Królestwo i mówi o oczekiwaniu, które miało poprzedzić jego ustanowienie w „Czasie Końca”. W pierwszych trzech wersetach skrótowo opisany jest wspaniały wynik Boskiego planu.

„Tego czasu [w tym czasie] powstanie Michał, książę wielki, który się zastawia za synami ludu twego; a będzie czas uciśnienia jakiego nie było, jako narody poczęły być, aż do tego czasu; tego, mówię, czasu wyswobodzony będzie lud twój, ktokolwiek znaleziony będzie napisany w księgach. A wiele z tych, którzy śpią w prochu ziemi, ocucą się, jedni ku żywotowi wiecznemu, a drudzy na pohańbienie i na wzgardę wieczną. Ale ci, którzy innych nauczają, świecić się będą jako światłość na niebie [słońce – Mat. 13:43], a którzy wielu ku sprawiedliwości przywodzą, jako gwiazdy na wieki wieczne.” <str. 62>

Opis tysiącletniego panowania Mesjasza, zawarty w trzech wersetach, jest jeszcze bardziej skrótowy i zarysowy – a mimo to zrozumiały – niż streszczenie 2300 lat historii świata zamieszczone w jedenastym rozdziale. Niczego tu jednak nie pominięto. Imieniem Michał (oznaczającym „któż jak Bóg” lub przedstawiciel Boży) nazwany jest tu nasz wspaniały Odkupiciel, który istotnie jest wielkim księciem naznaczonym przez Boga, aby zastawiał się i wyswobodził lud Daniela, lud Boży, czyli wszystkich prawdziwie i szczerze miłujących Boga – prawdziwych Izraelitów (Rzym. 9:6,25,26; Gal. 6:16). Wyswobodzi ich z grzechu, nieświadomości, bólu i śmierci, a także od wszelkich prześladowań i zasadzek organizowanych przez ślepych sług Szatana, którym w przeszłości prawie udało się zgnębić lud Boży. Wszyscy, którzy znajdą się zapisani w księdze żywota Baranka, będą wyswobodzeni na zawsze: tak ci, co zostali zapisani jako godni w Wieku Żydowskim i Patriarchalnym, jak i zapisani w ciągu Wieku Ewangelii oraz ci, którzy zostaną zapisani w Wieku Tysiąclecia. Choć cały lud Boży (wszyscy, którzy poznawszy Boga, miłują Go i są Mu posłuszni) będzie wyswobodzony, to jednak w szczególny sposób odnotowane są stopnie chwały, jakie będą udzielone niektórym – zwycięzcom. Jest tam także napisane, że prawdziwe charaktery niektórych wielkich postaci historycznych, takich jak: Aleksander, Neron, Napoleon, cezarowie czy papieże, którzy przez niewłaściwe używanie swych talentów miażdżyli i oślepiali świat, zostaną rozpoznane, a ich właściciele w Wieku Tysiąclecia będą zawstydzeni i okryci hańbą. To krótkie spojrzenie na Królestwo Chrystusa nie pomija także wielkiego ucisku, który stanowić będzie początek jego panowania. Będzie to czas ucisku, z którym nie można porównywać żadnej z minionych rewolucji. Nawet Rewolucja Francuska była niewielkim doświadczeniem w porównaniu z tym uciskiem. Będzie to czas uciśnienia, jakiego nie było, jako narody poczęły być i jakiego nigdy nie będzie, gdyż wielki książę Michał nie tylko podbije cały świat, ale Jego Królestwo będzie wieczne. Sprawiedliwość będzie gruntem <str. 63> Jego stolicy, a przeważająca część tych, którzy raz zakosztują z Jego przywilejów, nigdy już nie uzna niczego innego jak tylko Królestwo, które będzie „pożądanym od wszystkich narodów”.

W tym miejscu kończy się wątek proroctwa, a pozostałe wersety rozdziału mają na celu wprowadzenie (nie dla Daniela i jego współsług w tamtym czasie, lecz dla dzieci Bożych, współsług Daniela żyjących w Czasie Końca) pewnych okresów: 1260, 1290 i 1335 symbolicznych dni, dzięki którym we właściwym czasie możemy być przekonani, że okres, w którym żyjemy, jest istotnie żniwem, czyli „dokonaniem” Wieku Ewangelii.

Wysłuchawszy długiej relacji o konfliktach między królestwami tego świata, a wreszcie na koniec o triumfie Królestwa Bożego pod wodzą wielkiego księcia Michała, Daniel bardzo pragnął dowiedzieć się, kiedy będzie wyswobodzony lud Boży. W odpowiedzi jednak usłyszał (werset 4): „Ale ty, Danijelu! zamknij te słowa i zapieczętuj tę księgę, aż do czasu naznaczonego;12 bo to [wtedy] wiele ich przebieży,13 a rozmnoży się umiejętność”.

12 kj „Czasu Końca” – przyp.tłum.

13 kj „będą biegać tam i sam” – przyp.tłum.

Pogląd wynikający z 11 rozdziału proroctwa Daniela, że Czas Końca rozpoczął się w 1799 roku, jest potwierdzony tak przez ogólny rozwój umiejętności, jakiego doświadczamy, jak i przez przepowiedziane bieganie tam i sam, czyli częste i szybkie podróżowanie. Wszystko to miało miejsce w Czasie Końca. Pierwszy statek parowy został uruchomiony w 1807 roku, pierwszy parowóz w 1831, pierwszy telegraf w 1844. Dzisiaj tysiące ogromnych parowozów i statków parowych przewozi we wszystkie strony, „tam i sam”, tłumy ludzi.

Sir Izaak Newton, wybitny astronom XVII wieku, wykazał wielkie zainteresowanie powyższą wypowiedzią proroka Daniela i wyraził przekonanie, że wypełnieniem tego proroctwa będzie rozwój ludzkiej wiedzy, który prawdopodobnie umożliwi podróżowanie z prędkością pięćdziesięciu mil na godzinę. <str. 64>

Voltaire, znany ateista francuski, ustosunkowując się do tego stwierdzenia lekceważąco zauważył:

„A teraz spójrzmy na potężny umysł Newtona, wielkiego filozofa, który odkrył prawo grawitacji; gdy zestarzał się i zdziecinniał, zaczął badać książkę zwaną Biblią i aby wzbudzić nasze zaufanie do jej bajecznych nonsensów, zmuszał nas, abyśmy wierzyli, iż jeszcze nastąpi taki rozwój wiedzy ludzkiej, że w przyszłości będziemy mogli podróżować z prędkością pięćdziesięciu mil na godzinę! Biedny zdziecinniały starzec!”

Obaj zmarli na długo przed spowodowanym przez Czas Końca fantastycznym rozwojem wiedzy, który zaiste wypełnił oczekiwania chrześcijańskiego filozofa oparte na Boskim objawieniu.

Rozmowa zapisana w wersetach 5-7 nie dotyczyła Daniela, lecz dzieci Bożych żyjących w Czasie Końca: „I widziałem ja, Danijel, a oto drudzy dwaj stali, jeden stąd nad brzegiem rzeki [w tłumaczeniu Younga „potopu”], a drugi z onąd nad drugim brzegiem rzeki. I rzekł do męża obleczonego w szatę lnianą, który stał nad brzegiem onej rzeki: Kiedyż przyjdzie koniec tym dziwnym rzeczom? I usłyszałem tego męża obleczonego w szatę lnianą, który stał nad wodą onej rzeki, że podniósłszy prawicę swoję i lewicę swoję ku niebu przysiągł przez Żyjącego na wieki, iż [koniec nastąpi] po zamierzonym czasie i po zamierzonych czasach i po połowie czasu”.

Przedmiotem szczególnego zapytania była „obrzydliwość spustoszenia” wspomniana w rozdziale 11:31-33, którą słusznie Daniel skojarzył ze straszną postacią ukazaną w poprzednich wizjach zapisanych w rozdziałach 7:8-11,21,24-26 i 8:10-12,24-26.

Wspomniane tutaj czas, czasy i połowa czasu, czyli trzy i pół czasu, czy też roku (360 × 3 ˝ = 1260 dni, symboliczny czas – 1260 rzeczywistych lat), gdzie indziej występują jako okres sprawowania władzy przez papiestwo (por. Dan. 7:25, 12:7 i Obj. 12:14 z Obj. <str. 65> 12:6, 13:5). „Rzeka”, w której, czy raczej, w czasie której zakończyło się owe 1260 lat władzy papiestwa (pokazane jest to przez anioła stojącego nad rzeką, oznajmiającego koniec czasu), symbolizuje opisaną przez nas wcześniej sytuację w czasie Rewolucji Francuskiej. Jest to ta sama rzeka co w Obj. 12:15,16, gdzie nieco dokładniejszy opis wskazuje na to, że rzeka wychodziła z ust węża, czyli smoka i że z punktu widzenia Szatana rzeczywistym celem jej wypuszczenia było zmiażdżenie „niewiasty” (protestującego Kościoła Bożego), gdy dobiegały końca trzy i pół czasu (1260 lat) jej ukrywania się na pustyni, a ona sama nabierała znaczenia – występowała „podparłszy się [na ramieniu] miłego swego” – Słowa Bożego (Pieśń Salomonowa 8:5).

Woda jest zwykle symbolem Prawdy, a symbol ten zachowuje swoje znaczenie, nawet jeśli mówi się, że wychodzi z ust smoka czy węża. W tym obrazie zawarta jest myśl, że wydanie Prawdy nastąpi za pośrednictwem działania złych instytucji i złych intencji. Tak też było w rzeczywistości. Moc Rewolucji Francuskiej zasadzała się na fakcie, że u jej podstaw znajdowały się wielkie prawdy. Dotyczyły one duchowieństwa, władzy królewskiej, praw jednostki i ogólnych swobód. „prawa człowieka” były rzeczywiście hasłem tej rewolty przeciwko uciskowi ze strony państwa i kościoła. Biorąc pod uwagę niewiedzę, przesądy i służalstwo, którym od tak dawna podlegali ludzie w tamtych czasach, zdziwienie musi wywoływać fakt, iż prawdy dotyczące praw człowieka zostały już wtedy dostrzeżone i sformułowane. Wiele z tych prawd, które przetaczały się przez Francję jak „powódź”, zalewając ten kraj krwią, stanowi przecież obecnie ogólnie przyjęte zasady wśród cywilizowanych narodów; naówczas były jednak zbyt radykalne i zbyt gwałtownie wprowadzone.

Rzeczywiście proroctwo jasno wykazuje, że skutki, które za sprawą Boskiej opatrzności wywołała działalność Szatana, nie były jego zamiarem. Wprost przeciwnie, tak jak to miało już miejsce w innych okolicznościach, Szatan <str. 66> przechytrzył samego siebie. Nigdy przecież nie wypuściłby wód prawdy, aby błogosławić, ożywiać i wypuszczać na wolność. Jego usiłowaniem zawsze było, aby oślepiać oraz trzymać ludzkość w bezpiecznych więzach nieświadomości i przesądów. Ów nagły zalew wodami (prawdy) był zamierzony, aby jako środek wymiotny spowodował zwrócenie pochodzącego z Biblii pokarmu wolności już wcześniej dostarczonego ludziom przez Reformację. Miał on zmusić przywódców i nauczycieli do przeciwstawienia się Prawdzie z obawy przed anarchią.

Podżegając do rewolucji we Francji Szatan zamierzał wywołać w Europie, szczególnie wśród klas wpływowych, strach przed wolnością. Pragnął on na przykładzie Francji zademonstrować, że gdzie zostaną obalone rzymskie przesądy i zapanuje wolność, tam w ogóle nie będzie prawa i porządku. Był to mistrzowski cios, godny autora tej polityki. Jak dowodzi proroctwo, był on zaplanowany, aby zmiażdżyć „niewiastę” (zreformowany Kościół) i przywrócić pełną harmonię między wszystkimi konserwatywnymi i miłującymi pokój siłami – tak władcami jak i podwładnymi – a papiestwem. Niepowodzenie tego planu nie wynikało z bezsilności pomysłodawcy, lecz z działania mocy Bożej opatrzności, dzięki której wszystkie rzeczy pomagają ku dobremu.

Można zauważyć, że Boski plan uchronienia „niewiasty” (kościoła) przed podstępami Szatana i doprowadzenia do tego, aby zło miało dobre skutki, wypełnił się dokładnie według przepowiedni sprzed siedemnastu stuleci: „Ale ziemia ratowała niewiastę; i otworzyła usta swoje i wypiła rzekę, którą był wypuścił smok z gęby swojej”. „Ziemia”, jak to już wcześniej wytłumaczono, symbolizuje społeczeństwo – ludzi miłujących porządek. Jest faktem historycznym, że rzeka Prawdy, która rozlała się po Francji – stawiając w stan oskarżenia papiestwo i jego duchownych oraz monarchię i jej pasożytniczą arystokrację jako czynniki w dużej mierze odpowiedzialne za nieświadomość, ubóstwo i przesądy ludu – została <str. 67> wypita, czyli powszechnie przyjęta przez narody europejskie (rzymską „ziemię”). Wypadki te poważnie zaniepokoiły papiestwo i arystokrację, lecz jednocześnie zupełnie je skłóciły na skutek działalności armii napoleońskiej i pozbawienia papiestwa dotychczasowych wpływów. Gdy „mąż przeznaczenia” został ostatecznie pokonany, a władcy Europy zawarli tak zwane „Święte Przymierze” w celu tłumienia swobód ludu i zachowania swoich tronów, było już za późno, aby spętać lud, gdyż wypił on rzekę wód i nie był już uległy. Było za późno, aby myśleć o przywróceniu autorytetu okrutnie upokorzonemu papiestwu, którego klątwy rzucane na Francuzów i ich wolność obróciły się przeciwko niemu samemu. Papieża nawet nie poproszono o przyłączenie się do „Świętego Przymierza”, a przecież nieco wcześniej byłby zapewne jego głową. W ten to sposób „niewieście”, zreformowanemu i rozwijającemu się Kościołowi Bożemu, została udzielona pomoc, która uchroniła ją przed zniszczeniem, a wolność i prawda zyskały uznanie w oczach ludzi. Począwszy też od tego czasu duch wolności i Słowo Boże prowadziły do większego światła i prawdy wszystkich, którzy byli chętni, aby podążać w tym kierunku.

Oto „rzeka”, która wyznaczała zarówno koniec władzy papieskiej, jak i początek Pańskiego „Dnia Przygotowania”, czyli „Czasu Końca”. Nad nią to właśnie stał w wizji posłaniec Pański, który obwieścił zakończenie czasu, czasów i połowy czasu, a oświadczenie to było odpowiedzią na pytanie: „Kiedyż przyjdzie koniec tym dziwnym rzeczom?” „Dziwnymi rzeczami” albo cudami, o których tu mowa, nie są wydarzenia opisane w rozdziale 12:1-3, rozgrywające się w Królestwie Bożym. One nie były dziwne, lecz oczekiwane. „Dziwne rzeczy” to uciski, prześladowania i doświadczenia, którym podlegał święty lud Boży, szczególnie na skutek działań organizowanych przez dziwną władzę, czyli „róg” – papiestwo w czasie jego supremacji. O róg ten Daniel już wypytywał wcześniej (Dan. <str. 68> 7:19-22). Jego pytanie brzmiało: Jak długo Bóg będzie dozwalał na zdumiewające odstępstwa od Prawdy oraz zadziwiające okłamywanie dzieci Bożych i narodów. W odpowiedzi podana jest długość okresu władzy papieskiej i dokładny czas jej obalenia. Następnie czytamy: „Gdy [w ten sposób] do szczętu rozproszy siłę14 ręki ludu świętego, tedy się to wszystko [dziwne rzeczy] wypełni”.

14 W tłum. ang. cytowanym przez autora: „zakończy rozpraszanie siły” – przyp.tłum.

W wersecie 5 napisane jest, że Daniel ujrzał postacie po obu stronach „rzeki”, i że obie pytały, kiedy przyjdzie koniec tym dziwnym rzeczom. Widzenie to zdaje się sugerować, że nawet po ustaniu władzy papiestwa ludzie będą wątpić, czy rzeczywiście moc prześladowania i niszczenia została rozproszona. I nie ma w tym nic dziwnego, skoro już po obaleniu jego panowania, po „odjęciu od niego władzy”, a nawet gdy już był niszczony, „róg” ten nie dalej jak w 1870 roku wypowiedział wielkie słowa dotyczące swej nieomylności. Daniel, który wyobraża świętych, mówi (Dan. 7:11): „Tedym [po odjęciu władzy, gdy „róg” nie miał już możliwości, aby rozpraszać Prawdę, siłę ludu świętego] się przypatrywał, skoro się głos począł tych słów wielkich, które on róg mówił; przypatrywałem się [nie otrzymał on władzy nad świętymi i nad Prawdą, lecz oddziaływał w inny sposób] aż była ta bestia zabita i zginęło ciało jej, a podane było na spalenie ogniem” – powszechną anarchią. Tak ukazane jest zniszczenie pozostałości starego rządu Cesarstwa Rzymskiego, czego powodem był zgubny wpływ papiestwa wytrwale głoszącego napuszone oświadczenia, nawet po utracie władzy.

Skoro koniec okresu papieskiej władzy został jasno określony przez Rewolucję Francuską, oraz przez wydarzenia zapisane w rozdziale 11:40-44, które wskazują szczególnie na rok 1799, możemy szybko odmierzyć 1260 lat wstecz, aby stwierdzić, czy miał wtedy miejsce początek władzy papieskiej. Jeżeli okaże się, że tak było, nasz dowód dla potrzeb wiary będzie wystarczająco jasny i mocny. Sprawdźmy więc. <str. 69>

Cofając się 1260 lat wstecz od roku 1799 otrzymujemy rok 539, kiedy to, jak wykażemy, rozpoczęło się panowanie papiestwa. System ten był jednak gęstą mieszaniną sił państwa i duchowieństwa, a zapoczątkowanie jego władzy, tak jak i zakończenie, było niepozornym procesem. Na temat początku i końca tego systemu panują więc rozmaite poglądy i każdy z nich mógłby się wydawać możliwy do przyjęcia i uzasadniony, zanim nie dowiemy się o ustanowionych przez Boga datach powstania i upadku systemu papieskiego i nie przekonamy się o ścisłej poprawności tego poglądu. Papiestwo rościło sobie pretensję do dominowania tak w sprawach kościoła, jak i państwa i mieszało się do polityki, zanim jeszcze zostało uznane przez swych przeciwników. Nawet po okresie, w którym, jak wskazywało proroctwo, jego moc była złamana i rozpoczęło się jego wytracanie, usiłowało ono sprawować cywilną władzę, a nawet ogłosiło, że jego głowa jest nieomylna. Gdy jednak Rewolucja Francuska rozwiała urok zabobonnej czci, papiestwo nie zostało już uznane przez Włochów z prowincji Romagna. Nawet jeśli niekiedy między rewolucjami papież był teoretycznym władcą Państwa Papieskiego, traktowano go jako obcego najeźdźcę, przedstawiciela Austrii lub Francji, gdyż wojska tych państw stanowiły ochronę jego urzędu.

Wiedząc zatem, że 1260 lat rozpoczyna się w 539 r. n.e., odkryjemy coś, czego inaczej byśmy nie dostrzegli. Sami papiści są raczej skłonni datować początek swej władzy albo od nawrócenia Konstantyna, a więc pozornej chrystianizacji Cesarstwa Rzymskiego w 328 r. n.e., albo też od nadania kościołowi Państwa Papieskiego przez Karola Wielkiego w 800 r. n.e.. Fakty świadczą jednak, iż Konstantyn w żadnym sensie nie uznał prawa kościoła do sprawowania władzy świeckiej. Wprost przeciwnie, to raczej chrześcijaństwo, choć było przez niego faworyzowane, uznało cesarza co najmniej za swego współwładcę, tak że cesarz zwoływał sobory i wtrącał się w sprawy kościoła. Data 539 r. n.e., wskazana przez proroczą miarę 1260 lat, stanowi mniej więcej środek pomiędzy <str. 70> unią kościoła i Cesarstwa w 328 r. n.e. a całkowitym uznaniem kościoła za władzę nadrzędną – wykonawcę tak świeckiej, jak i religijnej władzy, czego dokonał w 800 r. n.e. Karol Wielki.

Od czasów Konstantyna biskupi Rzymu zajmowali w świecie najwyższe stanowisko i już wkrótce potem zaczęli rościć sobie prawo do panowania nad wszystkimi – tak w kościele, jak i w świecie – twierdząc, że ktoś musi być uznany za władzę, czyli głowę kościoła, i że biskup Rzymu jest najwłaściwszym kandydatem na to stanowisko. Twierdzili oni, że i Piotr, i Paweł mieszkali w Rzymie i że w ten sposób Rzym został ustanowiony siedzibą władzy apostolskiej. Uważali też, iż na skutek zajmowanej przez to miasto pozycji wielowiekowej siedziby cezarów i władzy świeckiej cieszy się ono wśród ludzi autorytetem.

Owe argumenty przemawiające za supremacją Rzymu nie były wcale chętnie uznawane. Żywy był duch rywalizacji, a inni biskupi wielkich miast także uważali, że mają prawo do supremacji w tym czy w innym zakresie. Dopiero w 533 r. n.e. biskup Rzymu został w tym zakresie uznany przez cesarza Justyniana I. Miało to związek z ożywioną dyskusją religijną, w której cesarz stanął po stronie biskupa Rzymu, uznając Maryję Pannę za godną czci, a sprzeciwiając się Eutychianom i Nestorianom w sprawie rozgraniczenia albo łączenia natur w osobie Pana Jezusa. Cesarz obawiał się, że dyskusja ta mogłaby podzielić chrześcijaństwo, a co za tym idzie i Cesarstwo, które pragnął zjednoczyć na mocnych fundamentach; już bowiem w tamtych czasach kościół nominalny i Cesarstwo były jednym i tym samym – „chrześcijaństwem”. Justynian pragnąc wyegzekwować swą władzę w zakresie prawa do rozstrzygnięcia tej dyskusji i nakazania ludziom, jakie mają być ich przekonania, uznał, że biskup Rzymu był wtedy najpopularniejszym wśród ubiegających się o prymat (papiestwo lub przywództwo), a także, iż był on jednym z najbardziej „ortodoksyjnych”, czyli najbliższych poglądom <str. 71> cesarza w dyskutowanych zagadnieniach. W swych dokumentach nie tylko potępił on Eutychian i Nestorian, lecz tytułując biskupa Rzymu głową wszystkich świętych kościołów i wszystkich świętych kapłanów Bożych, uznał go i wyrażał pragnienie poparcia papiestwa w tłumieniu herezji i zaprowadzaniu jedności w kościele.

W związku z tym edyktem cesarz tak zwraca się do papieża Jana, patriarchy Rzymu:*

* „VictorJustinianus, pius, felix, inclytus, triumphator, semper Augustus, Joanni sanctissimo Archiepiscopo almae Urbis Romae et Patriarchae.

Reddentes honorem apostolicae sedi, et vestrae sanctitati (quod semper nobis in voto et fuit et est), et ut decet patrem honorantes vestram beatitudinem, omnia quae ad ecclesiarum statum pertinent festinavimus ad notitiam deferre vestrae sanctitatis; quoniam semper nobis fuit magnum studium, unitatem vestrae apostolicae sedis, et statum sanctarum Dei ecclesiarum custodire, qui hactenus obtinet, et in commote permanet, nulla intercedente contrarietate. Ideoque omnes sacerdotes universi Orientalis tractus et subjicere et unire sedi vestrae sanctitatis properavimus. In praesenti ergo quae commota sunt (quamvis manifesta et indubitata sint et secundum apostolicae vestrae sedis doctrinam ab omnibus semper sacertotibus firme custodita et praedicata) necessarium duximus, ut ad notitiam vestrae sanctitatis perveniant. Nec enim patimur quicquam, quod ad ecclesiarum statum pertinet, quamvis manifestum et indubitatum sit, quod movetur, ut non etiam vestrae innotescat sanctitati quae caput est omnium sanctarum ecclesiarum. Per omnia enim (ut distum est) properamus honorem et auctoritatem crescere vestrae sedis.”

„Zwycięski Justynian, pobożny, szczęśliwy, sławny, triumfator, zawsze czcigodny, do Jana, najświętszego Arcybiskupa błogosławionego miasta Rzymu i Patriarchy.

Oddając cześć stolicy apostolskiej i waszej świątobliwości (co zawsze było i jest naszym życzeniem) i uwielbiając waszą wielebność, jak przystoi ojca, pośpieszyliśmy donieść uwadze waszej świątobliwości o wszystkim, co dotyczy położenia kościołów, ponieważ zawsze bardzo pragnęliśmy strzec jedności waszej apostolskiej stolicy i pozycji świętych Bożych kościołów, która dotychczas jest mocna i trwa pośród niepokojów, nie ulegając <str. 72> żadnym przeciwnościom. Dlatego też pośpieszyliśmy, by zjednoczyć i poddać stolicy waszej świątobliwości wszystkich kapłanów całego wschodniego obszaru. Obecnie więc uznaliśmy za konieczne, aby sprawy, które zostały naruszone, dotarły do uwagi waszej świątobliwości (chociaż są powszechnie znane i niewątpliwe, jak też zawsze pilnie strzeżone i podawane przez wszystkich kapłanów według nauki waszej apostolskiej stolicy). Nie pozwalamy bowiem, aby cokolwiek, co dotyczy położenia kościołów, chociaż byłoby oczywiste i niewątpliwe, jeśli zostałoby naruszone, nie stało się natychmiast wiadome waszej świątobliwości, która jest głową wszystkich świętych kościołów. We wszystkim bowiem (jak zostało powiedziane) staramy się, aby wzrósł honor i autorytet waszej stolicy.”

Następnie list wspomina o kilku wzbudzających niepokoje poglądach uznanych za heretyckie i wyraża zgodność wiary cesarza z poglądami kościoła rzymskiego. List kończy się w ten sposób:* <str. 73>

* „Suscipimus autem sancta quatuor concilia: id est, trecentorum decem et octo sanctorum patrum qui in Nicaena urbe congregati sunt: et centum quinquaginta sanctorum patrum qui in hac regia urbe convenerunt: et sanctorum patrum qui in Epheso primo congregati sunt: et sanctorum patrum qui in Chalcedone convenerunt: sicut vestra apostolica sedis docet atque praedicat. Omnes ergo sacerdotes sequentes doctrinam apostolicae sedis vestrae ita credunt et praedicant.

Unde properavimus hoc ad notitiam deferre vestrae sanctitatis per Hypatium et Demetrium, beatissimos episcopos, ut nec vestram sanctitatem lateat, quae et a quibusdam paucis monachis male et Judaice secundum Nestorii perfidiam denegata sunt. Petimus ergo vestrum paternum afectum; ut vestris ad nos destinatis literis, et ad sanctissimum episcopum hujus almae urbis, et patriarcham vestrum fratrem (quoniam et ipse per eosdem scripsit ad vestram sanctitatem, festinans in omnibus sedem sequi apostolicam beatitudinis vestrae), manifestum nobis faciatis, quod omnes qui praedicta recte confitentur, suscipit vestra sanctitas, et eorum qui Judaice aussi sint rectam denegare fidem, condemnat perfidiam. Plus enim ita circa vos omnium amor, et vestrae sedis crescet auctoritas; et quae ad vos est unitas sanctarum ecclesiarum inturbata servabitur, quando per vos didicerint omnes beatissimi episcopi eorum, quae ad vos relata sunt, sinceram vestrae sanctitatis doctrinam. Petimus autem vestram beautitudinem orare pro nobis, et Dei nobis adquirere providentiam.”

„Popieramy bowiem cztery święte sobory, to jest: trzystu osiemnastu świętych ojców, którzy zebrali się w mieście Nicei [sobór Nicejski], oraz stu pięćdziesięciu świętych ojców, którzy zgromadzili się w tym królewskim mieście [sobór w Konstantynopolu], jak też świętych ojców, którzy zebrali się najpierw w Efezie [Sobór Efeski], i świętych ojców, którzy zjechali do Chalcedonu [sobór Chalcedoński]: tak jak uczy i podaje wasza apostolska stolica. Wszyscy więc kapłani, podążając za nauką waszej apostolskiej stolicy, w ten sposób wierzą i głoszą. Pospieszyliśmy przeto powiadomić o tym waszą świątobliwość przez Hypatiusza i Demetriusza, przewielebnych biskupów, aby nie były nieznane waszej świątobliwości rzeczy [doktryny], które błędnie i na sposób żydowski zostały wypaczone przez niektórych zakonników, według wiarołomstwa Nestoriusza. Pragniemy więc waszej ojcowskiej przychylności, [prosząc] abyście przez list przeznaczony dla nas i dla najświętszego biskupa tego błogosławionego miasta oraz dla waszego brata, patriarchy (ponieważ również i on za pośrednictwem tychże samych napisał do waszej świątobliwości), oznajmili nam to, że wasza świątobliwość uznaje to, o czym słusznie mówią nakazy, i potępia wiarołomstwo tych, którzy po żydowsku ośmielili się odtrącić prawdziwą wiarę. W ten sposób bowiem wzrośnie większa miłość wszystkich względem was i autorytet waszej stolicy, a jedność świętych kościołów, która jest przy was, pozostanie niezmącona, kiedy za waszym pośrednictwem wszyscy przewielebni biskupi dowiedzą się o czystej nauce waszej świątobliwości względem tego, z czym się do Was odwołujemy. Prosimy zatem waszą wielebność o modlitwę za nami i zjednanie nam opatrzności Bożej.”

Papież Jan odpowiedział na to listem z 24 marca Roku Pańskiego 534.* <str. 74>

* Z jego odpowiedzi cytujemy, co następuje:

„Gloriosissimo et clementissimo filio Justiniano Augusto,

Johannes Episcopus Urbis Romae.

Inter claras saptentiae ac mansuetudinis vestrae laudes, Christianissime principum, puriore luce tanquam aliquod sydus irradiat, quod amore fidei, quod charitatis studio edocti ecclesiasticis disiplinis, Romanae sedis reverentiam conservatis, et ei cuncta subjicitis, et ad ejus deducitis unitatem, ad cujus auctorem, hoc est apostolorum primum, Domino loquente praeceptum est, Pasce oves meas: Quam esse omnium vere ecclesiarum caput, et patrum regulae et principum statuta declarant, et pietatis vestrae reverendissimi testantur affatus. (…) Proinde serenitatis vestrae apices, per Hypatium atque Demetrium, sanctissimos viros, fratres et coepiscopos meos, reverentia consueta sescepimus: quorum etiam relatione comperimus, quod fidelibus populis proposuistis edictum amore fidei pro submovenda haereticorum intentione, secundum apostolicam doctrinam, fratum et coepiscoporum nostrorum interveniente consensu. Quod, quia apostolicae doctrinae convenit, nostra auctoritate confirmamus.” (Tłumaczenie tekstu łacińskiego: „Do najchwalebniejszego i najłaskawszego syna, Justyniana Augusta,

Jan, Biskup Miasta Rzymu.

Wśród sławnych zasług waszej mądrości i łaskawości, o najbardziej chrześcijański z władców, jaśniejszym światłem, jak gdyby jakaś gwiazda, promienieje to, że poprzez umiłowanie wiary i zamiłowanie do dobroczynności, będąc obznajomieni z kościelną nauką, okazujecie wciąż szacunek dla rzymskiej stolicy i jej wszystko podporządkowujecie i prowadzicie do tej jedności, do której założyciela, to jest do pierwszego z apostołów, Pan rzekł dając polecenie: Paś owieczki moje. O tym, że stolica ta jest głową wszystkich kościołów, oznajmują reguły ojców i rozporządzenia władców, jak też świadczą najczcigodniejsze reskrypty waszej wielmożności. (…) Pisma od waszej najjaśniejszej osoby przyjęliśmy zatem z należytym szacunkiem, za pośrednictwem Hypatiusza i Demetriusza, najświętszych mężów, moich braci i współbiskupów. Z ich także relacji dowiedzieliśmy się, że z miłości do wiary ogłosiliście wiernemu ludowi edykt w celu zniszczenia zamiarów heretyków, stosownie do nauki apostolskiej, za zgodą naszych braci i współbiskupów. Ponieważ zgadza się on z nauką apostolską, utwierdzamy go naszym autorytetem.”

Przy tej samej okazji cesarz napisał do patriarchy Konstantynopola. Cytujemy pierwszy ustęp z tego listu:*

* „Epiphanio sanctissimo et beatissimo Archiepiscopo Regiae hujus Urbis et Ecumenico Patriarchae.

Cognoscere volentes tuam sanctitatem ea omnia quae ad ecclesiasticum spectant statum: necessarium duximus, hisce ad eam uti divinis compendiis, ac per ea manifesta eidem facere, quae jam moveri coepta sunt, quamquam et illa eandem cognoscere sumus persuasi. Cum itaque comperissemus quosdam alienos a sancta, catholica, et apostolica ecclesia, impiorum Nestorii et Eutychetis sequutos deceptionem, divinum antehac promulgavimus edictum (quod et tua novit sanctitas) per quod haereticorum furores reprehendimus, ita ut nullo quovis omnino modo immutaverimus, immutemus aut praetergressi simus eum, qui nunc usque, coadjuvante Deo, servatus est, ecclesiasticum statum (quemadmodum et tua novit sanctitas) sed in omnibus servato statu unitatis sanctissimarum ecclesiarum cum ipso S. S. Papa veteris Romae, ad quem similia hisce perscripsimus. Nec enim patimur ut quicquam eorum, quae ad ecclesiasticum spectant statum, non etiam ac ejusdem referatur beatitudinem: quum ea sit caput omnium sanctissimorum Dei sacertotum; vel eo maxime quod, quoties in eis locis haeretici pullularunt, et sententia et recto Judicio illius venerabilis sedis coerciti sunt.”

 „Do Epifaniusza, najświętszego i najłaskawszego Arcybiskupa tego Królewskiego Miasta, i Powszechnego Patriarchy.

Pragnąc, by wasza świątobliwość wiedziała o wszystkim, co dotyczy spraw kościelnych, uznaliśmy za konieczne posłużyć się tymi kościelnymi sprawozdaniami i przez nie powiadomić waszą świątobliwość o zamęcie, jaki powstał, chociaż jesteśmy przekonani, że i te rzeczy są jej znane. Skoro więc dowiedzieliśmy się, iż niektórzy dalecy są od świętego, katolickiego i apostolskiego kościoła i postępują za błędem bezbożnego Nestoriusza i Eutychesa, obwieściliśmy jak dotąd edykt (o czym także waszej świątobliwości wiadomo), przez który potępiliśmy szaleństwa heretyków, tak iż w żaden zgoła sposób nie zmieniliśmy, nie zmienimy, ani nie przewyższymy należnej kościołowi pozycji, która dotychczas ciągle, przy Boskiej pomocy, była zachowywana (o czym również wie wasza świątobliwość), <str. 75> lecz w każdym względzie zachowaliśmy stan jedności najświętszych kościołów z jego Najwyższą Świątobliwością Papieżem starego Rzymu, do którego napisaliśmy podobnie. Nie pozwalamy bowiem, aby cokolwiek z tego, co dotyczy kościelnictwa, pozostało nieznane Jego Wielebności, ponieważ jest on głową wszystkich najświętszych Bożych kapłanów, zwłaszcza że ile razy na tych terenach kiełkowali heretycy, byli poskramiani [dosł. odcinani, jak pędy drzewa] zarówno poprzez orzeczenie jak i sprawiedliwy sąd jego czcigodnej stolicy.”

Listy, z których fragmenty cytujemy, można wraz z Edyktem Justyniana* przeczytać w całości w Tomie Prawa Cywilnego, Codocis lib. I tit. i.

* Wyjątek z tego Edyktu brzmi następująco:

„Imp.Justinian. A. Constantinopolitis.

Cum Salvatorem et Dominum omnium Jesum Christum verum Deum nostrum colamus per omnia, studemus etiam (quatenus datum est humanae menti assequi) imitari ejus condescensionem seu demissionem. Etenim cum quosdam invenerimus morbo atque insania detentos impiorum Nestorii et Eutychetis. Dei et sanctae catholicae et apostolicae ecclesiae hostium, nempe qui detrectabant sanctam gloriosam semper virginem Mariam Theotocon sive Deiparam appellare proprie et secundum veritatem: illos festinavimus quae sit recta Christianorum fides edocere. Nam hi incurabiles cum sint, celantes errorem suum passim circumeunt (sicut didicimus) et simpliciorium animos exturbant et scandalizant, ea astruentes quae sunt sanctae catholicae ecclesiae contraria. Necessarium igitur esse putavimus, tam haereticorum vaniloquia et mendacia dissipare, quam omnibus insinuare, quomodo aut sentiat sancta Dei et catholica et apostolica ecclesia, aut praedicent sanctissimi ejus sacerdotes; quos et nos sequuti, manifesta constituimus ea quae fidei nostrae sunt; non quidem innovantes fidem (quod absit) sed coarguantes eorum insaniam qui eadem cum impiis haereticis sentiunt. Quod quidem et nos in nostri imperii primordiis pridem satagentes cunctis fecimus manifestum.”

(Tłumaczenie tekstu łacińskiego: „Justynian August, cesarz Konstantynopola.

Ponieważ we wszystkim czcimy Zbawiciela i Pana, Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga naszego, staramy się także (tak dalece jak zostało dane ludzkiemu umysłowi) naśladować jego pobłażliwość i odpuszczenie. Kiedy bowiem spotkaliśmy niektórych ogarniętych przez chorobę i szaleństwo pochodzące od bezbożnego Nestoriusza i Eutychesa, wrogów Bożego, świętego katolickiego i apostolskiego kościoła, którzy mianowicie nie chcieli właściwie i podług prawdy nazywać świętej, pełnej chwały wiecznej dziewicy Marii Matką Bożą lub Równą Bogu, pośpieszyliśmy pouczyć ich, jaka jest prawidłowa wiara chrześcijan. Bo ponieważ są oni niewyleczalni, ukrywając swoje odstępstwo, otaczają zewsząd (jak się dowiedzieliśmy) i mącą umysły prostych ludzi, i gorszą, ustanawiając rzeczy, które są przeciwne kościołowi katolickiemu. Uznaliśmy więc za konieczne obalić gadaninę i kłamstwa heretyków oraz ogłosić, jak rozumie święty Boży, katolicki i apostolski kościół i jak wyznają jego najświętsi kapłani, których my także naśladując, podaliśmy do powszechnej wiadomości to, co zgadza się z naszą wiarą. Nie odmieniliśmy jednak wiary (co byłoby niestosowne), lecz dowiedliśmy szaleństwa tych, którzy zgadzają się z bezbożnymi heretykami. Przeto, w początkach naszej władzy od dawna postępując gorliwie, uczyniliśmy to jawnym dla wszystkich.)

To pierwsze oficjalne uznanie roszczeń papiestwa zostało w sposób bardziej dobitny potwierdzone przez cesarza Focjusza i jego następców.

Uznanie papieża za władcę, kapłana-cesarza, nie było jednak na razie niczym więcej jak tylko pustą nazwą. Justynian znajdował się daleko od <str. 76> Rzymu, a jego stolicą był Konstantynopol. Rzym jak i cała Italia znajdowały się pod panowaniem innego królestwa – Ostrogotów, którzy nie uznawali prymatu papieskiego biskupa Rzymu, gdyż z wyznania byli w przeważającej części arianami.15 Przeto wywyższenie i przywileje papiestwa nabrały mocy dopiero po upadku monarchii Ostrogotów, wcześniej były tylko cesarskim życzeniem, pustą nazwą. Rzeczywiście, jakby według wcześniej przygotowanego planu, cesarz natychmiast (w 534 r. n.e.) wysłał do Italii Belisariusza na czele armii i po sześciu latach od uznania papieża przez cesarza, władza Ostrogotów została pokonana, a ich król Vitiges i kwiat jego armii zostali rzuceni wraz z trofeami do stóp Justyniana. Miało to miejsce w 539 r. n.e., a zatem od tego właśnie momentu należy liczyć „postawienie obrzydliwości spustoszenia”. Taki był mały początek papiestwa. Wtedy to właśnie mały, osobliwy „róg” wspomniany w proroctwie Daniela (Dan. 7:8,11,20-22,25) począł wyrastać na rzymskiej bestii. Zaczął się on formować albo zapuszczać korzenie o dwieście lat wcześniej, a dwieście lat po niepozornym pojawieniu się był już „na wejrzeniu większy nad inne rogi” – autorytety i władze na terytorium starego Imperium. Poczęły się rozwijać jego oczy i usta, mówiące wielkie, napuszone słowa, wywyższał się ponad inne rogi twierdząc, że ma do tego Boskie upoważnienie.

15 Arianie – wyznawcy doktryny Ariusza, nauczyciela z IV wieku n.e., który sprzeciwiał się używaniu neologizmu „homousios” („współistotny Ojcu”) w odniesieniu do Chrystusa. Sądził on, że Chrystus był człowiekiem, który z racji swej doskonałości moralnej wyniesiony został do godności boskiej. Doktryna Ariusza została potępiona na soborze w Nicei w 325 r. n.e. – przyp.tłum.

Prorok napisał, że trzy rogi będą wyłamane, czyli wypadną, aby dać miejsce, przygotować drogę dla osobliwego „rogu”, czyli władzy. Tak się też stało. Konstantyn wybudował Konstantynopol i przeniósł do niego swoją stolicę. Była to korzystna sytuacja dla rozwoju papiestwa w stolicy cezarów, lecz samemu Imperium nie przyniosła ona pożytku. Wkrótce okazało się celowym podzielić Cesarstwo i tak Italia znana była <str. 77> odtąd jako Cesarstwo Zachodnie, którego siedzibą i stolicą była Rawenna. Był to jeden ze wspomnianych „rogów”, który upadł w roku 476 n.e. za sprawą Herulów, innego z rogów, który osadził się na ruinach poprzednika. Jako następne pojawiło się Królestwo Ostrogotów, kolejny „róg”, który obalił Herulów i w roku 489 n.e. objął we władanie Italię. Jak już dowiedzieliśmy się, to właśnie w okresie sprawowania władzy przez ten „róg” (trzeci, który musiał być wyłamany, aby przygotować drogę dla rogu papieskiego) prymat papieża został uznany przez Justyniana i na jego rozkaz, na skutek działania jego generałów i armii, róg ten został wyłamany. Wiemy też, że wyłamanie to było konieczne ze względu na rozwój osobliwego panowania papieskiego łączącego władzę polityczną z religijną – osobliwego „rogu”, który różnił się od innych. Istotnie niewykluczone, że papiestwo potajemnie sprzyjało upadkowi każdego z tych „rogów”, czyli władz, mając w ten sposób nadzieję otworzyć sobie drogę do wywyższenia i tak się ostatecznie stało.

Wraz z obaleniem Ostrogotów za władcę Italii uznano na pewien czas cesarza rzymskiego, którego reprezentantami byli egzarchowie. Skoro jednak ich stolicą była Rawenna, a nie Rzym i skoro uznali oni papieża w sposób, o którym była mowa, to wynika z tego, że od 539 r. n.e. za naczelną władzę w mieście Rzym było uznawane papiestwo. Od tego też momentu (kiedy zostało „postawione”) poczęło rosnąć i odnosić sukcesy jako „róg”, czyli władza wśród innych „rogów” wyobrażających uprzednią zjednoczoną władzę Rzymu. Sytuacja, w której Italia, a szczególnie Rzym były nękane najazdami z północy, a podatki nakładane przez różnego rodzaju panów były cięższe niż kiedykolwiek, sprzyjała zerwaniu politycznej zależności od cesarskiej władzy w Konstantynopolu. Władcy kościelni, którzy zawsze byli na miejscu, mówili tym samym językiem co lud, mieli udział w ich zyskach i stratach, chętnie zostali uznani <str. 78> przez ludzi za doradców, obrońców i władców miasta Rzym i okolic.

Justynian, uznając prymat biskupa rzymskiego nad innymi patriarchami, miał oczywiście na celu pozyskanie jego współpracy w czekającej go wojnie z Ostrogotami w celu odzyskania Italii jako części Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego. Wpływ papieża i kościoła był bowiem na tyle znaczący, że pozyskanie ich poparcia w tej wojnie stanowiło już na samym jej początku połowę zwycięstwa.

Goci powstali przeciwko Cesarstwu i zdobyli Rzym, jednak nie zdołali na nowo ustanowić w nim swego panowania, a więc jedynym rządem w Rzymie były władze kościelne. Także Królestwo Longobardów, które wkrótce objęło swym zasięgiem większość Italii i nawet obaliło panowanie Cesarstwa Wschodniego oddane przez Justyniana w ręce egzarchów, uznało jednak, co należy podkreślić, autorytet papiestwa w Rzymie. Dopiero przy końcu istnienia tego królestwa, w VIII wieku, podjęte były pierwsze poważne próby podważenia autorytetu papieża. Opis tych wydarzeń utwierdza jednak w przekonaniu, że papieże byli prawdziwymi władcami Rzymu; sami twierdzili, iż są „następcami cezarów” – „cezarami duchowymi” – choć kiedy to było dla nich wygodne, uznawali zwierzchność rządu w Konstantynopolu. Kiedy jednak Longobardowie usiłowali zagarnąć Rzym dla siebie, papież zwrócił się do francuskiego króla, aby udzielił poparcia kościołowi (papiestwu) i pomógł mu utrzymać kontrolę, którą od dawna nieprzerwanie sprawował nad tak zwanym „Dziedzictwem Piotrowym”, nadanym mu, jak twierdzili papiści,* przez Konstantyna jako zwierzchność nad kościołem. <str. 79>

Francuscy królowie, kolejno: Pepin i Karol Wielki udzielali swej armii dla ochrony papieskiego panowania i pokonali Longobardów. Wspominaliśmy już wcześniej, że do posiadanych już przez papiestwo od 539 roku Rzymu i okolic, Karol Wielki w 800 r. n.e. dołączył kilka prowincji, które złożyły się na tak zwane „Prowincje Papieskie”. Tak więc królestwo, czyli „róg” Longobardów, nie przeszkodziło, ani nie zajęło miejsca, jak przypuszczają niektórzy, „rogu” papieskiego, choć nieraz go uciskało.

* To, że te roszczenia nie były uzasadnione i oparte na fałszerstwie – „Sfałszowanych Dekretach” – uznaje się dzisiaj powszechnie nawet wśród rzymskokatolików. Konstantyn nie uczynił takiego nadania, a papiestwo doszło do władzy nad Rzymem w sposób opisany powyżej.

O ataku Longobardów na Rzym Gibbon pisze:

„Pamiętny przykład pokuty i pobożności zostawił Lutiprand, król Longobardów. Uzbrojony zdobywca, stojąc już w bramach Watykanu, usłuchał wezwania Grzegorza I. Wycofał swoje wojska, zrezygnował z podboju i z pełnym szacunkiem wszedł do kościoła św. Piotra. Po odmówieniu modlitw złożył na grobie apostoła swój miecz, sztylet, zbroję, płaszcz, srebrny krzyż i złotą koronę”. Natomiast „jego następca Astolf oświadczył, iż jest wrogiem zarówno Cesarstwa jak i papieża. (…) Wezwał Rzym, aby uznał zwycięskiego Longobarda za swego prawowitego suwerena. Rzymianie wahali się, błagali, ubolewali, a groźni barbarzyńcy byli powstrzymywani zbrojnie i układami, aż papież pozyskał przyjaźń sprzymierzeńca i mściciela zza Alp”.

Papież (Stefan III) pojechał do Francji i udało mu się uzyskać niezbędną pomoc. Powrócił więc, pisze Gibbon, jako zwycięzca na czele armii francuskiej, którą osobiście dowodził król (Pepin). Longobardowie po niewielkim oporze zgodzili się na haniebny pokój i przyrzekli przywrócić stan posiadania rzymskiego kościoła oraz uznać jego świętość.

Jako przykład roszczeń papieży i takiego rodzaju władzy, dzięki której nie tylko twierdzili oni, że mają prawo do panowania, ale istotnie panowali, zacytujemy z Gibbona list papieża Stefana III <str. 80> wysłany w tym czasie do króla Francji. Zaraz po odesłaniu armii francuskiej Longobardowie ponownie zaatakowali Rzym, a papież znów prosił o pomoc. Pisał on w imieniu św. Piotra:

„Apostoł zapewnia swych adoptowanych synów, króla, kler i szlachtę francuską, że będąc umarłym według ciała, wciąż żyje duchem; że należy być posłusznym temu głosowi założyciela i opiekuna rzymskiego kościoła; że Maryja Panna, aniołowie, święci, męczennicy i wszystkie zastępy niebieskie jednomyślnie popierają prośbę i potwierdzają swe zobowiązania, że ukoronują pobożne przedsięwzięcie bogactwem, zwycięstwem i rajem, natomiast karą za lekceważenie będzie wieczne potępienie dla tych, którzy by pozwolili, aby jego grób, świątynie i lud wpadł w ręce wiarołomnych Longobardów”. Gibbon dodaje: „Druga wyprawa Pepina była nie mniej pospieszna i udana jak pierwsza. Św. Piotr był zadowolony; Rzym został ponownie uratowany”.

Ów początek panowania papiestwa nie był jawny, niemniej jednak ważne jest, aby go zdecydowanie uznać. Wymaga on, jak się wydaję, dokonanego powyżej wyraźnego zaznaczenia. Kontynuując nasz dowód, że rok 539 n.e. był wskazany przez proroctwo, cytujemy potwierdzające świadectwo pisarza rzymskokatolickiego:

„Po upadku Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego zwiększył się wpływ papieży na politykę w Italii. Papiestwo musiało przecież wziąć pod swoją opiekę nieszczęsne kraje, a szczególnie Rzym i okolice, które często zmieniały właścicieli i były ustawicznie narażone na napaści prymitywnych i brutalnych najeźdźców. Następcy Piotra byli żywo zainteresowani pomyślnością mieszkańców Italii, lekceważonych przez cesarzy Wschodniego Imperium, którzy przecież ciągle rościli sobie prawo do sprawowania władzy na tym terenie. Sytuacja mieszkańców nie poprawiła się nawet po zdobyciu przez Justyniana I części Italii [w 539 r. n.e.] i zamienieniu jej w grecką prowincję. Cesarze bizantyjscy potrafili jedynie wyczerpać podatkami poddanych <str. 81> egzarchatu z Rawenny, ale w żaden sposób nie byli w stanie zapewnić koniecznej ochrony.

W tych warunkach (…) cesarze (…) całkowicie utracili rzeczywistą władzę i tylko formalnie byli zwierzchnikami rządu. Tymczasem papieże, powodowani potrzebą chwili, weszli praktycznie w posiadanie prymatu nad rzymskim dominium. (…) Ten naturalny rezultat szlachetnego wysiłku został później uznany za prawne nabycie [przez Pepina i Karola Wielkiego]. (…) Pepin, jak określali to współcześni mu pisarze, ‘przywrócił’ Stolicy Apostolskiej zdobyte tereny. To nadanie, czyli zwrot, przywłaszczonych dóbr dokonane przez Pepina zostało potwierdzone, a nawet rozszerzone przez jego syna Karola Wielkiego, który w roku 774 n.e. położył kres panowaniu Longobardów w Italii. W ten legalny sposób doczesna władza i suwerenność papieży zostały stopniowo ustanowione, dzięki działaniu boskiej opatrzności”.

Powyższe cytaty pochodzą z książki „The History of the Catholic Church” [„Historia Kościoła Katolickiego”] H. Brueck, D.D., Tom I, str. 250, 251, która jest standardowym podręcznikiem wśród rzymskokatolików, używanym w ich uczelniach i seminariach i zatwierdzonym przez dostojników papieskich. A zatem świadectwo to dotyczące stopniowego uzyskiwania przez papiestwo doczesnej władzy oraz wskazujące na czas, w którym okoliczności sprzyjały zapoczątkowaniu tego procesu, przedstawia szczególną wartość. Dowodzi ono, że upadek Królestwa Ostrogotów w roku 539 n.e. stanowił, według oczywistego wskazania proroczej miary (1260 lat), ściśle określony punkt czasowy, w którym został „postawiony” pustoszący i obrzydliwy, z Bożego punktu widzenia, system.

Ten sam sposób rozumowania, który wyraźnie wskazuje, że papiestwo posiadało władzę jeszcze przed czasami Karola Wielkiego, prezentuje inne katolickie dzieło, The Chair of St. Peter [„Stolica Piotrowa”] w rozdziale „Rozwój władzy doczesnej” (str. 173): „Formalnie władzę nad Rzymem sprawował patrycjat mianowany przez cesarza, lecz w rzeczywistości, na skutek sprzyjających okoliczności, papieże stali się nadrzędnymi panami miasta”. Na dowód, że posiadali oni autorytet i przywództwo autor cytuje historyczne przykłady władzy papieży i bezsilności <str. 82> nominalnych władców. Wspomina on papieża Grzegorza Wielkiego (590 r. n.e. – zaledwie pięćdziesiąt lat po „postawieniu” papiestwa) jako przykład władzy posiadanej już wtedy przez papieży:

„On to mianował Leoncjusza gubernatorem Nepi w Etrurii, nakazując mieszkańcom, aby byli mu posłuszni jak samemu papieżowi. Potem znów wyznaczył on Konstancjusza do objęcia ważnego urzędu gubernatora Neapolu. Następnie zaś napisał do biskupów w sprawie obrony i aprowizacji podległych im miast, wydając rozkazy dowódcom wojsk (…) Słowem, stał się on rzeczywistym władcą i obrońcą Italii. Miał zatem pełne prawo powiedzieć: ‘Ktokolwiek zajmuje moje miejsce jako pasterz, musi poważnie zająć się sprawami zagranicznymi i często trudno powiedzieć, czy spełnia funkcję pasterza, czy też doczesnego księcia’.”

Oto do jakich rozmiarów doszła władza doczesna papieży zaledwie pięćdziesiąt lat po małym początku w 539 r. n.e. Możemy więc czuć się pewni, że tak początek, jak i koniec 1260 lat – czasu, czasów i połowy czasu – są wyraźnie wyznaczone.

Daniel zrozumiał, że tak wyznaczony kres panowania obrzydliwości pustoszącej kościół i wyniszczającej Prawdę – siłę ludu Bożego, nie będzie równoznaczny z wkroczeniem w Królestwo Michała (Chrystusa), ani z wywyższeniem władzy świętych, lecz jedynie zapewni im uwolnienie od prześladowców. Ciągle jednak nie było to zrozumienie, którego pragnął: „A gdym ja to słyszał, a [ciągle] nie rozumiałem, rzekłem: Panie mój! cóż za koniec będzie tych rzeczy [albo „co nastąpi potem”]? Tedy rzekł: Idź Danijelu! [byłoby dla ciebie niepotrzebne próbować zrozumieć te zagadnienia] bo zawarte i zapieczętowane są te słowa aż do czasu zamierzonego. A od tego czasu, którego odjęta będzie ofiara ustawiczna, a postawiona będzie obrzydliwość spustoszenia [539 r. n.e.], będzie dni [lat] tysiąc, dwieście i dziewięćdziesiąt. [Wtedy] Oczyszczonych [odłączonych] i wybielonych, i doświadczonych16 wiele będzie, <str. 83> a niezbożni niezbożnie czynić będą; nadto wszyscy niezbożni nie zrozumieją, ale mądrzy [wtedy] zrozumieją.17 [Ach!] Błogosławiony, kto doczeka a dojdzie do tysiąca trzech set trzydziestu i pięciu [1335] dni. Lecz ty idź swoją drogą, aż przyjdzie koniec; i spoczniesz, i powstaniesz do swojego losu [udziału, nagrody] u kresu dni”18 – Dan. 12:8-13.

16 kj „przez ogień” – przyp.tłum.

17 Autor przestawia kolejność wersetów 10 i 11 – przyp.tłum.

18 Werset 13 (nb) – przyp.tłum.

Uważny badacz spostrzeże, iż owe 1290 i 1335 proroczych dni, a literalnych lat, mają ten sam moment początkowy co 1260 lat papieskiej władzy niszczenia, to jest „postawienie” obrzydliwości spustoszenia w 539 r. n.e. Jeśli mamy wspomniane dwa wydarzenia zachodzące w różnym czasie, jak w tym przypadku – odjęcie ofiary „ustawicznej” i postawienie obrzydliwości spustoszenia, to zawsze musimy rozpoczynać liczenie od momentu, gdy obydwa z nich stały się już faktem. W następnym rozdziale wykażemy, że odjęcie ofiary ustawicznej nastąpiło na jakiś czas przed postawieniem obrzydliwości w 539 r. Była to wręcz przyczyna użycia nazwy „obrzydliwość”. Powinniśmy więc wiązać „postawienie” obrzydliwości z późniejszym z tych dwóch wydarzeń.

Zauważmy dalej, że obie te miary dane są jako odpowiedź na pytanie Daniela, co stanie się ze świętymi Bożymi po uwolnieniu ich mocy (Prawdy) spod miażdżącej władzy papiestwa (tj. po 1799 roku), a przed ustanowieniem Królestwa Mesjasza – Michała. W odpowiedzi Daniel usłyszał, że w zasadzie nie musi pragnąć zrozumienia tego, co napisze, lecz że w trzydzieści lat po rozpoczęciu Czasu Końca (1260 + 30 = 1290) zacznie się dzieło oczyszczania, wybielania i doświadczania ludu świętego, w związku z którym mądrym spośród doświadczonych, wybielonych i odłączonych dane będzie zrozumieć to proroctwo. Jednocześnie wiedza ta będzie obwieszczona w taki sposób, że niepobożni i nieczyści nie przyjmą jej, ani <str. 84> w nią nie uwierzą. Dalszy ciąg dowodzi, że owo właściwe zrozumienie wizji będzie dalekie od doskonałości. Będzie mu brakowało podstawowych elementów aż do czasu, gdy upłynie następne 45 lat (1290 + 45 = 1335), czyli 75 lat od rozpoczęcia Czasu Końca w 1799 r. n.e. (1260 + 75 = 1335). Wyraźnie wskazuje na to hebrajski tekst, przedstawiając tę sytuację tak, jakby strażnicy, którzy już coś dojrzeli, nadal cierpliwie oczekiwali, aż do momentu, gdy nagle (gdy upłynęło „1335 dni”) ujrzeli widok pełny i przejrzysty, daleko ponad to, czego się spodziewali. „Ach! błogosławiony ten”.

Licząc od 539 r. n.e., 1290 symbolicznych dni skończyło się w roku 1829, a 1335 dni – przy końcu 1874 roku. Niechaj czytelnik sam dokładnie osądzi, jak dokładnie daty te wyznaczają czas zrozumienia wizji i wszystkich proroctw związanych z Czasem Końca, a także moment rozpoczęcia procesu oddzielania, wybielania i doświadczania przez ogień, doprowadzającego dzieci Boże do właściwego dzieciom pokornego i ufnego stanu serca i umysłu, niezbędnego, aby docenić i zrozumieć przeprowadzane przez Boga dzieło, według zaplanowanego przez Niego czasu i sposobu.

W 1844 roku miał swoją kulminację ruch, którego uczestnicy i wtedy, i później zwani byli „Wtórymi Adwentystami” lub „Millerytami”, gdyż oczekiwali na wtóre przyjście19 Chrystusa, a pan William Miller był przywódcą i inicjatorem tej grupy. Ruch, który rozpoczął się około 1829 roku, jeszcze przed 1844 r. (kiedy to spodziewano się powrotu naszego Pana), wzbudził zainteresowanie wśród wszystkich grup chrześcijańskich, szczególnie we wschodnich i środkowych stanach Ameryki Północnej. Na długo przedtem prof. Bengel z Tübingen w Niemczech zaczął zwracać uwagę na proroctwa i na nadchodzące Królestwo Mesjasza, zaś wybitny misjonarz Wolff głosił to samo w Azji. Głównym ośrodkiem tego ruchu była jednak Ameryka, gdzie warunki społeczne, polityczne i <str. 85> religijne, bardziej niż gdzie indziej, sprzyjały niezależności w badaniu Biblii oraz w innych sprawach. W podobny sposób działalność związana z pierwszym przyjściem została ograniczona do Judei, choć wszyscy szczerzy Izraelici słyszeli mniej lub więcej na ten temat, gdziekolwiek by się nie znajdowali (Dzieje Ap. 2:5).

19 Od łac. „adventus” – przyjście – przyp.tłum.

Wiemy wszyscy, że oczekiwania brata Millera zawiodły. Pan nie powrócił w 1844 roku i świat nie został spalony, jak się Miller spodziewał i jak nauczał innych. Było to wielkie rozczarowanie dla ludu Bożego, który tak ufnie wyczekiwał, że Chrystus (Michał) objawi się, a razem z nim i oni zostaną wywyższeni do chwały i mocy. Niezależnie jednak od doznanego rozczarowania ruch ten wywarł zamierzony wpływ wzbudzając zainteresowanie tematem wtórego przyjścia Pańskiego i udzielając napomnienia tym, którzy z związku z owym zagadnieniem doszli do błędnych wniosków. Świadomie używamy sformułowania „zamierzony wpływ”, gdyż bez wątpienia była w tym ręka Pańska. Ruch Millera odpowiadał wydarzeniom z czasów pierwszego przyjścia w dwojaki sposób. Po pierwsze, gdy narodził się nasz Pan, przybyli mędrcy ze Wschodu, a „lud oczekiwał” (Mat. 2:1-2; Łuk. 3:15). Po drugie, podobieństwo to dotyczy także czasu, gdyż narodzenie Pana miało miejsce na trzydzieści lat przed Jego pomazaniem, gdy w wieku trzydziestu lat rozpoczynał misję jako Mesjasz. Tak zwany „Ruch Millerowski” wywarł, w wymiarze indywidualnym, błogosławiony wpływ na „lud Boży”, który w nim uczestniczył: skłonił do uważnego badania Pisma Świętego i wzbudził zaufanie raczej do Słowa Bożego niż do tradycji ludzkich. Rozgrzał on, nakarmił i zjednoczył serca dzieci Bożych w pozasekciarskiej społeczności. Zainteresowani pochodzili bowiem z różnych ugrupowań religijnych, aczkolwiek większość była baptystami. Dopiero gdy ruch ten zakończył swą działalność, niektórzy zorganizowali się i zawiązali nowe sekty, ślepnąc tym samym i nie dostrzegając niektórych błogosławieństw słusznych w czasie „żniwa”. <str. 86>

Jak można zauważyć, nie zgadzamy się z większością interpretacji i wniosków pana Millera co do celu, sposobu i czasu przyjścia naszego Pana. Uznajemy jednak, że ruch ten był Bożym zamierzeniem i odegrał niezmiernie istotną rolę w przygotowawczym procesie oddzielania, oczyszczania i wybielania ludu w gotowości oczekującego na Pana. Była to próba i oczyszczanie nie tylko na tamten czas, ale poprzez wzgardę, jaką rzucono na zagadnienie badania proroctw i nauki o wtórym przyjściu, stał się on nieustannym sprawdzianem dla poświęconych, niezależnie od ich związku z poglądami i oczekiwaniami pana Millera. Samo wspomnienie o proroctwach, wtórym przyjściu czy Tysiącletnim Królestwie wzbudza pogardę wśród mądrych tego świata, a szczególnie nominalnego kościoła. Z tego samego powodu opatrzność Boża spowodowała, że Jezus, narodzony w czcigodnym mieście Betlejem, dzieciństwo swe spędził w Nazarecie, aby mógł być „nazwany Nazarejczykiem”. Celem takiego postępowania było z całą pewnością rozdzielenie wybranego narodu Bożego na „prawdziwych Izraelitów” i plewy. Przyczyną odłączenia plew stało się stwierdzenie, że nasz Pan był Nazarejczykiem; „Możeż z Nazaretu być co dobrego?”, argumentowali. Podobnie niektórzy i teraz zapytują: Możeż z adwentyzmu być co dobrego, odrzucając bez rozważenia świadectwa naszego Pana, apostołów i proroków. Jednak pokorni, mądrzy z Boskiego punktu widzenia, jakkolwiek głupi w ocenie świata, nie zajmują takiego stanowiska.

„Ruch Millerowski” miał i większe znaczenie. Był to przepowiedziany w proroctwie początek właściwego zrozumienia wizji Daniela i zaistniał on w naznaczonym czasie. Pogląd pana Millera na zagadnienie czasu, czasów i połowy czasu (1260 lat) był praktycznie identyczny z podanym przez nas powyżej. Popełnił on jednak <str. 87> błąd nie rozpoczynając liczenia okresów 1290 i 1335 od tego samego punktu. Gdyby tak był uczynił, miałby rację. Niestety rozpoczął on liczenie tych okresów od daty o 30 lat wcześniejszej – od około 509 r., zamiast roku 539, co doprowadziło go do wniosku, że 1335 dni zakończyło się w 1844, zamiast w 1874 roku.* Niemniej jednak był to początek właściwego zrozumienia proroctwa, gdyż mimo wszystko okres 1260 lat, który został zrozumiany właściwie, był kluczem, a skutkiem głoszenia tej prawdy (zmieszanej co prawda z błędami, niewłaściwymi zastosowaniami i fałszywymi wnioskami) było oddzielenie i oczyszczenie „wielu” i to w czasie, który został dokładnie przez Pana przepowiedziany.

* Nie udało nam się uzyskać pism pana Millera, aby sprawdzić jego interpretacje. Dowiedzieliśmy się jedynie, do jakich dat stosował on prorocze liczby.

Nie rozumiejąc sposobu i celu powrotu Pana, a spodziewając się gwałtownego pojawienia się i zakończenia wszystkiego w jednym dniu, przypuszczał on, że wszystkie proroctwa muszą się w tym czasie zakończyć. Usilnie starał się więc zmieścić je przed owym wspólnym końcem. Stąd wyniknęło jego niepowodzenie. Bóg nie dał jeszcze wtedy nikomu zrozumienia sięgającego poza ten punkt widzenia, gdyż nie był to jeszcze czas na udzielenie większego światła.

Pan Miller był gorliwym i poważanym członkiem Kościoła Baptystycznego, a że był uważnym badaczem Pisma Świętego, proroctwa stawały się dla niego coraz jaśniejsze. Gdy był zupełnie przekonany o słuszności swoich poglądów, zaczął je rozpowszechniać – początkowo między pastorami, głównie baptystycznymi, a później wśród wszystkich zgromadzeń i grup religijnych. Gdy praca rozwijała się, zaczął podróżować ze swoimi licznymi współpracownikami i prowadzić na szeroką skalę dzieło głoszenia. Zapoczątkowaniem pracy między pastorami Baptystów, jak dowiadujemy się z jego wspomnień, było nawrócenie w 1829 roku Fullera, starszego Kościoła Baptystycznego w Poultney, Vt., który głosił swe poglądy publicznie. W liście napisanym około 3 lata później pan Miller pisze: <str. 88>

„Pan rozsiewa ziarno. Już ośmiu pastorów oprócz mnie otwarcie głosi mniej więcej tę naukę. Znam więcej niż stu braci, którzy mówią, że przyjęli moje poglądy. Niech będzie, co być ma, ‘Prawda jest potężna i zwycięży’.”

Tak więc można zauważyć, że rozdzielająca praca „ruchu Millera” rozpoczęła się w przepowiedzianym czasie, po zakończeniu 1290 dni w 1829 roku.

Jak więc należy rozumieć gorliwe oczekiwanie na wypełnienie się 1335 dni? Kto zatem oczekiwał?

Niektóre z dzieci Bożych, członkowie „ludu świętego”, pomiędzy którymi był także piszący te słowa, aczkolwiek nie związani z „Ruchem Millerowskim” ani organizacją, która powstała później pod nazwą „Kościoła Wtórego Adwentu”, wypatrywali oraz „gorliwie oczekiwali” Królestwa Michała. Z radością potwierdzamy świadectwo o „błogosławieństwie” ze wspaniale otwierającego się zrozumienia planu naszego Ojca. Miało to miejsce począwszy od jesieni roku 1874 – po zakończeniu 1335 dni.

Nie staje słów, by wyrazić bezmiar tego błogosławieństwa! Tylko ci, którzy zostali posileni na duchu nowym winem Królestwa, mogliby je ocenić, jeśliby w ogóle dało się to opisać. Można to odczuć, lecz jakże trudno opowiedzieć! Począwszy od zakończenia 1335 proroczych, symbolicznych dni, stawały się zrozumiałe drogocenne prawdy o Pańskiej obecności, o tym, że już teraz żyjemy w czasie „żniwa” Wieku Ewangelii i ustanawiania Królestwa Michała (Chrystusa).

O, błogosławiony czas łaski! Harmonia, piękno, wielkość Boskiego planu zostały odsłonięte, gdy wypełniło się 1335 dni. To właśnie w celu wyrażenia, na ile tylko umiemy, owego „błogosławieństwa” i przedstawienia doskonalszej wykładni Boskiego planu, który ma być zrozumiany przez cały obecnie żyjący „lud święty”, publikowana jest seria Wykładów Pisma Świętego. Nikt poza <str. 89> „ludem świętym” tego nie zrozumie. Jest to dane jako łaska. „Wszyscy niezbożni nie zrozumieją”. Także ci z „ludu świętego”, którzy mają społeczność ze światem, którzy niemądrze pozostają w zgromadzeniu niepobożnych i siedzą na stolicy naśmiewców, nie zrozumieją, nie doświadczą błogosławieństwa obecnie przynależnego jedynie „świętym”, prawdziwie „mądrym”, których kochanie jest w zakonie Pańskim i którzy rozmyślają o nim [badają go] we dnie i w nocy (Psalm 1:1,2).

Posłannictwo dotyczące Królestwa Michała, stopniowo odkrywające swą treść począwszy od 1829 roku, przedstawione jest symbolicznie w Księdze Objawienia (rozdz. 10:2,8-10) jako „książeczki”, które nakazano zjeść „mądrym” z „ludu świętego” wyobrażonym przez Jana. Wszyscy, którzy przyjmują te prawdy, doświadczają przeżycia podobnego do tego, które Jan opisał w wersecie 10. Odczuwają ich cudowną słodycz: Ach, błogosławiony! Późniejsze skutki mają jednak zawsze mniejszą lub większą domieszkę goryczy prześladowań. Jednak dla tych, którzy cierpliwie je znoszą aż do końca, ostatecznym rezultatem będzie oczyszczenie, wybielenie i doświadczenie, a przez to przygotowanie Oblubienicy Chrystusowej do wesela i wywyższenia, które nastąpi przy końcu Dnia Przygotowania.

Rozczarowanie, o którym pisaliśmy, że stało się jednak błogosławieństwem i początkiem poprawnej interpretacji wizji Daniela, wspomniane jest także w Proroctwie Abakuka, któremu nakazano wypowiedzieć słowo pocieszenia (rozdz. 2:2): „Napisz widzenie, a napisz rzetelnie na tablicach [planie], aby je prędko czytelnik [pragnący] przeczytał. (…) A jeśliby na chwilę odwłaczał, oczekuj nań [„Ach, błogosławiony, kto doczeka, a dojdzie do 1335 dni”], boć zapewne przyjdzie, a nie omieszka”. To, co zdawało się odwłaczaniem lub omieszkaniem, było raczej częściową pomyłką ze strony pana Millera, przewidzianą i dozwoloną przez Pana dla wypróbowania swego „ludu świętego”.

Jako dowód poświęcenia, badania Biblii i wiary, jakie zostały pobudzone przez ten ruch, cytujemy fragment listu napisanego <str. 90> przez pana Millera po rozczarowaniu roku 1844 do tych, którzy wraz z nim byli uczestnikami tego doświadczenia:

„Dziękujemy zawsze Bogu za was, słysząc tak teraz, jak i przedtem, że rozczarowanie, które ostatnio przeżyliśmy, spowodowało w was, a mamy nadzieję, że w nas także, głęboką pokorę i uważne wglądnięcie w nasze serca. Choć doświadczamy upokorzeń, pewnej miary cierpień i szyderstw ze strony niepobożnego i przewrotnego pokolenia, nie czujemy się przerażeni ani pokonani. Kiedykolwiek ktoś pyta o tę nadzieję, którą macie, każdy z was może otworzyć Biblię i w cichości, z bojaźnią wykazać pytającemu, dlaczego pokłada nadzieję w chwalebnym pojawieniu się wielkiego Boga i naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. W żadnej sprawie nie musicie się zwracać do waszych pastorów z pytaniem o podstawy waszej wiary. Waszym przekonaniem jest Pismo Święte; (…) waszą filozofią jest mądrość pochodząca z góry, od Boga, więzami waszej jedności są miłość i społeczność świętych, waszym nauczycielem – duch święty, a profesorem – Pan Jezus Chrystus. (…) Napominamy was przez miłość i społeczność świętych, abyście trzymali się mocno tej nadziei, gdyż jest ona potwierdzona wszystkimi obietnicami słowa Bożego, zabezpieczona przez dwie rzeczy nieodmienne: radę i przysięgę Bożą, w których niemożebne jest, aby Bóg kłamał. Potwierdzona i zapieczętowana jest ona przez śmierć, krew, zmartwychwstanie i życie Jezusa Chrystusa. (…) Nie bójcie się, bracia! Pan Bóg pouczył was, co macie mówić. Czyńcie to, czego Bóg sobie życzy, a On zatroszczy się o rezultaty. Bóg mówi: ‘Powiedz im: I owszem przybliżyły się te dni i spełnienie wszelkiego widzenia’ [zob. Ezech. 12:22,23]. (…) Jest dla mnie prawie oczywiste, że jest w tym ręka Boża. Tysiące ludzi przekonało się do badania Pisma Świętego dzięki głoszeniu tego czasu. (…) Boska mądrość w ogromnej mierze wyznaczała tę zaplanowaną drogę do osiągnięcia Jego dobrego celu w sposób przez Niego ustalony i w zamierzonym czasie.”

W jednej z przypowieści nasz Pan dobitnie zilustrował okres oczekiwania – od rozczarowania w 1844 roku aż do zrozumienia po zakończeniu „1335 dni”. Mamy na myśli – <str. 91>

Przypowieść o dziesięciu pannach
– Mat. 25:1-12 –

Przypowieść rozpoczyna się od słowa „tedy”. Oznacza to, że nie wypełniła się ona zaraz, za dni naszego Pana, lecz należała do przyszłości. „Tedy podobne będzie królestwo niebieskie [w stadium zarodkowym – reprezentowane przez część lub całość ludu świętego ubiegającego się o dziedzictwo w Królestwie] dziesięciu pannom, które wziąwszy lampy swoje wyszły naprzeciwko oblubieńcowi. A było z nich pięć mądrych i pięć głupich”.

Ani liczby, ani proporcje nie są tutaj istotne. Przypowieść naucza, że będzie taki ruch między dziedzicami Królestwa oczekującymi na spotkanie z Oblubieńcem, w którym pojawią się dwie klasy określane tutaj jako „mądrzy” i „głupi”. Słowo „panna” oznacza czystość; tak więc i głupi, i mądrzy w tej przypowieści należą do „ludu świętego”. Istotnie, kto miłuje Oblubieńca i tęskni za spotkaniem z Nim, nie może miłować grzechu. Wielu jednak okazuje się „głupimi”.

„Ruch Millerowski” i jego kontynuatorzy ściśle odpowiadają opisowi z tej przypowieści naszego Pana. Był to ruch nie związany z żadnym wyznaniem religijnym, jakkolwiek jego inicjatorem był baptysta. Wzięli w nim udział najbardziej poświęceni i wierni ze wszystkich wyznań. Aczkolwiek nie podzielamy tych przekonań, to jednak serca nasze napełnione są podziwem, gdy czytamy opisy z tamtych czasów wskazujące na wielki zapał i gorliwość ludzi, którzy byli na tyle uczciwi, aby postępować zgodnie ze swymi przekonaniami. Popłynął wtedy strumień pieniędzy na wydawanie broszur i gazet w różnych językach oraz na rozpowszechnianie tego posłannictwa po całym świecie. Mówi się, że w kościołach wszystkich wyznań zapanował duch przebudzenia. W niektórych zgromadzeniach, w całości ogarniętych wpływem tych nauk, ludzie, którzy mogli zaofiarować pieniądze, <str. 92> składali je na stole przed mównicą, gdzie były dostępne dla wszystkich potrzebujących. Uczciwość i gorliwość wierzących w tamtym czasie była tak wielka, że, jak powiadają, pieniądze ofiarowane Panu w ten sposób nie musiały być pilnowane, gdyż ci, którzy ich nie potrzebowali, nie tknęliby ich.

Wszystkie panny opisane w tej przypowieści miały ochędożone i płonące lampy. Lampy wyobrażają Słowo Boże („Słowo twoje jest pochodnią20 nogom moim”). Prawdopodobnie nigdy przedtem nie miało miejsca tak powszechne ochędożenie lamp – badanie Pisma Świętego wśród wszystkich klas chrześcijan. Olej jest symbolem ducha Prawdy. Ujawnił się on we wszystkich lampach, ale nie wszystkie panny miały go w sobie – w „naczyniach”.

20 kj „lampą” – przyp.tłum.

Rozczarowanie 1844 roku odnotowane jest w przypowieści przy pomocy krótkiego stwierdzenia – „Oblubieniec odwłaczał”, a raczej tak zdawało się tym, którzy na niego oczekiwali. Zamieszanie, ciemność, która ogarnęła wszystkich, wiele fałszywych i wizjonerskich poglądów głoszonych przez rozczarowanych opisane są w przypowieści następująco: „A gdy oblubieniec odwłaczał z przyjściem, zdrzemały się wszystkie i posnęły”. Doprawdy, w owej ciemności i drzemce wiele z nich miało dziwne i nierozsądne sny.

Dalej w przypowieści jest napisane, że między tymi samymi pannami miał miejsce kolejny, do pewnego stopnia podobny, ruch. Odnosi się on do tej samej ogólnej klasy wierzących, aczkolwiek niekoniecznie do tych samych osób. Tak pierwszy, jak i drugi ruch był rezultatem otrzymania większego światła proroctw dotyczących czasu wtórego przyjścia Mesjasza jako Oblubieńca Kościoła. Występują jednak między tymi ruchami pewne różnice. W pierwszym lampy wszystkich panien płonęły jednakowo, a grono oczekujących było zróżnicowane. Tymczasem w drugim, aczkolwiek wszystkie panny powstały, wyprowadzone były tylko te, które w sercu posiadały ducha Prawdy, a także znajomość Biblii – ochędożone lampy. Przepowiedziane <str. 93> było, że pierwszy z tych ruchów przeżyje rozczarowanie i że konieczne będzie oczekiwanie aż do końca 1335 dni. Drugi z nich nie doświadczył rozczarowania, a jego uczestnicy nie musieli już dłużej czekać, gdyż spełnienie oczekiwań nadeszło wraz z końcem 1335 proroczych dni, w październiku 1874 roku, kiedy to po 1335 dniach, po okresie „oczekiwania”, zaczęła być rozpoznawana obecność Pańska, według nauki poprzedzających ją proroctw. Bardzo wcześnie, o poranku nowej epoki, a jednocześnie, gdy spojrzymy na pogrążone w głębokim śnie panny – „o północy”, stał się (i ciągle brzmi) okrzyk: „Oto oblubieniec!” Nie: Oto oblubieniec idzie,* lecz: Oto oblubieniec przyszedł i żyjemy podczas [parousii] obecności Syna Człowieczego. Ruch, który rozpoczął się we wspomnianym roku ma właśnie taki charakter: ogłasza obecność Pańską i rozwijające się dzieło Królestwa. Począwszy od jesieni 1878 roku, kiedy zorganizowane zostało nasze wydawnictwo „Zion’s Watch Tower, and Herald of Christ’s Presence” („Strażnica Syonu i Zwiastun Obecności Chrystusa”), autor i jego współpracownicy ogłaszali na podstawie proroctw obecność Pańską, używając wykresów i tablic, takich jak zamieszczone w tej książce. Dzięki Pańskiemu błogosławieństwu miliony egzemplarzy tego czasopisma rozeszły się szeroko, głosząc wieść, że wypełnił się czas i ustanawiane jest już Królestwo Chrystusa, podczas gdy królestwa i systemy ludzkie kruszą się i zmierzają do zupełnego zniszczenia.

* Najstarsze manuskrypty greckie (Synaicki i Watykański) opuszczają idzie i podają: „Oto oblubieniec!”

Przypowieść ostrzega nas, że nie wszystkie panny ujrzą, jakkolwiek wszystkie ochędożyły swe lampy. Tylko ci, którzy posiadają olej w naczyniach (w sobie – zupełne poświęcenie), mogą skorzystać ze światła swych lamp i właściwie oceniać zachodzące zjawiska. Inni (wszyscy czyści, panny) również posiądą kiedyś olej i skorzystają z jego błogosławieństwa, lecz jedynie napełnieni <str. 94> olejem – duchem Prawdy, posiądą światło we właściwym czasie i otrzymają wielkie błogosławieństwo – wejdą z Oblubieńcem na wesele. Jedna panna nie może udzielić drugiej oleju, czyli ducha poświęcenia i towarzyszącego mu światła. Każdy osobiście musi być napełniony duchem, każdy musi zdobyć zapas oleju (Prawdy, ducha poświęcenia i świętości), którego ceną jest droga samozaparcia, fałszywych posądzeń i doświadczania przez ogień. Rynkiem, na którym głupie panny zaopatrzą się w olej, będą doświadczenia w czasie wielkiego ucisku, po którym będzie już za późno, aby znaleźć się na weselu jako Oblubienica, małżonka Barankowa. Pismo Święte wskazuje jednak, że ci, którzy będą żałować swego braku rozsądku, nie zostaną zniszczeni, lecz będą naczyniami do „mniej zaszczytnego użytku”. W ten sposób przygotowani, zostaną wykorzystani przez Mistrza jako słudzy w Jego świątyni.

Powróćmy do słów, które anioł powiedział do Daniela. W wersecie 13 czytamy (nb): „Lecz ty idź swoją drogą, aż przyjdzie koniec; i spoczniesz i powstaniesz do swojego losu [udziału, nagrody] u kresu [1335] dni” – w czasie żniwa, które się wtedy rozpocznie.

Słowo „koniec” w stwierdzeniu: „Lecz ty idź swoją drogą, aż przyjdzie koniec” ma zupełnie inne znaczenie niż „Czas Końca”. „Żniwo jest dokonaniem świata”, a jak już wykazaliśmy, żniwo to okres 40 lat od jesieni 1874 roku (zakończenia „1335 dni”) do jesieni 1914 roku. Tak więc Daniel otrzyma swój udział, nagrodę, czyli los, w Królestwie Michała (Chrystusa), razem ze wszystkimi prorokami jak i świętymi Wieku Ewangelii przy końcu czasu „żniwa”. Święci będą w Królestwie pierwszymi zarówno pod względem kolejności, jak i zaszczytu (Hebr. 11:40). Zob. Wykłady Pisma Świętego, Tom I, str. 288. <str. 95>

 

WYKŁAD IV

OCZYSZCZENIE ŚWIĄTNICY
2300 DNI – DAN. 8:10-26

Prawdziwa Świątnica – Splugawienie – Podstawa albo fundament – W jaki sposób „zarzucone”? – Dowody na to, cytowane z pism rzymskokatolickich – Oczyszczenie nie nastąpi wcześniej niż 2300 lat po otrzymaniu wizji – Jak i gdzie się zaczyna oraz kiedy ma się zakończyć? – „Złote naczynia”, prawdy, muszą być zwrócone.

JAK już zauważyliśmy w poprzednich rozdziałach, ów arogancki, osobliwy „mały róg”, wspomniany w Dan. 7:8,11,20-26, to „człowiek grzechu” z 2 Tes. 2:3 i „obrzydliwość spustoszenia” przepowiedziana przez naszego Pana w Mat. 24:15. Również Dan. 8:9,10,23-25 opisuje tę samą papieską władzę. Jej powstanie, charakter, złamanie jej miażdżącej mocy oraz ostateczne, zupełne zniszczenie, które wciąż należy do przyszłości przeanalizowaliśmy wystarczająco dokładnie, biorąc pod uwagę cel, jaki chcemy osiągnąć i ograniczoną ilość miejsca.

Obecnie chcemy rozważyć inne proroctwo, które koncentruje uwagę na jednej szczególnie fałszywej nauce, zasadniczym błędzie, który stał się przyczyną zupełnego odrzucenia systemu papieskiego przez naszego Pana i sprawił, że w oczach Pańskich jest on pustoszącą obrzydliwością. Proroctwo, które rozpatrzymy pozwala także zrozumieć czas, w którym prawdziwy Kościół, poświęceni – Świątnica – będzie oczyszczony z obrzydliwych plugastw wprowadzonych przez papiestwo.

W poprzednim rozdziale mówiliśmy o dniach oczekiwania i o oczyszczeniu klasy miejsca świętego, czyli Świątnicy. Proroctwo, które będziemy rozważać obecnie, wskazuje na punkt czasowy, w którym zaczątek <str. 96> świętych wierzących uwolni się w pełni od nieczystości i błędów papiestwa. Wtedy też zagarnięte „złote naczynia”, czyli drogocenne prawdy, zaczną być zwracane klasie świętych, czyli Świątnicy.

Cytujemy z Proroctwa Daniela 8:10-26 następujący fragment:

„I wyrósł aż do [kontrolowania] wojska niebieskiego [całego kościoła] i zrzucił niektórych na ziemię z onego wojska i z gwiazd, i podeptał ich. Nawet aż do książęcia onego wojska wyrósł [przywłaszczył sobie cześć i dostojeństwo oraz zastosował do siebie proroctwa i tytuły należące do Jezusa Chrystusa, prawdziwego Wodza, Księcia i Głowy Kościoła]; bo przezeń odjęta była [od Chrystusa] ustawiczna ofiara i zarzucone miejsce Świątnicy Bożej. Także wojsko one [lud] podane w przestępstwo przeciwko ustawicznej ofierze, i porzuciło prawdę na ziemię, a cokolwiek czyniło, szczęściło mu się.

Tedym usłyszał jednego z świętych mówiącego: i rzekł ten święty do onego, który mając policzone tajemnice, mówi: Dokądże to widzenie o ofierze ustawicznej i przestępstwo pustoszące trwać będzie, i święte usługi, i wojsko na podeptanie podane będzie? I rzekł do mnie: Aż do dwóch tysięcy i trzech set wieczorów i poranków [dni]; tedy przyjdą do odnowienia swego usługi święte.21

21 kj „tedy Świątnica będzie oczyszczona” – przyp.tłum.

A gdym ja, Danijel, patrzył na to widzenie i pytałem się o wyrozumieniu jego, tedy oto stanął ktoś podle mnie, na wejrzeniu jako mąż. Słyszałem też głos ludzki między [rzeką] Ulajem, który zawoławszy rzekł: Gabryjelu! wyłóż mu to widzenie. I przyszedł do mnie, gdziem stał; a gdy przyszedł, zląkłem się i padłem na oblicze swoje. I rzekł do mnie: Wyrozumiej, synu człowieczy! bo czasu <str. 97> pewnego22 to widzenie się wypełni. A gdy on mówił ze mną, usnąłem twardo, leżąc twarzą swoją na ziemi, i dotknął się mnie, i postawił mię tam, gdziem pierwej stał, i rzekł: Oto ja tobie oznajmię, co się dziać będzie aż do wykonania tego gniewu; bo czasu naznaczonego koniec będzie.23

22 kj „w czasie końca” – przyp.tłum.

23 kj „bo wydarzenia te dotyczą Czasu Końca” – przyp.tłum.

Ten baran, któregoś widział mającego dwa rogi, są królowie, Medski i Perski. A ten kozieł kosmaty jest król Grecki, a ten róg wielki, który jest między oczyma jego, jest król pierwszy. A iż złamany jest, a powstały cztery miasto niego, [oznacza, że] czworo królestw z jego narodu powstaną, ale nie z taką mocą. A przy skończeniu królestwa ich, gdy przestępnicy złości dopełnią [por. 1 Mojż. 15:16], powstanie król [papiestwo] niewstydliwej twarzy i chytry; I zmocni się siła jego [spotęguje się władza], aczkolwiek nie jego siłą [papiestwo wzmocniło się dzięki sile różnych europejskich narodów], tak że na podziw będzie wytracał, a szczęśliwie mu się powiedzie, i wszystko wykona; bo wytracał [psuł] będzie mocarzów i [świętobliwy] lud święty; A przemysłem jego poszczęści mu się zdrada w ręku jego, a uwielbi sam siebie w sercu swojem, i czasu pokoju wiele ich pogubi [zniszczy]; nadto i przeciw książęciu książąt powstanie [jako Antychryst], a wszakże bez ręki pokruszony będzie. A to widzenie wieczorne i poranne24 [ta część widzenia], o którem powiedziano [że do oczyszczenia upłynie 2300 wieczorów i poranków], jest sama prawda; przetoż ty zapieczętuj to widzenie, bo jest wielu dni”.

24 kj „o wieczorach i porankach” – przyp.tłum.

Nie zamierzamy szczegółowo tłumaczyć, co oznaczają: baran, kozioł, rogi i inne elementy wspomniane w tych i poprzednich wersetach, uważając, że zostało to już wyjaśnione <str. 98> (zob. str. 27). Dowiedzieliśmy się już, że Rzym, który w rozdziale 7 występuje jako oddzielna bestia ze swoimi rogami, a w rozdziale 2 jako nogi i stopy posągu, tutaj (w rozdziale 8) przedstawiony jest jako jeden z rogów greckiego kozła. Róg ten jako świecki, imperialny Rzym wielce urósł ku południowi i ku wschodowi, potem zaś przeistoczył się w Rzym papieski i „wyrósł aż do wojska niebieskiego”, to znaczy, stał się kościelnym imperium, władzą nad wojskiem, czyli ludem. Podobnie potraktowany jest Rzym w historycznym proroctwie rozdziału 11, jako gałąź rozwoju jednej z części Imperium Greckiego.

Uważa się zwykle, że wspomniana tutaj ofiara ustawiczna, to codzienna, ustawiczna ofiara całopalna składana przez Żydów w Jerozolimie, a jej odjęcia dokonał Antioch Epifanes, o czym już wspominaliśmy. Proroctwo pomija jednak symboliczną Świątnicę i jej ofiary, a mówi o Świątnicy rzeczywistej, Świątyni Bożej albo Chrześcijańskim Kościele (2 Kor. 6:16) i o wypełnieniu obrazowych ofiar całopalnych – chwalebnej ofierze Chrystusa złożonej raz za wszystkich i na zawsze, ustawicznej, na zawsze skutecznej ofierze za grzechy całego świata.

Ofiara ustawiczna Chrystusa nie została zniesiona ani obalona przez papiestwo, lecz zaniechana na skutek rozwiniętej w tym systemie fałszywej nauki, która stopniowo, a w końcu całkowicie i zupełnie usunęła na bok zasługę ofiary Chrystusowej w znaczeniu jej ustawiczności i wiecznej skuteczności. Ta fałszywa nauka to msza lub inaczej: ofiara mszy.

Protestanci mają na ogół całkowicie błędny stosunek do tego tak zwanego sakramentu. Uważają oni, że jest to jedynie przyjęta przez rzymskokatolików forma obchodzenia Pamiątki Wieczerzy naszego Pana. Inni sądzą, że jest to swego rodzaju <str. 99> modlitwa. Poglądy te są jednak całkowicie błędne. Rzymskokatolicka nauka o mszy jest następująca: Śmierć Chrystusa, twierdzą oni, zgładziła pierworodny grzech Adamowy, lecz nie znajduje zastosowania za nasze codzienne upadki, słabości, grzechy i zaniedbania, nie jest ofiarą ustawiczną, wieczną zasługą za wszystkie nasze grzechy, zawsze wystarczającą i skuteczną, aby jako szata zakryć każdy grzech i każdemu skruszonemu grzesznikowi umożliwić powrót do jedności i społeczności z Bogiem. Dla takich grzechów ustanowiona została ofiara mszy, która uważana jest przez papistów za dalszy etap rozwoju ofiary złożonej na Kalwarii. Każde ofiarowanie podczas mszy stanowi nową ofiarę Chrystusa, którą ofiarujący kapłan duchowo stosuje za konkretne osoby i grzechy.

Chrystus, aby mógł być w ten sposób ponownie ofiarowany, musi być najpierw „stworzony” z pszenicznego chleba i wina przez kapłana celebrującego mszę. Jest to zwyczajny chleb i zwykłe wino aż do momentu złożenia ich na ołtarzu, kiedy to, jak się twierdzi, pewne poświęcające słowa zamieniają chleb i wino w rzeczywiste ciało i krew Chrystusa. Odtąd nie jest to już chleb i wino, aczkolwiek wygląd tych przedmiotów nie zmienił się. Taka przemiana nazywana jest transsubstancjacją, czyli przeistoczeniem substancji. Magiczna formuła, która, jak się twierdzi, powoduje przeistoczenie chleba i wina w rzeczywiste ciało i krew Chrystusa, składa się z pięciu słów łacińskich: „Hoc est autem corpus meum”. Twierdzi się też, że każdy kapłan może w ten sposób ponownie stworzyć Chrystusa w ciele, aby mógł być ponownie ofiarowany. Gdy takie stworzenie Chrystusa zostanie dokonane, zabrzmi dzwonek, a kapłan i ludzie padną na kolana, aby oddawać boską cześć i wielbić chleb i wino, które są teraz uznawane za samego Chrystusa. Następnie chleb (istotne ciało Chrystusa, jak powiadają, nierozpoznawalne przy pomocy zmysłów) zostaje złamany. Chrystus jest w ten sposób zabijany, ponownie ofiarowany, wciąż na nowo, za konkretne grzechy, które tym sposobem miałyby być zgładzone.

Podtrzymując tę absurdalną teorię i usiłując uczynić ją spójną, rzymskokatolickie sobory <str. 100> wydały liczne rozporządzenia i wyjaśnienia, a mądrzy (?) teologowie napisali tysiące książek. Naucza się w nich, że jeśliby choć kropla „krwi” (wina) została rozlana, należy ją dokładnie zebrać i spalić, a prochy pochować w poświęconej ziemi. Podobnie rzecz się ma z chlebem („ciałem Chrystusa”), ani odrobina nie może zginąć. Należy starannie zadbać o to, by do „krwi” (wina) nie dostała się mucha albo, żeby okruszyna złamanego „ciała” (chleba) nie została zjedzona przez mysz czy psa. Wybitny teolog, dr Dens, tłumaczy: „Mysz albo pies zjadający najświętsze sakramenty nie spożywa ich sakramentalnie, świadczy to jednak, iż ciało Chrystusa nie przestaje wtedy istnieć pod postaciami eucharystii”.* Rzymskokatolicki (Amerykański) Katechizm tak określa tę naukę:

* Dens, Tract. de Euchar., No. 20, str. 314.

Pytanie: Co to jest święta eucharystia?

Odpowiedź: Jest to sakrament zawierający ciało i krew, duszę i boskość Jezusa Chrystusa w formie i na podobieństwo chleba i wina.

Pyt.: Czy to, co jest początkowo położone na ołtarzu w celu odprawienia mszy nie jest najpierw chlebem i winem?

Odp.: Tak, dokąd kapłan nie wypowie formuły konsekracyjnej w czasie mszy, jest to tylko chleb i wino.

Pyt.: Co dzieje się na skutek wypowiedzenia tych słów?

Odp.: Chleb zamienia się w ciało Jezusa Chrystusa, a wino w jego krew.

Pyt.: Jak nazywa się ta zmiana?

Odp.: Nazywa się transsubstancjacją, czyli inaczej mówiąc: przemianą jednej substancji w drugą.

Pyt.: Co to jest msza?

Odp.: Msza jest nieustanną [„codzienną”, „ustawiczną”] ofiarą nowego prawa, w której Chrystus, nasz Pan, za pośrednictwem kapłana składa swemu Niebiańskiemu Ojcu bezkrwawą ofiarę z samego siebie pod postaciami chleba i wina, tak jak na krzyżu złożył ofiarę krwawą. <str. 101>

Pyt.: Jaka jest różnica między ofiarą mszy a ofiarą Krzyża?

Odp.: Ofiara mszy jest z natury taką samą [tego samego rodzaju] ofiarą jak złożona na Krzyżu; różni się od niej jedynie sposobem ofiarowania.

Pyt.: Jaki jest rezultat mszy jako ofiary ubłagania [zadośćuczynienia]?

Odp.: Dzięki niej od Boskiego miłosierdzia otrzymujemy: po pierwsze, łaskę skruchy oraz pokuty dla przebaczenia grzechów; i po drugie, złagodzenie doczesnej kary, na jaką zasługuje grzech.

Pyt.: Komu msza przynosi korzyść?

Odp.: Cały kościół, tak żywi jak umarli, odnosi ogólną korzyść z ofiarowania mszy. Szczególnie korzystają z niej: po pierwsze, najwięcej – celebrujący ją kapłan; po drugie, ci, za których jest ona szczególnie składana; i po trzecie, ci, którzy ją wspierają w poświęceniu [tj. wierni, którzy uczestniczą w mszy]”.

To samo źródło podaje: „Ten, który ofiaruje, to kapłan; postrzegalny przedmiot, który jest ofiarowany, nazywamy żertwą; miejsce ofiarowania nazywamy ołtarzem. Te cztery pojęcia – kapłan, żertwa, ołtarz i ofiara – są nierozłączne: każda z nich wymaga pozostałych”.

Dalej, tłumacząc tę ceremonię, mówi o kapłanie:

„Następnie wypowiada tajemnicze słowa konsekracji, adoruje przyklękając i dokonuje podniesienia Świętego Ciała i Świętej Krwi ponad głowę. Na dźwięk dzwonka ludzie oddają cześć klękając i bijąc się w piersi na znak pokuty za swe grzechy. Kapłan błaga, aby Bóg łaskawie przyjął ofiarę”.

Jako ostatnie świadectwo dotyczące tego tematu cytujemy krótki fragment z Kanonów Soboru Trydenckiego:*

* Concil. Trid., Sess. 22. De Sacrificio Missae.

Kanon 3. „Jeśliby ktokolwiek powiedział, że msza jest jedynie uwielbiającym i dziękczynnym nabożeństwem albo samym upamiętnieniem ofiary złożonej na krzyżu, a nie [sama w sobie] <str. 102> ofiarą ubłagania [tj. ofiarą zadośćuczynienia za grzechy]; albo, że przynosi ona błogosławieństwo tylko temu, który ją przyjmuje, a nie powinna być składana za żywych i umarłych, za grzechy, karę, zaspokojenie i inne konieczne rzeczy: Niech będzie [kto zaprzecza mocy tej ofiary] przeklęty”.

Widzimy więc, że papiestwo wprowadziło fałszywą, pozorną ofiarą na miejsce wiecznej, zupełnej ofiary złożonej na Kalwarii raz na zawsze i nie wymagającej powtarzania. W ten sposób dzieło Chrystusa zostało przez papiestwo pozbawione słusznie mu należnego znaczenia ofiary ustawicznej, a zastąpione zostało oszustwem dokonywanym przez księży. Nie ma potrzeby szczegółowego zastanawiania się nad przyczynami, dla których papiestwo zapiera się prawdziwej Ofiary Ustawicznej i odrzuca ją, wprowadzając na jej miejsce „obrzydliwość” – mszę, gdyż większość naszych czytelników zna tę naukę i wie, że odprawianie przez kapłanów mszy jako ofiary za grzechy, bez której nie ma odpuszczenia ani darowania kary, stanowi samą podstawę rozmaitych zabiegów czynionych przez Kościół Rzymski w celu wyciągnięcia od ludzi pieniędzy na pokrycie kosztów jego ekstrawagancji i luksusów. „Rozgrzeszenia”, „odpusty” oraz inne domniemane dobrodziejstwa, łaski, przywileje i immunitety w obecnym i przyszłym życiu, za żywych i umarłych, mają źródło w bluźnierczej nauce mszy, w fundamentalnej doktrynie odstępstwa. Z tytułu władzy i autorytetu przynależnych kapłanom dzięki celebrowania ofiary mszy, ludzie aprobują ich bluźniercze pretensje do posiadania i korzystania z rozmaitych przywilejów należnych jedynie Chrystusowi.

O tym, że błąd ten ma znaczenie fundamentalne, świadczy historia Reformacji w Niemczech i Szwajcarii. Zaczęła się ona jako protest przeciwko odpustom, lecz wkrótce zaczęto kwestionować także transsubstancjację <str. 103> – ofiarę mszy. Kamieniem Węgielnym Reformacji było przekonanie, że odpuszczenia grzechów dokonywane jest wyłącznie przez Chrystusa na skutek ofiary złożonej na Kalwarii, a nie za pośrednictwem odpustów, konfesjonałów i mszy. Istotnie, kwestia mszy leżała u podstaw niemal wszystkich prześladowań wszczynanych przez Rzym. Biskup Tilotson zauważa, że: „Jest ona [transsubstancjacjamsza] w Kościele Rzymskim wielce palącym problemem i tak, jak jest absurdem i niedorzecznością, tak za zaparcie się jej zamordowanych zostało prawdopodobnie więcej ludzi niż z powodu wszystkich innych artykułów rzymskiej wiary”.

Katolicy oczywiście twierdzą, że msza została ustanowiona przez Chrystusa i apostołów, jednak najwcześniejsza wzmianka na ten temat, którą byliśmy w stanie odnaleźć pochodzi z soboru, który odbył się w Konstantynopolu w roku 381. Proroctwa nie wypowiadają się na temat daty wprowadzenia tego plugawego błędu, aczkolwiek za jego sprawą papiestwo stało się „obrzydliwością spustoszenia” zanim zostało „postawione” otrzymawszy władzę w 539 r. n.e.

Proroctwo oświadcza: „Bo przezeń odjęta była [od Chrystusa] ustawiczna ofiara”, a następnie dodaje: „i zarzucone miejsce25 Świątnicy Bożej”. Miejscem, czyli prawdą fundamentalną, na której zbudowani są prawdziwie poświęceni, czyli klasa Świątnicy, jest prawda, że Pan Jezus, który ofiarował samego siebie, aby odkupić wszystkich, może doskonale zbawić tych, którzy przezeń przystępują do Boga, nie potrzebując innego pośrednika – kapłana, biskupa czy papieża – ani innej ofiary, gdyż takowa, zawierając sugestię, że wspaniała ofiara okupowa Chrystusa nie jest wystarczająca, byłaby obrzydliwością przed obliczem Bożym (Hebr. 7:25, 10:14).

25 kj „podstawa”– przyp.tłum.

Wspomniana nauka o okupie jest miejscem, na którym wzniesiona jest Świątnica – Kościół poświęconych. Gdy tylko „ofiarę <str. 104> ustawiczną” uczyniono bezużyteczną i zastąpiono ją mszą, zaraz nadeszły klęski zapowiedziane przez proroka. Wojsko (nominalni chrześcijanie) zostało „podane w przestępstwo”, dając się z łatwością prowadzić przez fałszywy system, który wywyższył samego siebie (w osobie papieża, swej głowy) nawet aż do księcia, czyli dowódcy tego wojska. „I porzucił prawdę na ziemię”, a także tych z onego wojska i z lśniących świateł – nauczycieli, którzy mocno trzymali się Prawdy i nie chcieli przyłączyć się do tego przestępstwa; i jak już wiemy z poprzednich rozdziałów, w jego postępowaniu zdumiewająco mu się szczęściło.

Czyż należy się dziwić, że owo wielkie odstępstwo doprowadziło do tak głębokiej bezbożności, skoro została naruszona sama podstawa wiary chrześcijańskiej? Jeden błąd wiódł do następnego, aż pozostały jedynie zewnętrzne pozory Prawdy i pobożności, a pustosząca obrzydliwość usadowiła się w świątyni Bożej, plugawiąc tak Świątnicę, jak i wojsko oraz wywyższając swoją głowę do pozycji namiestnika albo przedstawiciela Chrystusa.

Między scenami, przedstawiającymi sukcesy odnoszone przez obrzydliwość spustoszenia, Daniel usłyszał pytanie zadane przez świętych: „Dokądże to widzenie o ofierze ustawicznej i przestępstwo pustoszące trwać będzie, i święte usługi, i wojsko na podeptanie poddane będzie?” Od czasu, gdy obrzydliwość została postawiona, zawsze znajdowali się tacy, którzy mniej lub bardziej wyraźnie dostrzegali jej plugawy charakter i pełni niepokoju wołali do Boga: Dokądże, o Panie! Prawda będzie leżała podeptana w błocie, a błąd, bluźnierstwo i obrzydliwość będą cieszyć się powodzeniem? Dokądże Antychryst „pijany krwią świętych i męczenników Jezusowych” będzie odnosił niezwykłe sukcesy, upijając i zwodząc narody? (Obj. 17:2,6, 14:8, 18:3) Uprzedzając ich, Danielowe i nasze pytania, Bóg przez swego posłańca zawczasu udzielił odpowiedzi. Choć słowa te przed Czasem Końca nie mogły być zrozumiane <str. 105> nawet w zarysie, to jednak przez ustanowienie ograniczenia czasowego Bóg zapewnił Daniela i innych, że w pełni panuje nad sytuacją, tak iż nie może się zdarzyć nic, co by nie było przez Niego kontrolowane i ostatecznie nie przyniosło pozytywnych rezultatów. Odpowiedź ta nie wyznacza początku dzieła oczyszczania, lecz okres, w którym praca ta w pewnej mierze będzie wykonana. Odpowiedź brzmi następująco:

„Aż do dwóch tysięcy i trzech set dni;
tedy będzie Świątnica oczyszczona”[kj].

Badacz zastanawiający się nad tym okresem czasu natychmiast zauważy, że nie może tutaj chodzić o literalne dni, ponieważ 2300 dni stanowiłoby nieco mniej niż osiem lat, a przecież proroctwo bez wątpienia odnosi się do długiego czasu splugawienia Świątnicy i podeptania Prawdy. Ponadto, należy zauważyć, że przepowiedziane było, iż 2300 dni skończy się w pewnym momencie okresu zwanego „Czasem Końca”, gdyż Gabriel powiedział: „Wyrozumiej, synu człowieczy! bo czasu pewnego26 to widzenie się wypełni”, a także: „Oto ja tobie oznajmię, co się dziać będzie aż do wykonania tego gniewu; bo czasu naznaczonego koniec [wypełnienie] będzie”.27

26 kj „w czasie końca”– przyp.tłum.

27 kj „bo dotyczy ono [wypełnienie – przyp. autora] naznaczonego czasu końca”. Często występujące w Proroctwie Daniela wyrażenie, tłumaczone w bg jako „czas naznaczony”, właściwie należałoby na podstawie hebrajskiego oryginału rozumieć jako „czas ostateczny” lub też „czas końca”. Tak tłumaczy kj i nowe przekłady polskie – przyp.tłum.

Gabriel w swym wyjaśnieniu odnosi się do całej wizji i częściowo tłumaczy rozmaite symbole; kończy zaś zapewnieniem, że 2300 dni to okres, w którym wszystko się wykona.

Daniel, który myślał szczególnie o Izraelu i o wypełnieniu Bożych obietnic danych ojcom, uświadomił sobie, że wszystko, co usłyszał, nie może zmieścić się w 2300 literalnych dniach, tym bardziej, że Gabriel rzekł: „Przetoż ty zapieczętuj to widzenie, bo jest wielu dni”. Aczkolwiek nie wiedział, jak długo będzie trwał każdy z symbolicznych dni, to jednak widząc ile jeszcze nieszczęść ma spaść na lud Boży, zachorował w swym sercu, nie zdając sobie sprawy, że nazwa ta będzie odnosić się nie do cielesnego, lecz duchowego Izraela. Czytamy (nb): <str. 106> „Wtedy ja, Daniel, zemdlałem i chorowałem przez kilka dni;” oraz „byłem jednak zaniepokojony widzeniem i nie rozumiałem go”. I dobrze, że ani Daniel, ani dzieci Boże nie otrzymali przed Czasem Końca jaśniejszego zrozumienia owej strasznej wizji o władzy papiestwa oraz o prześladowaniach i cierpieniach świętych. Nasz miłosierny Ojciec Niebieski, aczkolwiek zamierzał doświadczyć swój lud w piecu ucisku i prześladowań, aby przygotować go do wejścia w przyobiecany bezmiar przyszłej chwały, postępuje z nami wedle zasady: „Dosyćci ma dzień na swoim utrapieniu”.

Daniel, który bardziej był zainteresowany losami Izraela niż perskim „baranem” czy też greckim kozłem, a z Proroctwa Jeremiasza wiedział, że karą za grzechy Izraela było siedemdziesiąt lat niewoli babilońskiej, sądził, iż ostatnio otrzymana wizja o nadchodzących prześladowaniach (zamiast wywyższenia i chwały, których oczekiwał) świadczy o grzechu Izraela i o Boskim gniewie. Modlił się zatem żarliwie o przebaczenie grzechów Izraela i o wypełnienie obietnicy danej ojcom. Zapisane to jest w Dan. 9:2-19. Daniel nie dostrzegał zarysów Boskiego planu tak, jak rozumiemy je dzisiaj. Niemniej jednak jego żarliwość i wiara w obietnice były przyjemne Bogu, który wyjawił mu przeto nieco więcej z tego widzenia – dodając dalszy ciąg albo też rozwinięcie – w zakresie, w jakim odnosiło się ono do narodu izraelskiego. Daniel sądził, że siedemdziesiąt lat spustoszenia ziemi izraelskiej, kiedy to lud znajdował się w Babilonie, miało zostać przedłużone o „wiele” (2300) dni. Bóg poprawił to błędne zrozumienie posyłając Gabriela, aby poinformował proroka, że niewola zakończy się, gdy upłynie siedemdziesiąt lat, a Jerozolima i świątynia zostaną odbudowane, aczkolwiek w bardzo trudnych czasach.

Podczas modlitwy Daniela dotyczącej niewłaściwie przez niego zrozumianej wizji o 2300 dniach, które, jak sądził, stanowią przedłużenie <str. 107> 70 lat niewoli babilońskiej, został posłany Gabriel, aby poszerzyć tłumaczenie źle rozumianej wizji. Tak więc: (Dan. 9:21-27 bt):

„Przybył, rozmawiał ze mną i powiedział: Danielu, wyszedłem teraz, by ci dać całkowite zrozumienie. Gdy zacząłeś swe błagalne modlitwy, wypowiedziano [kolejne] słowo, ja zaś przybyłem, by ci je oznajmić. Ty jesteś bowiem mężem umiłowanym. Przeniknij więc [owo kolejne] słowo i zrozum widzenie [o 2300 dniach]: Ustalono [odłożono, określono] siedemdziesiąt tygodni [70 × 7 = 490] nad twoim narodem [Izraelem] i twoim świętym miastem [Jerozolimą]” itd.*

* W celu przebadania tego proroctwa zob. Tom II, rozdz. iii, str. 63.

Należy tu zwrócić uwagę, że 490 dni stanowi część 2300 dni – część, która była przedmiotem szczególnego zainteresowania Daniela i stanowiła odpowiedź na jego modlitwę o powrót Izraela z Babilonu (zob. wersety 12,16-18). Skoro siedemdziesiąt tygodni, czyli 490 dni, było początkowym okresem 2300 dni, to ich wypełnienie nie tylko że stanowi wskazówkę dla wyznaczenia początku 2300 dni, lecz także świadczy, jaki sposób liczenia czasu (literalny czy też symboliczny) został tutaj zastosowany (zob. 1 Piotra 1:11). Ponadto wypełnienie proroctwa o „siedemdziesięciu tygodniach” stanowi pieczęć uwierzytelniającą dla proroka Daniela i dla wszystkich jego proroctw, a szczególnie dla „wizji” o 2300 dniach. Dlatego też przepowiedziane było, że siedemdziesiąt tygodni miało między innymi służyć „zapieczętowaniu widzenia i proroka”.

Wiedząc zatem, że symboliczne siedemdziesiąt tygodni, czyli 490 dni, wypełniło się w latach i jako początkowy okres 2300 dni oraz stanowiło Bożą pieczęć albo uwierzytelniający znak dla całego widzenia, spróbujemy policzyć, kiedy zakończy się cały ten okres. Odejmując 490 dni, które wypełniły się w czasie pierwszego przyjścia, od 2300 otrzymujemy różnicę 1810. Tak więc <str. 108> 1810 lat (proroczych, symbolicznych dni) stanowi miarę od zakończenia się siedemdziesięciu tygodni do czasu oczyszczenia klasy Świątnicy od rozmaitych plugastw wprowadzonych przez papiestwo – pustoszącą obrzydliwość, która przez tak wiele lat plugawiła świątynię Bożą.

Jak już wcześniej wykazaliśmy, śmierć Mesjasza miała miejsce wiosną roku 33 n.e.* i była to połowa ostatniego z siedemdziesięciu tygodni, którego koniec nastąpił zatem pół tygodnia, czyli trzy i pół roku później – jesienią 36 r. n.e. Przeto po 1810 latach, jakie upłynęły od jesieni 36 r. n.e., tj. jesienią 1846, wypełniło się widzenie o 2300 dniach; był to czas, w którym Świątnica miała zostać oczyszczona.

* Zob. Tom II, str. 68.

Wobec spełnienia się czasu tego proroctwa należałoby się spodziewać, że tak jak i w innych przypadkach, fakty jasno potwierdzające jego wypełnienie powinny znaleźć się zapisane na kartach historii. Aczkolwiek historycy zwykle nie wierzą ani w Biblię, ani w biblijnego Boga, to jednak bez ich wiedzy Bóg steruje ich pracą, tak, że ilekroć wypełnia się proroctwo, potwierdzające to fakty są przez nich nieomylnie odnotowywane i to zawsze w oparciu o dobre i wiarygodne źródła. Tak też było w przypadku oczyszczenia Świątnicy.

Jak twierdzą wszyscy współcześni historycy, ruch określany przez nich mianem Wielkiej Reformacji miał swój początek w XVI wieku – tylko katolicy nazywają go wielkim rokoszem. Można by uważać, że odtąd rozpoczęło się oczyszczanie Świątnicy. Pamiętajmy, że Świątnica została zanieczyszczona różnymi błędami i odpowiadającymi im złymi tendencjami, a punktem szczytowym było wprowadzenie mszy, któremu towarzyszyło głębokie zepsucie wojska (rzesz <str. 109> nominalnego kościoła). Doprowadziło to do haniebnej sprzedaży „odpustów”, co stało się istotną przyczyną powstania ruchu reformacyjnego. Aczkolwiek klasa Świątnicy była także w znacznym stopniu splugawiona, tj. podana w przestępstwo, to jednak, na skutek straszliwych rezultatów błędu, jej oczy zostały na to otwarte. Zgodnie z tym, myślą przewodnią Wielkiej Reformacji było usprawiedliwienie z wiary przez „ustawiczną ofiarę” Chrystusa, która nie potrzebuje powtarzania, w przeciwieństwie do twierdzeń, że przebaczenie następuje na skutek pokuty i mszy składanej na nieczystym ołtarzu Antychrysta.

Było to stosowne miejsce, od którego winna się rozpocząć reformacja: fundament – usprawiedliwienie [oczyszczenie] przez wiarę w „ofiarę ustawiczną”. Należy jednak zauważyć, że proroctwo nie mówi, że w tamtym czasie zostanie oczyszczone wojsko, lecz tylko klasa Świątnicy. Wojsko nie zostało oczyszczone. Zachowało błąd i aż do dnia dzisiejszego go podtrzymuje. Tymczasem poświęceni – Świątnica, wyrzekli się błędu i cierpieli dla Prawdy, często aż do śmierci.

Był to wszakże dopiero początek procesu oczyszczania. Przebudzony lud wkrótce zauważył, że więcej było takich plugawiących błędów wprowadzonych w okresie działania i powodzenia papiestwa. Luter, duchowy przywódca Reformacji, nie poprzestał na jednym błędzie, lecz próbował odrzucić wiele innych. 31 października 1517 roku przybił on do drzwi kościoła w Wittenberdze dziewięćdziesiąt pięć tez, z których każda sprzeciwiała się naukom papiestwa. Dwudziesta siódma zawierała zaprzeczenie poglądu o rzekomo wrodzonej nieśmiertelności człowieka. Tezy te zostały przez Papieża Leona X potępione jako herezja. W odpowiedzi Luter (w roku 1520), nie przebierając w słowach, potępił nauki: o transsubstancjacji i nieśmiertelności człowieka oraz pretensje papieża do sprawowania urzędu „cesarza świata, króla niebios i boga na ziemi” określając je mianem „monstrualnych poglądów, które można znaleźć na rzymskim gnojowisku dekretałów

Niestety! Tak szlachetnie i odważnie rozpoczęte dzieło „oczyszczenia” <str. 110> było zbyt radykalne, aby mogło zyskać popularność. Przyjaciele i wielbiciele Lutra oraz jego współpracowników, postępując wedle wskazań mądrości tego świata, znacznie przyczynili się do pokonana ich przy pomocy polityki, ostrożności, „pochlebstw” i obietnic pomocy i powodzenia (zob. Dan. 11:34,35). Wielu spośród niemieckich książąt zostało gorliwymi zwolennikami śmiałych reformatorów, którzy mieli tak wiedzę, jak i odwagę, aby zaatakować system, przed którym od wieków drżeli królowie. Książęta pomogli reformatorom i wydaje się, że ich pomoc była niezbędna dla zwycięstwa tego ruchu. W zamian zaś uzyskali od reformatorów uznanie ich prawa (?) do sprawowania królewskiej władzy

Musimy pamiętać, że ruch reformacyjny był przewrotem przeciwko tyranii tak religijnej, jak i politycznej. Stało się to przyczyną swego rodzaju sympatii i współpracy między dwoma rodzajami reformatorów. Omawiając ten aspekt Reformacji prof. Fisher* pisze:

* Fisher, Universal History [Historia Powszechna], str. 402-412.

O Szwajcarii: „Rozprawy reformatora kościoła, Zwingli’ego, nacechowane były patriotyczną gorliwością w dążeniu do moralnej i politycznej odnowy Szwajcarii”.

O czasach Jana Kalwina i rządu genewskiego: „Po rewolucji cywilnej nastąpiła kościelna. Protestantyzm został ustanowiony religią państwową (w 1535 roku), a Kalwin stał się faktycznym prawodawcą dla miasta. Było to państwo kościelne”.

O Skandynawii: „Władza monarchiczna w krajach skandynawskich zbudowana została w oparciu o reformację”.

O Danii: „Nowa [protestancka] doktryna dotarła do kraju i zyskała popularność. Obrończynią jej była szlachta, która z zawiścią patrzyła na posiadłości kościoła [Rzymskokatolickiego]”. <str. 111>

O Szwecji: „Miała miejsce wielka rewolucja polityczna, która obejmowała także rewolucję religijną”.

O Niemczech: „Pogróżki pod adresem protestanckich książąt skłoniły ich do zawarcia Związku Szmalkaldzkiego w celu wzajemnej obrony. Okazało się, że utrzymanie polityki represji wobec luteran było niewykonalne”. „Na sejmie w Augsburgu w 1555 został zawarty pokój religijny. Każdemu z książąt wolno było wybrać między religią katolicką a [reformacyjnym] Wyznaniem Augsburskim, a religia, którą wybrał książę, miała być wyznawana na terenie podległym jego władzy. Oznacza to, że rząd miał wybrać religię dla swych poddanych.”

Biorąc pod uwagę okoliczności polityczne panujące w tamtym czasie oraz to, że sami przywódcy reformacyjni zaczynali dopiero uświadamiać sobie niektóre z moralnych i kilka zaledwie z doktrynalnych błędów papiestwa, powinniśmy być raczej pełni podziwu dla szybkich kroków podejmowanych w prawidłowym kierunku, aniżeli surowo potępiać ich za to, że proces oczyszczania nie został poprowadzony jeszcze dalej. Jednakże gdy protestanckie kościoły połączyły się z państwem, rozwój reform utknął w martwym punkcie. Wkrótce wierzenia przyjęły formę nieomalże równie nieugiętą i przeciwną wzrostowi wiedzy, jak rzymskie dekrety. Aczkolwiek były bliższe prawdy niż rzymskie, to jednak stanowiły zniewolenie choć o nieco większej dozie swobody.

Tak oto podobny typ związku kościoła z państwem, który już wcześniej w papiestwie wyrządził wielką szkodę Prawdzie, stał się sidłem użytym przez przeciwnika w celu zahamowania i powstrzymania tak szlachetnie rozpoczętego „oczyszczania Świątnicy”. Reformacja i oczyszczanie zostały na pewien czas zaniechane, a reformatorzy swoją uwagę skupili na działalności organizacyjnej, na łataniu i polerowaniu tak hałaśliwie wcześniej potępianych papieskich dogmatów. W ten sposób reformatorzy zostali przez Szatana wpędzeni w sidła <str. 112> takiego samego „wszeteczeństwa” (związku kościoła z państwem), jakie potępiali w Kościele Rzymskim. I tak śmiertelna rana zadana papiestwu, została na pewien czas uleczona (Obj. 13:3).

Rozpoczęte i przerwane „oczyszczanie” miało jednak zostać podjęte na nowo i być kontynuowane, gdyż przed upływem 2300 lat Świątnica miała być oczyszczona. Tak też się i stało. Początkowa reformacyjna zasada zwrócenia się do Biblii, jako jedynej podstawy wiary, posiała ziarno, które kiełkowało od tamtego czasu wielokrotnie, doprowadzając do kolejnych reform, pomimo iż czołowi reformatorzy prędko usiłowali powstrzymywać rozwój reformy poza wyznaczone przez nich granice. W tym celu ustanawiane były creda i obwarowania wiary, których nikomu, niezależnie od biblijnych podstaw, nie wolno było przekroczyć bez ściągnięcia na siebie klątwy za „herezję”.

Spoglądając na drogę, którą przeszedł Kościół od czasów Lutra aż do naszych dni, dostrzegamy jak krok po kroku postępowało dzieło reformy i oczyszczania. Na każdym etapie wszakże pojawiała się taka sama tendencja: kolejny krąg reformatorów, wykonawszy przynależny im niewielki zakres oczyszczania, zatrzymywał się i dołączał do innych, sprzeciwiając się dalszym reformom i oczyszczaniu.

Kościół Anglikański, zarzucając niektóre rażące nauki i praktyki Kościoła Rzymskiego, twierdził jednocześnie i nadal to zresztą podtrzymuje, że stanowi jedyny prawdziwy kościół, a jego biskupi mają prawo do sukcesji apostolskiej, a zatem i do najwyższego zwierzchnictwa nad dziedzictwem Bożym. Ta „córka” Rzymu, opuszczając „matkę”, przyjęła wyciągniętą w jej kierunku rękę Anglii, a suwerena tego imperium uczyniła głową kościoła. Była to jednak reforma; zdążała ona we właściwym kierunku, aczkolwiek, podobnie jak w wypadku córki luterańskiej, stanowiła tylko częściowe oczyszczenie. Kalwin, Knox i inni spostrzegli, <str. 113> że pod wpływem papieskich nonsensów całkowicie zagubiona została właściwa ocena Bożej umiejętności przewidywania zachodzących wydarzeń. Odrzucili więc koncepcję utrzymującą, że powodzenie Boskiego planu jest całkowicie zależne od wysiłków upadłego człowieka, a ich poglądy przyczyniły się do wykazania, że zwycięstwo Kościoła nie jest zależne od siły państwa i nie jest osiągane za pomocą broni cielesnej. Ludzie ci dokonali wspaniałego i wartościowego dzieła, które zrodziło więcej dobrych owoców niż się to zwykle zauważa, a jednak zostali oślepieni innymi, nie rozpoznanymi, zanieczyszczającymi błędami, tak iż bronili fałszywego poglądu, utrzymującego, że wszyscy, którzy nie zostali wybrani do stanu niebiańskiego, są skazani na wieczne męki. Wkrótce ich nauki wykrystalizowały się pod nazwą prezbiterianizmu i poza początkowym głoszeniem, że boskie wyroki są niezmienne, ruch ten w niewielkim stopniu pomógł w reformacji i oczyszczaniu. Wręcz przeciwnie, podobnie jak jego siostrzane sekty, uczynił wiele, aby zahamować i powstrzymać dzieło oczyszczania.

Zwolennicy Wesley’a i ich współpracownicy, znużeni powszechnie panującym chłodnym formalizmem – naturalnym skutkiem połączenia państwa z kościołem – usiłowali choć częściowo zmienić tę sytuację przez podkreślanie znaczenia osobistej świętości wynikającej z indywidualnej wiary i społeczności z Chrystusem i nauczanie, że przez samo urodzenie się w tak zwanym chrześcijańskim kraju i przez zaliczanie się z urodzenia do państwowo-kościelnej organizacji człowiek nie staje się chrześcijaninem. Do tego momentu był to wspaniały ruch wnoszący niezbędny wkład w dzieło „oczyszczania”. Jednak zamiast podążać nadal drogą prostoty i doskonałości kościoła pierwotnego, Wesley, podobnie jak inni, wkrótce doszedł do wniosku, że dzieło reformowania i oczyszczania zostało ukończone i wraz z innymi przystąpił do organizowania Kościoła Metodystów, ogradzając tę organizację credami, przepisami i normami, aby skutecznie powstrzymać dalszy rozwój i oczyszczanie. Unitarianie i uniwersaliści, choć także nie wolni od pomyłek, podejmowali podobne próby odrzucania nieczystych błędów i udawało im się to, albo nie, w takim samym stopniu jak innym. <str. 114>

Działalność baptystów stanowi kolejny przykład wysiłków podejmowanych w celu oczyszczenia Świątnicy. Odrzucając jeszcze inny błąd wprowadzony przez papiestwo w odniesieniu do chrztu, zaprzeczali oni poglądowi, jakoby pokropienie niewierzącego niemowlęcia miało stanowić chrzest dla wierzących, albo że w ogóle pokropienie symbolizuje cokolwiek, co miałoby związek z nauką Chrystusa. Jednakże poza poprawnym nauczaniem o zewnętrznej formie, czyli o symbolu chrztu, baptyści uczynili niewielki postęp, a obecnie stają często w szeregu tych, którzy sprzeciwiają się i powstrzymują proces dalszego oczyszczania.

Kolejny ruch reformatorski znany jest pod nazwą „Kościoła Chrześcijan” albo „Uczniów”. Sekta ta została zorganizowana w 1827 roku przez Aleksandra Campbella. Reformy, które szczególnie popierali członkowie tej organizacji to: apostolska prostota w zarządzaniu kościołem, Biblia jako jedyne credo, równość wszystkich członków Chrystusa w Nim jako Głowie całego Kościoła oraz zupełne zniesienie tytułów duchownych, takich jak wielebny czy doktor teologii, jako rzymskich i przeciwnych czystości chrześcijańskiej i duchowi Chrystusowemu, który mówi: „Wyście wszyscy braćmi, a jeden jest mistrz wasz, Chrystus”. Aż dotąd zamierzone oczyszczenie było słuszne i przyniosło dobre owoce w postaci rozwoju myśli i wolności w niektórych wyznaniach religijnych, lecz grupa, która to dzieło zapoczątkowała, zaniechała, jak i inne, dalszych przemian i dzisiaj jej duch reformatorski jest już martwy, gdyż mimo twierdzeń, że Biblia stanowi jedyne credo, wpadli w koleinę i kręcą się w koło nie czyniąc postępu w rozumieniu Prawdy. Głosząc wolność od creda i więzów ludzkiej tradycji, nie potrafią tej wolności wykorzystać i tak ich duch jest związany, a w konsekwencji nie wzrastają w łasce i znajomości. Aczkolwiek nie związani żadnym pisanym credem, to jednak przez szacunek dla tradycji i wielkich ludzi, jak i za sprawą samozadowolenia, zastygli i przespali pracę przy dalszym oczyszczaniu Świątnicy, a nawet cofają się wstecz w stosunku do zajmowanych pierwotnie pozycji. <str. 115>

Wspomnieliśmy tu zaledwie o kilku reformatorach i ruchach reformacyjnych, co nie oznacza, że odrzucamy czy ignorujemy pozostałe. Bynajmniej: reformacja była ruchem powszechnym i wszyscy prawdziwi, uczciwi chrześcijanie mieli pewien udział w pracy oczyszczania. Wielka trudność polega na tym, że niewielu z ludzi, którzy wynieśli z dzieciństwa uprzedzenie i którzy zachwycają się hałaśliwymi i chełpliwymi pretensjami fałszywych nauk, jest w stanie dostrzec prawdziwe rozmiary błędu i konieczność czynienia ciągłego postępu w procesie oczyszczania, a i tych niewielu wraz z ich osiągnięciami nie omieszkał wykorzystać przeciwnik, Szatan, w celu wiązania świętych i powstrzymywania dzieła oczyszczania.

Inna reforma, pod pewnymi względami najbardziej ze wszystkich gruntowna, rozpoczęła się wkrótce po ostatniej z powyżej wspomnianych. Opisywaliśmy ją pokrótce w poprzednim rozdziale. Jako narzędzie do przeprowadzenia tej reformy został użyty pan William Miller z Massachusetts, związany z wyznaniem baptystów. Zwrócił on uwagę Kościoła zarówno na objawiony w Biblii czas, jak i porządek Boskiego planu. Dostrzegł, iż okresom czasu odnotowanym przez proroków towarzyszy stwierdzenie, że zrozumieją to w słusznym czasie tylko prawdziwie mądrzy i takim też pragnął się on okazać. Badał i odkrył wiele niezmiernie interesujących prawd, o których zapomniano na skutek podążania za tradycją rzymską, a między innymi to, że wtóre przyjście naszego Pana miało na celu udzielenie wierzącym Boskiego błogosławieństwa w postaci życia, podczas gdy celem pierwszego przyjścia było nabycie świata oraz że w swej istocie okup i przywrócenie stanowią dwie części tego samego planu odkupienia.

Dla uczciwego i szczerego serca, uświadomienie sobie takiej dobrej nowiny musi być równoznaczne z jej ogłoszeniem. Tak też uczynił. Odkrycie tej prawdy doprowadziło do odrzucenia pewnych błędów, a zatem wśród tych, którzy dostali się pod jego wpływ, przeprowadzone zostało dzieło oczyszczenia. Doszedł on, na przykład, do wniosku, że skoro celem wtórego przyjścia jest „założenie” Królestwa i wywyższenie Kościoła, to oczywiste jest, <str. 116> że pretensje kościołów współdziałających z ziemskimi królestwami (z których każde twierdzi że jest królestwem Boga, a zatem obecnie jest już upoważnione do królowania i sprawowania władzy nad światem) są jedynie uzurpacją, skoro bowiem Królestwo Chrystusa nie zostało jeszcze „założone”, to ci, którzy już dzisiaj coś „pozakładali”, musieli przyjąć to wywyższenie z rąk „księcia tego świata” (Szatana) i muszą pracować na jego korzyść, nawet jeżeli sobie tego nie uświadamiają.

Inny błąd, do obalenia którego przyczynił się swoim nauczaniem pan Miller, to wrodzona nieśmiertelność człowieka. Pogląd ten od dawna utrzymywał, że człowiek z przyrodzenia jest istotą nieśmiertelną, to znaczy, że raz stworzony nigdy nie może umrzeć, a śmierć jest jedynie zwodniczą iluzją; że to tylko tak wygląda, jakby człowiek umierał, lecz w rzeczywistości wcale tak nie jest; następuje tylko przemiana formy, kolejny krok na drodze „ewolucji”. Przekonania pana Millera były w tym względzie podobne jak innych, lecz prawdy, na które zwrócił uwagę, a szczególnie wtóre przyjście i zmartwychwstanie, od razu stanęły w wyraźnej sprzeczności z tym zgubnym błędem zaprzeczającym zmartwychwstaniu; skoro bowiem nikt nie jest umarły, to i wtóre przyjście Pańskie, i zmartwychwstanie nie są konieczne. Dokładniejszą analizę tego zagadnienia odłożymy do jednego z następnych tomów naszego dzieła, w którym wykażemy, że nieśmiertelność i życie wieczne są łaskami, które otrzymać można jedynie przez Chrystusa i nigdy nie były ani obiecane, ani darowane niepobożnym. Na bazie idei ludzkiej nieśmiertelności wyrasta rzymska nauka o czyśćcu i jeszcze okropniejsza protestancka nauka o wiecznej niedoli zamiast nie kończących się mąk. Argumentują oni: Jeżeli człowiek musi żyć wiecznie (skoro jest nieśmiertelny, to nawet Bóg nie mógłby go zniszczyć), to jego życie musi być albo wieczną szczęśliwością, albo wieczną niedolą. Jeśli, dalej powiadają oni, człowiek w momencie śmierci odsyłany jest do stanu wiecznie trwającego, to przeważająca większość musiałaby zatem być poddana wiecznym mękom, gdyż w tych kilku latach ziemskiego <str. 117> życia albo nie udało im się dowiedzieć o właściwej drodze postępowania, albo, zdobywszy tę wiedzę, nie byli zdolni za nią podążać ze względu na odziedziczone słabości.

Tak oto przez głoszenie wtórego przyjścia Chrystusa i zmartwychwstania, które jak twierdzono, miały nastąpić w tamtym czasie, został wyrwany i odrzucony korzeń wielu druzgoczących błędów. Inteligentni i myślący ludzie poczęli się zastanawiać, dlaczego Pan miałby wzbudzać umarłych, którzy są już w niebie albo w piekle, a niezmienny i wieczny wyrok zapadł? Potem zadali sobie pytanie, dlaczego umarli są nazywani umarłymi, skoro w rzeczywistości są żywymi. Potem znów, dlaczego ani nasz Pan, ani apostołowie nic nie mówili o umarłych, którzy jednak żyją, lecz przeciwnie – zawsze wskazywali na zmartwychwstanie jako jedyną nadzieję, oświadczając nawet, że jeżeli nie ma zmartwychwstania, to wszyscy „poginęli” (1 Kor. 15:13-18). Dopiero wtedy zaczynają nabierać znaczenia słowa naszego Pana obiecującego wzbudzenie „wszystkim, co są w grobach”. I tak stopniowo zaczęto zdawać sobie sprawę z tego, że umarli nie żyją, a śmierć jest stanem przeciwnym do życia. Ci, którzy szukali, stwierdzili, że Pismo Święte w pełni potwierdza ich pogląd w tej sprawie, a zupełnie zaprzecza tradycyjnemu poglądowi przyjętemu od papiestwa.

Gdy korzeń błędu został usunięty, wkrótce poczęły usychać rozmaite gałęzie; i tak zauważono zaraz, że wieczne życie (w niedoli) nie jest karą dla niepobożnych, lecz przeciwnie: Biblia stwierdza, że w Boskim planie wieczne życie jest nagrodą dla sprawiedliwych, a karą dla świadomych grzeszników jest śmierć – odcięcie od życia.

Następnie zrozumiano, jak należy pojmować przekleństwo śmierci, które przyszło na wszystkich ludzi za sprawą nieposłuszeństwa Adama. Oznaczało ono, że cały rodzaj ludzki został skazany na wymarcie. Wtedy też zaczęła się podnosić zasłona ukazując cel i wartość śmierci naszego Odkupiciela jako ceny <str. 118> wykupu od kary, której podlegała ludzkość, zapłaconej w celu otwarcia drogi do zmartwychwstania i przywrócenia do życia wraz z jego prawami. I oto wtedy zaczęto doceniać znaczenie okupu; zrozumiano, że ten, który nie zaznawszy grzechu traktowany był jako przeklęty, dobrowolnie zastąpił nas, stał się za nas przekleństwem i będąc uznany za grzesznika, umarł za nas, sprawiedliwy za niesprawiedliwych.

I tak ostatecznie cały system powiązanych ze sobą nieczystych błędów, które swój początek miały w odjęciu ofiary ustawicznej, został usunięty, a gdy Świątnica została od niego uwolniona, czyli oczyszczona, na nowo zauważono wartość „ustawicznej ofiary” Jezusa w całym jej pięknie, świeżości i mocy.

Gdy mówimy, że Świątnica została oczyszczona od swego splugawienia, pamiętać musimy, że w Piśmie Świętym nierzadko część kościoła stanowi reprezentację całości. Jedynie nieliczni zostali uwolnieni od plugawych błędów, ale Bóg sprawiał, że codziennie dołączali do nich następni, przez Niego prowadzeni i pouczani.

W swych kalkulacjach odnośnie przyszłych wydarzeń pan Miller był daleki od prawdy. Sądził on, że oczyszczenie Świątnicy jest równoznaczne z oczyszczeniem ziemi od zła za pomocą literalnego ognia, który ją spali. Wnet okazało się, że przewidywania te nie były słuszne. Dla tych, którzy pod jego wpływem nauczyli się oczekiwać na Pana z niebios i na spełnienie modlitwy: „Przyjdź królestwo twoje”, było to bolesne doświadczenie. Jednak pomimo rozczarowania z powodu odwlekania się przyjścia Oblubieńca, stali się oni uczestnikami wielkiego błogosławieństwa. Wartościowe było ich doświadczenie w badaniu Pisma Świętego; nauczyli się stawiać Słowo Boże wyżej niż ludzkie tradycje; w znacznym stopniu uwolnili się od służalstwa wobec utytułowanych i szanowanych autorytetów różnych wyznań, od których zostali odseparowani na skutek postępowania zgodnego ze swymi przekonaniami w odniesieniu do przedmiotu przyjścia Pańskiego. Wierność przekonaniom zawsze przynosi błogosławieństwo. Tak jak Paweł w drodze do Damaszku, spotykamy na swej drodze Pana. <str. 119>

Zgodnie z tym, okazało się, że pomiędzy tymi ludźmi znaleźli się i tacy, którzy zajęli jeszcze bardziej zaangażowaną postawę w dziele oczyszczania, czy reformacji i stali się ich następcami. W ten sposób w roku 1846, po zakończeniu się 2300 dni, jak powyżej wykazano, powstał nieorganizacyjny zarodek życia chrześcijańskiego składający się z ludzi, którzy zgadzali się: z „uczniami” – pod względem prostoty ustroju kościoła, nie przyjmowania, poza Biblią, żadnej formy creda oraz wyrzeczenia się stosowania jakichkolwiek tytułów przez sług kościoła, z „baptystami” – pod względem zewnętrznej formy chrztu, a z Lutrem – w uznaniu systemu papiestwa za człowieka grzechu, zdegenerowany kościół, matkę wszeteczeństw i obrzydliwości. Stojąc z dala od wszelkich form kompromisu i łączności ze światem, nauczali energicznej pobożności, prostolinijnego zaufania do Wszechmogącego Boga i wiary w Jego niezmienne wyroki; i co więcej, uznając Chrystusa za Pana wszystkiego, a obecnie także uczestnika boskiej natury, ustrzegli się jednak teorii nie zgadzającej się z Biblią* ani ze zdrowym rozsądkiem, która utrzymuje, że Jahwe jest swym własnym Synem, a nasz Panem Jezus jest swym własnym Ojcem. Dostrzegli także, że wieczne życie i nieśmiertelność nie są obecnie w posiadaniu ludzkości, lecz należy ich oczekiwać, jako daru Bożego przez Chrystusa, w zmartwychwstaniu.

* Tematy te są przedmiotem V Tomu serii Wykładów Pisma Świętego. Przebadane są tam wnikliwie wszystkie wersety z tym związane i okazuje się, że są one zupełnie zgodne.

Wydaje się, że odtąd Bóg tak kierował sprawami, żeby zawsze istniała nie związana z żadnymi sektami grupa, stanowiąca reprezentację Jego oczyszczonej Świątnicy, co zostało potwierdzone przez powstanie w tym właśnie roku 1846 Związku Ewangelickiego, stanowiącego połączenie sekt protestanckich w jeden wielki system. Organizacja ta, świadoma nowych poglądów (oczyszczonej Świątnicy), jasno określiła swoją wiarę w ludzką nieśmiertelność, dodając to zagadnienie jako dziewiąty artykuł do swego creda. W ten sposób odłączona została i trzymana z dala od innych chrześcijan, klasa dzieci Bożych – Pańskiej oczyszczonej Świątnicy Prawdy – do której każdego dnia dołączają ciche i wierne dzieci Boże, <str. 120> a inni, którzy utracili ducha cichości i miłości dla Prawdy, odchodzili. Tylko niewielu było w stanie znieść poważną próbę odwagi i wiary, jaką było pozostawanie na stanowisku oczyszczonej Świątnicy, mając naprzeciwko siebie zorganizowaną opozycję i wielką liczbę jej uczestników. Większość zaś poszła drogą swych poprzedników, usiłując zdobyć szacunek w oczach świata. Pozyskując nieco większą liczbę zwolenników, a unikając wzgardy, zorganizowali kolejny system, sformułowali credo i przyjęli sekciarską nazwę Wtórych Adwentystów. Obstawanie przy wcześniej już przyjętych wierzeniach było wszystkim, czego wolno im było się uczyć. Odtąd nie uczynili już żadnego postępu, a wielu z nich popadło w niedorzeczne błędy wraz z tymi, co zaniechali podążania ścieżką, która im dalej, tym bardziej świeci, aż do dnia doskonałego.

Podczas gdy wielu z tych, którzy pierwotnie stanowili oczyszczoną Świątnicę, zaczęło ponownie poddawać się pod jarzmo niewoli, inni, którzy nadal pozostawali wolnymi i postępowali naprzód w poznawaniu Pana, w dalszym ciągu byli Jego oczyszczoną Świątnicą, zostali uznani i wielce ubłogosławieni Jego kierownictwem.

Jeżeli nieczysta i plugawa obrzydliwość została całkowicie usunięta w 1846 roku, to od tego czasu musi być pora na doprowadzenie do porządku pozostałych spraw oraz na odsłonięcie i postęp w rozumieniu chwalebnego Boskiego planu, a składające się na niego prawdy powinny były zająć miejsca opuszczone przez usunięte błędy.

To dzieło odkrywania Prawdy oraz rozważania i podziwiania jej piękna jest pracą, która miała zostać wykonana w obecnym czasie; i tak się też dzieje. Wdzięczni jesteśmy Bogu, że razem z innymi mamy przywilej być użyci w dziele przywrócenia domowi Bożemu złotych naczyń (drogocennych prawd), znajdujących się dotychczas w niewoli (symbolicznego) Wielkiego Babilonu (Ezdr. 1:7-11, 5:14, 6:5) oraz ponownego ich ustawienia w Świątnicy. W tym wielkim przedsięwzięciu ślemy bratnie pozdrowienia do wszystkich współpracowników i członków Ciała Pomazańca. Błogosławieni oni słudzy, których, gdy przyszedł Pan, znalazł rozdawających dla czeladzi pokarm na czas słuszny. <str. 121>

WYKŁAD V

CZAS ŻNIWA

Chronologiczne usytuowanie żniwa – Jego cel i istotne znaczenie – Zogniskowanie światła proroctw czasowych – Przygotowanie do żniwa – Znaczenie i zbieżność świadectw proroczych – Obecność Pańska – odpowiedź na rozsądne zarzuty – Wejście do radości naszego Pana.

„Żniwo jest dokonanie świata”28 – Mat. 13:39.

28 kj „koniec wieku”– przyp.tłum.

PILNI badacze zauważą, że okres zwany Czasem Końca w pełni zasługuje na tę nazwę. Stanowi on zakończenie Wieku Ewangelii, a co więcej, wszystkie proroctwa dotyczące końca wieku osiągają tu swój kres i wypełnienie. Ta sama też kategoria czytelników zgodzi się, że szczególnie istotne znaczenie ma okres ostatnich 40 lat (1874-1914) stupiętnastoletniego Czasu Końca, zwany „dokonaniem” lub „żniwem”.

Ten krótki okres stanowi najdonioślejszy i najbogatszy w wydarzenia okres całego Wieku Ewangelii. W tym czasie muszą być zebrane i rozdzielone plony całego wieku, a rola, tj. świat (Mat. 13:38), musi być oczyszczona, zaorana i przygotowana pod nowy zasiew i zbiory Wieku Tysiąclecia. Trudno wprost przecenić znaczenie wydarzeń okresu żniwa, a jednak świat nie będzie tego świadomy dokąd potężne, aczkolwiek nie rozpoznane czynniki nie dokonają wyznaczonego dzieła. Należy także pamiętać, że nie jest to żniwo całego świata, lecz jedynie Kościoła chrześcijańskiego. Nie dotyczy ono zatem islamu, hinduizmu, buddyzmu itp., lecz wyłącznie prawdziwego <str. 122> Kościoła chrześcijańskiego i tych, którzy pozostają z nim w mniejszej lub większej styczności – „chrześcijaństwa”.

Podczas całego tego okresu świat pozostanie w zupełnej nieświadomości; ze strachem i przerażeniem oczekiwał będzie na wynik niezwykłych wydarzeń (Izaj. 28:21), nie rozumiejąc ich sensu. Tymczasem zaś Maluczkie Stadko poświęconych naśladowców Pana cieszy się większym światłem, aniżeli kiedykolwiek udzielone było ich poprzednikom, bowiem w okresie tym światło proroctw miało być zogniskowane, rozświetlając dla oczu wiary Boski plan, łącznie z jego przeszłym, obecnym i przyszłym rozwojem.

Od początku (1799) Czasu Końca Bóg przygotowywał swój „lud święty” – „Świątnicę” – na przyjęcie wielkich błogosławieństw, jakie zamierzał na niego wylać w ciągu czterdziestu lat żniwa. Miało to w dalszym ciągu stanowić szczególnego rodzaju przygotowanie do wejścia wraz z Chrystusem do zupełnej radości i współdziedzictwa z Chrystusem w roli Jego Oblubienicy. Dokładnie w „naznaczonym czasie”, w 1799 roku, po zakończeniu 1260 dni, zastała obalona władza wielkiego prześladowcy Kościoła – Człowieka Grzechu i zakończyło się jego panowanie. Jednym ciosem potężnego ramienia potrzaskał Bóg kajdany Syonu i wypuścił uciśnionych na wolność. Z ciemnych lochów, z plugawej i nieszczęsnej niewoli papieskiej wyszła i ciągle wychodzi klasa „Świątnicy”, „lud święty”, słaby, chromy, kulawy, prawie nagi i ślepy. Nieszczęsne dusze! Starały się wiernie służyć Bogu w pośrodku ognia tragicznych prześladowań, trzymając się dzielnie krzyża Chrystusowego, gdy prawie wszystkie inne prawdy zostały odrzucone. Czyniły odważne wysiłki w celu wyzwolenia „dwóch świadków” Bożych (Stary i Nowy Testament), którzy od wielu wieków byli związani i prorokowali jedynie w worach martwych języków (Obj. 11:3). <str. 123>

W swej wielkiej mądrości Bóg nie przytłoczył ich wielką powodzią światła, jakie zostało udzielone świętym obecnie. Prowadził ich łagodnie, krok po kroku, oczyszczając ich najpierw od papieskich brudów, które ciągle ich plugawiły. Bóg pociągał, a klasa „Świątnicy” podążała za Nim, w akcentach Prawdy objawiającej stare błędy rozpoznając głos Dobrego Pasterza, aż do roku 1846, kiedy to, według proroctwa, zarodek „ludu świętego”, „Świątnicy”, został uwolniony od błędów papiestwa, oczyszczony od splugawienia i gotowy, aby nieczyste ludzkie teorie zastąpić czystymi i pięknymi zasadami Prawdy, na fundamencie których Pan nasz i apostołowie założyli Kościół. Byli prowadzeni stopniowo, aż zrozumieli, że należy oczekiwać na kulminację błogosławieństw podczas przyjścia samego Pana w czasie żniwa. Pilne badanie Słowa Bożego i godne polecenia pożądanie poznania tego, na co nawet aniołowie pragnęli patrzeć (1 Piotra 1:12), zostało wielce pobłogosławione, jakkolwiek pragnienia ludu Bożego nie w pełni zostały zaspokojone.

W ten sposób garstka wiernych została poinstruowana przez Słowo Prawdy, napełniona duchem, oczyszczona i dokładnie oddzielona od świata, pozbawiona pychy i przez ćwiczące rozczarowanie roku 1844 nauczona pokornego polegania na Bogu. Przepowiedziane trzydzieści lat odwłaczania rozwinęło w świętych cierpliwość, pokorę i poddanie w miłości, aż wreszcie przy końcu „1335 dni” (1874, czas żniwa) czuwający otrzymali radosną wieść i zostali posłani, aby ją ogłosić wśród klasy „Świątnicy”: „Oto Oblubieniec!”, a wszyscy ci, którzy usłyszeli i zrozumieli znaczenie tej wieści, także podnieśli swe głosy mówiąc: „Oto Oblubieniec!” W ten sposób posłannictwo żniwa rozgłaszane jest coraz szerzej, aż dotrze do wszystkich poświęconych i wiernych. Nie jest to wiadomość dla świata, lecz jedynie dla przyszłej Oblubienicy Chrystusowej, gdyż Pan nasz nie jest Oblubieńcem dla żadnej innej grupy ludzi. Świadomość jego obecności zostanie udzielona światu w inny <str. 124> sposób i w innym czasie. Obecnie tylko poświęceni – klasa Świątnicy – przygotowani są, aby przyjąć tę prawdę. Dla „wojska” nominalnego chrześcijaństwa i dla świata są to niedorzeczności i nie spróbują oni nawet sprawdzić dowodów przedstawionych w tomach tej serii.

W ten sposób Pan nie tylko przygotował serca swego ludu i poprowadził go drogami dla niego nie znanymi, lecz także zaopatrzył go w tym szczególnym czasie we wspaniałe materiały pomocnicze do badania Biblii, jak konkordancje i rozmaite cenne tłumaczenia Pisma Świętego. Zapewnił także cudowne udogodnienia w drukowaniu, wydawaniu i rozsyłaniu pism zawierających Prawdę. Powszechna oświata dała wszystkim ludziom możliwość samodzielnego czytania, badania i sprawdzania ku ich zadowoleniu wszystkich rozwijanych nauk. Towarzyszy temu wszystkiemu pokój, który sprawia, że nikt nie może się im naprzykrzać i wywoływać obawy przed korzystaniem z pełnej wolności sumienia przy badaniu Słowa Bożego.

Po uważnym przestudiowaniu poprzednich rozdziałów oraz drugiego tomu niniejszej serii można zauważyć, że chociaż każde z świadectw czasowych ma do spełnienia własną, oddzielną funkcję, to punktem centralnym ich spójnego i zgodnego świadectwa jest konkretne i dokładne ukazanie pośrednio, bezpośrednio lub poprzez wsparcie innych świadectw daty wtórego przyjścia naszego Pana i ustanowienia jego Królestwa na ziemi oraz zaznaczenie różnych sposobów i etapów procesu ustanawiania Królestwa w czasie żniwa.

W celu uświadomienia sobie mocy tych różnych linii świadectw proroczych odnoszących się do centralnych prawd, skupimy ich światło w jednym punkcie, obserwując jak świadectwo to, połączone w harmonijną jedność, jasno objawia błogosławioną naukę o obecności Pańskiej. Proroctwa te nie mówią, że Pan przychodzi albo że wkrótce przyjdzie, lecz że już przyszedł i jest obecny jako duchowy Król, ustanawiając duchowe imperium w okresie żniwa Wieku Ewangelii, który zachodzi na świtający obecnie Wiek Tysiąclecia. Zauważyliśmy, że miały nadejść <str. 125> „czasy naprawienia wszystkich rzeczy” – „czasy ochłody” (Dzieje Ap. 3:19); także, iż Pan, Jahwe, „postanowił dzień [Wiek Tysiąclecia], w którym będzie sądził wszystek świat w sprawiedliwości przez męża, którego na to naznaczył, upewniając o tym wszystkich wzbudziwszy Go od umarłych” (Dzieje Ap. 17:31). Zauważyliśmy, że Wiek Ewangelii był czasem próby, czyli dniem sądu dla Kościoła i że kończy się żniwem i uwielbieniem tych, którzy mają żyć i królować z Chrystusem przez tysiąc lat, czyli podczas dnia sądu dla świata w czasach naprawienia; także, iż królestwa tego świata pod panowaniem swego księcia – Szatana muszą ustąpić wobec nadchodzącego Królestwa Bożego pod panowaniem Króla Chwały. Wszystkie te doniosłe wydarzenia musiały być odłożone do czasu wtórego przyjścia naszego Pana, Króla, Oblubieńca i Żniwiarza. Jak było to przepowiedziane, celem Jego obecności będzie przeprowadzenie tego dzieła.

Cykl symbolicznych jubileuszy wskazuje, że rok 1874 jest datą powrotu naszego Pana. Została ona tak pomysłowo ukryta, że aż do „Czasu Końca” rozpoznanie jej było niemożliwe. Świadectwo to zostało podwójnie wzmocnione przez potwierdzenie go dwoma punktami widzenia – prawa i proroków – niezależnymi, a jednak równie jasnymi i przekonywającymi.

Zdumiewająca równoległość dyspensacji29 żydowskiej i ewangelicznej potwierdza tę samą prawdę, dodając nieco szczegółów. Wtóre przyjście naszego Pana nastąpiło podczas dokonania, czyli żniwa Wieku Ewangelii, w jesieni 1874 roku, a zatem w punkcie czasowym, który w równoległości odpowiada dokładnie czasowi pierwszego przyjścia przy końcu Wieku Żydowskiego (zob. Tabela podobieństw, Tom II, str. 246 i 247). Skoro każde istotne wydarzenie Wieku Ewangelii jest zaznaczone przez odpowiadające mu w równoległości wydarzenie dyspensacji symbolicznej, to uważamy, że godne najwyższej uwagi wydarzenie, wynikające z nauki o jubileuszach, musi mieć odpowiednie wydarzenie w równoległości. Obecność naszego Pana jako <str. 126> Oblubieńca, Żniwiarza i Króla ukazana jest w obu dyspensacjach. Nawet wyjście panien na Jego spotkanie, ich rozczarowanie i 30 lat odwłaczania mają swoje odnośne wydarzenia, tak pod względem czasu, jak i okoliczności. Równoległość tę można doprowadzić aż do samego końca żniwa dyspensacji – aż do obalenia rzekomo chrześcijańskich królestw, będących w rzeczywistości „królestwami tego świata” i zupełnego ustanowienia Królestwa Bożego na ziemi po roku 1914, stanowiącym kres „Czasów Pogan” (zob. Tom II, rozdz. iv). Ten nadchodzący ucisk i zniszczenie mają swą równoległość w zniszczeniu Jerozolimy i zupełnej utracie państwowości Izraela w 70 r. n.e. Stanowi to jeszcze jedną równoległość czasu i okoliczności.

29 Dyspensacja – z ang. „dispensation”; kj w Efezj. 1:10 tak właśnie tłumaczy gr. słowo „oikonomia” (zarządzanie domem, gospodarowanie, dbałość o mienie; kierowanie, organizacja; podział, układ; włodarstwo; zrządzenie) w BG przełożone na „rozrządzenie” – przyp.tłum.

Stwierdziliśmy znowu, że o wtórym przyjściu Pańskim prorokował także Daniel (12:1), jednakże w sposób skrywający tę prawdę dopóty, dopóki nie rozegrały się i nie przeszły do historii wydarzenia, które wedle proroctwa miały poprzedzać wtóre przyjście. Potem dopiero mogliśmy przekonać się, że imię Michał odnosi się do tego, który istotnie zasługuje na miano Przedstawiciela Bożego – „Wielkiego Księcia”. Tak, rozpoznaliśmy Go: „Wodza przymierza”, „Mocnego Boga [władcę]”, „Ojca Wieczności [dawcę życia]” (Dan. 11:22; Izaj. 9:6), który miał „powstać”, dysponując mocą i władzą, aby dokonać wspaniałego naprawienia wszystkich rzeczy i udzielić wiecznego życia umarłym i wciąż umierającym milionom ludzi odkupionych jego własną drogocenną krwią. Odmierzywszy 1335 dni z proroctwa Daniela 12, które również kończą się w tym samym roku, mogliśmy zrozumieć triumfalny okrzyk anioła, który objawiał tę datę: „Ach, błogosławiony, kto doczeka [kto trwa w stanie oczekiwania lub wypatrywania], a <str. 127> dojdzie do tysiąca trzech set trzydziestu i pięciu dni!” – rok 1874.* Licząc czas symboliczny nie wolno przeoczyć klucza wskazanego nam przez sposób obliczenia czasu pierwszego przyjścia – symboliczny dzień oznacza literalny rok. Na takich podstawach uznaliśmy, że jest dowiedzione, iż datą wtórego przyjścia naszego Pana jest rok 1874, a dokładniej październik tego roku, jak wykazano w Tomie II, rozdz. vi.

* Według rachuby żydowskiej rok zaczyna się od października, stąd też w październiku 1874 w rzeczywistości rozpoczął się rok 1875.

To jednak jeszcze nie wszystko. Nawet w umyśle uważnego badacza mogą pojawić się pewne uzasadnione powody, aby nie wierzyć w obecność Chrystusa. Chcielibyśmy je wszystkie usunąć. Na przykład, można by zadać rozsądne pytanie: Jak to jest, że z dokładnej chronologii biblijnej wynika, iż październik roku 1872 jest początkiem siódmego tysiąca lat, czyli Tysiąclecia, gdy tymczasem cykl jubileuszowy doprowadza do października roku 1874 – daty powrotu naszego Pana i początku czasów naprawienia?

Owa pozorna sprzeczność, występująca pomiędzy datą wtórego przyjścia i początkiem siódmego tysiąca lat, zdaje się na pierwszy rzut oka wskazywać na pewien „luz” w obliczeniu chronologicznym i skłania do ponownego, uważnego przebadania tematu. Rezultat jest jednak niezmiennie taki sam. Wnikliwsze rozważania prowadzą do wniosku, że Bóg jest dokładnym stróżem czasu i to zagadnienie nie stanowi wyjątku od matematycznej precyzji Jego obliczeń. Należy pamiętać, że liczenie chronologii rozpoczyna się od stworzenia Adama i że upłynęło nieco czasu zanim Adam i Ewa popełnili grzech. Ile, tego dokładnie nie wiemy, ale nie jest nieprawdopodobnym przypuszczenie, iż trwało to dwa lata. Przed stworzeniem Ewy Adam musiał żyć wystarczająco długo, aby uświadomić sobie brak towarzystwa (1 Mojż. 2:20). Poznał wszystkie zwierzęta i nadał im nazwy, zapoznał się z rozmaitymi drzewami i roślinami Edenu. Dopiero potem <str. 128> nastąpiło stworzenie Ewy i przez czas jakiś jeszcze rozkoszowali się zachwycającym otoczeniem, zanim pojawiło się nieszczęście grzechu.

Uświadamiając sobie wszystkie te okoliczności, trudno byłoby przyjąć, że okres bezgrzesznego życia był krótszy niż dwa lata. Gdy powiążemy to z przedziałem dwóch lat, dzielących zakończenie sześciu tysięcy lat od początku czasów naprawienia, dochodzimy do wniosku, że okres – w ciągu którego świat był jeszcze Królestwem Bożym, wyobrażonym w Adamie – od stworzenia Adama do pojawienia się grzechu, nie jest wliczony w czas trwania sześciu dni zła. Sześć tysięcy lat – poprzedzające początek wielkiego, siódmego lub też sabatowego tysiąclecia, czyli Czasów Naprawienia – w czasie których Bóg dozwolił, aby nad światem panowało zło, należy liczyć od pojawienia się na świecie grzechu. Skoro więc Czasy Naprawienia rozpoczęły się w październiku 1874 roku, to w roku tym musiał nastąpić zarazem koniec sześciu tysięcy lat królowania grzechu, a różnica pomiędzy tym rokiem i datą wskazaną przez chronologię od stworzenia Adama odpowiada bezgrzesznemu okresowi w Edenie, który w rzeczywistości należy do królestwa sprawiedliwości.

A oto inne zagadnienie, które przy pobieżnym czytaniu mogłoby się wydać rozbieżnością: nasz Pan jest obecny począwszy od końca 1874 roku, a jednak Czasy Pogan zakończą się dopiero w roku 1914. Okazuje się jednak, że nie jest to sprzeczność, lecz wprost przeciwnie, zgadza się to w zupełności z ukazującymi się zarysami Boskiego planu przeprowadzenia bitwy Wielkiego Dnia i przepowiednią Daniela (2:44), który oświadcza, że: „Za dni tych królów wzbudzi Bóg niebieski królestwo, a ono połamie i koniec uczyni tym wszystkim”. Musi to zatem odbyć się tak, jak to stwierdziliśmy: Nasz Pan musi być obecny, musi przeprowadzić próbę żyjących członków Kościoła, wywyższyć ich, uwielbić i połączyć się z nimi w mocy i władzy, która ma być sprawowana w Tysiącleciu (Obj. 5:10, 20:6), a także musi uruchomić siły i narzędzia, które (aczkolwiek tego nieświadome) będą <str. 129> wykonywać jego rozkazy – wnosząc tym samym swój udział do „bitwy wielkiego dnia Boga Wszechmogącego” – podkopując i ostatecznie doprowadzając do upadku wszystkich tak zwanych „narodów chrześcijańskich”. „Królestwa tego świata” będą całkowicie nieświadome istotnej przyczyny swego upadku, nawet wtedy, gdy będą miażdżone przez Królestwo Boże. Dopiero przy końcu „dnia gniewu” ich oczy wyrozumienia zostaną otwarte, tak iż dostrzegą świtanie nowej dyspensacji i dowiedzą się, że Immanuel ujął potężną władzę oraz rozpoczął swe chwalebne i sprawiedliwe królowanie.

Oprócz tego, że proroctwa harmonijnie i z matematyczną precyzją wskazują, że rok 1874 jest datą wtórej obecności naszego Pana, jesteśmy wprost zasypywani potwierdzeniami innego rodzaju. Wyraźnie rozpoznaliśmy w obecnym czasie, że wypełniły się pewne szczególne znaki przepowiedziane przez naszego Pana i apostołów. Zauważamy, że istotnie przyszedł obiecany Eliasz, że odrzucono jego nauczanie dokładnie tak, jak to zostało przepowiedziane i że dlatego musi nastąpić czas wielkiego ucisku. Pojawił się także przepowiedziany człowiek grzechu – Antychryst, i wykonał to, co było napisane o jego długim i strasznym królowaniu, odjętym od niego dokładnie w „czasie naznaczonym” (1799). Odpowiednio wcześniej, przed rokiem 1874, zostało także wykonane dzieło oczyszczenia Świątnicy, aby „sporządzić Panu lud gotowy” – lud oczekujący w poświęceniu na Jego przyjście, podobnie jak i przed pierwszym przyjściem lud został przygotowany na przyjęcie Mesjasza.

Uważamy także, iż data 1874 roku pozostaje w zgodności z proroctwem Daniela (12:1), który umieszcza przyjście „Michała” w „Czasie Końca” – tj. pomiędzy rokiem 1799 a 1914 – jako przyczynę i zwiastuna wielkiego czasu uciśnienia. Gdy w ciągu siedemdziesięciu pięciu lat „Dnia Przygotowania” rozwinęły się stosowne warunki <str. 130> sprzyjające rozpoczęciu wielkiego dzieła, Mistrz wkroczył na scenę – cicho „bez zewnętrznych objawów” – „tak jako” odszedł. W ciągu zaś pozostałych czterdziestu lat „Dnia Przygotowania”, z których szesnaście już upłynęło,30 zostanie wzbudzone i ustanowione Jego Królestwo w mocy i wielkiej chwale.

30 Pisane w 1890 roku – przyp.tłum.

Przez uważne przestudiowanie zamieszczonych wykresów można utrwalić w swym umyśle proroctwa czasowe koncentrujące się wokół zagadnień związanych ze żniwem, wtórym przyjściem i ustanowieniem Królestwa. Jeden z wykresów przedstawia równoległość, czyli zgodność pomiędzy Wiekiem Ewangelii a jego symbolicznym odpowiednikiem – Wiekiem Żydowskim, a także rozmaite znamienne cechy żniwa, określone przez owe wielkie proroctwa. Drugi zaś ukazuje zwięzłą historię świata w odniesieniu do symbolicznego i rzeczywistego Kościoła (żydowskiego i ewangelicznego), zaznaczając odnoszące się do nich prorocze miary czasu.

W ten sposób światło proroctw skupione jest na „Czasie Końca”, którego centralnym punktem jest „żniwo” – czas obecności naszego Pana i ustanowienia z dawna przyobiecanego Królestwa. Gdy więc rozważamy wielkie znaczenie tych wydarzeń, doprowadzających do zdumiewającej zmiany dyspensacyjnej oraz ilość i jakość określających je świadectw proroczych, gdy widzimy, jak dokładnie zostaliśmy poinformowani, w jaki sposób On się okaże, ażeby na drodze do rozpoznania Jego obecności nie znalazł się żaden kamień obrażenia dla naszej wiary, rodzi się w naszych sercach niewysłowiona radość. Dowody świadczące o jego wtórej obecności są całe dziesięć razy wspanialsze niż te, które były dane uczniom w czasie pierwszego przyjścia, aczkolwiek wystarczyło to przecież zupełnie „prawdziwym Izraelitom”, oczekującym pociechy izraelskiej. <str. 131> <str. 132> <str. 133>

Od blisko dwóch tysięcy lat cierpiący, prześladowani i samoofiarujący się poświęceni z utęsknieniem oczekiwali na przyjście Mistrza – wierni Pawłowie, żarliwi Piotrowie, miłujący Janowie, poświęceni Szczepanowie, łagodne Marie, czułe i szczodre Marty, długi szereg odważnych wyznawców wiary za cenę tortur i śmierci, cierpiący męczennicy, ale także wierni ojcowie, matki, bracia, siostry z Izraela, którzy pokornie chodzili z Bogiem w mniej burzliwych czasach, lecz także nie wstydzili się ani lękali wyznawać Chrystusa, znosić urągania Chrystusowe albo być towarzyszami takich, którzy byli wystawiani na pośmiewisko z przyczyny Prawdy (Hebr. 10:33). Po dokończeniu dobrego boju wiary złożyli swą zbroję i oczekiwali na obiecaną nagrodę przy objawieniu się Mistrza (2 Tym. 4:8).

I oto przyszedł! Pan jest naprawdę obecny! Nadszedł czas ustanowienia Jego Królestwa oraz wywyższenia i uwielbienia Jego wiernej Oblubienicy. Dni oczekiwania na Jego obecność przeszły do historii, a z dawna obiecane błogosławieństwo dla oczekujących przypadło nam. Świeca proroctw (2 Piotra 1:19) ukazała Jego obecność oczom wiary, a zanim żniwo całkowicie się zakończy,* wiara i obecne radowanie się w wierze ustąpi miejsca entuzjastycznej radości, wynikającej z zupełnego urzeczywistnienia naszych nadziei, gdy wszyscy godni zostaną przemienieni na Jego podobieństwo i ujrzą Go tak, jako jest, twarzą w twarz.

* „Koniec” żniwa obejmie prawdopodobnie palenie kąkolu.

Jak pokazuje odnosząca się do tego czasu przypowieść (Mat. 25:14-30), pierwszą rzeczą, którą uczynił Pan po powrocie, jest zwołanie sług i rozliczenie się z nimi. Przypowieść ukazuje Go, jak rozlicza się z wiernymi sługami, którzy uczynili dobry użytek z powierzonych im talentów oraz starali się poznać i czynić Jego wolę. Po sprawdzeniu i wypróbowaniu dane im będzie „wnijść do radości Pana swego” jeszcze przed otrzymaniem obiecanego panowania. Oto widzimy, jak wypełnia się ta przypowieść i to przed otrzymaniem naszego udziału <str. 134> w królowaniu. Jeszcze przed pokonaniem nieprzyjaciół każdy wierny ujrzy wyraźnie nadchodzące Królestwo chwały i wspaniałe dzieło świtającego Dnia Tysiąclecia. Ten właśnie widok wielkiego naprawienia, które wkrótce zostanie dokonane w zastosowaniu do całego rodzaju ludzkiego za pośrednictwem Chrystusa i uwielbionego Kościoła, jest radością Pana, w której dozwolone jest im uczestniczyć.

Stojąc tak, jako na wzgórzach Fazga i widząc tuż przed sobą rozległą perspektywę roztaczaną przez wspaniały plan Pana, czujemy w sercach niewysłowioną radość. Aczkolwiek zdajemy sobie sprawę z tego, że Kościół wciąż jeszcze znajduje się na puszczy upokorzenia, a godzina rzeczywistego triumfu nie nadeszła w pełni, to obserwując oznaki rychłego jej nadejścia i już dostrzegając wiarą obecność Oblubieńca, podnosimy głowy w radości, wiedząc, że przybliżyło się nasze odkupienie. O cóż za obfitość błogosławieństw, ileż powodów do radości i dziękczynienia zawiera ta Prawda! Zaiste, Pan włożył w usta nasze pieśń nową, wspaniały hymn, którego pierwsze nuty śpiewał chór aniołów przy narodzeniu Jezusa – „Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie wszystkiemu ludowi”. Bogu niech będą dzięki, że harmonijne dźwięki niedługo już napełnią niebo i ziemię wiekuistą melodią, gdy błogosławione dzieło zbawienia – naprawienia – które przyszedł wykonać, osiągnie swą chwalebną pełnię.

 

 

„Raduj się, świecie, przyszedł Pan!

Niech zabrzmi zgodny chór!

Niech płynie pieśń na Jego cześć!

Niech śpiewa wszelki twór!

 

Bóg sprawiedliwy, pełny łask

Wnet będzie sądził świat

I pozna lud wspaniały cud,

Miłości Bożej kwiat.” <str. 135>

 

WYKŁAD VI

DZIEŁO ŻNIWA

Charakter dzieła żniwa – Zbieranie pszenicy – Wiązanie w snopki i palenie kąkolu – Jego pochodzenie i urodzaj – Jego zniszczenie podobne do zniszczenia plew żniwa żydowskiego – Wskazanie na podobieństwa czasowe – Odrzucenie, stopniowy upadek i ostateczne zniszczenie Babilonu – Popieczętowanie sług Bożych przed przyjściem plag na Babilon – Sąd, czyli próba, zarówno systemów, jak i jednostek – Symboliczne znaczenie próby systemu żydowskiego – Próbowanie i przesiewanie pszenicy – Mądre panny oddzielone od głupich wchodzą na ucztę – „I zamknione są drzwi” – Kolejny przegląd i odrzucenie niektórych – Dlaczego i jak? – Zamknięcie „wysokiego powołania” – Czas jest krótki – „Aby nikt nie wziął korony twojej” – Pracownicy jedenastej godziny i zwycięzcy.

„ŻNIWO” jest określeniem, które daje ogólne pojęcie o pracy, jakiej wykonania należy się spodziewać między 1874 a 1914 rokiem. Jest to raczej czas żęcia niż siania, czas próby, rozliczania, rozstrzygnięć i nagradzania. Żniwo Wieku Żydowskiego było symbolicznym wyobrażeniem żniwa obecnego wieku. Obserwacje i porównania poczynione w oparciu o rozmaite cechy tamtego żniwa dostarczają bardzo jasnego wyobrażenia o dziele, które musi być przeprowadzone w obecnym żniwie. Szczególne nauczanie naszego Pana w tamtym czasie miało na celu zgromadzenie pszenicy – tych, którzy już zasługiwali na to miano – i oddzielenie plew od pszenicy w narodzie izraelskim. Jego nauki stały się także nasionami nowej dyspensacji, która rozpoczęła się (wkrótce po odrzuceniu narodu izraelskiego) w Dniu Pięćdziesiątnicy.

Powinniśmy dokładnie zapamiętać słowa, które nasz Pan wypowiedział do uczniów, posyłając ich do narodu-kościoła <str. 136> w trakcie swej misji, gdyż dowodzą one, że szczególne w tamtym czasie dzieło nie polegało na sianiu, ale żęciu. Rzekł do nich: „Podnieście oczy wasze, a przypatrzcie się krainom, żeć już białe są ku żniwu. A kto żnie, bierze zapłatę i zbiera owoc do żywota wiecznego” – Jan 4:35,36. Jako główny żniwiarz tamtego żniwa (podobnie jak i tego) Pan powiedział do pod-żniwiarzy: „Jam was posłał żąć to, około czegoście wy nie pracowali. Insić [patriarchowie, prorocy i inni święci mężowie dawnych czasów] pracowali, a wyście weszli w pracę ich”, abyście żęli owoce pracy tamtych stuleci i przeprowadzali próbę ludu głosząc posłannictwo: „Przybliżyło się królestwo niebieskie” i obecny jest Król – „Oto król twój idzie” (Mat. 10:7; Jan 12:15; Zach. 9:9).

W czasie żydowskiego żniwa nasz Pan nie przerabiał kozłów na owce, ale szukał oślepionych i rozproszonych owiec izraelskich, powołując tych, którzy już byli Jego owcami, aby usłyszawszy Jego głos poszli za Nim. Obserwacja symbolicznego wyobrażenia dostarcza wiadomości dotyczących charakteru dzieła, które ma być przeprowadzone w trakcie obecnego żniwa, czyli czasu żęcia. Wkrótce rozpocznie się inny, większy zasiew w dogodniejszych warunkach Wieku Tysiąclecia i Królestwa. Właściwie już, tu i tam, w tęskniące, łaknące Prawdy serca, wpadają ziarna prawd restytucyjnych, które w przyszłości przyniosą plon. Jednakże w obecnym czasie jest to praca uboczna, gdyż podobnie jak żniwo żydowskie, tak i obecne, to czas żęcia rzekomego kościoła (tak zwanego chrześcijaństwa) w tym celu, aby prawdziwi święci, oddzielnie zgromadzeni, mogli zostać wywyższeni i mieć społeczność z Panem, nie tylko po to, aby głosić Prawdę, lecz także, aby urzeczywistnić dla świata wielkie dzieło naprawienia.

W trakcie tego żniwa pszenica i kąkol miały zostać oddzielone; jednakże przed oddzieleniem obie te klasy stanowią kościół nominalny. Pszenica to prawdziwi synowie <str. 137> Królestwa, naprawdę poświęceni, dziedzice, zaś kąkol to nominalny, a nie rzeczywisty Kościół Chrystusowy czy przyszła Oblubienica. Kąkol to ci, którzy, jak mówi o nich Jezus, nazywają go Panem, ale nie są mu posłuszni (Łuk. 6:46). Na pozór są oni do siebie tak podobni, że odróżnienie jednych od drugich wymaga dokładnego przyjrzenia się. „Rolą” w przypowieści „jest świat”, a zatem pszenica razem z kąkolem (kąkol jest liczniejszy) współtworzy to, co czasem nazywamy „światem chrześcijańskim” albo „chrześcijaństwem”. Dzięki uczęszczaniu na nabożeństwa, okazjonalnie albo regularnie, dzięki nazywaniu siebie chrześcijanami, dzięki przestrzeganiu pewnych rytuałów i ceremonii, dzięki bardziej lub mniej formalnemu identyfikowaniu się z niektórymi systemami religijnymi, przedstawiciele kąkolu wyglądają, a nawet uchodzą za głęboko poświęcone dzieci Boże. W tak zwanych „krajach chrześcijańskich” wszyscy, z wyjątkiem zdeklarowanych ateistów i Żydów, uważani są za chrześcijan. Ich liczbę (wliczając w to garstkę prawdziwie poświęconych – świętych) oblicza się na około 280 mln greko- i rzymskokatolików i około 120 mln protestantów.

Nasz Pan nie nauczał, że w trakcie Wieku Ewangelii należy dokonywać oddzielania prawdziwych synów Królestwa od tych, którzy takowych tylko udają. Próba przeprowadzenia zupełnego rozdzielenia spowodowałaby przewrócenie świata (roli) do góry nogami – ogólne zaburzenie porządku tak pomiędzy pszenicą, jak i kąkolem. Przeto rzekł: „Dopuśćcie obojgu społem rość aż do żniwa”. Dodał jednak: „A czasu żniwa rzekę żeńcom [aniołom, posłańcom]: Zbierzcie pierwej kąkol, a zwiążcie go w snopki ku spaleniu; ale pszenicę zgromadźcie do gumna mojego” – Mat. 13:30. Stąd też należy spodziewać się, że w czasie żniwa przeprowadzona będzie powszechna praca oddzielania, która wcześniej była zabroniona. Chociaż ci, którzy są wyobrażani przez pszenicę, są nieustannie zachęcani do trwania w wolności, którą ich Chrystus wolnymi uczynił oraz <str. 138> do niewikłania się w związki z jawnymi przestępcami i wilkami w owczej skórze, to jednak nie mieli oni wytyczać granicy pomiędzy zupełnie poświęconymi (pszenicą, świętymi) a ludźmi wyobrażanymi przez kąkol, którzy przyznają się do nauk i imienia Chrystusowego, a nawet pozwalają, aby nauki te w pewnej mierze wywierały wpływ na ich sposób zachowania, lecz pragnienia ich serc są dalekie od Pana i służby dla Niego. Pan nakazał, abyśmy całkowicie wystrzegali się sądzenia serc i intencji. Zadanie takie wykraczałoby poza zasięg naszych możliwości. Jednakże rozmaite sekty nieustannie usiłowały właśnie to czynić – oddzielać, doświadczać pszenicę i przy pomocy rygorystycznych, a sfabrykowanych przez ludzi, wyznań wiary odpędzać kąkol, czyli heretyków – wszystkich wyznawców Chrystusa, których wierzenia nie pasowały do ich fałszywych wzorców. Jakże bezskuteczne były te usiłowania! Doprowadzono jedynie do ustanowienia fałszywych, niebiblijnych kryteriów i nauk, które raczej przyczyniły się do obfitego rozwoju kąkolu oraz zduszenia i odłączenia pszenicy. Taką była na przykład nauka o wiecznych mękach dla wszystkich nie należących do Kościoła. Jakież mnóstwo kąkolu powstało z przyczyny tego błędu nawet obecnie, gdy w coraz jaśniejszym świetle dnia został on przecież istotnie zmodyfikowany, jakże zduszona została pszenica, oślepiona i powstrzymana przed właściwym uznaniem Boskiego charakteru i planu. Dziś dopiero widać błąd różnych sekt, które nie posłuchały rady naszego Pana, aby pozwolić pszenicy i kąkolowi – świętym i wyznawcom – rosnąć razem i nie próbować przeprowadzania podziału. Każdy uczciwy człowiek przyzna, że w jego sekcie znajduje się wielka ilość kąkolu – wyznawców, a nie świętych, że za murami sekciarstwa pozostaje wielu świętych. Tak więc żadna ze współczesnych sekt ani nie mogłaby, ani nie usiłuje twierdzić, że zawiera jedynie pszenicę, a wolna jest od kąkolu. Tym bardziej żadna ziemska organizacja (z wyjątkiem Christadelfian i Mormonów) nie byłaby na tyle zuchwała, aby twierdzić, że cała pszenica znajduje się u niej. Nie ma zatem żadnego usprawiedliwienia dla wznoszenia organizacyjnych i teologicznych murów. Nie oddzielają one <str. 139> pszenicy od kąkolu, bo nie ma takiej metody, która pozwalałaby dokonać zupełnego, całkowitego rozdzielenia serc, za wyjątkiem tej, którą Pan ustanowił i która miała być zastosowana w czasie żniwa. Dowodzi to potrzeby rozpoznania, kiedy nadejdzie czas, w którym ma się rozpocząć żniwiarskie dzieło rozdzielania. Nasz Pan, zgodnie ze swą obietnicą, nie zostawił nas przecież w ciemności, ale wszystkim, których serca są odpowiednio przygotowane, udziela stosownych w tym czasie informacji. „Lecz wy bracia nie jesteście w ciemności [ani nie śpicie], aby was on dzień jako złodziej zachwycił” – 1 Tes. 5:4.

Prawda na czasie jest sierpem obecnego żniwa; podobny sierp był użyty w żniwie żydowskim. Żeńcami, aniołami,* czyli posłańcami, są obecnie naśladowcy Pańscy, podobnie jak byli nimi żeńcy żniwa żydowskiego. Aczkolwiek w ciągu wieku nie należało próbować oddzielania pszenicy od kąkolu, to jednak gotowym, godnym i posłusznym w obecnym czasie będzie ukazany Boski plan i porządek tak jasno, że rozpoznają w czasie żniwa Jego głos: „Zapuść sierp swój” obecnej Prawdy i „Zgromadźcie mi świętych moich, którzy ze mną uczynili przymierze przy ofierze”; „Cić mi będą, mówi Pan Zastępów, w dzień, który Ja uczynię, własnością” – Psalm 50:5; Mal. 3:17.

* Słowo „anioł” oznacza posłaniec.

Czas ten przeznaczony jest nie tylko na zgromadzenie świętych przy pomocy Prawdy (do jedności z Panem i ze sobą wzajemnie, a bez społeczności z tymi, którzy są jedynie wyznawcami, kąkolem), lecz także jest to czas oczyszczenia roli przez zniszczenie kąkolu, ścierniska i chwastów w przygotowaniu pod nowy zasiew. W jednym znaczeniu „pszenica” jest wybierana spośród kąkolu – gdyż ilość kąkolu jest znacznie większa – według tego, jak mówi Pan: „Wynijdźcie z niego, ludu mój”. Z drugiej jednak strony, również właściwie, oddzielenie ukazane jest symbolicznie w zebraniu kąkolu <str. 140> spomiędzy pszenicy. Rzeczywiście, pszenica ma prawo przebywać na tym miejscu. Jest to pole pszeniczne, a nie pole kąkolu (ludzkość uważana jest za grunt, z którego wyrasta i rozwija się pszenica, ale także kąkol), tak więc to kąkol znajduje się na nie swoim miejscu i powinien być usunięty. Pan założył pole pszeniczne, a pszenica wyobraża synów królestwa (Mat. 13:38). Skoro więc rola, czyli świat, ma być im oddana, a nawet już do nich przez obietnicę należy, to słusznie pokazuje przypowieść, że to kąkol ma być oddzielony, spalony, pozostawiając pszenicy pole i wszystko, co się na nim znajduje. Kąkol jest odesłany tam, skąd przyszedł – do ziemi (świata), a pierwociny pszenicy zostaną zgromadzone w gumnie, aby ziemia mogła przynieść ponowny plon.

Pszenica nie miała być wiązana w snopki: ziarna były wsiane oddzielnie i niezależnie, łączyła je jedynie przynależność do tego samego gatunku i podobne warunki wzrostu. Natomiast, jak oświadcza przypowieść, w efekcie żniwa nastąpi między innymi zgromadzenie kąkolu i związanie go w snopki przed „spaleniem”, czyli „czasem ucisku”. Ta praca odbywa się wokoło nas. Nigdy jeszcze nie istniało tyle związków zawodowych, trustów kapitalistycznych i wszelkiego rodzaju stowarzyszeń ochronnych, co teraz.

„Rolą” z przypowieści jest cywilizowany świat, na którym w czasie Reformacji wiatry walk religijnych wszędzie powodowały łączenie się pszenicy i kąkolu w wielkie gromady (grupy wyznaniowe), skłaniając jednych do zwrócenia się w tym, drugich zaś w przeciwnym kierunku (doktrynalnym). Takie nagromadzenie w bliskim związku pszenicy i kąkolu doprowadziło u wszystkich do znacznej utraty indywidualności. Naukowe burze należą już do przeszłości, lecz siłą przyzwyczajenia trwają podziały i tylko gdzieniegdzie kłosy pszeniczne próbują w zatłoczeniu prostować się spod przygniatającego je ciężaru wielkich tłumów.

Wraz z czasem żniwa przychodzi uwolnienie pszenicy od ciężaru i zawady kąkolu. Sierp <str. 141> Prawdy przygotowuje ją do wolności, którą Chrystus uczynił wszystkich wolnymi na samym początku. Ten sam sierp ma jednak przeciwny wpływ na kąkol. Duch kąkolu skłania się raczej ku właściwej sektom dążności do zewnętrznej wspaniałości i działania na pokaz niż ku indywidualnemu posłuszeństwu i wierności Bogu. Dlatego też odrzucają oni teraźniejszą Prawdę i mocno sprzeciwiają się jej, szybko stwierdziwszy, że potępia ona sekciarstwo i stanowi indywidualną próbę dla każdego. Jakkolwiek wszystkie sekty wykazują skłonność do jednoczenia się, to jedność ta umotywowana jest chęcią przeciwstawienia się dezintegracyjnym tendencjom teraźniejszej Prawdy do tego stopnia, że nakładają oni powoli, ostrożnie, ale ciasno, więzy na każdą próbę indywidualnego myślenia i badania zagadnień religijnych, żeby ich organizacje nie rozpadły się i nie pozostał w nich po ucieczce pszenicy sam kąkol.

Wszyscy ci, którzy są wyobrażeni przez kąkol, są świadomi, że gdyby stanęli na indywidualnej próbie, nie zasłużyliby na udział w Królestwie obiecanym dla sumiennych naśladowców Baranka. Woleliby oni, aby sekty sądzone były tak jak korporacje, przez wzajemne ich porównywanie, mając w ten sposób nadzieję przedostania się do Królestwa chwały dzięki zasłudze pszenicy, z którą są stowarzyszeni. Nic na to jednak nie poradzą, gdyż próbie przydatności do zaszczytów Królestwa nie będą poddane sekty, lecz każdy indywidualnie. Sprawdzona będzie osobista wierność Bogu i Prawdzie. Wydaje się, że w jaśniejszym świetle dnia dzisiejszego, które rozprasza mgły bigoterii i uprzedzenia, każda sekta zdaje sobie sprawę, że wszystkie inne mają równe (równie niewielkie) prawo twierdzenia, że są jedynym prawdziwym Kościołem. Mając tę świadomość starają się wywołać wrażenie, że przyłączenie się do jednej z sekt – mało ważne do której – jest warunkiem zbawienia. W taki sposób łączą oni ideę indywidualnej odpowiedzialności z sekciarskim niewolnictwem.

Jako przykład więzów nałożonych ostatnio powszechnie na wszystkich zwolenników sekt niech posłużą pozornie <str. 142> niewinne, a dla wielu nawet rzekomo pożyteczne, lekcje Międzynarodowej Szkoły Niedzielnej. Mogło by się wydawać, że jest to przejaw pozbawionej sekciarskiego ducha współpracy w badaniu Biblii, że jest to wielki krok naprzód i odejście od starych metod badania przy pomocy katechizmów. Ów system ujednoliconych lekcji pozornie stanowi porzucenie ducha sekciarskiego i zjednoczenie się wszystkich chrześcijan, aby każdy mógł badać Biblię w jej własnym świetle, co wszyscy uznają oczywiście za właściwy kierunek, ale w rzeczywistości żaden z sekciarzy tak nie postępuje. Należy bowiem zauważyć, iż lekcje Międzynarodowej Szkoły Niedzielnej pozornie tylko pozbawione są sekciarskiego sposobu myślenia, pozornie tylko zapewniają wolność badania Biblii. W rzeczywistości każde z wyznań przygotowuje swe własne komentarze do zamieszczonych wersetów, a komitet układający owe lekcje, dbając o zewnętrzne pozory jedności, dobiera takie fragmenty Pisma Świętego, co do których nie występują zasadnicze różnice. Pomijane są tutaj, aczkolwiek zdecydowanie podtrzymywane ciągle w obrębie każdej z sekt, fragmenty Pisma Świętego i nauki, co do których występują różnice. One to właśnie wymagałyby szczególnej dyskusji, aby mogło się okazać, co jest błędem, a co słuszną racją w przekonaniach każdego z wyznań. W ten tylko sposób mogłaby zostać osiągnięta prawdziwa jedność na zasadzie: „Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest”.

Efektem tych i innych podobnych działań „zjednoczeniowych” jest nadawanie protestantyzmowi pozorów okazałości i jeśli nie oficjalne, to ukryte twierdzenie, że każdy musi należeć do jednej z jego sekt, gdyż w przeciwnym razie nie mógłby być w ogóle dzieckiem Bożym. W swej istocie nie jest to jednak jedność kościoła, lecz związek różnych i oddzielnych organizacji, z których każda wciąż pragnie zachować swą dotychczasową odrębność organizacyjną jako sekta, czyli snop, łącząc się jednak z innymi w celu imponowania światu i wywoływania wrażenia ogromu. To tak, jakby snopy zestawiane były w stogi. Każdy z nich jest oddzielnie związany jako organizacja, a związek ten staje się jeszcze <str. 143> ciaśniejszy przez ściśnięcie i zaklinowanie go innymi snopami w wielkim, imponującym stogu.

Jest jeszcze jedna przyczyna, która sprawia, że system lekcji międzynarodowych w powiązaniu ze współczesnymi metodami „przeprowadzania” Szkoły Niedzielnej skutecznie wspiera ducha sekciarstwa oraz hamuje rzeczywisty wzrost znajomości Prawdy. Przeprowadzana w Szkole lekcja i towarzyszące jej „ćwiczenia” są tak szerokie, że nie pozostawiają w ogóle czasu na rozważenie ostrożnie przygotowanych pytań, które są zamieszczane wraz z odpowiedziami. W ten sposób łaknący Prawdy badacz Biblii i, niejednokrotnie, uczciwy nauczyciel nie ma czasu na zadanie innych, istotniejszych pytań, które mogłyby stanowić podstawę do dyskusji i dostarczyć myślącym niezbędnego pokarmu. Pierwotnie klasy biblijne spotykały się, by rozważać samodzielnie wybrane fragmenty Biblii, a w poznawaniu Prawdy hamowane były jedynie swymi własnymi uprzedzeniami i przesądami. W ten sposób, szczerze łaknący Prawdy zawsze mogli uczynić pewien postęp. Obecnie jednak, coraz jaśniej przyświecające światło, które oświetla każdy temat, rozpraszając mgły zabobonów i uprzedzeń, przez te właśnie Międzynarodowe Lekcje, które miały stanowić pomoc, jest powstrzymywane, aby nie świeciło studentom lekcji biblijnych. Badania Biblii przez nich prowadzone są umiejętnie sterowane, aby nie pojawiły się żadne nowe idee, ich umysły są ustawicznie zajmowane „mlekiem słowa” (w znacznym stopniu rozcieńczonym ludzkimi tradycjami), aby zupełnie nie mieli apetytu na „twardy pokarm” zaawansowanej Prawdy (Hebr. 5:14). W trakcie tych lekcji cały czas i sposobność rozkoszowania się oraz uczenia się, jak doceniać „pokarm”, są zaprzepaszczane jednym stwierdzeniem: „Musimy trzymać się tematu, bo lekcja wkrótce się skończy”. Rację mieli prorocy i apostołowie, gdy mówili, że zrozumienie wielkich prawd Bożych, niezbędne dla naszego wzrostu w łasce i poznaniu miłości Bożej, jest niemożliwe bez zaniechania nauk początkowych – „odstawienia od mleka i odłączenia od piersi” – oraz bez udania się ku doskonałości (Hebr. 6:1; Izaj. 28:9). <str. 144>

Chociaż metody prowadzenia Szkoły Niedzielnej uległy ostatnio znacznej poprawie, to jednak ciągle pozostawiają one wiele do życzenia. Pod ich wpływem znajduje się wiele najprawdziwszych dzieci Bożych, które usilnie pragnąc służyć Bogu, są w mniejszym lub większym stopniu zdezorientowane wielką liczbą uczestników tych lekcji oraz sprawianym przez nie wrażeniem „pracy Pańskiej”. Przyznajemy, że rezultaty tej działalności są częściowo dobre, ale nie brakuje też stron negatywnych. Szczerzy ludzie zniechęcani są do czynienia osobistego postępu i wykonywania obowiązku, zaleconego przez Boga rodzicom. Przynosi to szkodę tak im, jak i ich dzieciom. Dla niedojrzałych ludzi krótka lekcja oraz „ćwiczenia” zdają się być przyjemniejszymi od badania Biblii. Wprowadzeni są w przekonanie, że wypełnili swój obowiązek, a towarzyskie plotki i rozrywki, z których przy tej okazji można skorzystać, wynagradzają im ofiarę tych kilku chwil. Także dzieciom najbardziej podobają się „ćwiczenia” śpiewu, książki z opowiadaniami, pikniki, poczęstunki i powszechne rozrywki. Możliwość zaprezentowania swych pięknych strojów poprawia i dzieciom, i ich mamom samopoczucie i stanowi wynagrodzenie za wysiłek ubierania się na tę okazję. Wszystko to doprowadza do zrzucenia rodzicielskiej odpowiedzialności za domowe wychowanie religijne na oszukańczą machinę Szkoły Niedzielnej. Szkoła Niedzielna została słusznie nazwana żłobkiem kościoła, a dzieci karmione przez nią radami ducha światowego, stają się młodymi kłosami kąkolu, który przynosi obfity plon i zarasta pola Babilonu.

Jeśli gdzieś znajdzie się grupa dorosłych studiujących Biblię, a nauczyciel jest na tyle otwarty i niezależny, aby nie podążać za przypadającą lekcją, lecz rozważać najistotniejsze sprawy, pozwalając, aby w duchu wolności mogła zwyciężać Prawda, niezależnie od tego, czy zgadza się ona z przyjętymi przez sektę wierzeniami, czy też nie, to jest on przez pastora posiadającego światową mądrość, albo przez jakiegoś superintendenta uznany za nauczyciela niebezpiecznego. Tacy nauczyciele są istotnie niebezpieczni dla sekciarstwa i prędko pozbawiani są możliwości nauczania. W przeciwnym razie oni sami oraz prawdy, na których otwarte dociekanie pozwalaliby, doprowadziłyby <str. 145> niebawem do przecięcia więzów i rozsypania się sekciarskich snopów. Dlatego też tacy nauczyciele niedługo utrzymują swą posadę. Za to mile widziani są inni – tacy, co umieją panować nad myślami swych słuchaczy, odwracać ich uwagę od „twardego pokarmu”, i utrzymywać ich na etapie nie odstawionych od piersi niemowląt, zbyt słabych, aby stać o własnych siłach i przywiązanych do systemów, które uczy się ich kochać i wierzyć, że bez nich się umiera. Jednak prawdziwy nauczyciel i prawdziwy badacz Pisma Świętego nie może poddawać się więzom ludzkiej niewoli, powinien cieszyć się wolnością badania i używania jako pokarmu każdego fragmentu dobrego Słowa Bożego oraz być nieskrępowanym w podążaniu za Barankiem, gdziekolwiek on prowadzi (Jan 8:36; Gal. 5:1).

Chociaż dzisiaj muszą być zachowane zewnętrzne pozory wolności osobistej w stopniu większym niż kiedykolwiek, to jednak należy stwierdzić, że nigdy jeszcze powrozy związujące pszenicę i kąkol w snopy nie były zaciśnięte tak dokładnie jak teraz. Jeszcze nigdy zarządzenia nie były tak ciasne i ograniczające wszelkie swobody osobiste jak dzisiaj. Każda wolna godzina gorliwego zwolennika sekty jest starannie wypełniona licznymi spotkaniami, działalnością, tak że nie zostaje ani chwila na nieskrępowane myślenie albo badanie Biblii. Zasadniczym zamierzeniem wszystkich takich spotkań i rozrywek jest umocnienie i rozwój sekty, a skutkiem – wspomniana niewola, tak szkodliwa dla rzeczywistego rozwoju prawdziwych dzieci Bożych – pszenicy. Ze słów proroka wynika, że związki stają się coraz mocniejsze (Izaj. 28:22). Nieco pszenicy i wiele kąkolu tworzy te snopy, z których z każdym dniem coraz trudniej będzie się uwolnić.

Jak zauważyliśmy, ilość prawdziwie poświęconych – pszenicy, jest mała, ogromna zaś liczba „ochrzczonych wyznawców” (którym to adekwatnym mianem pewien metodystyczny biskup określił klasę kąkolu). Na tej podstawie sądząc, spalenie kąkolu będzie znaczącym wydarzeniem. Błędem jest jednak powszechne przekonanie, że spalenie kąkolu w piecu ognistym, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów <str. 146> (Mat. 13:42), jest związane albo z literalnym ogniem albo z uciskiem po śmierci. Cała przypowieść o kąkolu stosuje się do obecnego wieku. Ogień, podobnie jak i pszenica oraz kąkol, jest symboliczny i zniszczy kąkol w czasie wielkiego ucisku, którym ma się zakończyć ten wiek. Pszenica zaś, zgodnie z obietnicą, będzie z ucisku wybawiona (Mal. 3:17; Łuk. 21:36). Wielki piec ognisty to „czas wielkiego ucisku”, który nastąpi przy końcu żniwa i dotknie niegodną klasę kąkolu „chrześcijaństwa”.

Zniszczenie wspomniane w przypowieści nie oznacza także ani teraźniejszego, ani przyszłego unicestwienia jednostek, z których składa się kąkol. Jest to raczej obalenie niesłusznych pretensji tej grupy ludzi. Twierdzą oni, że są chrześcijanami, podczas gdy naprawdę są ciągle dziećmi tego świata. Spalenie lub zniszczenie kąkolu będzie więc równoznaczne z objawieniem ich prawdziwych charakterów – rozpoznaniem, iż należą do świata. Nominalni członkowie Kościoła Chrystusowego nie będą już więcej udawać chrześcijan.

Nasz Pan, jak sam wyjaśnia, posiał dobre nasienie Królestwa – Prawdę, z której wyrasta cała prawdziwa pszenica – spłodzeni przez ducha Prawdy. Później dopiero, podczas nocy ciemnych wieków, Szatan posiał kąkol. Bez wątpienia kąkol był posiany tak samo, jak i pszenica, stanowiąc potomstwo błędu. Przekonaliśmy się już, jak za pośrednictwem przeciwnika i jego zaślepionych sług dokonało się godne ubolewania splugawienie Świątnicy oraz wojska i jak drogocenne naczynia (nauki) zostały niewłaściwie wykorzystane i sprofanowane przez papiestwo. Ta przypowieść stanowi jedynie inny opis tych samych działań. Fałszywe nauki rodziły niesłuszne pragnienia i ambicje na Pańskim polu pszenicznym, zdobywając dla Szatana wielu sług – siewców błędnych nauk i praktyk, które doprowadzały do obfitego rozmnożenia się kąkolu.

Dla wielu ludzi pole to wygląda pięknie i kwitnąco, gdyż jego plon liczy się w setkach milionów. Jednak ilość pszenicy, zduszonej i zahamowanej w rozwoju przez kąkol, jest w rzeczywistości bardzo niewielka. Dla pszenicy byłoby o wiele lepiej, <str. 147> gdyby będący pod wpływem ducha światowego kąkol nie znajdował się w kościele, lecz na swoim właściwym miejscu – w świecie – i pozostawił na tym polu poświęcone „Maluczkie Stadko”, jedyne przedstawicielstwo ducha i nauk Chrystusa. Wtedy różnica pomiędzy kościołem i światem byłaby wyraźnie zaznaczona, a rozwój Kościoła, choć zdawałby się może wolniejszy, byłby na pewno zdrowszy. Pozornie wielki sukces, objawiający się liczbami, dobrobytem i społeczną pozycją, w czym wielu znajduje powód do chluby, jest w istocie wielką krzywdą, a bynajmniej nie błogosławieństwem, tak dla świata, jak i dla Kościoła.

Gdy zastanawiamy się nad tym zagadnieniem, dochodzimy do wniosku, że wielu z przedstawicieli kąkolu nie powinno być obwinianych za to, że zajmują stanowisko fałszywej pszenicy. Podobnie, niewielu z nich zdaje sobie sprawę z tego, że kąkol nie jest prawdziwym Kościołem, a Maluczkie Stadko traktują oni jako ekstremistów i fanatyków. Istotnie, w porównaniu do owego kąkolowego mnóstwa, nasz Pan, apostołowie i cała pszenica mogliby się wydać ekstremistami i fanatykami, jeśliby większość – kąkol – miała rację.

Przedstawiciele kąkolu byli tak często i z przekonaniem zapewniani, że są chrześcijanami – że są nimi wszyscy z wyjątkiem Żydów, ateistów i pogan – że trudno byłoby oczekiwać, aby mieli uważać inaczej. Fałszywe doktryny upewniają ich, iż są tylko dwie możliwości, i że wszyscy ci, co unikną wiecznych mąk, mają być współdziedzicami z Chrystusem. W każdej mowie pogrzebowej, z wyjątkiem przypadków wyjątkowej degradacji, jawnej bezbożności i niemoralności, przyjaciele zmarłego zapewniani są o pokoju, radości i niebiańskiej chwale, w której się on znalazł. W celu udowodnienia takiego poglądu cytuje się całe fragmenty Pisma Świętego, które, jak to pokazuje kontekst, powinny być odnoszone jedynie do zupełnie poświęconych, do świętych.

W naturze wielu ludzi leży skłonność do ganienia samych siebie, świadomego przyznawania, iż nie są świętymi oraz twierdzenia, że nie roszczą sobie prawa do udziału w obfitych obietnicach Pisma Świętego. Jednakże <str. 148> ich kąkolowi współtowarzysze, zajmujący miejsca i w ławkach, i za pulpitami, a wcale nie lepiej poinformowani, przekonują ich, że zastrzeżenia te są nieuzasadnione. Ich sumienie podpowiada im, zapewnia nawet, że nie uczynili nic takiego, za co sprawiedliwie mogliby być skazani na wieczne męki, zaś na podstawie wiary w fałszywe nauki „chrześcijaństwa” mają nadzieję i uważają, że tak jak i wszyscy inni dobrzy ludzie, są oni członkami Kościoła, do którego należą wszystkie kosztowne obietnice. W ten sposób przez samo uznawanie fałszywych nauk stają się kąkolem. Zajmując miejsce, które im się nie należy, propagują fałszywe wyobrażenia o wzniosłych wzorcach świętości. Wprowadzeni w błąd, mają poczucie bezpieczeństwa i zadowolenia. Porównując swe życie i samych siebie do większości innych członków nominalnego kościoła oraz do zmarłych przyjaciół, nad których grobami wysłuchiwali pogrzebowych pochwał, stwierdzają, że co najmniej mieszczą się w średniej, a może nawet są bardziej konsekwentni od wielu głośnych wyznawców. Mają jednak świadomość, że ich serce i życie, czas, środki, talenty i możliwości w rzeczywistości nigdy nie zostały przez nich ofiarowane na służbę Bogu.

Podobnie jak „plewy” Wieku Żydowskiego zostały zniszczone przy końcu ówczesnego żniwa (Łuk. 3:17), tak i „kąkol” będzie zniszczony przy końcu żniwa obecnego czasu. Plewy, zanim jeszcze żniwo zakończyło się w niszczącym ten system ogniu walk religijnych i politycznych, wyrzekły się wszelkich praw do Boskiej łaski jako zwycięskie Królestwo Boże. Taki sam los spotka klasę kąkolu, tak zwanego „chrześcijaństwa”. Zostaną zniszczeni, przestaną być kąkolem, przestaną zwodzić tak siebie, jak i innych; zaprzestaną przywłaszczania sobie nader wspaniałych i kosztownych obietnic przynależnych jedynie zwycięzcom, świętym. Gdy ogień, który już został rozniecony, „ogień gorliwości Pańskiej” (czas wielkiego ucisku, którym zakończy się obecny wiek <str. 149> – Sof. 3:8) pochłonie ich rozmaite, tak zwane chrześcijańskie, królestwa oraz różne religijne organizacje rozdarte waśniami na skutek coraz jaśniej przyświecającego światła Prawdy, wtedy przestaną rościć sobie prawo używania nazwy „chrześcijaństwo” dla swych światowych organizacji.

Po opisie spalenia kąkolu, w dalszym ciągu przypowieści czytamy: „Tedy sprawiedliwi [pszenica] lśnić się będą jako słońce w królestwie Ojca swego”. (Czyż może być lepsze potwierdzenie słuszności poglądu, że prawdziwy Kościół nie uzyskał jeszcze mocy Królestwa Bożego i że wywyższenie to nastąpi dopiero po zakończeniu żniwa?) Tedy powstanie owo słońce sprawiedliwości (którego ośrodkiem chwały będzie zawsze Jezus Chrystus), a zdrowie będzie na ramionach jego, aby błogosławić, naprawiać, odkażać i oczyszczać z grzechu i błędu całą ludzkość. Niezdolni do poprawy zostaną zniszczeni wtóra śmiercią.

Należy pamiętać, że w symbolicznym wyobrażeniu, jakim jest żniwo żydowskie, żydowski dom Izraela według ciała tworzyli zarówno prawdziwi Izraelici, jak i ci, którzy takowych jedynie udawali, że tylko prawdziwi Izraelici zostali oddzieleni i zebrani do ewangelicznego gumna oraz zaszczyceni Prawdą Wieku Ewangelii i że wszyscy inni należący do tego narodu („plewy”) nie zostali zniszczeni fizycznie (choć oczywiście wielu ludzi zginęło w tym ucisku), lecz zostali odcięci od łask Królestwa, w których dotąd pokładali nadzieję i którymi się chlubili. Porównajmy to z odpowiednikiem w równoległości – postępowaniem w stosunku do „kąkolu” podczas jego obecnego palenia.

Nasz Pan powiedział, czego należy się spodziewać w obecnym „żniwie”, jaki mamy w nim udział tak jako odłączani, jak i jako „żniwiarze” używający sierpa Prawdy w celu niesienia pomocy innym w dochodzeniu do wolności Chrystusowej i odłączaniu się od fałszywych ludzkich systemów i związków. Ponadto, aby dać nam podwójną pewność, że mamy rację i że nadszedł czas oddzielania i żniwa, Pan dostarczył nam dowodów czasowych objawiających datę rozpoczęcia żniwa, jego długość i moment zakończenia. Świadczą one, jak już wykazaliśmy, że koniec roku 1874 jest początkiem, a rok 1914 <str. 150> – końcem 40 lat żniwa. Każdy najdrobniejszy szczegół porządku i dzieła obecnego żniwa znajduje swe odzwierciedlenie w odpowiadającym mu symbolicznie okresie żniwa Wieku Żydowskiego. Rozważymy obecnie niektóre z dostrzeżonych szczegółów czasowych żniwa symbolicznego oraz zauważymy wynikające z nich lekcje, które zostały najwyraźniej tak zaplanowane przez Pana, aby były pouczające i aby dzisiaj chroniły nas przed wątpieniem i niepewnością, a utwierdzały w znajomości Jego planu, we współdziałaniu z Nim z mocą jako współpracownicy w wypełnianiu Jego objawionej woli.

Wszystkie szczegóły czasu wynikające ze żniwa żydowskiego (aczkolwiek czasem pośrednio wiążą się i z wiernymi) bezpośrednio odnoszą się do szerokich nominalnych rzesz, wyznaczając dla nich okresy: próby, odrzucenia, obalenia i zniszczenia systemu narodu-kościoła. Tak więc nasz Pan, jako Oblubieniec i Żniwiarz, przyszedł (w roku 29 n.e.) nie tylko do prawdziwych Izraelitów, ale i do całego narodu (Jan 1:11). W trakcie przeprowadzania pracy żniwiarskiej okazało się, że niewiele jest dojrzałych ziaren, które nadają się do gumna (epoki ewangelicznej) i że zdecydowana większość posiada jedynie pozory pszenicy, a w rzeczywistości stanowi „plewy” pozbawione zasadniczych cech pszenicy. Trzy i pół roku później (w 33 r. n.e.) nasz Pan objął urząd królewski i pozwolił, aby lud wsadził go na oślę i okrzyknął go królem (czego wcześniej odmawiał – Jan 6:15). Moment ten znajduje odbicie w znacznie ważniejszym wydarzeniu żniwa Wieku Ewangelii. W równoległości, jak już wiemy, są to: rok 1874 – data rozpoczęcia się obecności naszego Pana jako Oblubieńca i Żniwiarza oraz kwiecień roku 1878 – data objęcia i sprawowania przez Niego w sposób rzeczywisty urzędu Króla królów i Pana panów. Tym razem jest on królem duchowym – obecnym z całą mocą, choć niewidzialnym dla ludzi.

Te pierwsze poczynania naszego Pana w roli <str. 151> Króla Izraela, choć wtedy trwały jedynie kilka godzin, mają dla nas niezwykle głębokie znaczenie, gdyż stanowią cień i niewątpliwą wskazówkę, czego należy się spodziewać dzisiaj. To, czego świadkami byli ludzie w tamtym czasie – a więc królewski wjazd do Jerozolimy na oślęciu i wypędzenie biczem ze świątyni handlarzy pieniędzmi – wypełnia się, według naszego zrozumienia, dzisiaj na większą skalę, jakkolwiek bicz z postronków, król i proklamowanie jego królewskiego autorytetu objawiły się obecnie w zupełnie innej formie, widocznej jedynie dla oczu wiary. Te wydarzenia z rzeczywistości żydowskiej zwracają jednak naszą uwagę na wypełnienie, które inaczej uszłoby naszej uwadze. Pierwszą czynnością symbolicznego Króla było odrzucenie całego narodu-kościoła Izraela jako niegodnego stanowienia Jego Królestwa i dalszego traktowania jako Jego szczególne dziedzictwo. Wyraził to w słowach: „Jeruzalem, Jeruzalem, które zabijasz proroki i które kamionujesz te, którzy do ciebie byli posłani: ilekroć chciałem zgromadzić dzieci twoje jako zgromadza kokosz kurczęta swoje pod skrzydła, a nie chcieliście? Oto wam dom wasz pusty zostanie” – Mat. 23:37-39.

Z porównania tych faktów z obecnym żniwem wynika, że tak jak w 33 roku Izrael, po 1845 latach uznawania go za lud Boży poprzez okazywanie łaski i stosowanie tymczasowego karania, został odrzucony przez Króla, gdyż w trakcie trzy­ipółletniego przeglądu i próby nie okazał się godnym, tak też i w czasie obecnego żniwa, po podobnym okresie inspekcji trwającej trzy i pół roku i przy końcu podobnego okresu 1845 lat łaski i karcenia, nominalne chrześcijaństwo miało zostać odrzucone przez Króla jako niegodne, aby nadal otrzymywać łaskę albo być przez Niego w jakiejkolwiek formie uznawane.

Odrzucenie nominalnego Izraela według ciała nie oznaczało bynajmniej indywidualnego odrzucenia żadnego z „prawdziwych Izraelitów”, w którym nie było zdrady, lecz wręcz przeciwnie, stanowiło podstawę do udzielenia takim (którzy uwolnili się od „ślepych przewodników” i skorzystali z bardziej bezpośredniego i doskonałego nauczania przekazywanego przez nowe duchowe narzędzia – apostołów) jeszcze większej łaski. Tak też <str. 152> i obecnie powinniśmy oczekiwać, że duchowe łaski, którymi dotychczas były obdarzane rzesze nominalnych chrześcijan, będą odtąd należeć się tylko wiernym i posłusznym. Odtąd też nie można się spodziewać, że stosowne światło oraz „pokarm na czas słuszny dla domu wiary” miałyby być w jakimkolwiek stopniu udzielane za pośrednictwem dotychczasowych narzędzi. Użyte zostaną w tym celu wyłącznie wierne jednostki znajdujące się poza upadłymi i odrzuconymi systemami.

Nasz Pan w trakcie swej misji, zanim jako król nie odrzucił systemu żydowskiego, uznawał prawo Faryzeuszy i Saduceuszy do nauczania ludu, jakkolwiek często strofował ich za hipokryzję i zwodzenie ludu. Jasno wynika to z jego słów (Mat. 23:2): „Na stolicy Mojżeszowej usiedli nauczeni w Piśmie i Faryzeuszowie. Przetoż wszystkiego, czegokolwiek by wam rozkazali przestrzegać, przestrzegajcie i czyńcie”. Podobnie też przez pewien czas wielcy religijni władcy nominalnego chrześcijaństwa na synodach, konferencjach, soborach, itp. jako nauczyciele ludu zasiadali w pewnym sensie na Chrystusowej stolicy, tak jak żydowski Sanhedryn zasiadał niegdyś na stolicy Mojżeszowej. Jednak po roku 33 n.e. Faryzeuszowie i Saduceuszowie pod żadnym względem nie byli już więcej uznawani przez Pana, a prawdziwi Izraelici nie byli już nauczani przez nich, lecz przez samego Boga za pośrednictwem pokorniejszych, nie utytułowanych i bardziej godnych narzędzi, które zostały powołane z ludu i w szczególny sposób przygotowane przez Boga. Musimy się tego spodziewać i teraz, w równoległym żniwie.

Ujęcie królewskiej władzy przez naszego Pana w roku 33 n.e. i Jego pierwszy urzędowy akt odrzucenia narodowego kościoła Izraela według ciała, w powiązaniu z innymi uderzającymi podobieństwami tych dwóch okresów, narzuca oczywisty wniosek, że w równoległym momencie czasowym obecnego żniwa, tj. w 1878 roku, mistyczny Babilon, inaczej zwany chrześcijaństwem, wyobrażany symbolicznie przez judaizm, został odcięty i rozeszła się wieść: „Upadł, upadł Babilon on wielki; i stał się przybytkiem czartów, i mieszkaniem wszelkiego ducha nieczystego, i mieszkaniem wszelkiego ptactwa nieczystego i przemierzłego” – Obj. 18:2. <str. 153>

Przepowiedziany upadek, plagi i zniszczenie mistycznego Babilonu zostały proroczo przedstawione w wielkim ucisku i narodowym wyniszczeniu rzeczywistego Izraela, które doprowadziło w końcu do zupełnej klęski tego narodu w 70 r. n.e. Długość okresu, w którym dokonał się ów upadek ma także swoją równoległość. Od czasu, gdy nasz Pan w 33 r. n.e. wypowiedział słowa: „Oto wam dom wasz pusty zostanie”, do roku 70 upłynęło 36 ˝ roku. Także od 1878 do końca 1914 roku upływa 36 ˝ roku. Zatem, według przedstawionych już proroctw, wraz z końcem roku 1914 przeminie to, co Bóg nazywa Babilonem, a ludzie chrześcijaństwem.

Judaizm był naznaczonym przez Boga wyobrażeniem Tysiącletniego Królestwa Chrystusowego, które obejmie swą władzą i wpływem wszystkie sprawy. Toteż nieprzypadkowo judaizm stanowił połączenie kościoła i państwa, unię rządu religijnego i świeckiego. Jednak Kościół ewangeliczny, jak to wykazaliśmy wcześniej, w żadnym razie nie miał stowarzyszać się ani mieć cokolwiek wspólnego z rządzeniem światem, aż do czasu, gdy jego Pan i Król królów, przyszedłszy, ujmie władzę i wywyższy go jako swą Oblubienicę do współudziału w królowaniu sprawiedliwości. Ustanowienie systemu zwanego chrześcijaństwem, które to objęło wszelkie formy zarządu i sformułowało creda stwierdzające przynależność do Chrystusa (w rzeczywistości jednak będące jedynie nędzną imitacją prawdziwego Królestwa Chrystusowego) było objawem zlekceważenia słów Pańskich i zastosowania się do zasad ludzkiej mądrości, teorii i planów. Twór ten powstał przed nadejściem właściwego czasu, z pominięciem Pana i przy użyciu niewłaściwych elementów. Upadek Babilonu jako niewłaściwego systemu państwowo-kościelnego oraz zgromadzenie poza jego obrębem godnej pszenicy może być i jest dobrze zilustrowane w upadku judaizmu.

Pierwotne znaczenie słowa Babilon to brama Boga, lecz później, na ironię, nabrało ono znaczenia mieszaniny albo <str. 154> zamieszania. W Księdze Objawienia nazwa ta użyta jest szczególnie dla określenia kościoła nominalnego, który będąc pierwotnie bramą chwały, stał się bramą błędu i zamieszania, nędzną mieszaniną składającą się głównie z kąkolu – hipokrytów, pomieszanego z rzeszami światowych wyznawców, wśród których zagrzebane zostały klejnoty Pańskie, a ich prawdziwe piękno i blask ukryte. W symbolice proroctw terminem Babilon określany jest niekiedy wyłącznie Kościół Rzymski, zwany „Babilonem wielkim, matką wszeteczeństw”. Przez wieki nazwa ta mogła się odnosić wyłącznie do niego, gdyż był jedynym systemem zamieszania, nie tolerującym żadnego innego. Jednakże na skutek różnych nieudolnych usiłowań reformatorskich zrodziły się z niego inne systemy kościelne, choć nie tak wielkie, jak ich „matka”, nie tak bezbożne ani nie tak zdecydowanie złe. Także i w nich dominowały błędy, kąkol i duch świata, tak iż nazwa Babilon użyta jest ogólnie jako określenie całej rodziny systemów chrześcijańskich, która obejmuje obecnie nie tylko Kościół Rzymski, lecz także wszystkie sekty protestanckie. Skoro bowiem system papiestwa miał być matką, to rozmaite systemy protestanckie, które z niego powstały, powinny być uważane za córki – do czego protestanci powszechnie się przyznają, a niekiedy nawet z dumą.

Jeszcze przed czasem żniwa, wielu spośród znajdującego się w Wielkim Babilonie ludu Bożego dostrzegało, iż rzeczywisty charakter tego systemu jest rażąco niechrześcijański (w szczególności zauważyli to Waldensi, Hugenoci i reformatorzy z XVI wieku). Zwracając na to uwagę, odłączali się od systemu-matki pociągając za sobą wielu ludzi, wśród których nie brakowało i kąkolu. Przepowiedział to prorok mówiąc: „Bo się do nich wiele pochlebców przyłączy” – Dan. 11:34. Były to burze polityczno-doktrynalne rozdzierające chrześcijaństwo jeszcze przed czasem żniwa. Ciągle przeważający w tych ruchach kąkol doprowadził do powstania kolejnych systemów babilońskich, choć nie były one tak niewłaściwe jak system macierzysty.

Pszenica, choć niejednokrotnie usiłowała <str. 155> uwolnić się od zmory kąkolu (szczególnie od haniebnych błędów przez niego popieranych bądź też wprowadzanych), a jej wysiłki spotykały się z błogosławieństwem, znajdowała się w tej sytuacji pod nieustannym wpływem kąkolu, była ciągle zmieszana z przeważającą ilością tego chwastu. Jednakże przez wzgląd na pszenicę Boża łaska rozciągała się nawet na te pomieszane babilońskie systemy. Nie zostały one zupełnie i na zawsze odcięte od wszelkich łask ani skazane na rychłe zniszczenie, ani też cały lud Boży nie został jasno i zdecydowanie wezwany do ich opuszczenia, dokąd nie nadszedł Boski czas na dokonanie całkowitego i ostatecznego oddzielania – czas żniwa, 1878 rok. Na samym początku wieku lud Boży został przestrzeżony przed podstępami Antychrysta i pouczony, aby się z nim nie łączył. Jednakże w celu doświadczenia i wypróbowania go dozwolone zostało, aby w pewnej mierze został on zwiedziony oraz w mniejszym lub większym stopniu zmieszał się z tym systemem. Każde przebudzenie i zrozumienie niechrześcijańskich zasad, nauk i uczynków, które prowadziło do podjęcia działań reformatorskich, służyło próbowaniu i sprawdzaniu klasy pszenicy oraz pomagało w stopniowym oczyszczaniu jej od zmaz Antychrysta. Ostatnia próba i stanowcze wezwanie w powiązaniu z całkowitym odrzuceniem owych systemów, które już odtąd nie mogły korzystać z łaski Bożej (tak jak poprzednio otrzymywały ją ze względu na znajdującą się w nich pszenicę), mają na celu ostateczne odłączenie klasy pszenicy od wszelkich systemów i zasad antychrystusowych. Jeżeli systemy te podtrzymywały poprzednio jakieś prawdy, to obecnie gwałtownie się ich pozbywają, zastępując je ludzkimi teoriami, sprzeciwiającymi się wszystkim elementom Boskiej Prawdy; żywe nabożeństwo i pobożność szybko ustępują miejsca duchowi tego świata i zamiłowaniu do przyjemności.

Gdy upadek Babilonu został oznajmiony, znajdujący się w nim nadal lud Boży otrzymał nakaz wyjścia: „I słyszałem inszy głos z nieba mówiący: Wynijdźcie z niego ludu mój! abyście nie byli uczestnikami grzechów jego, a iżbyście nie wzięli z plag jego” – Obj. 18:4. Wyrażenie „Upadł Babilon: Wynijdźcie z niego <str. 156> ludu mój” zawiera dwie istotne myśli, na które należałoby szczególnie zwrócić uwagę. Wskazuje ono, że w pewnym okresie Babilon nie był odtrącony od łaski Bożej, otrzymując pewną jej miarę pomimo, że przejawiał cechy zamieszania; nie był on zupełnie odrzucony aż do czasu oddzielania podczas żniwa, niezależnie od wielkiej obfitości błędu tkwiącego w tym systemie oraz niezależnie od niewielkiej ilości okazywanego przez niego ducha Chrystusowego. Wskazuje ono, że w pewnym momencie Babilon miał być nagle i całkowicie odrzucony; wtedy też wszelkie łaski miały ustać dla niego na zawsze i miał nastąpić sąd; takie właśnie odrzucenie – według tego, co już wykazaliśmy – miało nastąpić w 1878 roku. Wskazuje ono także, że w momencie odrzucenia Babilonu mieli być w nim i być z nim stowarzyszeni liczni członkowie ludu Bożego, gdyż to po upadku, czyli odtrąceniu Babilonu od łaski, zostało skierowane do nich wezwanie: „Wynijdźcie z niego, ludu mój”.

Należy przy tym zauważyć różnicę pomiędzy licznymi ruchami nastawionymi na stopniowe reformowanie systemu, jakie pojawiły się w minionych czterech stuleciach, a ostatecznym całkowitym oddzieleniem. Te pierwsze były dozwolonymi próbami reformowania Babilonu, podczas gdy to, co stało się ostatnio, jest skutkiem oceny, iż nie ma nadziei na przeprowadzenie takiej reformy: „Byłci Babilon kubkiem złotym w ręce Pańskiej, upajającym wszystkę ziemię; wino jego piły narody, dlatego poszalały narody [zatrute jego błędami], ale nagle upadnie Babilon i starty będzie; rozkwilcie się nad nim, nabierzcie olejku balsamowego dla boleści jego, owa się wyleczy. Leczyliśmy Babilon, ale nie jest uleczony. Opuśćmyż go, a pójdźmyż każdy do ziemi swej [do prawdziwego Kościoła albo, co może nastąpić, i do świata, gdyż przez to okaże się, kto jest pszenicą, a kto kąkolem]; bo sąd jego aż do nieba sięga” – Jer. 51:7-9 (por. Obj. 17:4, 14:8, 18:2,3,5,19).

Nie uleczony Babilon skazany jest obecnie na zagładę. Został odrzucony cały system – system systemów – a do wszystkich członków ludu Bożego, którzy nie sympatyzują z jego fałszywymi poglądami <str. 157> i praktykami, skierowane jest wezwanie, aby odłączyli się od niego. Prorok podaje przyczynę wydania wyroku o odrzuceniu oraz niemożności zrozumienia jej przez niektórych, mówiąc:

„I bocian na powietrzu zna ustawione czasy swe, i synogarlica, i żuraw, i jaskółka przestrzegająca czasu przylecenia swego; ale lud mój nie zna sądu Pańskiego. [Nie rozumie, że musi przyjść czas żniwa, pełnego i całkowitego oddzielenia pszenicy od plew i kąkolu. Wykazuje pod tym względem mniejszą orientację niż ptaki wędrowne.] Jakoż mówicie: Myśmy mądrzy, a zakon Pański jest przy nas [skoro nie potraficie dostrzec czasu żniwa i właściwej mu zmiany epok]? zaprawdę, oto daremnie pióro pisarz czyni; daremnie są w zakonie biegłymi [ponieważ słowo Pańskie wypowiedziane za pośrednictwem proroków i apostołów jest bezużyteczne i odłożone na bok bez rozważenia, a ułożone w minionych „ciemnych wiekach” wyznania wiary są latarniami bez światła dla tych, którzy chodzą w ciemności]. Kogoż zawstydzili ci mędrcy (?) [wykształceni]. Którzyż są przestraszeni [niepowodzeniem swych umiłowanych ludzkich metod] i pojmani? Oto słowo Pańskie odrzucają; cóż to tedy za mądrość ich [teraz]? [Por. Izaj. 29:10] Dlatego dam żony [kościoły] ich innym, pola [działania] ich tym, którzy ich opanują; bo od najmniejszego aż do największego, wszyscy [z nich] zgoła udali się za łakomstwem; od proroka [mówcy] aż do kapłana [duchownego] wszyscy przewodzą kłamstwo. [Por. Izaj. 56:10-12, 28:14-20.] Bo leczą skruszenie córki ludu mego [nominalnego Syonu – Babilonu] tylko po wierzchu, mówiąc: Pokój, pokój! chociaż nie masz pokoju [gdyż cały ten system jest skażony i wymaga gruntownego oczyszczenia przy pomocy lekarstwa Słowa Bożego – Prawdy]. Izali się zawstydzili, przeto że obrzydliwość czynili? Zaiste, ani się zapałać, ani wstydzić umieli; przeto upadną [nauczyciele] między padającymi czasu nawiedzenia swego [przeglądu – podczas „żniwa”] <str. 158> upadną, mówi Pan. Do szczętu ich wykorzenię, mówi Pan; nie będzie żadnego grona na winnej macicy, a żadnej figi na drzewie figowem; nawet i liść opadnie, a com im dał [wszystkie duchowe łaski i przywileje], odjęte będzie” – Jer. 8:7-13.

Kolejny werset stwierdza, iż wielu odrzuconych będzie zdawało sobie sprawę z nadchodzących ucisków, a jednak ciągle nie będą oni dostrzegać ich prawdziwej przyczyny. Będą mówić: Zjednoczmy się i obwarujmy się w potężnych miastach [rządach] i odpocznijmy. Do pewnego stopnia zdają sobie sprawę z tego, że ani rozsądek, ani Pismo Święte nie potwierdzają ich fałszywych doktryn i że najrozsądniejszą wobec tego metodą jest odpoczywać w cieniu starych przesądów pod ochroną tak zwanych chrześcijańskich rządów. Zupełnie szczerze mówią tu oni: „Pan Bóg nasz każe nam odpocząć, gdy nas napoi wodą żółci”. Jedynym ich pokrzepieniem może być kielich, który sami sobie zgotowali (zatruty goryczą błędu – „naukami diabelskimi”, zmieszanymi z czystą wodą żywota – Prawdą Słowa Bożego). Czyż ci, którzy należą do Babilonu, miłują go, a tym samym nie są gotowi, aby okazać posłuszeństwo wobec wezwania: „Wynijdźcie z niego”, nie zostaną zmuszeni do wypicia kielicha, który sami przygotowali? Czyż nie będą musieli przyznać, że ich nauki są fałszywe? Z całą pewnością będą musieli to uczynić, aż im to całkowicie obrzydnie. Werset następny mówi o rozczarowaniu na skutek niespełnienia się ich oczekiwań; mieli oni nadzieję, że wyznawane przez nich gorzkie (jak woda żółci) nauki nawrócą świat i doprowadzą do Tysiąclecia. Mówią: „Czekaj pokoju, aleć nic dobrego; czasu uzdrowienia, alić oto strach!” – choroba nominalnego Syonu rozwinie się gwałtownie w czasie nawiedzenia i odrzucenia go, gdy „prawdziwi Izraelici”, posłuszni wezwaniu Bożemu, zaczną opuszczać systemy nominalne.

Niektórzy zastanawiają się, dlaczego Bóg nie postanowił, aby została przeprowadzone kolejna reforma, jeszcze większa od poprzednich, które okazały się tak powierzchowne i krótkotrwałe. Pytają oni: Dlaczego Bóg nie wylał <str. 159> ducha łaski na wszystkie wielkie sekty, łącząc je w jedną, albo też na którąś z nich, oczyszczając ją od nieczystości i przyciągając do niej wszystkich innych? My zaś pytamy: Dlaczego by nie złączyć także wszystkich królestw na ziemi w jedno i nie oczyścić go?

Wszystkie dzieci Boże winny być przekonane, że byłoby to niezgodne z objawionym przez Niego planem. Nieco wnikliwsze przemyślenia i spojrzenie z punktu widzenia Słowa Bożego ujawniają brak rozsądku w takim rozumowaniu. Weź pod uwagę liczbę wyznawców kościoła (czterysta milionów) i zadaj sobie pytanie: Ilu z nich mogłoby rzeczywiście powiedzieć, że są zupełnie, ciałem i umysłem, ofiarowani na służbę Panu i w zgodzie z Jego planem? Twoje własne obserwacje doprowadzą cię do wniosku, że po oddzieleniu „pszenicy” od „kąkolu” przez usunięcie „kąkolu” w każdym prawie wypadku, w największych kościołach i katedrach zgromadzałaby się zaledwie niewielka garstka wiernych.

Próba oczyszczenia systemów nominalnych nie została podjęta z tego powodu, że nawet największy wysiłek w tym kierunku nie przystosowałby nie poświęconych rzesz „chrześcijaństwa” oraz ich świeckich i kościelnych organizacji do wykonywania dzieła Pańskiego, które ma być obecnie zapoczątkowane na ziemi. Pan wybierał prawdziwie poświęconych, godnych, przez minione osiemnaście stuleci; to, co pozostało do zrobienia na dziś, to wybrać ostatnich poświęconych – a jest ich niewielu – spomiędzy ludzi obecnie żyjących. Stanowią oni dopełnienie ustanowionej uprzednio liczby członków ciała Chrystusowego.

Powód, dla którego odrzucone są wszystkie ludzkie organizacje, a najlepsza z nich nie została zreformowana, aby wszystkie mogły się w niej zgromadzić, pokazany jest w postępowaniu naszego Pana w odniesieniu do sekt żydowskich w czasie żniwa, czyli zakończenia tamtej epoki. Tak wtedy jak i teraz wszystkie one zostały odrzucone, a „prawdziwi Izraelici” byli wezwani do opuszczenia ich i skorzystania z wolności, aby mogli być nauczani o Boskiej woli i planie za pośrednictwem osobiście przez Boga wybranych narzędzi. <str. 160>

Nasz Pan chcąc wytłumaczyć Żydom mądrość objawiającą się przez taki sposób postępowania, zilustrował ją dwoma przypowieściami: po pierwsze, że użycie łaty z nowego sukna do naprawienia bardzo starej szaty doprowadziłoby jedynie do objawienia jej słabości, a na skutek nierównej odporności materiałów rozdarcie powiększyłoby się i po drugie, że nalanie nowego wina do starych bukłaków, które utraciły już swoją rozciągliwość i elastyczność, przyniosłoby z całą pewnością raczej szkodę niż pożytek, gdyż w rezultacie stare bukłaki zostałyby natychmiast rozsadzone i zniszczone, a wartościowe, nowe wino zmarnowałoby się.

Nowe nauki naszego Pana były nowym winem, zaś żydowskie sekty starymi bukłakami. Przypuśćmy, że Pan przyłączyłby się do jednej z nich i próbował rozpocząć reformę; jaki byłby tego skutek? Nie ulega wątpliwości, że nowe nauki, jeżeliby zostały przyjęte, doprowadziłyby do zupełnego rozpadu takiej sekty. Moc jej organizacji wybudowana na szerokich podstawach sekciarskiej pychy, a scementowana błędami, uprzedzeniami i tradycjami ludzkimi, uległaby natychmiastowemu zniszczeniu. Nowe nauki natomiast byłyby tłamszone i ograniczane przez dawne błędy i tradycje takiej sekty, za której przeszłość świat powszechnie obciążyłby odpowiedzialnością te nauki.

Z tego też samego powodu, podczas odbywającego się obecnie żniwa, w brzasku Wieku Tysiąclecia, Pan nasz ukazując większe światło Prawdy, nie przykłada go jak łaty do jednego ze starych systemów, ani nie wlewa jako nowego wina do starych bukłaków. Po pierwsze, dlatego że żaden z nich nie znajduje się w takim stanie, który umożliwiałby załatanie, czyli przyjęcie nowych nauk, a po drugie, dlatego, że gdyby wśród starych systemów zostały przyjęte nowe prawdy, skutkiem ich działania byłoby wykształcenie sił, które rozsadziłyby każdą sektę, nawet solidnie zorganizowaną i spojoną. Gdyby poddawać tej próbie jeden system po drugim, rezultat byłby zawsze taki sam, aż w końcu nie pozostałoby żadne naczynie, w którym można by przetrzymywać i zachować nowe wino (nauki). <str. 161>

Metoda postępowania naszego Pana podczas pierwszego przyjścia była zatem najlepszym rozwiązaniem. Sporządził On całkowicie nową szatę z nowego sukna, a nowe wino wlał w nowe bukłaki, tj. powołał prawdziwych Izraelitów (nie związanych z sektami) i podał im prawdy słuszne w tamtym czasie. Podobnie i teraz. Nawołuje On, aby ci, co łakną Prawdy, opuścili nominalny duchowy Izrael, a będzie im dane poznać Prawdę w sposób, w jaki udziela jej Pan i będą z ochotą współdziałać z Nim w wykonywaniu Jego planu, nie bacząc na przemijanie starych bukłaków, odrzucanych jako nieprzydatne do przechowywania nowego wina. Cieszcie się raczej, że uznani jesteście za godnych otrzymania świadectwa o teraźniejszej prawdzie, o tym nowym winie. Gdy tylko doświadczycie słuszności tego świadectwa, przyjmijcie je i postępujcie według jego wskazań z radością.

Ci, którzy w czasie pierwszego przyjścia czekali, aż poznają opinię wybitnych przedstawicieli sekt, aby się nią kierować i którzy pytali: „Izali kto uwierzył weń z książąt albo z Faryzeuszów?”, nie usłyszeli Prawdy, gdyż naśladowali ludzi, zamiast Boga. Wybitni członkowie sekt nie uznali wówczas nauczania Chrystusa. Tak wtedy, jak i dzisiaj ludzie tego rodzaju są najbardziej ślepymi przewodnikami ślepych. Zamiast przyjąć Prawdę i otrzymać błogosławieństwo, „upadają” w czasie próby. Stara szata i stare bukłaki znajdują się w tak złym stanie, że zupełnie nie nadają do dalszego użytku.

Skoro tym, który wzywa do opuszczenia Babilonu, jest sam Pan, nie mamy wątpliwości, że niezależnie od tego, jakie przedstawicielstwo będzie do tego celu użyte, cały lud prawdziwie do Niego należący usłyszy to wezwanie. Stanie się to próbą wykazującą albo posłuszeństwo, albo umiłowanie Babilonu i spokrewnienie z jego błędami. Jeśliby kto pochwalał nauki i metody tego systemu do tego stopnia, że byłoby mu ciężko go opuścić, dowiedzie tym, że nie jest godny teraźniejszej Prawdy i zasługuje na otrzymanie plag, które wkrótce zostaną wylane na Babilon. Jednakże słowa wezwania wskazują na to, że znajdujący się w Babilonie <str. 162> wierny lud Boży nie jest traktowany jako współodpowiedzialny za jego grzechy światowości oraz za ignorowanie Boskiej Prawdy, aż do czasu, gdy dowie się, że Babilon upadł – został odrzucony. Ci, którzy i wtedy by w nim trwali, będą już uznani za jego część, gdyż pochwalają złe uczynki i nauki, dawne i teraźniejsze, zostaną także policzeni wśród uczestników jego grzechów, a tym samym zasługujących na udział w jego karaniu, w nadchodzących plagach (zob. Obj. 18:4).

Jakże dosadnie brzmi stwierdzenie: „Stał się przybytkiem czartów i mieszkaniem wszelkiego ducha nieczystego, i mieszkaniem wszelkiego ptactwa nieczystego i przemierzłego”, lecz czyż nie jest prawdą, że najohydniejsza część społeczeństwa stara się przywdziewać szaty chrześcijaństwa i obrzędowości oraz znaleźć się w jednej z dzielnic (sekt) Babilonu. Reprezentowana jest w nim, w takiej czy innej formie, każda nieczysta zasada i nauka. Jest on „klatką”, w której bezpiecznie mieszkają nie tylko ciche i łagodne gołębice Pańskie, ale i wiele nieczystych oraz budzących wstręt ptaków. Iluż przestępców i oszustów, zwodzących mężczyzn i kobiety, jest wyznawcami kościoła Chrystusowego! A ilu z nich pod płaszczykiem wyznania załatwia nadal swe ciemne interesy! Powszechnie wiadomo, iż większość najbrutalniejszych przestępców, którzy zostali skazani na karę śmierci, umiera pozostając w społeczności rzymskokatolickiej.

W Babilonie znajdowali się najlepsi i najgorsi, kwiat i męty społeczeństw cywilizowanego świata. Najlepsi, to garstka prawdziwie poświęconych, w politowania godny sposób przemieszana z ogromną liczbą tych, którzy są jedynie wyznawcami i plugawymi, przestępczymi mętami. Jednak w sprzyjających okolicznościach obecnego czasu żniwa prawdziwie poświęceni będą oddzieleni w przygotowaniu do uwielbienia.

Jako przykład proporcji występowania nieczystych i wzbudzających wstręt ptaków w Babilonie i poza nim podajemy oficjalny raport o stanie społecznym pewnej części pola pszenicznego, gdzie „ortodoksja” od wielu stuleci szczyciła się <str. 163> najwyższą jakością i czystością pszenicy i niewielką ilością kąkolu i gdzie w zakresie ustanawiania prawa i rządzenia ludźmi tak zwany jedyny „kościół” współpracuje z rządem:

Stan Społeczeństwa Anglii i Walii
Raport Parlamentarny 1873 roku

Populacja według wyznania religijnego

Rzymskokatolicy........... 1 500 000

Kościół Anglikański 6 933 935

Dysydenci [Protestanci poza Kościołem Episkopalnym]

......... 7 234 158

Ateiści 7 000 000

Żydzi.... 57 000

Ogólna liczba przestępców w więzieniach

Rzymskokatolicy................ 37 300

Kościół Anglikański...... 96 600

Dysdenci.... 10 800

Ateiści...... 350

Żydzi............. 0

145 050

Ilość przestępców na 100 000 ludności

Rzymskokatolicy.................. 2 500

Kościół Anglikański. 1 400

Dysydenci 150

Ateiści.......... 5

Żydzi............. 0

Przestępców w proporcji

Rzymskokatolicy.............. 1 na 40

Kościół Anglikański 1 na 72

Dysydenci... 1 na 666

Ateiści 1 na 20 000 <str. 164>

Przyczyna takiego stanu rzeczy jest podana w Obj. 18:3: „Iż z win [ducha, wpływu] zapalczywości wszeteczeństwa [światowych związków] jego [Babilonu] piły wszystkie narody”. Błędne nauki odnośnie charakteru i misji Kościoła oraz twierdzenie, iż nadszedł już czas jego wywyższenia i królowania (a szczególnie za czasów Konstantyna, po wielkim i głośnym sukcesie polegającym na zrealizowaniu ziemskich ambicji kościoła, gdy zaczął uważać się za Królestwo Boże, ustanowione w celu królowania w mocy i wielkiej chwale), przywiodły do Babilonu wielu ludzi, którzy nigdy by się do niego nie przyłączyli, gdyby był został na wąskiej drodze ofiarowania. Pycha i ambicja doprowadziły do zagarnięcia światowej władzy przez kościół tamtego wczesnego okresu. Osiągnięcie takiej władzy wymagało uznania mas i zdobycie światowego wpływu. W celu uzyskania wielkiej liczby zwolenników, której w obecnych warunkach Prawda nie mogłaby przyciągnąć, wprowadzano fałszywe nauki, które z czasem uzyskały przewagę nad wszystkimi innymi. Jeśli jakieś prawdy jeszcze były podtrzymywane, to w zniekształconej i przekręconej formie. Osiągnięto cel – wielką liczbę wyznawców, dochodzącą nawet do setek milionów, a prawdziwy Kościół – pszenica – ukryty między milionowymi rzeszami kąkolu, pozostał ciągle „Maluczkim Stadkiem”. W tej sytuacji zarodek prawdziwego Królestwa Bożego, jak owca między drapieżnymi wilkami, siłą zmuszony do poddania się, padł ofiarą przemocy; tak jak nasz Pan, którego śladem postępował, spotkał się z pogardą i został odrzucony przez ludzi – jako mężowie boleści, świadomi niemocy.

Obecnie jednak, kiedy świta poranek Tysiąclecia, a objawiane są fałszywe nauki przynależące do ciemnej nocy, co przeminęła, kiedy błyszczą autentyczne klejnoty Prawdy, musi nastąpić zaplanowane całkowite oddzielenie pszenicy od kąkolu. Jak fałszywe nauki powodowały niewłaściwy rozwój, tak skutkiem objawienia Prawdy w świetle żniwa będzie podział. Kąkol jednak, a nawet częściowo pszenica, odczuwa strach. Wydaje im się, że rozpad Babilonu byłby równoznaczny ze zniszczeniem dzieła Pańskiego <str. 165> i niepowodzeniem jego sprawy. Tak jednak nie jest; kąkol nigdy nie był pszenicą, a Bóg nigdzie nie zachęca, aby go za pszenicę uważać. „Pozwolił” jedynie, aby rosły razem, aż do czasu żniwa. Teraz zaś lud Boży wezwany jest do opuszczenia Babilońskiej „klatki” z nieczystymi ptakami, aby cieszyć się wolnością i korzystać ze światła, biorąc udział w dziele żniwa, a także, aby dowieść, iż nie zgadza się z błędnymi naukami i praktykami Babilonu i w ten sposób uciec przed nimi oraz uniknąć grożącej za nie kary – plag, które dotkną wszystkich pozostających w tym systemie.

Owe plagi i ucisk, wyobrażane przez ucisk, jaki spadł na odrzucony dom żydowski, opisane są w Księdze Objawienia przy pomocy tak ponurej symboliki, iż wielu badaczy rozważając ten temat dochodzi do bardzo przesadnych i na ślepo wysnutych wniosków, a przez to nie posiada odpowiedniego przygotowania umożliwiającego im zrozumienie zbliżającej się rzeczywistości. Symbole tłumaczą oni często literalnie, stąd też nie będą w stanie zauważyć ich istotnego wypełniania się jako religijnych, społecznych i politycznych wstrząsów, kontrowersji, przewrotów, buntów, rewolucji itp.

Zauważmy także, iż pomiędzy odrzuceniem Babilonu, odtrąceniem go od łaski (1878 rok), a mającymi na niego spaść plagami i uciskiem, występuje krótki okres czasu, w którym wierny lud Boży zostanie poinformowany o tych faktach i będzie zgromadzony spośród Babilonu. Jasno wskazują na to słowa tego samego wersetu, jako że ogłoszeniu: „Upadł Babilon” towarzyszy wezwanie: „Wynijdźcie z niego ludu mój, abyście (…) nie wzięli z [nadchodzących] plag jego”. O tym samym przedziale czasowym i tejże pracy, która ma być dokonana, wspomina Obj. 7:3 używając mowy symbolicznej. Posłaniec gniewu otrzymuje zakaz: „Nie szkodźcie ziemi ani morzu, ani drzewom, popieczętujemy sługi Boga naszego na czołach ich”. Popieczętowanie na czołach oznacza, że intelektualne zrozumienie Prawdy będzie stanowiło znak, czyli pieczęć, który dokona podziału i rozróżnienia pomiędzy sługami Boga <str. 166> oraz sługami i czcicielami Babilonu. Poświadcza to prorok Daniel: „Wszyscy niezbożni [nie dochowujący swego przymierza] nie zrozumieją, ale mądrzy [z twego ludu] zrozumieją” – Dan. 12:10. W ten sposób zostaną oni zaznaczeni i rozdzieleni, zanim plagi spadną na odrzucony Babilon.

Z poprzednio rozważanego wersetu jasno wynika, że wiedza ma być czynnikiem dokonującym tak popieczętowania, jak i oddzielania. Najpierw bowiem jest wydane oświadczenie, że „upadł Babilon” i że spadną nań wkrótce różne plagi, czyli kara. I dopiero wtedy od ludu Bożego należy spodziewać się posłuszeństwa nakazowi „Wynijdźcie”, na podstawie tej właśnie wiedzy. Doprawdy, zdajemy sobie z tego sprawę, że wszyscy muszą być dobrze „popieczętowani na czołach ich” – rozumnie poinformowani odnośnie planu Bożego, zanim będą mogli poprawnie ocenić ten nakaz i usłuchać go.

Czyż nie jest to oczywiste, że właśnie to dzieło pieczętowania jest już przeprowadzane? Czyż nasze czoła nie są teraz pieczętowane? Czyż nie odbywa się to w najstosowniejszym czasie? Czyż Pan osobiście swą ręką – przez swe Słowo – nie prowadzi nas krok po kroku do właściwego oceniania Prawdy i wszystkich innych zagadnień z Jego punktu widzenia, powodując, że zmieniamy swe wcześniejsze poglądy na wiele tematów, które opieraliśmy na innych źródłach? Czyż nie jest prawdą, że żadna z rozmaitych części, czyli sekt Babilonu, nie była użyta w celu popieczętowania naszych czół, lecz że wszystkie one stanowiły raczej przeszkodę, która hamowała szybkie przeprowadzanie tej pracy? Czyż nie dostrzegamy słuszności tych faktów oraz oświadczenia Pańskiego, że pszenica musi zostać oddzielona od kąkolu w czasie żniwa? Czyż mielibyśmy się nie zgodzić z tym, że Bóg zaplanował objawienie tych prawd swym wiernym, a następnie oczekiwał, by okazali serdeczne zamiłowanie do Jego planu i natychmiastowe posłuszeństwo? Jeżeli nawet posłuszeństwo i wyjście wymagałoby od nas zostawienia poza sobą ludzkiej chwały, zrezygnowania z wysokich dochodów, mieszkania na plebanii, finansowej pomocy w naszych interesach, domowego spokoju i innych rzeczy, <str. 167> nie bójmy się. Ten sam, który mówi do nas: „Wynijdź”, powiedział kiedyś do Piotra, chodząc po morzu: „Pójdź”. Piotr, usłuchawszy tego wezwania, poszedł i byłby utonął, gdyby nie podtrzymała go wyciągnięta ręka Pańska, ta sama, która obecnie skutecznie podpiera tych, co na Jego polecenie wychodzą z Babilonu. Nie zważajcie na rozkołysane morze trudności stających na drodze, lecz nabierzcie odwagi patrząc tylko na Pana.

Polecenie brzmi: Wynijdźcie, a nie: Idźcie; opuszczając bowiem niewolę ludzkich tradycji i wierzeń, systemów i błędów udajemy się wprost do Pana, abyśmy byli nauczani, karmieni, abyśmy się wzmacniali i zmierzali ku doskonałości w czynieniu wszystkiego tego, co jest Mu przyjemne, abyśmy mogli stać, a nie upaść wraz z Babilonem.

Słowo Boże objawia nam, że nominalny kościół, po odpadnięciu od łaski i po usunięciu go z ust Pańskich (Obj. 3:16), stopniowo pogrąży się w niewierze. Biblia zostanie tam w końcu zupełnie pominięta, stając się tylko pustą nazwą, a filozoficzne spekulacje w rozmaitych odcieniach zostaną uznane za prawdziwe credo. Wierni popieczętowani unikną tego upadku, gdyż będą „godni ujść tego wszystkiego, co się dziać ma, i stanąć” a nie upaść, w czasie obecności Pańskiej (Łuk. 21:36). W istocie już teraz wielu pogrążyło się w ten sposób, uprawiając jedynie formy kultu, wierząc w Boga i w przyszłe życie, lecz według wyobrażeń kształtowanych przez własne lub cudze filozofie, teorie, tworzone z pominięciem Biblii jako nieomylnego źródła wiedzy na temat Boskich zamiarów. Choć odwołują się do Biblii, nie wierzą w jej opowiadania, szczególnie te o raju i upadku. Trzymając się imienia Jezus i nazywając go Chrystusem oraz Zbawicielem, uważają go za przykład, znakomity aczkolwiek nie wolny od pomyłek, a całkowicie odrzucają Jego ofiarę okupową – Jego krzyż. Twierdząc, że Bóg jest Ojcem także dla grzeszników, wypierają się przekleństwa i Pośrednika.

Powszechnie nie dostrzega się faktu, że misja naszego Pana, która w czasie pierwszego przyjścia <str. 168> trwała trzy i pół roku, aż do odrzucenia narodu żydowskiego (ich kościół był identyczny z narodem), była raczej ogólną próbą dla tamtego ustroju, czyli systemu w całości, niż sprawdzianem dla pojedynczych członków. Jego duchowieństwo – kapłani, nauczeni w Piśmie i Faryzeusze – było przedstawicielem całego systemu. Oni sami twierdzili, że są przedstawicielami judaizmu (Jan 7:48,49), a i lud za takich ich uważał, stąd też tak istotne było pytanie: „Izali kto uwierzył weń z książąt albo z Faryzeuszów?” Także i nasz Pan tak ich traktował; rzadko kiedy strofował lud za to, iż Go nie przyjął, ustawicznie zaś obciążał odpowiedzialnością za to „ślepych przewodników”, którzy sami do Królestwa nie wchodzą, ani nie dozwalają uczynić tego ludowi – który inaczej na pewno przyjąłby Jezusa jako Mesjasza i Króla.

Nasz Pan czynił nieustanne wysiłki w celu uniknięcia rozgłosu, aby Jego cuda i nauczanie nie doprowadziły do podburzenia ludu, który w takim wypadku na siłę ogłosiłby go królem (Jan 6:15), jednocześnie nie zaprzestając poddawania świadectw i dowodów swego mesjańskiego autorytetu pod uwagę żydowskiego kleru, aż do czasu, gdy po zakończeniu próby tego narodu-kościoła, jego dom – system – „został pusty”, odrzucony. Wtedy dopiero, pod kierownictwem Pana, poprzez nauczanie apostolskie, cały wysiłek został skierowany do pojedynczych ludzi, a odrzucona organizacja kościelna i jej urzędnicy zostali całkowicie pominięci.

Dowodem, iż w czasie swej misji, aż do odrzucenia judaizmu, Pan Jezus traktował nauczycieli i kapłanów jako reprezentantów tego systemu, jest jego postępowanie w stosunku do oczyszczonego trędowatego, opisane w Mat. 8:4. Jezus powiedział do niego: „Patrz, abyś nikomu nie powiadał; ale idź ukaż się kapłanowi i ofiaruj dar on, który przykazał Mojżesz na świadectwo przeciwko nim”. Dowód ten, czyli świadectwo, miał być do czasu ukryty przed ludem, lecz pospiesznie przedstawiony „przywódcom”, którzy stanowili reprezentację kościoła żydowskiego w czasie przeprowadzanej wówczas próby. <str. 169>

Szczególną uwagę należy zwrócić na przedmiot i skutek próby systemu kościoła tworzonego przez Żydów ze względu na jej symboliczne znaczenie odnoszące się do obecnej próby Kościoła Wieku Ewangelii, a także ze względu na miejsce Żydów w całym planie Bożym. Wedle obietnic Bożych, uważali się oni za lud gotowy do przyjęcia Mesjasza, za lud, który zostanie przez Niego zorganizowany, wzmocniony, poprowadzony i wykorzystany jako „swój lud” w dziele błogosławienia wszystkich innych narodów ziemi, poprzez udzielenie im możliwości zupełnego poznania Boga i poddania się Jego sprawiedliwym prawom. Jakkolwiek Bóg dzięki swej przenikliwości był w pełni świadomy, że naród izraelski nie nadaje się do zajęcia tego nadrzędnego miejsca w Jego wielkim dziele, to jednak w pełni umożliwił im podjęcie próby skorzystania z tego przywileju, tak jakby nie wiedział, jaki będzie jej rezultat. Jednocześnie jednak Jego umiejętność przewidywania została zawarta w zapisach proroczych, których Żydzi nie byli w stanie zrozumieć, abyśmy my nie pomyśleli, że Bóg w swoim postępowaniu z Żydami przeprowadzał eksperyment, który się nie udał.

Dokąd Izrael twierdził, że jest przygotowany do wykonania swej części planu, a nawet, że czeka na to z utęsknieniem, było jak najbardziej właściwe, aby przeprowadzić taką próbę, zanim dalsza część tego planu zostanie wprowadzona w życie. Gdyby po przeprowadzeniu koniecznej próby okazało się, że nasienie Abrahama według ciała nie nadaje się do otrzymania najwyższego zaszczytu, który był obiecany i do którego dążyło, to kolejnym zamierzeniem przewidzianym na taką sytuację było powołanie i wybranie w czasie Wieku Ewangelii jednostek godnych najwyższej czci, jaka obiecana była dla nasienia Abrahamowego i, wraz z Mesjaszem, współdziedziców obiecanego Królestwa, które podźwignie i ubłogosławi wszystkie rodzaje ziemi (Gal. 3:16,27-29,14).

„Siedemdziesiąt tygodni” (490 lat) łaski Bożej dla narodu żydowskiego musiało się wypełnić, stąd też żaden poganin ani Samarytanin nie mógł być powołany, aby być uczniem albo w jakikolwiek inny sposób mieć do czynienia z Królestwem głoszonym przez Jezusa i apostołów (Dzieje Ap. 3:26). „Wamci najpierw miało być opowiadane słowo Boże” [zaproszenie <str. 170> do udziału w Królestwie], powiedział apostoł Paweł, zwracając się do Żydów (Dzieje Ap. 13:46). „Na drogę poganów nie zachodźcie, ani do miasta samarytańskiego nie wchodźcie, ale raczej idźcie do owiec, które zaginęły z domu Izraelskiego”, a także: „Nie jestem posłany, tylko do owiec, które poginęły z domu Izraelskiego”, powiedział Mistrz rozsyłając uczniów (Mat. 10:5, 15:24).

Na przeprowadzenie próby Żydów Bóg wyznaczył cały „siedemdziesiąty tydzień”, w połowie którego Chrystus zmarł – okres siedmiu lat, począwszy od rozpoczęcia misji przez naszego Pana aż do wysłania Piotra do Korneliusza – pierwszego nawróconego poganina. Zamiast jednak przeprowadzać próbę dla wszystkich (narodu-kościoła) przez całe siedem lat, została ona, na ich korzyść (a nie na niekorzyść), „skrócona w sprawiedliwości”. Było rzeczą oczywistą i to nie tylko dla Boga, lecz i dla ludzi, że Faryzeusze, kapłani i nauczeni w Piśmie nie tylko odrzucili Jezusa, lecz aż do końca nienawidzili Go i szukali okazji, aby Go zabić. Toteż gdy nadszedł czas i gdy publicznie wystąpił On w roli króla przybywającego do nich na oślęciu, nie przyjęty przez przedstawicieli narodu-kościoła, natychmiast wyrzekł się tego systemu, pomimo iż prosty lud przyjął Go przyjaźnie, a nawet nalegał, aby został uznany za króla (Mar. 12:37). W ten to sposób Pan nasz skrócił próbę, która w dalszym ciągu byłaby bezużyteczna, aby pozostała część „siedemdziesiątego tygodnia” mogła być poświęcona specjalnie i wyłącznie dla ludujednostek spośród odrzuconego systemu, zanim praca głoszenia posłańców nowej dyspensacji zostanie skierowana do rozpowszechniania Prawdy między wszystkimi narodami. Tak też się stało. Gdy po zmartwychwstaniu nasz Pan powiedział uczniom, że ich praca nie musi się już ograniczać wyłącznie do Żydów, lecz powinna rozciągać się na „wszystkie narody”, był na tyle dokładny, aby dodać „począwszy od Jeruzalemu” (Łuk. 24:47). Wiedział też, że ich żydowskie poglądy będą powstrzymywać ich od skierowania kroków dalej – poza własny naród, aż do czasu, <str. 171> gdy On sam otworzy tę drogę, co stało się po odtrąceniu ich od łaski przez posłanie Piotra do Korneliusza. Odtąd jednostki tak spośród pogan, jak i Żydów, miały równe prawo uczestniczenia w Boskiej łasce, będąc równie przyjemnymi w Chrystusie i przez Chrystusa. W obecnym powołaniu „nie ma różnicy” jak chodzi o Boga. Jeśli zaś jest, to tylko na niekorzyść dla Żydów, którzy z uprzedzenia nie chcą przyjąć, jako daru w Chrystusie, błogosławieństwa niegdyś im ofiarowanego na warunkach całkowitego dochowania litery i ducha prawa Bożego, którego nikt z ludzi upadłego stanu nie mógł wykonać.

Ów „siedemdziesiąty tydzień”, z jego wszystkimi szczegółami dotyczącymi próby narodu izraelskiego, nie tylko miał na celu wypróbowanie tego systemu, lecz także, a może nawet przede wszystkim, był on symbolicznym wyobrażeniem podobnej próby nominalnego kościoła ewangelicznego, czyli duchowego Izraela, zwanego „chrześcijaństwem” i „Babilonem”, która miała być przeprowadzona w trakcie podobnego siedmioletniego okresu – od październiku 1874 do października 1881 roku – rozpoczynającego żniwo Wieku Ewangelii. „Chrześcijaństwo”, „Babilon” utrzymuje, iż dostrzega niepowodzenie, jakie przeżył jego poprzednik – naród izraelski i twierdzi, że stanowi prawdziwe duchowe nasienie Abrahama oraz że jest gotowe i z niecierpliwością oczekuje na czas, w którym będzie nawracać pogański świat i w sprawiedliwości rządzić wszystkimi narodami, nauczać je i błogosławić. Dokładnie to samo utrzymywał system żydowski. Wiek obecny jest taki sam, jak jego symboliczny odpowiednik, także pod tym względem, że wszyscy ówcześni przywódcy traktowali obietnice dotyczące przyjścia Mesjasza jako wyrażenia symboliczne, a tylko zwykli ludzie spodziewali się, że Mesjaszem będzie pojedynczy człowiek. Wykształceni Żydzi tamtego czasu zignorowali człowieka-Mesjasza, gdyż spodziewali się, że dzięki znakomitym prawom ich naród-kościół zapanuje nad innymi narodami i w ten sposób wypełni to, co dla prostych ludzi wiązało się z koniecznością nadejścia jednoosobowego Mesjasza. (Jest to pogląd wciąż podtrzymywany przez „wykształconych” nauczycieli żydowskich, rabinów, którzy uważają, że proroctwa mesjańskie <str. 172> odnoszą się do ich narodu-kościoła, a nie do jednoosobowego Zbawiciela świata. Nawet proroctwa odnoszące się do cierpienia Chrystusa stosują oni do swych narodowych cierpień.) Postępując wedle tej teorii, rozsyłali po całym świecie misjonarzy, aby nakłonić ludzkość do przestrzegania Prawa Mojżeszowego, mając nadzieję dotrzeć w ten sposób do wszystkich i „błogosławić wszystkie narody ziemi” pominąwszy jednoosobowego Mesjasza. Była to tendencja do tego stopnia istotna, że wspomniał o niej nasz Pan, mówiąc: „Obchodzicie morze i ziemię, abyście uczynili jednego nowego Żyda”.

Jakże podobne są teorie współczesnego nominalnego „chrześcijaństwa”. Prości ludzie, gdy dowiadują się, że Pan obiecał przyjść ponownie oraz że apostołowie i prorocy przepowiadali, iż Tysiąclecie, czyli czas restytucji, będzie skutkiem wtórego przyjścia naszego Pana (Dzieje Ap. 3:19-21), skłonni są przyjąć Prawdę i radować się nią, tak jak prosty lud w czasie pierwszego przyjścia. Podobnie jednak jak osiemnaście stuleci temu, najwyżsi kapłani i przywódcy ludu wyznają bardziej zaawansowane (?) idee. Twierdzą oni, że obietnice błogosławieństw Tysiąclecia, pokój dla ziemi i dobre upodobanie w ludziach przyjdą jako skutek ich wysiłków, działalności misyjnej itp., bez konieczności osobistego przyjścia Pana Jezusa, unieważniając w ten sposób obietnice wtórego przyjścia i nadchodzącego Królestwa.

Najwyżsi kapłani i przywódcy, „kler” współczesnego „chrześcijaństwa”, zwodzą samych siebie i lud, twierdząc i, jak się wydaje, także wierząc, iż ich działalność misjonarska niebawem osiągnie ostateczny cel oraz że bez Pana znaleźli się w przededniu udzielenia światu przedstawionych w Słowie Bożym błogosławieństw Tysiąclecia.

To zwodnicze mniemanie po części znajduje podstawę w korzystnej sytuacji dla rozwoju handlu w krajach rozwiniętych i co za tym idzie, w zwiększeniu światowego dobrobytu, co wynika z właściwego dla „Dnia Przygotowania” rozwoju <str. 173> umiejętności i możliwości szybkiego przemieszczania się z miejsca na miejsce. Babilon ośmiela się przypisywać sobie zasługę za zaistnienie takiej sytuacji, twierdząc, iż wszystkie te osiągnięcia są rezultatem chrystianizacji świata i jego pobudzającego wpływu. Dumnie wskazuje on na pomyślność i dobrobyt „chrześcijańskiego narodu” Wielkiej Brytanii, uważając, iż są one skutkiem przestrzegania zasad chrześcijańskich. A jaka jest rzeczywistość? Rozwój narodów, tak tego, jak i innych, pozostawał zawsze w proporcji do wysiłków włożonych w próby zrzucenia z siebie jarzma babilońskiego ucisku. Wielka Brytania na tyle cieszyła się pomyślnością, na ile zerwała gnębiące kajdany papiestwa, na ile zaś ciągle pozostaje pod wpływem papieskich poglądów dotyczących jedności kościoła i państwa, Boskiego upoważnienia do sprawowania władzy królewskiej, kapłańskiej i do uciskania oraz na ile poddaje się pod tyranię chciwości i samolubstwa, na tyle ciągle dowodzi swego upodlenia.

Żądza władzy i złota umożliwiła powolne otwarcie bram pogańskich lądów dla handlu prowadzonego przez tak zwane chrześcijańskie narody, dla angielskiego i niemieckiego rumu i opium oraz dla amerykańskiej whisky i tytoniu. Miłość Boża i błogosławieństwo dla pogańskich narodów nie miały nic wspólnego z tą działalnością. Oto niewielki fragment bieżącej historii, który powinien wstrząsnąć sumieniami tak zwanych chrześcijańskich narodów, jeśli w ogóle mają one jeszcze resztki sumienia. Mahometański Emir z Nupe w Zachodniej Afryce przesłał niedawno następujący list do Biskupa Crowthera z misji nigeryjskiej:

„Sprawa jest krótka. Chodzi jedynie o barasę [rum]. Barasa, barasa, barasa! Ona zrujnowała nasz kraj, zrujnowała strasznie nasz naród, ona doprowadziła nasz lud do szaleństwa. Błagam cię Malam Kip, nie zapomnij o tym piśmie, wszyscy cię błagamy, aby [Crowther] uprosił wielkich kapłanów [zarząd Towarzystwa Misyjnego Kościoła Anglikańskiego], żeby <str. 174> ubłagali Królową Angielską [Głowę Kościoła Anglikańskiego] o wydanie zakazu sprowadzania barasy do naszego kraju.

Przez Boga i Proroka! Przez Boga i Proroka, Jego posłańca, on musi nam w tym pomóc – w sprawie barasy. Powiedz mu, niech Bóg mu błogosławi w jego pracy. Jest to słowo ust Malike, Emira z Nupe.”

W komentarzu pewna baptystyczna gazeta zauważa:

„Pokorny murzyński władca wykazuje w swym liście taką troskę o swój naród, jakiej jeszcze żaden chrześcijański monarcha czy rząd nie okazał, albowiem ani żaden europejski władca chrześcijański, ani żaden prezydent Stanów Zjednoczonych nie stanął w taki sposób po stronie swego narodu. Nigdy nie znalazły się takie słowa w żadnym przemówieniu inauguracyjnym w parlamencie ani w żadnej odezwie prezydenckiej. Niech wstydzą się nasi chrześcijańscy władcy! Zysk, przeklęty głód złota, to prawa dla kupców, którzy są ulubieńcami i panami naszych rządów.”

Pytamy zatem w imię prawdy, dlaczego rządy te zwą się chrześcijańskimi. Rząd Stanów Zjednoczonych nie stanowi pod tym względem wyjątku. Choć tak wielu jest tych, którzy uparcie określają go mianem rządu chrześcijańskiego, on sam nie przypisuje sobie prawa używania takiego niezasłużonego tytułu, jest jednak nieustannie do tego zachęcany przez gorliwych sekciarzy. Z Bostonu nieustannie wysyłane są do Afryki ogromne ładunki rumu, w co rząd nie ingeruje. Odbywa się to nawet za jego przyzwoleniem, jako że rząd wydaje producentom i handlowcom dziesiątki tysięcy licencji uprawniających do rozprowadzania między obywatelami swego własnego kraju straszliwej „wody ognistej”, która poprzez proces nazywany rektyfikacją, czyli mówiąc inaczej– zalegalizowanym mieszaniem najwstrętniejszych trucizn, staje się podwójnie szkodliwa i powodująca uzależnienie. „Chrześcijańscy” mężowie stanu oraz władcy tak zwanych chrześcijańskich narodów stają w obronie takich i gorszych jeszcze praktyk, usprawiedliwiając je ze względu na podatki, które są najłatwiejszym sposobem pobierania od ludzi pieniędzy stanowiących udział w koniecznych wydatkach państwa. Jest to niewątpliwie najgorszy i najpodlejszy nierząd. Każdy myślący człowiek zgodzi się z tym, że określenie „chrześcijański” byłoby zupełnie nie na miejscu, nawet gdybyśmy używali go w odniesieniu do najlepszego z obecnych rządów. Próba <str. 175> pogodzenia treści tego określenia z charakterem „królestw tego świata” rządzonych przez „księcia tego świata” – Szatana i ludzi przepojonych „duchem światowości”, wprowadziła zamieszanie w serca wielu prawdziwych chrześcijan, którzy zostali zwiedzeni błędnym poglądem, jakoby obecne rządy miały mieć cokolwiek wspólnego z Królestwem Chrystusowym.

Cannon Farrar w Contemporary Review („Przegląd Współczesny”) pisze:

„Dawna drapieżność handlu niewolnikami została zastąpiona zachłannością i rujnującą drapieżnością handlarzy wódką. Nasi ojcowie trzymali narody afrykańskie pod jarzmem bicza, a my zakuwamy je w jarzmo kańczugów. Rzeki Afryki zostały otwarte dla handlu tylko po to, aby popłynęła nimi szalejąca trucizna alkoholu. Żadna rzeka Inferna31 nie była bardziej przeklęta i czerwona od krwi. Czy żyje jeszcze nasze sumienie narodowe?”

31 Od łac. infernus – znajdujący się w dole, piekielny – przyp.tłum.

Odpowiadamy – Nie! Ten naród nigdy nie był narodem chrześcijańskim, tak jak nigdy nie posiadał chrześcijańskiego sumienia ani chrześcijańskiego ducha. Co najwyżej można by uznać, że światło, którym przyświecają szczerze poświęcone dzieci Boże, na tyle oświeciło, oczyściło i zawstydziło opinię publiczną krajów, w których „świecą oni jako światła”, że podjęto się tam przeprowadzenia częściowej reformy moralnej.

W identyczny sposób te same chrześcijańskie (?) rządy zmusiły Chiny i Japonię, nie bacząc na ich szczery protest, do podobnie okropnego handlu. W 1840 roku Wielka Brytania rozpoczęła z Chinami wojnę zwaną „wojną opiumową”, której celem było zniewolenie rządu chińskiego, pragnącego ochronić swój naród przed strasznym przekleństwem opium i zmuszenie go, aby zezwolił na napływ tego artykułu. Wojna przyniosła zwycięstwo tym, co stanęli w owym sporze po stronie diabła. Brytyjskie okręty wojenne zniszczyły tysiące domów i pozbawiły życia tysiące ludzi, ale zmusiły pogańskich władców Chin, aby otwarli bramy swego cesarstwa dla opium – powolnej śmierci, trucizny, którą Chiny przyjęły szybko. Według oficjalnego raportu opublikowanego w 1872 roku, czysty dochód rządu Brytyjskiego z handlu tym narkotykiem, po odliczeniu ogromnych kosztów związanych z poborem dochodów, wyniósł w roku poprzedzającym <str. 176> ponad 37 mln dolarów. Te 37 mln rocznie stały się główną przyczyną wojny, jakże przeciwnej duchowi miłości i troski o obecny albo przyszły dobrobyt Chińczyków. Zawarta w traktacie klauzula, zapewniająca ochronę chrześcijańskim misjonarzom, była jedynie kąskiem chytrze rzuconym w celu uspokojenia sumień miłujących sprawiedliwość ludzi, w celu wywołania wrażenia, że owa straszna zbrodnia była uprzejmym aktem miłosierdzia. Na mocy traktatu kończącego wojnę niektóre porty zostały otwarte dla brytyjskiego handlu, a w ślad za tym zawarte zostały podobne traktaty z innymi narodami, co przyniosło pewne dobre skutki. Jednym z nich było otwarcie Chin na wpływy cywilizacyjne. Jednakże pojawienie się w Chinach grupy chrześcijan głoszących tamtemu narodowi niektóre zasady sprawiedliwości nie było zasługą narodu brytyjskiego, którego jedynym przedmiotem zainteresowania był handel; źródłem niesłusznej niesprawiedliwej wojny przeciwko ludowi, nie tak dobrze wyszkolonemu w posługiwaniu się diabelskimi sztuczkami, nie było dobro narodu chińskiego ani chwała Boża, lecz żądza złota.

 „Chrześcijaństwo” nauczyło narody, prócz innych przywar, najgorszej formy bałwochwalstwa – czczenia samego siebie, bogactwa i władzy, dla których to rzeczy wielu ludzi i wiele narodów przyznających się do chrześcijaństwa gotowych jest oszukiwać, szkodzić, a nawet zabijać się wzajemnie. Nauczyło ich także bluźnierstwa i świętokradztwa w każdym języku, gdyż każda załoga statku, niezależnie od tego, z jakiego chrześcijańskiego narodu pochodzi, bluźni przeciwko imieniowi Chrystusa. Jednakże pomimo takiego wpływu rzekomo chrześcijańskich narodów, spomiędzy nich wyszli także szlachetni misjonarze krzyża, prawdziwi słudzy Boży, a także mniej szlachetni słudzy człowieka – tych jednak była zaledwie garstka – których celem było opowiadanie narodom o Chrystusie i o prawdziwej cywilizacji.

Choć nie dotyczy to gorliwych misjonarzy, to jednak pozostający w kraju entuzjastyczni urzędnicy towarzystw misyjnych, nie mając pojęcia o sytuacji w obcych krajach ani nie będąc nią w rzeczywistości zainteresowani, sądząc po wielkich <str. 177> sumach, jakie są każdego roku zbierane i wydawane, myślą, że świat pogański jest już prawie nawrócony, a ich wysiłki niebawem sprowadzą obiecane błogosławieństwa Tysiąclecia bez konieczności wtórego przyjścia naszego Pana. Czołowi misjonarze, z wyjątkiem tych, którzy umieją ożywiać swe nadzieje niezależnie od rzeczywistych doświadczeń i zdrowego osądu, przyznają się do wielkiego zniechęcenia. Jeden z nich Wielebny J. C. R. Ewing, D.D., który przez dziewięć lat pracował na misji w Indiach, wygłaszając niedawno wykład dla Young Men’s Christian Association32 w Pittsburghu przyznał, że aktualnym efektem działalności cywilizacyjnej i misyjnej jest nie tylko obalenie religii pogańskich, ale także podważenie wiary w jakąkolwiek religię, doprowadzające ludzi do ateizmu. Wyraził on jednak głęboką nadzieję, że następnie dokona się przejście od ateizmu do chrześcijaństwa. Nadzieja ta jest jednak bezpodstawna, jak wyraźnie dowodzą wszelkie doświadczenia krajów cywilizowanych. Przytaczamy poniżej fragmenty zamieszczonych w prasie relacji dotyczących jego publicznego wykładu:

32 Stowarzyszenie Męskiej Młodzieży Chrześcijańskiej, YMCA – przyp.tłum.

„Wiele zawdzięczają Indie pośrednim i bezpośrednim wpływom chrześcijaństwa, które przyczyniło się do obalenia dawnych wierzeń w materialne bóstwa oraz do zastąpienia ich uznawaną przez narody Zachodnie [Europy i Ameryki] ideą jednego najwyższego Boga. [Wprost należałoby raczej powiedzieć, że przyjmują oni pogląd właściwy dla ateizmu, głoszący, iż Natura jest najwyższym i jedynym Bogiem.]

Spomiędzy 263 mln mieszkańców tego kraju, 10 mln młodych ludzi, którzy znają język angielski, poznaje zachodnią ideologię taką, jakiej i my się uczymy. Wyższa kasta otrzymuje staranne wykształcenie w zakresie literatury, religii i nauki, które są podstawowymi elementami wykształcenia ludzi zamieszkujących Amerykę. Dawny obraz mściwego Boga, który musi zostać przebłagany rozlicznymi darami i modlitwami, ustąpił miejsca współczesnemu duchowi ateizmu. Wykształceni ludzie Wschodu nie wierzą już w bogów, w których wierzyli ich ojcowie. Na zawsze zaniechali swych przekonań, zastępując je naukami pułkownika Roberta G. <str. 178> Ingersola, Paine’a, Voltaire’a, Bradlaugha i wielu innych nauczycieli ateizmu i panteizmu. Epoka sceptycyzmu niebawem przeminie, a Zachód, tak jak udzielił Indiom swej ideologii, tak przekaże im religię chrześcijańskiego Boga.

Młodzież w Indiach jest wykształcona, bystra, inteligentna, dobrze zorientowana w problemach innych narodów oprócz swego własnego oraz, co może się wydawać dziwne, znakomicie znająca Biblię. Istotnie, znają ją oni tak dobrze, że jedynie człowiek posiadający gruntowną znajomość Biblii i chrześcijańskiej teologii może mieć nadzieję, iż będzie w stanie odpowiedzieć w zadowalający sposób na wnoszone przez nich zastrzeżenia i argumenty. Powszechny pogląd, że misjonarz siedzi w cieniu drzewa i naucza zgromadzonych wokół niego nagich dzikusów, jest już daleki od rzeczywistości. W Indiach misjonarz spotyka inteligentnych oraz wykształconych ludzi i musi być dobrze przygotowany, aby wywrzeć na nich wpływ. Ludzie ci, oprócz posiadanego wykształcenia, dobrze wyglądają, są przyjaźni, grzeczni, uprzejmi, a cudzoziemców traktują z wielkim poważaniem i szacunkiem”.

Sytuacja opisana przez misjonarza bynajmniej nie daje podstawy do żywienia nierozsądnej nadziei, którą wcześniej ten pan wyraził. Doświadczenie z całą pewnością dowiodło, iż przy pomocy nieudolnych argumentów sekciarzy, których błędy zniekształcają i wypaczają resztki posiadanej Prawdy, rzadko udaje się nawrócić czy to szczerego, czy też szyderczego sceptyka. Chyba tylko ślepi nie dostrzegają, że jeśliby tysiąc milionów pogan zostało nawróconych do stanu, w jakim znajduje się czterysta milionów* tak zwanych chrześcijan, to można by zadać podobne pytanie, jak w Wieku Żydowskim (Mat. 23:15), czy nie zasługiwaliby oni dwakroć więcej na zniszczenie niż wtedy, gdy pozostaliby byli wierni swym pogańskim przesądom. Doprawdy, żaden rozsądny człowiek nie mógłby powiedzieć, że nawrócenie do stanu, w jakim trwają tak zwani chrześcijanie pasowałoby do opisu Tysiąclecia oraz pokoju i dobrej woli z nim związanych, a przepowiedzianych <str. 179> przez proroków i krótko podsumowanych w modlitwie naszego Pana słowami: „Przyjdź królestwo twoje, bądź wola twoja jako w niebie, tak i na ziemi” – Łuk. 11:2.

* Z owych 400 mln, 280 mln to rzymskokatolicy i grekokatolicy, a 120 mln to protestanci.

Czyż należy się dziwić, że owe czterysta milionów ludzi tworzących, jak mniemają, Kościół Chrystusowy i nazywających się Królestwem – chrześcijaństwem, zostało przez Pana odrzuconych i określonych znacznie bardziej stosowną nazwą – Babilon (mieszanina, zamieszanie)? Czyż jest to zaskakujące, że na skutek swych poglądów na temat Królestwa Chrystusowego oraz sposobów i skutków upowszechnienia go w świecie, pozostają oni nie przygotowani do rzeczywistego Królestwa i niechętnie przyjmują nowego Króla, tak jak, z podobnych powodów, władcy domu, który był symbolicznym wyobrażeniem, byli nie przygotowani na pierwsze przyjście? Nie należy także wątpić, że owi cesarze, królowie i książęta, którzy obecnie używają swego wpływu i władzy głównie w celu wywyższania samych siebie, którzy wyposażają i utrzymują miliony ludzi pod bronią, aby zapewnić sobie ochronę i możliwość dalszego sprawowania władzy i imperialnych ekstrawagancji, będą chętnie patrzeć, jak to już miało miejsce w przeszłości, na miliony poległych, a w konsekwencji na kolejne miliony wdów i sierot, byle tylko nie dzielić z nikim doczesnych korzyści. Czyż jest w tym coś dziwnego, że ludzie ci nie pożądają, nie oczekują, ani nie wierzą w takie Królestwo, jakie jest obiecane w Piśmie Świętym, Królestwo, w którym wielcy, wyniośli i pyszni będą poniżeni, a ludzie niskiego stanu będą wywyższeni do powszechnego, właściwego i przewidzianego poziomu? Nie ma w tym nic dziwnego, że wszyscy, którzy sympatyzują z jakąkolwiek formą ucisku, zdzierstwa czy miażdżącego monopolu, dzięki którym uzyskują lub mają nadzieję uzyskać, niesprawiedliwe korzyści kosztem swych bliźnich, są nieskorzy do wierzenia w Królestwo sprawiedliwości, w którym każda niesprawiedliwość i nieuczciwość będzie zabroniona? A już zupełnie nie należy się dziwić, że nie są oni skłonni wierzyć w bliskość, czy właściwie w nadejście owego Królestwa.

Nie powinniśmy się także dziwić, iż wielcy kapłani i władcy „chrześcijaństwa”, upatrujący w swych rewirach czy też sektach możliwości zarobku (Izaj. 56:11), nie rozpoznali, a przeto <str. 180> i odrzucili obecnego w tym czasie duchowego Króla, podobnie jak nauczyciele domu Izraela według ciała odrzucili Go wtedy, gdy był obecny w ciele. Czyż nie zauważamy, że tak jak wtedy Pan odtrącił, odciął, pozbawił łaski i wrzucił w ogień ucisku wiele „naturalnych gałęzi” drzewa oliwnego, zachowując jako gałęzie jedynie prawdziwych Izraelitów, tak i w żniwie obecnego wieku ta sama mądrość sprawdza także „dzikie gałęzie” (Rzym. 11:21,22), odcinając wielką ilość tych gałęzi z imienia, od łaski i tłustości korzenia [obietnicy Abrahamowej], gdyż ich charaktery, cele i skłonności są obce i naprawdę dzikie – nie przystające do obietnic i planu Bożego wyobrażanego przez korzeń?

Nie ma więc w tym nic dziwnego, że przeprowadzane obecnie żniwo zaznacza się oddzieleniem prawdziwych chrześcijan od tych, którzy są jedynie wyznawcami chrześcijaństwa, podobnie jak w czasie żniwa żydowskiego dokonane zostało rozdzielenie prawdziwych i rzekomych Izraelitów. Rozsądek wskazuje, że tego należałoby się spodziewać, nawet gdybyśmy nie mieli objawienia Słowa Bożego, które wskazuje, że szerokie rzesze będą odrzucone jako Babilon (por. Rzym. 11:20-22 z Obj. 3:16, 18:4).

Odrzucenie Babilonu („chrześcijaństwa”) w 1878 roku oznaczało odrzucenie szerokich rzesz wyznawców – „wojska”, jak je określa Daniel – w celu zaznaczenia różnicy pomiędzy nimi a tymi, którzy stanowią Świątnicę czy też klasę Świątyni. Klasa Świątnicy nie będzie zaniechana ani spustoszona. Nie, dzięki Bogu, Świątnica ma być uwielbiona, chwała Pańska ma napełnić Świątynię, gdy ostatni z żywych kamieni zostanie wypolerowany, przyjęty i osadzony na swoim miejscu (1 Piotra 2:5-6). Dowiedzieliśmy się już, w jaki sposób klasa Świątnicy istniała w ciągu całego wieku, jak została splugawiona, a jej drogocenne naczynia (nauki) sprofanowane oraz jak dokonywało się stopniowe oczyszczanie jej od błędów. Cały czas stanowiła ona rzeczywisty Kościół, pomimo że do pewnego czasu systemy nominalne były jeszcze uznawane i do pewnego stopnia wykorzystywane. Jednakże po odrzuceniu systemów nominalnych, tak <str. 181> teraz, jak i podczas żniwa żydowskiego, uznawany jest i używany jako rzecznik spraw Bożych, jedynie prawdziwy Kościół, czyli Świątnica. Kajfasz, najwyższy kapłan Izraela, na kilka dni przed odrzuceniem tego systemu, był jeszcze uznawany za przedstawiciela Bożego i dane mu było wypowiedzieć wspaniałą naukę i proroctwo (zob. Jan 11:50,51,55, 18:14). Nie znajdujemy jednak żadnego potwierdzenia w Słowie Bożym ani żadnej logicznej przyczyny, dla której można by uważać, że po jego odrzuceniu Bóg kiedykolwiek liczył się z tym narodem-kościołem, czy też jego władcami i przedstawicielami. Taka sama lekcja stosuje się do czasu obecnego – do Babilonu. Został on „wypluty” z ust Pańskich, a głos Oblubieńca i Oblubienicy nie będzie w nim nigdy więcej słyszany (Obj. 18:23).

Na próżno usiłują niektórzy bronić swej dzielnicy Babilonu. Zgadzając się w ogólności z proroczym opisem, twierdzą, że ich sekta czy też pojedyncze zgromadzenie stanowi wyjątek w stosunku do ogólnego charakteru Babilonu, a przeto Pan nie mógłby ich wzywać do formalnego czy publicznego opuszczenia go, według tego jak kiedyś do niego wstąpili.

Tacy niech zwrócą uwagę na to, iż żyjemy obecnie w czasie żniwa, oddzielania oraz że nasz Pan określił przyczynę, dla której należy opuścić Babilon: „Abyście nie byli uczestnikami grzechów jego”. Zastanówcie się także, z jakiego powodu Babilon otrzymał swą nazwę. Najwyraźniej dlatego, że stanowi mieszaninę wielu błędnych nauk i kilku elementów Boskiej Prawdy, co stało się przyczyną wielkiego zamieszania, także z powodu mieszanego towarzystwa zgromadzonego w nim na skutek pomieszania Prawdy i błędu. Ponieważ zaś błędy podtrzymywane są kosztem Prawdy, staje się ona bezużyteczna i częstokroć traktowana gorzej niż nic nie znacząca. Podtrzymywanie i nauczanie błędu kosztem Prawdy jest grzechem, któremu podlegają bez wyjątku wszystkie sekty kościoła nominalnego. Gdzie znajdziemy taką sektę, która pomagałaby w pilnym badaniu Pisma Świętego, aby dzięki temu można było wzrastać w łasce i w <str. 182> znajomości Prawdy? Czy znajdziemy sektę, która nie hamowałaby indywidualnego wzrostu tak poprzez swe nauki, jak i praktyki? Czy istnieje sekta, w której można by być posłusznym słowom Mistrza i pozwalać świecić swemu światłu? Nie słyszeliśmy o takowej.

Jeśli dzieci Boże znajdujące się w tych organizacjach nie zdają sobie sprawy ze swej niewoli, to znaczy, że nie próbują korzystać z danej im wolności, zasypiając na posterunku, podczas gdy powinni być czynnymi szafarzami i wiernymi strażnikami (1 Tes. 5:5-6). Niechaj się więc obudzą i spróbują skorzystać z wolności, którą wedle swego mniemania posiadają; niech wykażą współwyznawcom, w jakich miejscach ich przekonania nie zgadzają się z Boskim planem, gdzie odstąpili od niego i udali się w całkowicie przeciwnym kierunku; niechaj wykażą, że Jezus Chrystus z łaski Bożej skosztował śmierci za wszystkich oraz w jaki sposób prawda ta i błogosławieństwa z niej wypływające będą świadczone wszystkim ludziom „we właściwym czasie” i jak w „czasach ochłody” błogosławieństwa restytucji spłyną na całą ludzkość. W dalszym ciągu niech przedstawią zagadnienie wysokiego powołania do Kościoła ewangelicznego, twarde warunki członkostwa w tym Ciele oraz szczególne dzieło Wieku Ewangelii polegające na wyborze osobliwego „ludu imieniowi jego”, który we właściwym czasie będzie wywyższony, aby królował z Chrystusem. Ci, którzy spróbowaliby użyć swej wolności w celu głoszenia dobrej nowiny w dzisiejszych synagogach, albo odniosą sukces i nawrócą całe zgromadzenie, albo ściągną na siebie gromy. Przeciwnicy wyrzucą was ze swych synagog i nie będą utrzymywać z wami społeczności oraz będą mówić wszystko złe przeciwko wam, kłamiąc dla imienia Chrystusowego. Tak czyniąc, wielu będzie zapewne przekonanych, że wyświadczają Bogu przysługę. Jeśli jednak wytrwacie w takiej postawie, otrzymacie pociechę kosztownych obietnic zapisanych w Izaj. 66:5 i Łuk. 6:22: „Słuchajcie słowa Pańskiego, którzy drżycie na słowo jego. Bracia wasi nienawidzący was, a wyganiający was dla imienia mego mówiąc: Niech się okaże sława Pańska [czynimy to dla chwały Pańskiej]. Okażeć się <str. 183> zaiste ku pociesze waszej; ale oni pohańbieni będą”. „Błogosławieni będziecie, gdy was ludzie nienawidzić będą i gdy was wyłączą, i będą was sromocić, i imię wasze wyrzucą jako złe, dla Syna człowieczego. Radujcie się dnia tego i weselcie się; albowiem oto zapłata wasza jest obfita w niebiesiech; boć tak właśnie prorokom czynili ojcowie ich.” Lecz: „Biada wam, gdyby dobrze o was mówili wszyscy ludzie; bo tak czynili fałszywym prorokom ojcowie ich”.

Jeżeli w zgromadzeniu, z którym utrzymujesz społeczność, są sami święci – jeśli wszyscy stanowią pszenicę, a nie ma między nimi kąkolu – to spotkałeś wyjątkowych ludzi, którzy z radością przyjmą prawdy czasu żniwa. Jeżeli jednak tak nie jest, to musisz być przygotowany na to, że teraźniejsza Prawda oddzieli kąkol od pszenicy, a co więcej ty musisz wykonać swój obowiązek przedstawienia prawd, które dokonają takiego podziału.

Jeśli masz być jednym ze zwycięskich świętych, musisz teraz zostać „żniwiarzem” i zapuścić sierp Prawdy. Jeżeli jesteś wierny Panu, godny Prawdy i współdziedzictwa z Nim w chwale, będziesz się radował ze współudziału z Głównym Żniwiarzem w obecnym dziele żniwa, nie zważając na swą naturalną skłonność do gładkiego prześliźnięcia się przez ten świat.

Jeśli pomiędzy pszenicą zgromadzenia, którego jesteś członkiem, znajduje się kąkol, a tak jest zawsze, to wiele będzie zależało od tego, co stanowi większość. Jeśli przeważa pszenica, to mądrze i z miłością przedstawiona Prawda wywrze na nią pozytywny wpływ, a kąkol po pewnym czasie odłączy się. Jeśli jednak przewagę będzie miał kąkol – będzie go dziewięć dziesiątych albo więcej, jak to zwykle ma miejsce – to skutkiem nawet najostrożniejszego i najłagodniejszego przedstawienia Prawdy czasu żniwa będzie rozgoryczenie i gwałtowny sprzeciw; a jeśli trwałbyś w ogłaszaniu dobrej nowiny i w wykazywaniu z dawna przyjętych błędów, zostaniesz wkrótce „wypędzony” dla dobra sekciarskiej <str. 184> sprawy albo wolność twoja zostanie tak ograniczona, że twoje światło nie będzie mogło więcej przyświecać w tym zgromadzeniu. Nie ulega wątpliwości, co w takiej sytuacji należy zrobić. Należy wydać pełne miłości świadectwo o miłosierdziu i mądrości wspaniałego Boskiego planu wieków oraz w sposób publiczny odłączyć się od nich, przedstawiając z mądrością i w cichości uzasadnienie takiego postępowania.

Poszczególne sekty Babilonu – „chrześcijaństwa” – cechują się różnym stopniem niewoli. Niektórzy z tych, którzy gwałtownie oburzali się na absolutnie skrajne zniewolenie sumień i ograniczanie możliwości dokonywania ocen przez jednostki w rzymskim systemie, są zupełnie gotowi zniewolić samych siebie, a już szczególnie drugich, przy pomocy wyznań wiary i dogmatów przyjmowanych przez kolejne sekty protestanckie. To prawda, że ich łańcuchy są lżejsze i dłuższe od tych, które stosował Rzym w ciemnych wiekach. Z tego też powodu jest to dobre, jest to prawdziwa reformacja – krok we właściwym kierunku, w kierunku całkowitej wolności, w kierunku takich stosunków w Kościele, jakie panowały za czasów apostolskich. Dlaczego jednak mamy w ogóle nosić ludzkie kajdany? Po co wiązać i ograniczać sumienia? Dlaczego nie mielibyśmy stać w zupełnej wolności, którą nas Chrystus wolnymi uczynił? Dlaczegóż by nie wyrzec się wszystkich wysiłków upadłego człowieka, zmierzających do spętania sumień i powstrzymania dociekań, nie tylko tych, które czynione były w odległej przeszłości ciemnych wieków, ale i tych dokonywanych ostatnio przez rozmaitych reformatorów? Dlaczegóż by nie postanowić, aby na wzór Kościoła apostolskiego, swobodnie wzrastać w znajomości w tym samym stopniu, co w łasce i miłości, skoro w „słusznym czasie” Pańskim odsłaniają się kolejne zarysy Jego wspaniałego planu?

Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że wstępując do jednej z ziemskich organizacji i przyjmując jej wyznanie wiary jako swoje, zobowiązują się do wierzenia dokładnie w taki sposób, w jaki credo określa poszczególne zagadnienia. Jeśli, pomimo tych więzów, pod które dobrowolnie się poddali, chcieliby samodzielnie myśleć i otrzymywać z innego źródła światło, które przyświeca jaśniej niż to, co przyjmuje ich sekta, musieliby albo okazać nieposłuszeństwo sekcie i złamać umowę, że nie przyjmą wierzeń przeciwnych ich wyznaniu wiary, albo też <str. 185> musieliby uczciwie odrzucić credo, z którego „wyrośli” i opuścić taką sektę. Podjęcie takiego kroku nie jest rzeczą łatwą i wymaga pewnego wysiłku, gdyż prowadzi on do zniszczenia zwykle przyjemnych stosunków towarzyskich, a uczciwy człowiek poszukujący Prawdy jest narażony na nierozsądne oskarżenia, iż jest „zdrajcą” swej sekty, „renegatem”, jednostką „nie utwierdzoną”, itp. Od członka sekty wymaga się, aby całkowicie poddał jej swój umysł i nie starał się myśleć samodzielnie. Sekta podejmuje się w jego imieniu decydować o tym, co jest prawdą, a co błędem; on zaś, chcąc być uczciwym, lojalnym, wiernym członkiem, we wszelkich sprawach dotyczących religii musi akceptować tak przyszłe, jak i podjęte już w przeszłości decyzje swej sekty, nie uwzględniając swych indywidualnych poglądów i unikając osobistego dociekania, aby nie wzrosła jego wiedza, a sekta nie straciła członka. Owo oddanie sumienia w niewolę sekty i creda, wyrażane jest na ogół, gdy ktoś mówi, że „należy” do danej sekty.

Kajdany sekciarstwa, bynajmniej nie uważane za więzy, cieszą się poważaniem i są noszone jako ozdoba, jako odznaka szacunku i znak charakteru. Wiele dzieci Bożych zostało do tego stopnia zwiedzionych, że gdyby nie mieli tych łańcuchów – lżejszych czy cięższych, dłuższych albo krótszych, zależnie od stopnia ograniczenia ich wolności osobistej – czuliby się zawstydzeni. Wstydzą się oświadczyć, że nie znajdują się w niewoli żadnej sekty ani creda, lecz „przynależą” wyłącznie do Chrystusa.

Stąd też obserwujemy czasami zjawisko, że uczciwe, łaknące Prawdy dzieci Boże stopniowo przechodzą z jednej organizacji wyznaniowej do innej, tak jak dzieci, które przechodzą do kolejnych klas w szkole. Jeśli ktoś należał do kościoła rzymskiego, a jego oczy otwarły się, opuściwszy go wpada na ogół w jeden z odłamów systemu metodystycznego albo prezbiteriańskiego. Jeśli tam jego głód Prawdy nie zostanie całkowicie przytłumiony, a duchowe zmysły nie zostaną otępione duchem światowości, prawdopodobnie po kilku latach znajdzie się w jednym z nurtów systemu baptystycznego. <str. 186> Jeśli jednak nadal będzie wzrastał w łasce, znajomości oraz umiłowaniu Prawdy i docenianiu wolności, którą nas Chrystus wolnymi uczynił, znajdzie się w końcu poza wszystkimi ludzkimi organizacjami, złączony jedynie z Panem i jego świętymi, związany wyłącznie delikatnymi, a jednocześnie mocnymi więzami miłości i Prawdy, tak jak to miało miejsce w kościele pierwotnym (1 Kor. 6:15,17; Efezj. 4:15,16).

Powszechne jest obecnie poczucie niewygody i niepewności, jeśli nie pozostaje się w związkach łańcuchów sekciarstwa. Rodzi się ono na skutek przyjęcia fałszywego poglądu, pierwotnie głoszonego przez papiestwo, że przynależność do ziemskich organizacji jest rzeczą nieodzowną, przyjemną Panu i konieczną dla uzyskania żywota wiecznego. Ziemskie, ludzkie systemy organizacyjne, tak dalekie od prostoty i braku ograniczeń w społeczności czasów apostolskich, mimowolnie i prawie podświadomie traktowane są przez chrześcijan jak różnorodne Niebiańskie Towarzystwa Ubezpieczeniowe, w jednym z których należy regularnie opłacać składkę w postaci pieniędzy, czasu i poważania, by zapewnić sobie niebiański odpoczynek i pośmiertny pokój. Postępując wedle tej zasady ludzie występując z jednej sekty, wiążą się natychmiast z następną, kierowani podobnymi obawami, jakie towarzyszą przeterminowaniu się polisy ubezpieczeniowej, a które powodują natychmiastowe dążenie do odnowienia jej w jednej z firm cieszących się powszechnym szacunkiem.

Jednakże żadna ziemska organizacja nie jest w stanie wydać paszportu do niebiańskiej chwały. Najbardziej nawet fanatyczni sekciarze (pomijając rzymskokatolików) nie usiłują twierdzić, że członkostwo w ich sekcie daje gwarancję niebiańskiej chwały. Wszyscy są zmuszeni przyznać, że lista członków prawdziwego Kościoła znajduje się w niebie, a nie na ziemi. Zwodzą jednak ludzi twierdząc, że do Chrystusa należy koniecznie przychodzić za ich pośrednictwem – należy koniecznie uzyskać członkostwo w jednym z sekciarskich ciał, aby móc stać się członkiem „Ciała Chrystusowego”, prawdziwego Kościoła. W przeciwieństwie do tego, Pan, nie odrzucając co prawda nikogo, kto przyszedł do Niego sekciarskimi drogami ani nie odsyłając próżno tych, co Go naprawdę poszukują, <str. 187> poucza nas, że takie zawady nie są nam potrzebne, a zrobilibyśmy znacznie lepiej przychodząc do niego bezpośrednio. Woła on: „Pójdźcie do mnie”, „weźmijcie jarzmo moje na się, a uczcie się ode mnie”, „jarzmo moje wdzięczne jest, a brzemię moje lekkie jest”, „a znajdziecie odpocznienie duszom waszym”. Obyśmy byli wcześniej posłuchali Jego głosu. Uniknęlibyśmy byli ciężkich jarzm nakładanych przez sekty, trzęsawisk rozpaczy, zamków zwątpienia, targowisk próżności i lwów światowego sposobu myślenia.

Jednakże wielu z tych, którzy z urodzenia byli członkami sekt, bądź też znaleźli się w nich jako niemowlęta czy małe dzieci, nie zastanawiając się nad systemami, zachowało w swym sercu wolność, a w rozwoju swym nieświadomie przekroczyło ograniczenia i więzy narzucane przez creda, które uznają z racji swego wyznania i popierają przy pomocy dostępnych im środków i wpływów. Niewielu z nich jednak zauważyło ujemne strony sekciarskiej niewoli i korzyści płynące z posiadania pełnej wolności, ani też zupełne, całkowite oddzielenie nie było przykazywane aż do obecnego czasu, czasu żniwa. Dziś rozbrzmiewają słowa naszego Pana: „Wynijdźcie z pośrodku jego; oczyśćcie się [uwolnijcie się tak od złych zwyczajów, jak i od fałszywych nauk] wy, którzy nosicie naczynie [prawdy – nauki] Pańskie” – Izaj. 52:11.

Do korzenia drzewa nominalnego systemu chrześcijańskiego – Babilonu, „chrześcijaństwa” – przyłożona jest już siekiera, podobnie jak w czasie pierwszego przyjścia została ona przyłożona do korzenia nominalnego systemu żydowskiego; i tak ów wielki system – ulubione miejsce „ptaków niebieskich”, które go tak bardzo splugawiły (Łuk. 13:18,19), że stał się w rzeczywistości „mieszkaniem wszelkiego ptactwa nieczystego i przemierzłego” (Obj. 18:2) – zostanie ścięty i nie będzie już dłużej zwodził świata. Zamiast niego zostanie przyjęte prawdziwe drzewo oliwne, którego korzeniami są obietnice Boże, a gałęziami jednostki szczerze i całkowicie poświęcone. Wierni Wieku Ewangelii, których imiona są „zapisane w niebie”, zostaną uznani za prawdziwych i jedynych współdziedziców, za Oblubienicę Barankową (Obj. 17:14). <str. 188>

Doświadczanie i przesiewanie klasy Świątnicy

Wyjście z Babilonu jest ważnym i trwającym długo krokiem w kierunku zupełnego zwycięstwa. Nie jest to jednak bynajmniej krok ostatni i należy uważnie wystrzegać się tendencji do odpoczywania po dokonaniu każdego kolejnego kroku na tej drodze.

„Nie sądź, że twoim udziałem zwycięstwo,

Albo, że twoje trudy skończone.

Niejedną próbę przejdzie twe męstwo,

Zanim zdobędziesz niebieską koronę.

Patrząc na obłok świadków ogromny,

Niech trwa w czujności twa dusza słaba.

Złóż wszelki grzech twój i ciężar znojny,

Ku niebu zdążaj, gdzie czeka sława.”

Wyjście z Babilonu poprzedzone bywa zwykle krokami świadczącymi o posłuszeństwie, które przyczyniają się do wykształcenia i wzmocnienia charakteru przed kolejnymi konfliktami i zwycięstwami. Po nim następują rozmaite próby i sposobności odniesienia zwycięstwa, o czym Paweł (Gal. 5:1) pisał: „Stójcie tedy w tej wolności, którą was Chrystus wolnymi uczynił, a nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli”. Każdy kto zdał sobie sprawę z wolności synów Bożych i zupełnego uwolnienia z niewoli Babilonu, powinien spodziewać się, że wielki przeciwnik podejmie wysiłki, aby poddać go pod inne jarzmo niewoli albo spowodować zgorszenie. Pan dozwala na te trudne próby, aby wybierani obecnie ludzie mogli być objawieni i przygotowani do służby w Królestwie chwały.

Ilustrację takiego doświadczania i przesiewania, cień tego, czego należy się spodziewać obecnie, stanowią wydarzenia żniwa żydowskiego. Przedstawicielami Świątyni, czyli Świątnicy, podczas pierwszego przyjścia byli uczniowie naszego Pana, o których powiedział On: „Wy jesteście czystymi, ale nie wszyscy” [z was]. Po odrzuceniu nominalnego Izraela (w 33 r. n.e.) owa reprezentacja klasy Świątyni Bożej, składająca się z czystych i nieczystych, została <str. 189> dotknięta poważnymi doświadczeniami w celu rozdzielenia jej. Przesiewany był Piotr i nieomalże upadł (Łuk. 22:31; Mat. 26:74,75; Jan 21:15-17), ale że był „czysty”, wierny w głębi serca, dane mu było wyjść z tej próby zwycięsko. Także Judasz był doświadczany i dowiódł, że był nieczystym, będąc gotowym sprzedać Prawdę za ziemskie korzyści, zaprzeć się Pana dla pieniędzy, chociaż ucałował Go, by wyrazić swą miłość.

Podobnie i teraz, w czasie obecnego żniwa, mamy oczyszczoną Świątnicę, a w bliskim związku z nią także i tych, którzy nie są czystymi. Tak więc od czasu odrzucenia Babilonu w 1878 roku i od momentu wezwania do opuszczenia go, wśród tych, którzy wyszli, przeprowadzane jest dzieło doświadczania i przesiewania. Historia Piotra i Judasza dowodzi bez wątpienia, że i w obecnym czasie pomiędzy opuszczającymi Babilon, oczyszczonymi od wielu jego zmaz w zakresie nauk, pojawią się klasy ludzi o podobnych cechach – jedni pozostaną wierni Panu i Prawdzie, a drudzy, którzy nie zmierzają ku poznaniu Pana, lecz udają się za złem i fałszywymi naukami, nierzadko gorszymi od tych, przed którymi uciekli, okazują swą niewierność.

Symboliczny akt oczyszczenia Świątyni Jerozolimskiej, dokonany przez naszego Pana po objęciu władzy królewskiej i ogłoszeniu sądu nad nominalnym kościołem żydowskim, był cieniem obecnego czasu żniwa, zapowiadającym doświadczanie i przesiewanie klasy Świątyni począwszy od 1878 roku. Po oświadczeniu, że dom ich zostanie spustoszony, wkroczył On do świątyni – stanowiącej symboliczne wyobrażenie rzeczywistej Świątyni, czy też Świątnicy – i uczyniwszy sobie bicz z powrózków, użył go w celu wypędzenia handlarzy pieniędzmi, a stoły sprzedawców gołębi poprzewracał.

Bicz z powrózków użyty przez Pana wyobraża rozmaite prawdy, które zostały użyte w Świątyni w obecnym czasie żniwa w celu naprawienia, doświadczenia i odłączenia nieczystych. Głoszona obecnie Prawda objawia tak jasno doskonałą wolę Bożą, istotną rolę zupełnego poświęcenia, ukazuje jak wąską jest droga, którą muszą <str. 190> podążać naśladowcy Pańscy, że ci, co przystąpili do klasy Świątnicy powodowani nieczystymi motywami, są ustawicznie chłostani przez Prawdę, aż w końcu zostaną zmuszeni do jej opuszczenia.

Jest kilka przypowieści naszego Pana, które wskazują na to, że klasa „Świątnicy” zostanie w ogólnym znaczeniu odłączona od „wojska”, czyli szerokich rzesz wyznawców chrześcijaństwa. Dwie z nich jednak rozwijają to zagadnienie ukazując następujące potem dzieło doświadczania i przesiewania klasy Świątnicy – oddzielanie zwycięzców, którzy odziedziczą Królestwo (Obj. 3:21) od tych spośród szczerze poświęconych, którzy poddają się duchowi tego świata, zaniedbując się w ofiarowaniu obecnych przywilejów i ludzkich zaszczytów na rzecz większych zaszczytów od Boga.

Przypowieść o dziesięciu pannach ukazuje wszystkie panny – poświęconych – w stanie odłączenia od Babilonu. Zaznacza jednak, że i pomiędzy nimi nastąpi rozdział – odłączone zostaną panny mądre, pełne wiary, żarliwej miłości i ducha natychmiastowego posłuszeństwa, od głupich, które dopuściły do ostygnięcia swej pierwszej miłości oraz żarliwości ducha, na skutek czego osłabła ich wiara i gotowość do posłuszeństwa. Mądrzy, pozostając wierni uczynionemu przymierzu zupełnego poświęcenia Bogu oraz gorliwie czuwając w oczekiwaniu na obiecany powrót Pana, są przygotowani do przyjęcia radosnego poselstwa czasu żniwa, do rozpoznania przepowiedzianych znaków wskazujących na obecność Mistrza i do wytrzymania każdej próby, przez którą On uznałby za stosowne ich przeprowadzić; są gotowi dowieść swej lojalności i wierności. Tacy, nie śpiąc, lecz czuwając, za sprawą proroctw obwieszczających obecność Mistrza, usłyszą Jego pukanie. Doczesne niewygody i utrapienia, znoszone w cichości dla dobra Prawdy, są przez nich przyjmowane jako zwiastun zbliżania się wiecznego pokoju, radości, chwały i błogosławieństwa.

Rozlegający się głos pukania proroctw obwieszczających <str. 191> obecność Pańską w jesieni 1874 roku, był prawie natychmiast usłyszany i zaraz został wydany okrzyk: „Oto Oblubieniec! wynijdźcie przeciwko niemu”. Okrzyk ten nadal rozbrzmiewa i będzie trwał dotąd, dokąd nie usłyszą go wszystkie poświęcone panny, dokąd nie dokona on próby ich wiary i lojalności. Wszyscy mądrzy, mając lampy (Słowo Boże) ochędożone i płonące, posiadając olej (duch święty) w swych naczyniach (w sercach), rozpoznają obecność Pańską, podporządkują swe sprawy i postępowanie posiadanej przez nich wierze i wynijdą „przeciwko” Niemu, aby spotkać się z umiłowanym Oblubieńcem i zasiąść z nim do uczty weselnej.

Żydowskie obrzędy weselne stanowią piękną ilustrację zaręczyn i poślubienia Kościoła przez Chrystusa, jego Pana. Zaręczyny, czyli zaślubiny, były prawną umową poświadczoną przymierzem wierności z obu stron. Kobieta pozostawała w domu ojca aż do zabrania jej do domu oblubieńca, co miało miejsce zwykle rok po zaręczynach, czyli zaślubinach. Realizacja umowy polegała na przyjęciu małżonki w domu przygotowanym przez jej męża. Dla uczczenia tego momentu urządzano trwającą kilka dni wielką ucztę, zwaną Świętem Godów. O oznaczonej godzinie oblubieniec stawiał się po oczekującą na niego z niecierpliwością oblubienicę i w towarzystwie orszaku panien, wyposażonych w lampy i inne konieczne przybory, odprowadzał ją do ich przyszłego domu, w którym odbywała się przygotowana przez niego uczta.

W przypowieści nie wspomniana jest oblubienica, a oblubieniec przychodzi po wszystkie „mądre panny”, które towarzyszą mu i wchodzą na przygotowaną ucztę radości. Ilustracja taka jest słuszna, a nawet konieczna, ponieważ Oblubienica Chrystusowa składa się z wielu członków, którzy znajdują piękne wyobrażenie w mądrych pannach. Głupie panny, które później otrzymały światło <str. 192> i doświadczenie, nie dostępując jednak takiego wywyższenia jak „mądre” – klasa wiernej Oblubienicy, bez wątpienia zaliczą się do wspomnianych (w Psalmie 45:15,16), idących „za nią panien towarzyszek”, które we właściwym czasie zostaną wyróżnione przez Króla, choć w mniejszym stopniu niż Oblubienica.

Postawa mądrych panien, przygotowanych i z niecierpliwością oczekujących na przyjście Oblubieńca, dokładnie odpowiada jedynej właściwej postawie, jaką winni zająć członkowie Kościoła, prawdziwie poświęconego i zaślubionego Panu. Gdyby oblubienica zaniedbała się i nie była przygotowana na ten najważniejszy moment w jej życiu, dowiodłaby tym samym, że nie jest godna zaszczytu. Podobnie rzecz się ma z Kościołem: „Ktokolwiek ma tę nadzieję w Nim, oczyszcza się”, stara się posiąść takie nastawienie serca oraz postawę życia, które zadowalałyby Oblubieńca, tęskni i oczekuje na błogosławione połączenie i ucztę obiecaną przez tego, który powiedział: „Idę, abym wam zgotował miejsce, a (…) przyjdę zasię i wezmę was do siebie”.

Ze wspomnianej przypowieści jasno wynikają dwie rzeczy: po pierwsze to, że ów szczególny rys Prawdy (rozpoznanie obecności Oblubieńca) nie był przeznaczony dla świata w ogólności, ani nawet dla całego kościoła nominalnego, lecz jedynie dla panien, czyli dla poświęconych, po drugie, zdaje się być oczywistym, że poselstwo ogłaszające obecność Oblubieńca dokona podziału, który doświadczy i wypróbuje każdą pannę z osobna oraz jasno objawi mądrych, wiernych i godnych w odróżnieniu od niewiernych – niemądrych panien.

Jakież bogactwo łaski zawiera się we wspaniałym poselstwie: „Oto Oblubieniec!” A jednak jest to wielka tajemnica, wiadoma jedynie świętym, gdyż świat nie jest w stanie jej przyjąć. Poselstwo to jest w jego opinii głupie i będzie tak przyjmowane, aż usłyszą go wszystkie panny, aż mądre panny wejdą na ucztę, aż „drzwi zostaną zamknięte”, a „gorejący ogień” czasu wielkiego ucisku, który wówczas zapłonie, sprawi, że każde oko ujrzy (uzna), iż rozpoczęła się obecność Pańska i Jego królowanie.

Z jakąż królewską gracją zwraca się w swym posłannictwie Jahwe do <str. 193> pokornych sług i służebnic: „Słuchajże córko, a obacz, a nakłoń ucha twego, a zapomnij narodu twego i domu [ziemskich związków, nadziei, pragnień i ambicji] ojca twojego [Adama]. A zakocha się Król [Pan Jezus] w piękności twojej, albowiem on jest Panem twoim; przetoż kłaniaj się przed nim” – Psalm 45:11,12. Któż są ci, co otrzymają tak wielką łaskę? Czyż nie „powołani, przyjęci i wierni”? „Wszystka zacność córki królewskiej [córki Jahwe, gdyż Oblubienica Chrystusowa uważana jest za własność Jahwe] jest wewnątrz.” Jej pięknem jest świętość. Zewnętrznie, dla świata, nie jest piękna, została wzgardzona i odrzucona przez ludzi, podobnie jak jej Pan w swym upokorzeniu. Nie zawsze jednak tak będzie; skoro naśladowała go w upokorzeniu, będzie także miała udział w Jego chwale; jako Nowe Stworzenie w stosownym czasie przywdzieje Jego boską naturę – „a szaty jej [po uwielbieniu] bramowane są złotem”, które jest symbolem boskiej natury. „W odzieniu haftowanym przywiodą ją do króla” – w prostej białej szacie dostarczonej jej przez Pana, w szacie Jego sprawiedliwości, szacie, która zostanie przez nią starannie i pięknie obramowana chrześcijańskimi przymiotami. Jej hojnemu wejściu do królewskiego pałacu (2 Piotra 1:5-8,11) towarzyszyć będzie wielka radość na niebie i na ziemi. Wielu powie: „Weselmy się i radujmy się, a dajmy mu chwałę; bo przyszło wesele barankowe, a małżonka jego nagotowała się” – Obj. 19:7. „Córka Tyru [mocarze ziemscy] przyjdzie z darami, tobie złożą hołd najbogatsi z ludu (…) Upamiętnię imię twoje przez wszystkie pokolenia, dlatego ludy wysławiać cię będą po wieki wieczne” – Psalm 45:13-18 nb.

Prawdziwie „mądrymi” spośród poświęconych okażą się ci, którzy, poniechawszy uroków świata, ziemskich nadziei i nagród, z tęsknotą w sercu oczekując <str. 194> na Miłego, będą przygotowani i godni wielkiego wywyższenia obiecanego dla Oblubienicy, Małżonki Barankowej.

„Oblubienico Baranka, niech wdzięki twoje,

Naszym udziałem się staną.”

Jeśli wzięcie lamp i podążanie za Oblubieńcem oznacza pozostawienie wszystkiego, aby naśladować Chrystusa w czasie Jego obecności, która stała się faktem, to jest to równoznaczne z opuszczeniem Babilonu, w którym przeważnie znajdowały się panny, skoro Prawda objawiona w świetle żniwa wyraźnie sugeruje oddzielenie pszenicy od kąkolu. Staranne ochędożenie lamp umożliwia mądrym pannom, które posiadają ducha świętego, ducha poświęcenia i posłuszeństwa, zauważenie tego faktu. Posiadając „olej” będą one miały także światło, a doceniając ten przywilej, prędko i z radością będą „naśladować Baranka, gdziekolwiek idzie”.

W przeciwieństwie zaś do tego, głupim pannom, nie posiadającym dostatecznej ilości oleju, brakuje jasnego światła umożliwiającego zrozumienie obecności Oblubieńca. Na skutek zbytniego obciążenia troskami i zamierzeniami doczesnego żywota, nie udaje im się dostatecznie zgłębić tego tematu, a w konsekwencji wahają się, nie będąc zdecydowanymi na opuszczenie Babilonu i wykazując pewną miarę obojętności i niedowierzania w całej tej sprawie. Nawet wtedy, gdy zachęcani przez innych, niechętnie zabierają się od wyjścia, mają nieustanną tendencję do patrzenia za siebie, jak żona Lota. Dla takich Pan zostawił ostrzeżenie: „Pamiętajcie na żonę Lotową” – Łuk. 17:32. Powiedział także: „Żaden, który by przyłożył rękę swoją do pługa, a oglądałby się nazad, nie jest sposobny do królestwa Bożego”.

W przypowieści nie ma niczego takiego, co wskazywałoby, iż ci, którzy wyobrażani są przez głupie panny, zdadzą sobie sprawę ze swej głupoty wcześniej, nim przeminie sposobność wejścia na ucztę. Dopiero wtedy uświadomią sobie, jak nierozsądne było ich oczekiwanie na to, że zostaną uznani przez Pana za członków Jego Oblubienicy i za współdziedziców, podczas gdy, co najwyżej, byli letnimi i oddalonymi naśladowcami. Wielu z tych, którzy obecnie cieszą się „najwyższym szacunkiem między ludźmi”, a ze względu na swe „wspaniałe dokonania” są uznawani za wybitnych, znajdzie się między rozczarowanymi. <str. 195>

I zamknione są drzwi.

Głoszenie obecności Oblubieńca, wychodzenie Mu naprzeciw i wchodzenie z Nim na wesele w dalszym ciągu się odbywa i będzie trwało tak długo, aż wszystkie mądre panny zostaną w dostatecznym stopniu „popieczętowane na czołach ich” znajomością Prawdy czasu żniwa, aby mogły odłączyć się od Babilonu i wejść z Oblubieńcem na przygotowaną ucztę. Gdy już wszystkie panny zostaną doświadczone za pomocą teraźniejszej Prawdy, drzwi sposobności zostaną zamknięte i nikt już nie będzie mógł wejść na ucztę, ponieważ Mistrz powiedział: Jam jest, „który otwiera, a nikt nie zawiera, i zawiera, a nikt nie otwiera” – Obj. 3:7. Gdy zaś po zamknięciu drzwi głupie panny przyjdą i zapukają prosząc o wpuszczenie, mówiąc: „Panie, Panie, otwórz nam”, wtedy On odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: nie znam was”. Jeśli ktoś teraz wstydzi się Mistrza i Jego słów, pozostając na nie obojętnym, to i On się go będzie wstydził w czasie mającego niebawem nastąpić Jego objawienia się w chwale i potędze ze wszystkimi świętymi i wiernymi posłańcami – mądrymi pannymi uwielbionymi i wywyższonymi wraz z Nim.

Zauważmy, że zamknięcie drzwi nie ma nic wspólnego ze światem. Są to drzwi umożliwiające wejście na ucztę weselną. Zawsze były one otwarte wyłącznie dla poświęconych, dla panien. Nikt inny nie był zaproszony do wejścia przez nie. Zamkną się one, gdy prawdy czasu żniwa dokonają przesiania i oddzielenia wszystkich gorących – gorliwie strzegących przymierza – od zimnych, letnich i zbytnio zajętych, którzy się zaniedbują w dochowywaniu przymierza. Dzięki Bogu, te drzwi, które tutaj się zamykają, nie są drzwiami miłosierdzia czy wszelakich łask. Są to jednak drzwi możliwości uczestniczenia w największej łasce – współdziedzictwa z Chrystusem jako Jego Oblubienica. Choć głupie panny staną przed zamkniętymi drzwiami, które pomimo ich pukania nigdy już się nie otworzą, choć pozostaną na zewnątrz wystawione na wielkie uciśnienie „złego dnia”, gdzie będzie płacz, narzekanie i zgrzytanie <str. 196> zębów, to jednak nie oznacza to, że Bóg oddalił je od swej miłości i miłosierdzia, albo że nie udziela im łaski czy nawet szczególnej opieki. Wielki ucisk, przez który przejdą, dokona zamierzonego oczyszczenia i uzdrowienia pokutujących już wówczas panien, dzięki czemu zostaną one przystosowane jako chwalebne naczynia w służbie Mistrza do zaszczytnego użytku, choć nie najbardziej zaszczytnego, do którego zostały pierwotnie powołane, a którego nie okazały się godne. Ze względu na to, iż kierują się w pewnym stopniu duchem Babilonu i, choć w niewielkiej mierze, lecz jednak wspierają go swym wpływem, zostaną uznane przez Boga za uczestniczki grzechów tego systemu, a przeto niegodne ujścia plag, którymi miał on zostać dotknięty. Plagi te muszą więc nastąpić nie tylko w celu zniszczenia Babilonu, lecz także dla oczyszczenia i odłączenia nie dojrzałej dotąd pszenicy w nim pozostającej – głupich panien, które w pewnej mierze zostały pokonane i upojone winem Babilonu.

Piękną ilustracją wejścia na wesele wraz z Panem jest szczęśliwy weselny orszak, który przy akompaniamencie muzyki, z zapalonymi lampami i ze wszelkimi objawami radości towarzyszył żydowskiej oblubienicy w drodze do domu jej męża. W ten sposób wchodziła ona do radości pana swego na przygotowaną przez niego ucztę. W radości takiej uczestniczą obecnie mądre panny. Radość zaczyna się już wtedy, gdy dowiadują się o obecności Oblubieńca. Szczęśliwe opuszczają wszystko, aby być z Nim i wziąć udział w uczcie. Wiarą już uczestniczą w nadchodzącej uczcie, gdyż obecny Oblubieniec zapoznaje je z nadzwyczaj wielkimi i kosztownymi rzeczami, jakie oczekują na Jego wybraną Oblubienicę. Objawia jej wielkie dzieło błogosławienia i naprawienia świata, w którym będzie miała przywilej wziąć udział. Doprawdy, wchodząc do sali, w której odbędzie się przyjęcie i widząc dowody, że nadchodzi czas uczty łask Królestwa, czujemy się jakbyśmy już weszli do radości Pana naszego. Czujemy już przedsmak zbliżających się błogosławieństw. Duchowo już ucztujemy, korzystając z bogactwa darów Jego łaski. <str. 197> Przez wiarę zasiedliśmy do stołu, a Mistrz zgodnie ze swą obietnicą (Łuk. 12:37) przyszedł, aby nam usługiwać.

Owo ucztowanie przez wiarę przy stole kosztownych prawd, odkrytych w czasie obecnego żniwa, rozpoczęło się w 1875 roku, po zakończeniu się 1335 dni (Dan. 12:12) na początku żniwa i stanowi błogosławieństwo przepowiedziane przez proroka, który powiedział: „Ach, błogosławiony, kto doczeka, a dojdzie do tysiąca trzech set trzydziestu i pięciu dni”.

Próba szaty weselnej

Inna przypowieść naszego Pana (Mat. 22:1-14) ukazuje jeszcze dalej idące dzieło doświadczania klasy Świątnicy – próbowanie i oddzielanie nawet wśród tych, którzy usłyszeli i przyjęli poselstwo czasu żniwa. „Mądre panny” z poprzedniej przypowieści, które weszły z Oblubieńcem na wesele i „goście” z przypowieści rozważanej obecnie, to ta sama klasa poświęconych, którzy jak dotąd okazali się wierni i posłuszni. Ludzie ci zobrazowani są w rozmaitych symbolach, a każda z tych ilustracji ma swoje szczególne znaczenie. Przedstawieni są oni jako panny, jako słudzy oczekujący na powrót Pana z wesela, jako goście na uczcie weselnej i jako Oblubienica. Stanowią oni Ciało Chrystusa, przyszłą Oblubienicę Chrystusową, są żołnierzami pod wodzą Chrystusa, gałązkami w Chrystusie jako winorośli, gałęziami drzewa oliwnego w Chrystusie, żywymi kamieniami świątyni, której Chrystus jest węgielnym kamieniem, uczniami Chrystusa – Nauczyciela, owcami, dla których On jest pasterzem itp. Przy rozważaniu tych symboli musimy pamiętać, że każdy z nich stanowi oddzielną ilustrację, niezależną od innych i że należy poszukiwać w każdym z nich jemu właściwego znaczenia. Zrozumienie tych ilustracji byłoby całkowicie niemożliwe, gdybyśmy usiłowali je łączyć ze sobą i zastanawiać się, w jaki sposób kamienie mogą być gałązkami winorośli, owce żołnierzami albo goście weselni sługami <str. 198> czy oblubienicą. W rzeczywistości nie jesteśmy powołani, aby być gośćmi na Barankowej uczcie weselnej ani też sługami oczekującymi na powrót Pana z wesela, lecz aby stanowić Oblubienicę. Jednakże pod pewnymi względami musimy być podobni do sług i do gości – musimy posiadać uwagę i czujność wiernych sług oraz z innego punktu widzenia być jak owi goście.

Przypowieść ta ma na celu ukazanie aspektów, które nie są możliwe do zilustrowania przy pomocy porównania do oblubienicy, przedstawiającej Kościół jako jedną postać zbiorową, jako współdziedzica Chrystusowego. Tutaj zobrazowana jest niezbędna cecha gotowości oraz ukazany jest przegląd, któremu każdy będzie podlegał indywidualnie i który spowoduje odrzucenie jednych i przyjęcie drugich. Podlegający temu przeglądowi znajdują się już w komnacie gościnnej. Stanowią oni pszenicę zżętą i zebraną spośród kąkolu oraz są mądrymi pannami oddzielonymi od głupich. Usłyszeli oni i przyjęli prawdy czasu żniwa i przez wiarę już się radują, oczekując na chwałę i błogosławieństwo, które będą wynikiem ich zupełnego połączenia się z Chrystusem. Jak dotąd każdy z nich biegł dobrze, lecz przed dotarciem do celu, każdy „kto mniema, że stoi, niechże patrzy, aby nie upadł”.

Znakiem świadczącym o stanie godnym pochwały i o gotowości do wesela jest w tej przypowieści posiadanie szaty weselnej. Na weselach żydowskich było w zwyczaju, że gospodarz zapewniał dla wszystkich gości właściwe przy tej uroczystości ubrania – białe, lniane szaty. Zaniechanie szaty weselnej podarowanej przez gospodarza z tej okazji i wystąpienie w swym własnym ubraniu uznawane było za bezwstydną niestosowność zachowania i oznaczało, że gość okazuje pychę i brak szacunku dla gospodarza.

Symbolicznym znaczeniem szaty weselnej jest oczywiście sprawiedliwość Chrystusowa, zapewniana przez naszego Gospodarza, Jahwe (Rzym. 8:30-34). Została ona przypisana każdemu wierzącemu i mającemu ufność w Nim. Bez niej nikt nie będzie przyjęty na weselu <str. 199> Barankowym, bez niej żaden gość nie zostanie wpuszczony. Niezbędne jest tak zaproszenie, jak i szata. Przypowieść pokazuje, że tylko tak ubrani zostaną wpuszczeni do specjalnego, przygotowawczego przedsionka – do światła teraźniejszej Prawdy – gdzie Oblubienica czyni ostateczne przygotowania (Obj. 19:7). Po otrzymaniu i przyjęciu zaproszenia oraz szaty, goście spędzają tu pewien krótki czas tuż przed ucztą weselną (w czasie żniwa) dopasowując szaty oraz pomagając sobie wzajemnie w ostatnich przygotowaniach. Działalność ta jest już teraz ucztowaniem, którego przyszli uczestnicy wiarą oceniają tę radosną perspektywę. Oblubieniec, wielkie przyszłe dzieło, chwalebne dziedzictwo i obecna praca związana z przygotowaniami – to nieustanne tematy ich myśli i rozmów.

W przedsionku, (którym jest obecny dogodny czas i warunki), wspaniale oświetlonym jasnym światłem Boskiej Prawdy na czasie, zapewnione są wszelkie udogodnienia i natchnienie ułatwiające ostateczne przyozdobienie się i zupełne przygotowanie do uczty weselnej. Przypowieść wskazuje jednak, że nawet w tych szczególnie dogodnych okolicznościach znajdą się ludzie – wyobrażani tutaj przez „jednego człowieka” – którzy znieważą gospodarza, Króla; pogardziwszy szatą weselną, zdejmą ją.

Wyraźna nauka tej przypowieści wskazuje zatem na to, że ostateczną powszechną próbą „mądrych panien”, które dotąd wykazywały gotowość i godność, na skutek czego korzystały ze znacznej części światła czasu żniwa, będzie zdolność do właściwej oceny zagadnienia, które tak często podkreślane jest przez Pismo Święte, a mianowicie, że przyjęcie ich do grona uczestników uczty nie jest ich wyłączną zasługą, lecz zawdzięczają to przede wszystkim zakryciu ich nagości i niedoskonałości zasługą Tego, który dał za nie swe życie na okup, a Jego sprawiedliwość przypisana im jak szata, czyni je przyjemnymi i godnymi królewskiego przyjęcia. Wszyscy muszą ubrać szatę, którą można potem wyhaftować swymi dobrymi uczynkami. <str. 200>

Ostatnia wielka i powszechna próba będzie rzeczą niezwykle znamienną i istotną. Widoczne jest, że nasz Niebiański Ojciec postanowił, że w gronie Oblubienicy znajdą się wyłącznie ci, którzy jasno uświadamiają sobie swą nicość i przyjmują wspaniałego Oblubieńca za swego Zbawiciela, Pana i Nauczyciela.

Zdziwienie może wywoływać też fakt, że dobrze, jak dotąd, sprawujący się biegacze mogą upaść, będąc tak bliskimi spełnienia swych nadziei. Lecz to ostrzeżenie skłania wszystkich poświęconych do czuwania i modlitwy, aby nie wpadli w pokuszenie, gdyż w ostatecznych dniach nastaną przepowiedziane przez apostoła trudne czasy (1 Tym. 4:1; 2 Tym. 3:1, 4:3-5). Jednakże czasy te nie są aż tak trudne, aby łaska Boża nie mogła podtrzymać tych, którzy ufnie wspierają się na ramieniu Wszechmogącego. Istotnie, nigdy przedtem ci, co pokornie trzymali się wąskiej ścieżki ofiarowania, nie byli w takim stopniu podtrzymywani ani w pełni wyposażeni w zupełną zbroję Bożą jak teraz. Trudno pojąć, dlaczego jednak owa obfitość łask Bożych, wyrazistość objawienia miłosiernego planu Pańskiego (wedle którego w Tysiącleciu Kościół będzie użyty do udzielania błogosławieństw wszystkim rodzajom ziemi) zamiast prowadzić do pokory i głębszego uznania wartości wspaniałej ceny okupowej, sprawiającej wyzwolenie świata spod przekleństwa oraz zapewniającej nam powołanie do boskiej natury i współdziedzictwa z Chrystusem, wywołuje u niektórych ludzi skutek wprost przeciwny. Zamiast uznawać się co najwyżej za „nieużytecznych sług”, zdają się przeceniać swe mało znaczące samozaparcie dla Prawdy i traktować je na równi z tym, co uczynił Pan Jezus, zapominając, że sami sobą nie przedstawiają żadnej wartości i nie dostrzegając nieskazitelnej doskonałości naszego Pana. Wydaje im się, że są tak samo jak Pan Jezus niezbędni do wykonania wspaniałego planu wieków objawionego w Piśmie Świętym. Stoją oni pod zarzutem „nie trzymania się Głowy” i niedostatecznego poszanowania Jego wielkiego dzieła wybawienia <str. 201> (Kol. 2:19). Znajdują się pod przekleństwem, jakie dotknie każdego, który by „krew przymierza, przez którą był poświęcony [i przyjęty], za pospolitą miał” (Hebr. 10:29). Odrzucając „drogę” – drogę jedyną – oraz jedyne imię pod niebem dane ludziom, przez które można uzyskać wybawienie od przekleństwa Adamowego i całkowite pojednanie z Bogiem, sprzeciwiają się samemu duchowi łaski Bożej.

W przypowieści ludzie ci zobrazowani są w człowieku, który został „związany”. Ich przygotowania do uczty zostały przerwane, a także uniemożliwione zostało dalsze rozpoznawanie związanych z nią błogosławieństw i radości. Ostatecznie zostaną oni zupełnie pozbawieni światła przez wrzucenie w światowe „ciemności zewnętrzne”, gdzie będą mieli udział w udręczeniach i utrapieniach czasu wielkiego ucisku. Odkrywane obecnie prawdy, które mają na celu nasze dobro i rozwój, stały się dla nich przyczyną potknięcia, gdyż nie zostali należycie wyćwiczeni w Prawdzie. Tak jak Izrael, który po długim okresie otrzymywania szczególnej łaski Bożej napełnił się pychą i począł myśleć o sobie, iż na łaskę sobie zasłużył i że jest niezbędny w Boskim planie, został odrzucony przez Boga od wszelkich łask, tak też będzie obecnie z tymi, którzy dotychczas biegli dobrze, lecz nie zachowawszy pokory, uznali samych siebie za godnych pokazania się przed Bogiem w szacie własnej sprawiedliwości; wydaje im się, iż mają prawo uczestniczenia w uczcie bez przywdziania weselnej szaty przypisanej sprawiedliwości Chrystusowej.

Ów proroczy szczegół rozważanej przypowieści, choć napawa nas smutkiem, wypełnia się na naszych oczach, dodając jeszcze jedno ogniwo do długiego łańcucha dowodów potwierdzających aktualność „żniwa”. Niektórzy z cieszących się obecnie duchowymi łaskami pogardzili szatą weselną i odrzucili ją. Aczkolwiek nadal twierdzą, iż Chrystus jest ich Panem, to jednak zaprzeczają ważności ugody, na mocy której stał się On ich Panem, a <str. 202> oni sami zostali uznani za godnych zaproszenia na wesele (Rzym. 14:9, 5:2). Śmiało twierdzą, że nie potrzebują Zbawiciela i przy pomocy wyrafinowanej sofistyki i błędnego tłumaczenia Pisma Świętego przekonują samych siebie i innych, że dostali się do owczarni odmienną drogą, nie wymagającą odkupienia – drogą swej własnej sprawiedliwości, która według określenia apostoła jest „szatą splugawioną”. Twierdzą oni, że nie potrzebują Obrońcy ani okupu, gdyż zostali nieodwołalnie wybrani przez Boga, aby odziedziczyć niebiańską chwałę.

Owo zdejmowanie szaty weselnej przez odrzucanie wartości ofiary okupowej Chrystusa, po raz pierwszy pojawiło się wśród chodzących w świetle teraźniejszej Prawdy w lecie 1878 roku. Od tamtego czasu każdy, kto wchodzi do bogato oświetlonej sali przyjęć, każdy, kto przyjmuje światło żniwa, przechodzi taki sprawdzian. Pomimo obecności Oblubieńca, błąd zapuszcza korzenie i sprawia, że niektórzy odrzucają niezbędną szatę weselną. Jakiż to wywołało niepokój pomiędzy gośćmi, jakie podziały, jakie przesiewanie! Ci, którzy odrzucają szatę, wydają się niecierpliwie zachęcać innych do uczynienia tego samego; czyniąc to, napotykają na sprzeciw ze strony wiernych i tak w samej sali, gdzie przebywają goście, dokonuje się podział, który będzie przebiegał aż do ostatniego momentu przed rozpoczęciem się wesela.

Tymczasem obecny, choć niewidzialny, Oblubieniec-Król wyznacza wierne, godne jednostki, które zakosztują przygotowanej przez Niego wieczerzy. Dozwala On na przeprowadzenie ostatecznej próby, którą sam przepowiedział w przypowieści. Do tych, co pozbyli się szaty, zwraca się z pytaniem: „Przyjacielu! [towarzyszu] jakoś tu wszedł nie mając szaty weselnej?” – delikatnie, lecz dobitnie przypominając, że ubranie szaty było właśnie warunkiem dopuszczenia do uczestnictwa w łaskach oraz że szata taka została każdemu darmo zapewniona. Niech więc ci wszyscy, którzy obecnie zapierają się wartości śmierci Chrystusa jako swej ceny okupowej, spróbują oświadczyć, iż w czasie, gdy wchodzili na ucztę, aby skorzystać z teraźniejszego światła – świadomości <str. 203> obecności Pańskiej oraz innych tak wyraźnie obecnie dostrzeganych głębokich prawd Bożych, nie posiadali szaty. Nikt nie wszedł tutaj bez szaty, gdyż w takim razie nie mógłby widzieć głębokich rzeczy Bożych (1 Kor. 2:7-14). Tak w przypowieści, jak i w otaczającej nas rzeczywistości jedyną odpowiedzią na takie pytanie zadane tym, co odrzucili szatę jest „milczenie”. Nie potrafią zaprzeczyć, że wpuszczono ich tutaj, gdy jeszcze mieli szatę na sobie, nie chcą jednak tego potwierdzić.

„Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu nogi i ręce i wrzućcie go do ciemności zewnętrznej” (nb). „Ciemność zewnętrzna” jest to ciemność, która okrywa mądrych według tego świata, ciemność ludzkich uzasadnień nie kierowanych Słowem Bożym i niezgodnych z jego objawionym planem okupu i restytucji. Związanie, czy też ograniczenie, stanowi przykład dla grona poświęconych i dobitnie pomaga wszystkim prawdziwie wiernym zauważyć, że wedle oceny Króla szata przedstawia ogromną wartość, a jej posiadanie jest niezbędne. Sługami, którym polecono wykonać czynność związania, są tacy, dla których Prawda jest celem i którzy mogą związać wpływy takowych przy pomocy świadectw Pisma Świętego mówiących o wielkiej i niezbywalnej wartości kosztownej krwi i zakupionej dla nas szaty sprawiedliwości. Walcząc z tymi argumentami Pisma Świętego, jednostki nie odziane w szatę są zmuszone – swą własną argumentacją i próbami usprawiedliwiania samych siebie – do opuszczenia światłości i udania się w „ciemność zewnętrzną”. Dla nich, tak jak i dla świata, krzyż stał się kamieniem obrażenia i głupstwem, lecz dla wiernych i poświęconych jest on niezmiennie „mocą Bożą i mądrością Bożą”.

Należy jednak zauważyć, że ci, którzy według przypowieści zostaną „związani” i „wrzuceni w zewnętrzną ciemność”, musieli najpierw znajdować się w świetle Prawdy czasu żniwa, a w związku z tym ich odpowiedzialność i kara są większe niż odpowiedzialność i kara tych, co nigdy nie cieszyli się taką łaską. Tysiące członków nominalnego kościoła pójdzie zapewne <str. 204> za naukami swych wybitnych przywódców, pogardzając wiarą w skuteczność kosztownej krwi Chrystusa jako ceny okupowej za grzeszników. Ludzie ci jednak czyniąc ten krok nie będą w pełni za niego odpowiedzialni, ponieważ w tej sprawie nigdy nie zostali dostatecznie uświadomieni.

Tysiące wyznawców chrześcijaństwa nigdy nie wierzyło, że Chrystus jest ich okupem albo zastępcą i nigdy nie miało na sobie szaty przypisanej sprawiedliwości. Oni oczywiście nie są wspomniani w przypowieści. Odnosi się ona jedynie do bardzo ograniczonej grupy tych, którzy dobrze pojmowali i oceniali okup i dzięki temu przez łaskę, jaka z niego wynika skorzystali ze szczególnego światła czasu żniwa – czasu obecności Króla tuż przed rozpoczęciem uczty. Jak bardzo winni się strzec przeto ci, co raz zostali oświeceni i którzy skosztowali dobrego słowa Bożego i mocy przyszłego wieku, aby obronić się przed najniewinniejszymi nawet sugestiami skłaniającymi ich do podjęcia tego kroku nielojalności, nieprawości i nieszczęścia (Hebr. 10:26-31, 6:4-8).

Rozważając te przypowieści, nie wolno nam popełnić błędu polegającego na mniemaniu, iż wszystkie mądre panny znalazły się już na weselu – w sali gościnnej przeznaczonej do szczególnych, ostatecznych przygotowań i że przed rozpoczęciem przeglądu, o którym wspomina przypowieść, drzwi zostały zamknięte. Drzwi sposobności ciągle pozostają otwarte dla wszystkich poświęconych, okrytych wiarą w weselną szatę sprawiedliwości Chrystusowej. Poselstwo: „Oto Oblubieniec!” ciągle jeszcze rozbrzmiewa, a mądre panny nieustannie wychodzą Mu naprzeciw i wchodzą z Nim na wesele. Głupie zaś nie powróciły jeszcze z olejem w swych naczyniach. Jednak od momentu „wejścia króla” (od 1878 roku, który stanowi równoległość w stosunku do symbolicznego objęcia przez naszego Pana urzędu Króla żydowskiego – Mat. 21:1-13) trwa przegląd gości i sprawdzian, czy doceniają oni wartość szaty weselnej. W czasie, gdy kolejne mądre panny dowiadują się o obecności Oblubieńca <str. 205> i z radością przybywają na ucztę, niektóre z tych, co przybyły tu wcześniej, dowodzą tego, iż nie są godne pozostania w środku. Ich nogi i ręce były i są wiązane, a ich ocena i zrozumienie teraźniejszej Prawdy – o obecności Pańskiej oraz o obecnym i przyszłym dziele – zaczynają być coraz bardziej nikłe, proporcjonalnie do szybszego, czy też wolniejszego, w zależności od temperamentu, ciążenia w kierunku światowego punktu widzenia, wynikającego z fałszywego rozumowania opartego na błędnych przesłankach – w kierunku „ciemności zewnętrznej” tego świata, w porównaniu do wewnętrznego światła, dostępnego obecnie świętym, którzy we właściwy sposób okryci są szatą. Nie ulega wątpliwości, że wszystkie panny, które tu weszły muszą być sprawdzone w tym zakresie. Szczęśliwi i bez obaw będą ci, których serca mogą powiedzieć:

 

„Nadzieja moja cała tkwi

W Chrystusa drogocennej krwi.

I Jego tylko pragnę znać,

Przy boku Pana wiernie stać.

Bo przez tę Jego świętą krew

Przebłagał Jezus Boski Gniew.”

 

Oni też mogą triumfalnie śpiewać:

 

„Już przyszedł na ziemię Książę pokoju,

A jego oblicze jasnym blaskiem lśni.

Posłuchaj słów jego po znoju:

‘Dziś znowu mój pokój dam ci’.

Krzyża ramiona zakryły me grzechy

A przeszłość niegodna w zbawczej mocy krwi

Jemu wciąż ufam, On źródłem pociechy.

Twa wola w mym życiu po wszystkie dni.”

Koniec wysokiego powołania
nie jest równoznaczny z zamknięciem drzwi.

Pismo Święte nie podaje nam dokładnej daty zamknięcia drzwi umożliwiających wejście na ucztę weselną, jednakże wyraźne stwierdza, że zanim to nastąpi, wszystkim „pannom” będzie <str. 206> dana możliwość wejścia, a te z nich, które są „mądre” czyli gotowe, z tej sposobności skorzystają.

Otwarte „drzwi” wyobrażają możliwość skorzystania z pewnych warunków i przywilejów. Drzwi zamknięte oznaczają ustanie tego przywileju, czyli sposobności. Przywilej, zaproszenie, sposobność Wieku Ewangelii, które umożliwiają wierzącym w Chrystusa ograniczone pewnymi warunkami wejście do współdziedzictwa z Nim w Królestwie niebieskim i w boskiej naturze, stanowi „drzwi”, przez które „przystęp otrzymaliśmy wiarą ku tej łasce, w której stoimy”, tj. ku nadziei posiadania chwały Bożej (Rzym. 5:2). Drzwi, które stały otworem przez cały Wiek Ewangelii, zostaną w pewnym momencie zamknięte; wzmianka o drzwiach w przypowieści o dziesięciu pannach wyznacza ten moment. Wtedy to zakończą się wspomniane powyżej sposobności i przywileje. Przypowieść opisuje jedynie wydarzenia końca Wieku Ewangelii, które rozegrają się pomiędzy członkami prawdziwego Kościoła żyjącego w tym czasie. „Drzwi” wspomniane w tej przypowieści – symbol szczególnych przywilejów, spełnienia i celu wszelkich łask Wieku Ewangelii – będą otwarte dla „mądrych panien” w czasie żniwa. Zamknięcie drzwi, gdy wszystkie już panny skorzystają z tego przywileju, oznacza zamknięcie dostępu do wszelkich łask i przywilejów Wieku Ewangelii, bowiem uczta jest pełnym wyobrażeniem korzyści i przywilejów płynących z Ewangelii, wyobrażeniem wspaniałego dokończenia, do którego prowadzą wszelkie udzielone nam łaski; uczta jest stanem osiągnięcia obiecanej chwały Królestwa.

Zauważcie, że „drzwi” sposobności i przywileju niebawem zostaną zamknięte. Nasz Pan nazwał je bramą i powiedział, że w Wieku Ewangelii niełatwo będzie je znaleźć i wejść w nie. Radził dołożyć wszelkich starań, aby tego dokonać, gdyż jest to warunek uczestnictwa w nieśmiertelności i zaszczytach Królestwa, do którego wiodą te i tylko te drzwi. Powiedział przeto: „Usiłujcie, abyście weszli przez ciasną bramę; albowiem powiadam wam; wiele ich będą chcieli wnijść, ale nie będą mogli, gdy wstanie gospodarz <str. 207> i zamknie drzwi” – Łuk. 13:24,25. Wąska droga to, jak się już dowiedzieliśmy,* droga ofiarowania samego siebie na rzecz dzieła i planu Pańskiego. Warunki, w jakich obecnie żyjemy, czynią tę drogę wąską. Każdy, kto będzie chciał podążać śladami naszego Przewodnika i Poprzednika, z pewnością się o tym przekona; będzie musiał znosić trudności i prześladowania, gdyż duch światowości sprzeciwia się Prawdzie i sprawiedliwości. Obserwując przykład postępowania naszego Pana, przekonujemy się, że pójście tą drogą oznacza nie tylko bierne poddanie się zarządzeniom, Jego duchowi, lecz także wymaga od nas aktywnej, energicznej gorliwości w rozpowszechnianiu Prawdy za wszelką cenę. Wszyscy, którzy tak jak On, idą wąską drogą, wierni aż do śmierci, współuczestniczą w Jego cierpieniach, aby w słusznym czasie współuczestniczyć w Jego chwale uczty weselnej – chwale, która się okaże przy objawieniu Pana i jego Królestwa (Filip. 3:10; 1 Piotra 4:13).

* Tom I, str. 203.

Wobec tak chwalebnego kresu wąskiej drogi ofiarowania samego siebie dla dobra Prawdy, możliwość postępowania po niej jest największym z przywilejów, które zostały kiedykolwiek zaoferowane istotom stworzonym. Przywilej cierpienia z Chrystusem dla Jego sprawy, po uprzednim uznaniu Go za swego Odkupiciela, jest przeto drzwiami, jedynymi możliwymi drzwiami, przez które wchodząc można osiągnąć chwałę, stać się Oblubienicą i współdziedzicem Chrystusowym.

Zamknięcie drzwi mogłoby zostać wskazane na trzy sposoby: pierwszy, to wyraźne oświadczenie Biblii podające dokładną datę, drugi, to taki zwrot zapatrywań opinii publicznej, który spowodowałby, że wierność i gorliwość w służbie Prawdy nie spotykałyby się już ze sprzeciwem, a tym samym cierpienie z Chrystusem dla Prawdy (Rzym. 8:17) nie byłoby możliwe, lub trzeci – taki stan spraw <str. 208> światowych, który skutecznie zagrodziłby wszelkie możliwości służenia, nie pozostawiając w tej sytuacji kandydatom możliwości prowadzenia działalności, w której dzięki swej aktywności i wytrwałości mogliby rozwinąć i wykazać swą miłość i wierność.

Aczkolwiek z całą pewnością wiemy, że zamknięcie drzwi będzie miało miejsce w okresie żniwa, czyli dokonania obecnego wieku, to jednak Biblia nie określa dokładnej daty tego wydarzenia. Chociaż wiemy, że czas wielkiego ucisku spowoduje wielki zwrot zapatrywań opinii publicznej w kierunku pozytywnego stosunku do Prawdy i sprawiedliwości, to jednak nie mamy żadnych wzmianek, jakoby taki stan rzeczy miał zaistnieć, zanim całkowicie zakończy się żniwo. Mamy jednak wyraźne znaki świadczące o tym, iż zamknięcie drzwi nastąpi według ostatniego z wymienionych sposobów. Zostaliśmy przecież ostrzeżeni, że przed świtem dnia Tysiąclecia nastanie noc, w czasie której żaden nie będzie mógł nic sprawować – „Przyszedł poranek, także i noc” – Izaj. 21:12 (zob. także Tom II, rozdz. viii).

Otwarta przed nami wąska droga daje przywilej i możliwość współpracowania z Panem w obecnym czasie, kiedy okazywanie jego ducha cichości i gorliwości oraz lojalności względem Boga i Jego Prawdy odbywa się kosztem ziemskich korzyści, kiedy stawanie w obronie Jego sprawy i Prawdy, którą on zapoczątkował spowoduje, że staniemy się, co najmniej, bardzo niepopularnymi, kiedy usiłowanie oddawania czci Jego imieniowi i udzielania bliźnim błogosławieństwa Prawdy przez przyświecanie swym światłem, sprowadzi na nas zarzuty, fałszywe pomówienia i jakąś formę prześladowań. Skoro więc otwarcie ciasnej bramy oznacza, jak się przekonaliśmy, radowanie się przywilejem ofiarowania się za wszelką cenę, pozostając wiernymi aż do śmierci, to wynika z tego, że zamknięcie wszelkich sposobności współudziału w takiej służbie i cierpieniu będzie równoznaczne z zamknięciem drzwi, z zagrodzeniem wąskiej drogi do przyszłej chwały i współdziedziczenia. Królowanie z Chrystusem uwarunkowane jest naszą wiernością w Jego służbie, a obecnie oznacza to cierpienie wraz z nim (Rzym. 8:17, 6:8). <str. 209>

Jak się przekonaliśmy, cierpienie z Chrystusem różni się od zwykłego cierpienia, właściwego wszystkim członkom upadłego stanu. Są to jedynie takie cierpienia, które są mniej lub bardziej bezpośrednim skutkiem naśladowania przykładu Chrystusa w obronie niepopularnych prawd i w wykazywaniu popularnych błędów. Takie były przyczyny cierpień Chrystusa, takie też będą przyczyny prześladowań, cierpień i strat wszystkich, którzy postępują Jego śladami. Mając obecnie współudział w Jego cierpieniach, zostaną oni na końcu drogi uznani za godnych udziału w nagrodzie, jaka przypadnie tym, co pozostaną wierni zasadom. W ciągu Wieku Ewangelii oznaczało to dzieło ofiarowania samego siebie i wytrwałość w znoszeniu zarzutów przy pracy siania i podlewania nasion prawd Chrystusowych. Obecnie, przy końcu tego wieku, znaczy to podobną wierność i wytrwałość w odbywającym się obecnie dziele żniwa, aż do położenia życia włącznie, czy to, jeśliby była taka potrzeba, w stopniowym procesie zużywania swych sił witalnych przez pracę w służbie Pańskiej, umierając na każdy dzień, czy to przez bardziej gwałtowną, męczeńską śmierć.

Aczkolwiek prawdą jest, iż Kościół ma być „bez nagany” – „nie mającym zmazy, albo zmarszczku, albo czego takiego” (Efezj. 5:27), ponieważ został „nad śnieg wybielony” we wspaniałym źródle zbawczej miłości zasługą swego Odkupiciela, to jednak owa bezgrzeszność nie jest jedyną cechą, dzięki której zaślubiony, dziewiczy Kościół będzie godny uznania go za Oblubienicę, żonę Baranka. Spełnienie tego warunku będzie konieczne dla wszystkich, którzy kiedykolwiek zostaną uznani za godnych posiadania jakiejkolwiek formy życia wiecznego. Oblubienica Barankowa, oprócz pozostawania w czystości panieńskiej i nie wchodzenia w żadne grzeszne związki czy flirty ze światem, winna wykazać się czymś znacznie istotniejszym. Musi ona tak dokładnie upodobnić się do swego Pana, tak ściśle postępować Jego śladem i wedle Jego wskazówek, aby, tak jak On, stała się ofiarą, męczennikiem dla tych samych zasad Prawdy i sprawiedliwości. Musi udowodnić, że pała miłością do swego Oblubieńca i pełna jest niestrudzonego oddania dla Jego imienia i zasad <str. 210> do tego stopnia, iż gotowa jest doznawać wzgardy i odrzucenia od świata, tak jak i On został odrzucony na skutek trwania przy swych naukach.

W celu rozwinięcia i okazania takiego charakteru Oblubienica musi być doświadczona i wypróbowana. Jej ufność, wytrwałość, wierność Panu na dobre i na złe, muszą się rozwinąć i być wypróbowane. Tylko tacy, którzy tak się rozwiną i będą wypróbowani, a w próbie okażą się wiernymi, będą przyjęci i uznani za Oblubienicę i współdziedziców swego Pana – dziedzica wszystkich rzeczy. Napisane jest bowiem: „Błogosławiony mąż, który znosi pokuszenie; bo gdy będzie [w ten sposób] doświadczony, weźmie koronę żywota, którą obiecał Pan tym, którzy go [tak gorąco] miłują”. W tym sensie każdą próbę wierności powinniśmy przyjmować z radością, gdyż stanowi ona kolejną możliwość okazania Oblubieńcowi mocy i głębi naszej miłości, złożenia jeszcze jednego dowodu na to, że jesteśmy godni Jego miłości i zaufania oraz obiecanego wywyższenia. Uczestnicy nadchodzącej chwały naszego Pana są nie tylko powołani i przyjęci, lecz także muszą okazać się wiernymi, aż do śmierci (Obj. 17:14).

Drzwi możliwości współpracy z Panem w dziele Wieku Ewangelii zostaną zatem zamknięte wtedy, gdy „przyjdzie noc, gdy żaden nie będzie mógł nic sprawować”. Dla tych zaś, którzy wcześniej w wiernej służbie nie rozwinęli koniecznych cech charakteru i nie udowodnili swej sympatii, poświęcenia, miłości i gorliwości dla Pana i Jego Prawdy (Mat. 10:37; Mar. 8:38), będzie już wtedy za późno, aby to uczynić. Okażą się, jak to określa przypowieść, „głupimi pannami”, gdyż pozwolili, aby wymknęła im się wspaniała, chwalebna możliwość cierpienia dla tego i za tego, z którym chętnie byliby królowali. Do tego czasu pełna liczba tych, którzy według Bożego przeznaczenia mieli wejść w skład Kościoła i uzupełnić go, zostanie powołana, wybrana i okaże się w doświadczeniach wierna – „przypodobana obrazowi Syna jego” (Rzym. 8:29). Przeminie żniwo, skończy się lato łask, a do wykonania pozostanie jedynie spalenie kąkolu w celu oczyszczenia roli (świata, ludzkości) i zupełnego przygotowania <str. 211> jej pod daleko bardziej rozległy zasiew Wieku Tysiąclecia.

Nadejście owej nocy powstrzyma z pewnością dalszą pracę przy rozsiewaniu Prawdy, która na skutek powszechnego niezrozumienia, zamiast być przyjętą w swym rzeczywistym świetle jako zapowiedź Boskich zamiarów i objawienie nadciągającego ucisku świata oraz jego rzeczywistego podłoża, zostanie prawdopodobnie uznana za jedną z istotnych przyczyn anarchii i zamieszania, jakie wówczas zapanują. Nie należy się spodziewać, że nadejście nocy i zamknięcie drzwi nastąpi nagle. Będzie to raczej stopniowe utrudnianie i wygaszenie dzieła żniwa.

Czas obecny, przed wybuchem burzy ucisku, przeznaczony jest na popieczętowanie sług Bożych na czołach ich (Obj. 7:2,3). Każda zatem mądra panna, zanim zapadnie noc, a drzwi możliwości działania zostaną zamknięte, winna docenić przywilej obecnego czasu tak w sensie uzyskania intelektualnego zapieczętowania teraźniejszą Prawdą, jak i przez zaangażowanie się do żniwiarskiego dzieła pieczętowania innych należących do klasy pszenicy i gromadzenia ich w bezpiecznym gumnie.

Patrząc na dwadzieścia cztery lata, które pozostały do zakończenia żniwa,33 oczywistym się nam wydaje, że sprzyjające okoliczności obecnego czasu nie potrwają zbyt długo. Koniec żniwa oznaczał będzie zakończenie panowania zła i zapoczątkowanie chwalebnego Dnia Tysiąclecia. W tym też okresie musi nastać ciemna noc największego ucisku dla świata, wielka ciemność, która poprzedzi świtanie chwalebnego dnia: „Przyszedł poranek, także i noc” – „czas uciśnienia, jakiego nie było, jako narody poczęły być”.

33 Pisane w 1890 roku – przyp.tłum.

Nadejście nocy, w której żniwiarze zostaną zmuszeni do zaniechania swej pracy, świadczyć będzie o wykonaniu ostatniego dzieła Wieku Ewangelii, o tym, że dokonało się „popieczętowanie” i „zgromadzenie” <str. 212> w miejscu odosobnienia od świata, w gumnie (Mat. 13:30) postanowionej liczby członków Oblubienicy Chrystusowej. Bóg nie dozwoli nikomu przerwać tej pracy, dokąd nie zostanie ona zakończona. Gdy zaś wszyscy prawdziwi i wierni słudzy Boży zostaną popieczętowani na czołach ich, a dzieło Wieku Ewangelii zostanie zakończone, nikt nie będzie już mógł przystąpić do tej pracy ani otrzymać za nią sowitej zapłaty, obiecanej w „bardzo wielkich i kosztownych obietnicach” jako nagroda dla wiernych, którzy korzystają z możliwości wejścia przez otwarte jeszcze „drzwi” (2 Piotra 1:4).

Nie należy jednak wyciągać wniosku, jakoby wszyscy mieli otrzymać nagrodę natychmiast, skoro tylko udowodnią, iż są wiernymi. Możliwe, że niektórzy z nich będą żyli nieco dłużej, wkraczając w ciemności nocy ucisku – naszą nadzieją jest jednak, że tak nie będzie. „Tuć jest cierpliwość świętych, tuć są ci, którzy chowają przykazania Boże i wiarę Jezusową.” Przywdziawszy zupełną zbroję Bożą i dobitnie przeciwstawiwszy się błędowi przez wyraźne i odważne głoszenie i bronienie Prawdy w złym dniu, w którym ludzie śmiało i wyzywająco będą obnosić się z monstrualnymi błędami, święci mają postąpić wedle napomnienia, aby: „Wszystko wykonawszy, ostać się”, mając na sobie zupełną zbroję, z mieczem ducha zawsze gotowym do obrony, czuwając ze wszelką ustawicznością i z modlitwą za wszystkich świętych. Wszyscy będą potrzebować cierpliwości, aby uczyniwszy wolę Bożą, odnieść obietnicę (Obj. 14:12; Efezj. 6:13; Hebr. 10:36).

Chcemy wyraźnie podkreślić, że zakończenie wysokiego powołania do współdziedzictwa z naszym Panem Jezusem w Królestwie Bożym nie jest równoznaczne z zamknięciem drzwi z przypowieści o dziesięciu pannach. Aczkolwiek ogólne „powołanie” do tej łaski zakończyło się w 1881 roku, to „drzwi” są nadal otwarte. Powołanie jest ogólnym zaproszeniem Bożym skierowanym do wszystkich usprawiedliwionych, wierzących w Odkupiciela, aby poszli w Jego ślady drogą ofiarowania samego siebie aż do śmierci, a przez to, aby mogli udowodnić, że są godni królowania z Nim w chwale. Łaska ta stała się dostępna w ściśle określonym czasie: oczekujący uczniowie zostali przyjęci do skorzystania z niej w Dniu Pięćdziesiątnicy roku <str. 213> 33 n.e. Jej koniec jest także ściśle określony – październik 1881 roku, jak to zostało wcześniej wykazane.*

* Zob. Tom II, rozdz. vii.

Z drugiej strony, zamknięcie „drzwi” z przypowieści zapisanej w 25 rozdziale Mateusza, wyznacza zupełne ustanie, także dla powołanych, wszelkich możliwości otrzymania nagrody wysokiego powołania. Wyznacza ono ustanie możliwości udowodnienia przez wierną służbę, iż jest się godnym otrzymania tej nagrody; gdy nadejdzie noc, w której nikt nie będzie mógł nic sprawować, wtedy zakończą się także wszelkie możliwości służenia (Jan 9:4). Jest przeto rzeczą oczywistą, że owe drzwi, czyli możliwość uczynienia naszego powołania i wybrania pewnym, niekoniecznie muszą się zamknąć wtedy, gdy powołanie, czyli ogólne zaproszenie, przestanie być rozpowszechniane. Dopóki więc drzwi stoją otworem, każdy wierzący, który pragnąłby wejść i byłby gotów zastosować się do wymagań, może to uczynić, pomimo, iż ogólne „powołanie”, czyli zaproszenie do wejścia przez nie, nie jest już aktualne. W istocie, drzwi – możliwość pracy i ofiary – nie zostały jeszcze zamknięte, pomimo iż ogólne powołanie zakończyło się w 1881 roku.

Wiek Ewangelii był czasem powołania, po pierwsze przez wzywanie grzesznych do pokuty i do wiary w Chrystusa jako Odkupiciela i po drugie, przez wzywanie usprawiedliwionych do zaszczytnego przywileju współdziedzictwa z Chrystusem w Jego Królestwie, pod warunkiem, iż obecnie będziemy podążali Jego śladami, drogą ofiarowania samych siebie aż do śmierci. Spełniając ten warunek możemy być przyjęci do sprawowania dzieła Królestwa i otrzymać zaszczyty nadchodzącego Wieku Tysiąclecia. Skoro bowiem nasz Pan mówi, że dokonaniem obecnego wieku będzie żniwo, wyraźnie oznacza to radykalną zmianę z siania na żęcie, z powoływania na doświadczanie powołanych i zakończenie dzieła rozpoczętego przez powołanie.

Aby zilustrować zmianę charakteru pracy przy końcu Wieku Ewangelii, nasz Pan dał przypowieść o niewodzie (Mat. 13:47-50): „Zasię podobne jest królestwo <str. 214> niebieskie niewodowi zapuszczonemu w morze i ryby wszelkiego rodzaju zagarniającemu, który gdy był pełen, wyciągnęli rybitwi na brzeg, a usiadłszy, wybierali dobre ryby w naczynia, a złe precz wyrzucali. Takci będzie przy dokonaniu świata [żniwie – Mat. 13:39]; wynijdą Aniołowie [posłańcy, słudzy Boży] i wyłączą złe z pośrodku sprawiedliwych i wrzucą je w piec ognisty [czas wielkiego ucisku]; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.

Przypowieść ta odnosi się do nominalnego Kościoła Chrześcijańskiego, który miał być wedle oczekiwań Królestwem Bożym. Sieć wrzucona w morze (świat), zagarniająca ryby (ludzi – Mat. 4:19) wszelkiego rodzaju (prawdziwych chrześcijan, na wpół zwiedzionych i oszukanych chrześcijan oraz tłumy hipokrytów), która, gdy jest pełna (w zupełności Bożego czasu), zostaje wyciągnięta na brzeg. Oznacza to, że zgromadzone w nominalnym kościele „ryby wszelkiego rodzaju”, choćby nadawały się do wszystkiego innego, to nie pasują do Królestwa; Bóg sprawi, że przy końcu wieku – w czasie żniwa – powołanie, czyli zaproszenie do Królestwa, ustanie, co zobrazowane jest w wyciągnięciu niewodu na brzeg. Wtedy rybacy przystąpią do innej pracy, a mianowicie do segregacji i rozdzielania, czego efektem będzie zgromadzenie ryb pożądanego gatunku i odrzucenie innych, które nie okażą się godnymi łaski, do której zostały powołane. „Wielu jest wezwanych, ale mało wybranych” – Mat. 22:14.

Dzieło oddzielania przedstawione w tej przypowieści jest równoznaczne z podobną pracą ukazaną w przypowieści o pszenicy i kąkolu. Na tej podstawie można się więc spodziewać, iż praca siania (powoływanie) zostanie przerwana i zastąpiona pracą żęcia. W obu przypowieściach słudzy Pańscy, którzy postępując wedle Jego wskazówek dokonają tej zmiany, nazywani są aniołami – specjalnymi posłańcami Bożymi. Są to Jego wierni uczniowie, którzy postępując pokornie, będąc blisko Pana, gorliwie <str. 215> starając się poznać Jego plan i dowiedzieć, w jaki sposób podjąć współpracę w Jego dziele, nie są pozostawieni w ciemności, jeśli chodzi o znajomość Jego czasów i chwil (Mat. 13:11; 1 Tes. 5:4; Jer. 8:7-12). Oczywiście owo żęcie i zbieranie odnosi się jedynie do żyjących w czasie żniwa, a nie do umarłych, z których każdy po zakończeniu swego życia został odnotowany i oddzielony w oczekiwaniu na należne mu miejsce w Maluczkim Stadku uwielbionych – w samym Królestwie – albo też poza nim (2 Tym. 4:8).

Zadaniem niewodu nie było złapanie wszystkich ryb morskich. Nasz Pan, Główny Rybak, zaplanował schwytać zamierzoną liczbę ryb określonego rodzaju. Bez znaczenia było, ile ryb innych gatunków dostanie się wraz z nimi do sieci. Gdy zaplanowana liczba pożądanego, szczególnego gatunku znalazła się w niewodzie, został on wyciągnięty na brzeg w celu dokonania sortowania i oddzielania. Skoro według zarządzenia niewód został wyciągnięty na brzeg, oznacza to, iż zakończone jest już polecenie wrzucenia niewodu w morze, wydane na początku wieku (Mat. 28:19, 24:14). Wszyscy zatem, którzy nadal chcą współpracować z Panem, muszą zwrócić uwagę na Jego polecenia i nie marnować czasu na ogólny połów, lecz zająć się obecną pracą wybierania i zgromadzania. Tak jak wówczas Prawdą na czasie było współdziałanie w pracy powołania, tak Prawdą czasu żniwa, „teraźniejszą prawdą” jest współdziałanie z Panem w dziele doświadczania i oddzielania.

Skoro zatem słudzy Pańscy usłyszą Jego głos, oświadczający za pośrednictwem Słowa,